PBF - Grzechy ojców

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 08 maja 2011, 14:59

Strażnica Duviku, świt

Duvikanie wymienili między sobą gniewne spojrzenia przyjąwszy do wiadomości nagły wybuch gniewu Mordila, odprowadzili gulmaka i jego jeźdźca złym wzrokiem. Esajanie wciąż dysputowali między sobą, szybko przechodząc do kłótni, w której prym zdawał się wieść wymachujący pięściami starszy karawany. Stojący na uboczu Skela śledził te spory z błyskiem zainteresowania w oku, utrwalając Trehanta w przekonaniu, że tropiciel mimo swego milkliwego oschłego charakteru doskonale znał i rozumiał esajańską mowę.

Eithart chrząknął znacząco, uśmiechnął się przyjaźnie do strażników.

- Widzę, że ta para nieszczęśników jest wam skądinąd znana. Co o nich wiecie? Bo przez zwykłych zbójów wypatroszeni na pewno nie byli. Powiedzcie, śmiało. Nie bójcie się, bogowie niezmiennie cenią sobie szczerość. Pamiętajcie, że bogom nie są miłe takie mordy. Od Gorlama do Graama wszyscy potępiają przemoc takową, nawet czciciele Katana zza wielkiej pustyni. Nie miejcie mnie za zwykłego podróżnika, albowiem w osobie swej reprezentuję kult Gorlama i moc mego boga płynie poprzez słowo, które głoszę. Zbrodnia musi być ukarana, w tym świecie i pozaziemskim, a tamta śmierć na szlaku była zbrodnią. Pochowałem owych nieszczęśników w akcie ostatniej posługi, ale pan mej duszy domaga się, bym uczynił więcej. Mus mi ukarać tych, którzy to uczynili, a zdołam tego dokonać jedynie wtedy, gdy więcej się o sprawie dowiem.

Podniesiony głos kapłana uciszył wszystkich przysłuchujących się przemowie podróżników, z Salachem i jego ziomkami włącznie. Duvikanie spoglądali na Eitharta w milczeniu, ale w ich oczach pojawiły się dziwne błyski.

- Kapitanie, wyglądasz mi na prawego człeka - gorlamita spojrzał z góry na oblicze kapitana straży - Czy staniesz na przeszkodzie mej świętej misji?

Ilef Sharat milczał chwilę przygryzając usta, potem westchnął ciężko i odwrócił się w stronę Esajan.

- Salachu, szto udiłatie? Zonce szypke, usz tukaj - zapytał starszego karawany, stojącego z wyjątkowo posępną miną.

- W mistinu uchodnyme - burknął wozak uderzając zaciśniętą pięścią w drugą dłoń. Widząc ten znak Esajanie ruszyli żwawo ku wozom, wskakując na kozły i trzaskając donośnie batami. Jeden po drugim zaprzęgi karawany zaczęły zjeżdżać z traktu zmierzając w kierunku szerokiego stromego jaru prowadzącego ku wzniesionymu w pobliskiej skalnej rozpadlinie Duviku.

- Jakoś mało wydajecie się mordem zaskoczeni jak na okolice, w której brak grasantów - odezwała się sarkastycznym tonem Uhra, szczerząc w kierunku duvikańskiego oficera swe lśniące białe kły. Sharat odpowiedział jej mało przyjaznym spojrzeniem, wciąż rozważając coś w myślach.

- Skoro tak sprawa postawiona, pozwólcie ze mną, świątobliwy - zdecydował w końcu kapitan - Ostawmy tu resztę, a przejdźmy się parę kroków, powietrze jeszcze troszkę rześkie, w sam raz na spacer.

Eithart zeskoczył z siodła, podał uzdę jednemu z duvikańskich strażników i oddalił się w towarzystwie kapitana o rzu kamieniem w górę traktu, rozprawiając z nim cicho, gestykulując rękami i pokazując nimi co chwila w stronę ukrytej w skałach osady.

