PBF - Grzechy ojców
- To rabunek, czy może też wiedzieli o czymś dla kogoś niepożądanym? Tylko we dwoje wędrowali przez pustynię? Dziwne... Może ktoś w karawanie ich rozpoznaje? - pytam.
Mój skromny dorobek jako gracza w PBF: http://www.krysztalyczasu.pl/nickpage.php?user=35
-
mordimer00
- Reactions:
- Posty: 2226
- Rejestracja: 07 stycznia 2011, 09:44
- Ja nie wiedzieć, czy zabić dla łup czy nie, ale jak kradzieje jacyś to czego wszystkiego nie pobrali? Czemu zostawić reszta łup i nie wziąć wszystka? Na pustynia wszystko być cenna rzecz! A może my ich wystraszyć, i one uciekać teraz na pustynia?-powiedział bacznie rozglądając się wkoło.
"Stara?em si? tak ?y?, abym w godzinie ?mierci móg? si? raczej cieszy? ni? l?ka?..."
- Kobieta była zaskoczona. Pytanie, czy atakiem napastnika, czy raczej faktem, że to już koniec?
Przyglądam się, czy pozostawione przy ofiarach noże znajdowały się wewnątrz ich manatków. A może któregoś z nich użyto jako narzędzia zbrodni?
Przyglądam się, czy pozostawione przy ofiarach noże znajdowały się wewnątrz ich manatków. A może któregoś z nich użyto jako narzędzia zbrodni?
Mój skromny dorobek jako gracza w PBF: http://www.krysztalyczasu.pl/nickpage.php?user=35
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Wątek techniczny
Jeśli o wasze deklaracje idzie, przygnieciony ogromem obowiązków zdążyłem dzisiaj napisać ledwie troszkę tekstu, w pierwszej kolejności jednak jednak chciałbym zwrócić Waszą uwagę na coś innego, mianowicie potęgę PBF-ów ukrytą w funkcji Prywatna Wiadomość. W trakcie tradycyjnej gry na żywo przy stole nader trudno jest pojedynczemu graczowi na bieżąco skrobać własną rzepkę - działać w tajemnicy przed resztą drużyny, knuć spisek wymierzony w towarzyszy albo po prostu starać się zachować coś wyłącznie dla własnej wiadomości. Pojawia się konieczność wychodzenia z MG do sąsiedniego pomieszczenia, podawania z ręki do ręki tajemniczych karteczek, wykonywania widzianych przez resztę grupy zagadkowych rzutów, itp. Gra poprzez forum otwiera w tym względzie zupełnie nowe możliwości i tu prosty przykład. Chociaż Wy o tym nie wiecie, w trakcie pochówku zwłok Mordil korzystając z odwróconej uwagi ludzi i półorków nasikał każdemu z Was do bukłaka, psotnik jeden. Mordimer rzucił w trakcie gry deklaracją poprzez PW, Mastug wykonał dla niego kilka zakończonych sukcesem testów i tak oto jeden z graczy zrobił coś, co byłoby niezmiernie trudne do dyskretnego wykonania w trakcie tradycyjnej sesji. Kilkoro z Was otrzymało już ode mnie PW z informacjami zarezerwowanymi wyłącznie dla ich postaci, po zaliczonych testach specyficznych zdolności profesjonalnych. W tych PW były zamieszczone dodatkowe podpowiedzi uzyskane poprzez udany test, ale to gracze sami decydują w tym momencie, czy zechcą się taką wiedzą podzielić z resztą czy zachować ją dla siebie. Inny przykład: 8ART zadeklarował test wykrycia magii w miejscu wylania wody. Mastug wykona dla niego rzut, ja opiszę fabularnie czynność wykrywania, ALE wynik nie zostanie umieszczony w głównym wątku, tylko pójdzie do 8ART-a poprzez PW. To gracz zdecyduje, czy przekaże prawdę reszcie drużyny czy zachowa ją dla siebie.
Czy muszę tłumaczyć bardziej obrazowo jakie możliwości otwiera przed graczami funkcja PW?
Co do sikania w bukłaki, był to naturalnie żart - Mordimer niczego takiego nie deklarował, użyłem tego fikcyjnego przykładu do zobrazowania przydatności PW.
Teraz analiza Waszych deklaracji: Eithart przeprowadza wykrycie magii, potem odmawia nad zwokami modlitwę i dokonuje pochówku z pomocą Mordila, który w trakcie tych zabiegów przygląda się bardzo uważnie ranom ofiar. Skela korzysta w międzyczasie z Tropienia, by odczytać jak najwięcej ze śladów na miejscu zbrodni. Trehant sprowadza w chaszcze starszego karawany, by ten przyjrzał się ciałom w nadziei na rozpoznanie ofiar. Uhra asystuje biernie reszcie paczki. Czy coś pominąłem? Chyba nie, a zatem w osobnych wpisach updaty otrzymają dla siebie Eithart, Mordil z Trenantem oraz Skela. Nie wiem, ile z nich zdążę napisac dzisiaj, ewentualny ciąg dalszy jutro.
