PBF - Łuski na oczach
-
avnar
- Reactions:
- Posty: 1140
- Rejestracja: 29 kwietnia 2009, 20:39
- Has thanked: 2 times
- Been thanked: 8 times
Aldur patrzył na rozgrywającą się sytuację, a błysk w oczach dziwny mu się pojawił. Jakby coś ciemnego na wierzch wychodziło. Ni to radość ni oczekiwanie. Spokojnie się rozparł, popija piwa i patrzy jak to się sprawy rozwiną, nie mając zamiaru w ogóle się z miejsca ruszać.
Goldastha uspokajam spojrzeniem. Ustawiam się tak żeby móc się stołem zasłonić albo od niego swobodnie odskoczyć.
Goldastha uspokajam spojrzeniem. Ustawiam się tak żeby móc się stołem zasłonić albo od niego swobodnie odskoczyć.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
27 bakis-ranu 9454, Tahar-gar, Tabadan
Słońce zaszło w końcu pogrążając portowe miasto w mroku nocy. Od strony katanickiej hadry dobiegł przeciągły dźwięk umieszczonych w czterech narożnikach świątyni trąb, nakładający się na siebie odmiennymi tonami w donośnym wezwaniu na wieczorne nabożeństwo. Chwilę później zahuczały rogi na szczycie graamickiej goriany, dołączyło do nich rywalizujące ze sobą bicie dzwonów w kilku innych świątynnych przybytkach Tahar-garu.
Goldasth poprawił się wygodniej w krześle, próbując wydłubać czubkiem noża resztki jedzenia tkwiące mu między zębami i spoglądając znudzonym wzrokiem na wyraźnie już sennego elfa. Pomruki prowadzonych wokół rozmów ścichły w miarę upływu czasu, inni klienci tawerny gwarzyli między sobą nad kuflami piwa. Wciśnięty w narożnik tarasu Moriento poświęcał całą swą uwagę przytulonej do siebie dziewczynie, z zapałem ją obmacując bez zwracania uwagi na resztę gości, ci jednak najwyraźniej przywykli do zwyczajowej w portowych miastach rozwiązłości, bo co najwyżej zerkali w jego stronę z zazdrością, kiedy miłosne pieszczoty sprawiały, że krótka sukienka dziewki odsłaniała jej opalone na brąz uda.
- Piękny pies - powiedział ktoś w talinoi zabarwionym nutką południowego dialektu, chociaż Goldasth nie znając tego języka nie zwrócił na ów fakt najmniejszej uwagi, ograniczając się do ostrożnego uniesienia brwi.
Stojący przy stoliku najmitów mężczyzna był odziany na czarno, od stóp po kołnierz swego kołnierza, przez co wiszący na jego szyi złoty łańcuch zdawał się lśnić w świetle lamp jaśniej niż miało to zapewne miejsce w rzeczywistości. Zmrużone szare oczy osadzone pod wysokim i pozbawionym śladu zmarszczek czołem taksowały bacznym spojrzeniem na przemian Golastha i Hariquiela, ale krasnolud z zasady przyjrzał się wpierw wiszącej u boku mężczyzny szabli o inkrustowanym klejnotami jelcu.
- Piękny pies i dał poznać, że ma w żyłach czystą tabadańską krew - roześmiał się cicho nieznajomy - Takowy zwierz, co wie, kogo gryźć, a kogo nie warty jest tyle w złocie, ile waży. Postawię wam po kuflu za tego Osmundczyka, coście go psiakiem poszczuli, psubrata zamorszczyka.
- Co on rzecze, Hariquiel? - zapytał we wspólnej mowie krasnolud, przyjmując do wiadomości zamożność wyglądu obcego, a tym samym czując nagły przypływ zainteresowania jego osobą - Nic nie pojmuję z tej gadki, ale mi wygląda na kogoś, kto chce z nami wypić.
Wątek techniczny
Przybysz wygląda na zasobnego człowieka, zresztą czystej krwi, a nie mieszańca. Nosi bez zauważalnych obaw sporo biżuterii i sprawia wrażenie takiego, który wie jak sobie radzić z szablą. Naturalnie nie jest jeszcze późno, a tawerna wydaje się leżeć blisko szlaków wydeptanych przez straż miejską, ale faktm jest, że bojaźliwi mieszczanie tak się o zmierzchu ze złotem nie obnoszą.
Jest ktoś, kto odmówi wypicia kufla piwa z takim zuchem?
Słońce zaszło w końcu pogrążając portowe miasto w mroku nocy. Od strony katanickiej hadry dobiegł przeciągły dźwięk umieszczonych w czterech narożnikach świątyni trąb, nakładający się na siebie odmiennymi tonami w donośnym wezwaniu na wieczorne nabożeństwo. Chwilę później zahuczały rogi na szczycie graamickiej goriany, dołączyło do nich rywalizujące ze sobą bicie dzwonów w kilku innych świątynnych przybytkach Tahar-garu.
Goldasth poprawił się wygodniej w krześle, próbując wydłubać czubkiem noża resztki jedzenia tkwiące mu między zębami i spoglądając znudzonym wzrokiem na wyraźnie już sennego elfa. Pomruki prowadzonych wokół rozmów ścichły w miarę upływu czasu, inni klienci tawerny gwarzyli między sobą nad kuflami piwa. Wciśnięty w narożnik tarasu Moriento poświęcał całą swą uwagę przytulonej do siebie dziewczynie, z zapałem ją obmacując bez zwracania uwagi na resztę gości, ci jednak najwyraźniej przywykli do zwyczajowej w portowych miastach rozwiązłości, bo co najwyżej zerkali w jego stronę z zazdrością, kiedy miłosne pieszczoty sprawiały, że krótka sukienka dziewki odsłaniała jej opalone na brąz uda.
- Piękny pies - powiedział ktoś w talinoi zabarwionym nutką południowego dialektu, chociaż Goldasth nie znając tego języka nie zwrócił na ów fakt najmniejszej uwagi, ograniczając się do ostrożnego uniesienia brwi.
Stojący przy stoliku najmitów mężczyzna był odziany na czarno, od stóp po kołnierz swego kołnierza, przez co wiszący na jego szyi złoty łańcuch zdawał się lśnić w świetle lamp jaśniej niż miało to zapewne miejsce w rzeczywistości. Zmrużone szare oczy osadzone pod wysokim i pozbawionym śladu zmarszczek czołem taksowały bacznym spojrzeniem na przemian Golastha i Hariquiela, ale krasnolud z zasady przyjrzał się wpierw wiszącej u boku mężczyzny szabli o inkrustowanym klejnotami jelcu.
- Piękny pies i dał poznać, że ma w żyłach czystą tabadańską krew - roześmiał się cicho nieznajomy - Takowy zwierz, co wie, kogo gryźć, a kogo nie warty jest tyle w złocie, ile waży. Postawię wam po kuflu za tego Osmundczyka, coście go psiakiem poszczuli, psubrata zamorszczyka.
