PBF - Łuski na oczach

tzeentch
Reactions:
Posty: 466
Rejestracja: 05 czerwca 2009, 12:51

Post autor: tzeentch » 12 lipca 2011, 07:09

Mozemy sprobowac, jednak sprawa moze nie byc taka latwa. Straznicy nie sa z reguly tacy glupi, zeby przyjmowac napitek od nieznajomych. Musze chwile pomyslec jak to przeprowadzic. Do tego trzeba sie liczyc z tym, ze w okolicy moze byc wiecej magazynow innych kupcow - a wiec i wiecej potencjalnych swiadkow.
Ogolnie tez cala sprawa mi troche smierdzi. Moge nie znac Orresow, nie jestem pewnien czy mowi prawde (nie jestem tez pewnien, czy sie tak naprawde nazywa). kwestia wynajecie nikomu nieznanych cudzoziemcow do brudnej roboty... Nikomu nieznanych, o ktorych nikt nie bedzie pytal, jesli znikna... Jesli mam mozliwosc stwierdzenia ze klamie (rozpoznania tego w grze, np. rzutem na odpornosc) to probuje. Jesli nie przewidujesz tego, to po prostu udaje zadowolonego, ale nie biore niczego w tej misji za pewnik.
A jesli juz wykonamy robote, trzeba sie bedzie miec na bacznosci w momencie odbioru zaplaty. Mysle ze mam na to inny pomysl.


- Drogi el Jerrudzie, czy nie sadzisz, ze jesli cala akcja przebiegnie bez zaklucen to nie bedzie problemu z powrotem tu do gospody i rozliczeniem sie na miejscu? Jesli swiadkowie nie beda w stanie nas opisac... A i zawsze mozesz jakiego pacholka z pieniedzmi wyslac, miast fatygowac sie osobiscie, jesli nie chcesz byc z naszymi osobami widziany.

Przekazywanie pieniadze w miejscu publicznym zmniejsza szanse na pulapke...

Tak czy siak wezme swoje gadzety i bede musial wziasc jakies ubranie na zmiane, bo w tym pstrokatym w ktorym jestet rzucam sie w oczy i nawet gdyby straznicy zapomnieli twarzy, mozna by mnie zidentyfikowac po łaszkach

W momenice gdy bedzie nam wreczal zaliczke chcialbym ocenic czy nie latwiej w nocy stuknac jego i zmyc sie jutro z miasta zamiast ryzykowac skora w takim szemranym biznesie... Niby swinstwo, ale podpalanie faktorii tez nie nalezy do dobrych uczynkow. Wszystko zalezy od ilosci dutkow w jego sakiewce...
Ostatnio zmieniony 12 lipca 2011, 07:18 przez tzeentch, łącznie zmieniany 1 raz.

Zygi
Reactions:
Posty: 164
Rejestracja: 31 grudnia 2008, 15:41

Post autor: Zygi » 12 lipca 2011, 10:36

Jasne, że sprawa wygląda podejrzanie i wypadałoby choć sprawdzić zleceniodawcę, jednak czasu an to nie ma. A tak naprawdę ryzyko wiąże się ze sporą częścią takich zleceń i nigdy nie ma pewności co do prawdziwych intencji - moim zdaniem należy być ostrożnym, jednak nie popadać w paranoje.
Co do miejsca zapłaty, to o ile uważam, iż posąg bóstwa jest zapewne dość publicznym miejscem, to rzeczywiście wolałbym to załatwić gdzie indziej. Nawet nie osobiście.. choć zapłata przez posłańca tworzy 'nowego świadka'.

Jeśli natomiast chodzi o eliminację zleceniodawcy to, pomijając wątki moralne bo to kwestia indywidualna, to mniej ryzykujemy ufając, iż jest tym za kogo się podaje i ma czyste intencje (nawet gdyby tak nie było) niż gdyby się okazało, że jest tym za kogo się podaje, wyszedł na spotkanie z nami i nie wrócił.
Nemo Me Impune Lacessit..

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 12 lipca 2011, 21:31

27 bakis-ranu 9454, Tahar-gar, Tabadan

Tabadański szlachcic uśmiechnął się chłodno jakby czytał w myślach przebiegłego Katańczyka, pokiwał ponownie głową.

