PBF - Grzechy ojców
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Jeżeli Uhra nie przejawia zainteresowania rozmową z akolitami Brunty zdecydowanie, lecz grzecznie, chcę właczyć półorczycę w naszą rozmowę. Może i Brunta jest członkiem starszyzny ale nie pozwolę traktować nikogo moich kompanów jak służby, czy kogoś gorszego stanu, tylko dlatego, że nie są kapłanami lub mężczyznami itp.
Natomiast jeśli Uhra zaczyna konwersację z Efarem i Hakanem, zostawiam wszystko dotychczasowemu biegowi. Oczywiście, jeżeli siądziemy gdzieś do posiłku, spożyjemy go wspólnie z gwardzistką i akolitami. Spożwanie śniadania w dwóch grupach mnie nie bawi.
- Chyba nie tacy wierni graamici Cie otaczają skoro się lękasz, że za akolitą Gorlama pójdą... trochę cynicznie rzucił Gorlamita, ale dodał zaraz spokojnie: - Ale nie bój się, nie będę twojej trzody przetrzebiał, bo mnie w drogę do Tureganu i nie mnie w Duviku porządek zastany zmieniać. Szanuję Jaredzie twoje stadko i jego przekonania. Ale jak sam kto po naukę przyjdzie, wtedy - co wiem to powiem, choć kupczyć wiarą jako nierządnicą nie będę. Miałem zamiar odnaleźć Ciebię i akolitkę Asteriusza i ofiarować swą pomoc wedle możliwości. - Eithart zmrużył oczy i wyczekująco spojrzał na Jareda.
Natomiast jeśli Uhra zaczyna konwersację z Efarem i Hakanem, zostawiam wszystko dotychczasowemu biegowi. Oczywiście, jeżeli siądziemy gdzieś do posiłku, spożyjemy go wspólnie z gwardzistką i akolitami. Spożwanie śniadania w dwóch grupach mnie nie bawi.
- Chyba nie tacy wierni graamici Cie otaczają skoro się lękasz, że za akolitą Gorlama pójdą... trochę cynicznie rzucił Gorlamita, ale dodał zaraz spokojnie: - Ale nie bój się, nie będę twojej trzody przetrzebiał, bo mnie w drogę do Tureganu i nie mnie w Duviku porządek zastany zmieniać. Szanuję Jaredzie twoje stadko i jego przekonania. Ale jak sam kto po naukę przyjdzie, wtedy - co wiem to powiem, choć kupczyć wiarą jako nierządnicą nie będę. Miałem zamiar odnaleźć Ciebię i akolitkę Asteriusza i ofiarować swą pomoc wedle możliwości. - Eithart zmrużył oczy i wyczekująco spojrzał na Jareda.
Ostatnio zmieniony 12 maja 2011, 18:07 przez 8art, łącznie zmieniany 1 raz.
- Zaiste kusząca oferta, kapitanie. Zważ jednakowoż na fakt, że dysponujemy dość ograniczonym czasem i jej przyjęcie zależy od co najmniej kliku czynników: jak rozległe są kopalniane tunele - czy starczy nam czasu na ich obejście nim Salach da karawanie sygnał do wymarszu? Wiem też, że podróżujący z nami kapłan żywo zainteresowany jest pomocą tutejszym duchownym w walce z chorobą, co może odwieść go od zejścia pod ziemię, a jego towarzystwo zwiększyłoby szanse uratowania górników, jeśli bestie, o których wspomniałeś jedynie odcięły im możliwość powrotu na powierzchnię. Mniemam również, że podobna choroba to dla was nie pierwszyzna, skoro oczekujecie niedługiego jej ustąpienia? Czy macie zatem jakieś przesłanki do wnioskowania skąd się wzięła w osadzie?
Mój skromny dorobek jako gracza w PBF: http://www.krysztalyczasu.pl/nickpage.php?user=35
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Chatka dla gości, późne popołudnie czwartego dnia podróży
Oktar zmierzył goblina poważnym spojrzeniem, najwyraźniej nie przejawiając ochoty do błazeństw. Niewiele sobie z tego spojrzenia robiąc Mordil oblizał wargi dociskając jednocześnie do ust ostatni kęs wija.
- Zaiste kusząca oferta, kapitanie - odezwał się Trehant samemu siadając w kucki - Zważ jednakowoż na fakt, że dysponujemy dość ograniczonym czasem i jej przyjęcie zależy od co najmniej kilku rzeczy. Jak rozległe są kopalniane tunele? Czy starczy nam czasu na ich obejście, nim Salach da karawanie sygnał do wymarszu?
- Kopalnia jest niedaleko stąd, jeśli chcecie o zmierzchu z Esajanami dalej pociągnąć, poszlibyście do niej za parę godzin, kiedy skwar zelżeje - powiedział pierwszy kapitan - Słońca aż tak bardzo lękać się nie będzie trzeba, bo można tam dojść jarem, co mocno jest ocieniony, byleby za wiele blach na siebie nie włożyć, w blachach człek gotów ugotować się za dnia niczym jaje wejhurze.
Skela nic nie odrzekł, ale pochylił się do przodu ze skrzyżowanymi na piersiach rękami okazując tym zdawkowym gestem pewne zainteresowanie.
- Wiem też, że podróżujący z nami kapłan żywo zainteresowany jest pomocą tutejszym duchownym w walce z chorobą, co może odwieść go od zejścia pod ziemię, a jego towarzystwo zwiększyłoby szanse uratowania górników, jeśli bestie, o których wspomniałeś jedynie odcięły im możność powrotu na powierzchnię - dodał łowca makunów nie odrywając swego wzroku od oczu Oktara.
- Nie składałbym tej propozycji, gdybym was nie brał za srogich rębajłów - oznajmił dowódca duvikańskiej milicji - Rzeknę coś szczerze na dowód tego, żem wobec was życzliwy. Świątobliwy Brunta wielce jest niechętny wyprawie do kopalni, póki choroba nie ustąpi, ale wielu w osadzie troska się o los tych, którzy z szybu nie wrócili. Tutaj Brunta stanowi prawo, przeto dołożę wam trzy worki przedniej soli, jeśli zakradniecie się tam cichaczem i bez niepotrzebnego kłopotania całą sprawą naszego kapłana.
Oktar zmierzył goblina poważnym spojrzeniem, najwyraźniej nie przejawiając ochoty do błazeństw. Niewiele sobie z tego spojrzenia robiąc Mordil oblizał wargi dociskając jednocześnie do ust ostatni kęs wija.
- Zaiste kusząca oferta, kapitanie - odezwał się Trehant samemu siadając w kucki - Zważ jednakowoż na fakt, że dysponujemy dość ograniczonym czasem i jej przyjęcie zależy od co najmniej kilku rzeczy. Jak rozległe są kopalniane tunele? Czy starczy nam czasu na ich obejście, nim Salach da karawanie sygnał do wymarszu?
- Kopalnia jest niedaleko stąd, jeśli chcecie o zmierzchu z Esajanami dalej pociągnąć, poszlibyście do niej za parę godzin, kiedy skwar zelżeje - powiedział pierwszy kapitan - Słońca aż tak bardzo lękać się nie będzie trzeba, bo można tam dojść jarem, co mocno jest ocieniony, byleby za wiele blach na siebie nie włożyć, w blachach człek gotów ugotować się za dnia niczym jaje wejhurze.
Skela nic nie odrzekł, ale pochylił się do przodu ze skrzyżowanymi na piersiach rękami okazując tym zdawkowym gestem pewne zainteresowanie.
- Wiem też, że podróżujący z nami kapłan żywo zainteresowany jest pomocą tutejszym duchownym w walce z chorobą, co może odwieść go od zejścia pod ziemię, a jego towarzystwo zwiększyłoby szanse uratowania górników, jeśli bestie, o których wspomniałeś jedynie odcięły im możność powrotu na powierzchnię - dodał łowca makunów nie odrywając swego wzroku od oczu Oktara.
- Nie składałbym tej propozycji, gdybym was nie brał za srogich rębajłów - oznajmił dowódca duvikańskiej milicji - Rzeknę coś szczerze na dowód tego, żem wobec was życzliwy. Świątobliwy Brunta wielce jest niechętny wyprawie do kopalni, póki choroba nie ustąpi, ale wielu w osadzie troska się o los tych, którzy z szybu nie wrócili. Tutaj Brunta stanowi prawo, przeto dołożę wam trzy worki przedniej soli, jeśli zakradniecie się tam cichaczem i bez niepotrzebnego kłopotania całą sprawą naszego kapłana.