- Co on rzecze, Hariquiel? - zapytał we wspólnej mowie krasnolud, przyjmując do wiadomości zamożność wyglądu obcego, a tym samym czując nagły przypływ zainteresowania jego osobą - Nic nie pojmuję z tej gadki, ale mi wygląda na kogoś, kto chce z nami wypić.
Wątek techniczny
Przybysz wygląda na zasobnego człowieka, zresztą czystej krwi, a nie mieszańca. Nosi bez zauważalnych obaw sporo biżuterii i sprawia wrażenie takiego, który wie jak sobie radzić z szablą. Naturalnie nie jest jeszcze późno, a tawerna wydaje się leżeć blisko szlaków wydeptanych przez straż miejską, ale faktm jest, że bojaźliwi mieszczanie tak się o zmierzchu ze złotem nie obnoszą.
Jest ktoś, kto odmówi wypicia kufla piwa z takim zuchem?
Ostatnio zmieniony 07 lipca 2011, 23:16 przez Keth, łącznie zmieniany 1 raz.
Hariquiel gładząc po głowie psa i chwaląc go za interwencje, powoli doprowadzał do ładu jego srebrzystoczarne futro, które w całym tym tumulcie zostało potargane, a i jakaś plama z piwa na łapie się znalazła. Elf rozejrzał się trochę po podłodze, sięgnął po kawałek koszuli, z jednego z osmundczyków zdarty i kiedy po powąchaniu stwierdził, że jest on dostatecznie czysty, począł nim psa wycierać. Sam jednak nie mógł się nadziwić szybkiej i skutecznej interwencji władz. - Świetna interwencja władz - rzucił w stronę przechodzącej dziewczyny, która próbowała ogarnąć nieco salę. - Zawsze tak sprawnie interweniują? Naprawdę można żyć w poczuciu bezpieczeństwa.- zapytał zaintrygowany i podniósł się z nad psa, by pomóc poustawiać ławy, jednocześnie podał karczmarce 2 połówki stłuczonego kufla. - Panowie, co tak ściany podpieracie? Pomoc by się przydała, chcecie do nocy siedzieć w takim bałaganie? - rzucił w stronę swych towarzyszy podróży licząc na jakaś ingerencję.
Chcę pomóc w przywróceniu karczmy do 'stanu jak najbardziej zbliżonego do poprzedniego', jeśli chodzi o ustawianie stołów, podniesienie fragmentów, o które pies mógłby się pokaleczyć etc. Później wrócić do poprzednich planów tzn. kości + plotki, najlepiej w towarzystwie jakichś półorków, czy kogoś kto pochwali się, iż z orkusa wschodniego przypłynął.
Chcę pomóc w przywróceniu karczmy do 'stanu jak najbardziej zbliżonego do poprzedniego', jeśli chodzi o ustawianie stołów, podniesienie fragmentów, o które pies mógłby się pokaleczyć etc. Później wrócić do poprzednich planów tzn. kości + plotki, najlepiej w towarzystwie jakichś półorków, czy kogoś kto pochwali się, iż z orkusa wschodniego przypłynął.
Nemo Me Impune Lacessit..
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Wątek techniczny
Tak się czasami zdarza, że kilka osób pisze w tym samym wątku dłuższe posty i potem dochodzi do wrzutu w niezamierzonej kolejności - co miało miejsce przed chwilą. Nie chcąc stawiać Zygiego w kłopotliwej sytuacji jestem gotów przyjąć do wiadomości, że pomógł uprzątnąć potrzaskane dzbany dziewkom służebnym, czym zaskarbił sobie ich wyrażaną zachęcającymi uśmiechami sympatię - elf to elf, wyższa półka w sferze miłosnej, widać wyraźnie, że niejedna z tych hożych dziewoj nader chętnie zaciągnęłaby Hariquiela na swe wyrko, z racji daleko posuniętej spolegliwości z przyjaciółkami być może nawet we dwie razem, w końcu czemu ma z okazji korzystać jedna, skoro mogą dwie?
Poszukiwania gości z Orkusa Wschodniego na razie spełzły na niczym, bo dwaj orkowi kupcy wynieśli się zaraz po odejściu straży miejskiej, ale w zamian pojawił się inny interesujący gość...
Tak się czasami zdarza, że kilka osób pisze w tym samym wątku dłuższe posty i potem dochodzi do wrzutu w niezamierzonej kolejności - co miało miejsce przed chwilą. Nie chcąc stawiać Zygiego w kłopotliwej sytuacji jestem gotów przyjąć do wiadomości, że pomógł uprzątnąć potrzaskane dzbany dziewkom służebnym, czym zaskarbił sobie ich wyrażaną zachęcającymi uśmiechami sympatię - elf to elf, wyższa półka w sferze miłosnej, widać wyraźnie, że niejedna z tych hożych dziewoj nader chętnie zaciągnęłaby Hariquiela na swe wyrko, z racji daleko posuniętej spolegliwości z przyjaciółkami być może nawet we dwie razem, w końcu czemu ma z okazji korzystać jedna, skoro mogą dwie?
Poszukiwania gości z Orkusa Wschodniego na razie spełzły na niczym, bo dwaj orkowi kupcy wynieśli się zaraz po odejściu straży miejskiej, ale w zamian pojawił się inny interesujący gość...
Z poprzednim wpisem się spóźnilem o minute, w razie czego Keth usuń go, jeśli przeszkadza.
- Akki to pies obronny, więc zachował się zgodnie z instynktem, a to że agresor był osmundczykiem to jedynie dla niektórych dodatkowy plus - również w talinoi odrzekł spokojnym i dźwięcznym głosem elf, a na jego twarzy udało się zaobserwować niewielki uśmiech. Słowa przyszły łatwo, widać częściej tym językiem się posługiwał niż mową, która to niby wspólną jest nazywana, a może to po prostu temat psa powodował łatwość. - Pora taka, że piwa nie odmówimy, w końcu napitek i rozmowa odpowiednia, najlepszą wydaje się rozrywką w takiej sytuacji - powiedział już w języku wspólnym, by Goldasthowi streścić istotę wcześniejszej rozmowy. Po tych słowach Hariquiel wstał, by zrobić miejsce nieznajomemu, jednocześnie wyciągając w jego stronę rękę - Jednak w moich stronach, nie pija się z nieznajomymi po zmroku, więc aby tradycji nie łamać Tan Hariquiel dell'Torves - przedstawił się licząc na rewanż.
Nie mając nic lepszego do roboty, chętnie posłucham, co 'przybysz' ma do powiedzenia i czemu akurat zdecydował się podejść. Poza tym wciąż moje elfie uszy nie dość plotek zgarnęły tego wieczoru. Jeśli chodzi o picie, to w niewielkich ilościach i bardzo powoli.
