: 09 sierpnia 2009, 22:55
Ponieważ na erpg mieliśmy taki stary zwyczaj zdawania raportów z rozegranych sesji (głównie po to żeby MG i gracze - grywajacy zazwyczaj w dosyć niekrótkich odstępach pamietali w co grali) - będę tu kontynuował tą nową, świecką tradycję - coby udowodnić że są jeszcze regiony w Wielkim Lechistanie, gdzie w KCty łupie się regularnie...
A takoż i innych MG i graczy zachęcam do składania podobnych raportów - celem wymiany doświadczeń i oczywiście w celu lansowania się na całego jakmy to regularnie grywamy w KCty
Paraprazując słynne powiedzenie: KC't not dead!!!
Dziś graliśmy z kolegami z DG na Skałkach Niegowonickich (Mruf, Morty, Lokis i Kev mogą pamiętać tamten rejon z podróży do Ogrodzieńca do było tam gdzieśmy jechali takimi cholernie krętymi drogami, a na poboczach dumnie swe zęby szczerzyły wapienne ostańce). Oczywiście my - żeby uniknąć ludzkiego żużlu - jak to mawia Mrufon - poszliśmy trochę głębiej w las, wdrapaliśmy się na szczyt takiej jednej "maczugi herkulesowej" i urządziliśmy sobie tam suto zakrapiane ognisko w towarzystwie piwa i niedzielno-popołudniowych kiełbasek (gdy to piszę wciąż jeszcze nie wytrzeźwiałem
). Graliśmy parę godzinek - dopuki nas nie przegonił mrhook i brak opału. Noc dziś zimna, bo normalnie to gralibyśmy do oporu i przespali się tam w ciepłą letnią noc przy żarze ogniska, jak to i drzewiej w rzeczypospolitej hercerskim zwyczajem się robiło 
Ponieważ ostatnio moja drużyna (jakieś 2 m-ce temu) ukończyła "Pułapki w pułapkach" - podpalając dom czarnoksiężnika oraz upierdal...c demonowi głowę ze szkieletu zanim ten biedaczyna zdążył się zmaterializować (z którą następnie uciekli z płonącego domu) musiałem jakoś improwizować - zreszta i tak nie miałem gotowej przygody. Dobrze że chociaż ubili wtedy tą harpię i zabrali parę ksiąg z biblioteki - bo mogłem ich naprowadzić na trop nowy.
Ponieważ dzisiaj dzień mój druzynowy czarnoksiężnik nie wrócił jeszcze z gliwic a drużynowy szaman sięz leniwił - dowerbowaliśmy nowego kolegę z którym grywaliśmy w DDki i zagrał osmundzkim łowcą o etosie głowo-łowcy, polującego w zelotycznej sprawie na czarownice i innych niecników magicznych.
Generalnie gracze podążali śladami sekretnej sekty Czarnego Kręgu - której tajemnym członkiem okazał się El Kurt z dworu w "Pułapkach... " oraz - ku zdziwieniu drużynowego czarnorycerza-kartanisty - pewien zmarły pół wieku temu arcykapłan Archikatedry Kartana Przenajświętszego w Rahan-Garze. Gracze postanowili więc wytropić występną herezję oddającą cześć demonom i podważającą Edykt o Tolerancji (składali żertwę z rozumnych) oraz knującą przeciwko Miłościwie Nam Panującym (pomijam oczywiście fakt iż drużyna graczy jeszcze dokładnie 2 sesje temu robiła dokładnie to samo - tj. rzucała jeńców do mrowiska żeby oskórować ich z dusz oraz podjudzała przeciwko orkowym rządom, zabijając poborcę podatkowego i domagając się prawa do ożenku z własnymi siostrami
- nie dziwcie się: dwóch graczy było Złych, o ten jeden co miał moralną podstawę Neutralnie Obojętną, to był ten który był szamanem i kradł ludziom dusze
).
