Strona 61 z 170

: 12 października 2013, 14:37
autor: deliad
Sklep"Towary wszelakie", późne popołudnie 38 dnia kepon-ranu

Brodaty, rudy krasnolud wybiegł przed sklep, aby przywitać przybyłych. Wymienił mocny uścisk dłoni z Balinem, Barthurem i Drayaharusem.

- Witam w moich skromnych progach! Chodźcie do środka. Mam świetną nadziewaną, tłuściutką, świńską kiszkę. Palce lizać. A i antałek chłodzonego piwa się znajdzie. Krudlm pilnuj sklepu! - mówił wesoło prowadząc "Nieulękłych" do wnętrza budynku. Mimo radosnego nastroju, twarz krasnoluda wyglądała na mocno strudzoną. Czerwone oczyska szkliły się, a pod nimi wisiał sine, opuchnięte worki.

Na zawołanie krasnoluda ze składzika wyszedł inny krasnolud, któremu dopiero co zaczynały rosnąć wąsy.

Gdy byli już w środku, krasnolud zaczął przynosić na stój jadło i napoje. Gdy to zrobił, usiadł ciężko na ławie i sięgnął po fajkę.

- Mówię wam, skaranie z tym sąsiadem. Jakby chciał podkuć wszystkie demoniczne konie Seta. Wali i wali tym młotem i tak w dzień i w noc. Jak go napomkniesz, to udaje głupka i jeszcze stuka się w czoło. Bez obrazy Barthur, ale straszny z tego półolbrzyma półgłówek. Ja krasnolud spokojny, do zwad nie dążący. Rozumiecie o co mi chodzi? No, wiecie jak się jeden pogromik w mieście zrobił, to może i drugi. Ja tam nie wnikam czy się morghlithowcom należało, czy nie. Ale skoro ich przegonili, to i mogą innych. Kto wie co im do łba strzeli. Raz pogonią wyznawców Pana Śmierci, a później na krasnoludy się gotowi porwać. Dlatego, zatargów z sąsiadami wole nie mieć. Jednak, do kroćset syczących setyckich wężów, przecie ja już z siódmy dzień oka nie mogę zmrużyć. Normalnie krew mnie zalewa, aż bym chciał wziąć ten jego młot i walić mu w tą pustą makówkę, aż nabierze rozumu! - żalił się Fraki, a ze złości waląc fajką w stół połamał ją na drzazgi.

: 12 października 2013, 14:39
autor: Dobro
- A próbowaliście mu dać pewne... aluzje? - zapytał konspiracyjnym tonem Drayaharus, przyglądając się specjałom wyciągniętym przez krasnoludy. - No wiecie... przejeżdżanie palcem po gardle, celowanie w niego niezaładowaną kuszą, tego typu sprawy...?

Ślinka mimowolnie pociekła po szerokiej gębie gnoma, który szybkim ruchem rękawa bardziej ją roztarł po policzku niż starł na dobre.

: 12 października 2013, 14:51
autor: deliad
Sklep"Towary wszelakie", późne popołudnie 38 dnia kepon-ranu

Fraki wziął talerz i nałożył na niego gruby plaster faszerowanej kiszki, po czym położył go przed gnomem.

- Naści, na zdrowie. Darujcie uchybienia obyczajów. To przez to zmęczenie. Ale, my kumple. Dajmy spokój z ceregielami. Częstujcie się sami na zdrowie - mówił krasnolud, po czym wrócił do sprawy - rozmówiłem się ja z gagatkiem, już drugiego dnia, później znowu i znowu. Gadzina jednak idzie w zaparte i wszystkiego się wypiera. Twierdzi, że po nocy to jedynie żonę stuka. Grozić mu nie groziłem zanadto, ale jeśli idzie o aluzje, to on wygląda na opornego na takie wyrafinowane sztuczki słowne.

: 12 października 2013, 15:05
autor: Dobro
- ...rosumiem - zamlaskał gnom, rzuciwszy się na jedzenie. - Być może to faktycznie nie on stuka, a jakiś gałgan was denerwuje. Nie macie aby z kimś na pieńku? - dodał, przegryzając pierwszy kęs.

