AV-7 gdzieś nad Zatoką Coronado; Fri 31/07/2020; 2227hrs
Brzeg zatoki wyznaczający zarazem krawędź Night City był już blisko, gdy pasażerowie aerodyny dosłyszeli łąbędzi śpiew turbiny zwieńczony bolesnym trzaskiem, który ostatecznie zakończył dramatyczną uwerturę. Wilson niemal odruchowo sprawdził zapięcie pasów, a Garcia szepnął tylko cicho:
- Santa Maria...
Pozbawiony połowy mocy pojazd przechylił się jeszcze bardziej i ślizgowym lotem zaczął niebezpiecznie szybko obniżać lot. Ślizgowy lot to było określenie bardzo na wyrost, bo aerodyna, zaopatrzona w szczątkowe skrzydła, dające tylko złudzenie siły nośnej, zachowywała się bardziej jak wyrzucona w powietrze trumna, niż samolot, który mógł szybować.
Choć sytuacja na pokładzie McDonnella nie była za wesoła, to Garcię w zupełnie grobowy nastrój wprowadziło odwrócenie się do tyłu. Na niebie za nimi wciąż widać było kilka punkcików, które nie mogły być niczym innym jak poscigiem Arasaki. Ale w sumie fixerowi było wszystko jedno. Szanse na wylądowanie bez widowiskowej kraksy, połączonej z równie widowiskowymi fajerwerkami były minimalne, więc czarnym frajerom z Japonii najprawdopodobniej pozostanie jedynie napawanie się widokiem i ewentualne oględziny szaszłyków a la Garcia, Wilson i wypieczony na czarno Schwarz.
AVka była już tylko metry na powierzchnią asfaltu mostu Coronado, po którym mimo dość późnej pory był spory ruch. Punki nawet nie mogły tego słyszeć ale kirowcy nerwowo trąbili i odruchowo próbowali uciekać z trajektorii jaką obrał kamikadze siedzący za sterami pojazdu. Nim aerodyna siegneła ziemi, już doszło do kilku stłuczek. Web jeszcze raz wykazał się wielkim kunsztem. W sobie tylko znany sposób w ostatnim momencie "zmienił pas", schodząc z kolizyjnego kursu z jakimś dostawczakiem, docisnął mentalnie przepustnice wyrównując lot. Przy wrzasku pasażerów, wyciu wektorej turbiny i przemożnym, okropnym dźwięku trącego o asfalt metalu, AVka w nienaturalny dla tego typu poajzdów, bo niczym pozbawiony podwozia samolot usiadła na pasie startowym wyznaczanym czterema pasami jezdni mostu Coronado. Maszyna krzesząc za sobą całe snopy iskier przez kilkaset metrów wytracała prędkość, odbijając się od ochronnych barier i w jakiś niemozliwy wręcz sposób unikając czołowego zderzenia z nadjeżdżającymi z naprzeciwka samochodami, aż w końcu zatrzymała się.
Garcia, który chyba na chwilę stracił przytomność, albo tylko zacisnął kurczowo oczy ze strachu zorientował się gdzie są. Aerodyna stała na krańcu zjazdu z mostu Coronado.
Punki w zasadzie wrócili na stare śmieci. Od ich starego mieszkania, gdzie pomieszkiwali przez ostatnie kilka lat, a kilkanaście dni temu mieli przyjazną wizytę Rzeźników z Northside, dzieliło ich zaledwie kilkanaście metrów. Web krzyknął krótko:
- Musimy spierdalać!
Lądowanie udało się. W skutek dość nietypowego sposobu posadzenia maszyny, pasażerowie odniesli nieiwelkie obrażenia - parę siniaków i stłuczeń. Garcia 3, Wilson i Schwarz po 4. Choć jesteście na ziemi, to za kilka-kilkanaście sekund będą tu wasi przyjaciele z Arasaki. Chciałbym tylko wiedzieć, jakie są Wasze dalsze plany. Chcecie może przywitać jakoś szczególnie smutnych panów, czy macie jakieś inne pomysły?