PBF - Czas wichrów, czas ognia

Awatar użytkownika
mordimer00
Reactions:
Posty: 2226
Rejestracja: 07 stycznia 2011, 09:44

Post autor: mordimer00 » 06 października 2011, 18:22

Osmund, Ludzkie Królestwo, prowincja Karmin niedaleko miasta Hallandor, rok 9446, kalendarza Orków.

Koniec bakis-ran czyli ósmego miesiąca, o wiele za szybko przyszła zima, na wyspie mimo tego nagłego załamania pogody panuje ogromny ruch, w szczególności w największym mieście wyspy Karmin, portowym Hallandor. Wyspa dzięki swojemu położeniu, często w swej historii była świadkiem wielu krwawych najazdów sharanów. Ostatni taki najazd miał miejsce dwa lata temu, napastnicy dość szybko zdołali przełamać linię obrońców i wdarli się głęboko w środek wyspy, gniotąc wszelki opór na swej drodze. Dopiero połączone siły rycerstwa i Wyspy Otland - , bazy 2. floty Osmundu, przełamały falę ataku i zmusiły pająkoludzi do odwrotu.
I od tamtej pory flota ściśle patroluje okolicę wyspy aby nie dopuścić do kolejnego najazdu, ale dwa lata spokoju to za długo, mieszkańcy wyspy coraz częściej spoglądają w horyzont przeczuwając najgorsze....



Amras oddawszy konia pod opiekę stajennego, ruszył w stronę karczmy, wiatr coraz bardziej przybierał na silę, ciskając w elfa coraz większymi płatkami śniegu i deszczu. Elf szybko dotarł do drzwi karczmy, duże dwuskrzydłowe drzwi ustąpiły lekko po naciśnięciu klamki.
Wchodząc do środka elf schyli się aby nie zawadzić o futrynę drzwi, poczuł falę ciepła ze środka, która szybko zmieniła się w chłód wdzierający się do środka pod wpływem przeciągu z zewnątrz. Zamknąwszy drzwi Amras spostrzegł duże pomieszczenie, oświetlone latarniami powieszonymi na ścianach, i świecami umieszczonymi na kołach od wozów umieszczonymi na łańcuchach podwieszonymi pod sufitem.
W pomieszczeniu na przeciwko drzwi stała lada, na niej zauważył antałek umieszczony w specjalnym leżaku utrzymującego beczułkę poziomo z której wysoki, łysy barczysty półolbrzym z dużą krzaczastą rudą brodą właśnie nalewał piwo do glinianego dzbana. Karczmarz w poplamionej koszuli bez rękawów z narzuconym na nią skórzanym fartuchem, odstawił dzban i podniósł wzrok na przybysza: "Mykaj drzwia, przeciąg robisz, ciepło ucieka!". W nozdrza Amrasa uderzył najpierw zapach pieczonej zwierzyny, palących się świec i słomy chyba świeżo nałożonej na podłogę, spojrzał na postać stojąca za ladą. Karczmarz właśnie odstawił pełen dzban na ladę i podniósł głowę w stronę przybysza. Jego czaszka była pozbawiona włosów, natomiast zarost twarzy przywodził na myśl krasnoluda, w obydwu uszach miał kolczyki, duże złote kółka, oczy głęboko osadzone w czaszce, z otaczającymi je krzaczastymi rudymi brwiami. Na jego ramionach widać było potężne mięśnie, napinające się podczas odstawiania dzbanka czy przy czyszczeniu lady ścierą.
Amras rozejrzał się po karczmie, dostrzegł 6 stołów, przy każdym dwie ławy do siedzenia po lewej stronie od lady i wejścia, na tej ścianie zauważył 5 latarni oświetlających pomieszczenie, na środku lada i stojący za nią półolbrzym, po prawej stronie na środku ściany murowany podwójny kominek z rożnem i stojakiem do gotowania, po prawej od kominka w półkolu zauważył 3 alkowy, teraz mające otwarte zasłony, alkowy te posiadały okrągłe stoły i fotele lub krzesła wyściełane materiałem, dodatkowo oddzielone od innych za pomocą ścianek z wyjątkiem wyjścia na salę główną-tutaj jedyną osłoną była płachta materiału zawieszona u sufitu i służąca od oddzielenia się od reszty biesiadników.
Po lewej stronie kominka stały 3 stoły z ławami, z za nimi widać było schody prowadzące na górę.
Karczmarz przyglądał się elfowi, podpierając swą brodę na ręce ułożonej na ławie: "Czym można służyć panu? Piwa, wina, miodu a może by i tak pieczystego, a może i potrawki? Zapraszam czym chata bogata."
Mówiąc to na jego twarzy wykwitł szczery uśmiech, ukazujący śnieżnobiałe zęby-rzadkość w tychże czasach.,
Ostatnio zmieniony 09 października 2011, 10:02 przez mordimer00, łącznie zmieniany 1 raz.
"Stara?em si? tak ?y?, abym w godzinie ?mierci móg? si? raczej cieszy? ni? l?ka?..."

