PBF - Grzechy ojców

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 25 kwietnia 2011, 21:49

Pogranicze Tureganu, środek pory suchej

Chociaż na atramentowym nieboskłonie wciąż lśniły gwiazdy, widnokrąg na wschodzie już zaczynał jaśnieć wieszcząc nieuchronne nadejście dnia. Wyładowane skrzyniami i dzbanami wozy toczyły się z turkotem metalowych obręczy dnem wyschniętej dawno temu rzeki, ciągnięte przez porykujące żałośnie długorogie woły. Siedzący w kozłach smagli Esajanie o przepełnionych niepokojem oczach coraz częściej sięgali po swe baty, chłoszcząc szerokie zady zmęczonych całonocną podróżą zwierząt w nadziei na wykrzesanie z nich większego zapału.

Podskakujące na kamieniach czterokołowe wozy skrzypiały niemiłosiernie, wiszące na ich kozłach metalowe lampy kołysały się rytmicznie. Zmęczone zwierzęta coraz głośniej domagały się popasu, ale wozacy okazali się na ich porykiwania zupełnie nieczuli. Kiedy kawalkada zwolniła nieco tempa, kilku Esajan zeskoczyło z wozów podwieszając wołom skórzane bukłaki z wodą pod pyski. Nikt nie dopuszczał do siebie myśli o popasie w korycie rzeki i powodem tego nie była jedynie blada poświata przedświtu rozjaśniająca niebo na wschodzie. Rzadko uczęszczany zachodni trakt z Esai do Tureganu wiódł pograniczem Simeonu, wymarłego królestwa utopionego we krwi sześćset lat wcześniej przez legionistów legendarnego Katana Olebara IV. Zasypane całunem piasku miasta Simeonu spoczywały od setek lat pod wydmami pustyni, ale upiorne opowieści krążące w pogranicznych osadach Turenganu często straszyły wędrowców piaskowymi demonami, żądnymi krwi zjawami wysysającymi życie z błąkających się po bezdrożach podróżnych.

Esajanie trzymali na podorędziu swe proste długie miecze i lekkie kusze gotowi sięgnąć po oręż w razie śladu najmniejszego zagrożenia, ale biegające po obu stronach karawany wejhury nie zdradzały dotąd oznak niepokoju, świergoląc pomiędzy sobą i drąc pierze w napadach krótkotrwałej złości. Niewielkie kępy kolczastych zarośli porastające brzegi starej rzeki rysowały się plamami czerni na tle usianego gwiazdami nieboskłonu nabierając w wyobraźni Esajan złowieszczych kształtów, lecz spokój drapieżnych ptaków-nielotów pozwalał żywić nadzieję, że ostatnie mile dzielące karawanę od osady w Duviku nie przysporzą wędrowcom przykrych niespodzianek.

W ślad za karawaną maszerowało wytrwale pięć owiniętych podróżnymi płaszczami postaci, dotrzymując zaprzęgom kroku i rozmawiając ze sobą z rzadka przyciszonymi głosami. Esajańscy wozacy rzucali im co jakiś czas podejrzliwe spojrzenia, jakby spodziewali się, że obcy znikną pod osłoną ciemności porwani przez drapieżne zwierzęta lub pustynne upiory, piątka podróżnych dzielnie jednak podążała śladem karawany, z zawziętymi minami starając się nie okazywać kupcom słabości.