Uhra przełkneła gniewne odpowiedzi i swoją dumę. Dawno nauczyła się, żę to świat męskich szowinistycznych świń, którzy uznają, żę jedyne do czego kobieta jest potrzebna to umilanie czasu w łóżku, a jak do tego nie jest zdatna to w ogóle przestaje być istotą "ludzką", "orczą" czy w ogóle "myślącą".
"Jeśli dzikie zwierzęta w waszych okolicach żelazem machać umieją, to można je zaliczyć do sprawców." odpowiedziała Uhra siląc się na w miarę cywilizowany ton, bez wulgarnych wtrętów "Raczej jednak należy mord zaliczyć na poczet człekokrztałtnych, zgineli od noża, nie poszarpani przez zwierzęta ale i nie ograbieni z dobytku. Czy to jest tu praktykowane przez zbójców by wodę ofiar na piasek wylewać? i powiedz przed czym się tu tak strachcie, że nawet dzieci broń noszą?" zadała własne pytania Uhra.
"Jeśli dzikie zwierzęta w waszych okolicach żelazem machać umieją, to można je zaliczyć do sprawców." odpowiedziała Uhra siląc się na w miarę cywilizowany ton, bez wulgarnych wtrętów "Raczej jednak należy mord zaliczyć na poczet człekokrztałtnych, zgineli od noża, nie poszarpani przez zwierzęta ale i nie ograbieni z dobytku. Czy to jest tu praktykowane przez zbójców by wodę ofiar na piasek wylewać? i powiedz przed czym się tu tak strachcie, że nawet dzieci broń noszą?" zadała własne pytania Uhra.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Główna ulica Duviku, późne popołudnie czwartego dnia podróży
Młodziutki neofita jęknął cicho zdjęty grozą na wieść o tragicznym losie swych ziomków, zaczął mamrotać pod nosem słowa jakiejś modlitwy, której Uhra nie znała i wcale poznać nie chciała. Dziewczyna odwróciła głowę w stronę Harmuna, próbując ocenić w myślach posępnego mężczyznę. Wydawał się od niej dwukroć starszy, był po czterdziestce, co w tej krainie oznaczało albo wiele szczęścia albo wiele dbałości wkładanej w to, by nie ucierpieć na zdrowiu i życiu.
- To dzikie pogranicze, dziewko - odpowiedział Duvikanin - W porze suchej drapieżniki wędrują za żerem, a głód sprawia, że wiele z nich śmiałości nabiera i osady takie jak ta napastuje. Strach teraz dzieciska na wyżynę wysłać, by sól zbierały albo zeschłe badyle, bo człek nigdy nie wie, czy ich aby szczekun albo wasihan nie porwie.
- I po temu otrokom oręż dajecie? - gwardzistka wskazała palcem parę zasapanych wyrostków pomagających starszemu mężczyźnie załadować na dwukołowy wózek jakieś pakunki. Obaj chłopcy mieli okute żelazem myśliwskie włócznie, oparte o dyszel wózka - Straszniście wygłodniałe muszą być tutejsze drapieżniki, coby się nawet we własnym obejściu bestiów obawiać.
- Taka była wola pierwszego kapitana Duviku, dziewko - Harmun uciął temat tonem świadczącym, że wolałby nie ciągnąć rozmowy w tym kierunku - Poprosił o wydanie oręża wszystkim, co go nosić mogą, a starszyzna się zgodziła. Kapitan Detelf jest mężem w swym rzemiośle obytym, a wielce doświadczonym, jego rady zawsze warto posłuchać, bo wielce się troszczy o dobro osady.
Idący kilkanaście kroków z przodu Eithart obejrzał się nad ramieniem posyłając Uhrze pytające spojrzenie, najwyraźniej współczując jej z powodu konserwatywnego poglądu Brunty na kobiety i ich miejsce w świecie. Gwardzistka odpowiedziała mu dyskretnym mrugnięciem, czując nagły przypływ sympatii do gorlamickiego kapłana.
- Cóż żeś rzekła o wylanej wodzie, dziewko? - odezwał się ponownie Harmun przypominając Uhrze o jej wcześniejszym pytaniu - O zabójcach i ich praktykach?
- Rzecz idzie o to, że zbrodzienie wylali wodę z bukłaków waszych ziomków, pozwolili jej w piasek wsiąknąć, co przecie wielce jest dziwaczne na pustyni - wyjaśniła Uhra - Kto jest tak głupi, by wodę marnotrawić?
Harmun milczał przez krótką chwilę rozważając słowa dziewczyny, Efar zaś przestał się modlić i począł ponownie zerkać w stronę gwardzistki zaintrygowany widać jej słowami.
- Głupi byłby każdy człek i inszy mieszaniec krwi, który by tak czynił, trafnie tutaj rzekłaś, dziewko - kiwnął głową duvikański myśliwy - Wszelako nie tylko ludzie mogli ich zamordować. Dni parę temu natrafiłem na północy na dziwne ślady w piaskach i choć ręki sobie nie dam za to obciąć, pewnikiem poczyniły je arkany.
Uhra mruknęła zaskoczona tymi słowami, potem przygryzła wargi uświadamiając sobie znaczenie takiego odkrycia. Arkany, człekokształtne mrówczaki zamieszkujące ciemność zalegającą w labiryntach pieczar pod pustyniami Balarionu, były dla wielu istotami na poły legendarnymi, na poły zaś budzącymi głęboki lęk. Rzadko widywano je na powierzchni, jeszcze rzadziej nawiązywano z nimi kontakty, zawsze nader trudne przez wzgląd na kłopoty w konwersacji. Arkany zwykły posługiwać się bardzo ograniczonym zestawem dźwięków, wspomagając się wyczuwalnymi tylko dla nich zapachami, które w zależności od potrzeby mogły zupełnie zmieniać znaczenie danego słowa. Uhra słyszała opowieści o ogromnych podziemnych miastach przyćmiewających swymi rozmiarami największe metropolie wschodnich królestw, ale większość z tych historii zwykła wkładać między bajki, bo w życiu żadnego arkana jeszcze nie widziała.
- Myślisz, że to mrówkoludy ich zabiły? - mruknęła dziewczyna kładąc odruchowo prawicę na swej broni.
- Wiem tylko, żem widział ślady, które mi onych na myśl przywołały - wzruszył ramionami Harmun - A te stwory pono czasami i ludzkim się posługują orężem, przeto wszystko możliwe.
Wątek techniczny
Rozmowa biegnie sobie dalej swoim tokiem i jeśli Ula chce, może dorzucić do konwersacji kolejnego posta, ja zaś rzeknę słów kilka o kolejnym charakterystycznym dla Archipelagu Wschodniego wątku, arkanach mianowicie. Są to odpowiedniki sharanów z Centralnego, kolejna szalona krzyżówka rasy ludzkiej z innym gatunkiem, trzecia po sharanach i wężoludziach. Never posiada pewne teksty opisujące ten gatunek, więc może w przyszłości zechce zdradzić nam coś więcej o tej rasie, w ramach PBF-u zaś będę Wam sączył tyle informacji na ich temat, ile zdołam.
Młodziutki neofita jęknął cicho zdjęty grozą na wieść o tragicznym losie swych ziomków, zaczął mamrotać pod nosem słowa jakiejś modlitwy, której Uhra nie znała i wcale poznać nie chciała. Dziewczyna odwróciła głowę w stronę Harmuna, próbując ocenić w myślach posępnego mężczyznę. Wydawał się od niej dwukroć starszy, był po czterdziestce, co w tej krainie oznaczało albo wiele szczęścia albo wiele dbałości wkładanej w to, by nie ucierpieć na zdrowiu i życiu.
- To dzikie pogranicze, dziewko - odpowiedział Duvikanin - W porze suchej drapieżniki wędrują za żerem, a głód sprawia, że wiele z nich śmiałości nabiera i osady takie jak ta napastuje. Strach teraz dzieciska na wyżynę wysłać, by sól zbierały albo zeschłe badyle, bo człek nigdy nie wie, czy ich aby szczekun albo wasihan nie porwie.
