Strona 7 z 95
: 19 maja 2014, 22:12
autor: Keth
Goodsprings, stacja benzynowa
Ringo wbił w pastora swe przejęte oczy, słuchając słów kaznodziei z niemal hipnotycznym namaszczeniem. Dzierżony w jego dłoni rewolwer zaczął opadać lufą ku podłodze kantorka, zdradzając rosnące niezdecydowanie młodego człowieka i jednocześnie wrażenie wywołane przemową Gottschalka.
- Nie chciałem, żeby to tak wyglądało, pastorze - powiedział w końcu przygryzając dolną wargę - Bardzo mnie nastraszyli, bo... bo przez zupełny przypadek zabiłem jednego z nich, kiedy próbowali mnie obrabować na piętnastce. Ten cały Cobb obiecał, że będzie ze mnie darł żywcem pasy, a tacy jak on nie rzucają słów na wiatr, przysięgam!
- Najpierw musi się przebić przez nas wszystkich - odpowiedział Gottschalk, gestem dłoni pokazując młodzieńcowi, by ten jednak zechciał schować broń. Ringo westchnął ciężko, wsadził rewolwer za pasek spodni i przysiadł na regale, na którym kiedyś wykładano pojemniki z samochodowym olejem.
- Jeśli się zgodzę - zastrzegł niespokojnie - Jeśli się zgodzę, co miałbym właściwie zrobić?
Oszacowałem PT testu retoryki na bardzo trudny (5+1k12), bo Ringo zachowuje się niemal histerycznie. David Gottschalk posiada Posłuch 4 oraz Knowanie 5 (2k8). Sprawdźmy, co z tego wyjdzie... Najpierw rzut 1k12 dla Ringa, wynik 7. Teraz rzut 2k8 i wyniki 7 i 3. Tym samym mamy 12:14!
: 19 maja 2014, 22:26
autor: Keth
Goodsprings, mieszkalna przyczepa
Chociaż mieszkańcy osady mieli do swej dyspozycji dość domków, by móc się całkiem nieźle urządzić w czterech własnych ścianach, Stary Pete wolał mieszkać w mocno skorodowanej samochodowej przyczepie, pieczołowicie uszczelnionej i zaopatrzonej w drewniany daszek ocieniający wejściowe schodki. Kiedy w jego progi zwalili się dwaj goście, staruszek o pomarszczonej twarzy i żywych mądrych oczach siedział w bujanym fotelu pucując wypłowiałą szmatkę dwulufowego obrzyna.
- Zdecydowaliśmy z Trudi i Sunny, że się postawimy tym draniom - oznajmił prosto z mostu Chet, a Stary Pete pokiwał z aprobatą głową i wsunął do luf obrzyna dwie czerwone loftki.
- Dobrze postanowiliście - odparł kiwając wciąż głową - Widziałem w życiu dość im podobnych, żeby się na nich poznać. To nikczemne łotry, od początku to widziałem. Chcecie, żebym któregoś odstrzelił?
- Chcemy dynamitu - oświadczył Chet krzyżując ramiona na piersiach i opierając się o futrynę wejścia. Przysłuchujący się rozmowie albinos namierzył wzrokiem jakieś składane krzesełko, usiadł na nim starając się znaleźć jakiś ciemny kąt we wnętrzu przyczepy.
- Wiem, że masz w zapasie trochę lasek ze starych czasów, wszystkiego przecież nie zużyłeś - ciągnął dalej brodacz - Ten tutaj bladoskóry zna się na materiałach wybuchowych, obiecał przygotować kilka bomb, ale ja dynamitu w sklepie nie mam.
- Dynamit to nie zabawka, synu - oznajmił tonem przestrogi - Ktoś, kto się nim nie potrafi posługiwać może narobić bardzo dużej szkody. Obawiam się, że to dla was zbyt niebezpieczna broń.
Tym samym staruszek chyba się przyznał, że faktycznie posiada jakiś sekretny zapas dynamitu...
: 19 maja 2014, 23:17
autor: 8art
- O kurw... Eeee... Znaczy się motyla noga... - Szybko poprawił się człowiek, zupełnie jak dziecko, któremu zdarzyło mu się zakląć na rodzinnym obiedzie: - Piętnaście lat szeryfie? Cud, że jeszcze nie zardzewiałeś do cna. Oblukam i zobacze co się da zrobić Vic, ale chyba będziemy musieli to przełożyć na jutro, bo dziś to może być trochę mało czasu nim wpadną tu te zbóje.
