PBF - Memento mori

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 26 listopada 2015, 22:53

- W kupę krześcijany! Odpór diabelstwu damy! - powiedział Rundstedt.

- Jako i już raz przed chwilą daliśmy... - dodał ni to smutno ni złośliwie templariusz.

- Mnie nie trza mówić kiedy bić się należy. Rzekę krwi ludzkiej już żem w życiu przelał i... - na te słowa coś go ruszyło. W nozdrzach, czuł to w swych wyostrzonych ponad ludzkie poznanie nozdrzach. Te lekkie wirujące w powietrzu drobinki ludzkiej, ciepłej, w żyłach płynącej... Próbował się otrząsnąć ale mgła czerwona zrazu zasnuła mu oczy.

To Sigurd? Tak to chyba on... Ja oszaleję, TEN ZAPACH!.. Nie nie może to być, on tylko może mnie uratować, do biskupa pójdzie, wybawienie w mądrości przyniesie... - starał się opanować ostatkiem sił.

Przetarł przedramieniem twarz jak w bitwie kiedy się jasność umysłu gubiła. Żołnierski odruch pomógł nieco. Nagle poczuł jak coś w ustach mu wzbiera, ciśnie, przeszkadza. Na chwilę wbił miecz w ziemię sprawdzając ręką co to. Natrafił na dwa kły, długie nie ludzkie...

- Jezus, Maryja... - wyszeptał cicho i spojrzał na reakcję towarzyszy.
Spoiler!
Drugi rzut jeden sukces, trzeci rzut żadnego, czwarty rzut sukces, razem z pierwszym to trzy nazbierałem. Jak można to wydaję punkt Siły Woli i przetrzymuję rundę bez sukcesu. Zależy mi by nie zabić Sigurda. Mam wobec niego rozliczne plany...
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

koszal
Reactions:
Posty: 2787
Rejestracja: 15 marca 2012, 13:35
Been thanked: 1 time

Post autor: koszal » 01 grudnia 2015, 08:56

Kilka uderzeń serca wcześniej..

Włos się jeżył na głowie Mikulasa, gdy ciemną nocą roku pańskiego 1291 ciągnął za sobą dwóch łotrów, co rycerską udawali pozę. Czas naglił, a naprędce zmyślona wymówka wkrótce przynieść miała oczekiwany finał. Myśli o nim wielką budziły w umyśle praskiego medyka trwogę przywołując męki obrazy, cierpienia srogiego z Mikulasa w roli głównej udziałem. Figurki nie dość, że nie miał, to i nawet bladego pojęcia o jej wyglądzie choćby. Choćby tylko tyle wiedzieć, żeby zmylić dwie bestie łakome co szły w krok za nim, gorsze chyba jeszcze od potworów z piekła rodem, co go nocy ubiegłej na trakcie napadły. Coraz rzadziej się więc ku nim odwracał w obawie, że przejrzą jego liczy podstęp i w las spozierał szukając okazji do żwawego czmychnięcia, niby młoda łania. Słabe światło księżyca wątłą jednak dawało pośród gęstego drzewia rozeznanie, a i wilcy co gdzieś w okolicy grasowały spokoju dać nie mogły. Wytężał więc wzrok tym bardziej ścieżki jakiejś przed sobą szukając, gdy nagle..

Trzask jakoby komuś łamano kości. Zduszony krzyk zza pleców. Odwrócił się w strachu czując krwi świeżej odór. Ślepia diabła wprost w jego własne wlepione.

- Tęskniłaś kolacyjko? - sam szatan stał przed nim w okazałości swej przeraźliwej. Czarny, porośnięty futrem, w rogach krókich wychylonych z czoła. Kły wysunięte wystawały z mordy, lewą zaś dłonią, powoli, niespiesznie serce z pozbawionego życia zewłoku osiłka, co Mikulasowemu prześladowcy służył wyrwał. Głos ów straszliwy bestii Mikulas rozpoznał od razu, nie sposób zapomnieć było ohydę, co nocy ubiegłej obiecała mu zemstę.
Nie spuszczając oczu z Mikulasa łapczywie kły zatopił w gorącym jeszcze organie. Dziecięce kwilenie tuż obok leżącego w smrodzie własnych odchodów Buonafioriego zagłuszył śmiech, ni to warczenie gdy diabeł łapczywie pożerał łotra serce.

Sam wielce własnej chyżości zdziwion puścił się Mikulas pędem w ciemność. Na oślep, byle dalej od diabła.


[center]***[/center]

Winien poczuć, jak krew nabrzmiewa mu w skroniach. Winien się na karku spocić i własnego serca bicie posłyszeć. Nic takiego jednakowoż się nie stało. Templariusz czuł, że miast tych oznak ciało jego martwe całkiem inne, przeklęte w swej naturze przejawia oznaki. Usta dłonią zakrył jakoby chciał ze wstydem coś ukryć wśród tych, dla których jasnym było kim jest. Cofnął się o krok, rozejrzał lecz żadnych nie dostrzegł oczu, co by na nim spoczęły. Patrzyli w las wszyscy i w lot pojął powody, gdy trzeźwy osąd doń powrócił.

Ktoś wzywał pomocy, przerażon wielce, a głos ów się zbliżał ku nim, głos, który Buonafiori poznałby i w piekle.

Pies podły, do szpiku zepsuty, gniew wielki obudził sycąc się templariusza głodem. Pies, co go zdradził i na śmierć zostawił. Tchórz, co go pod Akką okradł i hańbę przyniósł nazwisko jego sobie przywłaszczywszy, a i mienia niemało.*

Diabelska li to sztuczka, czyli drwina jakowaś. Zacisnął dłoń na mieczu ledwie się przed furią powstrzymawszy. Sigurd wtem miecza dobył i ruszył znienacka ku postaci co znienacka wychynęła z lasu.

Biegł ku nim, potykając się i wielki czyniąc wokół siebie lament. Biegł nieporadnie, jakoby drogi przed sobą nie widząc. Twarz jego okaleczona okrutnie pozbawione skóry ukazywała oblicze. Krwawe, kuszące, drażniące wściekłość, nienawiść skrytą i żądzę głodu!

Ruszył rycząc wściekle, a litości wobec cierpień padalca nie poczuł. Pułapka li to, czy wyroki boskie?

