PBF - Łuski na oczach
- Znajomość ludzi u waszeci nieprzeciętna, albowiem do Tabadanu już przed wielu laty przybyłem i mniemałem, że akcent mam niezgoszy. Widać jednak, że oko w ocenie macie wprawne. Przybyłem tu, bowiem miłością do orkowych władyków na Orkusie nie pałam, to jedno. A drugie, że świat szeroki podziwiać i ludzi nowych poznawać lubię - tu zerknął wymownie na krążące w okolicy służki. - Historii ciekwaych opowiedzieć mogę wiele... a ile w nich prawdy samu zdecydować musicie - kontynuował z uśmiechem.
Chętnie napiję się piwa i jeśli wpadnie szansa na jakiś zarobek to skorzystam bez wahania. Jeśli jednak ma to być taka sobie gadka, to wolę skorzystać z uroków którejś z usługujących dziewcząt.
Co do interioru - wolałbym zostać w mieście, ponownie jednak staje sprawa kasy - brzęczący trzos zmienia perspektywę...
Znów spóźniony post...
Chętnie napiję się piwa i jeśli wpadnie szansa na jakiś zarobek to skorzystam bez wahania. Jeśli jednak ma to być taka sobie gadka, to wolę skorzystać z uroków którejś z usługujących dziewcząt.
Co do interioru - wolałbym zostać w mieście, ponownie jednak staje sprawa kasy - brzęczący trzos zmienia perspektywę...
Znów spóźniony post...
Ostatnio zmieniony 10 lipca 2011, 23:29 przez tzeentch, łącznie zmieniany 1 raz.
- Intersujące rzeczy prawisz. Wszędzie znajdą się tacy, dla których złoto w kabzie ważniejsze jest niż dobrobyt ludzi w mieście mieszkających. Smutne to, lecz prawdziwe. Ale jeśli wiesz, gdzie problem leży, to i rozwiązanie się znajdzie. Powiadasz, że to bolesny problem, to i rozwiązanie takież być powinno... - tym razem bardziej złośliwy uśmiech pojawił się na twarzy Moriento.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
27 bakis-ranu 9454, Tahar-gar, Tabadan
Jerud Orres i Moriento skrzyżowali spojrzenia badając się wzajemnie wzrokiem, potem tabadański szlachcic pokiwał z aprobatą głową.
- Przeczucie mnie nie myliło, kiedym się zdecydował dosiąść - powiedział mężczyzna w czerni - Przyjaciele mojego przyjaciela byliby niezmiernie zadowoleni wiedząc, żem na was natrafił. Są to hojni panowie, którym wielce się nie podoba to, co ów kupiec czyni w majestacie prawa. Za handel z Osmundczykami nic mu przed namiestnikiem królewskim uczynić nie można, ale pokarać srodze jak najbardziej, zwłaszcza że wyjechał właśnie z Tahar-garu do stolicy, wydawać złoto na krzywdzie tutejszych zarobione.
- Rzeknij zatem jak mu zaszkodzić i za ile? - zapytał wprost Moriento splatając dłonie palcami.
- Dwadzieścia dinonirów dla każdego, jeśli jeszcze tej nocy puścicie z dymem jego faktorię - odparł cicho Jerud Orres - Pewnikiem paru pachołków jej strzeże pod nieobecność pryncypała, tym wszakże nic więcej stać się nie może jak jeno gęby obite, a siniaki pod oczami. Przemawiam do was nie w imeniu morderców, jeno ludzi niezadowolonych z kupieckich praktyk. Jeśli który pachołek by tę awanturę życiem miał przypłacić, wam nic z zapłaty, a pewnikiem i katowskie żelazo wam w oczy zaświeci.
Szlachcic umilkł na chwilę czekając, aż jego słowa dobrze zapadną w pamięć słuchaczy.
- Nie jest to też robota dla takowych, co jęzorami mielić lubią. Jeśli was złoto interesuje, a tajemnicę umiecie zachować i do zarzynania ludzi was zbytnio nie ciągnie, trafnie żem wybrał. Inakszy pozwólcie, że was pożegnam, wieczór już bowiem późny.
Jerud Orres i Moriento skrzyżowali spojrzenia badając się wzajemnie wzrokiem, potem tabadański szlachcic pokiwał z aprobatą głową.
