Strona 1 z 7
: 11 grudnia 2008, 07:46
autor: venar
Wczoraj odbyła się kolejna sesyjka. Po ostatnich wydarzeniach i "niefortunnym" zabiciu kapłana Asteriusza, drużyna dowiedziała się, zostali banitami, wystawiono na nich list gończy i wyznaczono a ich głowy nagrodę. Przyjęli to różnie ale generalnie kilku członków drużyny poważnie zaczęło się zastanawiać co dalej. Padły propozycje ukrycia się na jakiś czas, a nawet zaatakowania samej Gildii

. W każdym razie ich nieostrożność zaskutkowała szybkim zainteresowaniem się ich osobami jednym z łowców nagród. Wprawdzie działając w pojedynkę nie był specjalnie groźnym przeciwnikiem dla naszych awanturników ale połączenie profesji łowcy z iluzjonistą dało im się mocno we znaki. Drobne pułapki, ataki czarami iluzyjnymi spowodowały lekki niepokój w drużynie, zwłaszcza gdy się okazało że kapłan nie dysponuje niczym co neutralizowałoby skutki ataków na umysł. Kiedy byli bliscy pozbycia się problemu okazało się że jednak łowca zdołał się im wymknąć. Co dalej? No cóż, na pewno nie będzie łatwo uwolnić się od tego problemu. A to przeciez dopiero pierwszy jaki wpadł na ich trop...
: 11 grudnia 2008, 09:17
autor: czegoj
Drogi MG. Idą święta może byś przestał wysyłać na nas jakieś przykre komary, a dał jakiś porządny prezent. Konkretna walka bardzo by się przydała, zwłaszcza, że niektórzy przechodzą już w wiek starczy. Przestań posługiwać się insektami i daj się wreszcie rozerwać. Z pozdrowieniami - Twój zawsze wierzący Kapłan
P.S. Nie leczę obrażeń psychicznych, bo czym istota ma ich więcej tym bardziej szurnięta. A to mi wyjątkowo na rękę.

: 11 grudnia 2008, 11:30
autor: leobardis
To fakt - teraz będzie nam ciężko się schować przed łowcami nagród, ale trzeba dodać że nie jesteśmy bezbronni

i mieliśmy już do czynienia z innym iluzjonistą, a ten już wie że nie ma do czynienia z jakimiś tam awanturnikami ( dlatego zwiał ).
Jedno jest pewne musimy go zgładzić zanim inni wpadną na nasz trop bo z kilkoma łowcami możemy mieć nie lada problem. Misiu nasz kochany - przyłączam się do prośby o prezent na święta i daj nam kogoś do bicia abyśmy się trochę dowartościowali

.
: 11 grudnia 2008, 13:16
autor: saganpl
Niestety przychodzi taki czas na drużynę (i wie to niejeden mistrz gry) kiedy bohaterowie zaczynają się czuć niepokonani, zazwyczaj kończy się to przykro:o. Niestety znowu daliśmy się złapać tej pokusie (a przynajmniej niektórzy). Jak się okazuję wystarczy jeden łowca który nie stanowi jakiejś ogromnej siły zbrojnej a już dokucza nam jak zadra w dup.... Z punktu widzenia śnieżnego elfa najlepiej się gdzieś przyczaić i poczekać. Elfy słyną z cierpliwości i kilka czy kilkanaście lat nie jest to dla nich długi okres. niestety obawiam się że "niepokorne dusze" naszej drużyny na ten plan do końca zgodzić się nie zgodzą. Możliwości oczyszczenia się z zarzutów czy też ataki gildii to oczywiście mrzonki i należy tak je traktować.

i jeszcze jedno mam nadzieje że wyrażam tu opinię wszystkich kompanów drużyny ale w tej sytuacji przydałby się nasz drużynowy "kalkulator" :Podporny na wszystko i na wszystkich nasz wojownik-czarodziej.
: 16 grudnia 2008, 10:05
autor: saganpl
Dziś kolejne starcie z iluzjonistą. mam nadzieję że panowie czarujący cosik wymyśli ażeby utrzeć nosa temu zasrańcowi. ????????:D
: 17 grudnia 2008, 08:31
autor: venar
No cóż, już wiemy że łowca nagród najpewniej dopiero po Nowym Roku znów zacznie utrudniać życie drużynie. I co najważniejsze jest bogatszy o nowe doświadczenia

: 28 grudnia 2008, 10:00
autor: venar
A jednak udało się spotkać i zagrać jeszcze w tym roku. Wczoraj drużyna kontynuując wcześniejsze plany dalej zmierzała za śnieżnym elfem. Po drodze spotkali znajomego druida i z jego pomocą pozbyli się kłopotliwego łowcy (uciekł po tym jak go zaskoczyli w jego obozowisku). W nocy drużynowy kapłan otrzymał propozycję poddania się w zamian za uczciwy proces. Trójka przystała na propozycję, elf nie ryzykował i podążył do swoich. Rozprawa była trudna dla naszych bohaterów a finał był taki, że niestety dla jednego z nich zakończył się wyrokiem skazującym. Śmierć od katowskiego miecza była szybka, szkoda tylko że dzięki gotówce i koneksjom umarł kto inny

. Margus, bo o nim mowa aby ratować własną skórę postanowił odejść od Morglitha i został wyznawcą Gothmeda. Ciężki błąd, zważywszy, że nie wywiązał się z przyrzeczenia danemu wcześniej Morglithowi za wskrzeszenie właśnie drużynowego kapłana. Dosyć szybko spotkali się z jego wysłańcem - Panem Kostuchem

