PBF - Grzechy ojców
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Pieczary pod Duvikiem, późne popołudnie
Obaj kapłani zagłębili się w otchłań skalnej groty, pozostawiając za sobą światło słońca i wkraczając w przyjemnie chłodny podziemny świat rozjaśniany blaskiem wsadzonych w żelazne obejmy łuczyw, płonących tu i ówdzie maźnic oraz ustawionych na skalnych półkach kagankach.
- Czy wiesz, co lub kto przywlókł zarazę do Duviku? - zapytał Eithart wodząc wzrokiem po przechodzących w opadający tunel ścianach groty - Mam dziwne przeczucie, że zaraza i śmierć tej pary na pustyni się jakoś łączą. To nie był zwykły napad, świątobliwy Brunto. Ktoś wylał ich wodę z bukłaków. Niby to nic, ale w tych miejscach wciąż unosiła delikatna magiczna aura, jakowyś ślad po jakimś rytuale albo inszym magii użyciu. Wiele się tutaj dzieje, czcigodny Jaredzie.
- Martwią mnie wielce twe słowa, przyjacielu - odrzekł po chwili namysłu Jared Brunta, ostrożnie stawiając obute w sandały stopy na skalistym podłożu pieczary - Pojęcia nie mam, cóż by to obrzędy były, bo żaden mi na myśl nie przychodzi, gdzie ceremonia nakazuje takowe wody marnotrawienie. Wszelako dręczy mnie ta aura magiczna, to bowiem gotowe dowodzić słuszności podejrzenia, iż padliśmy ofiarą pustynnych upiorów, co je hamsun z Simeonu przywiał.
Eithart nic nie odrzekł słysząc ów koncept, chociaż po głowie chodziły mu różne myśli, oderwał spojrzenie od sędziwego kapłana słysząc z głębi jaskini dźwięk zbliżających się kroków.
I oniemiał, chociaż zdołał wprawnie ukryć swe zaskoczenie pod maską uprzejmego uśmiechu.
Wychodząca z tunelu kobieta odziana była w luźną szatę ściągniętą w pasie plecionym ze skóry paskiem, ale nawet powłóczysty strój nie skrywał do końca kształtnej sylwetki, która na turegańskim rynku niewolnic podbiłaby cenę dziewczyny do niebotycznej stawki. Trzymane w ryzach srebrnym diademem włosy spadały kasztanowymi puklami na ramiona, okalając lśniącymi kędziorami piękną twarz o wysokich kościach policzkowych i dużych, skrzących się inteligencją brązowych oczach. Przód kobiecej szaty pokryty był ciemnymi plamami, które niepokojąco kojarzyły się w kiepskim świetle kaganków z krwią, ale Eithart nie przyglądał się im zbyt długo, czując zakłopotanie widokiem zarysowanych pod cienkim materiałem pełnych piersi nieznajomej.
- Drogi Eitharcie, oto Sanna Wehael, służka Asteriusza i ofiarna dusza niosąca mi w tym trudnym czasie bezcenną wręcz pomoc - oznajmił Jared Brunta wspierając się na swym kosturze i spoglądając na asteriankę wzrokiem, w którym dostrzec można było autentyczne uznanie.
- Pani, bądź pozdrowiona - gorlamita przyłożył prawicę do serca w zwyczajowym pozdrowieniu swego kultu i ponownie się uśmiechnął kącikami ust, bo kasztanowowłosa piękność miast nakreślić obiema rękami znak lirat odwzajemniła pozdrowienie na gorlamicką modłę, przykładając własną dłoń do piersi.
- Bądź pozdrowiony, synu Gorlama - odpowiedziała melodyjnym głosem - Zaiste bogowie nam sprzyjają, że zesłali w potrzebie kapłana Gorlama do tego nieszczęsnego odludnego miejsca. Śpieszysz spojrzeć na chorych?
Obaj kapłani zagłębili się w otchłań skalnej groty, pozostawiając za sobą światło słońca i wkraczając w przyjemnie chłodny podziemny świat rozjaśniany blaskiem wsadzonych w żelazne obejmy łuczyw, płonących tu i ówdzie maźnic oraz ustawionych na skalnych półkach kagankach.
- Czy wiesz, co lub kto przywlókł zarazę do Duviku? - zapytał Eithart wodząc wzrokiem po przechodzących w opadający tunel ścianach groty - Mam dziwne przeczucie, że zaraza i śmierć tej pary na pustyni się jakoś łączą. To nie był zwykły napad, świątobliwy Brunto. Ktoś wylał ich wodę z bukłaków. Niby to nic, ale w tych miejscach wciąż unosiła delikatna magiczna aura, jakowyś ślad po jakimś rytuale albo inszym magii użyciu. Wiele się tutaj dzieje, czcigodny Jaredzie.
- Martwią mnie wielce twe słowa, przyjacielu - odrzekł po chwili namysłu Jared Brunta, ostrożnie stawiając obute w sandały stopy na skalistym podłożu pieczary - Pojęcia nie mam, cóż by to obrzędy były, bo żaden mi na myśl nie przychodzi, gdzie ceremonia nakazuje takowe wody marnotrawienie. Wszelako dręczy mnie ta aura magiczna, to bowiem gotowe dowodzić słuszności podejrzenia, iż padliśmy ofiarą pustynnych upiorów, co je hamsun z Simeonu przywiał.
Eithart nic nie odrzekł słysząc ów koncept, chociaż po głowie chodziły mu różne myśli, oderwał spojrzenie od sędziwego kapłana słysząc z głębi jaskini dźwięk zbliżających się kroków.
I oniemiał, chociaż zdołał wprawnie ukryć swe zaskoczenie pod maską uprzejmego uśmiechu.
Wychodząca z tunelu kobieta odziana była w luźną szatę ściągniętą w pasie plecionym ze skóry paskiem, ale nawet powłóczysty strój nie skrywał do końca kształtnej sylwetki, która na turegańskim rynku niewolnic podbiłaby cenę dziewczyny do niebotycznej stawki. Trzymane w ryzach srebrnym diademem włosy spadały kasztanowymi puklami na ramiona, okalając lśniącymi kędziorami piękną twarz o wysokich kościach policzkowych i dużych, skrzących się inteligencją brązowych oczach. Przód kobiecej szaty pokryty był ciemnymi plamami, które niepokojąco kojarzyły się w kiepskim świetle kaganków z krwią, ale Eithart nie przyglądał się im zbyt długo, czując zakłopotanie widokiem zarysowanych pod cienkim materiałem pełnych piersi nieznajomej.
- Drogi Eitharcie, oto Sanna Wehael, służka Asteriusza i ofiarna dusza niosąca mi w tym trudnym czasie bezcenną wręcz pomoc - oznajmił Jared Brunta wspierając się na swym kosturze i spoglądając na asteriankę wzrokiem, w którym dostrzec można było autentyczne uznanie.
- Pani, bądź pozdrowiona - gorlamita przyłożył prawicę do serca w zwyczajowym pozdrowieniu swego kultu i ponownie się uśmiechnął kącikami ust, bo kasztanowowłosa piękność miast nakreślić obiema rękami znak lirat odwzajemniła pozdrowienie na gorlamicką modłę, przykładając własną dłoń do piersi.