- Przeczucie mnie nie myliło, kiedym się zdecydował dosiąść - powiedział mężczyzna w czerni - Przyjaciele mojego przyjaciela byliby niezmiernie zadowoleni wiedząc, żem na was natrafił. Są to hojni panowie, którym wielce się nie podoba to, co ów kupiec czyni w majestacie prawa. Za handel z Osmundczykami nic mu przed namiestnikiem królewskim uczynić nie można, ale pokarać srodze jak najbardziej, zwłaszcza że wyjechał właśnie z Tahar-garu do stolicy, wydawać złoto na krzywdzie tutejszych zarobione.
- Rzeknij zatem jak mu zaszkodzić i za ile? - zapytał wprost Moriento splatając dłonie palcami.
- Dwadzieścia dinonirów dla każdego, jeśli jeszcze tej nocy puścicie z dymem jego faktorię - odparł cicho Jerud Orres - Pewnikiem paru pachołków jej strzeże pod nieobecność pryncypała, tym wszakże nic więcej stać się nie może jak jeno gęby obite, a siniaki pod oczami. Przemawiam do was nie w imeniu morderców, jeno ludzi niezadowolonych z kupieckich praktyk. Jeśli który pachołek by tę awanturę życiem miał przypłacić, wam nic z zapłaty, a pewnikiem i katowskie żelazo wam w oczy zaświeci.
Szlachcic umilkł na chwilę czekając, aż jego słowa dobrze zapadną w pamięć słuchaczy.
- Nie jest to też robota dla takowych, co jęzorami mielić lubią. Jeśli was złoto interesuje, a tajemnicę umiecie zachować i do zarzynania ludzi was zbytnio nie ciągnie, trafnie żem wybrał. Inakszy pozwólcie, że was pożegnam, wieczór już bowiem późny.
Elf siedział wyraźnie znudzony rozmową o polityce, choć z grzeczności starał się to ukryć, to poznać się dało, iż bardziej go interesowały lokalne problemy niż decyzje królów, czy znajomi znajomych..
- Cóż, oferta rzeczywiście hojna niezmiernie jest panie, jednak jak sam wspomniałeś, widok brodatego woja, powszechny dość tu nie jest. Także Akki mógłby zostać przez pachołków później rozpoznany. Owszem, domyślam się, że towarzysze podróży potrafiliby im szepnąć radę lub dwie, przykładając ostrze do szyi, jednak czasem lojalność takiego pachołka może być przeszkodą. Rozumiesz chyba, że nie chcielibyśmy w lochu spędzić kolejnego dnia. - spokojnym tonem zaczął Hariquiel - Ufam, że wśród licznych przyjaciół i ich przyjaciół znajdzie się ktoś, kto strażnikom szepnie, iż tej nocy, rejon magazynu onego kupca omijać trzeba raczej, dobrze by jednak było, gdyby się znalazło kilku innych pachołków, którzy wcześniej z pilnującymi ze 2 beczki trunku wychylili, a później może i do bitki doszło -- tak, by wytłumaczyć i ich siniaki, i małą wiarygodność, gdy napastników opisywać będą. Zresztą świadkowie widzący ans całą noc w karczmie też są mile widziani. Bo sam magazyn zająć mógłby się przez przypadek, a może to jakaś usterka przy wędzeniu ryb spowodowała cały ten zapłon. - wyszeptał z niekrytą nutą zadowolenia i uśmiechem, w kącie delikatnych ust elf, wciąż prawą ręką psa głaszcząc. Oczy Hariquiela wbiły się niemal w oczy Orresa, czekając na kiwnięcie głową lub inny znak potwierdzający te 'ustalenia'.
- Nie znam się też na karczmach, jednak zawsze uważałem, że gdzie 2 świadków, tam i 4 nowe plotki. A dla dobra znajomych, twych znajomych panie - powiedział nie kryjąc sarkazmu - lepiej by nie było obserwatorów naszego dogadania się - rozejrzał się trochę po karczmie elf, nie przerywając swego wywodu. - Zawsze możemy rozejść się w sytuacji, gdy zawiedziony jesteś nie pozyskaniem Akkiego i nikt tego kryć nie musi, ba, możesz nawet szepnąć słówko lub dwa karczmarce, by spróbowała nas do sprzedaży psa przekonać - tu elf urwał nagle i niemal parsknął śmiechem, patrząc na towarzyszy - Moriento z pewnością będzie zadowolony..