Sigurda krzyki. Konrad nań skoczył zębiska długie utopiwszy w krtani. Feuchtwangen broń dzierży wskazując niebiosa. Coś obok ucha świsnęło Rundstedta. Obrócił się Erchard z policzkiem rozciętym. Uskoczyl spostrzegłwszy, jak kruków bez miaru skrzydlatym spowija całunem Annę. Hlava w las bierzy. Feuchtwangen upada. Lękliwym na Arpad spoziera wzrokiem, tuż nad nią cień narasta w księżycowym blasku.. **
Spoiler!
Oczywiście, to ten Twój sługa, rozpoznajesz go bez trudu po głosie, natomiast wygląd... nie masz pewności, czy to on.
Jesteś na granicy szału, ale zdołasz funkcjonować rozsądnie, więc przyjmuję dowolną deklarację, weź jednak pod uwagę okoliczności.
Spoiler!
Masa kruków pikuje wprost na Arpad. Jedne dopadły już Annę, takich stad jest w powietrzu kilka. Jesteś jakieś 8 metrów od niej, ale na akceleracji powinieneś zdążyć ją przewrócić. Jak jednak walczyć ze stadem?
Jakoś mi się to kwadratowo pisało. Styl pszenno buraczany.
Konrad wpadł w szał i rzucił się na Sigurda. Kruki zaatakowały Annę i zaraz się rzucą na Arpad. Z lasu wybiegł łotr, co udawał Buonafioriego ze zdartą z twarzy skórą (a ktoś tu chyba był głodny..). Gdzieś tam sfora wilków przeklętych się czai. Feuchtwangen padł z przebitą piersią (grot kuszy). Konkretne deklaracje, stoicie w rozproszeniu, jakieś 8 metrów od siebie, więc albo/ albo. Nic "po drodze" się nie załatwi.
Co wybierze Buonafiori?- ratuje matkę? Dopada wroga? Ratuje Sigurda?
Rundstedt głód zaspokoi? Troszczy się o kogoś, czy o siebie?

Zemsta czy przyjaźń? Lojalność, czy przetrwanie?
Ostatnio zmieniony 01 grudnia 2015, 14:00 przez koszal, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 01 grudnia 2015, 14:17

Erhardowe serce w rozterce wielkiej było, bo z jednej strony po krześcijańsku chciał Rundstedt wszystkim pomóc, ale z drugiej bestyja podła, co diabelskie podszepty i głód piekielny zsyłała, jeno chciała aby rycerz nasycił się juchą i wszetko inne za nic miał.

Przeto jednak miał von Rundstedt takowe miejsce duszy, którym jego dziatwa niepodzielnie władała. I o tychże cherubinach słodkich mus było rycerzowi myśleć.

- Fauchtwagen pada, jeden stwór nocy przez kruców oblepion niczym maszkara piekielna i pewno z tych terminów się już nie wykaraska. Nałęczowi oczy juchą zaszły i głód nade rozumem górę wziął i templariuszowego towarzysza w strzępy rozerwie. A krucy zaraz i Arpad rozdziobią. Co czynić?

Chciał Rundstedt w porywie chwili ku Arpad skoczyć i na ziemię obalić aby przed krucami uchronić. Zmiłował ją jak matkę, ale i rankorem darzył, bo duszę dobrego szlachcica na wieczne potępienie skazała.

Konradowym sercem bestyja zawładnęła i teraz boju placu jeno dwóch chrystusowych rycerzy się ostało. Dwóch przeciw piekłu całemu...

I Hlava, i Sigurd... Pierwszy samojeden w las uchodził. Drugi ofiarą polskiego zbrojnego zaraz się stanie, a przecie Pan Bóg dobry w niebiosiech nakazywał aby bliźnich chronić, a teraz najlepsza ku temu okazja była.

Niemiec krzyknął za uchodzącym Czechem, jak zwykł rozkaz swym zbrojnym wydawać:

- Hlava!!! Ku mnie!!! Odpór im damy!

Potem skoczył aby herbowego piastowskiego od pachołka templariuszowego oderwać.
Rundstedt postąpi zgodnie ze ścieżką (nie traktuje jej jeszcze w 100%, bo raczej nikt jej jeszcze wampirowi nie wyjaśnił) i zgodnie ze swoją Naturą. Niemiec nie wie jak działa szał (bo skąd?), ale chce uratować Smiertelnika. Po pierwsze bo to mu się wydaje właściwe, a po drugie, bo każda para dzierżąca broń się przyda, jak zaatakują. Krzyczy jeszcze do Hlavy aby się opamiętał i do walki stanął (używam Autorytetu ***). Potem sugeruje żeby za wozy się chować bo z kusz murwy szyją!
Ostatnio zmieniony 01 grudnia 2015, 16:48 przez 8art, łącznie zmieniany 1 raz.

Dobro
Reactions:
Posty: 2848
Rejestracja: 10 listopada 2012, 22:13

Post autor: Dobro » 01 grudnia 2015, 20:02

Diabeł. Znalazł go i dopadł - w zasadzie to z deszczu pod rynnę. O ironio losu: jeszcze miesiąc temu Mikulas grzał się w cieple domowego ogniska. Miał niemal wszystko, by teraz wszystko stracić. Ciekawość świata i pragnienie wiedzy zapędziło biednego Mikulasa ku temu marnemu losowi.

Biegł niczym oszalały; co rusz potykając się i wrzeszcząc na przemian. Strach przed śmiercią stanowił jego siłę; większą, niźli rozpędzony ciężki rycerz szarżujący na saracenów.

Strach dodawał mu sił. Mikulas czuł, jak za nim pęka ziemia, by wciągnąć go w głębiny piekła. Diabeł deptał mu po piętach, a myśli o tym, co zrobi biednemu Mikulasowi jak go złapie, tylko dolewały oliwy do ognia, podgrzewając maszynę napędową nóg medyka.

Biegł i wrzeszczał, sam już nie wiedział co.

Biegł i wrzeszczał, licząc, że coś - lub ktoś - go uratuje przed niechybnym i potępionym losem. Nadzieja ta błyszczała na horyzoncie niby gwiazda północna w letnią, bezchmurną noc.