Mężczyzna z nieskrywaną ciekawością przyglądał się maszynie, cmokając i wzdychając na przemian:
- W zasadzie to tą rdzę mógłbym od ręki wyczyścić jakbym tylko miał cholerne narzędzia. Nie masz tam czegoś w szopie? A tak w ogóle to masz jakiś więcej danych z okresu jak nas znalazłeś tam na cmentarzu? Kręcił się tam ktoś? Może coś było widać albo słychać? Kur...tyna. Dawaj tę mackę zaraz ją wyczyścimy. - Chudzielec wziął kawałek szmaty w zamiarze choć powierzchownego wyczyszczenia robota.
: 19 maja 2014, 23:20
autor: Procjon
- Proszę pana, kilka sprytnie zastawionych zdalnie odpalanych ładunków może nam zapewnić wybitną przewagę taktyczną, a nawet zwycięstwo. Jeżeli dostaniemy dynamit, być może pokonamy ich nawet nie wystrzelając ani jednej kuli. A na pewno dam radę skonstruować zdalne zapalniki z części ze sklepu Cheta. Kwestia tylko samego dynamitu, bo do tego potrzeba małej fabryki chemicznej i jakiegoś tygodnia, a mamy parę godzin. Potrzebujemy tego dynamitu. Jeżeli będę miał kiedyś możliwość, wyprodukuję dla pana tyle tego, ile pan nam teraz da. Poza tym przyczyni się pan jeszcze bardziej do obrony miasteczka przed Kajdaniarzami - albinos spojrzał pytającym wzrokiem znad okularów. - Dołożę wszelkich starań aby na zastosowaniu materiałów wybuchowych ucierpieli wyłącznie Kajdaniarze. Zresztą, zaplanuję ładunki tak, aby eksplozja nie sięgnęła w żadnym wypadku naszych pozycji.
: 20 maja 2014, 07:42
autor: namakemono
- Podjąłeś dobrą decyzję, przyjacielu. Szczegóły objaśni ci ktoś inny, ja się na tym nie znam. Jestem pasterzem, nie strategiem. Ale obiecuję, że każdy mieszkaniec zrobi co w jego mocy, by włos nie spadł ci z głowy. Pamiętaj, nie po to mieszkańcy uratowali ci życie, żeby teraz wystawić cię na odstrzał. Czeka nas ciężka próba, ale cel ze wszech miar wart jest ryzyka.
Dobrze, że się udało, choć rozumiem, że to kruche porozumienie i gość w każdej chwili może się wycofać. Dlatego będę się starał być cały czas z Ringo i go wspierać. A w razie kłopotów chronić jego tyłek.
: 20 maja 2014, 09:43
autor: Araven
Dobrze, ze się zdecydowałeś kolego, połowa miasteczka, w tym my, 3 goście z amnezją, będzie nadstawiać dla ciebie swoje tyłki.
Dobrze by było, abyś wziął w tym udział. Oczywiście, nie ryzykujemy po to by cię zabito, ale byś przeżył.
Dlatego współpracuj i bądź dobrej myśli. Teraz idę poszukać jakiejś pozycji strzeleckiej.
Zagadam z nauczycielką strzelania, co mam robić, i gdzie się zabunkrować, by mieć dobre pole ostrzału.
: 20 maja 2014, 22:36
autor: Keth
Goodsprings, Prospector Saloon
Siedzący na ogrodzeniu cmentarnego wzgórza osadnik zachowywał spokój, toteż wracający ze stacji mężczyźni przemaszerowali środkiem głównej ulicy nie bawiąc się w skradanie opłotkami. Dopóki nigdzie nie widać było Kajdaniarzy, przygotowania do obrony Goodsprings mogły się toczyć otwarcie.
Trudi ugotowała z pomocą dwóch innych kobiet gulasz ze świeżego mięsa gekona, spożyty przez gromadę bojówkarzy z dzikim apetytem i donośnym mlaskaniem. Chet, Sam, Ringo, trzej ocaleni z grobu faceci z amnezją, doktor Mitchell, pastor Gottschalk, Stary Pete i jeszcze trzech innych miejscowych mężczyzn rozłożyło na stolikach w barze swą broń, amunicję oraz narzędzia, sprawdzając raz jeszcze wszystkie strzelby i rewolwery i wymieniając się pomocnymi wskazówkami.
- Tylko nie próbuj montować tych zapalników w salonie - przestrzegła albinosa Sunny, kiedy ten zaczął zajmować się kawałkami drutu i przełącznikami w niebezpiecznie bliskiej odległości od spiętrzonych na blacie stolika lasek dynamitu - Idź na dwór, zanim coś przypadkiem nie wybuchnie, bo nas zmieciesz z powierzchni ziemi!
