Społeczność Goblinów (sandbox) PBF otwarty

Awatar użytkownika
czegoj
Site Admin
Reactions:
Posty: 3834
Rejestracja: 18 listopada 2008, 23:34
Polajkował: 5 times
Polajkowany: 9 times
Kontakt:

Społeczność Goblinów (sandbox) PBF otwarty

Post autor: czegoj » 06 sierpnia 2019, 08:59

Ostatnio pozazdrościłem kilku osobnikom ich zabawek, więc i ja postanowiłem się pobawić. Mam nadzieję, że nikogo tą formułą nie urażę.

Zasady są proste. Opisujemy społeczność goblinów w świecie Kryształów Czasu (mam nadzieję, że Bazyl się ucieszy). Opisujemy fabularnie różne aspekty życia tej społeczności. Mogą to być ich wyrywki z życia, całe społeczności, a nawet ciekawe miejsca, jednym słowem - Wszystko.

Oczywiście wszystkie skojarzenia są zbędne, bo to przekleństwo i jakiekolwiek podobieństwo do rzeczywistych osób jest zupełnie przypadkowe. Także - Keth, 8art, Deliad i inni liczę na Waszą aktywność w tym wątku.

Na początek bajka ze strony Romana Giertych, delikatnie przerobiona na potrzeby tego PBFa.

Wielki Wódz zwołał kolejną naradę Glombow* i rozpoczął mowę.
- Darmozjady moje kochane i mordy zdradzieckie! Znowu mam was ratować przed niechybną klęską podczas wiecu wszystkich plemion? Toż przecież nie możecie tak kraść ostentacyjnie - I tu wódz zwrócił swoją groźną twarz w stronę Gryfokradziocha, który był przyczyną pilnej narady.
- A ty Gryfokradziochu - kontynuował złowrogo - musiałeś gryfy bojowe na przejażdżki nawet dalszym kuzynom użyczać? Toż dostałeś własnego warga, abyś szybko i sprawnie się po prerii przemieszczał, a ty sobie wycieczki urządzałeś w Góry Skaliste. Ktoś z dalszego szeregu krzyknął: I do tipi uciech gryfami latoł! Milcz - ryknął wódz, tak rzadko podnoszący głos.
- Te plotki już się skończyły, a sprawcy tych potwarzy ukarani - rzekł.
- Niech dobrzy Bogowie wybaczą im w Wiecznych Krainach - powiedział kapłan gobliński zerkając znacząco na Ognistą Gębę, który niejeden skalp dzierżył przy nogawce. - A tęczowa zaraza niech ich nigdy nie dotknie - skończył.
Wódz pozwolił, aby szepty się uciszyły i kontynuował: - tak więc Gryfokradzioch zrezygnuje z kierowania Tipi Narad i odejdzie. A po wiecu wrócimy go z honorami i będzie miał nawet więcej wargów. Zwykle wystąpienie wodza kończyło dyskusję, ale tym razem stała się rzecz u Goblinów niezwykła. Gryfokradzioch, którego wszyscy za ostatniego głąba mieli (dlatego został wybrany, aby Tipi Narad kierować) wstał nagle, rozejrzał się dookoła i wrzasnął: - Co to, to nie! Nie zrzucicie mnie z sań, jak naszego Młodego Czochrającego Bobra, który tyle miesięcy musiał pod strażą siedzieć. Ja tylko kradłem? Toż wszyscy kradniemy jak popadnie. Doimy ile wlezie. Ty chcesz mnie wodzu pouczać: a kto chciał sobie dwa jednakowe Wigwamy z czystego Srebra postawić, aby go plemiona chwaliły? A ty Długi Nosie, który pacynką wodza jesteś i udajesz, ze czymś rządzisz, nie pamiętasz jak chwilę temu tłumaczyliśmy się z twoich zakupów ziemi, która świętą miała być, a tyś ją sobie za skórkę skunksa kupił i udajesz, że tak wszyscy mogli. A ty Należna Nagrodo, któraś nie tylko z wargów i gryfów korzystała, ale gdyś staranowała dziecko pędząc na mule, to musieliśmy młodzieńca oskarżać, bo chciałaś dostać odszkodowania za twoje połamane kości? A ty Szalony Kojocie, który nie tylko muły rozbijałeś, ale stado twoich baranów z kiesy plemiennej utrzymujemy, aby mogli dalej twoje kolejne szaleństwa wspierać. Ty też uważasz, że powinienem zrezygnować?
- O nie! - Zakrzyknął Gryfokradzioch. Jak ja utonę to razem z wami.
- To chociaż przeproś - powiedział Wielki Wódz przerażony wybuchem zawsze spokojnego Goblina.
- Przeprosić mogę - powiedział Gryfokradzioch oddychając z ulgą.
A Ty - wódz spojrzał na Ognistą Gębę. Nad ranem wejdź na jakąś wojenną ścieżkę i kogoś ważnego o świcie do niewoli z wigwamu wyciągnij, to zajmą się pojmanym, a nie tym głąbem zaplutym. Musimy mocno uważać, bo wszędzie szpiedzy innych plemion nas obserwują i donoszą na nas.