Jeśli chodzi o interior, to jeśli z nocną robotą komplikacji nie będzie, to rankiem można się pod bramę wybrać i zabrać z kolejnym transportem. Chyba, że będzie propozycja przedłużenia współpracy z szeroką siecią znajomych.
- Cóż, oferta rzeczywiście hojna niezmiernie jest panie, jednak jak sam wspomniałeś, widok brodatego woja, powszechny dość tu nie jest. Także Akki mógłby zostać przez pachołków później rozpoznany. Owszem, domyślam się, że towarzysze podróży potrafiliby im szepnąć radę lub dwie, przykładając ostrze do szyi, jednak czasem lojalność takiego pachołka może być przeszkodą. Rozumiesz chyba, że nie chcielibyśmy w lochu spędzić kolejnego dnia. - spokojnym tonem zaczął Hariquiel - Ufam, że wśród licznych przyjaciół i ich przyjaciół znajdzie się ktoś, kto strażnikom szepnie, iż tej nocy, rejon magazynu onego kupca omijać trzeba raczej, dobrze by jednak było, gdyby się znalazło kilku innych pachołków, którzy wcześniej z pilnującymi ze 2 beczki trunku wychylili, a później może i do bitki doszło -- tak, by wytłumaczyć i ich siniaki, i małą wiarygodność, gdy napastników opisywać będą. Zresztą świadkowie widzący ans całą noc w karczmie też są mile widziani. Bo sam magazyn zająć mógłby się przez przypadek, a może to jakaś usterka przy wędzeniu ryb spowodowała cały ten zapłon. - wyszeptał z niekrytą nutą zadowolenia i uśmiechem, w kącie delikatnych ust elf, wciąż prawą ręką psa głaszcząc. Oczy Hariquiela wbiły się niemal w oczy Orresa, czekając na kiwnięcie głową lub inny znak potwierdzający te 'ustalenia'.
- Nie znam się też na karczmach, jednak zawsze uważałem, że gdzie 2 świadków, tam i 4 nowe plotki. A dla dobra znajomych, twych znajomych panie - powiedział nie kryjąc sarkazmu - lepiej by nie było obserwatorów naszego dogadania się - rozejrzał się trochę po karczmie elf, nie przerywając swego wywodu. - Zawsze możemy rozejść się w sytuacji, gdy zawiedziony jesteś nie pozyskaniem Akkiego i nikt tego kryć nie musi, ba, możesz nawet szepnąć słówko lub dwa karczmarce, by spróbowała nas do sprzedaży psa przekonać - tu elf urwał nagle i niemal parsknął śmiechem, patrząc na towarzyszy - Moriento z pewnością będzie zadowolony..
Jeśli chodzi o interior, to jeśli z nocną robotą komplikacji nie będzie, to rankiem można się pod bramę wybrać i zabrać z kolejnym transportem. Chyba, że będzie propozycja przedłużenia współpracy z szeroką siecią znajomych.
Nemo Me Impune Lacessit..
Zatarł ręce i uśmiechnął się szeroko. Dobył topora i pogładził delikatnie ostrze spoglądając przed siebie w zamyśleniu.
- Dobrze prawicie Panie, a i ylf godnie rzecze, trza mu posłuch dać. Gdyby tak jeszcze co pachołom do wina dolać, dyć jeśli stal ma ich nie tknąć, pospali by się przednio...
Zmarszczył czoło, popukał sękatym paluchem po stole dodając z miną mającą zapewne przypominać grymasy niewinnego psiaka.
- Tedy lampa oliwna mogłaby się łacniej stłuc i niezamierzonego kura nocną porą wywołać!
Rozejrzał się czujnie dookoła, zerknął uważnie na towarzyszy popatrując ku każdemu z osobna.
- Piszem się zatem na nocną wyprawę? Rankiem gdy świt wstanie możem już udawać niewinnych, patyki transportować...
Unosząc kufel wyciągnął przed siebie.
- Przepijem na ugody dokonanie?