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 06 października 2011, 21:50

Okolice Halladoru, koniec bakis-ranu 9446 KI

Astar gwizdnął cicho z ukontentowania, kiedy palisada i ściany budynku osłoniły go w końcu przed przenikliwym wiatrem. Odprowadził wzrokiem gawędzących niedbale w bramie strażników, którzy nie raczyli go nawet wypytać o miano czy cel podróży, potem szturchnął konia butami kierując zmęczone zwierzę w stronę stajni i stojącego przed nią młodzieńca, który zastygł w bezruchu na widok obcego z naszykowaną do założenia futrzaną szubą w rękach.

- Łaska Oriaka z tobą, młody przyjacielu - powiedział Kether uśmiechając się dobrodusznie z wysokości swego siodła - Ziąb coraz większy, a siodło już ślady na tyłku wycisnęło, tedy dobra to pora, by odpocząć.

Nie czekając na odpowiedź krótkowłosego młodziana astrolog wyciągnął ze swego mieszka srebrnego piątaka i pstryknął palcem posyłając monetę w stronę stajennego.

- Oriak przynosi majętność tym, którzy zaradni są, tedy oporządź porządnie mego zwierzaka, a nie pożałuję drugiego piątaka - dodał Astar zeskakując z konia i przeciągając się z trzaskiem kości - Gościcie kogoś przejazdem?


Wątek techniczny

Pięć srb dla stajennego. Jeśli zajmie się koniem, podziękuję i zabiorę sakwy ze sobą, ale w drodze do karczmy pozdrowię jeszcze widzianych na dziedzińcu miejscowych. Jeśli zareagują przyjaźnie, podejdę do rzeźników, by z nimi pogawędzić. Jeśli nie sprawiają przyjaznego wrażenia, poprzestanę na machnięciu. Kobiety lustruję krótkim rzutem oka, by sprawdzić, czy uroczne. Na tę chwilę alles.

Awatar użytkownika
mordimer00
Reactions:
Posty: 2226
Rejestracja: 07 stycznia 2011, 09:44