: 12 października 2013, 15:15
autor: deliad
Sklep"Towary wszelakie", późne popołudnie 38 dnia kepon-ranu

Krasnolud nalał sobie pełny kufel pieniącego się trunki zatopił w nim usta na kilka chwil. Gdy skończył pić zaczął mówić nie przejmując się rozchlapywana z wąsisk pianą.

- Jestem kupcem! Każdy dobry kupiec ma na pieńku, z kupcami którzy nie radzą sobie tak dobrze jak krasnoludzcy kupcy. To normalne i zwyczajne. Ale, to nie to. Przykładam w nocy ucho do ściany od strony domu kowala i słyszę jak się pastwi tym młotem, nad jakimś kawałkiem rozgrzanego żelaza. I tak cały czas. Łup, łup, łup. Bez przerwy! Łup, łup, łup, łup! Oszaleć można!

: 12 października 2013, 15:25
autor: Araven
Balin jedząc kaszankę i przepijając piwem, rzekł, co wy na to kompani?. Jak pojemy. Bliżej wieczora, trza podejrzeć co on tam wyczynia, znaczy ten kowal półolbrzym.

Ale jak półolbrzym, trza ostrożnym być, bo taki jak przypieprzy to masakra.

: 12 października 2013, 17:36
autor: namakemono
- Goblin ów jest mym nieodzownym druchem, cenię go wielce, zachować się on umie, przeto o jego wpuszczenia na równych ze mną prawach się upraszam. Łeb ma on na karku, gada do rzeczy (a i owszem), nadto wiatrów nie puszcza, nie paskudzi pod własne nogi, inszych głupot nie wyczynia. Wiem, że to powierzchowny jeno dowód, ale już przyodziewek jego niech zaświadczy, że paskudny swój tryb życia z jakim na świat przyszedł dawno już porzucił. Teraz bardziej on już człek niźli gobliński pomiot, choć i nad tamtymi litować się wypada. Przeto jeszcze raz o wpuszczenie nas obu się upraszam. Sprawa nasza ważka, przecież my nie domokrążcy, towarów nijakich na handel z sobą nie targamy. Otwórz zatem przed nami podwoje i do pana swego bez zwłoki nas prowadź.
Na razie jestem miły, ale jak odźwierny nie spuści z tonu, to mniej uprzejmy się stanę. Wejść i zobaczyć się z paladynem musimy, więc łatwo nie odpuszczę.

: 12 października 2013, 18:40
autor: Keth
"Garniec Miodu", późne popołudnie 38 dnia kepon-ranu

Upokorzony w nieopisany wręcz sposób, Huskun zagotował się ze złości, zaciskając pięści, zagryzając zęby i miotając w kierunku odźwiernego błyskawice rozpalające jego wąskie bursztynowe oczy. Chociaż w latach spędzonych na mokradłach Turgulów zaklinacz wielokrotnie musiał znosić docinki, drwiny i bicie ze strony silniejszych od siebie współplemieńców. Uwolniony od prześladowań przez boską interwencję, niezwykłe przeznaczenie i magiczną edukację Nieulękłych, nie zamierzał tolerować ani razu więcej podobnego traktowania.

Stojący w drzwiach człowiek - zwący się jakoby Alfred i złośliwie broniący Huskunowi przystępu do ariańskiego paladyna - wzbudził w goblinie dziką złość i przywołał na jego mało po prawdzie urodziwe oblicze półzwierzęcy grymas.