*Jedno z plemion Goblinów

Awatar użytkownika
czegoj
Site Admin
Reactions:
Posty: 3834
Rejestracja: 18 listopada 2008, 23:34
Polajkował: 5 times
Polajkowany: 9 times
Kontakt:

Re: Społeczność Goblinów (sandbox) PBF otwarty

Post autor: czegoj » 08 sierpnia 2019, 17:07

Nikt nie podjął wyzwania, więc idę dalej sam i liczę, że jednak przyłączycie się.

Po skończonej naradzie Wielki Wódz Glombow przywołał Gryfokradziocha.

- Słuchaj no głąbie, przeprosiny mogą nie pomóc, tym bardziej, że jeszcze kilka smrodów ciągnie się za Tobą. - Spokojnie, a rzeczowo zagaił Wódz.

- Panie, nie mam pojęcia, o czym mówisz? - Wielce zdziwiony goblin rozdziawił gębę.

- Ty tu do mnie nie mów tonem, jakbyś z naszym ludem rozmawiał. – Skarcił Gryfokradziocha głównodowodzący. – Gadaj mi tu zaraz jak to było podczas spotkania z rusałkami? – Co żeś tak oczy wybałuszył, języka w mordzie Ci zabrakło? Mam nadzieję, że ich żeś na gryfy nie zaprosił? – Poirytowany władca naciskał, a im bardziej naciskał tym bardziej winowajca malał. Wreszcie, gdy był już tak mały, że wzrostem był niższy od naczelnego wodza zaczął nieśmiało wyjaśniać.

- Więc…, eee…, Wodzu jest tak: wszyscy świadkowie tego wydarzenia już nie żyją, oczywiście poza rusałkami. – Twarz wodza skrzywiła się lekko, jakby znów chciał powiedzieć – Ty mordo zdradziecka – jednak opanował emocje wsłuchując się w słowa wyjaśniającego.

- Spokojnie, nikt nam niczego nie udowodni, wszyscy świadkowie popełnili samobójstwo. Niektórzy nawet na leżąco i pod kocem. – kontynuował goblin.

– Słucham...a co rusałkami? – zapytał zwierzchnik. - Spokojnie o to też zadbaliśmy, wszystkim rusałkom podano eliksir postarzenia i już na pewno nikt nas nie posądzi, że zajmowaliśmy się jakimiś dzierlatkami. Mam tu nawet ostatni ich obraz namalowany przez naszego niezastąpionego perukarza, chwilę po podaniu eliksiru. – Gryfokradzioch sięgnął za pazuchę i wyciągnął pergamin, które wręczył Naczelnikowi.

Wódz spokojnie rozwinął pergamin i spojrzał zdziwiony na przedstawione tam „damy”. - Czy Tobie zupełnie odbiło, przecież to jakieś stare baby? – Władca ewidentnie poirytowany spojrzał z góry na kulącego się przed nim osobnika. Po chwili dodał jakby bardziej do siebie - Ale talent to Suseł ma, zaiste to goblin o wielu talentach. - pokiwał głową zamyślony.