- Akki to pies obronny, więc zachował się zgodnie z instynktem, a to że agresor był osmundczykiem to jedynie dla niektórych dodatkowy plus - również w talinoi odrzekł spokojnym i dźwięcznym głosem elf, a na jego twarzy udało się zaobserwować niewielki uśmiech. Słowa przyszły łatwo, widać częściej tym językiem się posługiwał niż mową, która to niby wspólną jest nazywana, a może to po prostu temat psa powodował łatwość. - Pora taka, że piwa nie odmówimy, w końcu napitek i rozmowa odpowiednia, najlepszą wydaje się rozrywką w takiej sytuacji - powiedział już w języku wspólnym, by Goldasthowi streścić istotę wcześniejszej rozmowy. Po tych słowach Hariquiel wstał, by zrobić miejsce nieznajomemu, jednocześnie wyciągając w jego stronę rękę - Jednak w moich stronach, nie pija się z nieznajomymi po zmroku, więc aby tradycji nie łamać Tan Hariquiel dell'Torves - przedstawił się licząc na rewanż.
Nie mając nic lepszego do roboty, chętnie posłucham, co 'przybysz' ma do powiedzenia i czemu akurat zdecydował się podejść. Poza tym wciąż moje elfie uszy nie dość plotek zgarnęły tego wieczoru. Jeśli chodzi o picie, to w niewielkich ilościach i bardzo powoli.
Nemo Me Impune Lacessit..
Przyglądał się z wyraźnym zaciekawieniem przybyłemu, a zwłaszcza biżuteria i zdobienia broni powodowały niezdrowe błyski w oczach. Sapnął cicho marszcząc czoło słysząc niezrozumiałe słowa jednak prezentacja towarzysza i jego ostatnie słowa wywołały szeroki uśmiech na brodatej twarzy.
- Skoro chętny do napitku to prosim! - zachrypiał wskazując siedzisko przy stole - Napitku, dobrego towarzystwa, a i wieściom ze świata nie odmawiamy!
Zarechotał gromko i klapnął na fotel łapiąc za kufel.
Wątek techniczny:
Skoro wszystko wybyło wraz ze strażą to pozostaje tylko kolejny kufelek i konwersacja z nowo przybyłym.
PS. Żeby nie dublować postów: piszę w notatniku, przed wklejką reload i dopiero dalej
Ale i tak damy radę!
- Skoro chętny do napitku to prosim! - zachrypiał wskazując siedzisko przy stole - Napitku, dobrego towarzystwa, a i wieściom ze świata nie odmawiamy!
Zarechotał gromko i klapnął na fotel łapiąc za kufel.
Wątek techniczny:
Skoro wszystko wybyło wraz ze strażą to pozostaje tylko kolejny kufelek i konwersacja z nowo przybyłym.
PS. Żeby nie dublować postów: piszę w notatniku, przed wklejką reload i dopiero dalej
Moriento korzystal zapamitale z urokow damskiego towarzystwa, nie na tyle jednak aby przegapic przybycie nieznajomego. Jego postawa i pewnosc siebie wiele mowily.
- Kochanie, pozwol na sekunde, za chwile do ciebie wroce. - przygryzl jej lekko ucho, a nastepnie zsunal ja sobie z kolan. Wstal z zydla i ruszyl w kierunku kompanow.
Zobcze jak nieznajomy zareguje na pojawienie sie dodatkowych ludzi. Jesli nie bedzie mu to przeszkadzalo to przywitam sie i poslucham co ma do powiedzenia.
- Kochanie, pozwol na sekunde, za chwile do ciebie wroce. - przygryzl jej lekko ucho, a nastepnie zsunal ja sobie z kolan. Wstal z zydla i ruszyl w kierunku kompanow.
Zobcze jak nieznajomy zareguje na pojawienie sie dodatkowych ludzi. Jesli nie bedzie mu to przeszkadzalo to przywitam sie i poslucham co ma do powiedzenia.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
27 bakis-ranu 9454, Tahar-gar, Tabadan
Nieznajomy w czerni dosiadł się z przyjaznym uśmiechem do stolika, witając skinięciem głowy Aldura i Morientiego. Przywołana przez niego służebna dziewka doskoczyła natychmiast do gości, zwabiona albo błyskiem ciężkiego złotego łańcucha albo wielkopańskimi manierami obcego.
- Trzy dzbany piwa, dobrze schłodzonego i nie tego waszego bełtacza, jeno tego z Saghalu, co je twój pan dla wyjątkowych gości trzyma - powiedział przybysz potrząsając nabitym trzosem i zdradzając jednocześnie głęboką znajomość sekretów właściciela tawerny. Dziewczyna kiwnęła głową i śmignęła w dół schodów przywołując do siebie gorączkowymi ruchami rąk dziewkę obłapianą dotąd namiętnie przez Morientego. Ta poprawiła swój pognieciony dekolt, posłała mężczyźnie gniewne spojrzenie i odeszła z prychnięciem rozdrażnionej kotki.
- Jestem Jerud Orres, z rodu Orresów z Bimbalu, na pewno o nim słyszeliście? - powiedział mężczyzna, kiedy wszyscy się już po kolei przedstawili, mówiąc bez najmniejszego trudu w mowie asseryjskiej, znanej mniej lub lepiej wszystkim siedzącym przy stole najmitom. Mężczyźni skinęli ostrożnie głowami dając do zrozumienia, że owszem, że może gdzieś im się tam obiło o uszy nazwisko rodu Orresów, nie wiedząc za bardzo jak szczodry w szafowaniu piwem szlachcic mógłby odebrać zaprzeczenie.
- Było tu całkiem niedawno paru moich znajomków, ci mieli sposobność obejrzeć tę przednią bitkę z osmundzkimi przybłędami, tedy wysłuchawszy ich na ulicy postanowiłem poznać osobiście człowieka, któren posiada tak przedniego wytresowanego psa. I proszę o wybaczenie, albowiem określenie człowiek nie było zamierzoną urazą.
- Daleko mi do wyniosłości niektórych moich ziomków - odpowiedział z kurtuazją elf - Wybaczenie nie będzie potrzebne, bo i urazy żadnej nie było. Pies jest ci mój i zaiste wiele potrafi.
Jakby wyczuwając, że rozmowa zeszła na jego temat, leżący pod jedną z ław Akki podniósł łen i spojrzał bacznymi ślepiami na siedzących przy stoliku mężczyzn. Jerud Orres z Bimbalu zacmokał na niego, gwizdnął, a potem wyciągnął rękę w próbie złapania psa za ucho, co Akki powitał zwyczajowym obnażeniem swych ostrych białych kłów. Zniechęcony do dalszych poufałości tabadański szlachcic cmoknął raz jeszcze i odwrócił się z powrotem do Hariquiela.
- Piękny z wyglądu i ładnie ułożony - oświadczył - Zdałby mi się takowy do walk psiarskich, od razu widać, że dałby sobie radę z każdym innym na arenie. Cosik mi podpowiada, że niechętnie się z nim będziecie chcieli rozstać, panie elfie, wszelako dla pamięci rzeknę: gdybyście kiedyś zdanie zmienili, dam za niego dobrą cenę.