- Ciekawym wielce, o czym oni tak rozprawiają - mruknął pod nosem Trehant, sięgając po przytroczony do siodła bukłak, w którym chlupotały resztki stęchłej ciepłej wody.

- Trza się było do posługi świątynnej cisnąć, a nie z nożem po pustyni polować, to może byś tam tera rozprawiał razem z nimi - odparła kwaśnym tonem Uhra, dzieląc swą uwagę na przemian na zjeżdżające z traktu wozy, kapitana rozmawiającego z gorlamickim klerykiem i wiszące coraz wyżej słońce. Upał zdawał się narastać w powietrzu z każdym uderzeniem serca, na czole dziewczyny pojawiły się pierwsze kropelki potu.

Ula
Reactions:
Posty: 92
Rejestracja: 17 kwietnia 2011, 18:06

Post autor: Ula » 08 maja 2011, 18:33

"Macie jaki pomysł czemu ci wozacy się tak kłócą i o jakie choróbsko tu chodzi?"

Treant
Reactions:
Posty: 1869
Rejestracja: 05 stycznia 2009, 10:15

Post autor: Treant » 08 maja 2011, 19:39

- Boją się wjeżdżać do osady ze względu na chorobę. Z tego, co mówili wynika, że nie jest śmiertelna, lecz mocno dolegliwa.
Mój skromny dorobek jako gracza w PBF: http://www.krysztalyczasu.pl/nickpage.php?user=35

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 08 maja 2011, 21:30

Eithart pozegnal sie z Sharatem i powrocil do czekajacych nan kompanow. - No to juz wiemy kim byly nasze martwe ptaszki z pustyni. To małżeństwo z Duviku - krajanie Sharata. Poprzedniego wieczoru uciekli z wioski lękając się choroby. Jedno mi tylko nie pasuje - dodal kaplan - ponoc uciekli ostatniej nocy, ale ustalilismy ze zostali zabici jakis czas wczesniej. Nie zdazylyby ich drapiezniki tak obgryzc w tak krotkim czasie.

Podroznicy ruszyli w strone Duviku. - Co do zarazy, starajcie sie myc rece przed kazdym posilkiem i jesli sie da, pijcie tylko przegotowana wode, wino i niechrzczone piwo. Wyglada mi na to, ze choroba rozprzestrzenia sie przez wapory wydzielane przez ciala w upale, dlatego unikajcie zarazonych. Latwo ich poznac bo slabuja trawieni ukropem a pozniej takze krwawia z oczu i uszu.
Znajdzmy jakas wygodna karczme. Pomyszkuje troche po miescie: jest tu kaplan Graama i kaplanka Asteriusza. Z pewnoscia dowiem sie od nich wiecej. Jest kto chetny aby isc ze mna?


Przepraszam za brak polskich znakow ale moja klawiatura w pracy takowych nie obsluguje:)
Ostatnio zmieniony 10 maja 2011, 01:15 przez 8art, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 08 maja 2011, 22:32

Duvik, świt czwartego dnia podróży

Kiedy wijący się niczym wąż wąwóz wyszedł w końcu na wykute w skałach miasteczko, Uhra wstrzymała mimowolnie wierzchowca i jęła wodzić zdumionym wzrokiem po dnie głębokiej rozpadliny wystrzeliwującej wysoko w górę ku piaszczystej wyżynie i niewidocznemu z tego miejsca słońcu.

Setki lat temu, być może nawet wtedy, gdy popękane od skwaru koryto rzeki wypełniała jeszcze woda, ktoś odkrył tę naturalną szczelinę w litej strukturze skalnego masywu i niezmordowaną pracą uzbrojonych w młoty i dłuta rąk stworzył na jej położonym głęboko poniżej wyżyny dnie kamienną osadę, częściowo wykutą w podziemnych grotach, częściowo wymurowaną na zewnątrz pieczar. Przylegające do ścian rozpadliny wielopiętrowe domki o płaskich dachach połączone były ze sobą linowymi mostkami i drabinkami sznurowymi. Wyłożona kamiennymi płytami droga, biegnąca środkiem niezwykłej osady, znikała pośród ciasnej zabudowy zmierzając w kierunku ślepej tylnej ściany rozpadliny.