- Mówisz do eksperta w tej dziedzinie - odparł albinos, co dziewczyna skwitowała ironicznym parsknięciem.
- Człowieku, ty nie wiesz jak się nazywasz, a chcesz budować dynamitowe bomby! - wybuchnęła dziewczyna, spiorunowana surowym spojrzeniem Cheta.
- Przyniosłem coś ze sobą - wtrącił doktor Mitchell, kładąc na stole nylonową torbę i wyciągając z niej niewielki pistolet maszynowy o wąskiej lufie - Stary grat z lat włóczęgi, ale zaciął się dawno temu i nigdy nie próbowałem tego naprawić. Ktoś się nim zajmie?
Widząc wyciągniętą z torby broń chudzielec zerknął na nią z nieskrywanym zaciekawieniem, przerywając snutą w obecności trzech podejrzliwych osadników opowieść o tym jak to ugłaskał sprytną konwersacją miejscowego Sekuritrona nakłaniając go do pomocy w obronie Goodsprings.
Większość obrońców osady zebrała się ponownie w barze. Jest tam nasza czwórka BG, Ringo, Chet, Sunny, Sam, Stary Pete, doktor Mitchell, Trudi i trzech innych osadników. Trwa sprawdzanie arsenału i wymiana dobrych rad. Dostaliście jeść i pić, toteż wyzerowałem Wam liczniki zmęczenia, ale natychmiast przydzieliłem jeden dodatkowy albinosowi, ponieważ dzień jest tak paskudnie słoneczny i gorący, że białoskóry mężczyzna ledwie zipie!
Jakieś dodatkowe pomysły, komentarze, wnioski bądź chociażby luźne dialogi?
: 20 maja 2014, 22:59
autor: Procjon
Albinos burcząc pod nosem wyszedł na ganek, zabierając ze sobą do połowy pełną butelkę. Nie z powodu roszczeń Sunny. Po prostu potrzebował spokoju do swojej pracy. Spokój... Taak. Spokój jest najważniejszy. Czas jest na drugim miejscu. A dopiero na trzecim jest szczegółowe pojęcie o tym co się robi. "Jeżeli mam tylko to co na pierwszym miejscu", myślał albinos, "to ile mam łącznie punktów? Improwizowane ładunki z improwizowanymi zapalnikami i odpalane z improwizowanej kwatery głównej jako element improwizowanego planu. Dobrze się zaczyna" - myślał, nucąc pod nosem melodię, której tytułu nie pamiętał i maszynowymi ruchami rąk montował ładunki.
Brał trzy laski dynamitu, związywał je ze sobą sznurkiem, odcinał końcówkę z lontem jednej, odkładał na bok, podłączał do kabla z jednej strony baterię i przełącznik, a z drugiej żaróweczkę, sprawdzał czy układ działa, delikatnie zbijał bańkę żarówki i mocował ją do miejsca z którego odciął lont z laski dynamitu. Odkładał na bok i brał się za następne. Tak wkrótce dziesięć zdalnie odpalanych ładunków było gotowych, a albinos był kilka myśli do przodu.
: 20 maja 2014, 23:17
autor: Keth
Goodsprings, Prospector Saloon
Ringo odetchnął z wyraźną ulgą, kiedy albinos wyniósł naręcze lasek dynamitu na zewnątrz, ale zaraz zmartwił się ponownie, zmarkotniał przypominając sobie własną rolę w całej operacji.
- Jak ja niby mam udawać przynętę? - zapytał wodząc spojrzeniem po reszcie bojówkarzy - Będę się zgrywał na waszego więźnia?
- Kto powiedział, że musisz się zgrywać? - odpowiedział Chet pokazując młodemu handlarzowi krążek taśmy klejącej - Zwiążemy cię i zakneblujemy, będziesz wyglądał doskonale, wierz mi na słowo!
- Ale wy nie chcecie mnie wystawić, prawda? - rozpaczliwy błysk w oczach Ringa kolejny raz zdradził ogromne zdenerwowanie kupca Karmazynowej Karawany - Pastorze, prawda?
- Masz na to moje słowo, synu - odparł pełnym powagi tonem David Gottschalk, akcentując swe oświadczenie metalicznym trzaskiem odbezpieczanych bliźniaczych Coltów, trzymanych w obu dłoniach - Błogosławieni ci, którzy pokładają zaufanie w kapłanach Wszechmocnego.
