Eithart chwile obserwował narastającą kłótnie Duvikan. W końcu zdecydował się nie dopuścić do eksalacji dyskusji: - Hola! Pokój między Duvikan! - wzniósł się ponad krzyki starszyzny - Moja babka prawiła że zgoda buduje a niezgoda rujnuje. Padły już ustalenia i dalsze dyskusje do niczego dobrego nie doprowadzą. Wyprawa do kopalni uspokoi nastroje mieszkańców i być może podbuduje morale, jeśli uda nam się wrócić z górnikami. A nawet w najgorszym wypadku pokaże, że rada starszych robi coś i nie tylko zaraza im cierniem w oku - pojednawczo spojrzał na obecnych w domu zgromadzeń.
Wątek techniczny
Sanne podpytuję tylko w przypadku jeśli mam dogodną ku temu okazje. Jesli okoliczności nie sprzyjają, odkładam to na późniejszy termin
PBF - Grzechy ojców
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Dom zgromadzeń, wieczór
Jared Brunta ponownie podniósł się z ławy, rozgniewanym wzrokiem spozierając na stojącego po przeciwnej stronie stołu Oktara Detelfa, ściskającego dłonie w pięści i sprawiającego wrażenie rozzłoszczonego dość głęboko, by rzucić się sędziwemu Draganowi do gardła.
- Pokój! Pokój temu domowi i wszystkim tu obecnym! - zakrzyknął starzec waląc w podłogę kosturem, ale przekrzykujący się gniewnie Duvikanie umilkli dopiero po chwili, zaczerwienieni po twarzach i zdyszani. Zaproszeni na wieczerzę goście poodsuwali od siebie naczynia gotowi zerwać się z miejsc, gdyby gorąca dysputa przeszła w rękoczyny, kilku z nich pamiętało bowiem ostrzeżenie Detelfa o biegłości Brunty w łojeniu skóry kijem w chwilach skrajnego uniesienia.
- Nie ścierpię tutaj nikogo, kto nie potrafi okazać należnego mi szacunku! - ryknął Magur Dragan, głosem bardziej przystającym gulmakowi w okresie godowym niż pomarszczonemu starcowi, który zdawał się nosić na przygarbionym grzbiecie siódmy krzyżyk - Jak trzeba, wciąż jeszcze potrafię niesfornego młokosa nauczyć moresu!
- Bracia, przyjaciele! - krzyknął co sił Eithart - Przestańcie czynić taki tumult, wszak to nie przystoi! Spory w złości, a zacietrzewieniu czynione niczemu nie służą i żadnego pożytku przynieść nie mogą! Odstąpcie od siebie, a ochłońcie, nim ponownie do dysputy wrócimy, upraszam was z całego serca. Moja babka prawiła, że zgoda buduje, a niezgoda rujnuje. Padły już ustalenia i dalsze dyskusje do niczego dobrego nie doprowadzą. Wyprawa do kopalni uspokoi nastroje mieszkańców i być może podbuduje morale, jeśli uda nam się wrócić z górnikami. A nawet w najgorszym wypadku pokaże, że rada starszych robi coś i nie tylko zaraza im cierniem w oku
W izbie ponownie zapadła cisza, tym razem jeszcze bardziej ciężka i niezręczna niż poprzednio. Strażnik praw Duviku dyszał spazmatycznie, a grdyka skakała mu tak silnie, że Eithart poczuł przez chwilę obawę, czy starzec aby nie dozna zamroczenia umysłu waporami złości płynącymi z serca i nie padnie na stół w konwulsjach agonii.
- Słusznie prawi nasz gość, tedy usłuchnijcie go, a więcej wstydu nam nie przynoście! - huknął nadzwyczaj gromko Jared Brunta, nie szczędząc surowych spojrzeń ani swemu przyrodniemu bratu ani wściekłym z wyglądu kapitanom.
Eithart usiadł ponownie na ławie, wszelako nie sięgnął po kufel z piwem, tylko trapiony dziwnymi myślami zwrócił twarz w stronę Sanny Wehael, tkwiącej przez cały czas w swym miejscu i obserwującej w milczeniu żywiołowy spór gospodarzy.