Wątek techniczny

Moi drodzy, witam serdecznie w balariońskim PBF-ie. Wasi bohaterowie podróżują wraz z esajańską karawaną do królestwa Turenganu, wiedzeni tam sobie tylko znanymi sprawami. Droga prowadzi przez daleki i niebezpieczny zachód, na co dzień unikany przez podróżnych, ale tym razem z powodu okresowych migracji minotaurów stanowiący jedyną alternatywę wobec koszmarnie drogich podziemnych dróg stanowiących normalne połączenie pomiędzy Esai i Turenganem. Ze względu na uciążliwość podróżowania pustynią ruch podróżny na Archipelagu Wschodnim odbywa się pod ziemią, w ogromnych tunelach łączących większość ludzkich miast na wschodzie kontynentu. Niewielu wędrowców decyduje się na podróż powierzchnią skalistej pustyni, dotyczy to zazwyczaj tych zbyt ubogich, by mogli sobie pozwolić na opłaty naliczane w tunelach przez królewskich taksatorów. Tym razem stało się inaczej: ciągnące w stronę świętej góry Orum-graz plemiona minotaurów sprowokowały taksatorów do bezkarnego podwyższenia opłat za podziemny tranzyt, ponieważ zagrożenie ze strony koczowniczych stworów i tak zmusza większość podróżnych do pozostania pod ziemią. Grupki desperatów, biedaków i skąpców ruszyły jednak poprzez pustynię, nadkładając drogi poprzez pogranicze dawnego Simeonu, dziką pustą krainę skalistych wzgórz, piasków i rzadkich kęp pustynnej roślinności.

Esajanie pozwolili Wam dołączyć do swej karawany, bo w kupie bezpieczniej, ale bynajmniej się z Wami nie bratają, nie zapraszając do swego ogniska i unikając rozmów. Co więcej, przyszło Wam zasuwać na piechotę, bo wozacy pozwolili Wam jedynie wrzucić na wozy bagaż, wędrować musicie na własnych nogach.

Opowiedźcie coś krótko o swoich postaciach (wygląd zewnętrzny, ekwipunek, stosunek do towarzyszy podróży). Jeśli o Waszą paczkę idzie, poznaliście się zaledwie trzy dni temu w Esai, kiedy dołączyliście do karawany. Trzy dni na pustyni nieuchronnie rozwiązały Wam języki, zwłaszcza podczas popasów, toteż każdy z każdym już trochę pogadał, chociaż o przyjaźni wciąż naturalnie nie można mówić. Nie znacie się prawie wcale, więc nie wiadomo, na kogo można w trudnych sytuacjach liczyć i kto skrywa jakieś mroczne tajemnice (a kto ich nie skrywa?), wszystko wyjdzie pewnie w praniu.
Ostatnio zmieniony 26 kwietnia 2011, 06:56 przez Keth, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 27 kwietnia 2011, 01:12

Dołączył do karawany kilka dni wcześniej szpetnie przeklinając pod nosem poborców drogowych i minotaury. Szybko zapoznał się z czwórką przypadkowych awanturników podróżujących z karawaną, barwnie opowiadając o wydarzeniach ostatnich lat. O budowlach i świątyniach stolicy i o tym jak jego żona i dwie córki zmarły w trakcie zarazy ostatniej wiosny.

Gdy tylko zatrzymywali sie na popas, troskliwie zajmował się oporządzeniem swojego wierzchowca (którego wcześniej chętnie użyczył towarzyszom podróży by dać odpocząc ich strudzonym nogom). Swój bukłak z piwem i żelazne racje sprawiedliwie rozdzielil pomiędzy wędrowców.

Gdy tylko zapłonęły ogniska w dłoniach El Eitharta pojawił się notes a w nim, niczym za dotknięciem magicznej różdżki, coraz to nowe obrazki: a to wpatrzonej w siną dal pięknej półorczej gwardzistki, a to żywo gestykulujących łowców czy w końcu kłócących się, grożących sobie nawzajem kułakami wozaków.

Zapewne wiekszość kobiet uznałoby Eitharta za niesamowicie przystojnego. Wysoki, szczupły z przypruszonymi siwizną włosami. Wizerunek psuło jednak kilka blizn na twarzy, być może dodających mężczyźnie charakteru ale bezsprzecznie szpecących sympatyczną twarz Ejtharta.