Przy okazji zawarli pewną kontrowersyjną znajomość ze Stalowym Smokiem o imieniu Damatrix Straszliwy (reneGAD ze Smoczych Imperiów, liczący 8 wieków weteran I Kohorty Powietrznej Gwardii Katańskiej) - tj. mało co nie skończyli w jego żołądku, próbując przekonać go że wcale nie rzucali kamieniami w niego tylko w kawki
. Ten jednak dał się zwieść ich kłamstwom (miał 99 wynik obrony na sugestię) i zawarł z bohaterami pakt (oczywiście przedtem spalił żywcem całą ich 3-osobową świtę najemników i pożarł im konie) - obiecując podrzucać ich do większych miast na Orkusie w zamian za dostarczanie mu cycatych, pulchnych i wysokich dziewek (niekoniecznie dziewic). Nie powiedział oczywiście po co. Ale zanim zabrał 2 pierwsze ofiary do lasu bohaterowie byli świadkami olśniewającej transformacji jego do postaci 4-m olbrzyma 
Przygoda zakończyłą się w momencie gdy bohaterowie - po pozyskaniu informacji o wystepnym Arcykapłanie Katana i skołowaniu 2 kurtyzan z nadwagą stoczyli śmiertelny bój z piątką śledzących ich poczynania tajemniczych osobników w czarnych pelerynach. 4 wrogów legło na polu walki, 1 zbiegł - zaś bohaterowie - z nadwątlonym zdrowiem i godnością osobistą zostali na rozdrożnym ostańcu w oczekiwaniu na dalszy rozwój fabuły...
A takoż i innych MG i graczy zachęcam do składania podobnych raportów - celem wymiany doświadczeń i oczywiście w celu lansowania się na całego jakmy to regularnie grywamy w KCty
Paraprazując słynne powiedzenie: KC't not dead!!!
Dziś graliśmy z kolegami z DG na Skałkach Niegowonickich (Mruf, Morty, Lokis i Kev mogą pamiętać tamten rejon z podróży do Ogrodzieńca do było tam gdzieśmy jechali takimi cholernie krętymi drogami, a na poboczach dumnie swe zęby szczerzyły wapienne ostańce). Oczywiście my - żeby uniknąć ludzkiego żużlu - jak to mawia Mrufon - poszliśmy trochę głębiej w las, wdrapaliśmy się na szczyt takiej jednej "maczugi herkulesowej" i urządziliśmy sobie tam suto zakrapiane ognisko w towarzystwie piwa i niedzielno-popołudniowych kiełbasek (gdy to piszę wciąż jeszcze nie wytrzeźwiałem
Ponieważ ostatnio moja drużyna (jakieś 2 m-ce temu) ukończyła "Pułapki w pułapkach" - podpalając dom czarnoksiężnika oraz upierdal...c demonowi głowę ze szkieletu zanim ten biedaczyna zdążył się zmaterializować (z którą następnie uciekli z płonącego domu) musiałem jakoś improwizować - zreszta i tak nie miałem gotowej przygody. Dobrze że chociaż ubili wtedy tą harpię i zabrali parę ksiąg z biblioteki - bo mogłem ich naprowadzić na trop nowy.
Ponieważ dzisiaj dzień mój druzynowy czarnoksiężnik nie wrócił jeszcze z gliwic a drużynowy szaman sięz leniwił - dowerbowaliśmy nowego kolegę z którym grywaliśmy w DDki i zagrał osmundzkim łowcą o etosie głowo-łowcy, polującego w zelotycznej sprawie na czarownice i innych niecników magicznych.
Generalnie gracze podążali śladami sekretnej sekty Czarnego Kręgu - której tajemnym członkiem okazał się El Kurt z dworu w "Pułapkach... " oraz - ku zdziwieniu drużynowego czarnorycerza-kartanisty - pewien zmarły pół wieku temu arcykapłan Archikatedry Kartana Przenajświętszego w Rahan-Garze. Gracze postanowili więc wytropić występną herezję oddającą cześć demonom i podważającą Edykt o Tolerancji (składali żertwę z rozumnych) oraz knującą przeciwko Miłościwie Nam Panującym (pomijam oczywiście fakt iż drużyna graczy jeszcze dokładnie 2 sesje temu robiła dokładnie to samo - tj. rzucała jeńców do mrowiska żeby oskórować ich z dusz oraz podjudzała przeciwko orkowym rządom, zabijając poborcę podatkowego i domagając się prawa do ożenku z własnymi siostrami
Przy okazji zawarli pewną kontrowersyjną znajomość ze Stalowym Smokiem o imieniu Damatrix Straszliwy (reneGAD ze Smoczych Imperiów, liczący 8 wieków weteran I Kohorty Powietrznej Gwardii Katańskiej) - tj. mało co nie skończyli w jego żołądku, próbując przekonać go że wcale nie rzucali kamieniami w niego tylko w kawki
Przygoda zakończyłą się w momencie gdy bohaterowie - po pozyskaniu informacji o wystepnym Arcykapłanie Katana i skołowaniu 2 kurtyzan z nadwagą stoczyli śmiertelny bój z piątką śledzących ich poczynania tajemniczych osobników w czarnych pelerynach. 4 wrogów legło na polu walki, 1 zbiegł - zaś bohaterowie - z nadwątlonym zdrowiem i godnością osobistą zostali na rozdrożnym ostańcu w oczekiwaniu na dalszy rozwój fabuły...