Lecz mimo ognia strachu i ognia panicznej motywacji, ludzkie niedoskonałe i słabnące powoli ciało było tylko pierwszym krokiem ku pustce, do jakiej Mikulas właśnie zmierzał.
Cóż... spierdalam ile sił w Mikulasowych nogach, w losowym kierunku. Podejrzewam, że medyk jest w totalnej panice, także wszelkie racjonalne deklaracje totalnie popsuły by koncept.
Prowadz? sesje: ?mier? i ?ycie kami Ryby (L5K) - zawieszona
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 01 grudnia 2015, 22:54

Dobrze jej tak, niech ginie suka przekleta co i na mnie wzgardę Boga ściągneła. Co się zaś tyczy giermka... Nie ujdzie mi ta zakała, chyba że za bramy Piotrowe. Inaczej nie pozwolę!

Templariusz czuł jak nabrzmiewa w nim piorunujące połączenie dwóch skrajnie silnych wrażeń, potęgujących siebie nawzajem; głodu i gniewu. Poczuł jak oba uczucia unoszą go i pchają do działania. Przestał natomiast czuć ból, zmęczenie i jakiekolwiek skrupuły moralne. Pomieszana pasja w obu przypadkach pchała go do tego samego. Do zabijania.
Bestia która odkrył w sobie nie dawno chciała mordować. Buonafiorii również chciał mordować. Dwie wole jak dwaj dyrygenci w jednym momencie zagrały tą samą przerażającą symfonię grozy, która zabrzmiała z siła zagłuszającą wszelkie inne odgłosy jego duszy. Popłynął na fali szału. Chciał tego.
Nie było odwrotu ani nie było hamulca, który by go zatrzymał . Bowiem chodny umysł, który zwykł nakazywać rozwagę teraz podsycał to co podpowiadały mu jego najbardziej mroczne i prymitywne instynkty jego nowej natury. Kazał mu się pozbyć wroga. Czerwona mgłą zasnuła mu oczy kiedy wyrwał w jego stronę.

Nie zarejestrował kiedy z ręki wypadł mu jego miecz. Przemieszczał się z wielkim pędem. Czuł jakby w ogóle ziemi nie dotykał. Pomknął z całą szybkością na jaką było go stać w kierunku znienawidzonego giermka a kiedy był już blisko rzucił się na jego szyję z zamiarem obalenia swym impetem by w końcu nasycić ten piekielny głód, który go był trawił od środka od przeklętej przemiany. Kątem oka jeszcze zobaczył jak jego wybawienie w postaci brata Sigurda, którego poprzysięgał był chronić znajduje przeznaczenie w Konradowych szczękach. Choć w duszy głośno zawyła ze zgrozy jakaś jego cześć na ten widok, to nie spowolniło go to nawet na krok. Besti już nie dało się zatrzymać gdy się jej oddało raz cugle.
Jeśli będzie coś kombinował ten przebrzydły giermek palę PK na akcelerację. Nie ucieknie mi ta gnida. /EVILS/

Ps. Się nie przejmujcie Koszalu niektóre posty po prostu trzeba napisać tak a nie a inaczej. Nie są ładne, są konieczne i tyle (mówię na podstawie autopsji przeżytej w Wybawicielu).
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

koszal
Reactions:
Posty: 2787
Rejestracja: 15 marca 2012, 13:35
Been thanked: 1 time

Post autor: koszal » 03 grudnia 2015, 13:48

Wielkie czyniąc susy bierzył pośród ciemności. Choć żadnych za plecami hałasów nie słyszał, czuł obecność złej natury, co w ślad jego podążała chciwa serca i wątroby Mikulasa, na wnętrzności łakoma, a piekłu jedynie usłużna. Biegł tak nie wiedzieć jak długo bicie jedynie własnego serca słysząc, wnet trzask gałęzi łamanych przed sobą posłyszał. Drugi, potem trzeci, metrów sześć nie więcej przed nim. Potem na boku. Nad sobą hałas, coś między koronami drzew utknęło. Kruków krakanie zajadłe niespodzianie nastało, a gdy w górę Mikulas przerażon spojrzał, w ostatniej chwili ustąpił o krok, gdy coś czarnego o ramię mu zawadziło jak kamień na ziemię upadłwszy. Drugie i trzecie tuż obok. To w górę, to na ziemię spojrzał, niewiele widząc pośród ciemności. Strach najczarniejszy spowił jego myśli, lecz ciekawość wrodzona co jak ćmę ku ogniu zawsze go popychała i tym razem wbrew rozsądkowi opór jego przemogła. Przywarł do drzewa oparty plecami, przykucnął. Skrzydlate stworzenie na ziemi dostrzegł, kruk niby, lecz jakoby ułomny jakiś, o piórach szarych i kruchych skrzydłach, mizerny lecz dychał jeszcze, choć żywota z pewnością niebawem dokona. Drugi i trzeci, gdy wzrok przyzwyczaił. Więcej ich tutaj..
Nad lasem, pośród drzew spostrzegł ich wir przedziwny, skołtuniony, raz w górę, raz ku ziemi się szarpiący. Wnet ku ziemi runął, wprost jakby umiłowawszy sobie przerażonego praskiego człeka przeciw któremu tej nocy wszelkie zło świata zmówić się musiało.
Rumor straszliwy. Trzask wielki. Wszystko co złe i głodne niechybnie teraz poznało, gdzie się Mikulas przed owem ukrywał. Sklecona ze skrzydeł stu małych stworzeń upadła bestia tuż przy Mikulasie. Wywrócił się w strachu, chciał przeto krzyczeć, jednakże słowa nie wykrztusił wcale, jakoby niewidzialnym obwiązany kneblem. Wzrok więc wytężył, ostatnią znajdując w sobie męskości iskrę, by godnie w oblicze diabłom spojrzeć.

