Przez niezliczone wieki mieszkańcy zachodniego Immorenu trwali w niezbitej pewności siebie, że znany im świat kończy się na Czarnej Rzece, na odległej linii widnokręgu na wschodzie, gdzie Krwiste Kresy wyznaczały naturalną nieprzekraczalną barierę, której nie mogło pokonać żadne rozumne stworzenie.
W 603 OR owa niezbita pewność siebie legła w gruzach zdruzgotana zajęciem Corvisu przez bezwzględnych przybyszów z dalekiego wschodu i chociaż niespodziewani najeźdźcy zostali zmuszeni do odwrotu, ich odejście bynajmniej nie przywróciło mieszkańcom zachodniego Immorenu poczucia utraconego bezpieczeństwa.
Poniższe zapiski pochodzą z notatek Nolana Helwicka, profesora zoologii nadzwyczajnej uniwersytetu w Corvisie, jednego z cygnarskich uczonych zajmujących się badaniami nad fauną dalekiego wschodu.
[center]
[/center]"Chociaż srodze ucierpieliśmy z rąk skorne, zwyciężyliśmy, a okrutni najeźdźcy zostali wygnani z naszego miasta. Odchodząc pozostawili po sobie pobojowisko zaścielone truchłami zdumiewających bestii, których nigdy wcześniej żaden z nas nie widział. Mimo okropieństw okupacji i śmierci wielu zacnych przyjaciół profesorowie uniwersytetu w Corvisie zyskali znienacka niezwykłą sposobność, by oddać się bezcennym badaniom nad stworzeniami tresowanymi przez skorne.
Zdobyliśmy wiele egzemplarzy osobników różnych gatunków zabitych pod murami miasta, każdy zaś z nich wydawał się bardziej przerażający od poprzedniego. Jeden z największych - stwór nazwany przez profesora Pendrake nosorożnikiem - został umieszczony w zarekwirowanej dla celów badań chłodni, aby panująca tam niska temperatura spowolniła nieuchronny proces rozkładu ogromnego truchła. Będąc profesorem zoologii nadzwyczajnej zyskałem sposobność przeprowadzenia na nim sekcji.
Zbadany przeze mnie nosorożnik znajdował się w zadowalającym stanie - chociaż szpeciła go wielka rana po armatniej kuli, nie odniósł niemal żadnych obrażeń od broni pomniejszego kalibru; szczęśliwie nie ucierpiał też z rąk szabrowników plądrujących pobojowisko. Od czubka podobnego do dziobu pyska po koniec maczugowatego ogona mierzył jakieś dwanaście stóp. Chociaż nie zdołałem dokonać precyzyjnego pomiaru wagi, oszacowałem jego ciężar na około cztery tony, w przybliżeniu ekwiwalent wagi któregoś z naszych lżejszych parobotów. Widząc to stworzenie po raz pierwszy, zdumiałem się jego archaicznym wyglądem. Swymi rozmiarami i kształtem przywodził na myśl znane nam skamieliny - być może nosorożniki są potomkami wielkich bestii przemierzających prakontynent Immorenu przed geologicznym kataklizmem sprzed wielu tysięcy lat.
Stwór pokryty był grubą szarą skórą, której przecięcie wymagało użycia najostrzejszych skalpeli oraz nie lada wysiłku. Grzbiet znaczyły równie grube kostne tarczki przypominające nieco żółwią skorupę, z nich zaś wyrastał podwójny rząd wysokich płytek. Płytki te, niebywale ostre na krawędziach, mierzyły około sześciu cali u podstawy ogona, ale przechodziły do rozmiaru dwóch stóp na karku i barkach. Znaczenie tego grzbietowego grzebienia wydaje się oczywiste: został on wykształcony w celu ochrony grzbietu stworzenia przed atakami od strony ogona.
Głowa nosorożnika okazała się nieproporcjonalnie mała w stosunku do reszty cielska, a ukryty w niej niewielki mózg pozwala mniemać, że stworzenie to posiada intelekt porównywalny z pospolitymi zwierzętami stadnymi, takimi jak chociażby bydło czy żubry. Małe i głęboko osadzone oczy wykazały dalece niedoskonałe unerwienie, co świadczy od kiepskim wzroku nosorożnika. W zamian narządy ukryte w nozdrzach pozwalają domniemywać, że zwierzę to równoważy słaby wzrok bardzo wyostrzonym zmysłem węchu. Równie małe uszy, usytuowane w tylnej części czaszki, mogą obracać się, unosić i opadać w szerokim zakresie ruchliwości. Podejrzewam, że nosorożniki posiadają zmysł słuch podobny do innych stworzeń stadnych, znacznie lepszy od ludzkiego, ale dalece mniej efektywny od słuchu drapieżników takich jak choćby wilki. Zwieńczony rogiem dziobaty pysk i brak kłów pozwalają wnioskować, że nosorożniki są roślinożercami. Chociaż materiały opracowane przez profesora Pendrake utrwalają takie wnioski, osobiście trudno mi się pogodzić z wyobrażeniem tego monstrualnego roślinożercy przejawiającego równie krwiożerczą agresję na polu bitwy jak osobniki zaobserwowane pod Corvisem.
c.d.n.