- I po temu otrokom oręż dajecie? - gwardzistka wskazała palcem parę zasapanych wyrostków pomagających starszemu mężczyźnie załadować na dwukołowy wózek jakieś pakunki. Obaj chłopcy mieli okute żelazem myśliwskie włócznie, oparte o dyszel wózka - Straszniście wygłodniałe muszą być tutejsze drapieżniki, coby się nawet we własnym obejściu bestiów obawiać.
- Taka była wola pierwszego kapitana Duviku, dziewko - Harmun uciął temat tonem świadczącym, że wolałby nie ciągnąć rozmowy w tym kierunku - Poprosił o wydanie oręża wszystkim, co go nosić mogą, a starszyzna się zgodziła. Kapitan Detelf jest mężem w swym rzemiośle obytym, a wielce doświadczonym, jego rady zawsze warto posłuchać, bo wielce się troszczy o dobro osady.
Idący kilkanaście kroków z przodu Eithart obejrzał się nad ramieniem posyłając Uhrze pytające spojrzenie, najwyraźniej współczując jej z powodu konserwatywnego poglądu Brunty na kobiety i ich miejsce w świecie. Gwardzistka odpowiedziała mu dyskretnym mrugnięciem, czując nagły przypływ sympatii do gorlamickiego kapłana.
- Cóż żeś rzekła o wylanej wodzie, dziewko? - odezwał się ponownie Harmun przypominając Uhrze o jej wcześniejszym pytaniu - O zabójcach i ich praktykach?
- Rzecz idzie o to, że zbrodzienie wylali wodę z bukłaków waszych ziomków, pozwolili jej w piasek wsiąknąć, co przecie wielce jest dziwaczne na pustyni - wyjaśniła Uhra - Kto jest tak głupi, by wodę marnotrawić?
Harmun milczał przez krótką chwilę rozważając słowa dziewczyny, Efar zaś przestał się modlić i począł ponownie zerkać w stronę gwardzistki zaintrygowany widać jej słowami.
- Głupi byłby każdy człek i inszy mieszaniec krwi, który by tak czynił, trafnie tutaj rzekłaś, dziewko - kiwnął głową duvikański myśliwy - Wszelako nie tylko ludzie mogli ich zamordować. Dni parę temu natrafiłem na północy na dziwne ślady w piaskach i choć ręki sobie nie dam za to obciąć, pewnikiem poczyniły je arkany.
Uhra mruknęła zaskoczona tymi słowami, potem przygryzła wargi uświadamiając sobie znaczenie takiego odkrycia. Arkany, człekokształtne mrówczaki zamieszkujące ciemność zalegającą w labiryntach pieczar pod pustyniami Balarionu, były dla wielu istotami na poły legendarnymi, na poły zaś budzącymi głęboki lęk. Rzadko widywano je na powierzchni, jeszcze rzadziej nawiązywano z nimi kontakty, zawsze nader trudne przez wzgląd na kłopoty w konwersacji. Arkany zwykły posługiwać się bardzo ograniczonym zestawem dźwięków, wspomagając się wyczuwalnymi tylko dla nich zapachami, które w zależności od potrzeby mogły zupełnie zmieniać znaczenie danego słowa. Uhra słyszała opowieści o ogromnych podziemnych miastach przyćmiewających swymi rozmiarami największe metropolie wschodnich królestw, ale większość z tych historii zwykła wkładać między bajki, bo w życiu żadnego arkana jeszcze nie widziała.
- Myślisz, że to mrówkoludy ich zabiły? - mruknęła dziewczyna kładąc odruchowo prawicę na swej broni.
- Wiem tylko, żem widział ślady, które mi onych na myśl przywołały - wzruszył ramionami Harmun - A te stwory pono czasami i ludzkim się posługują orężem, przeto wszystko możliwe.
Wątek techniczny
Rozmowa biegnie sobie dalej swoim tokiem i jeśli Ula chce, może dorzucić do konwersacji kolejnego posta, ja zaś rzeknę słów kilka o kolejnym charakterystycznym dla Archipelagu Wschodniego wątku, arkanach mianowicie. Są to odpowiedniki sharanów z Centralnego, kolejna szalona krzyżówka rasy ludzkiej z innym gatunkiem, trzecia po sharanach i wężoludziach. Never posiada pewne teksty opisujące ten gatunek, więc może w przyszłości zechce zdradzić nam coś więcej o tej rasie, w ramach PBF-u zaś będę Wam sączył tyle informacji na ich temat, ile zdołam.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Główna ulica Duviku, późne popołudnie czwartego dnia podróży
Zamieniwszy porozumiewawcze spojrzenie z Uhrą Eithart przeniósł wzrok z powrotem na Jareda Bruntę. Obaj mężczyźni weszli w głęboki cień rzucany przez grube mury pnących się w górę domostw, dosłownie przyklejonych do pionowych ścian rozpadliny. Na dachach kilku z nich pojawili się jacyś Duvikanie, wymieniający pełne szacunku pozdrowienia z graamitą i spozierający na parę obcych z nieskrywaną ciekawością.
- Cieszy mnie niezmiernie twe poczucie honoru, przyjacielu - powiedział Brunta i Eithart z miejsca wychwycił w głosie graamity nie dość dobrze zamaskowaną ulgę - Spór o dusze tych biedaków mógłby nam wielce utrudnić niesienie im pomocy.
- Rzeknij mi zatem, co to za choroba? - zmienił temat rozmowy gorlamita, mimo udawanego zrozumienia dla Brunty nie do końca mogący się pogodzić z żądaniami sędziwego kapłana.
- Pojawiła się dwa tygodnie temu, jakby z powietrza, może przyniesiona ostatnim hamsunem z północy - powiedział Brunta postukując kosturem w kamienne płyty ulicy - Krew zatruwa, skórę plamami kryje, siłę mięśniom odejmuje. Znasz może przypadkiem dzieła medykusa Sahadryla z Gidearu? Mniemam, że nie, ale ich znajomość gotowa wesprzeć nas w uczonej dyspucie.
- Wierzę zatem, że wielce cię teraz zaskoczę, świątobliwy, albowiem znam owe księgi - uśmiechnął się kącikami ust Eithart - Kształciciele moi wielką wagę przywiązywali do sztuki władania orężem, ale i czytanie ważne dla nich było ponad wszelką miarę. Sahadryl przecie jest autorem traktatu o czterech odmianach waporów, które w ciele zagnieżdżone przywieść je mogą ku zgubie.
- Prawda to - kiwnął głową Brunta - Co więcej, objawy tutejszej choroby wielce przypominają pewne przez niego opisane schorzenie... - graamicki kapłan spojrzał na swego rozmówcę z ukosa zniżając głos do szeptu - ...palpitacje macicy.
- Palpitacje macicy? - powtórzył zmieszany tonem Eithart zatrzymując się w miejscu - Czy to aby nie przypadłość niewieścia?
- Niektórzy wciąż tak twierdzą, ale światli lekarze mego kultu dowiedli, że palpitacje takiego rodzaju mogą się przenosić również na mężczyzn, co i tutaj ma swe miejsce. Wszak nie od dziś wiadomo, że gdy mąż i niewiasta bliscy są sobie wielce, choroby się z białogłowy na mężczyznę mogą przenieść i to właśnie przez wapory.
Ponieważ Eithart nie do końca był zaznajomiony z tym akurat kierunkiem medycznej wiedzy, pokiwał tylko głową nie mówiąc ani słowa i dając ruchem ręki zać, by sędziwy kapłan kontynuował swój wywód.
- Weźmy na ten przykład nierządnice spółkujące z mężczyznami - Brunta widać spostrzegł wyraz niepewności na obliczu rozmówcy, bo pośpieszył z miejsca z dodatkowymi objaśnieniami - Od lat jest dowiedzone, że opuchlizna, a bóle męskiego przyrodzenia z sypiania z niewiastami się biorą, a wszystko to poprzez wapory. Kiedy się taka dziewka w łożnicy rozochoci, rychło ją gorące poty oblewają, w nich zaś podług Sahadryla ukryte są wapory żywiołowi ognia przypisane. Jeśli zatem mężczyzna przez przypadek skórą się z onym potem zetknie, będący zalążkiem choroby wapor weń wniknie i zagnieździ się w sercu.
- W sercu? - Eithart ponownie nie zdołał ukryć zdziwienia - Nie aby w przyrodzeniu?