https://youtu.be/mIrt5MkGpy0 podkładzik

Chmura piór szarych, kleistych posoką, chorych jakoby, rozłazi się, opada i na boki wlecze rozdziobane unosząc ostatkiem sił trzewia rozorane , jęk słaby ze środka, ludzki, ostatni..
Kruki stare, jak gdyby miały w pół pacierza ze starości zdechnąć oblepiły kogoś, niewiasta.. suknia biała niegdyś we krwi cała, poszarpana.. rozgrzebuje Mikulas stado ohydne, martwe prawie, dziobie go ptaszysko jakieś wredne, jedno drugie, odtrąca je w gniewie, na boki rozrzuca Mikulas, działań przyspiesza.. bez tchu niewiasta.. o kształtach jędrnych, cudownych, myśli go wstydliwe nachodzą, nieczyste, otrząsa się się w złości na siebie obrazy żony przywoławszy naprędce. Roztrąca plugastwo całe czym prędzej. Głowę ku piersi przykłada, nasłuchuje, ratunek nieść gotów, lecz zbyt późno na to, serce nie bije, ni tchu w Annie nie ma. Rozpoznaje ją teraz, głowę unosząc nieboszczki ze smutkiem. Ku niebiosom obrażon unosi obelgę. Gdzież Bóg jest? Gdzież jest, gdy nieprawość taka przeciw niemu czyniona? Gdzież..?
Silna niczym mężów pięciu ręka za krtań go ułapia, dłoń delikatna, lecz palce jej sztywne i kłujące, wierzga, sił nie ma by wyrwać się... Annie? Serce kołacze prędko i mocno, oburącz obłapia dłoń suchą, mocarną, krzyk zduszon wydaje, nie może się wyrwać. W dół patrzy ... w oczy jej lśniące, otwarte, smutne..

W milczeniu go przyciąga, wśród mroku i chłodu. Nogami więc szarpie medyk słabowity, oparcia nie znajduje, kły wnet dostrzega, co głodne ku jego tętnicy się bliżą. Łka, lecz nikt nie posłyszy biadania. Drży cały i żegna się w myślach z Iloną... słodka moja.. dbaj o Martina, Tomasa i Jitkę. Ze smutkiem płacze, poddaje się Annie, zmęczony, samotny i grzeszny dokonując żywota.

[center]***[/center]

Zbudziła się z krzykiem spocona i w trwodze. Oto sen ponury, czuła, wiedziała, coś złego się stało.
-Mikulas? Gdzieś ty..?- Naprędce ubrała podomkę przewiewną, ku drzwiom pobiegła, otwarła czym prędzej... nie ma go.. nie ma. Odjechał przecie. Coś złego się stało. W noc patrzy drżąc z zimna, ze strachu...
- Mikulas...- szepcze. Policzki wilgotne od łez przeciera.
- Mikulas..?
Spoiler!
Ok, nadszedł moment Twojej przemiany. Anna najpierw Cię wysuszy, a potem poprosi o wybaczenie. Powie, że ma wobec Ciebie plany i zapyta, czy jesteś gotów jej służyć, w zamian da Ci życie wieczne. Jeśli się zgadzasz, to potem użyczy Ci swojej krwi- pora zatem na ładny pościk, w którym stajesz się kainitą. Zostawiam go Tobie.

koszal
Reactions:
Posty: 2787
Rejestracja: 15 marca 2012, 13:35
Been thanked: 1 time

Post autor: koszal » 04 grudnia 2015, 14:56

Zatrzymał się Hlava przywołany męstwem, lecz rzucić do walki przeciw swemu panu nie chciał. Bestia ohydna wylazła bowiem z trzewi, niczym wilk głodny wypuszczony z klatki. W plugawym czynie krew Sigurda chłepcze, gorącą posoką sycąc się chciwie. Targa to sercem rycerza Rundstedta, bez lęku więc bierzy zatracić potwora, co w Nałęcza wstąpił. Cios wielki, potężny, mógłby powalić byka wprost na grzbiet oszalałej bestii sprowadza.
Niby w kamień uderzył, niewielką czyniąc szkodę. Ledwie broń w ręku utrzymał, potwora odtrącił od człeka przynajmniej. Bez umysłu naprędce cios drugi wytacza wiary nie dając co zoczył przed chwilą. Zacina twarz bestii, odpycha go potwór niezręcznym ciosem o włos chybiwszy. Ustąpił pola Rundstedt, bestia skok czyni, pchnięciem ją wita krzepę całą w tym pogrążywszy. Jęk niby bydlę niesforne mordował. Całą długość ostrza w sercu Konrada chowa wystawiwszy pierś na wściekłe i na oślep prowadzone razy. Furia narasta, Rundstedt wysiłek czyni granicę swej tężyzny osiągając w potrzebie. Miecz utkwiony w bok ciągnie, rozrywając korpus, kopniakiem odtrąca. Poprawia raz jeszcze, wciąż podziw dając i niedowierzanie wielkie. We krwi oblepion, choć sromotę zadał wszędzie widzi... ciągotę wewnętrzną takoż jak Nałęcz bestyji się oddać we władanie swojej.
Widzi to i Sigurd podnosząc się z ziemi, miecz podnosi roztrzęsion, na wybawcę zerka, wzrok Rundstedta spotyka krwią zaszły, podobny..
- Uchodź ze mną! Wnet nas pożre, szybko!- za ramię Sigurda Hlava odciąga, Rundstedt znów walczy, a sroższa mu przegrana, bowiem w sercu czuje głód straszliwy, głód co go zaraz jako i Nałęcza w potwora niechybnie diablego odmieni. Trwoga i obrzydzenie siłuje się z głodem, pragnienie z sumieniem walczy naprzemiennie. Musi żreć, musi! Lecz nie nie za taką cenę. Uchodzić więc z trudem pozwala ... tym ludziom? Na trawie krwawej jeden zewłok widzi kalkulując wysoce własne potępienie. Li grzechem to będzie nasycić się onym?

Kątem oka widzi, jak uchodzą obaj, świeżej posoki woń jeszcze unosi się w powietrzu. Sigurda szyja ledwie naruszona, wciąż obfitą kryje w sobie obietnicę.
Spoiler!
Chcesz zeżreć do końca Konrada? Powinieneś krew uzupełnić, a w okolicy nie za bardzo jest na kim. Pytanie tylko jak się z tym wszystkim czujesz? Masz świadomość, że za chwilę i Ty możesz stać się takim potworem jakiemu uległ Konrad. Niewdzięcznik Sigurd? Co myślisz o obu? Wiesz, żde Hlava Cię nie wspomógł bo się zorientował, żeś za bardzo głodny.
[center]***[/center]

W ostatniej chwili rozpoznał Alfonsa*, lecz impetu swego powstrzymać nie zdołał. Triumfalnie nań natarł żądny pomsty templariusz. Wściekłości swej wielkiej chcąc dać upust biegnie, pod nogi nie patrzy, cios wymierza wreszcie w ostatniej potknąwszy się o coś chwili. Przewraca się, mija giermka wzrokiem. Nigdy!!!- wrzeszczy, nie odpuści przecie, choćby i całe piekło przeciw wyszło. Pomsta mu należna, więc staje na nogi, dogania giermka parszywego znowu. Mieczem go razi po plecach jak gromem. Dopada go szybko wśród ptaszysk jazgotu. Dostrzega jak Annę unoszą nad ziemię, wrzask Arpad uwagę rozprasza na chwilę. Odczołgał się kroki trzy może więcej sługa wstrętny, o hańbie sięgającej chlewu. Doskakuje raz jeszcze czyniąc krzywdę stalą. Zasłużoną, sprawiedliwą. Miecz unosi w ostatnim pożegnalnym geście.