I zaczyna intonować z lekka przepitym głosem biesiadną przyśpiewkę, uśmiechając się błogo:
Hej! Braciszkowie! Pijmy wraz!
Dziś biesiady i pijaństwa czas.
Gorycz w gardła lejmy strugą,
Jutro naszym wrogiem będzie kac!
Oblizuje się ze smakiem nie przerywając radosnej pieśni i wykrzykuje gromko kolejne słowa klepiąc się po brzuchu:
Hej! Braciszkowie! Zagryzajmy wraz!
Dziś opilstwa i wyżerki czas.
Walczmy sztućcem raz po raz!
Rankiem puścim bełta aż po pas!
Zamyśla się na chwilę licząc na palcach wypite toasty. Upewniwszy się iż nie zaniedbał niczego podejmuje wartko pieśń:
Hej! Braciszkowie! Pijmy wraz!
Dziś leczenia nadszedł czas.
Spirytusu beczkę toczyć nam!
Po zmieszaniu trunków musisz paść!
Mruczy z obrzydzeniem i ponaglając wszystkich dookoła by postawili mu jeszcze jedną kolejkę, śpiewa kolejną zwrotkę:
Hej! Braciszkowie! Legnijmy wraz!
Dziś cierpienia i wyrzutów czas.
Pijmy klina raz po raz!
O! Marchewka! Któż to żarł?!
- Pośpiewalim, pobawilim się, a teraz do układania się wróćmy - dodał spokojnym już głosem.
- Dobrze prawicie Panie, a i ylf godnie rzecze, trza mu posłuch dać. Gdyby tak jeszcze co pachołom do wina dolać, dyć jeśli stal ma ich nie tknąć, pospali by się przednio...
Zmarszczył czoło, popukał sękatym paluchem po stole dodając z miną mającą zapewne przypominać grymasy niewinnego psiaka.
- Tedy lampa oliwna mogłaby się łacniej stłuc i niezamierzonego kura nocną porą wywołać!
Rozejrzał się czujnie dookoła, zerknął uważnie na towarzyszy popatrując ku każdemu z osobna.
- Piszem się zatem na nocną wyprawę? Rankiem gdy świt wstanie możem już udawać niewinnych, patyki transportować...
Unosząc kufel wyciągnął przed siebie.
- Przepijem na ugody dokonanie?
I zaczyna intonować z lekka przepitym głosem biesiadną przyśpiewkę, uśmiechając się błogo:
Hej! Braciszkowie! Pijmy wraz!
Dziś biesiady i pijaństwa czas.
Gorycz w gardła lejmy strugą,
Jutro naszym wrogiem będzie kac!
Oblizuje się ze smakiem nie przerywając radosnej pieśni i wykrzykuje gromko kolejne słowa klepiąc się po brzuchu:
Hej! Braciszkowie! Zagryzajmy wraz!
Dziś opilstwa i wyżerki czas.
Walczmy sztućcem raz po raz!
Rankiem puścim bełta aż po pas!
Zamyśla się na chwilę licząc na palcach wypite toasty. Upewniwszy się iż nie zaniedbał niczego podejmuje wartko pieśń:
Hej! Braciszkowie! Pijmy wraz!
Dziś leczenia nadszedł czas.
Spirytusu beczkę toczyć nam!
Po zmieszaniu trunków musisz paść!
Mruczy z obrzydzeniem i ponaglając wszystkich dookoła by postawili mu jeszcze jedną kolejkę, śpiewa kolejną zwrotkę:
Hej! Braciszkowie! Legnijmy wraz!
Dziś cierpienia i wyrzutów czas.
Pijmy klina raz po raz!
O! Marchewka! Któż to żarł?!
- Pośpiewalim, pobawilim się, a teraz do układania się wróćmy - dodał spokojnym już głosem.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
27 bakis-ranu 9454, Tahar-gar, Tabadan
Moriento musiał zadać pytanie, którego Jerud Orres oczekiwał, bo szlachcic uśmiechnął się ze zdawkową aprobatą. Rozejrzwszy się ponownie wokół siebie w poszukiwaniu wścibskich uszu mężczyzna pochylił się niżej nad stołem.