- Wybacz, pani, żeś musiała doświadczyć tak nieobyczajnych scen - powiedział gorlamita usiłując nie zatrzymywać wzroku zbyt długo na zarysowanych pod szatami piersiach asterianki, a sam przed sobą musiał przyznać, że nie było to łatwe zadanie - Wieczerza dobiega końca, przeto może zechcesz mi dotrzymać towarzystwa na kontempli? Pora ku temu słuszna, by odmówić menterę, a przecie nasze kulty z tych samych obrządków tu korzystają.
- Oczywiście - odpowiedziała z lekkim ukłonem wpatrzona w mężczyznę asterianka - Czuję się zakłopotana tym, że sama nie wysunęłam takowej propozycji, wszak nasz stan do tego zobowiązuje.
- Niezmiernie cieszą mnie twe słowa, świątobliwa Sanno - uśmiechnął się ciepło Eithart - Rzeknij mi wszakże jeszcze, skąd pochodzisz?
- Urodzonam w Koryzancie, tam też się wychowałam - odpowiedziała kapłanka świadoma tego, że wciąż na siebie źli i nie potrafiący sobie spojrzeć w oczy Duvikanie ze skrywaną ulgą śledzą jej rozmowę z gorlamitą, zwolnieni tym samym z uciążliwego obowiązku rozmowania pomiędzy sobą.
- W Koryzancie? - pokiwał głową Eithart - To przecież tam naucza błogosławiony kthan Elgoba, Pierwszy Miecz Asteriusza na południu ludzkich królestw. Miałaś sposobność wysłuchania jego nauk, siostro?
- Budzisz we mnie zakłopotanie, bracie, albowiem muszę cię z bólem serca rozczarować - odparła Sanna - Wyjechałam z Koryzantu będąc małym dzieckiem, potem zaś przenosiłam się z jednej świątyni do drugiej podług woli mych pryncypałów. Nie miałam przeto sposobności poznać kthana Elgoby. A ty go poznałeś?
Wątek techniczny
Rozmowa w zasadzie dobiega końca, aktywny pozostaje wątek dotyczący Sanny i Eitharta, ale reszta drużyny nie musi się czuć zobligowana do milczenia. Jeśli Uhra, Trehant lub Skela chcą coś od siebie dodać albo rzucić zupełnie nowym tematem, wciąż jest ku temu okazja, ciągle jeszcze siedzicie wszyscy przy stołach. Jeśli o sam posiłek idzie, zapewniam Was, żeście już dawno nie mieli tak pysznie wypchanych brzuchów jak tego wieczoru.
I wybiegając już nieco w przyszłość - poproszę wszystkich o deklaracje dotyczące ekspedycji kopalnianej. Jakie stroje zabieracie, jaką broń, jaki dodatkowy ekwipunek, wierzchowce? 8ART, jakiego rodzaju modlitwę miałeś na myśli, zwyczajną w intencji powodzenia misji?
Jared Brunta ponownie podniósł się z ławy, rozgniewanym wzrokiem spozierając na stojącego po przeciwnej stronie stołu Oktara Detelfa, ściskającego dłonie w pięści i sprawiającego wrażenie rozzłoszczonego dość głęboko, by rzucić się sędziwemu Draganowi do gardła.
- Pokój! Pokój temu domowi i wszystkim tu obecnym! - zakrzyknął starzec waląc w podłogę kosturem, ale przekrzykujący się gniewnie Duvikanie umilkli dopiero po chwili, zaczerwienieni po twarzach i zdyszani. Zaproszeni na wieczerzę goście poodsuwali od siebie naczynia gotowi zerwać się z miejsc, gdyby gorąca dysputa przeszła w rękoczyny, kilku z nich pamiętało bowiem ostrzeżenie Detelfa o biegłości Brunty w łojeniu skóry kijem w chwilach skrajnego uniesienia.
- Nie ścierpię tutaj nikogo, kto nie potrafi okazać należnego mi szacunku! - ryknął Magur Dragan, głosem bardziej przystającym gulmakowi w okresie godowym niż pomarszczonemu starcowi, który zdawał się nosić na przygarbionym grzbiecie siódmy krzyżyk - Jak trzeba, wciąż jeszcze potrafię niesfornego młokosa nauczyć moresu!