Nim lekko skonfundowany szczodrą propozycją Hariquiel zdążył odpowiedzieć, do stolika dopadły dwie służebne dziewki, przynosząc ze sobą zapach piwnej piany i wtartego w ich gładką skórę aromatycznego olejku. Wcześniejsza oblubienica Morientiego ostentacyjnie obeszła swego niedoszłego kochanka szerokim łukiem, kładąc dzban na stole przed Aldurem i wyraźnie na złość Katańczykowi przesuwając wąską dłonią po barku rosłego drwala. Druga dziewka z jęknięciem ulgi postawiła dwa przyniesione przez siebie ciężkie dzbany przed Jerudem, łapiąc w dłoń kilka podanych jej srebrnych monet i wracając w pobliże wiodących na parter schodów.
Tabadańczyk zgodnie z obyczajem rozlał piwo do naczyń swych gości, jako płacący za napitek fundator mając w obowiązku dbać również o to, by ich kufle pozostawały wciąż pełne. Wszyscy upili z lubością złocistego trunku, z miejsca rozpoznając różnicę smaku między nim, a piwem skonsumowanym wcześniej tego wieczora.
- Przednie, że ho! - oświadczył Goldasth oblizując z piany usta - Chwała wam, zacny panie, za taki napitek, chwała!
- A niechaj wam wyjdzie na zdrowie - roześmiał się Jerud Orres ocierając własne usta rękawem - Na pohybel tym osmundzkim żeglarzom!
Wszyscy upili ponownie trunku odwzajemniając toast szlachcica, chociaż po prawdzie żaden z najmitów nie żywił znacząco wrogich uczuć wobec marznących teraz zapewne w loszku żeglarzy z Królestwa Złotych Twierdz.
Wątek techniczny
Kolejna scenka obyczajowa, żebyście mogli sobie wyobrazić ów przyjemny wieczór w tawernie. Co do Morientiego, panna z pokoikiem opodal chyba się poczuła obrażona, toteż w razie wyraźnie okazanej chęci jej wdziękami nacieszy się prędzej Aldur niż sam Morienti, ale wiadomo, jakie są dzisiejsze tabadańskie dziewczęta - odpowiednia zapłata sprawi, że fochy pewnie jej przejdą, a może nawet zabierze Was obu do siebie? (naraz). Piwo jest dużo lepsze od tego, które właściciel tawerny serwuje normalnie, więc warto było gościowi pozwolić na postawienie sobie kolejki. Ktoś chce zagaić z nim ciekawą rozmowę czy raczej poprzestaniecie na sączeniu piwa i wychwalaniu zalet Akkiego? (Zygi, propozycja była poważna, gdybyś chciał pieska opchnąć...).
Nieznajomy w czerni dosiadł się z przyjaznym uśmiechem do stolika, witając skinięciem głowy Aldura i Morientiego. Przywołana przez niego służebna dziewka doskoczyła natychmiast do gości, zwabiona albo błyskiem ciężkiego złotego łańcucha albo wielkopańskimi manierami obcego.
- Trzy dzbany piwa, dobrze schłodzonego i nie tego waszego bełtacza, jeno tego z Saghalu, co je twój pan dla wyjątkowych gości trzyma - powiedział przybysz potrząsając nabitym trzosem i zdradzając jednocześnie głęboką znajomość sekretów właściciela tawerny. Dziewczyna kiwnęła głową i śmignęła w dół schodów przywołując do siebie gorączkowymi ruchami rąk dziewkę obłapianą dotąd namiętnie przez Morientego. Ta poprawiła swój pognieciony dekolt, posłała mężczyźnie gniewne spojrzenie i odeszła z prychnięciem rozdrażnionej kotki.
- Jestem Jerud Orres, z rodu Orresów z Bimbalu, na pewno o nim słyszeliście? - powiedział mężczyzna, kiedy wszyscy się już po kolei przedstawili, mówiąc bez najmniejszego trudu w mowie asseryjskiej, znanej mniej lub lepiej wszystkim siedzącym przy stole najmitom. Mężczyźni skinęli ostrożnie głowami dając do zrozumienia, że owszem, że może gdzieś im się tam obiło o uszy nazwisko rodu Orresów, nie wiedząc za bardzo jak szczodry w szafowaniu piwem szlachcic mógłby odebrać zaprzeczenie.
- Było tu całkiem niedawno paru moich znajomków, ci mieli sposobność obejrzeć tę przednią bitkę z osmundzkimi przybłędami, tedy wysłuchawszy ich na ulicy postanowiłem poznać osobiście człowieka, któren posiada tak przedniego wytresowanego psa. I proszę o wybaczenie, albowiem określenie człowiek nie było zamierzoną urazą.
- Daleko mi do wyniosłości niektórych moich ziomków - odpowiedział z kurtuazją elf - Wybaczenie nie będzie potrzebne, bo i urazy żadnej nie było. Pies jest ci mój i zaiste wiele potrafi.
Jakby wyczuwając, że rozmowa zeszła na jego temat, leżący pod jedną z ław Akki podniósł łen i spojrzał bacznymi ślepiami na siedzących przy stoliku mężczyzn. Jerud Orres z Bimbalu zacmokał na niego, gwizdnął, a potem wyciągnął rękę w próbie złapania psa za ucho, co Akki powitał zwyczajowym obnażeniem swych ostrych białych kłów. Zniechęcony do dalszych poufałości tabadański szlachcic cmoknął raz jeszcze i odwrócił się z powrotem do Hariquiela.
- Piękny z wyglądu i ładnie ułożony - oświadczył - Zdałby mi się takowy do walk psiarskich, od razu widać, że dałby sobie radę z każdym innym na arenie. Cosik mi podpowiada, że niechętnie się z nim będziecie chcieli rozstać, panie elfie, wszelako dla pamięci rzeknę: gdybyście kiedyś zdanie zmienili, dam za niego dobrą cenę.
Nim lekko skonfundowany szczodrą propozycją Hariquiel zdążył odpowiedzieć, do stolika dopadły dwie służebne dziewki, przynosząc ze sobą zapach piwnej piany i wtartego w ich gładką skórę aromatycznego olejku. Wcześniejsza oblubienica Morientiego ostentacyjnie obeszła swego niedoszłego kochanka szerokim łukiem, kładąc dzban na stole przed Aldurem i wyraźnie na złość Katańczykowi przesuwając wąską dłonią po barku rosłego drwala. Druga dziewka z jęknięciem ulgi postawiła dwa przyniesione przez siebie ciężkie dzbany przed Jerudem, łapiąc w dłoń kilka podanych jej srebrnych monet i wracając w pobliże wiodących na parter schodów.
Tabadańczyk zgodnie z obyczajem rozlał piwo do naczyń swych gości, jako płacący za napitek fundator mając w obowiązku dbać również o to, by ich kufle pozostawały wciąż pełne. Wszyscy upili z lubością złocistego trunku, z miejsca rozpoznając różnicę smaku między nim, a piwem skonsumowanym wcześniej tego wieczora.