Jeśli o wasze deklaracje idzie, przygnieciony ogromem obowiązków zdążyłem dzisiaj napisać ledwie troszkę tekstu, w pierwszej kolejności jednak jednak chciałbym zwrócić Waszą uwagę na coś innego, mianowicie potęgę PBF-ów ukrytą w funkcji Prywatna Wiadomość. W trakcie tradycyjnej gry na żywo przy stole nader trudno jest pojedynczemu graczowi na bieżąco skrobać własną rzepkę - działać w tajemnicy przed resztą drużyny, knuć spisek wymierzony w towarzyszy albo po prostu starać się zachować coś wyłącznie dla własnej wiadomości. Pojawia się konieczność wychodzenia z MG do sąsiedniego pomieszczenia, podawania z ręki do ręki tajemniczych karteczek, wykonywania widzianych przez resztę grupy zagadkowych rzutów, itp. Gra poprzez forum otwiera w tym względzie zupełnie nowe możliwości i tu prosty przykład. Chociaż Wy o tym nie wiecie, w trakcie pochówku zwłok Mordil korzystając z odwróconej uwagi ludzi i półorków nasikał każdemu z Was do bukłaka, psotnik jeden. Mordimer rzucił w trakcie gry deklaracją poprzez PW, Mastug wykonał dla niego kilka zakończonych sukcesem testów i tak oto jeden z graczy zrobił coś, co byłoby niezmiernie trudne do dyskretnego wykonania w trakcie tradycyjnej sesji. Kilkoro z Was otrzymało już ode mnie PW z informacjami zarezerwowanymi wyłącznie dla ich postaci, po zaliczonych testach specyficznych zdolności profesjonalnych. W tych PW były zamieszczone dodatkowe podpowiedzi uzyskane poprzez udany test, ale to gracze sami decydują w tym momencie, czy zechcą się taką wiedzą podzielić z resztą czy zachować ją dla siebie. Inny przykład: 8ART zadeklarował test wykrycia magii w miejscu wylania wody. Mastug wykona dla niego rzut, ja opiszę fabularnie czynność wykrywania, ALE wynik nie zostanie umieszczony w głównym wątku, tylko pójdzie do 8ART-a poprzez PW. To gracz zdecyduje, czy przekaże prawdę reszcie drużyny czy zachowa ją dla siebie.
Czy muszę tłumaczyć bardziej obrazowo jakie możliwości otwiera przed graczami funkcja PW?
Co do sikania w bukłaki, był to naturalnie żart - Mordimer niczego takiego nie deklarował, użyłem tego fikcyjnego przykładu do zobrazowania przydatności PW.
Teraz analiza Waszych deklaracji: Eithart przeprowadza wykrycie magii, potem odmawia nad zwokami modlitwę i dokonuje pochówku z pomocą Mordila, który w trakcie tych zabiegów przygląda się bardzo uważnie ranom ofiar. Skela korzysta w międzyczasie z Tropienia, by odczytać jak najwięcej ze śladów na miejscu zbrodni. Trehant sprowadza w chaszcze starszego karawany, by ten przyjrzał się ciałom w nadziei na rozpoznanie ofiar. Uhra asystuje biernie reszcie paczki. Czy coś pominąłem? Chyba nie, a zatem w osobnych wpisach updaty otrzymają dla siebie Eithart, Mordil z Trenantem oraz Skela. Nie wiem, ile z nich zdążę napisac dzisiaj, ewentualny ciąg dalszy jutro.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Pogranicze Turenganu, środek pory suchej
Eithart obszedł ciała wkoło drapiąc się mimowolnie po podbródku. Zwrócił uwagę na wędrowny kij z przywiązanymi do niego tobołkami, częściowo rozsznurowanymi, potem pochylił się nad pustymi bukłakami.
- Cofnijcie się stamtąd! - od strony traktu padł stanowczy okrzyk Skeli, ale gorlamita pozostał na swoim miejscu nie widząc żadnego powodu, dla którego miałby przed zmarłymi pierzchać. Spojrzenie kapłana utkwiło we sflaczałych bukłakach, skąpanych w nienaturalnej złotawej poświacie bijącej od ciała kapłana. Obok każdego ze skórzanych pęcherzy piaszczyste podłoże przybrało dziwaczny kształt płytkiego lejka, toteż marszcząc czoło Eithart opadł na kolana i niemal przytknął do ziemi nos spoglądając ze zmarszczonym czołem na dziwne ślady.
- Hmm... ktoś wylał wodę z bukłaków - mruknął w tej samej chwili, w której zdyszany Skela przedarł się przez kolczastą gęstwę wiodąc za sobą Trehanta - Czyżby to rytualny dar dla bogów? Nikt o zdrowych zmysłach nie wylewa wody na pustyni.