Efekt? Odesłany, ale wcześniej zginął drużynowy barbarzyńca cięty kosą przez martwiaka. Pytanie co gorsze? Gildia Białych Magów czy gniew Morglitha? Cóż, dowiemy się po Nowym Roku jakie będą dalsze losy naszych bohaterów. Ale jedno jest pewne, pomimo wysokich odporności na strach, ten zagościł na dobre w sercach naszych bohaterów

: 28 grudnia 2008, 10:55
autor: leobardis
Zaiste... trafiliśmy z deszczu pod rynnę. Po mojej ekstremalnej metamorfozie , miałem nadzieje na nowy początek (pomijając oczywiście zdradę - czyli przejście na inną wiarę), ale nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło

mianowicie jako współwyznawca Kazara stałem się o wiele , wiele potężniejszy stając u jego boku.
Śmierć z którą przyszło nam się zmierzyć na pewno nas odwiedzi, ale z potęgą

Gothmeda znów zostanie pokonana

.
: 28 grudnia 2008, 18:27
autor: czegoj
venar napisał/a:
Pytanie co gorsze? Gildia Białych Magów czy gniew Morglitha?
[...] Ale jedno jest pewne, pomimo wysokich odporności na strach, ten zagościł na dobre w sercach naszych bohaterów

1. Zdecydowanie ciekawsza jest walka z Morglithem, bo to my zawsze jesteśmy na straconej pozycji. Jak już walczyć to tylko z silniejszym. A z magami nie zawsze My przegrywaliśmy.
2. Strach - a co to takiego?:P
: 29 grudnia 2008, 18:42
autor: Raven
Żałuje że nie mogłem zostać do końca. Nie zmierzone są ścieżki "drużyny"... tylko tak mogę odkreślić ta przewrotną akcję
: 29 grudnia 2008, 23:18
autor: saganpl
nie wspomnieliście tylko o tym że pojawiło się zagrożenie rozpadu grupy. Jak się okazuję drużyna drużyną ale przedmioty magiczne ważniejsze

poza tym nakreśliła się nowa nić porozumienia miedzy czarnoksiężnikiem a kapłanem krasnoludem.....dla elfa nie wróży to nic dobrego:@ szczególnie że każdy z "kompanów" opowiedział się po stronie margusa (teraz półelfa...sic!:(). Zobaczymy jak długo potrwa aż wystąpią kolejne spięcia??? elfy są cierpliwe i......pamiętliwe:|
: 23 stycznia 2009, 00:30
autor: venar
Ech, znów było gorąco. Kolejna noc spędzona w karczmie i znów wizyta kostucha by ukarać zdrajcę. Początek starcia, dzielny elf ucieka przez okno, niedługo po za nim druid

Zostali: czarnoksiężnik z kapłanem. Ech, dawno walka z jednym przeciwnikiem nie trwała tak długo. Magia wypełniała cały pokój, wybuchy czarnego ognia, śmigające czarne pociski, potężne kapłańskie fale ewidentności i wiele innych zaklęć w rozświetlonym magicznym światłem pomieszczeniu. Do tego elf, który wrócił otrząsnąwszy się ze strachu polewający kostucha raz za razem święconą wodą. Utrata Energii Życiowej, trochę ran ale wszystko zakończone pokonaniem kostucha (znów mi się nie udało cholera

)
Po wszystkim przeniesienie martwego ciała barbarzyńcy do świątyni Morglitha i udane wskrzeszenie. W podzięce: ceremonia zakończona "pozytywnym" odzewem na prośby barbarzyńcy.
I propozycja dla zdrajcy powrotu do Morglitha. Żywy lub Martwy.
Co dalej? Przyjaźń czy bóstwo? Powrót czy wierność nowej wierze? Wszystko okaże się za 10 dni kiedy przyjdzie rozliczyć się Panem Umarłych.
: 23 stycznia 2009, 07:24
autor: leobardis
...łatwo nie było , to fakt. Anaruk (Margus) wraz z Kazarem to iście zabójcza i niebezpieczna mieszanka (współwyznawcy) i nie łatwo ich pokonać gdy są ramie w ramie, ale nie to mnie martwi - martwi mnie kolejna decyzja , którą Anaruk (Margus) znów musi podjąć. Już raz spadł z deszczu pod rynnę, a teraz? z pod rynny na cmentarz? Nikt nie zna decyzji Anaruka, nawet on sam

. I jeszcze jedna bardzo ważna kwestia - jak zareaguje Kazar gdy dowie się o kolejnym dylemacie Margusa (Anaruka).
: 23 stycznia 2009, 13:59
autor: saganpl
Nie ma co było ostro:@
Kostuch to przeciwnik nie byle jaki na którego większość nie ma nawet oręża (rani tylko broń mocno magiczna):(
pozostało polewanie wodą święconą i unikanie jago miłych rączek chętnych przytulić każdego w tamtym pokoju a w szczególności "kumpla"-magrusa:P
Błyski zaklęć magicznych oraz energia rozchodziła się na wszystkie strony i pewnie bajali by o tym bardzi gdyby nie fakt że jedyny świadek- karczmarz, pocieszny i uczciwy gospodarz został naturalnie zabity przez margusa a karczma spalona przez ze mnie.

i tak oto udało się przeżyć naszej gromadce i wskrzesić barbarzyńcę. następna runda z kościejem już za 10 dni. na pewno będzie "wesoło";)
: 23 stycznia 2009, 14:24
autor: venar
Kostuch - nie Kościej

to taka drobna subtelna różnica