- Tak sądzą jeno nieuki, co uczonych ksiąg nie czytali - żachnął się Jared Brunta - A oczytani wiedzą, że męskie serce, a przyrodzenie to dwa organy wprost ze sobą połączone. Dowodzi tego choćby to, że kiedy męskie serce miłością wzbiera, wzbiera też na męskości jego kuśka, tedy trza inszych jeszcze dowodów ku temu?
- Zasadnie prawicie - chociaż Eithart pojęcia nie miał, czy Brunta miał w kwestii chorób męskości rację, dla dodania sobie animuszu pokiwał z aprobatą głową - Wszelako tutaj wiedza sama niewiele pomoże, skoro poprzez obcowanie z nierządnicami zawsze będą mężowie na zdrowiu podupadać.
- Otóż nie! - ożywił się jeszcze bardziej sędziwy kapłan - Otóż rzecz cała w sprycie, a jam do tego doszedł, nie Sahadryl! Otóż wystarczy, by dziewka takowa się nie spociła, by wapory jej z potem nie opuściły! Miast się z lenistwa dać dosiadać, mężczyzna winien wziąć się samemu do roboty, niewiaście zaś nakazać jeno leżenie, a nic nierobienie. Nie spoci się, to i waporów nie uwolni!
Wątek techniczny
Wiesz, 8ART, Ty to masz prawdziwe szczęście, że w tej dziczy trafił Ci się taki autorytet w dziedzinie leczenia. Słuchaj bacznie, podpytuj, a wszystko w pamięci notuj, bo taka specjalistyczna wiedza może się okazać bezcenna w przyszłości!
Zamieniwszy porozumiewawcze spojrzenie z Uhrą Eithart przeniósł wzrok z powrotem na Jareda Bruntę. Obaj mężczyźni weszli w głęboki cień rzucany przez grube mury pnących się w górę domostw, dosłownie przyklejonych do pionowych ścian rozpadliny. Na dachach kilku z nich pojawili się jacyś Duvikanie, wymieniający pełne szacunku pozdrowienia z graamitą i spozierający na parę obcych z nieskrywaną ciekawością.
- Cieszy mnie niezmiernie twe poczucie honoru, przyjacielu - powiedział Brunta i Eithart z miejsca wychwycił w głosie graamity nie dość dobrze zamaskowaną ulgę - Spór o dusze tych biedaków mógłby nam wielce utrudnić niesienie im pomocy.
- Rzeknij mi zatem, co to za choroba? - zmienił temat rozmowy gorlamita, mimo udawanego zrozumienia dla Brunty nie do końca mogący się pogodzić z żądaniami sędziwego kapłana.
- Pojawiła się dwa tygodnie temu, jakby z powietrza, może przyniesiona ostatnim hamsunem z północy - powiedział Brunta postukując kosturem w kamienne płyty ulicy - Krew zatruwa, skórę plamami kryje, siłę mięśniom odejmuje. Znasz może przypadkiem dzieła medykusa Sahadryla z Gidearu? Mniemam, że nie, ale ich znajomość gotowa wesprzeć nas w uczonej dyspucie.
- Wierzę zatem, że wielce cię teraz zaskoczę, świątobliwy, albowiem znam owe księgi - uśmiechnął się kącikami ust Eithart - Kształciciele moi wielką wagę przywiązywali do sztuki władania orężem, ale i czytanie ważne dla nich było ponad wszelką miarę. Sahadryl przecie jest autorem traktatu o czterech odmianach waporów, które w ciele zagnieżdżone przywieść je mogą ku zgubie.
- Prawda to - kiwnął głową Brunta - Co więcej, objawy tutejszej choroby wielce przypominają pewne przez niego opisane schorzenie... - graamicki kapłan spojrzał na swego rozmówcę z ukosa zniżając głos do szeptu - ...palpitacje macicy.
- Palpitacje macicy? - powtórzył zmieszany tonem Eithart zatrzymując się w miejscu - Czy to aby nie przypadłość niewieścia?
- Niektórzy wciąż tak twierdzą, ale światli lekarze mego kultu dowiedli, że palpitacje takiego rodzaju mogą się przenosić również na mężczyzn, co i tutaj ma swe miejsce. Wszak nie od dziś wiadomo, że gdy mąż i niewiasta bliscy są sobie wielce, choroby się z białogłowy na mężczyznę mogą przenieść i to właśnie przez wapory.
Ponieważ Eithart nie do końca był zaznajomiony z tym akurat kierunkiem medycznej wiedzy, pokiwał tylko głową nie mówiąc ani słowa i dając ruchem ręki zać, by sędziwy kapłan kontynuował swój wywód.
- Weźmy na ten przykład nierządnice spółkujące z mężczyznami - Brunta widać spostrzegł wyraz niepewności na obliczu rozmówcy, bo pośpieszył z miejsca z dodatkowymi objaśnieniami - Od lat jest dowiedzone, że opuchlizna, a bóle męskiego przyrodzenia z sypiania z niewiastami się biorą, a wszystko to poprzez wapory. Kiedy się taka dziewka w łożnicy rozochoci, rychło ją gorące poty oblewają, w nich zaś podług Sahadryla ukryte są wapory żywiołowi ognia przypisane. Jeśli zatem mężczyzna przez przypadek skórą się z onym potem zetknie, będący zalążkiem choroby wapor weń wniknie i zagnieździ się w sercu.
- W sercu? - Eithart ponownie nie zdołał ukryć zdziwienia - Nie aby w przyrodzeniu?
- Tak sądzą jeno nieuki, co uczonych ksiąg nie czytali - żachnął się Jared Brunta - A oczytani wiedzą, że męskie serce, a przyrodzenie to dwa organy wprost ze sobą połączone. Dowodzi tego choćby to, że kiedy męskie serce miłością wzbiera, wzbiera też na męskości jego kuśka, tedy trza inszych jeszcze dowodów ku temu?
- Zasadnie prawicie - chociaż Eithart pojęcia nie miał, czy Brunta miał w kwestii chorób męskości rację, dla dodania sobie animuszu pokiwał z aprobatą głową - Wszelako tutaj wiedza sama niewiele pomoże, skoro poprzez obcowanie z nierządnicami zawsze będą mężowie na zdrowiu podupadać.
- Otóż nie! - ożywił się jeszcze bardziej sędziwy kapłan - Otóż rzecz cała w sprycie, a jam do tego doszedł, nie Sahadryl! Otóż wystarczy, by dziewka takowa się nie spociła, by wapory jej z potem nie opuściły! Miast się z lenistwa dać dosiadać, mężczyzna winien wziąć się samemu do roboty, niewiaście zaś nakazać jeno leżenie, a nic nierobienie. Nie spoci się, to i waporów nie uwolni!
Wątek techniczny
Wiesz, 8ART, Ty to masz prawdziwe szczęście, że w tej dziczy trafił Ci się taki autorytet w dziedzinie leczenia. Słuchaj bacznie, podpytuj, a wszystko w pamięci notuj, bo taka specjalistyczna wiedza może się okazać bezcenna w przyszłości!
-
mordimer00
- Reactions:
- Posty: 2226
- Rejestracja: 07 stycznia 2011, 09:44
-"Ja iść w te tunele ale chcieć dla każdego z nas żarło na tydzień i woda na dwa tygodnie od Was dla każdy z nas! Mnie na pustynia nie interesować błyskotka! Bo nie beda płacić za woda po takich koszta, My zrobić coś dla Was a wy dla nas. My jechać jutro z karawana, a Wy czekać na inna ludzia do brudna robota, czy ty ludź myśleć, że ja głupia gobos jestem? Chcieć czegoś to płać tym co jest na pustynia złotem, czyli woda i żarcie" WYRAŻAM SWOJE ZDANIE GŁOŚNO I STANOWCZO! A po tym wychodzę i idę za klechą i dziołchą tam gdzie poleźli, bo zmęczyła mnie rozmowa z tymi człowiekami!
"Stara?em si? tak ?y?, abym w godzinie ?mierci móg? si? raczej cieszy? ni? l?ka?..."
-
mordimer00
- Reactions:
- Posty: 2226
- Rejestracja: 07 stycznia 2011, 09:44
Na odchodne mówię - "Wy mieć tyla człeka z bronia a chcieć od nas reka wszystka sprawić, Wy podnieść cena, bo nijak nam tam lezieć jak tu każda z Was łazić pod miecza? Nawet dziecia, ja może być goblin ale nie być głupia krowa!!!! Patrzę na nich z pod chmurnych powiek, trzymając rękę na stylisku topora!
