PBF - Grzechy ojców
- Owszem, ale nie śmiałbym odrywać cię od bardziej potrzebujących. Czy gdybyś mogła skorzystać z magii, udałoby ci się zatrzymać ten krwotok?
Mój skromny dorobek jako gracza w PBF: http://www.krysztalyczasu.pl/nickpage.php?user=35
-
mordimer00
- Reactions:
- Posty: 2226
- Rejestracja: 07 stycznia 2011, 09:44
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Chatka dla gości, wczesny poranek
Złapana znienacka za kostkę Uhra poderwała się z syknięciem z posłania, mimo zmęczenia momentalnie odzyskując trzeźwość umysłu i łapiąc odruchowo za jeden ze swoich leżących przy senniku noży.
- Czego, ty melepecie?! - wrzasnęła widząc wciąż tarmoszącego ją za nogę Mordila i próbując szarpnięciem nogi uwolnić kostkę z uścisku zrogowaciałych palców goblina - Puszczaj! Co się stało?
- Wstawistuj, a tera! - prychnął wściekle barbarzyńca, wyraźnie wzburzony i śliniący się bezwiednie ze złości - Wstawistuj, a gaduj, co robiemy! Ni ma spikania, trza gaduwać, lenchu jednu!
Nie czekając na odpowiedź dziewczyny Mordil wyskoczył jak oparzony z chatki, omal nie wyciągając się jak długi w progu. Dopinająca lekką koszulę Uhra usłyszała dobiegający z zewnątrz zduszony okrzyk Skeli, najwyraźniej dopadniętego przez goblina z zaskoczenia i tarmoszonego równie bezceremonialnie za odzienie, co wcześniej sama gwardzistka.
- Wstawistuj, Skela, nie ma spikania! - wrzasnął ochryple goblin - Musista gaduwać, co robiema, inakszej gulmaka nawracujam i jadziem na Esai! Jak nie wstawistujesz, naśta wiadryjo na łebę, będziesz miełał myjciu!
Wątek techniczny
Teraz nie ma już opcji innej jak scenka dialogowa Mordila z Uhrą i Skelą - w obliczu takiego zdesperowania goblina nie macie co liczyć na dalszy odpoczynek, póki go nie uspokoicie, a perspektywa wylania cebra wody na głowę chyba Was nie rajcuje, co?
Złapana znienacka za kostkę Uhra poderwała się z syknięciem z posłania, mimo zmęczenia momentalnie odzyskując trzeźwość umysłu i łapiąc odruchowo za jeden ze swoich leżących przy senniku noży.
- Czego, ty melepecie?! - wrzasnęła widząc wciąż tarmoszącego ją za nogę Mordila i próbując szarpnięciem nogi uwolnić kostkę z uścisku zrogowaciałych palców goblina - Puszczaj! Co się stało?
- Wstawistuj, a tera! - prychnął wściekle barbarzyńca, wyraźnie wzburzony i śliniący się bezwiednie ze złości - Wstawistuj, a gaduj, co robiemy! Ni ma spikania, trza gaduwać, lenchu jednu!
Nie czekając na odpowiedź dziewczyny Mordil wyskoczył jak oparzony z chatki, omal nie wyciągając się jak długi w progu. Dopinająca lekką koszulę Uhra usłyszała dobiegający z zewnątrz zduszony okrzyk Skeli, najwyraźniej dopadniętego przez goblina z zaskoczenia i tarmoszonego równie bezceremonialnie za odzienie, co wcześniej sama gwardzistka.
- Wstawistuj, Skela, nie ma spikania! - wrzasnął ochryple goblin - Musista gaduwać, co robiema, inakszej gulmaka nawracujam i jadziem na Esai! Jak nie wstawistujesz, naśta wiadryjo na łebę, będziesz miełał myjciu!
Wątek techniczny
Teraz nie ma już opcji innej jak scenka dialogowa Mordila z Uhrą i Skelą - w obliczu takiego zdesperowania goblina nie macie co liczyć na dalszy odpoczynek, póki go nie uspokoicie, a perspektywa wylania cebra wody na głowę chyba Was nie rajcuje, co?
-
mordimer00
- Reactions:
- Posty: 2226
- Rejestracja: 07 stycznia 2011, 09:44
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Dom zgromadzeń, wczesny poranek
Sanna Wehael przeniosła spojrzenie na nieruchomego mężczyznę wciąż mającego na sobie złożoną z drobniutkich oczek kolczą koszulkę, dociągnęła ponownie mokre od krwi płótno owinięte wokół uda duvikańskiego żołnierza. Trehant zerknął w stronę głębokiej rany, skrzywił się widząc wśród czerwieni błysk odsłoniętej ostrzem kości.