- Faktoria jest w porcie, za własnym ogrodzeniem i strzeże jej sześciu albo siedmiu pachołków, nie wiedzieć mi tego dokładnie. Na górnym piętrze kancelaria jest i pokoje, gdzie el Khadar Raffur przyjmuje interesantów i ważnych gości. Przez dni kilka go nie będzie, toteż wyborna to okazja, by mu słuszną karę wymierzyć za podłości, jakowych się dopuszcza wobec swych ziomków - objaśnił szybko Orres - By się jednak plotki nie rozeszły o naszym spotkaniu, mus wam żwawo działać, jeszcze tej nocy. Dopijemy piwo i wyjdziemy razem, jakoby na walki psów gotowi. Faktorię wam wskażę po drodze, z wysokości pobliskiego ulic zbiegu, potem pójdę w swoją drogę.
Orres urwał na chwilę, by upić piwa z kufla, otarł ponownie usta z piany.
- Jak się z pachołkami sprawicie, wasza sprawa, wszak za darmo wam złota nie dadzą. Na mej zaś głowie to, by się straż miejska w tamtej dzielnicy za często nie kręciła dzisiejszej nocy.
- A jak z zapłatą? - zapytał Goldasth marszcząc wyczekująco czoło.
- Połowa do ręki, połowa później, jeśli się dobrze sprawicie - odparł Jerud Orres - Spotkamy się ponownie godzinę przed świtem, na nabrzeżu przy posągu El-Amarny, tam odbierzecie pieniądze. Baczcie, by nikt was nie zoczył, bo jeśli w łapy stróżów prawa wpadniecie, nikt się za wami nie ujmie.
Moriento musiał zadać pytanie, którego Jerud Orres oczekiwał, bo szlachcic uśmiechnął się ze zdawkową aprobatą. Rozejrzwszy się ponownie wokół siebie w poszukiwaniu wścibskich uszu mężczyzna pochylił się niżej nad stołem.
- Faktoria jest w porcie, za własnym ogrodzeniem i strzeże jej sześciu albo siedmiu pachołków, nie wiedzieć mi tego dokładnie. Na górnym piętrze kancelaria jest i pokoje, gdzie el Khadar Raffur przyjmuje interesantów i ważnych gości. Przez dni kilka go nie będzie, toteż wyborna to okazja, by mu słuszną karę wymierzyć za podłości, jakowych się dopuszcza wobec swych ziomków - objaśnił szybko Orres - By się jednak plotki nie rozeszły o naszym spotkaniu, mus wam żwawo działać, jeszcze tej nocy. Dopijemy piwo i wyjdziemy razem, jakoby na walki psów gotowi. Faktorię wam wskażę po drodze, z wysokości pobliskiego ulic zbiegu, potem pójdę w swoją drogę.
Orres urwał na chwilę, by upić piwa z kufla, otarł ponownie usta z piany.
- Jak się z pachołkami sprawicie, wasza sprawa, wszak za darmo wam złota nie dadzą. Na mej zaś głowie to, by się straż miejska w tamtej dzielnicy za często nie kręciła dzisiejszej nocy.
- A jak z zapłatą? - zapytał Goldasth marszcząc wyczekująco czoło.
- Połowa do ręki, połowa później, jeśli się dobrze sprawicie - odparł Jerud Orres - Spotkamy się ponownie godzinę przed świtem, na nabrzeżu przy posągu El-Amarny, tam odbierzecie pieniądze. Baczcie, by nikt was nie zoczył, bo jeśli w łapy stróżów prawa wpadniecie, nikt się za wami nie ujmie.
Zasępił się krasnolud, poczerwieniał lekko, twarz mu się zmarszczyła, brodę przygryzł zębiskami. Widać zafrasował się co nie miara.
- Żeby my jakie ziele na sen mieli... - westchnął - ...można by beczułkę okowity zamówić, zaprawić zielskiem i popróbować wracających z pijatyki, zaczepić pachołów. Może dałoby się ich zachachmęcić, odwrócić uwagę a reszta mogłaby kura postawić...
Podrapał się po czole.
- Jeno czy tu jaka zielacha bywa?
- Żeby my jakie ziele na sen mieli... - westchnął - ...można by beczułkę okowity zamówić, zaprawić zielskiem i popróbować wracających z pijatyki, zaczepić pachołów. Może dałoby się ich zachachmęcić, odwrócić uwagę a reszta mogłaby kura postawić...