-Trehant, Skela chodźma na piwo, napijma się i może jakieś dziewy się zrobi na spokojna:-)) Bo te błyskotka co wysypać być warte 3 koza ,to jak dla was ludź 30 złota być warte! Idźma na piwo co?" Jak mi się widzi chyba nas obrażać chcieć oni, za woda tyle liczyć a tera o pomoc prosza się?
-Trehant, Skela chodźma na piwo, napijma się i może jakieś dziewy się zrobi na spokojna:-)) Bo te błyskotka co wysypać być warte 3 koza ,to jak dla was ludź 30 złota być warte! Idźma na piwo co?" Jak mi się widzi chyba nas obrażać chcieć oni, za woda tyle liczyć a tera o pomoc prosza się?
"Stara?em si? tak ?y?, abym w godzinie ?mierci móg? si? raczej cieszy? ni? l?ka?..."
"Jedno ciem rzeknem, Uhra jestem - stosuj , proszę cię, to imię miast wciąż per 'dziewko' gadać."
Po tym komentarzu zacznę dopytywać się o tej rasie tajemnej, bo ciekawość o mrówkoludach nad niechęcią zwyciężyła.
Płomienne okrzyki kapłana o namiętnym dosiadaniu dziewek w łożnicy, z zaskoczenia na chwile oderbały mi głos , by później wywołać złośliwy paskudny uśmiech... on chyba lubi swe kochanki do łóżka przywiązywać, i pretekstu szuka by to prawe uzasadnienie miało...
Po tym komentarzu zacznę dopytywać się o tej rasie tajemnej, bo ciekawość o mrówkoludach nad niechęcią zwyciężyła.
Płomienne okrzyki kapłana o namiętnym dosiadaniu dziewek w łożnicy, z zaskoczenia na chwile oderbały mi głos , by później wywołać złośliwy paskudny uśmiech... on chyba lubi swe kochanki do łóżka przywiązywać, i pretekstu szuka by to prawe uzasadnienie miało...
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
My tu gadu gadu o palpitacjach macicy i spoconych dziewkach a tu śniadać (a w zasadzie wieczerzać) trza.
- Wielce ciekawy koncept Jaredzie wystawiłeś, jeno rzecz w tym, że gdy z dziewką spółkujesz, ta od środka się poci, i tymże sposobem wapory na męża przechodzą. No chyba, że kto dziewce dogodzić nie umie, tedy ta sucha... albo w zadek chędoży sodomie czyniąc. Wam szlachetny Jaredzie to sie chyba same suche niewiasty trafiały, (albo żadna - dodał w myślach) żescie tak sobie wykoncypowali... - z ledwo ukrywanym uśmiechem skwitował Jareda. - Ale my tu uczeni sie spieramy, a kiszki marsza grają. Wstąpmy tu do tej karczmy, gdzie w większym gronie, wspólnie wieczerze spożyć można. - Nie czekając na rekację graamity skinął na Uhre wymownie wskazując wejście do zajazdu. - Moja babka nieboszczka, a mądra kobieta była bardziej niż mężów pięciu do kupy wziętych i to takich nie w ciemię bitych, mawiała, że dzień od śniadania sytego zaczynać należy co by siły w głowie i w lędźwiach przybywało, a jeśli posiłek w zacnym gronie spożyty, tedy siłę ma większą. - skinął na Jareda, Uhre i przybocznych.
- Wielce ciekawy koncept Jaredzie wystawiłeś, jeno rzecz w tym, że gdy z dziewką spółkujesz, ta od środka się poci, i tymże sposobem wapory na męża przechodzą. No chyba, że kto dziewce dogodzić nie umie, tedy ta sucha... albo w zadek chędoży sodomie czyniąc. Wam szlachetny Jaredzie to sie chyba same suche niewiasty trafiały, (albo żadna - dodał w myślach) żescie tak sobie wykoncypowali... - z ledwo ukrywanym uśmiechem skwitował Jareda. - Ale my tu uczeni sie spieramy, a kiszki marsza grają. Wstąpmy tu do tej karczmy, gdzie w większym gronie, wspólnie wieczerze spożyć można. - Nie czekając na rekację graamity skinął na Uhre wymownie wskazując wejście do zajazdu. - Moja babka nieboszczka, a mądra kobieta była bardziej niż mężów pięciu do kupy wziętych i to takich nie w ciemię bitych, mawiała, że dzień od śniadania sytego zaczynać należy co by siły w głowie i w lędźwiach przybywało, a jeśli posiłek w zacnym gronie spożyty, tedy siłę ma większą. - skinął na Jareda, Uhre i przybocznych.
Ostatnio zmieniony 14 maja 2011, 00:35 przez 8art, łącznie zmieniany 1 raz.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Chatka dla gości, późne popołudnie czwartego dnia podróży
Kapitan Sharat chrząknął cicho zwracając uwagę podróżnych na siebie, przechylił się do przodu kładąc na polepie dwa zrolowane ciasno pergaminy, rozwinął pierwszy z ich ukazując oczom podróżnych nakreślone z wielką wprawą i dbałością o szczegóły plany.
- To mapy kopalni, z poziomu na poziom - oznajmił oficer - Chluba i duma Sury Hoshguna, jednego ze starszych osady i naszego kowala. Z ich pomocą w każdy zakątek dotrzecie, byleście jeno dość ostrożni byli, bo w ciemnościach można sobie z rozpędu kostkę zwichnąć albo głową uderzyć w zbyt niski strop.
- Chcemy jeno, byście tam pomyszkowali - wrócił do rozmowy Oktar Detelf - Jeśli się tam jakie dzikie stwory zagnieździły, wywiedzcie się jeno, czy nasi ziomkowie gdzie przeczekać chcą, aż te się wyniosą czy może wolą bogów gorszy jaki los ich spotkał. Jeśliście dość dzielni, by takowym stworom grzbiety wygarbować, wielka będzie nasza wdzięczność, a świątobliwy Brunta na pewno nie poskąpi wam błogosławieństw i modlitw za wasze dusze.
Przysłuchujący się rozmowie z coraz pochmurniejszą miną goblin zastrzygł raptownie uszami, a potem zerwał się na nogi tak nagle, że wszyscy pozostali w chatce mężczyźni drgnęli mimowolnie zaskoczeni tym niespodziewanym ruchem.
- Ja iść w te tunele, ale chcieć dla każden z nachnych żarło na dniów pięć i dwa na dodatek, i woda na dwa raza tyle długaśnie! Mnie nie patrzać na błyskotka! Ja nie płaciwny za woda za takie dutki! My robitne cosik dla was, a wy dla nas. My dzisia z wieczora z karawana dali jechajemy, a wy czekajta na insza ludziaki do brudaśna robota! - wybuchnął z dziką złością Mordil, zaciskając pazurzaste dłonie w pięści i siejąc na wszystkie strony kropelkami śliny przemieszanej z drobinami przeżutego wija - Ty ludziu myśli, że ja głupia gobos być? Chceta czego, płacajta takowym, co na pustynia złotawe, tedy woda, a jadło!
Oktar Detelf i Ilef Sharat dosłownie skamienieli słysząc wyskandowane głośno słowa goblina, a zdjęty złym przeczuciem Trehant dostrzegł w oczach obu Duvikan błysk, który zdawał się mrozić krew w żyłach. Nim którykolwiek z pozostałych gości zdołał wyrzec cokolwiek, by próbować ratować rozmowę z żołnierzami, goblin wystrzelił jak oparzony w kierunku drzwi, mijając oficerów z zadartym podbródkiem i zatrzymując się w progu chatki za ich plecami. Pierwszy kapitan nawet nie odwrócił w ślad za nim głowy, Sharat obejrzał się się w zamian z nie wieszczącą niczego dobrego miną.
A rozzłoszczony Mordil bynajmniej nie zamierzał na jednym wybuchu poprzestać.
- Wy mieć tyla człeka z bronia, a chcieć od nas ręką wszytko sprawić! Wy podnieść zapłata, bo nijak nam tamoj łazić jak tu każden ichny pod miecza łazić? Nawet dziecia, ja możebnie goblin, aleć nie gulmaka rozumek! - zacietrzewiając się coraz bardziej goblin położył wymownym gestem dłoń na stylisku przytroczonego do pasa topora i widok tego gestu sprawił, że oblicze kapitana Sharata pociemniało jeszcze bardziej.