- Czujecie jak tu chłodno? - powiedziała gwardzistka oblizując odruchowo spierzchnięte wargi. Jej towarzysze przytaknęli dziewczynie pomrukami, wyraźnie czując zalegający na dnie ciemnej nawet za dnia przepaści chłód, bijący od podziemnych jaskin i niosący cudowne wytchnienie od słonecznego skwaru - I nawet poletka na dachach mają, dziwujcie się!

Wjeżdżająca do osady esajańska karawana swym rykiem wołów i trzaskiem batów z miejsca ściągnęła uwagę mieszkańców Duviku. Okopujący poletka na płaskich dachach domostw ludzie odkładali narzędzia zwołując swych krewniaków i sąsiadów, przekazując z ust do ust wieść o nieoczekiwanych gościach. Jadący na wozie Salacha kapitan Sharat wskazał podróżnikom wychodzącą na wąwóz jaskinię, częściowo otwartą i obudowaną przylegającą do niej zagrodą dla bydła i koni. Zatrzymując tam swe wozy Esajanie poczęli ze zwyczajowym rwetesem wyprzęgać woły i zapędzać je do zagrody, gdzie miały być później napojone i nakarmione.

- Słyszycie to? - roześmiał się nagle Trehant, pokazując lepką od potu dłonią na ciąg połączonych ze sobą drewnianych koryt, w których przelewała się czerpana z podziemnych źródeł woda - Najpiękniejszy odgłos, jaki w życiu słyszałem!

Duvikanie wylegli na wąskie uliczki wynosząc zza progów worki ze spyżą oraz wielkie bukłaki wykonane ze skóry wasihanów. Przy wtórze szczęku wymienianych naprędce żelaznych obręczy, będących na pograniczu częstszym środkiem płatniczym od srebra i złota, miejscowi jęli kupczyć z przybyszami wodą i strawą, wyprzęgając pod czujnym okiem Esajan woły i pomagając zapędzić je do niskich zagród. Ku niejakiemu zdziwieniu podróżni dostrzegli gdzieniegdzie nawet ptaki, śmigające z trzepotem skrzydełek pomiędzy poletkami. Duvik sprawiał wrażenie zasobnej i bezpiecznej osady, ale wprawne bystre oczy niektórych wędrowców dostrzegły od razu niepokojące szczegóły otoczenia.

Niemal wszyscy krzątający się na uliczkach mężczyźni, a prócz nich również młode kobiety i podrostki nosili przy sobie oręż, od prostych długich mieczy po kupowane u orczych karawanników kindżały. Miejscowe wejhury powrzaskiwały uwiązane do palików u wylotu wąwozu, nad wyraz niezadowolone z takiego traktowania i kłapiące w złości dziobami na każdego przechodnia, który ośmielał się zbyt blisko podejść. Podkrążone niespokojne oczy mieszkańców i posępne rysy ich twarzy przebijały co chwila spod fałszywych uśmiechniętych masek przyobleczonych na potrzeby przybyszów.

W Duviku czaił się skryty, ale wyzierający co chwila na wierzch strach.


Wątek techniczny

Esajanie zamierzają spędzić w Duviku dzień i wyjechać z miasteczka, kiedy tylko zacznie się ściemniać. Wszyscy zajmą niewielką pieczarę wychodzącą na zagrody do zwierząt i umożliwiającą ustawiczne obserwowanie wołów oraz wozów. Część mężczyzn ułoży się po posiłku do snu, inni wyciągną się na rozwijanych matach popalając słodkie ziele i pijąc sfermentowane kozie mleko z domieszką sobie tylko znanych specyfików.