- Jemu nic już nie pomoże - powiedziała asterianka przesuwając palcami po czole rannego i podnosząc się jednocześnie z klęczek - Taka widać była wola boska, chociaż magia może przedłużyć życie innym, którzy tu konają. Czemu o to pytasz? Biegłyś w tajnikach magicznego uzdrawiania?
Uniesiona w górę uczynnymi rękami mężczyzny w chuście na twarzy kapłanka obciągnęła mimowolnie rękawy swej wybrudzonej krwią sukni i spojrzała ponownie w stronę łowcy makunów, mierząc go bacznym spojrzeniem swych wyrazistych brązowych oczu.
Sanna Wehael przeniosła spojrzenie na nieruchomego mężczyznę wciąż mającego na sobie złożoną z drobniutkich oczek kolczą koszulkę, dociągnęła ponownie mokre od krwi płótno owinięte wokół uda duvikańskiego żołnierza. Trehant zerknął w stronę głębokiej rany, skrzywił się widząc wśród czerwieni błysk odsłoniętej ostrzem kości.
- Jemu nic już nie pomoże - powiedziała asterianka przesuwając palcami po czole rannego i podnosząc się jednocześnie z klęczek - Taka widać była wola boska, chociaż magia może przedłużyć życie innym, którzy tu konają. Czemu o to pytasz? Biegłyś w tajnikach magicznego uzdrawiania?
Uniesiona w górę uczynnymi rękami mężczyzny w chuście na twarzy kapłanka obciągnęła mimowolnie rękawy swej wybrudzonej krwią sukni i spojrzała ponownie w stronę łowcy makunów, mierząc go bacznym spojrzeniem swych wyrazistych brązowych oczu.
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Eithart stał przysłuchując się kłotni miejscowych i szukająć w ich kłótni jakiś potwierdzeń szokującej teorii zmarłego Salacha... W końcu zdecydował wrócić do chatki, ciut odpocząć a potem wrócić na naradę starszyzny... Zdecydował się podpytać czy aby ktoś ze starszyzny lub Sanna nie kręciłą się przy strawie dla druzyny i dla wozaków. Wciąż nie darzył tej pięknej kobiety pełnym zaufaniem a chciał wykluczyć każdą możliwość. Potem ruszył krokiem zmęczonego człowieka w stronę domu...
co za upierdliwy goblin......
"Mnie dziwować owa zaraza, że tak znienadzka ona atakować, coś tu śmierdzi i tym razme nie tylko gulmacze łajno. W dzień z wioski nie umknimy, bo na pustyni zdechniem. Ale jesli upir przychodzi o poranku to moze jestesmy przez nocke bezpieczni. Ja chcialabym dorwac tego kurdupla co w kopalni mi uknął. moze warto tam raz jeszcze isc?"
"Mnie dziwować owa zaraza, że tak znienadzka ona atakować, coś tu śmierdzi i tym razme nie tylko gulmacze łajno. W dzień z wioski nie umknimy, bo na pustyni zdechniem. Ale jesli upir przychodzi o poranku to moze jestesmy przez nocke bezpieczni. Ja chcialabym dorwac tego kurdupla co w kopalni mi uknął. moze warto tam raz jeszcze isc?"
- Gdybym się na tym znał, nie drętwiałbym tu z bólu w poszukiwaniu medyka. Widzę tylko, że pracujesz ponad siły, choć jak sama rzeczesz części rannych nie jest pisane zobaczyć być może nawet i kolejnego świtu. Cóż sprawia, że nie korzystasz ze swych magicznych talentów, gdy tylko one są władne powstrzymać chłód śmierci?
Mój skromny dorobek jako gracza w PBF: http://www.krysztalyczasu.pl/nickpage.php?user=35
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Dom zgromadzeń, wczesny ranek
Sanna milczała przez krótką chwilę spoglądając na Trehanta dziwnym spojrzeniem, jakby szacowała go w myślach, potem kiwnęła nieznacznie głową. Towarzyszący jej młodzieniec westchnął ciężko, jakby rozpoznał podjętą przez asteriankę decyzję i nie żywił wobec niej aprobaty.
- Już dobrze, Huarze - poklepała go po ramieniu Sanna nie odrywając od półorka wzroku - Wyjawię ci, w czym rzecz, przyjacielu, albowiem nie jest to wiedza tajemna i nic nie mam do zatajenia, zwłaszcza przed tym, który ubił w boju bestię pokroju mrówkoluda.
Łowca odniósł przelotne wrażenie, że w słowach asterianki ukryty był przytyk, ale nie był tego pewien, więc nie pozwolił sobie na cierpką odpowiedź. Sanna rozchełstała wierzchnią część swych szat uwidaczniając kształtny zarys biustu i wyciągnęła długimi wąskimi palcami zawieszoną na szyi na misternym srebrnym łańcuszku kryształową kulkę, wypolerowaną gładko i mieniącą się w blasku świec mnóstwem kolorów.