- Trehant, Skela, chodźta na piwsko, napijma się i możebnie jakowe dziewki chędożnijme na spokojna! Bo te ichne błyskotki, co je wysypać wartaśne trzy kozy, po wachnemu dwa i pół tuzinów halarów. Idźma na piwo, co?
Oktar Detelf podniósł się płynnym sprężystym ruchem na nogi, wpatrzony wciąż w twarz Trehanta, ale zdradzający zaciśniętymi spazmatycznie szczękami i pięściami o pobielałych knykciach duszone w sobie wzburzenie. Ilef Sharat poszedł w ślady dowódcy, wciąż nie spuszczając z goblina wzroku.
- Puśćcie tę rozmowę w niepamięć - wycedził przez zęby pierwszy kapitan Duviku - Człek się czasami myli i opacznie pewne rzeczy czyni, tako się i tutaj stało. Możecie ostać w chatce do wieczora, potem opuśćcie wioskę z Esajanami. Nie ma ci u nas zajazdu, nie potrzebne nam takowe wielkomiejskie zbytki. Mile witani goście mogą się w głąb osady zapuszczać, wyście jednak w ich poczet nie są zaliczeni. Trzymajcie się tego miejsca, a nikt was nie ukrzywdzi. Spróbujcie się po cudzych domostwach kręcić, obwiesimy was jako kradziejów. Spróbujcie dziewki napastować, obwiesimy was jako gwałtowników. O zmierzchu nie ma po was żaden ślad ostać.
Wątek techniczny
Oto odwieczne prawo życia - każda akcja pociąga za soba reakcję. Ludzie pustyni są dumni i honorowi, dlatego trzeba uważać, by im na ów honor nie nadepnąć, tutaj to się jednak stało i nie myślcie, że łatwo to będzie odkręcić. Jesteście w Duviku tolerowanymi przejezdnymi i prawda jest taka, że jeśli Detlef tak zadecyduje, zostaniecie popędzeni precz jeszcze za dnia, w słonecznym żarze, więc jego zgoda na pozostanie do zmroku i tak jest łaskawa. Co do zamiarów kręcenia się po wiosce, ostrzeżenie wydaje się dość czytelne.
Kapitan Sharat chrząknął cicho zwracając uwagę podróżnych na siebie, przechylił się do przodu kładąc na polepie dwa zrolowane ciasno pergaminy, rozwinął pierwszy z ich ukazując oczom podróżnych nakreślone z wielką wprawą i dbałością o szczegóły plany.
- To mapy kopalni, z poziomu na poziom - oznajmił oficer - Chluba i duma Sury Hoshguna, jednego ze starszych osady i naszego kowala. Z ich pomocą w każdy zakątek dotrzecie, byleście jeno dość ostrożni byli, bo w ciemnościach można sobie z rozpędu kostkę zwichnąć albo głową uderzyć w zbyt niski strop.
- Chcemy jeno, byście tam pomyszkowali - wrócił do rozmowy Oktar Detelf - Jeśli się tam jakie dzikie stwory zagnieździły, wywiedzcie się jeno, czy nasi ziomkowie gdzie przeczekać chcą, aż te się wyniosą czy może wolą bogów gorszy jaki los ich spotkał. Jeśliście dość dzielni, by takowym stworom grzbiety wygarbować, wielka będzie nasza wdzięczność, a świątobliwy Brunta na pewno nie poskąpi wam błogosławieństw i modlitw za wasze dusze.
Przysłuchujący się rozmowie z coraz pochmurniejszą miną goblin zastrzygł raptownie uszami, a potem zerwał się na nogi tak nagle, że wszyscy pozostali w chatce mężczyźni drgnęli mimowolnie zaskoczeni tym niespodziewanym ruchem.
- Ja iść w te tunele, ale chcieć dla każden z nachnych żarło na dniów pięć i dwa na dodatek, i woda na dwa raza tyle długaśnie! Mnie nie patrzać na błyskotka! Ja nie płaciwny za woda za takie dutki! My robitne cosik dla was, a wy dla nas. My dzisia z wieczora z karawana dali jechajemy, a wy czekajta na insza ludziaki do brudaśna robota! - wybuchnął z dziką złością Mordil, zaciskając pazurzaste dłonie w pięści i siejąc na wszystkie strony kropelkami śliny przemieszanej z drobinami przeżutego wija - Ty ludziu myśli, że ja głupia gobos być? Chceta czego, płacajta takowym, co na pustynia złotawe, tedy woda, a jadło!
Oktar Detelf i Ilef Sharat dosłownie skamienieli słysząc wyskandowane głośno słowa goblina, a zdjęty złym przeczuciem Trehant dostrzegł w oczach obu Duvikan błysk, który zdawał się mrozić krew w żyłach. Nim którykolwiek z pozostałych gości zdołał wyrzec cokolwiek, by próbować ratować rozmowę z żołnierzami, goblin wystrzelił jak oparzony w kierunku drzwi, mijając oficerów z zadartym podbródkiem i zatrzymując się w progu chatki za ich plecami. Pierwszy kapitan nawet nie odwrócił w ślad za nim głowy, Sharat obejrzał się się w zamian z nie wieszczącą niczego dobrego miną.
A rozzłoszczony Mordil bynajmniej nie zamierzał na jednym wybuchu poprzestać.
- Wy mieć tyla człeka z bronia, a chcieć od nas ręką wszytko sprawić! Wy podnieść zapłata, bo nijak nam tamoj łazić jak tu każden ichny pod miecza łazić? Nawet dziecia, ja możebnie goblin, aleć nie gulmaka rozumek! - zacietrzewiając się coraz bardziej goblin położył wymownym gestem dłoń na stylisku przytroczonego do pasa topora i widok tego gestu sprawił, że oblicze kapitana Sharata pociemniało jeszcze bardziej.
- Trehant, Skela, chodźta na piwsko, napijma się i możebnie jakowe dziewki chędożnijme na spokojna! Bo te ichne błyskotki, co je wysypać wartaśne trzy kozy, po wachnemu dwa i pół tuzinów halarów. Idźma na piwo, co?
Oktar Detelf podniósł się płynnym sprężystym ruchem na nogi, wpatrzony wciąż w twarz Trehanta, ale zdradzający zaciśniętymi spazmatycznie szczękami i pięściami o pobielałych knykciach duszone w sobie wzburzenie. Ilef Sharat poszedł w ślady dowódcy, wciąż nie spuszczając z goblina wzroku.
- Puśćcie tę rozmowę w niepamięć - wycedził przez zęby pierwszy kapitan Duviku - Człek się czasami myli i opacznie pewne rzeczy czyni, tako się i tutaj stało. Możecie ostać w chatce do wieczora, potem opuśćcie wioskę z Esajanami. Nie ma ci u nas zajazdu, nie potrzebne nam takowe wielkomiejskie zbytki. Mile witani goście mogą się w głąb osady zapuszczać, wyście jednak w ich poczet nie są zaliczeni. Trzymajcie się tego miejsca, a nikt was nie ukrzywdzi. Spróbujcie się po cudzych domostwach kręcić, obwiesimy was jako kradziejów. Spróbujcie dziewki napastować, obwiesimy was jako gwałtowników. O zmierzchu nie ma po was żaden ślad ostać.
Wątek techniczny
Oto odwieczne prawo życia - każda akcja pociąga za soba reakcję. Ludzie pustyni są dumni i honorowi, dlatego trzeba uważać, by im na ów honor nie nadepnąć, tutaj to się jednak stało i nie myślcie, że łatwo to będzie odkręcić. Jesteście w Duviku tolerowanymi przejezdnymi i prawda jest taka, że jeśli Detlef tak zadecyduje, zostaniecie popędzeni precz jeszcze za dnia, w słonecznym żarze, więc jego zgoda na pozostanie do zmroku i tak jest łaskawa. Co do zamiarów kręcenia się po wiosce, ostrzeżenie wydaje się dość czytelne.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Główna ulica Duviku, późne popołudnie czwartego dnia podróży
Uhra zmarszczyła gniewnie czoło zwalniając kroku i posyłając Harmunowi kolejne nieprzychylne spojrzenie.