- Po prawdzie to mnie tam zajedno, gdzie was opłacę, przyjaciele - powiedział pojednawczym tonem - Jeśli wam lepiej w tawernie się spotkać, będę tutaj czekał, podług waszej woli.

Hariquiel zakasłał dyskretnie w dłoń zwracając na siebie uwagę rozmówców, ruchem głowy przyznał słuszność pomysłowi pstrokatego obieżyświata.

- Niechaj tak będzie - orzekł cicho elf spozierając na Orresa zajętego zapalaniem fajeczki za pomocą zmyślnego małego krzesiwa w odlanej z brązu nasadce - Po co się po ciemku w porcie kręcić jak tu pewnikiem do ranka otwarte, a i nocleg jużeśmy opłacili.

Kilku awanturujących się po pijaku marynarzy siedzących po przeciwnej stronie tarasu ucichło widząc zaglądających na górę pachołków z pałkami, pamiętając widać dobrze lanie spuszczone niedawno osmundzkim żeglarzom. Większość gości zdążyła się już zresztą zdrzemnąć z głowami na stołach, zniknęło też kilka służebnych dziewek zaciągniętych bez wątpienia w ustronne miejsca przez jurnych obieżyświatów gotowych wydać garść srebra na cielesne uciechy. Orres obejrzał się za siebie bacznie, a potem sięgnął do nabitego porządnie trzosu i rozsupłał go wprawnie. Moriento zesztywniał dostrzegając w kiepskim świetle kaganków nikły błysk złota.

- Aby nie było, że po próżnicy wam w łebach mącę, naści zaliczkę - powiedział szeptem Jerud Orres kładąc na blacie stołu garść złotych tabadańskich dinonirów - Jakem rzekł, po dziesięć na każdego przed robotą. Bierzcie, a chowajcie, bo są tu pewnikiem tacy, którzy na widok tego złota ochoczo wam gardła przerżną.


Wątek techniczny

Jak na razie sprawy układają się znośnie. Zaliczka z ręki do ręki, po dziesięć sztuk złota dla każdego. Tzeentch, sakiewka szlachcica wygląda na całkiem okazałą, sporo tam jeszcze zostało. Krasnolud ma woreczki z farmaceutykiem nasennym, a Orres gotów jest pójść z Wami na spacer, by pokazać z daleka rzeczoną faktorię.
Ostatnio zmieniony 12 lipca 2011, 21:45 przez Keth, łącznie zmieniany 1 raz.

Zygi
Reactions:
Posty: 164
Rejestracja: 31 grudnia 2008, 15:41

Post autor: Zygi » 12 lipca 2011, 21:47

Jeśli o mnie chodzi, to czasu szkoda, bo poza wizytą w 'smażalni ryb' i snu by się trochę zdało, a i tam pewnie szybko nam nie zejdzie. Moglibyśmy więc wyruszyć. Pytanie czy pomysł mamy jak zagadać do pachołków by napić się chcieli? Może zaaranżować jakieś wpadnięcie na siebie 'pijanego podróżnika' i pachołka, może nawet z takim impetem by pachołka wywrócić? Wszak wtedy taki podróżny chętniej sie napitkiem podzieli, niż w zęby dostanie od obruszonego strażnika. A może i reszta dołączy, w końcu kto nie pije, ten z pewnością donosi..
Nemo Me Impune Lacessit..

avnar
Reactions:
Posty: 1140
Rejestracja: 29 kwietnia 2009, 20:39
Has thanked: 2 times
Been thanked: 8 times

Post autor: avnar » 12 lipca 2011, 22:08

Aldur, jak widać, za rozmowny nie był. Ale przysłuchiwał się uważnie o czym towarzysze rozmawiają, rozglądając się bacznie po karczmie, czy ktoś ich nie obserwuje i nie podsłuchuje, maskując to obserwacją kelnerek i kokietującej go kobietki.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 12 lipca 2011, 22:31

27 bakis-ranu 9454, Tahar-gar, Tabadan

Odziany w jelenie skóry elf zgarnął monety ze stoły i schował je szybko do swego chudego w porównaniu z sakiewką Orresa mieszka. Wieszając swój trzos przy pasie długowłosy młodzian podniósł się z ławy i strzelił palcami przywołując do siebie pozornie drzemiącego psa. Akki znalazł się w mgnieniu chwili przy nodze swego pana, wodząc po wciąż siedzących przy stole mężczyznach swymi mądrymi ślepiami.