Post autor: mordimer00 » 06 października 2011, 22:26

Aster rzuciwszy srebrną monetę w stronę stajennego, od razu odwrócił głowę patrząc na dwie dziewki które skubały ptactwo. Nawet nie zauważył jak szybko chłopak złapał monetę, od razu schowawszy do kieszeni.
"Wiadomo jaśnie panie, tedy zajmiem się waści koniem i oby bogowie sprzyjali Waś w jakimkolwiek celu, Niech Bogowie mają Waści w swej opiece, pokornie dziękować Waści, sami prawie miejscowe Panie, choć być tutaj kilku przejezdnych, niedawno pewien elf zawitał do nas, zostawiwszy konia ruszył do karczmy panie"
Młodzik ujął uzdę konia Aster'a czekając aż ten zsiądzie z siodła. Aster przerzucając nogę ponad łękiem siodła zauważył, że ze stajni wyszedł młody ork także w futrzanej szubie i takiej samej czapie na głowie i zaraz ruszył spiesząc z pomocą do oporządzenia konia.
Aster zsiadł z kulbaki i ruszył w stronę drzwi karczmy, przez chwilę zwrócił swoją twarz w stronę obory gdzie kilka osób zajmowało się oporządzaniem zwierzyny, Kether zerknął na dziewczęta zajmujące się oporządzaniem ptactwa skinął w ich stronę uśmiechnął się, i odsłonił swoje nadnaturalnie białe zęby. "Niech Bogowie utrzymują Was w zdrowiu i szczęściu i aby Bogowie przychylni byli Waszym modlitwom"- rzucił dziarsko w stronę kobiet przy oborze. Obie dziewczęta (sądząc po twarzach nie miały więcej niż 17-18 lat) zareagowały purpurą na twarzy i szeptem między sobą, spoglądając z zaciekawieniem na widok przyjezdnego.
Jeden z oprawiających, chyba świniaka odwrócił się w stronę nowo przybyłego kiwnął głową i wypowiedział: "Dziekować Waszej Miłości za miłe słowa i za przestrzeganie starych zwyczajów, My także życzym Waszej miłości szczęścia i bogactwa i aby Bogowie sprawili byśta Panie mieli wszystka to co chceta". Po tych słowach ludzki rzeżnik ukłonił się z serdecznością w stronę Astera, a dziewczęta jeszcze bardziej zarumieniły swoje policzki.
Ostatnio zmieniony 06 października 2011, 22:42 przez mordimer00, łącznie zmieniany 1 raz.
"Stara?em si? tak ?y?, abym w godzinie ?mierci móg? si? raczej cieszy? ni? l?ka?..."

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 06 października 2011, 23:11

Okolice Halladoru, koniec bakis-ranu 9446 KI

Udając przewrotnie, iż nie dostrzega wyrazu twarzy dziewcząt, Kether podziękował rzeźnikom za układne słowa, a potem przeniósł spojrzenie wymownym gestem na wypełnione płatkami śniegu przestworza.

- Czas się posilić, tedy mus mi do środka, pewnikiem jednak przyjdzie nam jeszcze pogawędzić, nieśpieszno mi w taką pogodę w drogę ruszać dalej - oznajmił astrolog - Lecz rzeknijcie mi jeszcze, jakiego tu się boga czci, albowiem nigdzie żem nijakiej kapliczki nie uwidział?

Chociaż na twarzy mężczyzny wciąż rysował się cierpliwy i przyjazny uśmiech, w jego duchu narastała chęć jak najszybszego schronienia się we wnętrzu karczmy. Elfy nie bywały na Karminie zbyt częstymi gośćmi, więc Astar poczuł ukłucie podniecenia na myśl o tym, że mógł dzielić gościnę z przybyszem z południa, być może nawet ze Szmaragdowych Wysp.


Wątek techniczny

W przypadku odpowiedzi miłej sercu (Oriak) dodam coś jeszcze (osobny post), w przeciwnym przypadku (inne bóstwo) raz jeszcze kiwnę głową i udam się do karczmy. Szybkie podsumowanie wizji lokalnej: dwaj mieszańcy krwi pod bronią przy bramie, dwaj rzeźnicy przy świniaku, dwie dziewki zajęte skubaniem drobiu, stajenny. Kręci się po okolicy ktoś jeszcze?

Awatar użytkownika
mordimer00
Reactions:
Posty: 2226
Rejestracja: 07 stycznia 2011, 09:44

Post autor: mordimer00 » 06 października 2011, 23:28

Aster dziarsko ruszył w stronę obory i dwóch dziewojek, które na ten widok spurpurowiały jeszcze bardziej, jeden z rzeźników odwrócił się w stronę przybysza (człowiek okóło 190cm, bardzo szeroki w barach, o mięśniach drgających mu pod skórzanym fartuchem, o kwadratowej szczęce, ale za to niewinnych-prawie cielęcych oczach) i odrzekł "Zapraszać Wasza miłość do środka, tam ciepło przy ogniu a zaraz i my wniesiem mięsiwo na rożen aby Wasza miłość miała co na ząb wrzucić, a i niech się Wasza miłość karczmarza nie boi on tylko tak groźnie wygląda, ale to być święty człek. Niech Mości poprosi o winiak jego, toć to specyjał karczmarza choć drogi ale tak grzeje, że Bogowie wspomagajcie. Co do kapliczki to my tutej modlić się każda do swego boga, jaki kto tam wyznaje tedy się modli do onego."
"Stara?em si? tak ?y?, abym w godzinie ?mierci móg? si? raczej cieszy? ni? l?ka?..."