- Podobno przesadzono ze składnikami w miksturze, ale przecież wszystko dobrze się skończyło. – goblin zaczął powolutku odczołgiwać się w stronę wyjścia.
- Wiesz, co wodzu, chyba jednak ustąpię i nie będę przewodził Tipi Narad, znajdź innego głąba... i tak, tę decyzje podjąłem zupełnie samodzielnie.


13

Awatar użytkownika
czegoj
Site Admin
Reactions:
Posty: 3834
Rejestracja: 18 listopada 2008, 23:34
Polajkował: 5 times
Polajkowany: 9 times
Kontakt:

Re: Społeczność Goblinów (sandbox) PBF otwarty

Post autor: czegoj » 09 sierpnia 2019, 18:17

Jadę dalej póki jest wena...

- Panie… - Gryfokradzioch zawahał się. – Za nim wyjdę z tego pomieszczenia ostatni raz, jako przewodzący Tipi Narad, muszę poruszyć jeszcze dwie sprawy.

Gobliński szef wydawał się trochę zaskoczony tą niesubordynacją, ale w obliczu tak ciężkich doświadczeń, które za chwile miały dotknąć byłego już przewodzącego Naradom i przez wzgląd na dawne zasługi, postanowił jeszcze chwilę skupić uwagę na tym osobniku. – Gadaj tylko szybko.

- Panie, jako że zmieni się Twoja dotychczasowa dostępność dla mnie, po moim ustąpieniu, pozwalam sobie poruszyć sprawy, które od jakiegoś czasu odkładałem na lepszy moment. Obecnie jest to ostatni możliwy moment.

- Do rzeczy głąbie… - delikatnie zaczął irytować się zwierzchnik.

- Pierwsza sprawa dotyczy naszego Jarla. Na twarzy goblińskiego wodza pojawiło się coś pomiędzy zniecierpliwieniem a zaciekawianiem.

- Nasz Jarl obchodzi czterolecie od kiedy przepchnęliśmy go na ten stołek, a nie mamy dla niego żadnego prezentu. Jeśli znów nic nie dostanie, oprócz piór i inkaustu do ćwiczenia podpisów, to będzie stroił fochy, a po co nam to? – Gryfokradzioch wyraźnie zauważył, że twarz szefa zmienia się przechodząc bardziej w stan zaciekawienia. W sumie znał to oblicze nie od dziś.

- W związku z tym chciałbym, żebyś przyjął wodzu kolejny tytuł, którym będziemy się posługiwać w oficjalnych spotkaniach z Jarlem. Tytuł ten będzie brzmiał JARLOSŁAW. Twarz monarchy nawet nie drgnęła, co goblin wziął za dobrą Gryzelkę* i kontynuował.

- To przybliży Ciebie bardziej do naszego Jarla, a tym samym Jego sympatycy, jeszcze bardziej przybliżą się do Ciebie. Będziesz bliżej ludu posługując się tytułem, który będzie sławił naszego Jarla. Wiec Panie, że najbardziej głupi goblin z zabitej wiochy wie, że w sprawach ważnych i tak trzeba rozmawiać z Tobą, Jarl to tylko figura na pokaz, bo tam trochę języków zna i ładną ma żonę i córkę.

- Zgodzisz się? – Gryfokradzioch zawiesił głos oczekując aprobaty świeżo upieczonego Jarlosława.

- A druga sprawa? – rzeczowo zapytał przywódca.

- Widzisz Jarlosławie… - Gryfokradzioch chwilę zasępił się - … mogę tak do Ciebie mówić?
Goblin ewidentnie czuł się dumny z nowego tytułu wodza, wiedząc na jak wspaniały koncept wpadł. Mężne gardła gobliniej braci będą krzyczeć „Jarlosław, Jarlosław” chwaląc swojego wodza, a tym czasem durny Jarl będzie myślał, że to na jego cześć. Sam nie mógł wyjść z podziwu dla siebie.