- Wstrzymaj się Panie!- szlocha giermek jeszcze- Jam nic nie wart jednak wiem o czymś ważnym, zlituj się nie zabij!

* kurwa, kto Ci nadał takie imię??
Spoiler!
Cios zapada, czy nie?
[center]***[/center]

Ryk piekielny pokrytą krwią trawę porusza, wzrok ściągnąwszy wszystkich ku straszliwej szkaradzie. Wśród ptaszysk, gdzie ledwie pięć uderzeń serca, nadobna niewiasta cierpiąc się szarpała oczu pozbawiona maszkara teraz stoi. Oto sam szatan wylazł z niej niechybnie. Dusze wszystkich stracone. Upomniał się o nie. Z ramion swych szerokich rozpostarł skrzydła, okropne, czarne niczym smoła, błoniaste kolcami otoczone z wierzchu. Miast twarzy kłów pełna paszcza odór zieje. Żylaste, grobem śmierdzące i ziemią ciało obrzydza. Powłoka nietoperza z mięśniami się miesza, niby oddarte w pół zwierzę ze skóry. Oto Arpad sekret, natura prawdziwa.

- Jest moja! Moja zdobycz!- głos z lasu po niemiecku** drze się. Wychodzi zeń wojownik pogański ogromny. Niby posąg dumny, lecz przyodzian dziwnie, na modłę północy ludów barbarzyńskich. Kuszę jednorącz trzymawszy celuje, strzela, lecz chybia z wściekłością odrzuciwszy oręż. Arpad podrywa się z ziemi gwałtownie, wznosi się ucieka w noc ciemną, daleko zratowawszy życie..

** - nie każdy zdaje się, rozumie
No to jak Panowie, jak to jest być potomkiem istoty z piekła rodem? Chce ktoś zagaić do wojownika? W jakim języku?

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 04 grudnia 2015, 16:14

- Z Bogiem uchodźcie... - Szepnął Erchard za uciekającymi w mrk Hlavą i Sigurdem. Gorącą modlitwą chciał Rundstedt uwielbienie dla Pana w niebioseich nieść za dwóch zbłąkanych owieczek ocalenie, ale nie śmiał. Głód trzewia jego jątrzył, przy którym lumbago jakim go za życia Pan Jezus pokarał teraz zdawał się jeno czyrakiem na rzcyci niegroźnym.

Rundstedt ryknął czując jak nozdrza zapach słodkiej krwi z zezwłoku Nałęcza. Spojrzał na posoką skrawiony miecz i oblizał go lubieżnie, a samk krwi jeno bardziej głód wyostrzył. nie strzymał i gniew piekielny oczy karmazynowym kolorem mu zaszył. Skoczył ku szlachcicowi jako basior głodny i kły swe zatopił w szyi onego, sycąc się krwi smakiem cudownym jak nektarem boskim.

W końcu oderwał się od truchła, gdy bestyja krwią nasycona na powrót oddała władanie nad ciałem Rundstedtowej duszy. I płakać zaczął Erchard krwistymi łzami bo wiedział, że dusza jego przeklęta na wieki za czyn jakiego się dopuścił.

A potem zooczył Arpadówny ciało Lucyper sam we władanie wziął i przeżegnał się po trzykroć i miecz w reku ścisnął w rozterce, czy jak Święty Jerzy na smoka ruszyć, czy pomiotowi sodomickiemu co z lasu w krąg ognia wszedł.
Pożywię się na Nałęczu, Nie wiem czy go potrafie zdiabolizować. Rundstedt jest jeszcze młodym wampirem i nie bardzo kmini co sie dzieje wokol niego.
[offtopic]A chciałbyś go zdiabolizować? Ciągnie Cię w tym kierunku?[/offtopic]

[offtopic]edit Bart: Ercharda pewno nie ciągnie, ale bestia pewnie nie ma moralnych zachamowań ani kaca.[/offtopic]
Ostatnio zmieniony 04 grudnia 2015, 18:32 przez 8art, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 05 grudnia 2015, 00:04

Bestia wzięła górę. Nic się już nie mogło odwrócić i nie odwróciło. Głód ją bowiem jeszcze podsycał. Tylko rzeka krwi mogła tę pożądliwość chorą zaspokoić. Bez namysłu templariusz* rzucił się na giermek za nic mając jego tłumaczenia. Ten kłamliwy język teraz wszystkie bajki powie byleby z życiem ujść tak jak łgał wprzódy. Jego słowa dla Buonafioriego znaczyły tyle co saracen ze skór już obdarty, czyli za nic miał je...

Rzucił się kłamliwemu psu do gradła z zamiarem rozszarpania...
Spoiler!
Kontynuujemy, czyli wypić go chcę. Moim zdaniem bestii się nie da zatrzymać póki się nie nasyci. Pozwolę sobie zauważyć że miecz to ja wyrzuciłem w poście 95. Buonafiori chce się napić i najeść do syta a nie tylko mścić i zabijać. Gryząc go zasłonię się ciałem przed ewentualnym bełtem...
* A jimię się zmieni, już wybrałem. Za parę lat Czesi będą mnie nazywać Jafta co po ichszemu wątroba znaczy, sam wiesz czemu tak...
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Dobro
Reactions:
Posty: 2848
Rejestracja: 10 listopada 2012, 22:13

Post autor: Dobro » 09 grudnia 2015, 18:30

Życie przeleciało mu przed oczyma; setki obrazów, niczym sen na jawie, tłoczyło się pod opadającymi powiekami Mikulasa. Wszystkie te dobre i złe chwile; małżeństwo, narodziny dzieci, kłótnie i bicie Jitki, pogarda dla plepsu szukającego pomocy, ukojenie bogatych chorych...