- Przednie, że ho! - oświadczył Goldasth oblizując z piany usta - Chwała wam, zacny panie, za taki napitek, chwała!
- A niechaj wam wyjdzie na zdrowie - roześmiał się Jerud Orres ocierając własne usta rękawem - Na pohybel tym osmundzkim żeglarzom!
Wszyscy upili ponownie trunku odwzajemniając toast szlachcica, chociaż po prawdzie żaden z najmitów nie żywił znacząco wrogich uczuć wobec marznących teraz zapewne w loszku żeglarzy z Królestwa Złotych Twierdz.
Wątek techniczny
Kolejna scenka obyczajowa, żebyście mogli sobie wyobrazić ów przyjemny wieczór w tawernie. Co do Morientiego, panna z pokoikiem opodal chyba się poczuła obrażona, toteż w razie wyraźnie okazanej chęci jej wdziękami nacieszy się prędzej Aldur niż sam Morienti, ale wiadomo, jakie są dzisiejsze tabadańskie dziewczęta - odpowiednia zapłata sprawi, że fochy pewnie jej przejdą, a może nawet zabierze Was obu do siebie? (naraz). Piwo jest dużo lepsze od tego, które właściciel tawerny serwuje normalnie, więc warto było gościowi pozwolić na postawienie sobie kolejki. Ktoś chce zagaić z nim ciekawą rozmowę czy raczej poprzestaniecie na sączeniu piwa i wychwalaniu zalet Akkiego? (Zygi, propozycja była poważna, gdybyś chciał pieska opchnąć...).
- Wybacz szlachetny panie, ale źle się wyraziłem - Akki jest mój, tak samo jak ja jego - i nie obraź się, ale zdania nie zmienie, domyślam się, że to rozumiesz i że nie z wiarą w przyjęcie tej oferty tu przybyłeś. Swoją drogą, domyślasz się chyba, że absolutnie nie mogę pochwalić wspomnianych walk, psy walczą kiedy są zagrożone, nie dla zysku czy rozrywki - skończył lekko uniesiony, ale wciąż starał się być uprzejmy. - Jednak skoro spodziewałeś się odrzucenia twej propozycji, to nie mogę zajść w głowę, jakiż to powód Cie zainspirował do porzucenia przyjemności wieczornych i zaszczycenia nas swoim towarzystwem"? - zapytał Hariquiel swe zaciekawienie, jeszcze tonem dodatkowo podkreślając. Nim doczekał się odpowiedzi, zniżył się lekko, by zaciekawionego psa po głowie pogłaskać.
Nemo Me Impune Lacessit..
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
27 bakis-ranu 9454, Tahar-gar, Tabadan
Jerud Orres zerknął znowu na psa, który w międzyczasie zdążył się ponownie zdrzemnąć, westchnął nieco teatralnie dając do zrozumienia, że godzi się na odmowę Hariquiela z ciężkim sercem.
- Co kraj, to obyczaj - powiedział wyciągając z kieszonki wykonaną z wiśniowego drewna fajeczkę i nabijając ją pachnącą aromatycznie mieszanką ziół - Szanuję tych, którzy z niechęcią patrzą na nasze wielkomiejskie rozrywki, wszelako walki psów są wieloletnią tradycją w tych stronach i zapewne na zawsze nią pozostaną. Co zaś do zapytania o powód mej wizyty, możność wychylenia kufla piwa w tak przednim towarzystwie jest dla mnie wieczorną przyjemnością samą w sobie.
Słowa szlachcica zdawały się kryć w sobie zamierzoną przesadę, ale najmici przyjęli je za dobrą monetę przynajmniej na początek konwersacji, domyślając się, że ewentualne ukryte intencje Orresa musiały prędzej czy później wychynąć na wierzch.
- Mus wam wiedzieć, że my w tych stronach mało miłości ostatnio żywimy do Osmundczyków - powiedział Tabadańczyk upiwszy ponownie piwa i rozsiadając się wygodniej na ławie - Ci żeglarze, co tak chwacko zostali przez straż pojmani to jedni z rybaków z tamtej strony Morza Perłowego. Coraz ich więcej na naszych wodach, ryby nam kradną, a insze stwory biesiadne, choćby kamułaki. Nie dość tego, że chleb naszym rybakom od gęby odejmują, to jeszcze się panoszą w portach, a na dodatek próbują sprzedawać połów naszym kupcom.
W przeciwieństwie do Hariquiela pozostali trzej najmici pojęcie o miejscowych problemach kupieckich mieli mniej niż mierne, toteż nie mając wiele do powiedzenia sięgnęli po swe kufle pozostawiając elfa osamotnionego w dyspucie.
- Jam jest z życiem puszczańskim bardziej obyty niż z morzem, nie sposób mi tedy wiele rzec o takowych praktykach - przyznał ostrożnie Hariquiel - Wszelako pragnę wierzyć, że tutejsi rybacy głodem tego nie przypłacą.
- Któż wie, może i tak się rychło stanie? - odpowiedział Jerud Orres, posępniejąc i odstawiając kufel z trzaskiem na blat stołu - Mus wam wiedzieć, że w Tahar-garze gros mieszkańców z morza żyje i jego darów, rybołóstwo wielce tutaj ważne i to z niego się dobrobyt dotąd brał. Od kiedy Osmundczycy zuchwalej się na nasze łowiska poczęli zapuszczać, ich łodzie coraz częściej obok naszych sieci rzucają, a gdzie się dwóch o rybę bije, tam ktoś dutki traci niezawodnie. Nasi włodarze poczęli się szczerze troskać, toteż czcigodny baron Hargan niedawno listy posłał do stolicy przez delegację tutejszej gildii rybackiej, coby miłościwie panujący król Tabard zechciał takowe praktyki ukrócić.
- I co na to wasz król rzecze? - zapytał lekko już podchmielony Goldasth, okazując niezwykłe u krasnoluda, a zatem zdradzające głęboką nudę zainteresowanie zupełnie dla niego obcym tematem rybołóstwa - Każe osmundzkich marynarzy lać, a w loszki wsadzać?
- Król szanuje prawo jako i my wszyscy pospołu - odpowiedział twardo i być może niezamierzenie ostro Jerud Orres - Istnieją traktaty z Osmundem sygnowane jeszcze ręką jego pradziada, które rzeczą, gdzie kto łowi, a gdzie zapuszczać się nie lza. Król będzie się domagał, by Królestwo Złotych Twierdz odstąpiło od gnębienia naszych rybaków, a na swoje wody wróciło. A lanie i wsadzanie w loszki przecie nie z polecenia króla rzecz miało, jeno z powodu zuchwalstwa, a pychy tych żeglarzy, co się tu wywyższali ponad nas miejscowych. W wieży ich poturbują z leksza dla nauczki, a potem wolno puszczą, mocniej nie ukrzywdzą.
- A czemuż to oni Osmundczycy tak poczęli waszą stronę Morza Perłowego nawiedzać, co? - zapytał ze szczerym zainteresowaniem Hariquiel, wietrząc w tak częstych wizytach cudzoziemskich rybaków u brzegów Tabadanu daleko zakrojone i niepokojące naruszaniem praw natury praktyki.