- Ciemno się zrobiło - powiedział Hariquiel spoglądając ponad tarasem na spowite ciemnościami bezksiężycowej nocy morze, szumiące opodal bijącymi w plażę i kamienny pas nabrzeża falami. Tahar-gar pulsował mrowiem nikłych ogników znaczących powieszone na zbiegach ulic latarnie i łuczywa dzierżone rękami przemierzających wąskie portowe uliczki przechodniów. Z głębi miasta dobiegały śpiewy, śmiechy, sprośne nawoływania i sporadyczne odgłosy bójek, wieszcząc nadejście kolejnej żywej w towarzyskie ekscesy nocy.

- Zdałoby się ruszać, coby potem niczego nie uczynić na chybcika - dodał elf spoglądając znacząco w stronę schodów. Odsuwany awy i krzesła zaszurały przeciągle, kiedy reszta najmitów podnosiła się ze swoich miejsc.

- Dziewko, dawaj tutaj! - zakrzyknął w stronę jednej z posługiwaczek Goldasth, wygładzając palcami dłoni zaplecioną w dwa kucyki brodę z pietyzmem pasującym bardziej do urodziwej kurtyzany niż pomarszczonego krasnoluda - Przynieś nam dwie beczułki wina, a żwawo!

Mijając zaskoczoną zamówieniem dziewczynę Hariquiel przystanął na chwilę przy trzaskającym płomieniami kominku, wpatrując się w ogień w oczekiwaniu na zbierających swój dobytek kompanów.


Wątek techniczny

Cena za beczułkę wina to 80 tabarów (1 dinonir=100 tabarów), kto płaci? Avnarze, Aldur nie spostrzegł niczego podejrzanego na tarasie, inni klienci przyglądali się Wam od czasu do czasu w ewidentnie pozbawiony zainteresowania sposób. Przechodzimy od razu do nocnego spaceru czy chcecie jeszcze coś załatwić w tawernie?

Goldwin
Reactions:
Posty: 645
Rejestracja: 08 kwietnia 2009, 19:36

Post autor: Goldwin » 12 lipca 2011, 23:18

- Uregulujcie, muszę na chwilę na stronę... - wysupłał z mieszka złocisza, kilka srebrników, rzucił na stół i wyciągnął zza pazuchy mały amulet z jakiegoś skalistego kamienia - dogonię Was w drodze. Zebrał swój ekwipunek i odchodząc w poszukiwaniu zacisznego kąta zaczął mamrotać z namaszczeniem w Karondzkim znane tylko sobie słowa.


Wątek techniczny:

Gdy towarzysze będą wychodzić z tawerny w mrokach pod jej murami zobaczą mnie z dłonią przyłożoną do ściany, w drugiej ściskającej amulet, w skupieniu wypowiadającego krasnoludzkie słowa.

Cóż, wkład własny musi być w inwestycję. Ze swojej strony pomysł padł ode mnie to mogę zrealizować do końca zakupem wina, choć mniemam że towarzysze nie będą egoistami :P

Zygi
Reactions:
Posty: 164
Rejestracja: 31 grudnia 2008, 15:41

Post autor: Zygi » 13 lipca 2011, 08:21

Hariquiel równym, acz szybkim krokiem podszedł do ławy i zebrał krasnoludzkie srebrniki, przeliczył je w ręce, po czym sięgnął do swego mieszka i dorzucił brakującą część, po czym przekazał monety karczmarce: - Spieszy się nam Pani, bo noc ucieka, więc gdybyś była tak miła i od razu kogoś po trunek byłbym wdzięczny niezmiernie - powiedział radosnym głosem i czekał by antałki dostarczono.

Myślę, iż można kierować się we właściwą stronę, Aldura i Moriento trochę winem się ochlapie, ustali wersję i można zaczynać...
PS.
Oczywiście elfy nie są rasą na tragarzy stworzoną i by swobodę rąk zachować odstąpi zaszczyt niesienia beczułek innym.
Nemo Me Impune Lacessit..

tzeentch
Reactions:
Posty: 466
Rejestracja: 05 czerwca 2009, 12:51

Post autor: tzeentch » 13 lipca 2011, 12:25

- Dajcie mi jeno krotka chwile, abym sie nieco inaczej przyodzial. W tym kolorowym wdzianku zbyt latwo w oczy wlaze i nawet pijany pacholek opisac mnie zdola. A i z tym wielkim tobolem nie zda sie po miescie lazic. A i jedno pytanie tylko - rzeczesz, ze 6-7 pacholkow tam sidzi. Wszystcy on na raz warte trzymaja, czy czesc spi, a czesc wartuje?