Wątek Techniczny

Eithart, co widać od razu jest zbrojnym. Przy pasie półtorak, przy siodle włócznia i kusza. Zauważyć też można przelotnie zwisający u szyi medalion z symbolem Gorlama Walecznego. W każdej wolnej chwili szkicuje w swoim notesie rożne postaci, sceny a także architektoniczne detale.
Mimo ciężkich chwil (śmierć rodziny, strata majątku itp) jakie spotkały go w życiu uśmiech nie schodzi z jego twarzy. Skory do żartów ale także i do poważnej rozmowy. Chętnie spieszący z pomocą i radą.

Ok. Pierwszy wątek mam za sobą. Proszę o wyrozumiałość - nigdy nie grałem PBF. PS: jak wstawić w tekst fotke mojego bohatera?
Ostatnio zmieniony 27 kwietnia 2011, 18:31 przez 8art, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
czegoj
Site Admin
Reactions:
Posty: 3844
Rejestracja: 18 listopada 2008, 23:34
Has thanked: 5 times
Been thanked: 11 times
Kontakt:

Post autor: czegoj » 27 kwietnia 2011, 09:27

Ja gościnnie. 8ART masz przy poście opcje edytuj. Potem załącznik i tam możesz dodać zdjęcie. Pamiętaj, że tylko nieduże rozmiary. Pozdrawiam i przepraszam za zakłócanie spokoju.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 28 kwietnia 2011, 15:33

Pogranicze Tureganu, środek pory suchej

Wzbijana kołami wozów i kopytami wołów kurzawa wciskała się drobinkami piaskowego pyłu w każdą szczelinę w odzieniu wędrowców, gryząc w nozdrza i drapiąc w kącikach oczu. Podciągając w górę osłaniający nos i usta pas materiału jeden z mężczyzn zeskoczył zwinnie z siodła puszczając wierzchowca samopas, odbił szybkimi krokami w bok, wspiął się po stromym zboczu rzecznego koryta na jego szczyt. Sypkie podłoże sprawiało, że kilkakrotnie omal nie stracił równowagi, łapiąc się w ostatniej chwili za wystające z gruntu krawędzie chropowatych skał.

Porośnięta kępami kolczastych zarośli wyżyna tonęła w ciemnościach nocy, oświetlona jedynie księżycowym blaskiem. Mężczyzna zmarszczył czoło spoglądając w kieruku wschodu, gdzie widnokrąg bladł zdradzając zbliżający się szybko dzień. Za kilka godzin słoneczna tarcza miała już wisieć wysoko na niebie, prażąc niemiłosiernie i zabijając nieubłaganym dotykiem promieni wszystkie stworzenia, które nie znajdą do tej pory bezpiecznego schronienia. Wędrowiec zdjął z głowy kaptur płaszcza, nasłuchując uważnie i wodząc badawczym spojrzeniem po mrocznych pustkowiach. Zza jego pleców dobiegł grzechot osypujących się w dół zbocza kamyczków, ale człowiek nawet nie drgnął, wciąż omiatając wzrokiem wyżynę.

- Coś się dzieje? - zapytał drugi mężczyzna, opuszczając własną chustę i ukazując szczupłą, pokrytą lekkim zarostem twarz o wysokich kościach policzkowych zdradzających niewielką domieszkę orkowej krwi w żyłach wędrowca - Coś zauważyłeś?

- Nic - pokręcił przecząco głową człowiek, zdejmując prawicę z przypasanego do boku półtoraka - Nadchodzi dzień, musimy się pośpieszyć. Jeśli słońce dopadnie nas w tym miejscu, jedyny cień zapewnią nam wozy, ale woły mogą pozdychać w takim upale.

- Starszy karawany twierdzi, że zdążymy do Duviku przed wschodem - odparł półork gładząc mimowolnie palcami bryłkę szklistej wulkanicznej skały wiszącą na rzemyku na jego szyi - Dostaje dreszczy na samą myśl o tym, że moglibyśmy nie dojechać na czas.

