Hoster z trudem mógłby uchodzić za mistrza sprintu, lecz przerażenie wręcz go uskrzydlało. Dysząc jak szalony wystrzelił z wnętrza pomieszczenia na sekundę przed wybuchem pomp, szczęśliwie uchodząc przed gradem ostrych jak brzytwa szrapneli. Kilka metrów dalej w głębi przejścia wpadł na wąskie metalowe schodki, omal nie stracił na nich równowagi, zeskoczył w pędzie na jakiś pomost sąsiadujący z wypełnionym wodą dużym zbiornikiem.
Za plecami słyszał zduszone okrzyki towarzyszy, czyjś wrzask autentycznego bólu, łoskot pękającej maszynerii. Nie zwrócił na te dźwięki najmniejszej uwagi, skoncentrowany na widoku przed sobą. W głębi pozornie bezdennego basenu na lekko rozfalowanej powierzchni wody unosiły się dwa ciemnożółte kształty o masie dużych wojskowych ciężarówek, przypominające swą formą zaopatrzone w stateczniki cygara. Trzeci kształt właśnie znikał pod wodą, Hoster zdążył jeszcze z rozpędu dostrzec pod falami rozmazane czerwone światła migające na burtach batyskafu.
Na metalowym pomoście sięgającym jednej z pozostałych łodzi poruszały się śpiesznie trzy ludzkie postacie. Dwie z nich miały posturę solidnie zbudowanych mężczyzn, trzecia nie. Trzecia osoba na pomoście nosiła dobrze dopasowany jednoczęściowy kombinezon, który jednoznacznie podkreślał jej kobiece ciało i nie pozwalał przeoczyć faktu, że jego właścicielka silnie utykała na jedną nogę.
W hangarze szwankowało oświetlenie, cała konstrukcja platformy dygotała wyczuwalnie, a sam Merisier wciąż znajdował się w ruchu pchany do przodu impetem swej szarży. Mimo to w jednej chwili nawiązał kontakt wzrokowy z kobietą przy batyskafie, natychmiast ją rozpoznał.
- Zabić go! - krzyknęła Sanna Rohannoir wskazując ręką na Hostera.