Bohaterowie mogą w osadzie uzupełnić zapasy wody oraz jadła. Zakupu najprościej dokonać od razu na ulicy, pięciolitrowy bukłak świeżej wody kosztuje dwie żelazne sztabki lub sztukę złota, woreczek kaszy lub kilka jabłek pół sztuki złota. Ceny mogą budzić u mniej powściągliwych BG trwogę pomieszaną z grozą, ale na pustkowiach nikt nie dyskutuje ze sprzedawcą, jeśli nie chce, by głód zajrzał mu w oczy. Zamożni bohaterowie mogą sobie zamówić za osiem sztuk złota pieczoną kozę, przyrządzoną w wyborny sposób przez miejscowych na oczach klienta - w tych okolicach obyczaj nakazuje uczestnictwo w szlachtowaniu wybranego na posiłek zwierzęcia.

Goblin i jego gulmak wzbudzili największą konsternację, aczkolwiek nikt nie okazał Mordilowi otwartej wrogości. Jeden z towarzyszących kapitanowi strażników wskazuje Wam niewielki kwadratowy domek z cegieł zbudowany opodal zagrody dla badła. Na glinianym klepisku leżą tam wygodne maty, na których można odpocząć po podróży, obok jest duże koryto do kąpieli (za tę wodę też trzeba zapłacić, naturalnie).

Jakieś deklaracje?

Ula
Reactions:
Posty: 92
Rejestracja: 17 kwietnia 2011, 18:06

Post autor: Ula » 09 maja 2011, 07:39

"Kapłanie, ty mądry, tą świeżą wodę na dalszą podróż też trza gotować przed wlaniem w bukłaki, czy bezpieczna jest? i skoro podróżujemy w grupie, to możę warto by razem kupować, może dla grupy, gdzie jednak z ceny spuszczą?"
Uhra z pełną fascynacją rozglada się po osadzie, nigdy czegoś takiego nie widziała. "A skąd te choróbsko tu przyleźć mogło? wszak wokół pustynia, wszelkie złe powietrze słońce wypalić powinno. Tak? czy nie?" Uhra dopytuje się kapłana po raz pierwszy chyba ciekawa co on ma do powiedzenia.

Awatar użytkownika
venar
Reactions:
Posty: 1591
Rejestracja: 11 listopada 2008, 12:01

Post autor: venar » 09 maja 2011, 09:26

Nie jestem pewnien czy uzupełnianie zapasów w osadzie to dobry pomysł. Pamiętacie znalezionych na trakcie i wylaną wodę? To może mieć związek. To wcale nie musiał być napad a jedyni "prewencja" coby choroba się nie rozeszła dalej. Powinniśmy być czujni bo moze się okazać, że ktoś nie zechce abyśmy opuścili to miejsce i życzyć nam takiego samego losu.
Nie zgadzam si? z Twoimi pogl?dami, ale po kres moich dni b?d? broni? Twego prawa do ich g?oszenia

Awatar użytkownika
mordimer00
Reactions:
Posty: 2226
Rejestracja: 07 stycznia 2011, 09:44

Post autor: mordimer00 » 09 maja 2011, 16:44

Rozglądam się bacznie po osadzie i jej mieszkańcach, czy mają jakieś miejsca obronne-(jeśli tak to czy bronią dostępu do osady czy raczej aby ktoś się z niej ktoś nie wydostał).
-"Ty kapłan no jak z woda do picia czy też trza ją w ogniu najpierw, czy nie? Czemu ta ludzia wszystka nosić broń przy sobie, zapytać by trza kogo co tu się dzieje?"
"Stara?em si? tak ?y?, abym w godzinie ?mierci móg? si? raczej cieszy? ni? l?ka?..."

Ula
Reactions:
Posty: 92
Rejestracja: 17 kwietnia 2011, 18:06

Post autor: Ula » 09 maja 2011, 16:47

"Gdyby chieli nas tu zatrzymać, to by nam nie dali z bronią wjechać, ale rację masz dziwne to, że oni wszyscy uzbrojeni łażą, nawet dzieciaki."