Podrapał się po czole.
- Jeno czy tu jaka zielacha bywa?
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
27 bakis-ranu 9454, Tahar-gar, Tabadan
Tym razem śmiertelnie już poważny szlachcic kiwnął lekko głową i sięgnął pod płaszcz do swego pasa wyciągając coś spod wierzchniego odzienia. Na blacie stołu wylądował ciśnięty tam woreczek z miękkiej, gładbo wyprawionej jeleniej skóry.
- To winno wam oszczędzić trudu szukania zielarzy - powiedział cicho Tabadańczyk - Nie myślcie, żem nieprzygotowany na ulicę wylazł chwatów szukać, mnie wszakże przypadnie równie słuszna zapłata od przyjaciół przyjaciół.
- Co to takiego? - zapytał krasnolud biorąc woreczek do rąk i badając go uważnie dotykiem bez rozsznurowywania starannie zamkniętego mieszka.
- Mieszanka ziół, co pono potrafią uśpić na godzinę nawet opasa, a zwykłego człeka na całą noc z nóg zwalą - powiedział cicho Jerud Orres - Jeno miejcie baczenie, byście sami tego nie upili, bo was rano najdą razem z pachołkami na bruku śpiących.
Wątek techniczny
Kilka odpowiedzi na pytania, które pojawiły się w międzyczasie - nikt z Was, nawet Moriento, nie słyszał wcześniej ani o Orresach ani o Raffurze, ale to akurat nic dziwnego, Tahar-gar to lokalne kręgi kupieckie, a Wy do tej pory nie odwiedzaliście tego miasta. Macie zapas ziół usypiających, który winien wystarczyć bez trudu do uśpienia siedmu pachołków handlarza rybami.
Tym razem śmiertelnie już poważny szlachcic kiwnął lekko głową i sięgnął pod płaszcz do swego pasa wyciągając coś spod wierzchniego odzienia. Na blacie stołu wylądował ciśnięty tam woreczek z miękkiej, gładbo wyprawionej jeleniej skóry.
- To winno wam oszczędzić trudu szukania zielarzy - powiedział cicho Tabadańczyk - Nie myślcie, żem nieprzygotowany na ulicę wylazł chwatów szukać, mnie wszakże przypadnie równie słuszna zapłata od przyjaciół przyjaciół.
- Co to takiego? - zapytał krasnolud biorąc woreczek do rąk i badając go uważnie dotykiem bez rozsznurowywania starannie zamkniętego mieszka.
- Mieszanka ziół, co pono potrafią uśpić na godzinę nawet opasa, a zwykłego człeka na całą noc z nóg zwalą - powiedział cicho Jerud Orres - Jeno miejcie baczenie, byście sami tego nie upili, bo was rano najdą razem z pachołkami na bruku śpiących.
Wątek techniczny
Kilka odpowiedzi na pytania, które pojawiły się w międzyczasie - nikt z Was, nawet Moriento, nie słyszał wcześniej ani o Orresach ani o Raffurze, ale to akurat nic dziwnego, Tahar-gar to lokalne kręgi kupieckie, a Wy do tej pory nie odwiedzaliście tego miasta. Macie zapas ziół usypiających, który winien wystarczyć bez trudu do uśpienia siedmu pachołków handlarza rybami.
Podniósł woreczek, zacisnął w pięści i przystawiwszy do nosa powąchał lekko.
- Zatem, skoro mielibymy tu specyfik na mały problem... - zaszeptał konspiracyjnie - ...czas nam udać się na wieczorne igrce, obaczym jak tu psinki się bawią! - dokończył gromko i wybuchnął rechotliwym śmiechem.
- Któryś z Panów raczy mieć chęć wybrać się ze mną na popijawę z pachołami czy też lezę sam zmierzyć się z ułomkami?
Popatrzył uważnie po towarzyszach, szturchnął najbliższych kuksańcem coby rozbudzić nieco śniętych rozmowami. Wyciągnął rękę i zamachał szybko do dziewki.
- Biegnij ku mnie turkaweczko, schnie w gardle!