- Nie on jeden - mruknął człowiek czystej krwi, odwracając głowę i spoglądając ponad ramieniem na oddalającą się szybko karawanę, sunącą pośród skrzypienia drewna, świstu batów i pokrzykiwań wozaków dnem starej rzeki - Chodź, zanim się za bardzo oddalą. Krótko przed świtem wychodzą na łowy drapieżniki, których wolałbym nie spotkać w pojedynkę ani nawet w parze. Gorlam strzeże ludzi dobrego serca, ale kto wie, ile do tej pory nagrzeszyli nasi esajańscy przyjaciele.

Półork skinął z aprobatą głową, razem z kapłanem zsunął się w dół zbocza truchtając w ślad za kawalkadą wozów. Jakiś kręcący się w tyle wejhur zaskrzeczał na widok nadciągających mężczyzn, nastroszył pióra próbując dziobnąć któregoś z nich na próbę. Półork wydał z siebie głośne syknięcie i zamarkował kopnięcie obutą w sadał nogą. Ptak zaskrzeczał jeszcze głośniej machając krótkimi skrzydłami, uciekł w stronę karawany wywołując krótkotrwały popłoch wśród reszty stada.

- Przeklęte wejhury - warknął półork - Mają dzioby ostre jak brzytwy. Wczoraj jeden rozpruł mi sakwy, połowę rzeczy wywlókł na piasek. Ech, nadziałbym pokrakę na rożen, przynajmniej taki byłby z niej pożytek.

- Nie śpiesz się za bardzo z pichceniem - odparł człowiek uśmiechając się kącikami ust - Esajanie bardzo sobie te ptaszyska cenią, są na pustyni po wielokroć lepsze od psów. Wyrządzisz któremuś krzywdę, to starszy ciebie każe na rożeń nabić, a nam dodatkowo policzy za tłuściejszą niż zazwyczaj strawę.

Donośny gwizd Eitharta przywołał truchtającego niespokojnie ogiera, prychającego cicho i potrząsającego grzywą.



Wątek techniczny

Karawana sunie przed siebie w wyścigu z ukrytym jeszcze za horyzontem słońcem, a Wy dreptacie w ślad za nią. Pozwoliłem sobie na małą scekę rodzajową umieszczając w niej postacie 8ARTa i Treanta. Za niecałą godzinę powinniście znaleźć się w Duviku, małej pustynnej osadzie leżącej na pograniczu Simeonu i Tureganu i pełniącej rolę przystanku dla przemierzających te okolice kupieckich karawan.

Cierpliwie czekamy na prezentację pozostałych BG. Jeśli ktoś ma jakieś pytania dotyczące aktualnej sytuacji karawany lub jej/jego postaci, proszę się nie krępować i pisać.

Ula
Reactions:
Posty: 92
Rejestracja: 17 kwietnia 2011, 18:06

Post autor: Ula » 28 kwietnia 2011, 17:18

Nie sposób przeoczyć Uhrę, a jak już się ją zobaczy to nie sposób o niej zapomnieć - Niestety.

Półorczyca, średniego wzrostu, której ciało zdaje sie być zbudowanych z samych ścięgien i mięśni. Wygląda bardziej jak mężczyzna z budowy ciała niż kobieta, ale w sumie gdyby była mężczyzną łatwiej byłoby otoczeniu przełknąć ten koszmar, który ma zamiast twarzy.

Jak typowy ork wiąże włosy w kucyk, niestety prezentując całemu światu to COŚ. Prawą stronę twarzy ma całkiem przeciętnie normalną, niestety lewa znacznie odbiega od wzorca, jest koszmarną blizną. Jakieś pazurzaste coś musiało chcieć zerwać jej twarz, blizny zaczynają się wysoko we włosach, cztery równoległe ślady, znaczą czoło, deformują brew, policzek usta. Źle leczone wargi zrosły się z lewej strony przez co jej mowa jest niewyraźna. Można by było współczuć dziewczynie, gdyby nie jej gniewne spojrzenie oraz siła i pewność z niej promieniująca, jak masz odwagę to powspółczuj jej, ale ona może tego nie docenić.