Przymykając oczy kleryk zastygł w bezruchu z wyciągniętymi przed siebie rękami, zawieszając czubki palców obu dłoni tuż nad piaskiem. Obserwująca go kątem oka Uhra wzruszyła ramionami nie rozumiejąc znaczenia tego ewidentnie mistycznego gestu, zaczęła lustrować wzrokiem ciągnące się aż po krawędź koryta chaszcze w poszukiwaniu śladu zagrożenia.
Eithart drgnął po kilku sekundach, ale milczał jeszcze chwilę wodząc wzrokiem po ciałach zamordowanych wędrowców. Skela przykucnął obok trupów przesuwając zapalonym naprędce łuczywem po ziemi i przyglądając się znaczącym grunt licznym śladom, potem zaczął się przesuwać w górę zbocza pozostawiając resztę podróżników za sobą.
- To rabunek czy może wiedzieli o czymś dla kogoś niepożądanym? Tylko we dwoje wędrowali przez pustynię? Dziwne... może ktoś w karawanie ich rozpozna? - rzucił Trehant przywołując do siebie gestem ręki stojącego przy kępie krzaków starszego karawany - Pozwólcie tutaj, Salachu! Poznajcie może, co to za jedni?
Esajanin przedarł się przez gęstwę, spojrzał na trupy zaciskając bezwolnie prawicę na wiszącym mu u szyi sharamickim medalionie.
- Hunych ne znalam - oznajmił zdenerwowanym tonem, strzelając na wszystkie strony oczami tak jakby się spodziewał, że od strony szczytu koryta wypadną zaraz tabuny pustynnych rzezimieszków - Możebne uchodli z jakow mistinu?
- Co un gaduje? - zaciekawił się kucający przy zwłokach mężczyzny goblin, zadzierając w górę głowę i strzygąc w pocieszny sposób swoimi dużymi uszami - Jakomo miffinu? Co to znaczuje?
- Nożne schramy, wszela takne i demonice zawstają - wyrzucił z siebie Salach pokazując jedną ręką na głębokie rany znaczące pierś zabitego mężczyzny - Piaskowne demonice w skórku ludzia!
Cuchnący niczym dorodny cap starszy karawany splunął siarczyście na piasek, omal nie trafiając niechcący w czubek buta Uhra, potem nakreślił na piersiach znak odpędzający złe duchy i oddalił się czym prędzej na biegnący dnem dawnej rzeki trakt, zdenerwowanymi okrzykami informując resztę wozaków o naturze makabrycznego znaleziska.
- Ja nie wiedzieć czy une zabić dla łup czy nie, ale jak kradzieje jacyś to czego wszytkiego nie pobrali? - podrapał się po brodzie Mordil, wciąż strzygąc uszami - Na pustynia wszytko być cenna rzecza! A może my unych wystrachać i uny tera uciekować po pustynia?
- Skela! - zakrzyknęła Uhra spoglądając w ślad za blaskiem łuczywa poruszającym się powoli na szczycie rzecznego koryta - Naszłeś tam kogoś?! Złapałeś żeś zbirów?
- Żywej duszy tu nie ma! - padł w odpowiedzi zdawkowy okrzyk posępnego łowcy - Zaraz do was zejdę!
Eithart potrząsnął głową w wyrazie smutku, rozłożył szeroko ramiona kładąc swe dłonie jednocześnie na zimnych w dotyku głowach obu ofiar.
- Wieczny odpoczynek racz im dać Gorlamie, zasiadający po prawicy ojca Twego Asteriusza, a światłość wasza wiekuista niechaj oświetla im drogę przez ciemność złych bogów - kapłan nakreslił w powietrzu kilka rytualnych znaków i przeniósł swe spojrzenie na stojących opodal towarzyszy - Należy im się jakiś pochówek. Kimkolwiek byli, nie zasłużyli na rozdziobanie przez wejhury. Pomóżcie mi wykopać jakiś grób dla nich. Chyba nikt z nas nie chciałby skończyć jako ścierwo na pustyni.
- Ja ni - przyznał skinięciem głowy Mordil plując w dłonie i zacierając je na znak gotowości do pomocy przy kopaniu płytkich dołów.
Wątek techniczny
Opisałem w trybie fabularnym kilka następujących po sobie deklaracji, dochodząc do momentu poprzedzającego kopanie grobów. Pomoc zadeklarował jedynie Mordil i chociaż nie jest to naturalnie niczyim obowiązkiem, potrzebuję jeszcze deklaracji pozostałych graczy: kopią czy patrzą? Odpowiedź ma sens w ujęciu całościowym, albowiem święty mąż taki jak Eithart na pewno chciałby wiedzieć, kto gotów jest nieść ostatnią posługę innym, a kogo to zupełnie nie wzrusza.
Niedługo wrzucę dwa następne updaty: pierwszy dedykowany Skeli i procedurze tropienia, drugi samej scenie pogrzebu. Jeśli macie jakieś pytania i komentarze w międzyczasie, piszcie śmiało.
Eithart obszedł ciała wkoło drapiąc się mimowolnie po podbródku. Zwrócił uwagę na wędrowny kij z przywiązanymi do niego tobołkami, częściowo rozsznurowanymi, potem pochylił się nad pustymi bukłakami.