tzeentch
Reactions:
Posty: 466
Rejestracja: 05 czerwca 2009, 12:51

Post autor: tzeentch » 07 października 2011, 09:54

Drzwi stajni ponownie rozwarly sie wpuszczając lodowaty powiew. Do środka wszedł wysoki i masywnie zbudowany (nawet jak na tą rasę) półolbrzym okutany cały w futra mające chronić go przez zimnem prowadząc za uzdę dopasowanego do siebie rozmiarami konia. Na widok zamaskowanego przybysza ludzie zgromadzeni w stajni zastygli na chwilę w bezruchu.

Margolas odwinął szmatę, która osłaniała twarz przed wiatrem, zatrzasnął za sobą wrota i rzucił spokojnie - Zdrożonym i przemarznięty do szpiku kości jestem. Zajmijcie się koniem, dobrzy ludkowie.Stajenny, który pierwszy podejdzie dostanie ode mnie srebrnika. Pomogę rozkulbaczyć konia, wezmę swoje manatki - w tym solidny, dwuręczny młot, który przezrucam przez ramię, a następnie skieruję kroki do gospody.

- Powitać gospodarzu. Jeśli masz coś co zdrożony i zmarznięty podrózny na talerz wrzucić może, tedy z radością skorzystam, a i miejsca na noc przyjdzie mi chyba u ciebie poszukać. - rzekł Margolas układając swe tobołki przy nogach i powoli sadzając się przy jednym ze stołów koło kominka.
Ostatnio zmieniony 07 października 2011, 10:02 przez tzeentch, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
mordimer00
Reactions:
Posty: 2226
Rejestracja: 07 stycznia 2011, 09:44

Post autor: mordimer00 » 07 października 2011, 10:47

Margolas wszedł do stajni prowadząc swojego wierzchowca za uzdę. Na widok przybysza dwóch stajennych-człowiek i ork- obydwoje ubrani w futrzane szuby, szybko zebrali z zydla kości i rzucili się do pomocy przy koniu.
Półolbrzym oddał wodzę orkowi (około 18 lat, bruneta z długimi włosami związanymi w kucyk z dość dużymi kłami wystającymi z dolnej szczęki, i głęboko osadzonymi skośnymi oczami).
"-Zdrożonym i przemarznięty do szpiku kości jestem. Zajmijcie się koniem, dobrzy ludkowie.". Margolas podał orkowi srebrną monetę, a ten ukłonił się i ruszył z koniem w stronę poidła dla koni. Półolbrzym zauważył tylko jednego konia rozkulbaczonego w stajni. Odwrócił się i zauważył jakiegoś podróżnego wjeżdżającego właśnie przez wrota stajni. Podróżny ubrany był w grube futro chyba niedźwiedzie, przybysz od razu ściągnął czapę futrzaną zasłaniającą jego twarz i Margolas dostrzegł elfa, z kruczoczarnymi włosami spiętymi w kucyk. Elf zwinnie zeskoczył z siodła i podał wodzę drugiemu stajennemu który podbiegł do niego (człowieka, blondyn obcięty na modę rycerską na "garnek", także ubrany w grubą szubę futrzaną).
Elf rzuciwszy monetę stajennemu zerknął w stronę Margolasa i zaczął zdejmować swoje rzeczy zawieszone na łęku siodła, po czym odwrócił się do stajennego: "-A wyszczotkować mi konia, i dobrze napoić", mówiąc to wyciągnął i podał kolejną monetę ludzkiemu stajennemu.
"Stara?em si? tak ?y?, abym w godzinie ?mierci móg? si? raczej cieszy? ni? l?ka?..."