- By czynić magię bez szkody dla własnego zdrowia i życia, mus adeptowi, czy to czarodziejowi czy kapłanowi, sięgać po niewidzialną moc skrywaną w amuletach - powiedziała asterianka unosząc w górę kryształek - Jeśli zasób owej mocy się wyczerpie, zaklęcia poczynają wysysać esencję żywotną z ciała czarownika, zabijając go szybko i równie niezawodnie jak ostra stal. Jeśli zaś nie umrze, czarownik takowy wielce pozostaje osłabiony i przez to bardziej na choroby podatny...
Sanna urwała na chwilę pozwalając, by jej słowa zapadły w pamięć Trehanta, skrzętnie udającego, iż pierwszy raz w życiu słyszy podobne rewelacje.
- Wielu chorych przewinęło się przez me ręce w tej osadzie, przyjacielu - powiedziała kapłanka - Ku mej wielkiej rozpaczy ten amulet nie jest kasetką bez dna, mieszkiem wieczyście zasobnym... nie mam już czym leczyć tych biedaków, niczym innym prócz własnego życia i wierzaj mi, uczynię to, kiedy przyjdzie konieczna chwila i mój pan ode mnie tego zażąda...
Sanna milczała przez krótką chwilę spoglądając na Trehanta dziwnym spojrzeniem, jakby szacowała go w myślach, potem kiwnęła nieznacznie głową. Towarzyszący jej młodzieniec westchnął ciężko, jakby rozpoznał podjętą przez asteriankę decyzję i nie żywił wobec niej aprobaty.
- Już dobrze, Huarze - poklepała go po ramieniu Sanna nie odrywając od półorka wzroku - Wyjawię ci, w czym rzecz, przyjacielu, albowiem nie jest to wiedza tajemna i nic nie mam do zatajenia, zwłaszcza przed tym, który ubił w boju bestię pokroju mrówkoluda.
Łowca odniósł przelotne wrażenie, że w słowach asterianki ukryty był przytyk, ale nie był tego pewien, więc nie pozwolił sobie na cierpką odpowiedź. Sanna rozchełstała wierzchnią część swych szat uwidaczniając kształtny zarys biustu i wyciągnęła długimi wąskimi palcami zawieszoną na szyi na misternym srebrnym łańcuszku kryształową kulkę, wypolerowaną gładko i mieniącą się w blasku świec mnóstwem kolorów.
- By czynić magię bez szkody dla własnego zdrowia i życia, mus adeptowi, czy to czarodziejowi czy kapłanowi, sięgać po niewidzialną moc skrywaną w amuletach - powiedziała asterianka unosząc w górę kryształek - Jeśli zasób owej mocy się wyczerpie, zaklęcia poczynają wysysać esencję żywotną z ciała czarownika, zabijając go szybko i równie niezawodnie jak ostra stal. Jeśli zaś nie umrze, czarownik takowy wielce pozostaje osłabiony i przez to bardziej na choroby podatny...
Sanna urwała na chwilę pozwalając, by jej słowa zapadły w pamięć Trehanta, skrzętnie udającego, iż pierwszy raz w życiu słyszy podobne rewelacje.
- Wielu chorych przewinęło się przez me ręce w tej osadzie, przyjacielu - powiedziała kapłanka - Ku mej wielkiej rozpaczy ten amulet nie jest kasetką bez dna, mieszkiem wieczyście zasobnym... nie mam już czym leczyć tych biedaków, niczym innym prócz własnego życia i wierzaj mi, uczynię to, kiedy przyjdzie konieczna chwila i mój pan ode mnie tego zażąda...
- Wybacz mą ignorancję. Mniemam zatem, że mocy w tym krysztale było zbyt mało, by uleczyć wszystkich zarażonych. Wydaje mi się, że wiele ryzykujesz pracując ponad siły z tyloma pacjentami. Czy nie boisz się zarażenia od któregoś z nich szalejącą tu chorobą? Część rady była jeszcze niedawno przekonana, że zaraza się kończy, a tymczasem Esajanie z nagła zachorowali. Czy da się ich uleczyć bez użycia czarów?
Mój skromny dorobek jako gracza w PBF: http://www.krysztalyczasu.pl/nickpage.php?user=35
-
mordimer00
- Reactions:
- Posty: 2226
- Rejestracja: 07 stycznia 2011, 09:44
"Niepokoić raczej, co oni tu powariowali? gdybym w bogw wierzyła powiedzialabym, ze to jakie zle bóstwo swe sługi przysłało by zamęt robi, a tak pozostj tylko teu upi... a może to niee upir tylko ktos z tamtej rzezi przezył i teraz msci sie okrutnie?"splunełam przeklinajac brzydko
"a na zwid z wami tez bym sie ruszyla."
"a na zwid z wami tez bym sie ruszyla."
-
mordimer00
- Reactions:
- Posty: 2226
- Rejestracja: 07 stycznia 2011, 09:44