Ubrana w zbroje, z bronią u pasa jest wzorem dobrego wojownika.
Ostatnio zmieniony 29 kwietnia 2011, 11:52 przez Ula, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
mordimer00
Reactions:
Posty: 2226
Rejestracja: 07 stycznia 2011, 09:44

Post autor: mordimer00 » 28 kwietnia 2011, 18:46

Goblin imieniem Mordil. Średniego wzrostu i wagi, dość dobrze zbudowany, chodzący lekko pochylony, porusza się na ugiętych nogach, sprawia wrażenie jakby się ciągle bujał z jednej strony na drugą. W uszach stalowe i miedziane kolczyki.
Skóra koloru brunatno-żółtej, okraszona ciemnymi plamami.
Twarz okrągła, oczy głęboko osadzone, nos i czoło poorane zmarszczkami, tworzy wrażenie wiecznie gniewnego. Kości policzkowe, wystają dość nienaturalnie naciągając skórę na policzkach.
Podróżuje na swoim jaszczurze.
Mordil jest ciekawym świata i różnego rodzaju nowinek, także bacznie przygląda się swoim towarzyszom, stara się nie przeszkadzać im ale też nie trzyma się z boku.
"Stara?em si? tak ?y?, abym w godzinie ?mierci móg? si? raczej cieszy? ni? l?ka?..."

Treant
Reactions:
Posty: 1869
Rejestracja: 05 stycznia 2009, 10:15

Post autor: Treant » 28 kwietnia 2011, 22:58

El Trehant to niewyróżniający się wzrostem ani wagą niemłody już półork. Wygląda na nieco niezgrabnego osiłka; surowe rysy jego twarzy sprawiają, że trudno w pierwszej chwili poczuć do niego sympatię. Trehant za młodu zajmował się hodowlą ptactwa, jednak w końcu uznał, że ma coś ze swoich podopiecznych - chciałby tak samo jak one zwiedzać świat widziany za kratami ptaszarni. Dzięki solidnej budowie szybko znalazł zatrudnienie jako tragarz, a potem nauczył się powozić. Przemierzanie pustyni utartymi szlakami przestało mu jednak wystarczać - kusiły go jej tajemnice, choć czuł respekt przed zamieszkującymi ją groźnymi stworzeniami, intrygowała go jej nasycona mirażami magia. Poświęcił niemal połowę swojego życia, aby przygotować się do stawienia czoła wyzwaniom morza piasków - zdobył umiejętności łowcy, by radzić sobie z trudami pustyni oraz iluzjonisty, w nadziei na nabycie odporności na halucynacje i uroki, które niejednego sprawnego tropiciela powiodły do przykrego końca jako szkieletu bielejącego pośród piasków.
Mój skromny dorobek jako gracza w PBF: http://www.krysztalyczasu.pl/nickpage.php?user=35

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 29 kwietnia 2011, 02:27

- Uhra, jaki potwór był zdolny przed śmiercią zadac Ci takie rany... - rzucił Eichart, do kroczącej obok na jego wierzchowcu półorczycy. - Przepraszam za ciekawość, ale chyba mamy coś wspólnego. - Nie omieszkał ukazać podobnych blizn "zdobiących" jego twarz i uprzedził pytanie Uhry: - Być może pamietasz oblężenie Gotom-Kir przez siły czarnoksięznika Htaedkcalb'a cztery lata temu. Demon Harkor wyrył je na mym obliczu nim kapłani dokończyli inkantację i wysłali obu w niebyt. Wtedy też oddałem duszę Gorlamowi, gdyż on mi życie uratował i nikt inny tak łaskawie nie patrzy na walkę z demonami ciemności. Mam nadzieje, że zdążymy dotrzeć do Duviku nim zastanie nas słońce - zmienił nagle temat. - Uhra zluzuj konia Treantowi, bo sił opada, a na jaszur Mordila raczej go daleko nie poniesie - rzucił z uśmiechem, przyjacielsko klepiąc goblina po plecach.

