Czarnygłaz, 11 dzień Ostatnich Siewów
Młodszy rzezimieszek bez słowa wahania rzucił się na kamienną posadzkę okazując całkowitą gotowość do współpracy z bandą bezwzględnych, a na dodatek przerażająco cudzoziemskich najmitów jarla. Podobnie jak wcześniej, również teraz widok argonianina, khajiita i czerwonookiego dunmera w szeregach jednej kompanii wytrącił opryszków z równowagi, przejmując ich w zamian zauważalnym przestrachem.
Przypalony przez Sivariaela nieszczęśnik zdołał jakoś stłumić parzące go ogniki, ale nie nacieszył się wcale tym powodzeniem, bo grad kułaków i kopnięć bezceremonialnie rozciągnął go na posadzce, z rozbitym nosem i kilkoma ruszającymi się w dziąsłach zębami.
Llorvas doskoczył do ciężkiej kraty, wyjrzał pomiędzy prętami na przeciwną stronę dostrzegając ciemny korytarz wiodący w głąb grobowca. Ani wrzaski napastników ani wcześniejszy łoskot uderzającego o kratę styliska topora nie wywołały w czeluściach katakumb zauważalnego poruszenia i chociaż mroczny elf bacznie nadstawiał uszu, nie dosłyszał żadnego dźwięku mogącego świadczyć o zbliżającej się do komnaty odsieczy.
Hastur docisnął sztych swego miecza do gardła przewróconego na plecy garbusa, spoglądając z góry w szeroko otwarte oczy więźnia.
- Gdzie jest Arnulf i ilu ma ze sobą druhów? - zapytał ściszonym głosem Redgard, krzywiąc nieznacznie nos pod wpływem roztaczanego przez jeńca odoru spalonego futra.
- Wszystkich? - odparł głupkowatym pytaniem rozbójnik, strzelając na wszystkie strony oczami.
- Tych na górze już nie musisz rachować - wtrącił jadowicie Llorvas - Oszczędzi ci to frasunku z dodawaniem do siebie palców. Ci na górze już stygną, bo byli głupcami, którzy nie chcieli nas słuchać.
- Ubici? - jęknął drugi więzień, ten młodszy, pilnowany przez oblizującego się łakomie Barr'teha - Wszyscy? Hrukka też?
- Przeciem rzekł, że wszyscy - odwarknął dunmer - Wszelako miała szybką śmierć. Patrzaj na tego jaszczura, co z nami przylazł, patrzaj dobrze. Wielki to zamorski dupczelnik, zwierz istny, co jeno o jednym myśli. Hrukka ostygła, tedy go nie urajcuje, on bowiem nad umarłych żywych przekłada. Chcesz się z nim bliżej poznajomić?
Młodszy rozbójnik zbladł iście niczym świeżutki śnieg, spoglądając na jaszczura okrągłymi oczami.
- Ośmiu ich, Arnulf i ten przewodnik z Markartu, co nas tukej ściągnął! - niemal wywrzeszczał nieszczęsny jeniec - Gdzieś tam za kratę poleźli, daleko zeszli, długo nie wracają!
Mam takie wrażenie, że przesłuchanie "na Chupacabrę" może się sprawdzać w wielu różnych settingach...