Wątek techniczny:
Jeśli jest możliwość, zakupuję ze dwie beczułki trunku. Przedniego wina, coby nie zniechęcić wartowników
Jeśli wyruszamy w noc, staram się w ciemnym miejscu zaprawić "ziółkami" beczułkę z winem i wyskrobać na niej jakiś znak aby się później nie pomylić.
To chyba tyle, zanim przejdziemy do konkretów.
- Zatem, skoro mielibymy tu specyfik na mały problem... - zaszeptał konspiracyjnie - ...czas nam udać się na wieczorne igrce, obaczym jak tu psinki się bawią! - dokończył gromko i wybuchnął rechotliwym śmiechem.
- Któryś z Panów raczy mieć chęć wybrać się ze mną na popijawę z pachołami czy też lezę sam zmierzyć się z ułomkami?
Popatrzył uważnie po towarzyszach, szturchnął najbliższych kuksańcem coby rozbudzić nieco śniętych rozmowami. Wyciągnął rękę i zamachał szybko do dziewki.
- Biegnij ku mnie turkaweczko, schnie w gardle!
Wątek techniczny:
Jeśli jest możliwość, zakupuję ze dwie beczułki trunku. Przedniego wina, coby nie zniechęcić wartowników
Jeśli wyruszamy w noc, staram się w ciemnym miejscu zaprawić "ziółkami" beczułkę z winem i wyskrobać na niej jakiś znak aby się później nie pomylić.
To chyba tyle, zanim przejdziemy do konkretów.
- Heh.. - westchnął elf - chyba źle mnie zrozumieliście, chodziło o to, co kto w razie czego powie, a nie o stan faktyczny, choć dobrze, że pomysł rozwiązania się znalazł - szybko urwał Hariquiel - Niestety chciałby ostudzić twój zapał Goldasthcie, myślę, że 'upicie' pachołków to robota dla Moriento i Aldura, my jesteśmy zbyt łatwi do zidentyfikowania mości woju, a nie chcemy by na drugi dzień stróżom przypomniało się z kim pili, a nasz wyjazd po drewno 'niemo potwierdził naszą winę'. Wolałbym, byśmy 'z drugiego rzędu' pilnowali czy wszystko dobrze idzie i wszyscy piją równo - podrapał się po głowie i sięgnął po kielich by gardło z lekka przepłukać - miasto jest na tyle duże, że Moriento i Aldura ciężko rozróżnić od obcych marynarzy, nas ślepy z głuchym z miejsca zidentyfikują, i przy całym zrozumieniu, jak bardzo jesteś gotów poświęcić się dla tego zadania i spić pachołków, to ze smutkiem stwierdzam, że właśnie ty i Akki stanowicie najspecyficzniejszych gości miasta, skoro i nasz przyjaciel tak zwrócił na Ciebie uwagę - tu rozejrzał się po towarzyszach, jakby szukając akceptacji - w czasie gdy Moriento i Aldur gardła swe będą ryzykować przepiciem, my zareagujemy w odpowiednim momencie, a i własną ręką chętnie się przyłoże by te ryby w wędzone zamienić, zresztą, w razie gdyby coś poszło nie tak i nie pijącego pachołka ugłuszyć by trzeba, czy któryś z naszych towarzyszy zbyt dużo wypić musiał to pomożemy odpowiednio, a rychło w czwórkę wrócim na spanie. - rzucił elf, po czym chwilkę jedynie czekając na odpowiedź dodał - dajcie mi tylko chwilkę na ogrzanie - po czym wstał i razem z Akkim usiadł przy karczemny kominku, gdzie przez kilka minut siedział wyciągając ręce w stronę paleniska i szepcząc coś w języku elfów.
Czekam na wspólną decyzję, jeśli pójść mamy wszyscy razem, nie będę się upierał, choć rzeczywiście wolałbym opcję 2+2 kilka kroków z tyłu i przyglądających się. Pochodnię na podpałkę myślę, że można wziąć po drodze. Póki co chwilę się zagrzeję i wstanę gotowy do wyjścia.
Czekam na wspólną decyzję, jeśli pójść mamy wszyscy razem, nie będę się upierał, choć rzeczywiście wolałbym opcję 2+2 kilka kroków z tyłu i przyglądających się. Pochodnię na podpałkę myślę, że można wziąć po drodze. Póki co chwilę się zagrzeję i wstanę gotowy do wyjścia.