morgliht
Reactions:
Posty: 379
Rejestracja: 08 czerwca 2011, 13:04

Post autor: morgliht » 07 października 2011, 12:38

Amras zdejmuję futro ukazując swoją posturę, która jest jak na Elfa jest nieco bardziej rozwinięta, na sobie ma zbroje kurtkową metalową przy boku miecz dł typowy. Włosy długie czarne włosy spięte z tyłu. Bierze sakwy z konia i daje stajennemu srebniaka i uzdę swojego konia przyjaźnie w stronę połolbrzyma:
Zimno, dobrze się ogrzać w karczmie po długiej podróży
Udaje się za połolbrzymem do karczmy.
Karczmarzu miodu i jadła tylko ciepłego
Biorąc jadło i picie udaje się uśmiechając w stronę stolika zajętego przez półolbrzyma.
Witam czy mogę się przysiąść.
Jeśli nie pozwoli to go przeproszę i rozlględam się za wolnym miejscem a jęsli pozwoli to
Jestem El Amras, napijemy się razem Panie bo samemu nie przystoi a zmarzłem i trza się rozgrzać

tzeentch
Reactions:
Posty: 466
Rejestracja: 05 czerwca 2009, 12:51

Post autor: tzeentch » 07 października 2011, 14:42

- Dyć jasne to, przeca to zawsze lepiej mieć do kogo gębę otworzyć. Gdzież to droga prowadzi?

morgliht
Reactions:
Posty: 379
Rejestracja: 08 czerwca 2011, 13:04

Post autor: morgliht » 07 października 2011, 17:52

Wracam do domu mojego ukochanego Olgrionu, wyruszyłem w świat zaraz po moich setnych urodzinach, podróżowałem z kuglarzami, kupcami, ucząc się rzemiosła i wojaczki, teraz czas po 40 latach wracać do domu, choć nie wiadomo którędy ta droga biegnie. Aty gdzie się udajesz?

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 07 października 2011, 18:26

Okolice Halladoru, koniec bakis-ranu 9446 KI

Otwierane szybko drzwi zgrzytnęły, po czym trzasnęły w futrynę zatrzymując przenikliwy ziąb ciągnący do środka z majdanu. Aster westchnął z lubością czując na skórze dotyk ciepła, wciągnął w nozdrza bijący od kuchni zapach jadła. Niesione w rękach końskie sakwy zaciążyły mu znienacka nieznośnie, jakby podkreślając niestosowność tego, by sługa świątyni Mitrylowego Boga sam dźwigał swój bagaż, Kether zwykł jednak pomijać w takich przypadkach etykietę. Zapobiegliwość była jedną z kilku jego wiodących cech, toteż w miejscu tak obcym jak ten położony opodal Libalu zajazd wolał nie oddawać cennego dobytku w ręce nieznajomych.

Gościnna izba miała kilka niewielkich okienek obciągniętych rybimi błonami o kiepskiej przejrzystości. Zerkając w najbliższe z nich mężczyzna dostrzegł uspokajający swą bliskością zarys strzelistego masywu Gór Tysiąca Szczytów. Od przedmieść Halladoru dzieliło go dobre pół dnia drogi w końskim grzbiecie, toteż wciągając w nos zapach strawy raz jeszcze pogratulował sobie w duchu pomysłu urządzenia w tym miejscu postoju. Kiedy zostawił za sobą porośnięte gęstymi lasami Cisowe Wzgórza, znalazł się na odsłoniętym w sporej mierze terenie, gdzie zimny wiatr hulał po wyżynach wnikając pod futrzany płaszcz, którym jeździec drobiazgowo się opatulał.

- Pokój i dostatek temu domowi! - powiedział dźwięcznym tonem odkładając sakwy na pobliską ławę i składając dłonie w geście oriakańskiego pozdrowienia - Niech na tutejszych mieszkańców spłynie błogosławieństwo Mitrylowego Boga, niechaj się bogacą i wiodą szczęśliwy żywot.

Woń pieczonego mięsa sprawiła, że ślina sama napłynęła Ketherowi do ust, a żołądek począł wyczyniać dziwaczne harce, niemniej jednak społeczny status wędrowca wymagał odpowiedniego zachowania.


