Oggy napisał(a):
In other words, what things make your world truly unique? Why would someone want to play in your world in particular?
jimmor postaraj się odpowiedzieć na to pytanie, najlepiej na forum. Jak dla mnie Twoja koncepcja jest zupełnie bez wyrazu. Byłoby miło gdybyś mnie (może nie tylko mnie?) przekonał.
Wolałbym, by projekt nie rozpełzał się po 100 miejsc, a powoli zaczyna. Ale ok.
Nie mylmy ciekawej wizji świata z ciekawą historią świata. Wielkie fajerwerki, ocieplenia klimatu, epoki lodowcowe, martwiczne (tudzież demoniczne) hordy są cool ale gdy się o nich pisze. Gdy trzeba grać w świecie w którym to wszystko się już wydarzyło to przed graczami staje pytanie: ale co dalej? Czego możemy jeszcze dokonać? I jak tu grać w świecie, w którym wyjście za palisadę rodzinnej wsi oznacza natychmiastowe pożarcie / rozszarpanie / wessanie do negatywnej sfery egzystencji. Trochę trudno też w takich warunkach zebrać drużynę początkujących postaci.
Świat ma oferować przede wszystkim możliwości prowadzenia przygód w kilku różnych klimatach, dawać mistrzom gry mnóstwo luźnych wątków do splatania. Musi być bogaty, zróżnicowany i do pewnego stopnia otwarty. No i logiczny, przynajmniej na tyle na ile się da.
Pytanie o wyjątkowość świata nie jest niestety bezzasadne. Naszym punktem wyjścia jest Orkus stworzony przez AS'a - skrzyżowane lunaparku z cyrkiem, a wszystko to stłoczone na powierzchni stołu do pingponga. Można ten świat przeorać radykalnie wysadzając, bombardując asteroidami i ogołacając z życia. Gubimy jednak przy takim rozwiązaniu tą niewielką ilość charakteru, którą jednak Orchia posiadała. Właściwie lepiej byłoby zostawić nieszczęsną planetę w spokoju i stworzyć coś od zera w sferze egzystencji obok.
Propozycja przeze mnie złożona ma być w założeniu ewolucją a nie rewolucją świata. Usuwamy na bok infantylne imperium Katanów. Pozwalamy rasom i narodom wyrosnąć, nabrać charakteru i wziąć się solidnie za łby. Wzbogacamy świat a nie go umniejszamy.
Czym ten świat będzie się różnił od innych rozlicznych światów fantasy? Sporą odmienność nam narzuca sama mechanika.
Wychodzę z założenia, że magia w oparciu o PM powoduje, że wojny toczy się raczej z użyciem stali i najemników niż kul ognistych. Trzy marne magiczne pociski potrzebne do uśmiercenia głupiego goblina kosztują w złocie tyle co wynajęcie najemnika przez tydzień, albo ile wynosi miesięczny żołd zawodowego trepa (3pm x 2szt zł = 6 szt zł). Dzięki temu wojny toczyć się będą raczej o źródła PM niż z jego wykorzystaniem. PM jest ropą Orchii, tyle że rolę szejków pełnią szefowie magicznych gildii władających 'źródełkami'. Dzięki temu takie państwo jak imperium ostatniego katana-licza może istnieć - jego władca będący bramą do innych sfer egzystencji dysponuje zapewne olbrzymimi zasobami PM i za te PM kupuje sojuszników, najemników, przy ich użyciu manipuluje pozostałymi graczami. Jeżeli zdecydujemy się zastąpić jego państwo zdewastowanym międzywymiarowym horrorem powstałym po zniszczeniu Kryształu to otrzymujemy w zamian miejsce z jednej strony cholernie niebezpieczne z drugiej... przebogate, przyciągające niczym magnes wszystkich spragnionych szybkiego zysku. Obie opcje są ciekawe.
Druga cecha szczególna wynikająca z mechaniki to półbogowie. Orchia powinna być światem tysiąca kultów. Każda dolina, dzielnica, góra, puszcza będzie miała swe bóstwa opiekuńcze, lokalni święci, mesjasze i różnoracy guru powinni się wręcz roić. Zupełnie nie rozumiem idei monoteizmu który narzuca graczom AS. 60-80% populacji świata wyznawać powinno wszystkich bogów na raz - przeklinać sąsiadów wzywając Setha, przy ciężkiej chorobie żebrać o litość (hojnie sypiąc datkami) w świątyni Morglitha a jednocześnie szukać pocieszenia w kapliczce lokalnej bogini uzdrowienia, opiekunki świętego źródła. Oczywiście nie przeczy to istnieniu regionów, a nawet całych państw monoteistycznych, lub takich gdzie pewne kulty są zabronione. Każda religia pragnie dominacji, w końcu wierni napełniający świątynie są dla kapłanów ich źródłem ropy. Historycznie nawet Judaizm pierwotnie wcale nie był monoteistyczny "Nie będziesz miał bogów cudzych przede Mną" bynajmniej nie neguje istnienia tych obcych bogów...