Jasnowłosy zabijaka odsunął od siebie wylizany do czysta metalowy talerz, sięgnął po oparty o krawędź stolika karabinek przenosząc spojrzenie na jedzącą przy kontuarze baru Sunny.
- Jak skończysz, pójdziemy na dach urządzić stanowiska strzeleckie? - zapytał dziewczynę, po czym rozparł się wygodnie na ławce dostrzegłszy twierdzące skinienie Sunny.
- Miejcie oczy szeroko otwarte - powtórzyła po raz kolejny Trudi - Nie chcę stracić kogokolwiek z was, przyjaciele. Zabijamy, bo musimy, ale nie robimy głupich rzeczy, tak?
- Pan czuwa nad ludźmi o prawych sercach - odparł tonem pokrzepienia pastor Gottschalk, wsuwając oba pistolety w olstra na swych biodrach i wyciągając z kieszonki kamizelki czarny różaniec - Teraz pozostaje nam już tylko czekać.
[center]KONIEC PROLOGU[/center]
: 20 maja 2014, 23:29
autor: Keth
Podsumowanie prologu
Pierwsza część scenariusza za nami, toteż postanowiłem podsumować kilka kwestii. Najpierw przypomnienie wydarzeń, które do tej pory miały miejsce.
Trzej bezimienni mężczyźni wykopani z grobu w pustynnej osadzie Goodsprings, zapewne wynajęci do przewozu tajemniczej przesyłki kurierzy Mojave Express, trafiają pod opiekę miejscowego lekarza. Zdiagnozowani jako ofiary dziwnej odmiany amnezji, angażują się w lokalny konflikt pomiędzy chroniącymi wędrownego kupca osadnikami oraz dybiącymi na niego Kajdaniarzami, zbuntowanymi więźniami z zakładu karnego Republiki Nowej Kalifornii w Jean.
Zagadka ich przypadłości oraz okoliczności zamachu na życie wciąż pozostają głęboką tajemnicą. Zwitek papieru znaleziony przy pacjentach doktora Mitchella sugeruje szukanie odpowiedzi w niedalekim miasteczku Primm, gdzie kurierzy mieli się zgłosić po odbiór należności za dostawę paczki - konkretnie zaś do Johnsona Natha z agencji Mojave Express z Primm.
Ścieżki anonimowych mężczyzn splatają się z drogą wędrownego kaznodziei z Republiki, pastora Davida Gottschalka, który trafia pod opiekę doktora Mitchella po pokąsaniu w drodze przez jadowite olbrzymie mrówki. Wspólnymi siłami przejezdnych oraz osadników Goodsprings przygotowuje się do odparcia ataku zbiegłych więźniów.
Jak Wam do tej chwili podchodzi klimat przygody? Wiem, że Nevada to nie to samo, co zrujnowany Waszyngton z Fallouta 3, ale mam nadzieję, że poczuliście choć troszkę klimat tego settingu

: 20 maja 2014, 23:34
autor: Keth
[center]POJEDYNEK
W MIASTECZKU DUCHÓW[/center]
[center]19 października 2281, Goodsprings[/center]
: 20 maja 2014, 23:40
autor: Procjon
Goodsprings, opodal Prospector Saloon
Przygotowawszy ładunki, albinos począł je rozmieszczać na drodze przed saloonem. Starał się aby ogień z wybuchu żadnego z ładunków nie sięgnął budynków, ale by można było pokryć nimi możliwie duży obszar. Potem sprawdził który ładunek gdzie leży, zakopał je w piachu i, pieczołowicie zasypując kable, wszedł do saloonu. Nie zważając na pytające spojrzenia, usiadł po turecku na podłodze za barem i nie rozłożył przełączniki tak, żeby ich układ odpowiadał układowi rozmieszczonych na zewnątrz ładunków. Następnie wstał i powiedział:
- Gotowe. Jeżeli macie już stanowiska ogniowe, postarajcie się być osłonięci od odłamków, bo mogą tu gdzieś fruwać okruchy betonu, kawałki Kajdaniarzy i inne nieprzyjemne rzeczy. Ma ktoś jakiś zbędny rewolwer? Bo raczej nie chcę się spotkać z bandziorem twarzą w twarz bez jakiegoś żelastwa w ręce, nie zabiję nikogo samymi przełącznikami.