- Bądź pozdrowiony, synu Gorlama - odpowiedziała melodyjnym głosem - Zaiste bogowie nam sprzyjają, że zesłali w potrzebie kapłana Gorlama do tego nieszczęsnego odludnego miejsca. Śpieszysz spojrzeć na chorych?
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
- Tak, przybylem pomoc chorym, wedle najlepszej wiedzy jaka posiadam - oswiadczyl wciaz jeszcze oszolomiony Eithart - ale widze, ze nie bede tu potrzebny - chorzy musza zdrowiec szybciej nizli slonce na pustyni wschodzi majac za opiekuna dame tak zacnej urody, Pani... - wysilil sie na komplement. - Ale do rzeczy. Jaredzie, wprowadziles mnie w pobieznie w sytuacje. Moze wspolnymi silami pomozemy tym nieszczesnikom. Zatem do roboty... Jared ruszyl do przodu. Eithart usmiechnal sie lekko i dwornie podal ramie kaplance - Skad zatem przybywasz Sanno?
Watek techniczny
Z reszta deklaracji wstrzymam sie jeszcze chwile
Watek techniczny
Z reszta deklaracji wstrzymam sie jeszcze chwile
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Chatka dla gości, późne popołudnie
Skela pożegnał niemym kiwnięciem głowy szczupłego wyrostka, który przytargał mu bukłak wody i stał równie milcząco opodal chatki ściskając w dłoni ciśnięte mu monety, najwyraźniej w nadziei na to, że tropiciel zechce kupić coś jeszcze. Kiedy zdecydowany gest przybysza rozwiał te nadzieje, młodzian splunął demonstracyjnie na piasek i zniknął między opłotkami osady.
Mężczyzna odkorkował bukłak, powąchał nieufnie jego zawartość, potem zaś prześlizgnął się obok śpiącego wciąż gulmaka i wlał wodę do ustawionej opodal poideł glinianej misy. Rozebrawszy się do naga i bez żenady prezentując osadzie prężne pośladki umył się starannie, rozkoszując się uczuciem chłodnej wody ściekającej strugami po jego skórze. Odświeżony i przebrany w czyste odzienie, tropiciel wyprał w misie przepocony strój, wywiesił go na deskach zagrody i rozsiadł się w progu domku wyciągając z podróżnej sakwy rulon pergaminów i grafitowy rysik.
Pisanie szło mu nieco niezgrabnie, bo czas spędzony na odczytywaniu pozostawionych na pustyni śladów nijak się miał do sztuki kształtowania ładnego pisma, ale Skela bynajmniej nie czuł się tym zdeprymowany. Przygryzając koniuszek języka kreślił na kartkach koślawe litery składające się w ciągi ciasno ułożonych zdań.
Przerwało mu jakieś dziwne wrażenie, więc przerwał pisanie i podniósł głowę rozglądając się wokół siebie. Instynkt go nie zawiódł, opodal chatki, w cieniu jednego z domostw, stał przyglądający się tropicielowi człowiek. Był to wysoki młody mężczyza, szczupły i jasnowłosy, wyróżniający się dzięki barwie włosów spośród ciemnowłosych tubylców. Jego skóra też była jaśniejsza o kilka tonów, a niebieskie oczy zdawały się świdrować Skelę niczym ostrza myśliwskich włóczni.
Tropiciel uniósł dłoń w geście pozdrowienia, ale młodzieniec nawet nie drgnął, wciąż taksując go bacznym wzrokiem. Skela odłożył na bok pergaminy, zdecydowany skorzystać z okazji i podpytać przechodnia o kilka ciekawiących go spraw.
- Pozwól bliżej, człeku - zawołał siląc się na przyjazny ton i wstając z progu - Porozprawiajmy nieco.
Niebieskooki młodzieniec nie drgnął jeszcze przez chwilę, słowem się też nie odezwał, w pewnej zaś chwili po prostu odwrócił się na pięcie i odszedł w głąb osady znikając pomiędzy domkami. Skela zmełł w ustach przekleństwo, obrzucił wzrokiem swe senne od letniego skwaru otoczenie szukając innego mieszkańca osady, być może bardziej skorego do rozmowy od swego poprzednika, nikogo jednak nie dostrzegł prócz budzących się powoli esajańskich wozaków, czyniących zwyczajowy harmider pełen sprośnych wyzwisk i złośliwych docinków.
Wątek techniczny
Venarze, w bezpośrednim otoczeniu chatki teraz nikogo nie uświadczysz, to pora zarezerwowana generalnie na sjestę. Możesz się przespacerować do Esajan i wdając się z nimi w gadkę wciąż będziesz miał pełen podgląd na Waszą chatkę, nikt się tam bez Twojej wiedzy nie prześlizgnie. Chcąc dopaść któregoś z miejscowych będziesz musiał albo bardzo gośno krzyczeć albo zapuścić się w głąb wioski (ale bez obaw, Oktar Detelf i Ilef Sharat gdzieś zniknęli, może nie będą od razu wieszać).
Skela pożegnał niemym kiwnięciem głowy szczupłego wyrostka, który przytargał mu bukłak wody i stał równie milcząco opodal chatki ściskając w dłoni ciśnięte mu monety, najwyraźniej w nadziei na to, że tropiciel zechce kupić coś jeszcze. Kiedy zdecydowany gest przybysza rozwiał te nadzieje, młodzian splunął demonstracyjnie na piasek i zniknął między opłotkami osady.
Mężczyzna odkorkował bukłak, powąchał nieufnie jego zawartość, potem zaś prześlizgnął się obok śpiącego wciąż gulmaka i wlał wodę do ustawionej opodal poideł glinianej misy. Rozebrawszy się do naga i bez żenady prezentując osadzie prężne pośladki umył się starannie, rozkoszując się uczuciem chłodnej wody ściekającej strugami po jego skórze. Odświeżony i przebrany w czyste odzienie, tropiciel wyprał w misie przepocony strój, wywiesił go na deskach zagrody i rozsiadł się w progu domku wyciągając z podróżnej sakwy rulon pergaminów i grafitowy rysik.
Pisanie szło mu nieco niezgrabnie, bo czas spędzony na odczytywaniu pozostawionych na pustyni śladów nijak się miał do sztuki kształtowania ładnego pisma, ale Skela bynajmniej nie czuł się tym zdeprymowany. Przygryzając koniuszek języka kreślił na kartkach koślawe litery składające się w ciągi ciasno ułożonych zdań.
Przerwało mu jakieś dziwne wrażenie, więc przerwał pisanie i podniósł głowę rozglądając się wokół siebie. Instynkt go nie zawiódł, opodal chatki, w cieniu jednego z domostw, stał przyglądający się tropicielowi człowiek. Był to wysoki młody mężczyza, szczupły i jasnowłosy, wyróżniający się dzięki barwie włosów spośród ciemnowłosych tubylców. Jego skóra też była jaśniejsza o kilka tonów, a niebieskie oczy zdawały się świdrować Skelę niczym ostrza myśliwskich włóczni.
Tropiciel uniósł dłoń w geście pozdrowienia, ale młodzieniec nawet nie drgnął, wciąż taksując go bacznym wzrokiem. Skela odłożył na bok pergaminy, zdecydowany skorzystać z okazji i podpytać przechodnia o kilka ciekawiących go spraw.
- Pozwól bliżej, człeku - zawołał siląc się na przyjazny ton i wstając z progu - Porozprawiajmy nieco.