Wszystko to powoli, traciło sens, znaczenie... Mikulas zanurzał się w otaczającej go ciemności i niby tonący statek, powoli szedł na dno zapomnienia.

Poczuł szarpnięcie. Ktoś chwycił go za rękę i wyciągnął do góry, ratując medyka przed bezkresem otchłani.

- Może to Ojciec, Bóg jedyny, zlitował się nad swym marnotrawnym synem? - pomyślał, ale zaraz odrzucił ten niedorzeczny pomysł. Miast radości, czy ukojenia bądź obojętności, Mikulasa ogarniał gniew. Gniew zaś skierowany był ku wszystkim i ku nikogo. Za to zew wiedzy... wiedzy, która teraz stała przed Mikulasem pełnym otworem...

- Wybaczysz mi? - zapytała Anna, ze wzruszeniem w głosie. Mikulas otworzył oczy. Nie czuł już tego palącego bólu, nie czuł też... niczego. Gniew odszedł w niepamięć: tak samo jak radość życia i wola przetrwania.

- Wybaczam... - wychrypał. Gardło miał uschnięte na wiór. - Wybaczam... I co teraz? Kim się stałem? - zapytał ze stoickim spokojem. Próbował się odnaleźć, przekroczyć Rubikon, lecz było na to jeszcze za wcześnie.

- Będziesz mi służyć? - odpowiedziała pytaniem Anna.

- Będę. Będę! - wychrypał, chyląc głowę. - Jestem twój.

- A przynajmniej przez jakiś czas jakiś dziwny głos dopowiedział mu w myślach.

Mikulas przeraził się właściciela tego głosu.

A potem uśmiechnął się w duchu - lub tego, co kiedyś nim było.
Prowadz? sesje: ?mier? i ?ycie kami Ryby (L5K) - zawieszona
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)

koszal
Reactions:
Posty: 2787
Rejestracja: 15 marca 2012, 13:35
Been thanked: 1 time

Post autor: koszal » 11 grudnia 2015, 16:34

Ledwie dwa uderzenia serca wcześniej hałas i odgłosy męk strasznych wypełniały polanę sudeckiego podgórza, gdy w chwilę później jeden tylko dźwięk przeszywający grozą i ciężki do przełknięcia jako dziegciu łyżka wypełnił okolicę. Rycerz li, czy wojownik straszny, co moc udręk tej i zeszłej nocy orszakowi von Feuchtwangena zadał dopiero co z lasu wypełzł, niby zaraza uprzedzenie wielkie wywołując i niechęć nie był jednak źródłem tego, co serce Rundstedta przepełniało goryczą i niedowierzaniem. Stali tak pośród ciszy we trójkę wsłuchując się w ciche, miarowe ssanie dochodzące ze strony posilającego się templariusza, rycerza co Bogu służbę przyobiecał i na chwałę jego szatański pomiot miał gromić.
I nie to nawet uczucie odrazy i lęku przed tym, co piekło niechybnie i jemu i owemu templariuszowi przeznaczy jako karę za grzechy przeciw Bogu poczynione mieli, jeno inne, własne i niepokorne żądanie z głębi trzewi się wywodzące Rundstedta niepokoiło.
Patrzył bowiem na kompana swego z zazdrością pewną dla jego nasycenia i rozkoszy, sam ochoczy do posiłku owego dołączyć. Dostrzegł to ciemiężyciel obcy i głosem nieskrywanej nadto kpiny przemówił niedbale w krókich, czeskich słowach.

- Pożreć was miałem. Błąd bym popełnił, albowiem jednemu służymy panu, jako teraz widzę. - zaśmiał się podle, lecz Rundstedt słów nie znajdował, by kłam mu zadać domyśliwszy się łatwo, kogo prześladowca na myśli mieć musiał. Nadto głos jego władczy i ton niby sfory przewodnika zwątpienie i marazm Ercharda wzbudziły. Ogon rycerski podkuliwszy zgrabnie niechęć do wszelkiej przemocy odnalazł.

- Me łowy nieskończone. Jeśli pragniecie zemsty, ruszcie jej tropem. Karpacka suka łatwy ślad zostawia. - przebierzył w pędzie kroków ledwie kilka.

Ostatni kroplę posoki osuszył. Podniósł się z klęczek dumny z siebie wielce. Rundstedta spostrzegł, lecz ani jednego żywego ducha więcej. Zrazu wśród gęstwin coś zaszeleściło. Przywołał Rundstedta. Ten jedynie wzrokiem obrzucił go po chwili długiej obojętnym.

Powoli, bez znaku podkradania wcale niby cień człeka z lasu się wyłonił człek słabej postury, o licu mizernym. Słabo widoczny w księżycowym blasku zbliżał się bez wrogiej postawy mieszczanin. Rozpoznał w nim po chwili Alfonso medyka, co go zeszłej nocy zratował rycerz Konrad.

- Ostawić się samą w lesie nakazała, słońca wystrzegać, podróż bez niej kontynuować. - rzekł ze spuszczoną głową Mikulas.
Spoiler!

Anna zmierzała na ziemie Konrada Nałęcza. Napoiła Cię swoją krwią i osunęła na ziemię. W ostatnich słowach rzekła, że nie chce pochówku- uważasz, że nie żyje (tak permanentnie).
Ok. Pozostaliście sami na polanie. Koni nie ma, jest jedynie wóz, do świtu kilka godzin. Na polanie trup dawnego giermka Buonafioriego, oraz to, co zostało z Konrada.
Jakieś plany? Dialogi mile widziane. Jeszcze kilka postów i zaczniemy właściwy scenariusz.