- Cofnijcie się stamtąd! - od strony traktu padł stanowczy okrzyk Skeli, ale gorlamita pozostał na swoim miejscu nie widząc żadnego powodu, dla którego miałby przed zmarłymi pierzchać. Spojrzenie kapłana utkwiło we sflaczałych bukłakach, skąpanych w nienaturalnej złotawej poświacie bijącej od ciała kapłana. Obok każdego ze skórzanych pęcherzy piaszczyste podłoże przybrało dziwaczny kształt płytkiego lejka, toteż marszcząc czoło Eithart opadł na kolana i niemal przytknął do ziemi nos spoglądając ze zmarszczonym czołem na dziwne ślady.
- Hmm... ktoś wylał wodę z bukłaków - mruknął w tej samej chwili, w której zdyszany Skela przedarł się przez kolczastą gęstwę wiodąc za sobą Trehanta - Czyżby to rytualny dar dla bogów? Nikt o zdrowych zmysłach nie wylewa wody na pustyni.
Przymykając oczy kleryk zastygł w bezruchu z wyciągniętymi przed siebie rękami, zawieszając czubki palców obu dłoni tuż nad piaskiem. Obserwująca go kątem oka Uhra wzruszyła ramionami nie rozumiejąc znaczenia tego ewidentnie mistycznego gestu, zaczęła lustrować wzrokiem ciągnące się aż po krawędź koryta chaszcze w poszukiwaniu śladu zagrożenia.
Eithart drgnął po kilku sekundach, ale milczał jeszcze chwilę wodząc wzrokiem po ciałach zamordowanych wędrowców. Skela przykucnął obok trupów przesuwając zapalonym naprędce łuczywem po ziemi i przyglądając się znaczącym grunt licznym śladom, potem zaczął się przesuwać w górę zbocza pozostawiając resztę podróżników za sobą.
- To rabunek czy może wiedzieli o czymś dla kogoś niepożądanym? Tylko we dwoje wędrowali przez pustynię? Dziwne... może ktoś w karawanie ich rozpozna? - rzucił Trehant przywołując do siebie gestem ręki stojącego przy kępie krzaków starszego karawany - Pozwólcie tutaj, Salachu! Poznajcie może, co to za jedni?
Esajanin przedarł się przez gęstwę, spojrzał na trupy zaciskając bezwolnie prawicę na wiszącym mu u szyi sharamickim medalionie.
- Hunych ne znalam - oznajmił zdenerwowanym tonem, strzelając na wszystkie strony oczami tak jakby się spodziewał, że od strony szczytu koryta wypadną zaraz tabuny pustynnych rzezimieszków - Możebne uchodli z jakow mistinu?
- Co un gaduje? - zaciekawił się kucający przy zwłokach mężczyzny goblin, zadzierając w górę głowę i strzygąc w pocieszny sposób swoimi dużymi uszami - Jakomo miffinu? Co to znaczuje?
- Nożne schramy, wszela takne i demonice zawstają - wyrzucił z siebie Salach pokazując jedną ręką na głębokie rany znaczące pierś zabitego mężczyzny - Piaskowne demonice w skórku ludzia!
Cuchnący niczym dorodny cap starszy karawany splunął siarczyście na piasek, omal nie trafiając niechcący w czubek buta Uhra, potem nakreślił na piersiach znak odpędzający złe duchy i oddalił się czym prędzej na biegnący dnem dawnej rzeki trakt, zdenerwowanymi okrzykami informując resztę wozaków o naturze makabrycznego znaleziska.
- Ja nie wiedzieć czy une zabić dla łup czy nie, ale jak kradzieje jacyś to czego wszytkiego nie pobrali? - podrapał się po brodzie Mordil, wciąż strzygąc uszami - Na pustynia wszytko być cenna rzecza! A może my unych wystrachać i uny tera uciekować po pustynia?
- Skela! - zakrzyknęła Uhra spoglądając w ślad za blaskiem łuczywa poruszającym się powoli na szczycie rzecznego koryta - Naszłeś tam kogoś?! Złapałeś żeś zbirów?
- Żywej duszy tu nie ma! - padł w odpowiedzi zdawkowy okrzyk posępnego łowcy - Zaraz do was zejdę!
Eithart potrząsnął głową w wyrazie smutku, rozłożył szeroko ramiona kładąc swe dłonie jednocześnie na zimnych w dotyku głowach obu ofiar.
- Wieczny odpoczynek racz im dać Gorlamie, zasiadający po prawicy ojca Twego Asteriusza, a światłość wasza wiekuista niechaj oświetla im drogę przez ciemność złych bogów - kapłan nakreslił w powietrzu kilka rytualnych znaków i przeniósł swe spojrzenie na stojących opodal towarzyszy - Należy im się jakiś pochówek. Kimkolwiek byli, nie zasłużyli na rozdziobanie przez wejhury. Pomóżcie mi wykopać jakiś grób dla nich. Chyba nikt z nas nie chciałby skończyć jako ścierwo na pustyni.