- Tego mi dokładnie nie wiadomo - wzruszył ramionami Jerud Orres - Wszelako marynarze ze statków z południa, którzy tutaj zawijają w drodze na inne Orkusy powiadają, że na południe do Wysp Grua wyroiło się ostatnio mnóstwo trytonów, a inszych morskich bestyjów, te zaś osmundzkich rybaków od strony Ciągu Arianom dręczą, a nękają. Kto tam wie, ile w tym prawdy, a ich fałszu wymyślonego przez tamtych, coby móc rękę na naszych łowiskach położyć, wszelako jedno jest pewne: mało kto tu tera Osmundczyków lubi.
Wątek techniczny
Rozmowa rozmową, ale chętnie w międzyczasie rozważyłbym kilka innych kwestii. Na ile zdecydowani jesteście przy braku ewentualnej pracy wrócić z drwalami do interioru? Czy ktoś z Was zamierza jeszcze tego wieczoru szukać poświęconej swemu bóstwu patronackiemu świątyni albo przynajmniej odprawić jakieś zwyczajowe religijne praktyki? (odpowiedzi dotyczące sfery religijnej na PW). Czy ktoś zamierza sięgnąć do sakiewki i postawić dla odmiany kolejkę Orresowi?
Jerud Orres zerknął znowu na psa, który w międzyczasie zdążył się ponownie zdrzemnąć, westchnął nieco teatralnie dając do zrozumienia, że godzi się na odmowę Hariquiela z ciężkim sercem.
- Co kraj, to obyczaj - powiedział wyciągając z kieszonki wykonaną z wiśniowego drewna fajeczkę i nabijając ją pachnącą aromatycznie mieszanką ziół - Szanuję tych, którzy z niechęcią patrzą na nasze wielkomiejskie rozrywki, wszelako walki psów są wieloletnią tradycją w tych stronach i zapewne na zawsze nią pozostaną. Co zaś do zapytania o powód mej wizyty, możność wychylenia kufla piwa w tak przednim towarzystwie jest dla mnie wieczorną przyjemnością samą w sobie.
Słowa szlachcica zdawały się kryć w sobie zamierzoną przesadę, ale najmici przyjęli je za dobrą monetę przynajmniej na początek konwersacji, domyślając się, że ewentualne ukryte intencje Orresa musiały prędzej czy później wychynąć na wierzch.
- Mus wam wiedzieć, że my w tych stronach mało miłości ostatnio żywimy do Osmundczyków - powiedział Tabadańczyk upiwszy ponownie piwa i rozsiadając się wygodniej na ławie - Ci żeglarze, co tak chwacko zostali przez straż pojmani to jedni z rybaków z tamtej strony Morza Perłowego. Coraz ich więcej na naszych wodach, ryby nam kradną, a insze stwory biesiadne, choćby kamułaki. Nie dość tego, że chleb naszym rybakom od gęby odejmują, to jeszcze się panoszą w portach, a na dodatek próbują sprzedawać połów naszym kupcom.
W przeciwieństwie do Hariquiela pozostali trzej najmici pojęcie o miejscowych problemach kupieckich mieli mniej niż mierne, toteż nie mając wiele do powiedzenia sięgnęli po swe kufle pozostawiając elfa osamotnionego w dyspucie.
- Jam jest z życiem puszczańskim bardziej obyty niż z morzem, nie sposób mi tedy wiele rzec o takowych praktykach - przyznał ostrożnie Hariquiel - Wszelako pragnę wierzyć, że tutejsi rybacy głodem tego nie przypłacą.
- Któż wie, może i tak się rychło stanie? - odpowiedział Jerud Orres, posępniejąc i odstawiając kufel z trzaskiem na blat stołu - Mus wam wiedzieć, że w Tahar-garze gros mieszkańców z morza żyje i jego darów, rybołóstwo wielce tutaj ważne i to z niego się dobrobyt dotąd brał. Od kiedy Osmundczycy zuchwalej się na nasze łowiska poczęli zapuszczać, ich łodzie coraz częściej obok naszych sieci rzucają, a gdzie się dwóch o rybę bije, tam ktoś dutki traci niezawodnie. Nasi włodarze poczęli się szczerze troskać, toteż czcigodny baron Hargan niedawno listy posłał do stolicy przez delegację tutejszej gildii rybackiej, coby miłościwie panujący król Tabard zechciał takowe praktyki ukrócić.
- I co na to wasz król rzecze? - zapytał lekko już podchmielony Goldasth, okazując niezwykłe u krasnoluda, a zatem zdradzające głęboką nudę zainteresowanie zupełnie dla niego obcym tematem rybołóstwa - Każe osmundzkich marynarzy lać, a w loszki wsadzać?
- Król szanuje prawo jako i my wszyscy pospołu - odpowiedział twardo i być może niezamierzenie ostro Jerud Orres - Istnieją traktaty z Osmundem sygnowane jeszcze ręką jego pradziada, które rzeczą, gdzie kto łowi, a gdzie zapuszczać się nie lza. Król będzie się domagał, by Królestwo Złotych Twierdz odstąpiło od gnębienia naszych rybaków, a na swoje wody wróciło. A lanie i wsadzanie w loszki przecie nie z polecenia króla rzecz miało, jeno z powodu zuchwalstwa, a pychy tych żeglarzy, co się tu wywyższali ponad nas miejscowych. W wieży ich poturbują z leksza dla nauczki, a potem wolno puszczą, mocniej nie ukrzywdzą.
- A czemuż to oni Osmundczycy tak poczęli waszą stronę Morza Perłowego nawiedzać, co? - zapytał ze szczerym zainteresowaniem Hariquiel, wietrząc w tak częstych wizytach cudzoziemskich rybaków u brzegów Tabadanu daleko zakrojone i niepokojące naruszaniem praw natury praktyki.
- Tego mi dokładnie nie wiadomo - wzruszył ramionami Jerud Orres - Wszelako marynarze ze statków z południa, którzy tutaj zawijają w drodze na inne Orkusy powiadają, że na południe do Wysp Grua wyroiło się ostatnio mnóstwo trytonów, a inszych morskich bestyjów, te zaś osmundzkich rybaków od strony Ciągu Arianom dręczą, a nękają. Kto tam wie, ile w tym prawdy, a ich fałszu wymyślonego przez tamtych, coby móc rękę na naszych łowiskach położyć, wszelako jedno jest pewne: mało kto tu tera Osmundczyków lubi.
Wątek techniczny
Rozmowa rozmową, ale chętnie w międzyczasie rozważyłbym kilka innych kwestii. Na ile zdecydowani jesteście przy braku ewentualnej pracy wrócić z drwalami do interioru? Czy ktoś z Was zamierza jeszcze tego wieczoru szukać poświęconej swemu bóstwu patronackiemu świątyni albo przynajmniej odprawić jakieś zwyczajowe religijne praktyki? (odpowiedzi dotyczące sfery religijnej na PW). Czy ktoś zamierza sięgnąć do sakiewki i postawić dla odmiany kolejkę Orresowi?