- Bracia, przyjaciele! - krzyknął co sił Eithart - Przestańcie czynić taki tumult, wszak to nie przystoi! Spory w złości, a zacietrzewieniu czynione niczemu nie służą i żadnego pożytku przynieść nie mogą! Odstąpcie od siebie, a ochłońcie, nim ponownie do dysputy wrócimy, upraszam was z całego serca. Moja babka prawiła, że zgoda buduje, a niezgoda rujnuje. Padły już ustalenia i dalsze dyskusje do niczego dobrego nie doprowadzą. Wyprawa do kopalni uspokoi nastroje mieszkańców i być może podbuduje morale, jeśli uda nam się wrócić z górnikami. A nawet w najgorszym wypadku pokaże, że rada starszych robi coś i nie tylko zaraza im cierniem w oku
W izbie ponownie zapadła cisza, tym razem jeszcze bardziej ciężka i niezręczna niż poprzednio. Strażnik praw Duviku dyszał spazmatycznie, a grdyka skakała mu tak silnie, że Eithart poczuł przez chwilę obawę, czy starzec aby nie dozna zamroczenia umysłu waporami złości płynącymi z serca i nie padnie na stół w konwulsjach agonii.
- Słusznie prawi nasz gość, tedy usłuchnijcie go, a więcej wstydu nam nie przynoście! - huknął nadzwyczaj gromko Jared Brunta, nie szczędząc surowych spojrzeń ani swemu przyrodniemu bratu ani wściekłym z wyglądu kapitanom.
Eithart usiadł ponownie na ławie, wszelako nie sięgnął po kufel z piwem, tylko trapiony dziwnymi myślami zwrócił twarz w stronę Sanny Wehael, tkwiącej przez cały czas w swym miejscu i obserwującej w milczeniu żywiołowy spór gospodarzy.
- Wybacz, pani, żeś musiała doświadczyć tak nieobyczajnych scen - powiedział gorlamita usiłując nie zatrzymywać wzroku zbyt długo na zarysowanych pod szatami piersiach asterianki, a sam przed sobą musiał przyznać, że nie było to łatwe zadanie - Wieczerza dobiega końca, przeto może zechcesz mi dotrzymać towarzystwa na kontempli? Pora ku temu słuszna, by odmówić menterę, a przecie nasze kulty z tych samych obrządków tu korzystają.
- Oczywiście - odpowiedziała z lekkim ukłonem wpatrzona w mężczyznę asterianka - Czuję się zakłopotana tym, że sama nie wysunęłam takowej propozycji, wszak nasz stan do tego zobowiązuje.
- Niezmiernie cieszą mnie twe słowa, świątobliwa Sanno - uśmiechnął się ciepło Eithart - Rzeknij mi wszakże jeszcze, skąd pochodzisz?
- Urodzonam w Koryzancie, tam też się wychowałam - odpowiedziała kapłanka świadoma tego, że wciąż na siebie źli i nie potrafiący sobie spojrzeć w oczy Duvikanie ze skrywaną ulgą śledzą jej rozmowę z gorlamitą, zwolnieni tym samym z uciążliwego obowiązku rozmowania pomiędzy sobą.
- W Koryzancie? - pokiwał głową Eithart - To przecież tam naucza błogosławiony kthan Elgoba, Pierwszy Miecz Asteriusza na południu ludzkich królestw. Miałaś sposobność wysłuchania jego nauk, siostro?
- Budzisz we mnie zakłopotanie, bracie, albowiem muszę cię z bólem serca rozczarować - odparła Sanna - Wyjechałam z Koryzantu będąc małym dzieckiem, potem zaś przenosiłam się z jednej świątyni do drugiej podług woli mych pryncypałów. Nie miałam przeto sposobności poznać kthana Elgoby. A ty go poznałeś?
Wątek techniczny
Rozmowa w zasadzie dobiega końca, aktywny pozostaje wątek dotyczący Sanny i Eitharta, ale reszta drużyny nie musi się czuć zobligowana do milczenia. Jeśli Uhra, Trehant lub Skela chcą coś od siebie dodać albo rzucić zupełnie nowym tematem, wciąż jest ku temu okazja, ciągle jeszcze siedzicie wszyscy przy stołach. Jeśli o sam posiłek idzie, zapewniam Was, żeście już dawno nie mieli tak pysznie wypchanych brzuchów jak tego wieczoru.
I wybiegając już nieco w przyszłość - poproszę wszystkich o deklaracje dotyczące ekspedycji kopalnianej. Jakie stroje zabieracie, jaką broń, jaki dodatkowy ekwipunek, wierzchowce? 8ART, jakiego rodzaju modlitwę miałeś na myśli, zwyczajną w intencji powodzenia misji?