- Ja ni - przyznał skinięciem głowy Mordil plując w dłonie i zacierając je na znak gotowości do pomocy przy kopaniu płytkich dołów.
Wątek techniczny
Opisałem w trybie fabularnym kilka następujących po sobie deklaracji, dochodząc do momentu poprzedzającego kopanie grobów. Pomoc zadeklarował jedynie Mordil i chociaż nie jest to naturalnie niczyim obowiązkiem, potrzebuję jeszcze deklaracji pozostałych graczy: kopią czy patrzą? Odpowiedź ma sens w ujęciu całościowym, albowiem święty mąż taki jak Eithart na pewno chciałby wiedzieć, kto gotów jest nieść ostatnią posługę innym, a kogo to zupełnie nie wzrusza.
Niedługo wrzucę dwa następne updaty: pierwszy dedykowany Skeli i procedurze tropienia, drugi samej scenie pogrzebu. Jeśli macie jakieś pytania i komentarze w międzyczasie, piszcie śmiało.
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
- Dzięki Gorlamie za Twe łaski - Wyszeptał Eithart, podnosząc się znad lejków. - Wyczułem tu aurę... bardzo słabą. Coś się wydarzyło przy tych lejkach, co miało magiczną naturę, jednakże ślad jest zbyt ulotny, żeby stwierdzić, co to dokładnie było. Hej, Skela! Był tu może kto wcześniej, bo napewno nikt tu teraz nie siedział i oglądał jak wejchury trupy skubią... - Rzucił w kierunku łowcy.
- Salachu, macie może jaką łopatę czy cosik takiego ze sobą? Pójdzie o wiele szybciej niż samymi ręcami.
Trehant idzie w stronę wozów w poszukiwaniu jakiegoś narzędzia przydatnego do kopania.
- Ten ekwipunek nieszczęśników warto by było zabrać, bo co najwyżej tylko zbójcom się przysłuży. Znajdzie się tam jeszcze skrawek miejsca na wozie?
Trehant idzie w stronę wozów w poszukiwaniu jakiegoś narzędzia przydatnego do kopania.
- Ten ekwipunek nieszczęśników warto by było zabrać, bo co najwyżej tylko zbójcom się przysłuży. Znajdzie się tam jeszcze skrawek miejsca na wozie?
Mój skromny dorobek jako gracza w PBF: http://www.krysztalyczasu.pl/nickpage.php?user=35
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Pogranicze Tureganu, środek pory suchej
Przyjrzawszy się ze zmarszczonym czołem śladom otaczającym porzucone w gęstwie ciała Skela opuścił czym prędzej towarzystwo gadatliwych wędrowców, oświetlając sobie zabranym jednemu z Esajan łuczywem zbocze koryta. Sypki grunt chwilami utrudniał mu wspinaczkę, ale zachował w zamian pewne ślady, które mogły wiele powiedzieć oczom doświadczonego tropiciela. Wodząc zmrużonymi oczami po odciśniętych w piasku kształtach mężczyzna wspinał się sukcesywnie aż na sam szczyt zbocza, wychodząc ostrożnie z kępy kolczastych krzewów i przystając na brzegu skalistej wyżyny rozciągającej się hen po widnokrąg skrywający za sobą zasypane wydmami wymarłe miasta Simeonu. Nieboskłon na wschodzie jaśniał coraz bardziej, chociaż tarczy słonecznej wciąż jeszcze nie było widać. Pogrążony w głębokim mroku trakt rozświetlony był dla odmiany ognikami łuczyw i olejnych lamp oraz gasnącą już powodu nadnaturalną poświatą promieniującą od gorlamickiego kapłana. W stromych ścianach rzecznego koryta niosły się nerwowe okrzyki esajańskich wozaków.
- Skela! - z dołu padło zawołanie stojącej wciąż przy ciałach Uhry - Naszłeś tam kogoś?! Złapałeś żeś zbirów?
- Żywej duszy tu nie ma! - odkrzyknął Skela robiąc kilka kroków do przodu i zatrzymując się przed wyrastającym spod sypkiego gruntu masywnym kształtem płaskiej skały, jednej z wielu składających się na posępny kamienisty pejzaż pozbawionej życia wyżyny - Zaraz do was zejdę!
Tropiciel wskoczył na skałę i powiódł wokół siebie wzrokiem upewniając się, że w bladym świetle przedświtu rzeczywiście nikt się nie ukrywa, ale nigdzie nie dostrzegł śladu niczyjej obecności. Chowając trzymany w drugiej ręce oręż do pochwy opuścił płonące z cichym trzaskiem łuczywo i westchnął niemo podnosząc wzrok ku przygasającym na niebie gwiazdom.