Nemo Me Impune Lacessit..
Policzki zapłonęły mu czerwienią, brwi groźnie podskoczyły na czole zmarszczonym znienacka.
- Hariquiel! Ty to jak już coś rzekniesz! - uderzył lekko pięścią w stół i wyszczerzył zębiska do elfa - Gdyby nie to żeśmy się zmówili na wieczorny spacer to mus wypić by nam było kolejkę. I tym razem nie piwa najprzedniejszego - dodał kiwając lekko paluchem - Bo rację masz we wszystkim, za bardzo moja postać może rzucać się w oko, zapewne przez mej brody puszystość. Nie każdy tak dba jak ja o swoją...
Mówiąc to rozparł się wygodnie w fotelu popatrzył dookoła i z niewinną miną jął wyskubywać z niej resztki kolacji, jakieś paproszki a przeczesywać paluchami jakby jedwab najprzedniejszy miał w dłoniach.
- Plan mamy, napitek zapewne nie będzie problemem, jeno towarzysze coś nam markotni - skrzywił się lekko - Azaliż nie znużeni późną porą? Bo tu nam się szykuje zabawa...
- Hariquiel! Ty to jak już coś rzekniesz! - uderzył lekko pięścią w stół i wyszczerzył zębiska do elfa - Gdyby nie to żeśmy się zmówili na wieczorny spacer to mus wypić by nam było kolejkę. I tym razem nie piwa najprzedniejszego - dodał kiwając lekko paluchem - Bo rację masz we wszystkim, za bardzo moja postać może rzucać się w oko, zapewne przez mej brody puszystość. Nie każdy tak dba jak ja o swoją...
Mówiąc to rozparł się wygodnie w fotelu popatrzył dookoła i z niewinną miną jął wyskubywać z niej resztki kolacji, jakieś paproszki a przeczesywać paluchami jakby jedwab najprzedniejszy miał w dłoniach.
- Plan mamy, napitek zapewne nie będzie problemem, jeno towarzysze coś nam markotni - skrzywił się lekko - Azaliż nie znużeni późną porą? Bo tu nam się szykuje zabawa...
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Wątek techniczny
Plan działania wygląda zatem następująco: kupujecie dwie beczułki wina, jedną z nich po oznakowaniu zaprawiacie nasennym specyfikiem. Następnie z Orresem udajecie się na nocną przechadzkę mającą wskazać Wam faktorię będącą celem misji. Zdaniem Zygiego do akcji spijania pachołków najlepiej nadają się Moriento i Aldur, ponieważ mniej będą się rzucać w oczy od elfa i krasnoluda. Pierwsza para szuka sposobu na uśpienie strażników, druga dołącza po fakcie. Teoretycznie macie w tym momencie otwarte wejście do faktorii.
Tak to miało wyglądać?
Plan działania wygląda zatem następująco: kupujecie dwie beczułki wina, jedną z nich po oznakowaniu zaprawiacie nasennym specyfikiem. Następnie z Orresem udajecie się na nocną przechadzkę mającą wskazać Wam faktorię będącą celem misji. Zdaniem Zygiego do akcji spijania pachołków najlepiej nadają się Moriento i Aldur, ponieważ mniej będą się rzucać w oczy od elfa i krasnoluda. Pierwsza para szuka sposobu na uśpienie strażników, druga dołącza po fakcie. Teoretycznie macie w tym momencie otwarte wejście do faktorii.
Tak to miało wyglądać?
Dokładnie tak. Jeśli jakieś odstępstwa od planu by były - któryś z pachołków nie pijący, czy też nad wyraz odporny na ziółka, wtedy my z Goldasthem go w stosownej chwili ogłuszymy czy w inny sposób 'znikniemy' (gdyby nie udało się ogłuszyć, będzie krew musiała popłynąć, to jego upozorujemy na winnego podpalenia). W chwili gdy zauwazymy, iż stróże już stróżować przestali, to podłożę ogień i w razie potrzeby pomożemy się zebrać Aldurowi i Moriento, poczym jak gdyby nigdy nic zbieramy się stamtąd, z odległości kilku przecznic, jedynie się obracając by podziwiać 'swe dzieło i kawał dobrze odwalonej roboty'/
Nemo Me Impune Lacessit..