- Jedno ciem rzeknem, Uhra jestem - wycedziła przez zęby dziewczyna kalecząc remzińską mowę z premedytacją i na złość rozmówcy - Stosuj przetom proszę cię, me miano miast ciągle dziewką mnie zwać.
- I po cóż zara takowe uniesienie? - wzruszył ramionami myśliwy - Jak cię zwać inakszy miałem, jakeś się wcześniej nie przedstawiła, hę? Jam jest z tych, co ich wołanie niewiast z imienia w język nie kole, tedy niechaj będzie Uhra.
Młodziutki neofita westchnął cicho słysząc słowa Harmuna, zerknął natychmiast w stronę swego mentora domyślając się widać w lot, że Duvikanin właśnie wyraził nie do końca pochlebną opinię na temat graamickiego kapłana. Dziewczyna roześmiała się w duchu wyczuwając, że młodzik znalazł się znienacka między młotem i kowadłem, z jednej strony cierpiąc srodze krytykę Brunty, z drugiej nie śmiąc rzec czegokolwiek członkowi duvikańskiej starszyzny.
- Ja za to wiem jak was zwać, bom słowa kapłana zapamiętała - Uhra zdecydowała, że nie czas to i miejsce, by się dalej boczyć, spojrzała na myśliwego bardziej pojednawczym wzrokiem - Wielce mnie zaciekawiły twe słowa o mrówkoludach, Hakanie, rzeknij przeto co więcej o tych stworach, bom nigdy jeszcze żadnego na oczyska nie uwidziała.
- Ja raz jeno i to wiele lat temu - odpowiedział Hakan Harmun - Jako przepatrywacz dla turegańskiej karawany szedłem i żeśmy na skraju gór Hirkitmeszu na ichne poselstwo natrafili, akuratnie do Tureganu ciągnące. Wielce to dziwaczne stwory i wszytko, co się o nich powiada prawdą się zdawa. Pewnikiem przez bogów przeklęci za jakoweś nieznane mi grzechy, wyglądają oni jak krzyżówka człeka z mrówką. Nie patrzaj na mnie takimi wielkimi oczyskami, dziew... Uhro, klnę się na Graama, że to prawda. Nogi ci u nich, a spody od brzuchów niby ludzkie, jeno skóra bardziej grubawa, taka pomarszczona, ale od pasa w górę to potworzaste mrówki, o łebach z czułkami, strasznisty to widok zaprawdę. Nosili dziwaczny oręż, a takowych zbrojów, co tamci mieli, to żem ani wcześniej ani później na oczy nie widział.
- Wzięliście się z nimi za te łeby? - zafascynowana opowieścią myśliwego gwardzistka zwolniła kroku, omal nie zderzając się przy okazji z trzymającym się jej boku i równie zaintrygowanym neofitą - Dybali na wasze życie?
- Nie, przeciem rzekł, że to poselstwo było - pokręcił przecząco głową Harmun - Niektórzy z nich władali naszą mową, wszelako wielce opornie im to szło, bo co rusz syczeli i bekali na dziwaczny sposób, ledwie co które słowo dało się zrozumieć. Pozdrowili nas, o zamiary wypytali, a potem w swoją stronę poszli, jam się zaś okazję miał ichnym śladom przyglądnąć. Dziwaczne odzienie noszą i sandały też jakoweś takie nie takie, przeto żem tydzień temu z okładem długo nie myślał, kiedy na wyżynie na te ślady żem natrafił. Wiatr je już po części zatarł, a po części szli widać po skałach, przeto z tropieniem mi nie wyszło, ale wielce mi się zdawa, że to mrówkoludy były.
Wątek techniczny
Harmun nie wziął sobie cierpkiego początku rozmowy do serca i widać, że odnosi się do Uhry z życzliwą ciekawością. Ponieważ idący przodem kapłani wciąż nad czymś debatują i najwyraźniej spacer nie ma jeszcze doczekać końca, gwardzistka może pociągnąć temat mrówkoludów albo zagadnąć o inny ciekawiący ją wątek, może nawet dla odmiany ponapastować chłopaczka w szacie neofity, który chyba przełamał trochę lęk i aż nazbyt często zerka w stronę szpecących twarz Uhry szram.
Uhra zmarszczyła gniewnie czoło zwalniając kroku i posyłając Harmunowi kolejne nieprzychylne spojrzenie.
- Jedno ciem rzeknem, Uhra jestem - wycedziła przez zęby dziewczyna kalecząc remzińską mowę z premedytacją i na złość rozmówcy - Stosuj przetom proszę cię, me miano miast ciągle dziewką mnie zwać.
- I po cóż zara takowe uniesienie? - wzruszył ramionami myśliwy - Jak cię zwać inakszy miałem, jakeś się wcześniej nie przedstawiła, hę? Jam jest z tych, co ich wołanie niewiast z imienia w język nie kole, tedy niechaj będzie Uhra.
Młodziutki neofita westchnął cicho słysząc słowa Harmuna, zerknął natychmiast w stronę swego mentora domyślając się widać w lot, że Duvikanin właśnie wyraził nie do końca pochlebną opinię na temat graamickiego kapłana. Dziewczyna roześmiała się w duchu wyczuwając, że młodzik znalazł się znienacka między młotem i kowadłem, z jednej strony cierpiąc srodze krytykę Brunty, z drugiej nie śmiąc rzec czegokolwiek członkowi duvikańskiej starszyzny.
- Ja za to wiem jak was zwać, bom słowa kapłana zapamiętała - Uhra zdecydowała, że nie czas to i miejsce, by się dalej boczyć, spojrzała na myśliwego bardziej pojednawczym wzrokiem - Wielce mnie zaciekawiły twe słowa o mrówkoludach, Hakanie, rzeknij przeto co więcej o tych stworach, bom nigdy jeszcze żadnego na oczyska nie uwidziała.
- Ja raz jeno i to wiele lat temu - odpowiedział Hakan Harmun - Jako przepatrywacz dla turegańskiej karawany szedłem i żeśmy na skraju gór Hirkitmeszu na ichne poselstwo natrafili, akuratnie do Tureganu ciągnące. Wielce to dziwaczne stwory i wszytko, co się o nich powiada prawdą się zdawa. Pewnikiem przez bogów przeklęci za jakoweś nieznane mi grzechy, wyglądają oni jak krzyżówka człeka z mrówką. Nie patrzaj na mnie takimi wielkimi oczyskami, dziew... Uhro, klnę się na Graama, że to prawda. Nogi ci u nich, a spody od brzuchów niby ludzkie, jeno skóra bardziej grubawa, taka pomarszczona, ale od pasa w górę to potworzaste mrówki, o łebach z czułkami, strasznisty to widok zaprawdę. Nosili dziwaczny oręż, a takowych zbrojów, co tamci mieli, to żem ani wcześniej ani później na oczy nie widział.
- Wzięliście się z nimi za te łeby? - zafascynowana opowieścią myśliwego gwardzistka zwolniła kroku, omal nie zderzając się przy okazji z trzymającym się jej boku i równie zaintrygowanym neofitą - Dybali na wasze życie?
- Nie, przeciem rzekł, że to poselstwo było - pokręcił przecząco głową Harmun - Niektórzy z nich władali naszą mową, wszelako wielce opornie im to szło, bo co rusz syczeli i bekali na dziwaczny sposób, ledwie co które słowo dało się zrozumieć. Pozdrowili nas, o zamiary wypytali, a potem w swoją stronę poszli, jam się zaś okazję miał ichnym śladom przyglądnąć. Dziwaczne odzienie noszą i sandały też jakoweś takie nie takie, przeto żem tydzień temu z okładem długo nie myślał, kiedy na wyżynie na te ślady żem natrafił. Wiatr je już po części zatarł, a po części szli widać po skałach, przeto z tropieniem mi nie wyszło, ale wielce mi się zdawa, że to mrówkoludy były.
Wątek techniczny
Harmun nie wziął sobie cierpkiego początku rozmowy do serca i widać, że odnosi się do Uhry z życzliwą ciekawością. Ponieważ idący przodem kapłani wciąż nad czymś debatują i najwyraźniej spacer nie ma jeszcze doczekać końca, gwardzistka może pociągnąć temat mrówkoludów albo zagadnąć o inny ciekawiący ją wątek, może nawet dla odmiany ponapastować chłopaczka w szacie neofity, który chyba przełamał trochę lęk i aż nazbyt często zerka w stronę szpecących twarz Uhry szram.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Główna ulica Duviku, późne popołudnie czwartego dnia podróży
Jared Brunta zrobił minę taką jakby obszerna wypowiedź Eitharta odebrała mu mowę, zwłaszcza zaś brutalnie szczera opinia na temat osobistych doświadczeń graamity we współżyciu z białogłowami. Chociaż spalona na głęboki brąz cera starca wydawała się posiadać wcześniej permanentną barwę, gorlamita odniósł wrażenie, że teraz pociemniała na ułamek chwili jeszcze bardziej.