Wątek techniczny
W kwestii wyboru ubioru pytam kapitana o warunki panujące w kopalni - jeśli jest tam dość chłodno, ubieram skórę zwierzęcą, w przeciwnym wypadku ubranie podróżne. Moje uzbrojenie będzie stanowić łuk + kołczan ze strzałami, szabla i kordelas oraz zawieszony na szyi amulet. W torbę pakuję pochodnię, hubkę i krzesiwo oraz proszę o napełnienie wodą bukłaka. Sugeruję towarzyszom wzięcie jakichś bandaży, kawałek liny oraz trochę prowiantu - ktoś, komu nie będzie wadził plecak może spokojnie wrzucić doń te rzeczy. Skeli jako miłośnikowi pióra i pergaminu powierzyłbym pieczę nad mapą. Proponuję zastanowić się nad zatrudnieniem kogoś do pilnowania dobytku, który pozostawimy w osadzie na czas wyprawy - może Esajanie będą skłonni do odpłatnego zaoferowania takiej usługi?
W kwestii wyboru ubioru pytam kapitana o warunki panujące w kopalni - jeśli jest tam dość chłodno, ubieram skórę zwierzęcą, w przeciwnym wypadku ubranie podróżne. Moje uzbrojenie będzie stanowić łuk + kołczan ze strzałami, szabla i kordelas oraz zawieszony na szyi amulet. W torbę pakuję pochodnię, hubkę i krzesiwo oraz proszę o napełnienie wodą bukłaka. Sugeruję towarzyszom wzięcie jakichś bandaży, kawałek liny oraz trochę prowiantu - ktoś, komu nie będzie wadził plecak może spokojnie wrzucić doń te rzeczy. Skeli jako miłośnikowi pióra i pergaminu powierzyłbym pieczę nad mapą. Proponuję zastanowić się nad zatrudnieniem kogoś do pilnowania dobytku, który pozostawimy w osadzie na czas wyprawy - może Esajanie będą skłonni do odpłatnego zaoferowania takiej usługi?
Mój skromny dorobek jako gracza w PBF: http://www.krysztalyczasu.pl/nickpage.php?user=35
Spróbuję zamienić kilka słów z Detlefem o potencjalnych zagrożeniach w kopalni. Może ma już własne przemyślenia odnośnie tego co się tam mogło wydarzyć. Spróbuję też podpytać go o powody "wrogości" pomiędzy członkami rady. Jednak tutaj tylko wtedy gdy wyczuję że można zadać takie pytanie bez narażanie się na jego wrogość.
Broń biorę całą poza łukiem, wydaje mi się że w kopalni może być mało przydatny w razie starcia. Lina i lampa z oliwą też może być przydatna.
Broń biorę całą poza łukiem, wydaje mi się że w kopalni może być mało przydatny w razie starcia. Lina i lampa z oliwą też może być przydatna.
Nie zgadzam si? z Twoimi pogl?dami, ale po kres moich dni b?d? broni? Twego prawa do ich g?oszenia
Uhra również podpyta o kopalnię - a dokładnie, czy jest sens brać łuk oraz czym górnicy tam oświetlali sobie drogę.
Zamierzam wybrać się tam w swojej kutrce wzmacnianej, z broni wezmę szable i noże, zabiorę też tarczę. Z ekwipunku innego - bukłak z wodą, lampe oliwną, swoj mały pleck podróżny (cos w rodzaju niewielkiego worka wiazanego w poprzek piersi sznurkiem) i z 5 metrów liny, jeśli zechcą dać, najfajniej z jakąś kotwiczką. To było wszysko, chyba że któryś z członków drużyny zasugeruje co jeszcze przydać się by mogło.
Zamierzam wybrać się tam w swojej kutrce wzmacnianej, z broni wezmę szable i noże, zabiorę też tarczę. Z ekwipunku innego - bukłak z wodą, lampe oliwną, swoj mały pleck podróżny (cos w rodzaju niewielkiego worka wiazanego w poprzek piersi sznurkiem) i z 5 metrów liny, jeśli zechcą dać, najfajniej z jakąś kotwiczką. To było wszysko, chyba że któryś z członków drużyny zasugeruje co jeszcze przydać się by mogło.
-
mordimer00
- Reactions:
- Posty: 2226
- Rejestracja: 07 stycznia 2011, 09:44