Niebieskooki młodzieniec nie drgnął jeszcze przez chwilę, słowem się też nie odezwał, w pewnej zaś chwili po prostu odwrócił się na pięcie i odszedł w głąb osady znikając pomiędzy domkami. Skela zmełł w ustach przekleństwo, obrzucił wzrokiem swe senne od letniego skwaru otoczenie szukając innego mieszkańca osady, być może bardziej skorego do rozmowy od swego poprzednika, nikogo jednak nie dostrzegł prócz budzących się powoli esajańskich wozaków, czyniących zwyczajowy harmider pełen sprośnych wyzwisk i złośliwych docinków.
Wątek techniczny
Venarze, w bezpośrednim otoczeniu chatki teraz nikogo nie uświadczysz, to pora zarezerwowana generalnie na sjestę. Możesz się przespacerować do Esajan i wdając się z nimi w gadkę wciąż będziesz miał pełen podgląd na Waszą chatkę, nikt się tam bez Twojej wiedzy nie prześlizgnie. Chcąc dopaść któregoś z miejscowych będziesz musiał albo bardzo gośno krzyczeć albo zapuścić się w głąb wioski (ale bez obaw, Oktar Detelf i Ilef Sharat gdzieś zniknęli, może nie będą od razu wieszać).
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Kapliczka Graama, późne popołudnie
Uhra odprowadziła spojrzeniem obu kapłanów, dopóki nie zniknęli w mroku pieczary, potem zaś podeszła żwawym krokiem do wciśniętego plecami w skałę obłąkańca, za plecami słysząc tupot butów Hakana Harmuna.
- Jeno z nim obyczajnie, Uhro - przestrzegł ją duvikański myśliwy - Pamiętaj, że to mój ziomek, tedy nie lza mu ubliżać ani kijkiem go drażnić.
- Bądźcie spokojnie, Hakanie, przecie go nie ukrzywdzę - parsknęła dziewczyna słysząc zastrzeżenia Duvikanina - Przyglądnąć mu się jeno chcę, a przecie to nie boli, prawda?
Widząc paskudnie oszpeconą gwardzistkę Reges Tragar przestał obijać głową skały, znieruchomiał z rozdziawioną gębą spozierając na dziewczynę iście jak na dżina albo jaką wężowowłosą nagę.
- O jakich wy grzechach ojców gadacie? - odezwała się Uhra wypowiadając słowa powoli i wyraźnie, niczym do małego dziecka - Co za upiór pustyni miałby się tu pojawić i czyją krew spijać?
Oczy szaleńca rozbłysnęły, zaiskrzyły się chorą fascynacją, a przez głowę Uhry przemknęła myśl, że być może jest pierwszą osobą w tym miejscu, która obłąkańca w ogóle o coś zapytała.
- Upir straszniście upirzasty! - wrzasnął nieszczęsny Duvikanin - Krwiopijca z zaświatów, z krzywdy zrodzony, przez bogów nasłany! Ojcowie zgrzeszli, dzieciska zapłacą! Z wszystkich krew utoczy, potem krwawym, a krwawym sikaniem!
- Biedakowi się zdawa, że choroba przez złego ducha przywleczona tu została - objaśnił Harmun - Świątobliwy Brunta coś przebąkiwał, że pustynna burza sprzed tygodnia, co od strony Simeonu przyszła, takowym duchem mogła być splugawiona, tedy może jakowyś jego opar nas owionął?
- A wy też tak myślicie, Hakanie? - gwardzistka przeniosła spojrzenie na myśliwego, toteż siłą rzeczy przegapiła nagły ruch Regesa. Śliniąc się nieco i przewracając oczami tak, że widać mu było białka mężczyzna ucapił dziewczynę za nogawkę, tarmosząc ją i potrząsając tak jakby chciał Uhrę pozbawić odzienia.
- Czego ty, czego?! - fuknęła gwardzistka próbując wyzwolić się z zadziwiająco silnego uścisku - Puszczaj, bo nie wytrzymam i palnę!
- Puść, Reges, bo wieczerzy nie dostaniesz! - huknął Hakan Harmun postępując krok do przodu. Obłąkaniec natychmiast uwolnił nogawkę, przywarł ponownie plecami do skały przerażony śmiertelnie, choć nie sposób było orzec, czy bardziej obawiał się lania spuszczonego przez gwardzistkę czy perspektywy pójścia spać z pustym brzuchem.
- Wybacz mu, Uhro, czasami go ponosi - dodał Harmun przepraszającym tonem - Wszelako to człek dobrego serca i serdecznym był nam przyjacielem za czasów, kiedy jeszcze na rozumie nie szwankował.
- Wybaczam, wybaczam - odpowiedziała kobieta cofając się na wszelki wypadek o kilka kroków od Regesa - Jeno niech moje szarawary w spokoju ostawi, a nic mu nie grozi.
- Bogowie wielce zagniewani! - oświadczył obłąkaniec chowając twarz na wszelki wypadek w dłonie i zerkając na Uhrę przez szparki między palcami - Niewinnie krew rozlana o pomstę woła, a na dziczy głodne uszyska słuchają! Jak posłyszą, przyjdą pomścić!
- Coś temu biedakowi zrobiła, że teraz o pomstę wzywa? - za plecami Uhry rozległ się znajomy głos, na poły zasępiony i śmiertelnie poważny, na poły szczerze zaciekawiony. Gwardzistka obejrzała się ponad ramieniem i ujrzała nadchodzącego szybkim krokiem Trehanta, spoglądającego uważnie na Regesa.
- W łepetynce mu się pomieszało, nieborakowi - wzruszyła ramionami dziewczyna - Palcem żem go nie tknęła, on mnie za to za nogawkę wytarmosił. Poczekaj, cosik jeszcze chcę spytać. I jak takiego upira ubić by można było?
- Któż to wie, Uhro? - odparł Hakan Harmun - Kim my jesteśmy, by o takowych sprawach wiedzieć? Pewnikiem magicznym orężem i wodą święconą, wszelako tutaj najlepiej chyba będzie świątobliwego Bruntę o radę pytać, człek to uczony w księgach i wielce mądry we wszelakich materyjach. Jeśli to prawdziwie upiór, a nie zwykła choroba.
- A Eithart pewnie z czcigodnym Bruntą? - zapytał Trehant odrywając w kocu wzrok od szalonego Duvikanina - I gdzie oni teraz są?
Wątek techniczny
Uff, ponownie zeszły się ścieżki dwójki z naszych bohaterów! Uhra i Trehant znajdują się teraz przed wejściem do podziemnych pieczar, przy kapliczce Graama, w towarzystwie Hakana Harmuna i szalonego Regesa. Czekam na dalsze deklaracje działań tej pary, a tymczasem z góry przepraszam tych graczy, którzy się dzisiaj nie doczekali swoich aktualizacji. Czasami natłok codziennych zajęć sprawia, że nie wystarcza mi czasu na napisanie wszystkich updatów, stąd niektórzy BG moga się poczuć nieszczęśliwie pominięci. Na razie będę starał się updatować w miarę możliwości, w przyszłym będę miał wolne praktycznie wszystkie wieczory, więc wtedy tempo postowania będzie podwojone.
Uhra odprowadziła spojrzeniem obu kapłanów, dopóki nie zniknęli w mroku pieczary, potem zaś podeszła żwawym krokiem do wciśniętego plecami w skałę obłąkańca, za plecami słysząc tupot butów Hakana Harmuna.