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 09 maja 2011, 19:16

Duvik, świt czwartego dnia podróży

Odłączywszy się od hałaśliwych karawanników jeźdźcy dotarli do wskazanego im przez żołnierza ceglanego domku na początku osady, skromnego i wzniesionego w pewnym oddaleniu od pozostałych zabudowań. Była to chatka podróżna, przeznaczona dla tych bawiących przejazdem w Duviku gości, których nikt z miejscowych nie chciał zabrać na noc pod własny dach. Trehant uwiązał swego konia w ocienionej zadaszeniem zagrodzie przy chatce, zdjął ze zwierzęcia siodło i wniósł je razem z sakwami do środka domku. Z ust remzińskiego półorka padło głębokie westchnienie zadowolenia, kiedy skórę mężczyzny owiało zimne powietrze. Domek urządzony był bardziej niż spartańsko, a jego umeblowanie sprowadzało się do grubych plecionych mat i świeżo wypranych derek rzuconych na twardą glinianą polepę, ale zmęczony całonocną podróżą myśliwy uznał takie warunki zakwaterowania za prawdziwy luksus. Mijając w progu Eitharta Trehant wyszedł na zewnątrz chatki, obrzucając w drodze do swego konia wzrokiem Esajan, wnoszących własne juki do niskiej pieczary po przeciwnej stronie drogi. Część wozaków poiła woły, niektórzy wciąż jeszcze targowali się z miejscowymi o świeże mięso i warzywa, pozostali rozpalali pod zawieszonym nad ich głowami skalnym uskokiem ogniska sposobiąc się do przyrządzenia posiłku.

Trehant poklepał konia po szyi upewniając się, że zwierzę nie obtarło sobie od popręgów skóry, potem zaś przeciął szybkim krokiem drogę, z miejsca atakowany przez zgraję duvikańskich handlarzy. Jakaś pomarszczona kobiecina zaczęła wymachiwać przed nosem półorka tłustym pisklęciem wejhura, skrzeczącym przeraźliwie i próbującym myśliwego dziobnąć w nos. Ptak był cały oskubany z pierza, przez co sprawiał iście groteskowe wrażenie próbując machać obciągniętymi gołą skórą skrzydełkami.

- Kupcie pisklaka, panie! - krzyknęła kobiecina prezentując w całej okazałości pozbawione zębów dziąsła - Już oskubany do szczętu, jeno żem serca nie miała, coby go ubić! W sam raz się na strawę dla wielkiego pana nada!

- Ile za to ptaszydło? - zainteresował się Trehant przystając w miejscu i ginąc natychmiast w gęstwie napierających na niego ciał - Trza by się za rozprutą sakwę odpłacić, zemsta podobno na zimno lepiej smakuje, ale mnie bardziej podchodzi pieczona.

- Tłuścisty tak, że wielki pan nigdy tłuścistszego nie jadł! - wrzasnęła handlarka - Trzy i pół halara i do tego jeszcze pół halara za oskubanie!

- Jaja! Świeże jaja, prosto od wejhura! - jakiś Duvikanin zaczął tarmosić myśliwego za rękaw, tak silnie, że szew pod pachą mężczyzny zaczął niebezpiecznie trzeszczeć - Po ćwierć halara za jedno!

- Ćwierć halara?! - wykrztusił Trehant nie potrafiąc uwierzyć w absurdalnie wysoką cenę - Jaja sobie robisz, człeku?

- Nie ja robię, jeno wejhury, ja je tylko zbieram - oznajmił z obruszoną miną Duvikanin.

- Ile za wodę chcecie? - cena wejhurzych jaj sprawiła, że półorkowi z miejsca przeszła ochota na jajecznicę, w zamian Trehant przypomniał sobie, że jego wierzchowiec wciąż nie został napojony, a zapas wody w bukłaku zaczynał sięgać dna - Woda mi potrzebna i spyża dla konia.