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 12 grudnia 2015, 00:16

Kończyła się. Bestia siedząca za sterami Buonafiorego czuła, że już za chwilę będzie jej zabrane. Słyszał jeszcze przez chwilę dziki łomot serca kiedy za wszelką cenę próbowało pompować co raz szybciej i szybciej życiodajny szkarłat, którego cały czas ubywało. Tak ten zakłamany pies walczył o swoje życie i walkę tą przegrywał. Wspomnienie jego osoby znów pobudziło bestię, templariusz z mruczeniem pociągnął ostatnie łyki. Esencja stawała się coraz intensywniejsza, bardziej zabarwiona podświadomym lękiem jaki czuje człowiek kiedy jest o krok od śmierci.
Serce ustało lecz Bestia nadal nie czuła się nasycona. Templariusz pił gorzkniejące krople. Chciał czegoś więcej, chciał osuszyć całe jego ciało do ostatniej kropelki, tak żeby nic nie zostało. Z wierzchu wyssał wszystko. W środku jeszcze coś się mogło kryć...
Rozwarł szczęki i wyszarpał zębami solidny płat ciała z szyi giermka. Miast go jednak wypluć począł go mielić zębami i połykać na surowo. Opadł z giermkiem i przykrył go sobą. W ciemności nie dało się więcej dojrzeć prócz tego, że co chwilę wyszarpuje fragment ciała i odchylając głowę w tył przełyka z wielkim smakiem. W czarnej jak noc puszczy niosły się odgłosy żucia i ciamkania świadczące o tym, jak bardzo jest kontent z owej przyjemności.

Po chwili rozum zaczął mu wracać, kiedy nasycona bestii odeszła w mrok mrucząc przy tym gardłowo z zadowolenia. Przetarł rękami twarz ze krwi nieudolnie wycierając. Półprzytomnym wzrokiem po polanie potoczył jakby niewiele do niego docierało. Jakby sen to był koszmarny jaki jedynie.

- Boże com ja najlepszego uczynił. Teraz żem przeklęty na wieki. - to mówiąc zakrył twarz rękami i przez dłużą chwile siedział taka mamrocząc - wykonało się... wykonało się...

Potem podniósł się ociężale i posłał ponure spojrzenie wpierw Niemcowi a potem czeskiemu konowałowi. Nie słyszał bicia serca nijakiego. Żaden z nich nie żył jaki i on sam. - A wyście... co z wami... - powiedział, raczej w stronę medyka, choć trudno było powiedzieć dokładnie do kogo mówi i o co pyta.

Poruszał się po polanie jak pijany. Dwa razy opadała mu ręka na upuszczony miecz nim w końcu uchwycił głownię i z trudem wsunął go do pochwy.

- Co to był za człek... Czego chciał? Mówił co więcej niż o pomście, bom nie posłyszał.... jakem.... - głos mu zamarł, skończyć nie potrafił.

- Miał on rację z tą pomstą na tej suce piekielnej. - Powiedział po chwili i splunął. - Słyszycie Rundstedt? I wy tam? Trza nam tą sukę utłuc i spalić, może się klątwa odwróci. - Dodał z rosnącym przekonaniem i spojrzał w las gdzie Sigurd uciekł.

Biegnij bracie. Gnaj po pomoc dla mnie od biskupa... A i choćby i do samego papieża idź jak potrzeba. Niech ci Najwyższy drogi prostuje bylebyś o mnie nie zapomniał i od zguby wywabić zdołał.

Rzucił okiem po polanie. Templariusz szybko odzyskiwał rezonans. Przyzwyczajony do bitewnych pogorzelisk, ludzkiego bólu, krzywdy i śmierci.

- Ciała spalić trzeba, żeby plugastwo się nie rozplęgło i by Bogu oczu bluźnierczym wyglądem nie razić... - Rzucił z rosnącą siłą w głosie wskazując ręką na ciała, jakby przyzwyczajony był by słów jego słuchano.

Przeszedł nad ciałem Konrada w jego oczach błysnął gniew ale nic nie rzekł. Zatrzymał się dopiero przy ciele Feuchtwangena dokładnie oglądając co i jak go ubiło po raz wtóry. Ta nauka była mu teraz bardzo potrzebna. Bełt z ciała wyjął. Ciekaw był czy grot srebrny, czy krzyżami pokryty, czy jaki inny jeszcze miał...
Templariusz się uczy na ciałach Nałęcza i Feuchtwangena jak zadać śmierć po raz wtóry.
Ostatnio zmieniony 23 stycznia 2016, 13:57 przez Suriel, łącznie zmieniany 1 raz.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 14 grudnia 2015, 15:42

Gdy syn ów suczy z gęstwiny wylęgł, chciał Niemiec od murw praskich go wyzwać a potem łeb jego diabelski ściąć tym samym w piekelne otchłanie chwosta suczego wysyłać, ale trwoga go taka zdjęła jak onego czasu, gdy do bitwy stanął raz pierwszy ledwie dwanaście wiosen mając. Z gardła ni jednego słowa nie wykrztusił i prawie w z polany zbieżył jako Hlava i tempalriuszowy pachołek. Teraz sromota go zdjęła, bo jak kiep miecza nie godzien się zachował. Widać inne wyroki boskie dame mu były.

- Olaboga... - po trzykroć się przeżegnawszy jął Rudnstedt pacierz zmawiać gorliwie, bo to co widział wszelakim ziemskim jak i pewno boskim prawom przeczyło.

A modlił się zrazu z a to, że Pan Bóg wszechmogący do piekła w ten czas nie wysłał, co by mógł karpacki rycerz swym wnukom pomóc. Potem za to, aby od szczeźnięcia w lesie pachołków rycerskich ocalił, bo przecież niczego oni winni. A na koniec o zmiłowanie nad swą duszą przeklętą jął błagać na kolanach.

Gdy już modlić się przestał templariusz od zaspokajania głodu odszedł. Rozejrzał się Rundstedt i dostrzegł postać Czecha co wieści przyniosła, a sądząc po licu bladym, takim samym przekleństwem jako Rundstedt i templariusz zdarzon był. A jeśli prawda to była mus im był do świtu schronienie bezpieczne znaleźć.

- Hlava ku mnie! - krzyknął w las Erchard, ufając że Czech żyw jeszcze. Zreszta racje miał Alfonso w tym żeby trupy spalić, bo jeszcze kurwie dyny mogły we znaki dać się. A Rundstedt jako szlachcic był się kopaniem grobów nie zajmował, bo robota to była dla ludzi pośledniejszego stanu, takich jak Hlava w ten przykład.