- Jeno z nim obyczajnie, Uhro - przestrzegł ją duvikański myśliwy - Pamiętaj, że to mój ziomek, tedy nie lza mu ubliżać ani kijkiem go drażnić.
- Bądźcie spokojnie, Hakanie, przecie go nie ukrzywdzę - parsknęła dziewczyna słysząc zastrzeżenia Duvikanina - Przyglądnąć mu się jeno chcę, a przecie to nie boli, prawda?
Widząc paskudnie oszpeconą gwardzistkę Reges Tragar przestał obijać głową skały, znieruchomiał z rozdziawioną gębą spozierając na dziewczynę iście jak na dżina albo jaką wężowowłosą nagę.
- O jakich wy grzechach ojców gadacie? - odezwała się Uhra wypowiadając słowa powoli i wyraźnie, niczym do małego dziecka - Co za upiór pustyni miałby się tu pojawić i czyją krew spijać?
Oczy szaleńca rozbłysnęły, zaiskrzyły się chorą fascynacją, a przez głowę Uhry przemknęła myśl, że być może jest pierwszą osobą w tym miejscu, która obłąkańca w ogóle o coś zapytała.
- Upir straszniście upirzasty! - wrzasnął nieszczęsny Duvikanin - Krwiopijca z zaświatów, z krzywdy zrodzony, przez bogów nasłany! Ojcowie zgrzeszli, dzieciska zapłacą! Z wszystkich krew utoczy, potem krwawym, a krwawym sikaniem!
- Biedakowi się zdawa, że choroba przez złego ducha przywleczona tu została - objaśnił Harmun - Świątobliwy Brunta coś przebąkiwał, że pustynna burza sprzed tygodnia, co od strony Simeonu przyszła, takowym duchem mogła być splugawiona, tedy może jakowyś jego opar nas owionął?
- A wy też tak myślicie, Hakanie? - gwardzistka przeniosła spojrzenie na myśliwego, toteż siłą rzeczy przegapiła nagły ruch Regesa. Śliniąc się nieco i przewracając oczami tak, że widać mu było białka mężczyzna ucapił dziewczynę za nogawkę, tarmosząc ją i potrząsając tak jakby chciał Uhrę pozbawić odzienia.
- Czego ty, czego?! - fuknęła gwardzistka próbując wyzwolić się z zadziwiająco silnego uścisku - Puszczaj, bo nie wytrzymam i palnę!
- Puść, Reges, bo wieczerzy nie dostaniesz! - huknął Hakan Harmun postępując krok do przodu. Obłąkaniec natychmiast uwolnił nogawkę, przywarł ponownie plecami do skały przerażony śmiertelnie, choć nie sposób było orzec, czy bardziej obawiał się lania spuszczonego przez gwardzistkę czy perspektywy pójścia spać z pustym brzuchem.
- Wybacz mu, Uhro, czasami go ponosi - dodał Harmun przepraszającym tonem - Wszelako to człek dobrego serca i serdecznym był nam przyjacielem za czasów, kiedy jeszcze na rozumie nie szwankował.
- Wybaczam, wybaczam - odpowiedziała kobieta cofając się na wszelki wypadek o kilka kroków od Regesa - Jeno niech moje szarawary w spokoju ostawi, a nic mu nie grozi.
- Bogowie wielce zagniewani! - oświadczył obłąkaniec chowając twarz na wszelki wypadek w dłonie i zerkając na Uhrę przez szparki między palcami - Niewinnie krew rozlana o pomstę woła, a na dziczy głodne uszyska słuchają! Jak posłyszą, przyjdą pomścić!
- Coś temu biedakowi zrobiła, że teraz o pomstę wzywa? - za plecami Uhry rozległ się znajomy głos, na poły zasępiony i śmiertelnie poważny, na poły szczerze zaciekawiony. Gwardzistka obejrzała się ponad ramieniem i ujrzała nadchodzącego szybkim krokiem Trehanta, spoglądającego uważnie na Regesa.
- W łepetynce mu się pomieszało, nieborakowi - wzruszyła ramionami dziewczyna - Palcem żem go nie tknęła, on mnie za to za nogawkę wytarmosił. Poczekaj, cosik jeszcze chcę spytać. I jak takiego upira ubić by można było?
- Któż to wie, Uhro? - odparł Hakan Harmun - Kim my jesteśmy, by o takowych sprawach wiedzieć? Pewnikiem magicznym orężem i wodą święconą, wszelako tutaj najlepiej chyba będzie świątobliwego Bruntę o radę pytać, człek to uczony w księgach i wielce mądry we wszelakich materyjach. Jeśli to prawdziwie upiór, a nie zwykła choroba.
- A Eithart pewnie z czcigodnym Bruntą? - zapytał Trehant odrywając w kocu wzrok od szalonego Duvikanina - I gdzie oni teraz są?
Wątek techniczny
Uff, ponownie zeszły się ścieżki dwójki z naszych bohaterów! Uhra i Trehant znajdują się teraz przed wejściem do podziemnych pieczar, przy kapliczce Graama, w towarzystwie Hakana Harmuna i szalonego Regesa. Czekam na dalsze deklaracje działań tej pary, a tymczasem z góry przepraszam tych graczy, którzy się dzisiaj nie doczekali swoich aktualizacji. Czasami natłok codziennych zajęć sprawia, że nie wystarcza mi czasu na napisanie wszystkich updatów, stąd niektórzy BG moga się poczuć nieszczęśliwie pominięci. Na razie będę starał się updatować w miarę możliwości, w przyszłym będę miał wolne praktycznie wszystkie wieczory, więc wtedy tempo postowania będzie podwojone.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Pieczary pod Duvikiem, późne popołudnie
Sanna Wehael poprawiła wiszącą na ramieniu sakwę, docisnęła długimi palcami wysunięty częściowo z futerału flet, przytroczony do sakwy pośród licznych skórzanych woreczków roztaczających w powietrzu charakterystyczny zapach ziół.
- Niby kapłan, a mowa do niewiast iście jak u rycerza - uśmiechnęła się lekko asterianka, ale uśmiech ten, chociaż w oczach Eitharta czarowny, zgasł niemal natychmiast zastąpiony wyrazem bezbrzeżnego znużenia - Świeżego powietrza chciałam zaczerpnąć, lecz skoro mój gorlamicki brat chce spojrzeć na chorych, powrócę tam razem z wami, świątobliwi mężowie.
- Czcigodny Eithart biegły jest w znajomości dzieł traktujących o teorii czterech waporów - oświadczył Jared Brunta wprawiając gorlamitę w starannie ukryte zmieszanie - Skorośmy zatem zgodni w podejrzeniach, gdzie źródło choroby leży, tym razem może zdołamy ją zatrzymać.
- Zatrzymać? - powtórzył Eithart - Zatem wciąż się szerzy?
- Niestety to prawda - skinęła głową asterianka - Lecz postępujemy w myśl zaleceń Sahadryla z Gidearu i zdawać się zaczyna, że plaga wytraca swój okrutny bieg.
- W pieczarach chłodno jest niebywale, zwłaszcza na samiuśkim dole - dodał Brunta - W takim zimnie trzymani, chorzy nie pocą się zbyt obficie, a przez to wapory nie szerzą się wśród zdrowych. Pomocnicy nasi i my sami maski nosili, w mieszance leczniczych ziół namaczane, przeto niewielu z nas się do tej pory zaraziło.
