Strona 1 z 1
: 26 września 2011, 21:32
autor: Osian
Taa ale czas leci. Rodzilo sie duzo wczesniej a my z kumplami bylismy wtedy szczylami. Pamiętam sesje na Polibudzie, na Woli w Domu Kultury , w tramwaju, w pociagu i oczywiscie u Artura - czasami zaczynaly sie w piatek, a konczyly w niedziele wieczorem - potem man o' war, warhammer 40 kilo itd. - bylo fajnie. Mag 13 poziom (albo 16 juz mnie pamiec zwodzi)
: 26 września 2011, 23:43
autor: 8art
Ja zaczalem bodajze w 1994 w kieleckim WDK - klub Avatar (Pierwsza sesja: robiłem postać gwardzisty przez godzine i zginął w ciągu pierwszych 5 minut sesji:)) Potem byl Landstrad przy Politechnice Swiętokrzyskiej a potem już cieliśmy z bratem, Kubą i Łukaszem przez wiele lat razem. Dochapałem się czarnego rycerza/czarnoksiężnika (interwencja smoków) 35/25: Pana na kilku dobrze prosperujących wyspach na pograniczu z Archipelagiem Pajęczym, ambasadora Katana przy Imperium Czerwonego Zmierzchu, dowódcy martwiaczego legionu wyspecjalizowanego w walkach z sharanami. Ech to były czasy.
: 21 marca 2012, 09:03
autor: vampire1308
no cóż ja zaczynałem trochę później bo 1997r. pierwszym systemem było D&D,ale zaraz brat zarzucił mi bakcyla kryształowego.
A moja najfajniejsza postać no cóż w kryształach był to kapłan/złodziej 14/7 u czegoja. nawet Pólboga o kilka poziomów wyżej się nie bałem...
można powiedzieć,że święciłem wtedy triumf i cała drużyna szła za moim głosem (czytaj moim interesem

). Niezapomniana postać....
Czasami łezka w oku się kręci....
: 09 stycznia 2015, 14:58
autor: Sigil
Nie przypomnę sobie teraz dokładnie, czy był to 96 lub 95, druga czy trzecia klasa szkoły średniej. Zaczynałem od CoC i oczywiście MeRPa, co do którego mam sentyment do dziś. Później był standardowo: Warhammer i Cyber, zresztą w Polsce nie było w tym czasie wielkiego wyboru i wszyscy właściwie grali w to samo... Pamiętam czasy, gdy w jednym podręczniku było wszystko - a nie jak dziś, musiałeś kupić przynajmniej trzy, aby sklecić sesje.

Dodatki odbite na ksero, karty postaci kreślone na kartkach w kratkę i sesje przez cały weekend, od 10 rano do 22. Na konwentach zwykle w ogóle nie chodziłem spać, lecz grałem non stop - mój rekord gry wynosił 46 h., a rekord prowadzenia 16 h. bez przerwy.

Prezentacja mojego systemu autorskiego odbyła się w tym samym dniu co zamach na WTC (trudno o bardziej bombową reklamę, prawda?). Gdy wspomniałem o tym ludziom na spotkaniu, nie byli pewni czy mówię do nich o prawdziwym ataku terrorystycznym, czy też opowiadam im jakąś przygodę do WoDa.
To było fajne czasy i miło jest tutaj chwilę powspominać - choć można się zastanowić, czy bardziej w tym momencie wspominamy same gry RPG czy po prostu własną młodość?

Czasami jednak myślę, że obie te rzeczy zlewają się ze sobą.