Wątek techniczny

Ze względów obyczajowych goście muszą chwilkę zaczekać, wpierw gospodarz. Jeśli zareaguje przyjaźnie na pozdrowienie sugerujące moją kapłańską profesję, potwierdzę to z całą dobitnością (wstawka A, poniżej). Jeśli reakcja wyda mi się nie dość stosowna (ocena MG), zastosuję wstawkę B. Niezależnie od powyższego zamówię jadło i napitek za 5 złt, po to, by dzięki jego obfitości mieć pretekst do zaproszenia do wspólnego posiłku elfa (który interesuje mnie ze względu na pewną fascynację Kethera legendarnym Elmanalem). Bez względu na to, czy i kto się do mnie dosiądzie, przed rozpoczęciem jedzenia zaproszę obecnych do oriakańskiego błogosławieństwa jadła (jeśli mnie MG nie uprzedzi, chętnie sam napiszę odpowiednią scenkę). Jaką mamy porę dnia?

Wstawka A.
- Bądź pozdrowiony w imię Oriaka, dobry człowieku. Zmówię za ciebie modlitwę z wdzięczności za to, że Mitrylowy Bóg zesłał mi po drodze tak zacny przybytek, a jeśli twa strawa smakuje równie dobrze jak pachnie, będzie to zaiste długa modlitwa!

Wstawka B.
- Będę się modlił za to, by Mitrylowy Bóg spojrzał łaskawie na ten przybytek, albowiem Oriak okazuje miłosierdzie również tym, którzy dopiero się nawrócą, a jeśliście nawet innowiercy, sam zapach tej wybornej strawy sprawia, żem jest bardzo wam przychylny.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 07 października 2011, 18:38

Wątek techniczny

Kilka słów wstępnego opisu mojego bohatera. Średniego wzrostu, średniej budowy, włosy średniej długości, brązowe oczy. Porządne ubranie, na nim brygantyna (zbroja kurtkowa metalizowana typowa) przesłonięta futrzanym płaszczem. Na każdej dłoni złoty pierścień. Na szyi złoty medalion z symboliką oriakańską. Przy sakwach również jednoręczny młot, ale taki, który nie wykazuje śladów zbyt częstego grzmocenia nim po łbach. Przy pasie kordelas w pochwie. Co w sakwach, tego nie widać. Koń zadbany i z porządnym wyposażeniem (siodło, uprząż, te sprawy).

Zachowanie przyjazne, często podkreślany status duchowny. Reprezentując swe bóstwo Kether stara się zaznaczać własną zamożność, stanowiącą niejako wzór do naśladowania dla oriakańskich wiernych. Chętnie głoszone kazania, jeśli są ku temu chętni, ale bez natrętnego przeciągania na swą stronę (będę to zresztą odpowiednio odgrywał w fabularkach). Kontakty z innymi oriakanami bardzo serdeczne.

Jeśli Mordimer zechce wykorzystać koncepcję języków macierzystych z ŻO, Kether włada osmandilem z wyraźnie rozpoznawalnym akcentem karmińskim.

tzeentch
Reactions:
Posty: 466
Rejestracja: 05 czerwca 2009, 12:51

Post autor: tzeentch » 07 października 2011, 23:36

- Zwę się Margolas, z Orkusa przybywam. Droga długa, nielekka, aleć człek do trudnego życia przyzwyczajony przeca, nie? Ano ja różne w życiu rzeczy robiłem. Ostatnimi czasy w robieniu bronią różnych ludków uczyłem, aleć to grosz niełatwy, tedym w droge ruszyć musiał. Znajomkowie moi w Halladorze na mnie czekają, to i może będzie jak koniec z końcem zawiązać. Na słowa kapłana podnosi zaciekawiony wzrok- Takoż powiadają, że pieniądz rodzi pieniądz. Tedy i trza w sakiewce trochę na początek się wystarać, a potem to już jakoś będzie.

