Charter Hill; Kasyno Chacjenda; Sat, 01/08/2020 1230hrs
Garcia wszedł na teren największego w mieście kasyna. Cud, że udało mu się wejśc do środka. Hacjenda słyneła nie tylko jako jedno z najdroższych miejsc w Night City, ale także jako otoczone legendarną wręcz ochroną. Musiała być to czysta prawda, bo dyskretny personel przy drzwiach od razu wyłuskał Czarnego i Gladzia, odmawiając grzecznie, aczkolwiek stanowczo wejścia do Chacjendy. Ubranego na bogato Hectora nikt jednak nie niepokoił, a urocza hostessa podała kolorowego drinka usmiechając się ładnie.
Jeszcze zapewne kilka dni temu fixer nawet nie zwróciłby uwagi na nieprzeciętnej urody hostessę i tylko śliniłby się i przewracał oczyma porażony przepychem i bogactwem wnętrza kasyna, kłującego marmurami, złotem i miriadami lampionów. Teraz jednak po zaliczeniu Westbrook, można powiedzieć oswoił się z takimi wnętrzami i nic już chyba nie mogło go zaskoczyć po wizycie w domu mocarza. Hector gestem dłoni odmówił drinka:
- Skarbie jeśli byłabyś tak uprzejma, napiłbym się szkockiej z lodem. - zapamiętał wypowiedź kogoś z imprezy, że w hacjendzie gracze piją za darmo, toteż poprosił o coś bardziej pasującego latynoskiemu macho, niż damski koktajl. Odprowadził wzrokiem odchodzącą dziewczynę, kręcącą kusząco zgrabnym tyłeczkiem. Z wysokości wielkich schodów ogarnął salę kasyna, szukając recepcji. Przy automatach, stołach do rultki i black jacka kreciły się setki ludzi, nawet pomimo wczesnej pory.
-
Skąd ci ludzie mają tyle kasy i czasu, żeby tutaj siedzieć? - pomyślał. Nim ruszył w dół schodów, dogoniła go ta sama hostessa, przynosząc na srebrnej tacy ciężką szklankę wypełnioną bursztynową whisky i lodem.
- Proszę uprzejmie. Pana Whisky. Gra Pan dziś?
- Nie, dziś nie kochanie. Dziś tylko interesy. - Popijawszy szkocką ruszył powoli w stonę recepcji. Ludzie grali o najróżniejsze sumy, ale Hector i tak zoorientował się, że stawką wejściową było co najmniej sto dolców, choć zapewne w piątkowe i sobotnie wieczory, bez setek tysięcy eurobaksów pewnie nie było się nawet co pojawiać przy żadnym ze stołów krupierskich.
Wyjaśniwszy po co przybył, recepcjonista wziął kluczyki i zapytał:
- Zaraz któryś z boy'ów przyprowadzi auto pod podjazd.
- Nie, dziękuję, nie ma takiej potrzeby. - odmówił latynos, bardziej dlatego, że napiwek jaki musiałby zostawić chłopakowi, żeby zachować twarz pewno pozbawiłby go całej kasy jaką miał przy sobie. - Odbiorę osobiście z parkingu.
- Rozumiem proszę Pana. Auto zaparkowane jest na poziomie czwartym, miejsce 96C.
Na parking docieracie bez przeszkód, tak samo jak do kliniki Kitty. Rozumiem, że chcecie zaparkować furę trochę dalej. Kurani potwierdził, że jest bezpiecznie. Jedyny problem będzie jednak taki, że Lewy nigdzie nie pójdzie bez nogi,a niosąc go, to dyskretnie nie będziecie wyglądać:D