- Jam jest Huskun Roztropny i miej pozór na jedno, ty Alfie Redzie! - wyrzucił z siebie goblin, wysuwając hardo podbródek i wspinając się na palce w zamiarze sięgnięcia czubkiem głowy na wysokość piersi rozmówcy - Jeśli mojemu mistrzowi uczyni się tutaj jaką krzywdę, wpierw zeżrę twojego zwierzaka, a potem dokończę biesiadę uświetniając ją twą wątrobą! To świątobliwy Gusłak Łagodny, ukochany syn Pana Kielicha i druh Hirmina Arusa ze świątyni Arianny, a także powiernik jego ostatniej woli. Nie przynoś wstydu swemu zacnemu panu i okaż stosowny szacunek wobec osoby lepsiejsiego od siebie!
Jeśli mnie nie wpuszczą, trudno. Najpierw poszukam jakiegoś okna, by zajrzeć do środka, potem zaatakuję od strony dziedzińca (ale po cichu, rzecz jasna). Z tym powiernikiem ostatniej woli to leciutka przesada, ale w końcu Hirmin prosił nas, byśmy mu "pożyczyli" gusłkową relikwię, prawda? Lada chwila może wykopyrtnąć, więc jakby nie było, to jakby jego ostatnia wola...

: 12 października 2013, 19:42
autor: 8art
Barthur wzruszył z niezrozumieniem ramionami, gdy nie wiadomo czemu Fraki przyrównał przygłupiego półolbrzyma do goblina. Chyba nie wyszło krasnoludowi to porównanie, ale wróżbita nie zwracał sobie tym głowy. Na razie skupiał się na sprawie kowala i moał mały pomysł. Dopił zimnego, chmielowego napoju i orzekł:

- Dobra, nie bydymy tu siedzieć po próżnicy. Ida pogadać z tym kowalem. On kowal jako i ja, to się dogodomy, albo go zdybiemy jak żona chędoży.

Watek techniczny

Barthur jest kowalem to jakos zagai rozmowe "zawodowo" i potem podpyta o co chodzi.

: 12 października 2013, 22:25
autor: namakemono
- Nie denerwuj się Huskunku, mości Alfred już swój pogląd na nasz temat zapewne zrewidowawszy, chętnie ode drzwi odstąpi wejście nam umożliwiając, czyż nie?

: 13 października 2013, 07:57
autor: deliad
"Garniec Miodu", późne popołudnie 38 dnia kepon-ranu

- Psa też można przystroić w ubrania i na rozkaz podawać łapę nauczyć. Papugę to nawet i mowy. To, żeś goblina kilku zdań nauczył to jeszcze nie znaczy, że wpuszczę go pod dach - mówił czerwieniąc się ze złości - Goblin to goblin, "istota złośliwa i jedynie złu poświęcona" - zarecytował słowa jakiegoś bestiariusza - ja zaraz go ...

W czasie cichej przemowy młodzika do drzwi zbliżył się człowiek w sile wielu, o twarzy ozdobionej długimi wąsiskami. Ubrany był prosto i schludnie. Jego wzrok z zainteresowaniem mierzył Huskuna.

- Cywilizowany goblin, uczeń kapłana Pana Uciech? Muszę to zobaczyć
- powiedział cicho, raczej do siebie niż innych.

Paladyn położył dłoń na ramieniu, prawdopodobnie swojego giermka, co w mig ostudziło jego zapał.

- Alfredzie wpuść ich i traktuj jak moich gości
- rzekł stanowczo wąsacz i ruszył na powrót na swoje krzesło.

- Ale, ale
- młodzik niemal nie nie opluł. Jednak jego pan nawet się nie odwrócił. Zrezygnowany, otworzył szerzej drzwi.

- Panowie pozwolą. Mój pan, tan Orofra Miosierny, zaszczyci was rozmową - dodał wpatrując się w sufit.

: 13 października 2013, 08:11
autor: deliad
Sklep"Towary wszelakie", późne popołudnie 38 dnia kepon-ranu

Barthur był goblinem, który lubił wprowadzać swoje plany w życia, bez zbędnej zwłoki. Przeto już po chwili stał przed kuźnią niejakiego Gorga Borga. Kuźnie ta był zlokalizowana w dość nietypowy sposób, ponieważ znajdował się w piwnicy. Żaden kowal o zdrowych zmysłach nie robił swojej pracowni, ani na piętrze, ani w piwnicy, wszak wiązało się to z koniecznością targania ciężkiego żelastwa na wysokości.
Cóż widać Gorg, miał ku temu swoje powody. Do podziemnej kuźni prowadził szeroki i utwardzony zjazd.