Wódz nic nie odpowiedział tylko bacznie sondował zachowanie swojego podwładnego malutkimi oczkami, dając jednocześnie mimiką twarzy przyzwolenie i przynaglenie na kontynuowanie myśli, mlaskając flegmatycznie, co jakiś czas.

- Druga sprawa wiąże się z naszym szefem służb Wiecznie Niewinnym. Otóż skoro już wyszło na jaw, że byłem u rusałek, to muszę przyznać, że on też był i nawet on mnie na to namawiał.
Goblin zrobił przerwę pozwalając przywódcy zebrać myśli.

- On stwierdził, że spotkamy się z rusałkami i kilka z nich aresztujemy naszym nowym sprzętem dla służb specjalnych tz. Magicznym obręczami dla złoczyńców. I tutaj zrodził się problem… – Trzeba przyznać, że Gryfokradzioch doskonale grał pauzą, budując napięcie.

- …czy obręcze mają być koloru różowego, jak chciał Szalony Kojot, czy żółtego jak proponował Wiecznie Niewinny i Należna Nagroda, wszak znane są ich upodobania kolorystyczne? Dla ułatwienia Jarlosławie mam tu kolejny obrazek Perukarza, który pozwoli Ci bardziej zapoznać się z ważkim problemem, jakiego do tej pory nie udało nam się rozstrzygnąć. – Kontynuował goblin wyciągając kolejny pergamin za odzienia. Celowo też nie robił zbyt długich przerw w wywodzie, ale dbał żeby były one systematyczne. Wypracował tę zdolność podczas przewodzenia w Tipi narad, kiedy to niektórym członkom pozwalano mówić jak najkrócej i jak najbardziej treściwie. Kto nie mieścił się w tych kanonach tracił głos.

- Na koniec wodzu przypomniała mi się jedna przestroga dla Ciebie związana z tymi nieszczęsnymi rusałkami, ale skoro to już nasze pożegnalne spotkanie to chyba mogę sobie na to pozwolić. – Głośne mlaśnięcie głównodowodzącego dowodziło, że Jarlosław dalej bacznie słucha.

- Otóż nasz Jarl chciał iść z nami do tych rusałek i dzień wcześniej wszystko było uzgodnione. Natomiast w nocy żeśmy trochę popili i Jarl zaczął coś pieprzyć o jakimś leśnym ruchadełku, czy jakoś tak, a Wiecznie Niewinny cały czas mu polewał. Koniec końców skończyło się tym, że Jarl nie był zdolny do podróży, a Wiecznie Niewinny pod koniec nocy miał w ręku papier na mocy którego Jarl przysiągł, że do póki będzie Jarlem podpisze wszystkie ułaskawienia dla Wiecznie Niewinnego, nie ważne czy będzie winny czy nie. Ba, nawet nie ważne czy coś zrobił czy nie, wystarczy, że padnie na niego jakikolwiek cień podejrzenia. Mówię to wszystko w dobrej wierzę, żebyś wiedział, że niektórzy podpisują pewne dokumenty nawet bez Twojej zgody. Tak szybki w pisaniu jest nasz Jarl.

Wódz dopiero teraz spojrzał na obraz Perukarza i rzekł. - Fajny tyłek ma Wiecznie Niewinny, ale zdecydowanie lepiej mu w żółtym niż w różowym. Jak będziesz wychodził wezwij do mojego namiotu łaskawie naszego Jarla i Wiecznie Niewinnego. I powiedz Jarlowi, że sprawy wagi państwowej, które aktualnie rozwiązuje musza poczekać.


*Gryzelka – pieniądz wprowadzony do świata Kryształów Czasu przez fanów.