Ostatnio zmieniony 10 lipca 2011, 21:09 przez Keth, łącznie zmieniany 1 raz.
-
avnar
- Reactions:
- Posty: 1140
- Rejestracja: 29 kwietnia 2009, 20:39
- Has thanked: 2 times
- Been thanked: 8 times
Aldur słucha z uwagą, choć bardziej zainteresowała go kusicielka i ewentualność skończenia w łóżku z kobietą, nawet jeśli miało to spowodować utratę kilku pieniążków:). Ponieważ za bardzo się się nie orientuje w niuansach rybnych, nie wchodzi w dyskusję. Choć podoba mu się wizja ewentualnych konfliktów i sposobu ich rozwiązywania. Modlić się nie modli i nie widać żadnych symboli religijnych. Nawet wcześniej nie wykazywał zbytnich zainteresowań klepaniem pacierzy, bardziej był zainteresowany bujaniem w obłokach i spaniem.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
27 bakis-ranu 9454, Tahar-gar, Tabadan
Ponieważ gości na górnym piętrze powoli ubywało, dziewki usługujące w tawernie kręciły się opodal szczytu schodów, śląc pełne zainteresowania spojrzenia w stronę grupki najmitów i ich szlachetnie urodzonego rozmówcy. Śledzący wywody Orresa jednym uchem Aldur jął zerkać w stronę kształtnej dziewczyny o długich ciemnych włosach, która chwilę straciła dobry humor porzucona przez Morientiego.
- A was co tutaj sprowadza? - zapytał Jerud Orres wstając z ławy i dolewając wszystkim wciąż rozkosznie schłodzonego piwa z kolejnego z dzbanów - W służbie jakiegoś możnego pana jesteście czy w podróży żeście się jeno na nocleg zatrzymali? Że dwóch z was krajanami mi jest, w to nie wątpię, bo ucho mam wyćwiczone i po akcencie wiele rozpoznać umiem - znaczące spojrzenie szlachcica przesunęło się po obliczach Hariquiela i Aldura - wszelako wyście cudzoziemcy.
Orres kiwnął lekko głową w stronę Goldastha i Morientiego, wyraźnie zaciekawiony ich pochodzeniem, a może i opowieściami z zamorskich krain.
- Przybyliście tutaj, by się zabrać za połów kamułaków? Zwłaszcza wy, zacny krasnoludzie?
Wątek techniczny
Wygląda na to, że Jerud Orres chętnie poznałby bliżej cudzoziemską część drużyny, zwłaszcza krasnoluda - nic dziwnego, widok brodacza w rybackim mieście wzbudza pewne zainteresowanie, bo a nuż to zamaskowany emisariusz krasnoludzkiej gildii rybołówczej z Awarimu?
Ponieważ gości na górnym piętrze powoli ubywało, dziewki usługujące w tawernie kręciły się opodal szczytu schodów, śląc pełne zainteresowania spojrzenia w stronę grupki najmitów i ich szlachetnie urodzonego rozmówcy. Śledzący wywody Orresa jednym uchem Aldur jął zerkać w stronę kształtnej dziewczyny o długich ciemnych włosach, która chwilę straciła dobry humor porzucona przez Morientiego.
- A was co tutaj sprowadza? - zapytał Jerud Orres wstając z ławy i dolewając wszystkim wciąż rozkosznie schłodzonego piwa z kolejnego z dzbanów - W służbie jakiegoś możnego pana jesteście czy w podróży żeście się jeno na nocleg zatrzymali? Że dwóch z was krajanami mi jest, w to nie wątpię, bo ucho mam wyćwiczone i po akcencie wiele rozpoznać umiem - znaczące spojrzenie szlachcica przesunęło się po obliczach Hariquiela i Aldura - wszelako wyście cudzoziemcy.
Orres kiwnął lekko głową w stronę Goldastha i Morientiego, wyraźnie zaciekawiony ich pochodzeniem, a może i opowieściami z zamorskich krain.
- Przybyliście tutaj, by się zabrać za połów kamułaków? Zwłaszcza wy, zacny krasnoludzie?
Wątek techniczny
Wygląda na to, że Jerud Orres chętnie poznałby bliżej cudzoziemską część drużyny, zwłaszcza krasnoluda - nic dziwnego, widok brodacza w rybackim mieście wzbudza pewne zainteresowanie, bo a nuż to zamaskowany emisariusz krasnoludzkiej gildii rybołówczej z Awarimu?
Lekko znudzony opowieściami o trudach, niepokojach a zarazem doświadczeniach rybaków sączył powoli złocisty nektar delektując się jego wyśmienitym smakiem. Przyglądał się ukradkiem znad dzbana biżuterii zdobiącej nowoprzybyłego, co wzbudzało czasami dziwną iskrę w oczach. Od czasu do czasu miętosił sakiewkę i mruczał do siebie tarmosząc brodę.
Upił potężnie i nagle zakrztusił się, rozkaszlał plując drobinkami śliny dookoła gdy dotarło do niego zapytanie przybysza. Uspokoiwszy się po pewnym czasie i nabrawszy oddechu wychrypiał:
- Ja?! Kamułaki i pływanie? Za żywota swego siecią robił nie będę! - zacisnął sękate paluchy na stylisku toporzyska i wyszczerzył nierówne zębiska - Do bitki mnie się najmować!
Otarł resztki plwociny z brody wycierając w portki mokre dłonie i nachylił się do stołu.
- Wędrujem przez świat dla zarobku a może i fortuny odnalezienia skrawka... - popatrzył tęsknie w dal - Jakoż to w rodzinne strony wrócić gdy się za dobytek jeno co na sobie posiada...
Burknął coś niezrozumiale krzywiąc się lekko.
- Czasem mocniej we łebie zaszumi i ląduje się gdzieś... - wskazał dookoła mrucząc coś niewyraźnie o pijaństwie z ludźmi, co to nie mają krzepy i zdolności do picia a potem znienacka na pokład łodzi odprowadzją. Rzekomo do sypialni. Czknął gromko i wyprostował się nagle.
- Ale co tam, porządny rębajło zawsze w cenie... - zacisnął wargi i zgrzytnął zębami na wspomnienie ostatniej fuchy - ...choć nie zawsze umieją docenić.
Dodał wskazując na chudy mieszek wiszący przy pasie. Nagle zmrużył oczy i wpatrzył się intensywnie w rozmówcę.
- Cosik mi się widuje, nie tylko dla pochwały za wstawiennictwo psiaka przybywacie. Oj, nie przybyliście do nas ot tak...
Uśmiechnął się szeroko i pogroził lekko paluchem.
- Choć ładnieście się sprawili ujmując nas gościnnie, prawcież co Was sprowadza. Jeśliście zajęcie nam jakieś zmyślili, chętnie rozważym. Dufam, iże się dogadamy... A jeśli mnie zmysły mylą, raczyć możem się dalej przednim napitkiem. Noc długa, chętnie pogwarzym w zacnym towarzystwie.