Awatar użytkownika
mordimer00
Reactions:
Posty: 2226
Rejestracja: 07 stycznia 2011, 09:44

Post autor: mordimer00 » 29 kwietnia 2011, 08:01

- Co wy tu robita? -puszczam w ruch bukłak z gorzałką- Po co przyszli? Rodzina być tutaj? Mieć jakaś sprawa? (zagaduje towarzyszy i bacznie obserwuje ich reakcję i wypowiedzi)
"Stara?em si? tak ?y?, abym w godzinie ?mierci móg? si? raczej cieszy? ni? l?ka?..."

Ula
Reactions:
Posty: 92
Rejestracja: 17 kwietnia 2011, 18:06

Post autor: Ula » 29 kwietnia 2011, 11:59

Uhra wykrzywila się paskudnie - być może był to uśmiech w zamierzeniu.
"co my tu robita? zapewne kwiatki zbieramy, żesz na smoczy zad." odpowiedziała popisując się wyjątkową elokwencją.

"a od czego mam tą mordę szkaradną? nie chce mi sie bajek prawić, żesz w dzieciństwie widły mi na łeb spadły." dla bystrzejszych rozmówców odpowiedź być może wyda się dziwna, bo wideł zmieniających rozstawienie zębów to chyba jeszcze nie wymyślono.

Awatar użytkownika
mordimer00
Reactions:
Posty: 2226
Rejestracja: 07 stycznia 2011, 09:44

Post autor: mordimer00 » 29 kwietnia 2011, 14:03

"Ty szukać kwiatek na pustynia? Lepiej do las iść i tam być duża śmierdzących badyli i tam zbierać"-pociągnął łyk z bukłaka i zagryzł kawałkiem mięcha, troszkę już zalatującego mniam mniam
"Stara?em si? tak ?y?, abym w godzinie ?mierci móg? si? raczej cieszy? ni? l?ka?..."

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 29 kwietnia 2011, 17:36

Kochani, od teraz mam już gości w domu (córka ma Komunię w niedzielę), toteż moja obecność na forum znacząco spadnie aż do 3 maja, kiedy PBF rozpocznie się oficjalnie. Jeśli wystarczy mi czasu, wrzucę w trakcie okresu absencji jedną czy dwie scenki rodzajowe, ale raczej nie będę do wtorku śledził Waszych konwersacji, więc proszę mi się nie pozabijać :P

Dwie ważne sprawy - wszyscy muszą mi wysłać informację, którą zdolność profesjonalną z puli 11-18 wybrali dla swojej postaci, pozostałe są naturalnie nieaktywne. Poproszę też na PW info o wyznawanym bóstwie oraz nr GG, jeśli ktoś posiada. No i oczywiście nazwy wybranych czarów.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 30 kwietnia 2011, 19:50

Pogranicze Tureganu, środek pory suchej

Siedząca w siodle Uhra obejrzała się nad ramieniem taksując bacznym wzrokiem Mordila, rada skrycie z tego, że goblin zmienił w niezamierzony sposób bieg rozmowy. Gorlamicki kapłan oraz półork z Remzinu, z wyglądu łowca makunów, przez cały czas okazywali gwardzistce życzliwe zainteresowanie, w duchu szczerze ją tym zachowaniem denerwując. Dziewczyna od początku podróży odnosiła się do obu towarzyszy wędrówki w ostentacyjnie szorstki sposób: drażnił ją nie dość dobrze skrywany błysk współczucia w oczach Eitharta, kiedy z nim z konieczności rozmawiała na popasach, drażniło ją wrażenie litości kryjącej się w pozornie uprzejmych słowach Trenanta. Przyzwyczajona od dawna do brzydoty swej twarzy, Uhra zwykła nader srodze obchodzić się z mężczyznami, którzy okazywali jej współczucie, ponieważ doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że nigdy nie zachowaliby się w taki sam sposób wobec innego mężczyzny. Litowali się nad nią, ponieważ w swej samczej głupocie przywykli do przekonania, że brzydka kobieta była zarazem nieszczęśliwą kobietą.