- Racz zaspokoić mą zdrożną być może ciekawość, bracie, i opowiedz coś o swoich medycznych doświadczeniach - poprosiła Sanna Wehael ujmując Eitharta pod ramię, aby uniknąć poślizgnięcia na cienkiej warstewce piasku pokrywającej dno pieczary - Ja sama nie jestem w tej materii doświadczona, aczkolwiek wiele widziałam i korzystając ze światłych rad kapłana takiego jak czcigodny Brunta wiele mogę zdziałać.
- Próbowaliście zatem leczyć magią? - zapytał prędko Eithart, starając się zmienić nieco bieg rozmowy i uniknąć ujawnienia znikomej znajomości w sztuce leczenia zakaźnych chorób.
- Próbowaliśmy - pokiwał głową Jared Brunta zapuszczając się we wiodący coraz niżej w skalny masyw tunel, gładko obrobiony dzierżącymi dłuta pracowitymi dłońmi przodków dzisiejszych Duvikan - Wszelako ta plaga zdawa się wysoce odporna na magiczne potraktowanie, zaklęcia lecznicze prędzej ją spowalniają niźli całkiem leczą... teraz zaś całkiem tego zaprzestaliśmy...
- Czemu? - spytał Eithart unosząc brwi, dzieląc uwagę pomiędzy konwersację oraz przyjemne doznania płynące z silnego uścisku trzymającej go pod ramię kasztanowowłosej piękności.
- Cóż... - chrząknął Brunta okazując silnie zmieszanie - Cóż, to niezbyt zasobna osada, tedy wszytkiego tu brakuje, iście zaś tego, co jeno w wielkich miastach, a świątyniach zdobyć można...
- Świątobliwy Jaredzie, wszak nie sromota się przyznać, że nie mamy już czym leczyć - wybawiła kleryka z opresji Sanna Wehael - Mus ci wiedzieć, Eitharcie, że nasze amulety pustkami świecą, taki przykry los nas obojga. Czcigodny Brunta gotów był z największego poświęcenia własnym życiem i zdrowiem za magiczną moc płacić, ale rada starszych bezwzględnie mu tego zabroniła, gdybyśmy bowiem jego utracili, pewnie byśmy wszyscy na pomór byli skazani.
- Jam zaś zabronił czerpać moc z własnego ciała Sannie - dodał natychmiast duvikański kapłan - Iście nie wybaczyłby mi tego Graam, gdybym jej na to zezwolił, nawet jeśli to innowierczyni.
Eithart przygryzł usta uświadamiając sobie coraz bardziej dramatyczną sytuację mieszkańców Duviku, w tej samej jednak chwili tunel urwał się przechodząc w wysoko sklepioną chłodną pieczarę rozświetloną jaskrawo dziesiątkami pochodni, świec i kaganków.
A widok tego, co się w niej znajdowało odebrał Eithartowi mowę i dech pospołu. Gorlamicki kleryk zapomniał w jednej chwili o sędziwym Bruncie, o pięknej asteriance i nawet swym imieniu, łapiąc się jedną ręką za skalną ścianę, aby nie upaść pod wpływem doznanego wstrząsu.
Sanna Wehael poprawiła wiszącą na ramieniu sakwę, docisnęła długimi palcami wysunięty częściowo z futerału flet, przytroczony do sakwy pośród licznych skórzanych woreczków roztaczających w powietrzu charakterystyczny zapach ziół.
- Niby kapłan, a mowa do niewiast iście jak u rycerza - uśmiechnęła się lekko asterianka, ale uśmiech ten, chociaż w oczach Eitharta czarowny, zgasł niemal natychmiast zastąpiony wyrazem bezbrzeżnego znużenia - Świeżego powietrza chciałam zaczerpnąć, lecz skoro mój gorlamicki brat chce spojrzeć na chorych, powrócę tam razem z wami, świątobliwi mężowie.
- Czcigodny Eithart biegły jest w znajomości dzieł traktujących o teorii czterech waporów - oświadczył Jared Brunta wprawiając gorlamitę w starannie ukryte zmieszanie - Skorośmy zatem zgodni w podejrzeniach, gdzie źródło choroby leży, tym razem może zdołamy ją zatrzymać.
- Zatrzymać? - powtórzył Eithart - Zatem wciąż się szerzy?
- Niestety to prawda - skinęła głową asterianka - Lecz postępujemy w myśl zaleceń Sahadryla z Gidearu i zdawać się zaczyna, że plaga wytraca swój okrutny bieg.
- W pieczarach chłodno jest niebywale, zwłaszcza na samiuśkim dole - dodał Brunta - W takim zimnie trzymani, chorzy nie pocą się zbyt obficie, a przez to wapory nie szerzą się wśród zdrowych. Pomocnicy nasi i my sami maski nosili, w mieszance leczniczych ziół namaczane, przeto niewielu z nas się do tej pory zaraziło.
- Racz zaspokoić mą zdrożną być może ciekawość, bracie, i opowiedz coś o swoich medycznych doświadczeniach - poprosiła Sanna Wehael ujmując Eitharta pod ramię, aby uniknąć poślizgnięcia na cienkiej warstewce piasku pokrywającej dno pieczary - Ja sama nie jestem w tej materii doświadczona, aczkolwiek wiele widziałam i korzystając ze światłych rad kapłana takiego jak czcigodny Brunta wiele mogę zdziałać.
- Próbowaliście zatem leczyć magią? - zapytał prędko Eithart, starając się zmienić nieco bieg rozmowy i uniknąć ujawnienia znikomej znajomości w sztuce leczenia zakaźnych chorób.
- Próbowaliśmy - pokiwał głową Jared Brunta zapuszczając się we wiodący coraz niżej w skalny masyw tunel, gładko obrobiony dzierżącymi dłuta pracowitymi dłońmi przodków dzisiejszych Duvikan - Wszelako ta plaga zdawa się wysoce odporna na magiczne potraktowanie, zaklęcia lecznicze prędzej ją spowalniają niźli całkiem leczą... teraz zaś całkiem tego zaprzestaliśmy...
- Czemu? - spytał Eithart unosząc brwi, dzieląc uwagę pomiędzy konwersację oraz przyjemne doznania płynące z silnego uścisku trzymającej go pod ramię kasztanowowłosej piękności.
- Cóż... - chrząknął Brunta okazując silnie zmieszanie - Cóż, to niezbyt zasobna osada, tedy wszytkiego tu brakuje, iście zaś tego, co jeno w wielkich miastach, a świątyniach zdobyć można...
- Świątobliwy Jaredzie, wszak nie sromota się przyznać, że nie mamy już czym leczyć - wybawiła kleryka z opresji Sanna Wehael - Mus ci wiedzieć, Eitharcie, że nasze amulety pustkami świecą, taki przykry los nas obojga. Czcigodny Brunta gotów był z największego poświęcenia własnym życiem i zdrowiem za magiczną moc płacić, ale rada starszych bezwzględnie mu tego zabroniła, gdybyśmy bowiem jego utracili, pewnie byśmy wszyscy na pomór byli skazani.
- Jam zaś zabronił czerpać moc z własnego ciała Sannie - dodał natychmiast duvikański kapłan - Iście nie wybaczyłby mi tego Graam, gdybym jej na to zezwolił, nawet jeśli to innowierczyni.