- Ech, grzeszki młodości, wśród nich zaś rozwiązły ozorek i brak szacunku dla siwych głów - powiedział po chwili ciężkiej ciszy duvikański kapłan, postukując dla dodania swym słowom powagi kosturem w kamienne płyty ulicy - Wszelako sam młody byłem, tedy ten jeden raz puszczę w niepamięć tak pochopnie wyrzeczone słowa, młody człeku.
Brunta podniósł wystającą z szerokiego rękawa powłóczystych szat rękę i wskazał nią na kamienny budynek uznany przez Eitharta za karczmę.
- To nie zajazd, cielebuniu drogi, jeno dom posiedzeń, gdzie nasza starszyzna zwykła swą wolę mieszkańcom objawiać - rzekł graamicki kapłan - W Duviku karczmy, a inszego zajazdu nie uświadczysz, tutaj nam takowe rzeczy niepotrzebne. Kto z kim posiedzieć zechce, a piwa się napić, w domu go odwiedza. A jeśli strawa ci potrzebna, wnet kogo przyślę, kto się na gotowaniu zna i wieczerzę sporządzi podług życzenia. Lecz dziwuję się zaprawdę, że w chwili takowej o napełnieniu żołądka myślisz, albowiem wiodę cię na naszych chorych oględziny, a spotkanie z Sanną, kapłanką asteriańską. W tamtej oto uliczce jest wejście do wykuszu, któren w pieczary podziemne wiedzie, gdzieśmy chorobą trapionych złożyli. Tam tera Sanna się o nich troszczy podług moich zaleceń i z pomocą wielu ofiarnych sióstr i braci.
Jared Brunta odwrócił się w miejscu i złożywszy kostur w zgięciu łokcia zaklaskał donośnie. Słysząc ów ostry dźwięk towarzyszący Uhrze neofita podskoczył w miejscu odrywając spojrzenie od Hakana Harmuna.
- Efarze, bieżaj żwawo do Erill i każ jej ubić dwa tłuste wejhury! - polecił stanowczym tonem Brunta - Niechaj zara je oporządzi i piec zacznie, dla starszyzny na wieczerzę, podejmiemy bowiem strawą tego to świątobliwego męża.
- I moich druhów - wtrącił niespodziewanie Eithart, głosem równie stanowczym, co graamicki kapłan - Razem podróżujemy i razem się posilamy, tedy jeśli wieczerzać, to jedynie z nimi u boku.
Jared Brunta milczał przez chwilę wiercąc gorlamitę oczami, potem spojrzał ponownie w stronę Efara.
- Niech Erill jeszcze kozę zarżnie, będzie więcej gości! - zdecydował kapłan przybierając wszelako minę, która pozwalała mniemać, że nie do końca cieszyła go perspektywa wspólnego posiłku z całą przybyłą do Duviku kompaniją.
Wątek techniczny
8ART, wieczerza już się robi, zatem tuszę, iż nie masz żadnych obiekcji ku temu, by zgodnie ze swoją wcześniejszą deklaracją przyjrzeć się teraz w towarzystwie Brunty miejscowym chorym. Droga najwyraźniej już niedaleka, bo wskazana przez Brunte boczna uliczka dochodzi do wykutej w stromej ścianie rozpadliny kapliczki Graama oraz ziejącego tuż obok czernią wielkiego otworu o regularnym kształcie, uformowanym najpewniej przez dłuta, wiodącego w trzewia skał.
Zaproszenie na wieczerzę zgodnie z wcześniejszą deklaracją 8ARTa obejmuje wszystkich członków drużyny, ale gorlamita oczywiście nie ma pojęcia o incydencie, który właśnie miał miejsce w chatce dla gości.
Jared Brunta zrobił minę taką jakby obszerna wypowiedź Eitharta odebrała mu mowę, zwłaszcza zaś brutalnie szczera opinia na temat osobistych doświadczeń graamity we współżyciu z białogłowami. Chociaż spalona na głęboki brąz cera starca wydawała się posiadać wcześniej permanentną barwę, gorlamita odniósł wrażenie, że teraz pociemniała na ułamek chwili jeszcze bardziej.
- Ech, grzeszki młodości, wśród nich zaś rozwiązły ozorek i brak szacunku dla siwych głów - powiedział po chwili ciężkiej ciszy duvikański kapłan, postukując dla dodania swym słowom powagi kosturem w kamienne płyty ulicy - Wszelako sam młody byłem, tedy ten jeden raz puszczę w niepamięć tak pochopnie wyrzeczone słowa, młody człeku.
Brunta podniósł wystającą z szerokiego rękawa powłóczystych szat rękę i wskazał nią na kamienny budynek uznany przez Eitharta za karczmę.
- To nie zajazd, cielebuniu drogi, jeno dom posiedzeń, gdzie nasza starszyzna zwykła swą wolę mieszkańcom objawiać - rzekł graamicki kapłan - W Duviku karczmy, a inszego zajazdu nie uświadczysz, tutaj nam takowe rzeczy niepotrzebne. Kto z kim posiedzieć zechce, a piwa się napić, w domu go odwiedza. A jeśli strawa ci potrzebna, wnet kogo przyślę, kto się na gotowaniu zna i wieczerzę sporządzi podług życzenia. Lecz dziwuję się zaprawdę, że w chwili takowej o napełnieniu żołądka myślisz, albowiem wiodę cię na naszych chorych oględziny, a spotkanie z Sanną, kapłanką asteriańską. W tamtej oto uliczce jest wejście do wykuszu, któren w pieczary podziemne wiedzie, gdzieśmy chorobą trapionych złożyli. Tam tera Sanna się o nich troszczy podług moich zaleceń i z pomocą wielu ofiarnych sióstr i braci.
Jared Brunta odwrócił się w miejscu i złożywszy kostur w zgięciu łokcia zaklaskał donośnie. Słysząc ów ostry dźwięk towarzyszący Uhrze neofita podskoczył w miejscu odrywając spojrzenie od Hakana Harmuna.
- Efarze, bieżaj żwawo do Erill i każ jej ubić dwa tłuste wejhury! - polecił stanowczym tonem Brunta - Niechaj zara je oporządzi i piec zacznie, dla starszyzny na wieczerzę, podejmiemy bowiem strawą tego to świątobliwego męża.
- I moich druhów - wtrącił niespodziewanie Eithart, głosem równie stanowczym, co graamicki kapłan - Razem podróżujemy i razem się posilamy, tedy jeśli wieczerzać, to jedynie z nimi u boku.
Jared Brunta milczał przez chwilę wiercąc gorlamitę oczami, potem spojrzał ponownie w stronę Efara.
- Niech Erill jeszcze kozę zarżnie, będzie więcej gości! - zdecydował kapłan przybierając wszelako minę, która pozwalała mniemać, że nie do końca cieszyła go perspektywa wspólnego posiłku z całą przybyłą do Duviku kompaniją.
Wątek techniczny
8ART, wieczerza już się robi, zatem tuszę, iż nie masz żadnych obiekcji ku temu, by zgodnie ze swoją wcześniejszą deklaracją przyjrzeć się teraz w towarzystwie Brunty miejscowym chorym. Droga najwyraźniej już niedaleka, bo wskazana przez Brunte boczna uliczka dochodzi do wykutej w stromej ścianie rozpadliny kapliczki Graama oraz ziejącego tuż obok czernią wielkiego otworu o regularnym kształcie, uformowanym najpewniej przez dłuta, wiodącego w trzewia skał.
Zaproszenie na wieczerzę zgodnie z wcześniejszą deklaracją 8ARTa obejmuje wszystkich członków drużyny, ale gorlamita oczywiście nie ma pojęcia o incydencie, który właśnie miał miejsce w chatce dla gości.
-
mordimer00
- Reactions:
- Posty: 2226
- Rejestracja: 07 stycznia 2011, 09:44