Uhra obiecała sobie w duchu, że będzie panowała nad emocjami, toteż jak dotąd poprzestawała na marszczeniu czoła i przygryzaniu warg. Koń kapłana parsknął spłoszony, kiedy wierzchowiec Mordila zbytnio się do niego zbliżył, wyszczerzył ostrzegawczo zęby. Uhra ściągnęła usta w sarkastycznym uśmieszku przenosząc spojrzenie na sunącego miarowym krokiem jaszczura, przebierającego żwawo krótkimi łapami i szurającego łuskowatym brzuchem po kamienistym gruncie. Objuczony mnóstwem pakunków i juków gulmak niósł na swym grzbiecie kołyszącego się miarowo w siodle goblina, pokracznego wysłannika pustynnych szczepów z pogranicza ziem Katanów, który szukał sobie tylko znanych rzeczy we wschodnich królestwach ludzi. On sam nie budził dużego zainteresowania Uhry, chociaż dziewczyna nigdy nie spuszczała z goblina czujnego wzroku, kiedy przebywał w jej pobliżu. Znacznie bardziej ciekawił ją gulmak, nader rzadki na wschodnim wybrzeżu, a sprawiający wrażenie wierzchowca znacznie przydatniejszego na pustyni od konia. Masywny jaszczur wydawał się przewyższać konie wagą swego ciała, chociaż z powodu przysadzistej budowy był od nich niższy. Pokryty rogowymi tarczkami podłużny łeb kręcił się ustawicznie we wszystkich kierunkach, a osadzone po jego obu stronach wielkie okrągłe ślepia gapiły się cielęcym wzrokiem na otaczający stworzenie świat.

Gulmak narobił ogromnego rwetesu już na pierwszym popasie, w głębokiej pieczarze dzień drogi od granicy Esai. Jak się później okazała, ta akurat pora roku była okresem godowym gulmaków i młody, a przez to głupiutki jeszcze jaszczur Mordila postanowił nie opierać się już dłużej zewowi natury. Będąc jedynym przedstawicielem swego gatunku w karawanie zwierz zapałał niezrozumiałą żądzą w stosunku do ogiera Eitharta. Dumny rumak odpowiadał prychaniem i szczerzeniem zębów na sapanie i wywalony jęzor gulmaka, toteż jaszczur szybko przeszedł do bardziej bezpośrednich zalotów. Doczekawszy dogodnej chwili, kiedy podróżni zajęci byli układaniem na piaszczystym podłożu groty, gulmak podkradł się cichaczem do ogiera Eitharta i ucapił go przednimi łapami za zad wspinając się jednocześnie na tylne i prezentując w całej okazałości nabrzmiałe przyrodzenie.

Przeraźliwy koński kwik zjeżył wszystkim włosy na karkach. Łapiąc za pałki i kije podróżni rzucili się w stronę zwierząt przekonani, że przyjazny z natury i roślinożerny gulmak wpadł w jakiś niewytłumaczalny szał, lecz jeden rzut okiem pomiędzy tylne łapy jaszczura wystarczył wszystkim do uświadomienia sobie, że choć szło tu zaiste o żądzę, nie była to bynajmniej żądza krwi czy mordu. Odpędzony razami kijów gulmak porzucił śmiertelnie przerażonego tymi amorami rumaka, uciekł w kąt jaskini pomrukując żałośnie.

Opanowawszy w końcu atak dzikiego śmiechu Mordil pozbierał się z piasku, pogrzebał w swych sakwach wyciągając mały woreczek pełen sproszkowanego ziela, które posłużyło za główny składnik wywaru sporządzonego naprędce dla jurnego gulmaka. Jaszczur, uczciwie trzeba mu to przyznać, stawiał zaciekły opór przed karmieniem, ale kombinacja razów kijem i krzyków goblina zmusiła go w końcu do przełknięcia osłabiającego popęd płciowy specyfiku.

Ogarnięty ślepą paniką ogier gorlamity dochodził do siebie znacznie dłużej, po trzech dniach wspólnej wędrówki wciąż przejawiając w stosunku do gulmaka mieszaninę lęku i podejrzliwości.

