Wielkie czyniąc susy bierzył pośród ciemności. Choć żadnych za plecami hałasów nie słyszał, czuł obecność złej natury, co w ślad jego podążała chciwa serca i wątroby Mikulasa, na wnętrzności łakoma, a piekłu jedynie usłużna. Biegł tak nie wiedzieć jak długo bicie jedynie własnego serca słysząc, wnet trzask gałęzi łamanych przed sobą posłyszał. Drugi, potem trzeci, metrów sześć nie więcej przed nim. Potem na boku. Nad sobą hałas, coś między koronami drzew utknęło. Kruków krakanie zajadłe niespodzianie nastało, a gdy w górę Mikulas przerażon spojrzał, w ostatniej chwili ustąpił o krok, gdy coś czarnego o ramię mu zawadziło jak kamień na ziemię upadłwszy. Drugie i trzecie tuż obok. To w górę, to na ziemię spojrzał, niewiele widząc pośród ciemności. Strach najczarniejszy spowił jego myśli, lecz ciekawość wrodzona co jak ćmę ku ogniu zawsze go popychała i tym razem wbrew rozsądkowi opór jego przemogła. Przywarł do drzewa oparty plecami, przykucnął. Skrzydlate stworzenie na ziemi dostrzegł, kruk niby, lecz jakoby ułomny jakiś, o piórach szarych i kruchych skrzydłach, mizerny lecz dychał jeszcze, choć żywota z pewnością niebawem dokona. Drugi i trzeci, gdy wzrok przyzwyczaił. Więcej ich tutaj..
Nad lasem, pośród drzew spostrzegł ich wir przedziwny, skołtuniony, raz w górę, raz ku ziemi się szarpiący. Wnet ku ziemi runął, wprost jakby umiłowawszy sobie przerażonego praskiego człeka przeciw któremu tej nocy wszelkie zło świata zmówić się musiało.
Rumor straszliwy. Trzask wielki. Wszystko co złe i głodne niechybnie teraz poznało, gdzie się Mikulas przed owem ukrywał. Sklecona ze skrzydeł stu małych stworzeń upadła bestia tuż przy Mikulasie. Wywrócił się w strachu, chciał przeto krzyczeć, jednakże słowa nie wykrztusił wcale, jakoby niewidzialnym obwiązany kneblem. Wzrok więc wytężył, ostatnią znajdując w sobie męskości iskrę, by godnie w oblicze diabłom spojrzeć.
https://youtu.be/mIrt5MkGpy0 podkładzik
Chmura piór szarych, kleistych posoką, chorych jakoby, rozłazi się, opada i na boki wlecze rozdziobane unosząc ostatkiem sił trzewia rozorane , jęk słaby ze środka, ludzki, ostatni..
Kruki stare, jak gdyby miały w pół pacierza ze starości zdechnąć oblepiły kogoś, niewiasta.. suknia biała niegdyś we krwi cała, poszarpana.. rozgrzebuje Mikulas stado ohydne, martwe prawie, dziobie go ptaszysko jakieś wredne, jedno drugie, odtrąca je w gniewie, na boki rozrzuca Mikulas, działań przyspiesza.. bez tchu niewiasta.. o kształtach jędrnych, cudownych, myśli go wstydliwe nachodzą, nieczyste, otrząsa się się w złości na siebie obrazy żony przywoławszy naprędce. Roztrąca plugastwo całe czym prędzej. Głowę ku piersi przykłada, nasłuchuje, ratunek nieść gotów, lecz zbyt późno na to, serce nie bije, ni tchu w Annie nie ma. Rozpoznaje ją teraz, głowę unosząc nieboszczki ze smutkiem. Ku niebiosom obrażon unosi obelgę. Gdzież Bóg jest? Gdzież jest, gdy nieprawość taka przeciw niemu czyniona? Gdzież..?
Silna niczym mężów pięciu ręka za krtań go ułapia, dłoń delikatna, lecz palce jej sztywne i kłujące, wierzga, sił nie ma by wyrwać się... Annie? Serce kołacze prędko i mocno, oburącz obłapia dłoń suchą, mocarną, krzyk zduszon wydaje, nie może się wyrwać. W dół patrzy ... w oczy jej lśniące, otwarte, smutne..
W milczeniu go przyciąga, wśród mroku i chłodu. Nogami więc szarpie medyk słabowity, oparcia nie znajduje, kły wnet dostrzega, co głodne ku jego tętnicy się bliżą. Łka, lecz nikt nie posłyszy biadania. Drży cały i żegna się w myślach z Iloną... słodka moja.. dbaj o Martina, Tomasa i Jitkę. Ze smutkiem płacze, poddaje się Annie, zmęczony, samotny i grzeszny dokonując żywota.
[center]***[/center]
Zbudziła się z krzykiem spocona i w trwodze. Oto sen ponury, czuła, wiedziała, coś złego się stało.
-Mikulas? Gdzieś ty..?- Naprędce ubrała podomkę przewiewną, ku drzwiom pobiegła, otwarła czym prędzej... nie ma go.. nie ma. Odjechał przecie. Coś złego się stało. W noc patrzy drżąc z zimna, ze strachu...
- Mikulas...- szepcze. Policzki wilgotne od łez przeciera.
- Mikulas..?