Eithart przygryzł usta uświadamiając sobie coraz bardziej dramatyczną sytuację mieszkańców Duviku, w tej samej jednak chwili tunel urwał się przechodząc w wysoko sklepioną chłodną pieczarę rozświetloną jaskrawo dziesiątkami pochodni, świec i kaganków.
A widok tego, co się w niej znajdowało odebrał Eithartowi mowę i dech pospołu. Gorlamicki kleryk zapomniał w jednej chwili o sędziwym Bruncie, o pięknej asteriance i nawet swym imieniu, łapiąc się jedną ręką za skalną ścianę, aby nie upaść pod wpływem doznanego wstrząsu.
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
- W najgorszych przypadkach możemy stworzyć krąg witalności, a wtedy gdy nas troje w nim stanie, osłabienie nikłe będzie... - ostrożnie zasugerował gorlamita - Lecz zaiste wiele i w ten sposób nie zdziałamy. A mój amulet także świeci pustkami, choć w czarnej godzinie nie zawacham się ratować czyjegoś życia. Spytałaś Sanno o me medyczne dośwaidczenia. Ksiąg uczonych kilka przeczytałem: Ot choćby wspomnianego Sahardyla, przez dzieła Iskruba Starszego o ranach wojennych po Labina z Urth o gnatów składaniu i muszę przyznać szczerze - Eithart podrapał się po głowie, próbując ukryć zawstydzenie - że wiecej ja wojaków pocerował i do kupy poskładał niźli chorych widział, a co dopiero... urwał w pół zdania kapłan. W tymże bowiem momencie tunel urwał się przechodząc w wysoko sklepioną chłodną pieczarę rozświetloną jaskrawo dziesiątkami pochodni, świec i kaganków.
A widok tego, co się w niej znajdowało odebrał Eithartowi mowę i dech pospołu. Gorlamicki kleryk zapomniał w jednej chwili o sędziwym Bruncie, o pięknej asteriance i nawet swym imieniu, łapiąc się jedną ręką za skalną ścianę, aby nie upaść pod wpływem doznanego wstrząsu...
A widok tego, co się w niej znajdowało odebrał Eithartowi mowę i dech pospołu. Gorlamicki kleryk zapomniał w jednej chwili o sędziwym Bruncie, o pięknej asteriance i nawet swym imieniu, łapiąc się jedną ręką za skalną ścianę, aby nie upaść pod wpływem doznanego wstrząsu...
"Kapłoni do chorych poleźli ich opatrzyc, a ja jako że ani kapłon ni mężczyzna przeto tu zostać musiałam. Poznaj Hakana Harmuna, tutejszego.. łowczego?.. zwiadowcę. Powiedział mi rzecz ciekawą , że wędrowcow zabić mogłu mrókoludy, znasz ty takie stworzenia? A ten szaleniec ma zaprawde wielce ciekawa myśl, że zaraze przywlekł zły duch..." odpowiedziałam przyglądając się szaleńcowi, czy cus jeszcze ciekawego nie rzuci. Jego pomysł z upirem jest ciekawsza niż wersja z trzęsawicą macicy, czy czymś tam podobnym.
- Witaj Hakanie. Miło mi spotkać fachowca zaprawionego w wędrówkach po terenach, gdzie natura nie dała się ujarzmić. Mrówkoludy? Arkany? Ale po co? Ci nieszczęśnicy byli raczej ubodzy i poza zwykłą chęcią mordu widzę tylko jedną przyczynę ich zabicia: musieli wiedzieć coś, co powiedziane do odpowiednich uszu byłoby nie na rękę sprawcom... Zaraza... hm, oby Eithart szybko wrócił, bo mam wam pilne wieści do przekazania.
Mój skromny dorobek jako gracza w PBF: http://www.krysztalyczasu.pl/nickpage.php?user=35
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Główna ulica Duviku, późne popołudnie
Mordil podniósł w górę czarnopiórą strzałę, obejrzał ją uważnie zmrużonymi oczami, obmacał kciukiem grot sprawdzając ostrość metalu.
- Wezmta dwa pęki - oznajmił łaskawym tonem goblin, obracając strzałę w palcach - Widnują na dobrzaste. I wody bukłak też wezmta. Jeno wpierwi z ceną zejta niecawo.
Barbur Durmak rozwinął jedno z wyniesionych z domostwa zawiniątek odsłaniając przykryte dotąd płachtą materiału strzały, odliczył skrupulatnie dwadzieścia sztuk, a potem z lekkim uśmiechem na ustach dołożył barbarzyńcy jeszcze pięć.
- Niechaj tak będzie, że dla uczczenia naszej znajomości dołożę te parę za darmo - oznajmił duvikański handlarz - A wodę maści tutaj, aż miło w saku bulgocze.
Mordil odebrał z rąk Durmaka pięciolitrowy bukłak, zarzucił go na ramię uśmiechając się jednocześnie coraz szerzej, do głowy przysedł mu bowiem pewien przedni w jego mniemaniu żart. Przybierając ponownie niewinną minę goblin sięgnął do woreczka z suszonymi owadami, wyciągnął z niego dwa zdechłe wije i wsadziwszy pierwszego z nich w usta podał drugiego swemu rozmówcy.
- Trochę ostry w smaku - oznajmił Durmak przełknąwszy pierwszy kęs, a uśmiech Mordila zniknął zastąpiony grymasem szczerego rozczarowania. Pracując żwawo szczękami Duvikanin pogryzł robaka na kawałeczki i przełknął je na raz ocierając wargi rękawem koszuli. Widząc to goblin schował natychmiast woreczek z resztą zapasu, zazdrosnym gestem, który przywołał cień uśmiechu na znużoną twarz handlarza.
- Cztery halary będą i może lepiej w złocie albo srebrze, buty masz mocno znoszone, komu bym je potem sprzedał - zaznaczył Durmak sposobiąc się do zainkasowania należności. Goblin sięgnął do kieszonki w swej kapotce, wyciągnął z niej garść srebrnych remzińskich terachów, przeliczył pieniądze ze zmarszczonym czołem i wystawionym pod wpływem zaaferowania językiem.
- Jakeś terachnie bogatsiejszy, łyknijta ze mną po łyczku - zaproponował Mordil oddawszy Duvikaninowi odliczone monety i sięgnąwszy po mniejszy wiszący u pasa bukłak odkorkował go wprawnie. W powietrzu rozszedł się natychmiast zapach silnego alkoholu.
- Jeden łyczek może być - zgodził się Barbuk Durmak kucając w cieniu niskiego murku obok goblina i ujmując oburącz podane mu naczynie. Pierwszy łyk odebrał mężczyźnie dech i normalną barwę twarzy, ale podobnie jak w przypadku wija, i tym razem handlarz wyszedł z opresji obronną ręką, szybko odzyskując oddech i mowę.
- Ależ mocne! - syknął oddając bukłak goblinowi - W gardle pali jak roztopiony metal!
Mordil zarechotał cicho, napił się samemu, po czym wyciągnął nogi na piasku opierając się plecami o gliniany murek. Chociaż sprawiał zupełnie rozleniwionego, jego zmrużone oczy cały czas wyparywały śladu obecności któregoś z rozdrażnionych duvikańskich kapitanów.