Przyjrzawszy się ze zmarszczonym czołem śladom otaczającym porzucone w gęstwie ciała Skela opuścił czym prędzej towarzystwo gadatliwych wędrowców, oświetlając sobie zabranym jednemu z Esajan łuczywem zbocze koryta. Sypki grunt chwilami utrudniał mu wspinaczkę, ale zachował w zamian pewne ślady, które mogły wiele powiedzieć oczom doświadczonego tropiciela. Wodząc zmrużonymi oczami po odciśniętych w piasku kształtach mężczyzna wspinał się sukcesywnie aż na sam szczyt zbocza, wychodząc ostrożnie z kępy kolczastych krzewów i przystając na brzegu skalistej wyżyny rozciągającej się hen po widnokrąg skrywający za sobą zasypane wydmami wymarłe miasta Simeonu. Nieboskłon na wschodzie jaśniał coraz bardziej, chociaż tarczy słonecznej wciąż jeszcze nie było widać. Pogrążony w głębokim mroku trakt rozświetlony był dla odmiany ognikami łuczyw i olejnych lamp oraz gasnącą już powodu nadnaturalną poświatą promieniującą od gorlamickiego kapłana. W stromych ścianach rzecznego koryta niosły się nerwowe okrzyki esajańskich wozaków.
- Skela! - z dołu padło zawołanie stojącej wciąż przy ciałach Uhry - Naszłeś tam kogoś?! Złapałeś żeś zbirów?
- Żywej duszy tu nie ma! - odkrzyknął Skela robiąc kilka kroków do przodu i zatrzymując się przed wyrastającym spod sypkiego gruntu masywnym kształtem płaskiej skały, jednej z wielu składających się na posępny kamienisty pejzaż pozbawionej życia wyżyny - Zaraz do was zejdę!
Tropiciel wskoczył na skałę i powiódł wokół siebie wzrokiem upewniając się, że w bladym świetle przedświtu rzeczywiście nikt się nie ukrywa, ale nigdzie nie dostrzegł śladu niczyjej obecności. Chowając trzymany w drugiej ręce oręż do pochwy opuścił płonące z cichym trzaskiem łuczywo i westchnął niemo podnosząc wzrok ku przygasającym na niebie gwiazdom.
-
mordimer00
- Reactions:
- Posty: 2226
- Rejestracja: 07 stycznia 2011, 09:44
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Pogranicze Tureganu, środek pory suchej
Trehant wyślizgnął się spomiędzy chaszczy stając na poboczu rozjechanego ciężkimi wozami traktu, dogonił żwawym krokiem oddalającego się w stronę wozów starszego karawany.
- Poczekajcie, Salachu - mieszaniec złapał Esajanina za ramię zatrzymując go w miejscu - Macie może łopatę czy cosik takiego ze sobą? Pójdzie o wiele szybciej niż samymi ręcami.
- Kopnika nażycznę - odpowiedział wyraźnie zdenerwowany wozak - Wszela mysme ujeżdżame, chto ne z mysmy, jecho wola. Piaskowne demonice wkole Simeona, a zonce szypke. Muki, Wakka, kopniki dajte!
Dwaj wywołani z imienia mężczyźni wyciągnęli z najbliższego zaprzęgu dwa krótkie szpadle, rzucili je bez słowa w wyciągnięte ręce łowcy makunów. Inny Esajanin przyprowadził za uzdy konie podróżników, oddając je w ręce pilnującej gęstwy Uhry. Dziewczyna odebrała wierzchowca z zadartym dumnie podbródkiem, mierząc wozaka prowokacyjnym spojrzeniem i całą swą pozą wyraźnie dając do zrozumienia, co myśli o podszytym tchórzem Salachu i reszcie jego kompanii. Gulmak przyczłapał w pobliże miejsca pochówku przywołany głośnym gwizdem Mordila, położył się na brzuchu pośrodku koryta wywalając z paszczy ruchliwy gadzi ozór i przymykając ślepia.
Zaprzęgi karawany ruszyły pośród trzasku batów i pokrzykiwania ludzi, podejmując przerwaną na chwilę podróż do Duviku. Trehant wrócił w gęstwę, rzucił wolny szpadel Eithartowi, sam zaczął kopać pierwszy z płytkich grobów uważając, by nie obsypać piaskiem pomagającego wielką łyżką goblina. Żmudna robota dobiegła końca, nim jeszcze Skela powrócił ze szczytu zbocza, z konieczności bowiem Eithart nakazał bardzo płytko pochować ciała. Esajańska karawana oddalała się coraz bardziej i wszystkim zależało na tym, aby jak najszybciej ją dogonić.
Trehant przyklęknął przy ciałach obu zamordowanych wędrowców, wraz z Mordilem raz jeszcze przyglądając się zwłokom. Goblin dotknął palcem licznych szarpanych ran na twarzy i rękach mężczyzny, pochylił jeszcze niżej ku ziemi swą głowę.
- Dzikie zwierza? - zapytał spoglądając z ukosa na remzińskiego półorka - Jakie piaskowe gryzaki?
- Najpewniej pustynne lisy - odpowiedział mieszaniec spoglądając na oświetlone łuczywem rany - Żyje ich tutaj kilka gatunków, na pograniczu Tureganu, niedaleko źródeł wody. Pewnikiem zwietrzyły padlinę. Patrzaj tutaj, na ślady łapek, to na pewno lisy.