Oczywiście do samej produkcji ładunków używam Daru Flaki z olejem. EDIT: Sorki, za późno

: 20 maja 2014, 23:45
autor: Keth
Goodsprings, dach Prospector Saloon
Siedzący na dachu baru jasnowłosy zabijaka przełożył karabinek przez kolana i zmienił nieznacznie swą pozycję, bo nierówny murek okalający krawędź dachu wbijał mu się w niektórych miejscach boleśnie w plecy. Leżąca na plecach Sunny spoglądała ku cmentarnemu wzgórzu, z podłożonymi pod głowę rękami. Jej wzrok taksował niewielką z tej odległości postać wystawionego na czatach osadnika, uzbrojonego w lusterko mające zaalarmować serią błysków resztę Goodsprings w chwili pojawienia się Kajdaniarzy.
- Czym się zajmujesz na co dzień? - zapytał mężczyzna przerywając w końcu leniwe i w gruncie rzeczy całkiem przyjemne milczenie. Nosząca ciasną skórzaną kurtkę i równie ciasne dżinsy Sunny wyglądała w oczach jasnowłosego coraz bardziej atrakcyjnie, dzięki swej leżącej pozycji prezentując w całej okazałości linię kształtnych nóg - Polujesz?
- W tym jestem najlepsza - odpowiedziała dziewczyna - Na gekony dla mięsa i skór, na radskorpiony i wielkie modliszki dla ćwiczenia ręki i oka. Pilnuję porządku i spokoju w miasteczku.
- Gulasz był niezły - skomentował zabijaka - Nie pamiętam, czy jadałem wcześniej gekony, ale od teraz nie będę się przed nimi wzbraniał.
- Naprawdę niczego nie pamiętasz? - Sunny zmieniła temat tak szybko, że jej towarzysz umilkł na chwilę zaskoczony pytaniem - Nie wiesz, czym się zajmowałeś przed tym lądowaniem w grobie? Albo czy masz rodzinę?
Leniwa konwersacja na dachu salonu...
: 21 maja 2014, 00:09
autor: Araven
Pojęcia nie mam, jak reszta moich kumpli.
Cholera, czymś nas potraktowali, że amnezję mamy. Liczę, że pomału sobie przypomnę, kim jestem.
Oby nie kimś złym. W każdym razie, nie lubię takich cwaniaków jak kajdaniarze.
Ciekawe ilu ich tu przylezie i jaki mają sprzęt.
: 21 maja 2014, 01:21
autor: 8art
Chudy ledwo mógł utrzymać automat w dłoniach i wciąż próbował go zreperować. Kajdaniarze byli jeszcze daleko, ale on już bardziej przypominał kłębek nerwów niż opanowanego profesjonalistę. Ręce trzęsły mu się niemiłosiernie, a brzuchem co kilka sekund wstrząsały bolesne skurcze i nie wynikały bynajmniej z faktu, że gulasz z gekonów był nieświeży.
Chudzielec przewiesił pistolet maszynowy na zardzewiałym gwoździu i cichutko, tak jakby Kajdaniarze byli kilka metrów dalej oznajmił jednemu osadników, który miał wątpliwy przywilej dzielenia stanowiska bojowego z niezbyt do tego predysponowanym wrakiem człowieka:
- I... I... Ide kurwa strzelić klooo...cka.
- Znowu? - miejscowy był już szczerze zdzwiony, bo wszystko wskazywało, że przez ostatnią godzinę dotknięty amnezją mikrus wysrał już z siebie więcej niż sam ważył.
- Ku.. Ku.. Kurwa znowu... To nooorma...lne jak wstaajes z z z grobu. - Chudy szybko oddalił się za blaszany barak. Rozpiął spodnie i kucnął opierając się o rozgrzaną ścianę.
"kurwa miejmy to już za sobą. Niech Biały i i ten długowłosy cwaniaczek rozpieprzą tych ziomków, a ja żebym był od tego z dala. Może się uda jakoś... Fajterem to Ty chyba nie byłeś... No właśnie... Kim byłeś koleś?" - Chudy zauważył mimowolnie, że w myślach nie jąka się ze zdenerwowania. Wstał i przysypał cuchnący zrzut piaskiem.
Wróciwszy znów zabrał się za próbę zreperowania broni, co zważywszy na to co wyprawiały jego dłonie było zadaniem beznadziejnym. Osadnik patrzył się na bezsilnego mężczyzne. Chudy podchwycił wzrok miejscowego:
- Chyyyyba se muszę g...g...golnąć setkę, bo nawet się nieee odleje sam, b..bo..bo se fiuta nie przyyyt..t..mam i zamiaast t..t..tego gruchę zwale przypadkiem. Maaasz może coś?