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 08 października 2011, 00:41

Do zebranych w zajezdzie doszły odgłosy z zewnątrz rychło zwiastujące przybycie nowych gości: krzyki wozaków, skrzypienie ciężkich kół wozów, przyjazne rżenie koni wiedzących o zbliżającej się stajni i obroku. Na podwórcu poczęła kręcić się ciżba konnych zbrojnych i podróżnych wysiadłych z zadaszonego wozu. Chwilę potem wrota karczmy rozwarły się. Do pomieszczenia wraz z wichrem i mrozem weszła szczelnie okryta płaszczem zgarbiona postać. Twarz postaci skrywała się za głębokim kapturem toteż nie dostrzegł jej żaden ze zgromadzonych w zajeździe podrózników. Przybyły bezszelestnie podszedł do kontuaru i teatralnym szeptem z wyraźną ciężką chrypą w głosie przemówił do nieco wystraszonego karczmarza:
- Szykuj no mospanie alkowę najlepszą dla gości, którzy strudzeni do twego przybytku zjechali. Masz bowiem zaszczyt tana Gotmunda gościć. Szykuj wina grzanego dla fraucymeru, piwa grzanego dla towarzystwa i w czeladnej jadła zbrojnym nie szczędź, jeno z napojami wyskokowymi nie przesadzaj, co by się po pijaku nie pospali jak niedźwiedzie.
Karczmarz musiał chyba znać owego tana bo szybko przytaknął i rzucił się na zaplecze. Podróżnik krzyknał jeszcze: - Tylko mi tych sików co miejscowym chłopom na stół pański nie przynoś ale te dobre wina elmanalskie, co w piwniczce chowasz. A wiedz, że mnie nie oszukasz!
W tym momencie do karczmy wszedł zapewne tan Gotmund trzymając kurtuazyjnie pod ramię wielkiej piękności kobietę. Zakapturzony ruszył w ich stronę powoli cedząc przez zęby - Dziś tu się zabawimy - po czym jednym ruchem zrzucił na podłogę płaszcz. Oczom zgromadzonych ukazał się...

... ubrany w pstrokaty strój niewysoki lecz wielce gładki elf - błazen - w błazeńskiej czapie, której nie było widać spod kaptura. Zrobił salto i znalazł się u stóp kobiety. Zaśpiewał głosem tak pięknym, że żaden gości takowego jeszcze nie słyszał:

Ach, miłość, coś mi uczyniła,
Eżeś mie tak oślepiła,
Eżeśm ja na miłość podał,
Jako bych nikogo na świecie znał.

Po czym "oślepiony" potknął się o stół i runął przezeń na podłogę z głośnym hukiem.


WT

Śpiewam nadal niby oślepiony miłosną pieśń do najbliższego gościa niczym do swojej lubej. W końcu dotykam twarzy "ukochanej" i "orientuję" się, że to mężczyzna. Wtedy z wrzakiem odskakuję, być może znów się przewracając i czym prędzej zmierzam ku towarzyszcze tana Gotmunda, kontynuując pieśń.
Potem wykonuję jeszcze kilka zabawnych numerów przed biesiadą bratając się z zebranymi - szczególnie z kobietami.
Karczmarzowi wysupłuję z ucha złotą monetę w poczet zadatku
Ostatnio zmieniony 08 października 2011, 09:38 przez 8art, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 08 października 2011, 11:06

Wątek techniczny

Korzystając z nieobecności MG pozwolę sobie podsumować drużynę:

- Aster Kether, oriakański kleryk pochodzący z Halladoru (miejscowy);
- Amras, elf z Olgrionu;
- Margolas, półolbrzym z Orkusa o aparycji wojownika, na dodatek arianista;
- zabawny osobnik elfiego pochodzenia, którego miana jeszcze nie znamy.

Wciąż istotne pozostaje dla mnie nastawienie karczmarza do mojej osoby, ponieważ po posiłku zamierzam zrobić z nim pewien geszeft. Niezależnie od tego epizodu zapytam zebranych, co mają coś przeciwko wspólnej biesiadzie ze sługą Mitrylowego Boga. Kiedy przyjdzie stosowny czas, zaproponuję oriakańskie pobłogosławienie jadła i napitku. Śledząc rozmowy staram się wybadać, kto z BG wygląda na najzamożniejszego (szukam sponsoringu dla pewnej ryzykownej inicjatywy kupieckiej).

A teraz wszyscy razem zgodnym tonem: "Mordi, Mordi, Mordi"!
Ostatnio zmieniony 08 października 2011, 12:27 przez Keth, łącznie zmieniany 1 raz.

ODPOWIEDZ