- Dajcie pozór, świątobliwy mężu, co by waszego ogiera nie za często chwostem ku jaszczurowi obracać - oznajmiła Uhra z trudem udając powagę - Zwierz niby do figli nieskory, ale jak mu co do łba strzeli, patrzał nie będzie, czy na jego oblubieńcu kto aby w siodle nie siedzi. I do tego pewnikiem zajedno mu będzie, w któren zadek kuśką trafi, we wierzchowca czy w jeźdźca.

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 30 kwietnia 2011, 22:42

Eithart z trudem powstrzymał się od śmiechu, gdy pokazał wymownie kto, póki co, zadek na rumaku trzyma. Trehant parsknął z cicha śmiechem.
- Ech do rzyci świątobliwym coś rzec. Odezwałą się Uhra. - Przeczyta pare ksiąg mądrych a potem i tak wszystko na babę - że chutliwa i z gulmakami chce sodomie czynić. Tfu na psa urok, bierz człeku tego rumaka!
Teraz już wszyscy wybuchnęli serdecznym śmiechem. Nikt przez kilka najbliższych godzin nie wsiadł jednak na konia. Z całej sytuacji najbardziej zadowolony był zdecydowanie rumak, któremu taki niespodziewany obrót sytuacji ułatwił życie, bo jak to mówią - baba z wozu - koniom lżej. Wierzchowiec szedł teraz parskając radośnie.
W końcu po kilku godzinach Eithart przerwał końską idyllę i wskoczył w siodło. Nie obyło się oczywiście bez sprośnej dyskusji i kolejnej dawki śmiechu.

Awatar użytkownika
mordimer00
Reactions:
Posty: 2226
Rejestracja: 07 stycznia 2011, 09:44

Post autor: mordimer00 » 01 maja 2011, 00:54

-"Ja nie wiedzieć, ja przepraszać, to być młoda jaszczur i mieć duża chóć, ja nie wiedzieć, że on nigda i z żadna samica nigda:D:P:D" udaję, że nic się nie stało ale z gęby mi szyderczy uśmiech nie chcę zejść, kolejny raz bukłak oddaję w ręce towarzyszy i zaczynam nucić sprośną piosenkę....
"Lubię jak się do mnie skradasz, dobierasz się i nic nie gadasz, jak czule ze mną tak flirtujesz, jak pazurki swe szykujesz, rośnie namiętności chcica gdy zaczyna moja kocica, prężąc się leniwie pomału gotuje się do ceremoniału drap łoo drap wyżej niżej o tak k…a nie drap byle jak łał drap łoo drap wyżej niżej o tak k…a nie drap byle jak lubię to wieczorem o świcie leżąc przy swojej kochanej kobicie za kółkiem jak jadę i pędzę mając obok siebie tą leniwą jędzę drapanie odpręża niesamowicie bo czasem ciężkie jest chłopa życie i może o tym jeszcze nie wiecie że po to są pazurki kobiecie drap łoo drap wyżej niżej o tak k…a nie drap byle jak łał drap łoo drap wyżej niżej o tak k…a nie drap byle jak drap łoo drap wyżej niżej o tak k…a nie drap byle jak łał drap łoo drap wyżej niżej o tak k…a nie drap byle jak moja kocico drap mnie drap ty wiesz że lubię to bardzo tak najlepiej jest na jakimś łóżku gdy drapiesz mnie po klacie i brzuszku po plecach i dużym paluszku ….. albo lepiej go nie ruszaj bo skończy się drapanie a zacznie się kochanie drap łoo drap wyżej niżej o tak k…a nie drap byle jak łał drap łoo drap wyżej niżej o tak k…a nie drap byle jak"

http://www.youtube.com/watch?v=s1rzTnNpuYw
"Stara?em si? tak ?y?, abym w godzinie ?mierci móg? si? raczej cieszy? ni? l?ka?..."

ODPOWIEDZ