Trupa było na polanie co naukę mogły dać i profit nie tylko wiedzy przynieść. Feuchtwagen jako i inni oręż i zbroice wartości znacznej mieli, co mogły Rundstedtowi straty w Czech stolicy powetować.
Rundstedt też na rany patrzy,żeby się nauczyć jak najwięcej. ale jako zbój czymkowliek o wartości znacznej nie pogardzi. Trupom juz sie to na nic nie przyda.

Dobro
Reactions:
Posty: 2848
Rejestracja: 10 listopada 2012, 22:13

Post autor: Dobro » 16 grudnia 2015, 21:21

- Nie szukajcie, ona martwa jest i ze zmarłych nie powstanie. Zostawić ją należy, Bóg zaś sam sprawi jej pochówek - powiedział głosem pozbawionym emocji i machinalnie podszedł do truchła.

Mikulas czuł się dziwnie. Nie czuł nic... jakby... nie. Dziwne uczucie. Nie mógł o tym myśleć, gdyż napędzało go to w kozi róg szaleństwa.

- Odpocznijmy do rana. Ja bym zaś chciał się przyjrzeć zwłokom. Kto wie, może się czegoś nauczę... Nie, zaraz... - wymruczał na końcu. - A gdzie Łamignat? - zapytał głucho w przestrzeń.
Mistrzu, czy jestem w stanie określić kierunek, gdzie może leżeć Łamignat?
Spoiler!
I co teraz? Nie znam mechaniki gry i nie bardzo wiem, jak wygląda metamorfoza w wąpierza...
Prowadz? sesje: ?mier? i ?ycie kami Ryby (L5K) - zawieszona
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)

koszal
Reactions:
Posty: 2787
Rejestracja: 15 marca 2012, 13:35
Been thanked: 1 time

Post autor: koszal » 18 stycznia 2016, 22:49

Błądził oczyma po knieji Mikulas, lecz zrazu rachubę kierunków potracił. Przysiągłby, że z Łamignatem wyruszał w innym całkiem kierunku, niż ten, z którego wielce utrapion powrócił. Za głowę się złapał starym zwyczajem, lecz szybko dłoń odjął. Gdy zimne dłonie zetknęły się ze skrońmi chłód przenikliwy na skórze poczuł, chłód człeka martwego, co krew w nim nie tkwi. Krok w tył postąpił jakoby chciał uciec, lecz zbiec się nie dało przed przekleństwem własnym, na przekór Bogu i z żądzy poczynionym. Wnet jednak poczuł, że poci się w strachu, co jakąś że przecie dawało nadzieję. Trup się nie poci -pomyślał mizerną znajdując w tym fakcie pociechę, kark przetarł; palce na lepką ciecz natrafiły.. lepką.. czerwoną..

-Na Boga! Toż krew jest!- odsunął się bardziej, jął krążyć, rozważać, zaprzeczać, klnąć wielce. Obserwował go w całej tej scenie makabry krucjat weteran, Buonafiorim zwany. Podobne jak w praskim medyku wątpliwości i w nim się budziły, lecz z wolna zdawał się godzić z swym losem... przeklętym? Nieczystym? Wszak wolę swą przecie zachował.. lecz... komuż teraz służy? Matce w niebiesiech, li czartowi samemu.. Nie pierwszy raz mając takie myśli wspomniał czas krucjat przed oczy przywoławszy czyny straszliwe rycerzy Chrystusa w imię boże słuszne i z jego woli czynione. Obserwował więc chwilę bacznie człeka prostego, z dala od ognia i wojennej zawieruchy, przy ciepłym kominku spędzającego wieczory jak świat jego w gruzach padł niczym Jerozolima. Nie to jednak ciekawość budziło rycerza, lecz patrzył weń jakoby w siebie spoglądając. Patrzył jak człowiek, li upiór się wije zdradzając sekrety swej nowej natury. Jak trup był blady, dechu w nim nie było- wszak mgiełki pośród chłodnej nocy nie wypuszczał. Spostrzegł to i Erchard za wzrokiem Buonafioriego podążywszy, choć dłonią pozostał przy Feuchtwangenowym ciele, przerwawszy widowiskiem Czecha poczynionym trupa oględziny.

Pochyleni nad ciałem rycerza nieumarli spojrzeli po sobie. Nie był to widok miły oczu obu. Ot! trup, co nie oddycha, nie sapie, nie mruga, twarz blada, wzrok martwy.. zdzielić mieczem? Zwyczajnie warto by było.. lecz to jakby zdzielić siebie.. myśli obydwu krążyły podobne, lecz ciekawość większa krążyła bądź więź jakowaś niezrozumiała dla kompana, z którym wspólnie krew się przelewała nocy ubiegłej. Wzroku nie spuszczając z kompana Buonafiori wyjął powoli bełt z ciała rycerza..

- Przegralim.. -szept w nocnej ciszy posłyszeli wszyscy, zdziwieni wielce patrząc na nieboszczyka. Feuchtwangen powoli, niezręcznie wsparł się na ramionach, wstał, otrzepał niezgrabnie. Oblicze jego gniew milczący przybrało. Nie rzekł ni słowa nazbyt długo, póki chrząknięciem go Erchard nie ponaglił.

- By misję wykonać musielim przeżyć wszyscy. Wiedział to łowca przez wroga wysłany. - miecz podniósł, w pochwie ukrył, sprawniej otrząsnął odzienie.

- Nim słońce wstanie znajdźcie schronienie. Przed świtem wbrew wszystkiemu jak dziatki pośniecie. Promień słońca pierwszy w popiół was obróci. Dbajcie, by krwią się regularnie poić, nim głód bestii co teraz w was mieszka bezdusznych potworów z was nie uczyni. Wtedy wszak ni miłość, ni przyjaźń nic nie wskóra. Tylem wam winien powiedzieć, jeśli nie za dużo. Los Wasz mnie nie obchodzi, boście me potomstwo ubili. Winić was nie mogę, przeto spotkania ponownego unikajmy.
Spoiler!
Sakiewkę Feuchtwangena sprawnie szarpnąłeś, tak że się nikt inny nie pokapował. Całkiem pękata. Templariusz mógłby mieć coś przeciwko, więc założyłem, że czynisz to potajemnie.
Feuchtwangen zamierza was opuścić, odwrócił się i idzie w kierunku miejsca, w którym zjechaliście z traktu.

ODPOWIEDZ