- Wielki bukłak po dwa halary, panie, woda czysta jako kryształ, z podziemnego źródła! - właścicielka oskubanego wejhura miała widać dużo szerszą ofertę niż się to początkowo Trehantowi wydawało - A spyżę po dwa halary za worek, coby łacno było liczyć!

- Odstąpcie nieco, dobrzy ludkowie, bo mi trudno oddech zaczerpnąć - myśliwy uniósł ramiona dając do zrozumienia, że napór chętnych do kupczenia tubylców coraz mniej mu odpowiada - Idźcie do moich kompanów, oni do wydawania dutków wielce skorzy, tedy pewnikiem wszytko od was pokupują. Ja zaraz tam wrócę.

Pozostawiwszy rozczarowanych handlarzy pośrodku drogi półork pokonał szybkim krokiem odległość dzielącą go od zagrody po przeciwnej stronie wąwozu i wdał się w przyciszoną rozmowę z łypiącymi na niego nieprzyjaznym wzrokiem Esajanami, sączącymi już z bukłaków sfermentowane kozie mleko i popalających fajki nabite słodkawo pachnącym zielem.


Wątek techniczny

Treant, odpowiedź na Twoje pytanie o zagrodę dla koni i karmę zawarłem w fabularce, ale tutaj raz jeszcze podsumuję ceny. Pięć litrów wody to dwie sztuki złota lub ich równowartość w towarze, do picia, pojenia koni czy mycia się, wszystko jedno. Propozycja dla oszczędnych: najpierw się myjemy, a potem dajemy to pić koniom, będzie taniej. Kto się nie umyje, dostanie ujemne modyfikatory do CH i PR, kto nie napoi konia, może następnej nocy nieść go na grzbiecie. Ponieważ gra toczy się w settingu skrajnie wrogim człowiekowi (półorkowi też) zamierzamy z Mastugiem dość sumiennie kontrolować to jak dbacie o siebie i swoje wierzchowce - śmierć od udaru czy z odwodnienia to na Balarionie codzienność. Worek spyży dla konie dwie sztuki złota (turegańskie halary), cztery za młodego wejhura, osiem za kozę, duże strusiopodobne jaja po 25 srebrników za sztukę. Oczywiście w kwestii jedzenia zawsze możecie się zniżyć do podróżnych racji żywnościowych, w końcu suszone mięso wasihana to prawdziwy przysmak dla pustynnego wędrowca.

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 09 maja 2011, 20:49

Eithart spokojnie i rzeczowo wyjaśnił Uhrze - Choroóbsko mogła przywlec jakaś karawana lub, co także jest prawdopodobne mogła spaść na mieszkańców jako boska kara za przewiny - stwierdził z przekonaniem -
Natomiast wode pić przegotowaną należy, bo zaraza poprzez ludzkie wapory sie rozprzstrzenia - tak w uczonych księgach stoi. A jak wodę się ugotuje to wapory don dostępu nie mają. A jak powszechnie wiadomo wino, tudzież nie chrzone piwo od waporów wolne za sprawą boga pijaństwa - Piana. Ha, morowe powietrze to już temat rzeka... Owszem, niektóre wapory (a jest ich 4 rodzaje) w gorącym pustynnym powietrzu nijak mocy nie mają, lecz tu musi kombinacja waporów w grę wchodzić i tych upał się nie ima a wyglada na to, że nawet wzmacnia zarazę

Tak rozmawiając z półorczycą dotarli do domku, który miał być ich bazą wypadową. Kapłan przedewszystkim oporządził konia, wziął szybką kąpiel i zakupił wierzchowcowi obroku (woda dla konia z kąpieli:).