Wewnątrz obszernej i półmrocznej sali, mimo zbliżającego się wieczora, prace trwały na całego. Przy ogromnym kowadle stało dwóch półnagich, mocno umięśnionych i ubrudzonych sadzą półolbrzymów. Raz po raz, na zmianę uderzali w rażący się fragment metalu.
Przy miechu i palenisku stało jeszcze dwóch półolbrzymów. Jeden podsycał ogień, drugi rozżarzał nad płomieniami żelazny pręt.

: 13 października 2013, 11:26
autor: namakemono
- Dzięki ci, tanie Orofarze, żeś sługę swego do porządku przywołał. Huskun zaiste wyjątkowo jest mądrym goblinem, a czyż to jego wina, że w tak paskudnej skórze się urodził? Zaprawdę najlepszy to uczeń i pomocnik jakiego mogłem sobie wymarzyć. Ale do rzeczy, do rzeczy. Przybywamy złożyć uszanowanie słudze Arianny, sława twa, mości rycerzu, szybsza niźli twój rumak. A rozmawiać przyszliśmy o lokalnej świątyni pani twojej Arianny i o smutnym losie najwyższego jej w tym mieście kapłana, Hirmina Arusa.

: 13 października 2013, 11:59
autor: 8art
Barthur przyglądał się pracy kowala z coraz szerzej otwierającymi się ze zdziwienia oczyma. Nim jeszcze kowal, cierpiący wedle słów Frakiego na wrodzoną głupotę, obdarzył ich jakąkolwiek uwagą, Barthur wyciągnął swój młot, chcąc tym podkreślić swój fach i gromko krzyknął na całą kuźnie:

- Pieruna!!! Jak Wy mistrzu bijecie, że wom żelazo tak zacnie się kuje!

Wciąż jeszcze udając wielkie zdziwienie podszedł do półolbrzyma aby się przywitać:

- Jestem Barthur, pianicki wróżbita i kowal z... Eeeee... Goblin-Kir. Miło Was poznać mistrzu.

Watek techniczny
Mam nadzieję, że kowal jest łasy na komplementy. Jak go uda mi się trochę ułożyć to podpytamy o te nocne hałasy.

: 13 października 2013, 13:11
autor: deliad
Kuźnia Gorga Borga, wieczór 38 dnia kepon-ranu

Zagadnięty kowal obrócił się w stronę Barthura. Oddał cęgi z trzymaną rozżarzoną sztabą pomocnikowi. Przyglądał się mu dłuższą chwilę, słuchając pochwał dla jego kunsztu i profesjonalizmu. Zdążył w tym czasie przetrzeć szmatą twarz i dłonie. Spod warstwy sadzy ukazała się niezbyt inteligentna twarz, o przerośniętej żuchwie, głęboko osadzone oczach i wysuniętych ponad nie łukach brwiowych. Połączone w jedną linię kudłate brwi były jedynym owłosieniem na jego twarzy. Widać było, że nad czymś się zastanawia.

Nagle odrzucił szmatę i podszedł szybkim i stanowczym krokiem do niższego od niego o pół głowy goblina. Ominął wysuniętą w jego stronę dłoń i od razu zaczął macać bicepsy, oklepywać barki i lędźwie Barthura.
Mocno zdziwiony Barthur zająknął się i zastanawiał co jeszcze może dodać.

- Dobra. Nadasz się - przemówił głębokim basem - Zabieraj się do roboty. Trzeba do zmierzchu skończyć te... dyby. Zanim ten rudy wariat znowu przyjdzie drzeć pysk. Jak się sprawdzisz to wezmę cię do terminu.

Barthur dopiero po chwili załapał, że musiał być wzięty przez Borga za ucznia starającego się u posadę czeladnika.