14

Awatar użytkownika
Nanatar
Reactions:
Posty: 613
Rejestracja: 04 sierpnia 2009, 11:38
Lokalizacja: Kraków
Polajkował: 126 times
Polajkowany: 89 times

Re: Społeczność Goblinów (sandbox) PBF otwarty

Post autor: Nanatar » 09 sierpnia 2019, 23:02

Wiadoma wioska goblinów w głuszy

Wóz stroił miny przed płaską srebrną misą z wodą. Raz wywalał jęzor, innym razem wydymał wargi, co było elementem gry salonowej, a raczej zaroślowej. Spróbował splunięcia, ale flegma zawisła na odwodnionej od przepicia brzozówką wardze. Spróbował jeszcze raz, upiwszy wprzódy wody z misy. tym razem powiodło się, a wódz kontynuował próbę przemowy.

- Plwam, tak kumotrzy plwam siarczyście na to, że nikt waszych bawolich placków nie potrzebuje, śmierdziuchy. Będziecie placki bawole zbierać puki bydło sra, bo gówno jest potrzebne wbrew temu co mówią inne ludy, że inaczej można budować. Budowanie z bawolich placków to nasza tradycja, ja ja mogę tradycję zmieniać jak chcę.

Za plecami wodza, wchodzący Jarl o krasnym i pełnym niczym księżyc obliczu, nie odklejając z oblicza durnego uśmiechu zaklaskał w dłonie.

- Świetnie wodzu, wódz się wybiera do zbieraczów placków?
- Ano myślałom o tym. Czy może dobrze osobiście wystąpić, ale to tyle drogi, że by trzeba gryfonem, a wszystkie jakieś zmitrężone, wypadami Gryfokradziocha. Nie ufam ja tym stworzeniom, mogą być zaczarowane przez wrogich magów i wprost w brzozę wlecą, na pohybel lotnikowi.
- Słusznie prawicie wodzu, babe do nich ślijcie, baba wargiem pojedzie. - podchwycił Jarl - a jak co chlapnie to na nią będzie, że baba to głupia. A musicie wiedzieć, że naszą rzeką Uruki pływały, bez pozwolenia i się tylko naigrywały z naszych flisaków.
- Co za potwarz, jakie to Uruki?
- Ich król zwie się Władnym- mirem, że niby pokój niesie, ale wszędzie się jego pancerni panoszą i haracz zbierają. Elfy ponoć u niego w kieszeni siedzą tak głęboko, że się z koalicji plemion wycofują.
- Dlaczego nasi flisacy nie zasypali ich oszczepami i kamieniami?
- Łudź mięli wartką, przez krokodyle ciągnięta i stalowe pancerze.
- Weź się tym zajmij. Maczugi dobre kup i jakieś potwory gorsze od krokodyli. Tam pod ugorem poprzedni jarl zakopał złoto.



*****
(kilka tygodni później)

Wódz przechadzał się wzdłuż krótkiego szeregu goblinów w łapciach i pancerzach z kory, każdy miał przed sobą dorównującą mu wzrostem maczugę.

- Niech przedefilują- zarządził - nieliczny oddział zwrócił się część w prawo, częśc w lewo, próbując ciągnąć ciężki oręż.
- Nie jest ich wielu, ale to doborowe oddziały, gotowi zginąć za sprawę, jak to mamy w tradycji - zachwalał Jarl - maczugi zamówiliśmy u olbrzymów, najcięższe, przebijają każdy pancerz.

Widząc nieporadnie ciągnących oręż nieboraków, wódz wydął policzki - A co z potworami? - spytał znienacka
- Będziesz zachwycony, mamy wywernę, jedną co prawda, ale to prawdziwa bestia, zeżarła dziesięciu naszych zanim ją zapędzili do stodoły. Teraz jest spokojna żre zapasy zimowe. Wierzymy że urodzi się wkrótce wybraniec, jeździec wywern. Szaman modli się za to i zaklina duchy, spalił już dwie panny, ale france nie były dziewicami raczej, bo się wybraniec nie objawił. Teraz szaman umartwia się spółkując trzydzieści dni z tą sama samicą, żeby przebłagać duchy. Robi to dodatkowo bez przyjemności.

- Takie poświęcenie - wódz był wyraźnie poruszony - To musi się udać. Szukaj pretekstu, żeby wypowiedzieć Urukom wojnę.

ODPOWIEDZ