Potem ruszyl z ewentualnymi ochotnikami w miasto by znalezc przebywajacych tu kaplanow. Postanowil pomoc duchownym i przy okazji wypytac ich o lokalne plotki, zaraze i zrodla wody. Pomyslal, ze mieszkancy skads wode musza czerpac i sprzedawac naiwnym podroznym, a takie ceny znacznie uszczuplilyby jego chudy mieszek. Przez sekunde przeszlo mu przez mysl - A moze gdyby sie tak udalo powstrzymac zaraze to moze wdziecznosc miejscowych rozwiazalaby problemy aprowizacyjne? Mzonki... przeciez bedziemy tu dzien, moze dwa...
Ostatnio zmieniony 10 maja 2011, 01:20 przez 8art, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 09 maja 2011, 21:12

Wątek techniczny

Ponieważ od kilku dni macie przestawiony zegar biologiczny, w nocy podróżujecie, za dnia zaś śpicie. W grze odzwierciedlę to poprzez nadanie Wam statusu zmęczonych, oznaczającego redukcję do 3/4 TR, OB i UM, a także podatność na przeoczenie istotnych detali otoczenia. Stan ten ustąpi po czterech, pięciu godzinach snu w chatce, ulegnie zaś pogłębieniu, jeśli przez następne godziny zamiast spać będziecie się wałęsać po okolicy.

Co do pochodzenia wody, są nim podziemne źródła, skarb Duviku i główny towar eksportowy - dlatego też miejscowi tak drogo każą sobie za wodę płacić. W osadzie na pewno są liczne studnie, strzeżone przed złodziejami życiodajnego płynu.

Eithart mimo wszystko chce się udać w spacer - ktoś do niego dołączy? Odpisać też każdemu z karty po jednej racji żywnościowej?

Ula
Reactions:
Posty: 92
Rejestracja: 17 kwietnia 2011, 18:06

Post autor: Ula » 09 maja 2011, 21:36

Eihart wydaje się być mundry , Uhra planuje łazić za nim i szię uczyć, kunia zostawi w zajeździe z świeżo zakupioną dla niego wodą i owsem.
"Ktoś wie ile czasu zajmie nam droga do kolejnej osady gdzie woda będzie?"

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 09 maja 2011, 22:33

Wątek techniczny

Na obecną chwilę najbardziej dla mnie istotne stają się odpowiedzi na następujący pakiet pytań:

- czy uzupełniłeś zapas wody pitnej i czy odświeżyłeś się po podróży? (w razie odmowy kary do PR i CH za brudny wygląd);

- czy nakarmiłeś konia i siebie? (odpowiedź przesądzi o kondycji zwierzęcia oraz samego BG w trakcie kolejnej nocnej wędrówki);

- czy zamierzasz wpierw odespać podróż? (odmowa oznacza kary do ogólnej kondycji).

W przypadku negatywnej odpowiedzi na trzecie pytanie poproszę o deklarację zajęć innych niż drzemka.

Eithart nakarmił konia, wykąpał się, napoił konia i odświeżony, choć zmęczony i głodny poszedł w osadę szukać miejscowych kapłanów. Uhra krok w krok za nim, lecz czy zadbała wpierw o siebie i konia? A co robi reszta drużyny?

Treant
Reactions:
Posty: 1869
Rejestracja: 05 stycznia 2009, 10:15

Post autor: Treant » 09 maja 2011, 22:49

- Całą noc zajmie nam dojście do strażnicy, która będzie naszym kolejnym postojem. Miej baczenie na kapłana i postaraj się nie prowokować mieszkańców. Gdyby coś się wydarzyło, znajdziecie mnie w tej chacie.
Kupuję paszę dla konia i dwa bukłaki wody - jeden do picia, zaś drugi na kąpiel i dla konia. Zmywam z siebie trudy podróży, przebieram się, posilam siebie i konia, po czym idę spać.
Mój skromny dorobek jako gracza w PBF: http://www.krysztalyczasu.pl/nickpage.php?user=35

ODPOWIEDZ