Zapatrzył się chciwie na łańcuch błyszczący na piersi Jeruda i zabębnił lekko po stole paluchami w oczekiwaniu na rozwój konwersacji.
Watek techniczny:
Gdyby rozmowa przedłużała się w czasie a napitku brakowało, chętnie zamówię kolejną kolejkę.
Upił potężnie i nagle zakrztusił się, rozkaszlał plując drobinkami śliny dookoła gdy dotarło do niego zapytanie przybysza. Uspokoiwszy się po pewnym czasie i nabrawszy oddechu wychrypiał:
- Ja?! Kamułaki i pływanie? Za żywota swego siecią robił nie będę! - zacisnął sękate paluchy na stylisku toporzyska i wyszczerzył nierówne zębiska - Do bitki mnie się najmować!
Otarł resztki plwociny z brody wycierając w portki mokre dłonie i nachylił się do stołu.
- Wędrujem przez świat dla zarobku a może i fortuny odnalezienia skrawka... - popatrzył tęsknie w dal - Jakoż to w rodzinne strony wrócić gdy się za dobytek jeno co na sobie posiada...
Burknął coś niezrozumiale krzywiąc się lekko.
- Czasem mocniej we łebie zaszumi i ląduje się gdzieś... - wskazał dookoła mrucząc coś niewyraźnie o pijaństwie z ludźmi, co to nie mają krzepy i zdolności do picia a potem znienacka na pokład łodzi odprowadzją. Rzekomo do sypialni. Czknął gromko i wyprostował się nagle.
- Ale co tam, porządny rębajło zawsze w cenie... - zacisnął wargi i zgrzytnął zębami na wspomnienie ostatniej fuchy - ...choć nie zawsze umieją docenić.
Dodał wskazując na chudy mieszek wiszący przy pasie. Nagle zmrużył oczy i wpatrzył się intensywnie w rozmówcę.
- Cosik mi się widuje, nie tylko dla pochwały za wstawiennictwo psiaka przybywacie. Oj, nie przybyliście do nas ot tak...
Uśmiechnął się szeroko i pogroził lekko paluchem.
- Choć ładnieście się sprawili ujmując nas gościnnie, prawcież co Was sprowadza. Jeśliście zajęcie nam jakieś zmyślili, chętnie rozważym. Dufam, iże się dogadamy... A jeśli mnie zmysły mylą, raczyć możem się dalej przednim napitkiem. Noc długa, chętnie pogwarzym w zacnym towarzystwie.
Zapatrzył się chciwie na łańcuch błyszczący na piersi Jeruda i zabębnił lekko po stole paluchami w oczekiwaniu na rozwój konwersacji.
Watek techniczny:
Gdyby rozmowa przedłużała się w czasie a napitku brakowało, chętnie zamówię kolejną kolejkę.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
27 bakis-ranu 9454, Tahar-gar, Tabadan
Jerud Orres spozierał na chwilę prosto w oczy Goldastha, a potem roześmiał się gromko, klasnąwszy wpierw w dłonie.
- Raczcie wybaczyć, zacny panie, żem rozmowę tak oględnie rozpoczął, ale trudno czasami człeka lub nieludzia trafnie wybadać - powiedział szlachcic przestawszy się śmiać - Nie skłamałem mówiąc, że chciałem postawić napitek w podzięce za tresurę psa, który wie, kogo winien gryźć, a kogo nie. Lecz to zaiste nie było wszystko, a wy widzicie mi się na najmitów, którzy mogą szybko i bez trudu zarobić sowitą zapłatę.
Tabadańcyk obejrzał się ponad ramieniem poważniejąc, kiedy zaś uznał, że pozostali goście siedząc dość daleko, by nie dosłyszeć jego słów, jął wykładać cichym głosem powód swego przyjacielskiego powitania.
- Znam w tym mieście wielu ludzi, oni zaś znają innych - powiedział Orres - Tak się złożyło, że jest ktoś, kto szuka kilku wprawnych w robieniu orężem zuchów chętnych nie tyle do bitki, co poczynienia szkody.
- Szkody powiadacie, panie? - krasnolud przechylił się do przodu na ławie, zmrużył oczy spoglądając uważnie na szlachcica - Tedy mus nam się wpierw wywiedzieć jak wielka to ma być szkoda, komu zaszkodzi i jaką nam samym korzyść przyniesie.
- Rzecz cała się o tych parszywych Osmundczyków rozbija - odrzekł jeszcze ciszej - Jest w Tahar-garze pewien kupiec zaprzaniec, który miast po stronie swoich, z Osmundczykami się znosi i od nich ryby skupuje zamiast od własnych rybaków. Wielu jest takich, którzy chętnie by mu dali nauczkę, ale jeno takową na opamiętanie. Wielu jest też takich, którzy chętnie srebrem sypną w ręce chwatów gotowych chciwemu łotrów takową nauczkę wymierzyć.
Jerud Orres spozierał na chwilę prosto w oczy Goldastha, a potem roześmiał się gromko, klasnąwszy wpierw w dłonie.
- Raczcie wybaczyć, zacny panie, żem rozmowę tak oględnie rozpoczął, ale trudno czasami człeka lub nieludzia trafnie wybadać - powiedział szlachcic przestawszy się śmiać - Nie skłamałem mówiąc, że chciałem postawić napitek w podzięce za tresurę psa, który wie, kogo winien gryźć, a kogo nie. Lecz to zaiste nie było wszystko, a wy widzicie mi się na najmitów, którzy mogą szybko i bez trudu zarobić sowitą zapłatę.
Tabadańcyk obejrzał się ponad ramieniem poważniejąc, kiedy zaś uznał, że pozostali goście siedząc dość daleko, by nie dosłyszeć jego słów, jął wykładać cichym głosem powód swego przyjacielskiego powitania.
- Znam w tym mieście wielu ludzi, oni zaś znają innych - powiedział Orres - Tak się złożyło, że jest ktoś, kto szuka kilku wprawnych w robieniu orężem zuchów chętnych nie tyle do bitki, co poczynienia szkody.
- Szkody powiadacie, panie? - krasnolud przechylił się do przodu na ławie, zmrużył oczy spoglądając uważnie na szlachcica - Tedy mus nam się wpierw wywiedzieć jak wielka to ma być szkoda, komu zaszkodzi i jaką nam samym korzyść przyniesie.
- Rzecz cała się o tych parszywych Osmundczyków rozbija - odrzekł jeszcze ciszej - Jest w Tahar-garze pewien kupiec zaprzaniec, który miast po stronie swoich, z Osmundczykami się znosi i od nich ryby skupuje zamiast od własnych rybaków. Wielu jest takich, którzy chętnie by mu dali nauczkę, ale jeno takową na opamiętanie. Wielu jest też takich, którzy chętnie srebrem sypną w ręce chwatów gotowych chciwemu łotrów takową nauczkę wymierzyć.