- Lisa bym na zęba wrzucał - oblizał wargi Mordil - Pewniście tłuściasty. Czego patrzasz?
Trehant nie odpowiedział w pierwszej chwili, wyciągając zza pasa martwego mężczyzny długi prosty nóż o jednostronnym ostrzu i rękojeści z farbowanego na czerwono drewna. Łowca przyjrzał się bacznie klindze, potem odwrócił się w stronę kobiety sięgając po jej wiszącą przy pasie podobną broń.
- Ciekawy żem był, czy aby zbrodzień którego z ich własnych noży nie użył, ale nie, nie dość że czyste klingi mają, to jeszcze za pasami tkwiły - oznajmił półork podnosząc się z klęczek - Ale też szybcy musieli być ci zbóje albo podstępem ich podeszli, bo żadne noża zza pasa wyciągnąć nie zdążyli. Kobiecina po gardle zebrała, pewnikiem nawet nie wiedziała, że ją kto zabije, musiał drab od tyłu ostrzem pociągnąć. Potem na męża skoczyli, pchnęli w pierś.
- Wszystkie nożne rany chyba od jednego żelaza - oświadczył goblin wodząc palcami po przesiąkniętej krwią na piersiach koszuli wędrowca.
- Czas na nas, złożcie ich w grobach - polecił Eithart oglądając się w ślad za coraz odleglejszą karawaną - Pora ruszać w drogę.
Przysypane naprędce piaskiem ciała zniknęły szybko pod powierzchnią ziemi, przygniecione na wszelki wypadek kilkoma przytarganymi przez Mordila i Trehanta kamieniami. Uhra i Skela stali w pewnym oddaleniu nie przejawiając chęci do pomocy, obserwując pochówek beznamiętnie i nie odzywając się ani słowem.
- Ten dobytek nieszczęśników warto by było zabrać - oznajmił półork wbijając szpadel w zbocze parowu - Tutaj się co najwyżej zbójcom przysłuży.
Wątek techniczny
Ponieważ karawana już się oddaliła, uciąłem ostatni fragment wypowiedzi Treanta nawiązujący do wolnego miejsca na wozie. Dobytku pogrzebanych wędrowców jest tak niewiele, że spokojnie da się to wszystko upchnąć do sakwy jednego z Was, tobołki można zresztą zawiesić u siodła. Jeśli chcecie się podzielić tym, co znaleźliście, niech każdy napisze, co zabrał i ruszajcie w dalszą drogę, słońce niedługo wzejdzie, a wtedy lepiej będzie się znaleźć w Duviku.
Trehant wyślizgnął się spomiędzy chaszczy stając na poboczu rozjechanego ciężkimi wozami traktu, dogonił żwawym krokiem oddalającego się w stronę wozów starszego karawany.
- Poczekajcie, Salachu - mieszaniec złapał Esajanina za ramię zatrzymując go w miejscu - Macie może łopatę czy cosik takiego ze sobą? Pójdzie o wiele szybciej niż samymi ręcami.
- Kopnika nażycznę - odpowiedział wyraźnie zdenerwowany wozak - Wszela mysme ujeżdżame, chto ne z mysmy, jecho wola. Piaskowne demonice wkole Simeona, a zonce szypke. Muki, Wakka, kopniki dajte!
Dwaj wywołani z imienia mężczyźni wyciągnęli z najbliższego zaprzęgu dwa krótkie szpadle, rzucili je bez słowa w wyciągnięte ręce łowcy makunów. Inny Esajanin przyprowadził za uzdy konie podróżników, oddając je w ręce pilnującej gęstwy Uhry. Dziewczyna odebrała wierzchowca z zadartym dumnie podbródkiem, mierząc wozaka prowokacyjnym spojrzeniem i całą swą pozą wyraźnie dając do zrozumienia, co myśli o podszytym tchórzem Salachu i reszcie jego kompanii. Gulmak przyczłapał w pobliże miejsca pochówku przywołany głośnym gwizdem Mordila, położył się na brzuchu pośrodku koryta wywalając z paszczy ruchliwy gadzi ozór i przymykając ślepia.
Zaprzęgi karawany ruszyły pośród trzasku batów i pokrzykiwania ludzi, podejmując przerwaną na chwilę podróż do Duviku. Trehant wrócił w gęstwę, rzucił wolny szpadel Eithartowi, sam zaczął kopać pierwszy z płytkich grobów uważając, by nie obsypać piaskiem pomagającego wielką łyżką goblina. Żmudna robota dobiegła końca, nim jeszcze Skela powrócił ze szczytu zbocza, z konieczności bowiem Eithart nakazał bardzo płytko pochować ciała. Esajańska karawana oddalała się coraz bardziej i wszystkim zależało na tym, aby jak najszybciej ją dogonić.