- Jak my jużta tako siadujemy, rzeknijta, co tu się w sioło wydarzuje? - zagaił rozmowę barbarzyńca, wyczuwając życzliwe zainteresowanie handlarza i gotowiąc się tym razem na wszelkie konieczne uprzejmości, by tylko nie zrazić człowieka przedwcześnie do siebie.
- Ano źle się dzieje - mruknął ściszonym głosem Barbur Durmak - Bogowie chyba niechętni nam się stali i karę za karą zsyłają.
- Jam słychował - pokiwał głową goblin - A tamte ichne w kopalni stracowane? Czemu wy ichnych nie szukajta?
- Luan i reszta górników? - zniżył głos jeszcze bardziej handlarz, a w jego ton wkradła się silna nuta złości i frustracji - Kapłan nasz, świątobliwy Brunta, surowo zakazał, chociaż kapitanowie nalegali. Nie znasz ty chyba naszych kapitanów, co? Ludzie to spokojni na co dzień i uprzejmi dla innych, ale teraz jako rozjuszone wasihany latają po całej osadzie, fukają na wszytkich.
- A czemu wachny modlacz zabroniwał? - zapytał z leciutkim zdziwieniem Mordil podając Durmakowi ponownie bukłak z gorzałką. Duvikanin upił spory łyk i zaczął mówić głosem tak cichym, że goblin musiał przechylić głowę w stronę mężczyzny, im dłużej zaś słuchał, tym większa brała go ochota na to, by wypić resztę gorzałki za jednym zamachem.
Wątek techniczny
Mordimerze, zapłaciłeś za zakupy 4 złt, masz bukłak wody i 25 strzał. Znajomość z Barburem Durmakiem rozwija się o niebo lepiej niż z kapitanami. Co zamierasz zrobić, kiedy gorzałka się już skończy? Tylko nie śpiewaj po pijaku, bo Cię wtedy Oktar powiesi na profanowanie sztuki
Mordil podniósł w górę czarnopiórą strzałę, obejrzał ją uważnie zmrużonymi oczami, obmacał kciukiem grot sprawdzając ostrość metalu.
- Wezmta dwa pęki - oznajmił łaskawym tonem goblin, obracając strzałę w palcach - Widnują na dobrzaste. I wody bukłak też wezmta. Jeno wpierwi z ceną zejta niecawo.
Barbur Durmak rozwinął jedno z wyniesionych z domostwa zawiniątek odsłaniając przykryte dotąd płachtą materiału strzały, odliczył skrupulatnie dwadzieścia sztuk, a potem z lekkim uśmiechem na ustach dołożył barbarzyńcy jeszcze pięć.
- Niechaj tak będzie, że dla uczczenia naszej znajomości dołożę te parę za darmo - oznajmił duvikański handlarz - A wodę maści tutaj, aż miło w saku bulgocze.
Mordil odebrał z rąk Durmaka pięciolitrowy bukłak, zarzucił go na ramię uśmiechając się jednocześnie coraz szerzej, do głowy przysedł mu bowiem pewien przedni w jego mniemaniu żart. Przybierając ponownie niewinną minę goblin sięgnął do woreczka z suszonymi owadami, wyciągnął z niego dwa zdechłe wije i wsadziwszy pierwszego z nich w usta podał drugiego swemu rozmówcy.
- Trochę ostry w smaku - oznajmił Durmak przełknąwszy pierwszy kęs, a uśmiech Mordila zniknął zastąpiony grymasem szczerego rozczarowania. Pracując żwawo szczękami Duvikanin pogryzł robaka na kawałeczki i przełknął je na raz ocierając wargi rękawem koszuli. Widząc to goblin schował natychmiast woreczek z resztą zapasu, zazdrosnym gestem, który przywołał cień uśmiechu na znużoną twarz handlarza.
- Cztery halary będą i może lepiej w złocie albo srebrze, buty masz mocno znoszone, komu bym je potem sprzedał - zaznaczył Durmak sposobiąc się do zainkasowania należności. Goblin sięgnął do kieszonki w swej kapotce, wyciągnął z niej garść srebrnych remzińskich terachów, przeliczył pieniądze ze zmarszczonym czołem i wystawionym pod wpływem zaaferowania językiem.
- Jakeś terachnie bogatsiejszy, łyknijta ze mną po łyczku - zaproponował Mordil oddawszy Duvikaninowi odliczone monety i sięgnąwszy po mniejszy wiszący u pasa bukłak odkorkował go wprawnie. W powietrzu rozszedł się natychmiast zapach silnego alkoholu.
- Jeden łyczek może być - zgodził się Barbuk Durmak kucając w cieniu niskiego murku obok goblina i ujmując oburącz podane mu naczynie. Pierwszy łyk odebrał mężczyźnie dech i normalną barwę twarzy, ale podobnie jak w przypadku wija, i tym razem handlarz wyszedł z opresji obronną ręką, szybko odzyskując oddech i mowę.
- Ależ mocne! - syknął oddając bukłak goblinowi - W gardle pali jak roztopiony metal!
Mordil zarechotał cicho, napił się samemu, po czym wyciągnął nogi na piasku opierając się plecami o gliniany murek. Chociaż sprawiał zupełnie rozleniwionego, jego zmrużone oczy cały czas wyparywały śladu obecności któregoś z rozdrażnionych duvikańskich kapitanów.
- Jak my jużta tako siadujemy, rzeknijta, co tu się w sioło wydarzuje? - zagaił rozmowę barbarzyńca, wyczuwając życzliwe zainteresowanie handlarza i gotowiąc się tym razem na wszelkie konieczne uprzejmości, by tylko nie zrazić człowieka przedwcześnie do siebie.
- Ano źle się dzieje - mruknął ściszonym głosem Barbur Durmak - Bogowie chyba niechętni nam się stali i karę za karą zsyłają.
- Jam słychował - pokiwał głową goblin - A tamte ichne w kopalni stracowane? Czemu wy ichnych nie szukajta?
- Luan i reszta górników? - zniżył głos jeszcze bardziej handlarz, a w jego ton wkradła się silna nuta złości i frustracji - Kapłan nasz, świątobliwy Brunta, surowo zakazał, chociaż kapitanowie nalegali. Nie znasz ty chyba naszych kapitanów, co? Ludzie to spokojni na co dzień i uprzejmi dla innych, ale teraz jako rozjuszone wasihany latają po całej osadzie, fukają na wszytkich.
- A czemu wachny modlacz zabroniwał? - zapytał z leciutkim zdziwieniem Mordil podając Durmakowi ponownie bukłak z gorzałką. Duvikanin upił spory łyk i zaczął mówić głosem tak cichym, że goblin musiał przechylić głowę w stronę mężczyzny, im dłużej zaś słuchał, tym większa brała go ochota na to, by wypić resztę gorzałki za jednym zamachem.
Wątek techniczny
Mordimerze, zapłaciłeś za zakupy 4 złt, masz bukłak wody i 25 strzał. Znajomość z Barburem Durmakiem rozwija się o niebo lepiej niż z kapitanami. Co zamierasz zrobić, kiedy gorzałka się już skończy? Tylko nie śpiewaj po pijaku, bo Cię wtedy Oktar powiesi na profanowanie sztuki
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Kapliczka Graama, późne popołudnie
Uhra nie doczekała się wyjaśnień ze strony niespokojnego Trehanta, toteż odczekawszy jeszcze chwilę w milczeniu oderwała wzrok od półorka i przeniosła spojrzenie na Hakana Harmuna. Duvikański myśliwy wzruszył ramionami w niemej odpowiedzi, zerknął z ukosa na remzińskiego łowcę.
- Jesteś myśliwym czy przepatrywaczem? - zapytał starszy wioski przerywając w końcu niezręczną ciszę - Polujesz na wasihany?
- Na makuny - przyznał Trehant, zakładając dłonie za szeroki pas i przestając się w końcu gapić na nadzwyczaj w tej chwili cichego Regesa - Na wasihany z przypadku, jeno przez wzgląd na ichne worki płucne.
- Słyszałżem, że w Remzinie dobrze za nie płacą - pokiwał głową Hakan, wyraźnie zadowolony ze znalezienia tematu, który i był mu nieobcy i skutecznie odciągał uwagę gości od obślinionego pod wpływem wzburzenia szaleńca.
- Za szczelny worek i do pięciu halarów, znaczy się tamtejszych zagatów - przyznał Trehant - Wprawnie obrobiony, worek taki wyśmienitymi się staje dujcami jak się w niego dmuchnie, słychać takie dujce na mile wokół.
- Wszelako tutaj okolica w wasihany nie obfituje, przyjacielu, ze szczętem żeśmy je tu wytępili, bo wasihan kurwi pomiot lubi dzieciska żreć, łatwo mu je podejść, a wrzaskiem ogłupić - odpowiedział Harmun - Bardzo w zamian trza się wystrzegać sadzawek, co czasami w głębokich jarach człek najdzie albo i wody w oazach bardziej na turegańskiej stronie. Pono się łapsy wodne straszniście ostatnio rozpleniły, istny dopust boski z nich, a tak podstępnego bestyja jak tom rzadko kiedy widywał, może jedynie czerwie jakowe równie sprytnie się na człeka zasadzić potrafią.
Wątek techniczny
Ponieważ Trehant najwyraźniej wolałby nie zdradzać swych tajemnic w obecności pary Duvikan, zająłem Was luźną rozmową do czasu powrotu kapłanów lub do czasu wieczerzy - zobaczymy, co się wcześniej wydarzy. Ula, Treant - jeśli macie jeszcze jakieś inne luźne pytania lub dodatkowe deklaracje, piszcie.
Uhra nie doczekała się wyjaśnień ze strony niespokojnego Trehanta, toteż odczekawszy jeszcze chwilę w milczeniu oderwała wzrok od półorka i przeniosła spojrzenie na Hakana Harmuna. Duvikański myśliwy wzruszył ramionami w niemej odpowiedzi, zerknął z ukosa na remzińskiego łowcę.
- Jesteś myśliwym czy przepatrywaczem? - zapytał starszy wioski przerywając w końcu niezręczną ciszę - Polujesz na wasihany?
- Na makuny - przyznał Trehant, zakładając dłonie za szeroki pas i przestając się w końcu gapić na nadzwyczaj w tej chwili cichego Regesa - Na wasihany z przypadku, jeno przez wzgląd na ichne worki płucne.
- Słyszałżem, że w Remzinie dobrze za nie płacą - pokiwał głową Hakan, wyraźnie zadowolony ze znalezienia tematu, który i był mu nieobcy i skutecznie odciągał uwagę gości od obślinionego pod wpływem wzburzenia szaleńca.
- Za szczelny worek i do pięciu halarów, znaczy się tamtejszych zagatów - przyznał Trehant - Wprawnie obrobiony, worek taki wyśmienitymi się staje dujcami jak się w niego dmuchnie, słychać takie dujce na mile wokół.
- Wszelako tutaj okolica w wasihany nie obfituje, przyjacielu, ze szczętem żeśmy je tu wytępili, bo wasihan kurwi pomiot lubi dzieciska żreć, łatwo mu je podejść, a wrzaskiem ogłupić - odpowiedział Harmun - Bardzo w zamian trza się wystrzegać sadzawek, co czasami w głębokich jarach człek najdzie albo i wody w oazach bardziej na turegańskiej stronie. Pono się łapsy wodne straszniście ostatnio rozpleniły, istny dopust boski z nich, a tak podstępnego bestyja jak tom rzadko kiedy widywał, może jedynie czerwie jakowe równie sprytnie się na człeka zasadzić potrafią.
Wątek techniczny
Ponieważ Trehant najwyraźniej wolałby nie zdradzać swych tajemnic w obecności pary Duvikan, zająłem Was luźną rozmową do czasu powrotu kapłanów lub do czasu wieczerzy - zobaczymy, co się wcześniej wydarzy. Ula, Treant - jeśli macie jeszcze jakieś inne luźne pytania lub dodatkowe deklaracje, piszcie.
"Harum, a jak z tutejszym towarem? co byś polecił by kupić? mają tu jakie dobro nigdzie indziej nie występujące? poleciłbyś jaką ciekawostkę? i może mają wy tu coś co na oparzoną od słońca skórę jakiś specyfik macie? i na obtarcia dla kunia?"zaczęłam wypytywać go o rzeczy dla mnie bierzące i istotne - by zakupy szybko poczynić.
Dopytałam także gdzie piwo nie rozwodnione sprzedają i szybko tam pobierzę by wrócić z pięcioma kuflami. Dla nas, Haruma, nieśmiałego nowicjusza i szaleńca, który jako z niewielu mężcyzn zdaje się nie widzieć nic złego w gadaniu do baby.
Po te piwo to może da się tego młodziaka namówić, by poprowadził, to w czasie drogi bym wypytała czy ma jaka myśl za co te upiry mścić by się miały.
Dopytałam także gdzie piwo nie rozwodnione sprzedają i szybko tam pobierzę by wrócić z pięcioma kuflami. Dla nas, Haruma, nieśmiałego nowicjusza i szaleńca, który jako z niewielu mężcyzn zdaje się nie widzieć nic złego w gadaniu do baby.
Po te piwo to może da się tego młodziaka namówić, by poprowadził, to w czasie drogi bym wypytała czy ma jaka myśl za co te upiry mścić by się miały.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Wątek techniczny
Uhro, młodziutki nowicjusz zniknął jakiś czas temu posłany przez Brutnę do jakiejś Erill z poleceniem ubicia wejhurów na wieczerzę - jeszcze nie wrócił. Hakan może zaproponować przejście w trójkę do domu zgromadzeń, gdzie przy piwie zaczekacie do posiłku, Regesa zaś jako jego zdaniem niezdolnego do kulturalnego picia przepędzi do domu.
Idziesz na to czy wolisz poczekać na Eitharta?
Uhro, młodziutki nowicjusz zniknął jakiś czas temu posłany przez Brutnę do jakiejś Erill z poleceniem ubicia wejhurów na wieczerzę - jeszcze nie wrócił. Hakan może zaproponować przejście w trójkę do domu zgromadzeń, gdzie przy piwie zaczekacie do posiłku, Regesa zaś jako jego zdaniem niezdolnego do kulturalnego picia przepędzi do domu.
Idziesz na to czy wolisz poczekać na Eitharta?
- Jeśli nie macie nic przeciwko, to poczekam tu na Eitharta, a potem razem do was dołączymy.
Mój skromny dorobek jako gracza w PBF: http://www.krysztalyczasu.pl/nickpage.php?user=35