Trehant przyklęknął przy ciałach obu zamordowanych wędrowców, wraz z Mordilem raz jeszcze przyglądając się zwłokom. Goblin dotknął palcem licznych szarpanych ran na twarzy i rękach mężczyzny, pochylił jeszcze niżej ku ziemi swą głowę.
- Dzikie zwierza? - zapytał spoglądając z ukosa na remzińskiego półorka - Jakie piaskowe gryzaki?
- Najpewniej pustynne lisy - odpowiedział mieszaniec spoglądając na oświetlone łuczywem rany - Żyje ich tutaj kilka gatunków, na pograniczu Tureganu, niedaleko źródeł wody. Pewnikiem zwietrzyły padlinę. Patrzaj tutaj, na ślady łapek, to na pewno lisy.
- Lisa bym na zęba wrzucał - oblizał wargi Mordil - Pewniście tłuściasty. Czego patrzasz?
Trehant nie odpowiedział w pierwszej chwili, wyciągając zza pasa martwego mężczyzny długi prosty nóż o jednostronnym ostrzu i rękojeści z farbowanego na czerwono drewna. Łowca przyjrzał się bacznie klindze, potem odwrócił się w stronę kobiety sięgając po jej wiszącą przy pasie podobną broń.
- Ciekawy żem był, czy aby zbrodzień którego z ich własnych noży nie użył, ale nie, nie dość że czyste klingi mają, to jeszcze za pasami tkwiły - oznajmił półork podnosząc się z klęczek - Ale też szybcy musieli być ci zbóje albo podstępem ich podeszli, bo żadne noża zza pasa wyciągnąć nie zdążyli. Kobiecina po gardle zebrała, pewnikiem nawet nie wiedziała, że ją kto zabije, musiał drab od tyłu ostrzem pociągnąć. Potem na męża skoczyli, pchnęli w pierś.
- Wszystkie nożne rany chyba od jednego żelaza - oświadczył goblin wodząc palcami po przesiąkniętej krwią na piersiach koszuli wędrowca.
- Czas na nas, złożcie ich w grobach - polecił Eithart oglądając się w ślad za coraz odleglejszą karawaną - Pora ruszać w drogę.
Przysypane naprędce piaskiem ciała zniknęły szybko pod powierzchnią ziemi, przygniecione na wszelki wypadek kilkoma przytarganymi przez Mordila i Trehanta kamieniami. Uhra i Skela stali w pewnym oddaleniu nie przejawiając chęci do pomocy, obserwując pochówek beznamiętnie i nie odzywając się ani słowem.
- Ten dobytek nieszczęśników warto by było zabrać - oznajmił półork wbijając szpadel w zbocze parowu - Tutaj się co najwyżej zbójcom przysłuży.
Wątek techniczny
Ponieważ karawana już się oddaliła, uciąłem ostatni fragment wypowiedzi Treanta nawiązujący do wolnego miejsca na wozie. Dobytku pogrzebanych wędrowców jest tak niewiele, że spokojnie da się to wszystko upchnąć do sakwy jednego z Was, tobołki można zresztą zawiesić u siodła. Jeśli chcecie się podzielić tym, co znaleźliście, niech każdy napisze, co zabrał i ruszajcie w dalszą drogę, słońce niedługo wzejdzie, a wtedy lepiej będzie się znaleźć w Duviku.
-
mordimer00
- Reactions:
- Posty: 2226
- Rejestracja: 07 stycznia 2011, 09:44
Po wskoczeniu na wierzchowce oznajmiam -"Ja nie wiedzieć czemu te człeki zabić zostali ale wiedzieć jedno na pustynia nic się nie marnować albo ich starszy karawany kazać zakatrupić, z z kim podróżować albo cóś innego stać się musiało. Ja tera być i patrzeć na wszystka w koło i stać na straż i ja uważać żeby wszystka z nas być przytomna na wszystka co być i zdarzyć być może być"
"Stara?em si? tak ?y?, abym w godzinie ?mierci móg? si? raczej cieszy? ni? l?ka?..."
- Spokojnie, dogonimy wozy za parę chwil.
Trehant przejmuje wodze swojego konia i dosiada go.
- Pewnikiem ciał za daleko od miejsca mordu nie odciągnęli, bo to zawsze jakiś wysiłek, a oni się nawet po ten ekwipunek nie pofatygowali. Jakby interesowały ich albo tylko pieniądze, bo ich nie znaleźliśmy, albo może ci podróżnicy przypadkowo odkryli jakiś sekret tych bandytów... Jak myślicie?
Trehant przejmuje wodze swojego konia i dosiada go.
- Pewnikiem ciał za daleko od miejsca mordu nie odciągnęli, bo to zawsze jakiś wysiłek, a oni się nawet po ten ekwipunek nie pofatygowali. Jakby interesowały ich albo tylko pieniądze, bo ich nie znaleźliśmy, albo może ci podróżnicy przypadkowo odkryli jakiś sekret tych bandytów... Jak myślicie?
Mój skromny dorobek jako gracza w PBF: http://www.krysztalyczasu.pl/nickpage.php?user=35