Dorzucam swoja czesc do oplaty za wino i ide w ustronne miejsce sie przebrac. Ubieram lekka zbroje, na nia narzucam zwykle podrozne ubranie z dlugim plaszczem. Pod plaszczem kryje kusze i bron. (jak pisalem w opisie postaci - el Moriento to gadzeciaz, wiec plaszcz jest uszyty odpowiednio szeroki, aby takie rzeczy w nim ukryc) Do tego mniejszy tobolek z innymi przydatnymi 'drobiazgami'. Reszte rzeczy zostawiam zas pod opieka jakiegos karczemnego parobka dajac mu tabara za piecze nad tym. Oczywiscie, towarzysze dostrzega bez problemu, ze poruszam sie nieco sztywniej... Wracam do nich.

- Jesli zas idzie o sposob na napojenie pacholkow winem, to wyjsc jest kilka. Mozna udac pijanych obcokrajowcow, ktorzy szukaja drogi gdzies do karczmy - jeden awanturniczy, drugi spokojniejszy... potem zaczna sie klocic miedzy soba i w efekcie popchna ktoregos z pacholkow, a zeby uniknac awantury dadza im flaszeczke na pojednanie.
Inna metoda to pijacy, ktorzy z kilkoma flaszkami ida gdzies na raut, potykaja sie i gubia napitek. Pozbieraja wszystkie za wyjatkiem jednej czy dwoch, ktora znajda sobie pacholkowie...'
Jeszcze inaczej - jakas dziwke wynajac, ktora by swego meza za pijanstwo lajala. Caly napitek by mu odebrala oddajac pacholkom, ktorzy sie temu zajsci przygladaja, a potem szmata przez leb do domu zagnala zlozeczac na wszystkich bogow...
I na koniec najmniej subtelny sposob, jesli straznikow jest niewielu i w jednym miejscu stoja... Podejsc po prostu, wymierzyc z kuszy i nakazac wino wypic... Lepiej to dla nich robote stracic za piajnstwo, nizli zycie od belta postradac.

- Co myslicie panowie?^Jakies inne pomysly macie?

Zygi
Reactions:
Posty: 164
Rejestracja: 31 grudnia 2008, 15:41

Post autor: Zygi » 13 lipca 2011, 12:46

Elf podrapał się po głowie, zastanawianie się udając - Chyba, drogi Moriento, pomysł z przymuszaniem do picia dobry nie jest, alarm niechybnie wzniosą i tyle z zadania naszego. Zgubienie napitku pomysłem również jest nie do końca trafnym, gdyż pachołkowie mogą ową beczkę podnieść i po pracy wypić, a wtedy z ich pijanych i nieprzytomnych żadnego pożytku nie mamy. Wynajęcie 'żony' z kolei, powoduje świadka kolejnego i wątpliwe, acz niezwykle ważne ogniwo dodaje. Pomysł z dwoma porywczymi lub nie podpitymi podróżnikami wydaje się być najlepszy - sucho stwierdził elf, po czym zmierzył wzrokiem towarzysza - Zastanów się również czy cały ten osprzęt Ci jest potrzebny, bo tak sztywno chodzisz, że ni na pijanego, ni niewinnego nie wyglądasz - ze śmiechem zasugerował Hariquiel. - Może Ci go przypilnować i w razie potrzeby donieść?
Nemo Me Impune Lacessit..

tzeentch
Reactions:
Posty: 466
Rejestracja: 05 czerwca 2009, 12:51

Post autor: tzeentch » 13 lipca 2011, 13:32

- Nad tym sie juz na miejscu zastanowimy. Wole zobaczyc to na wlasne oczy...

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 13 lipca 2011, 22:42

27 bakis-ranu 9454, Tahar-gar, Tabadan

Parter tawerny okazał się równie senny i ospały, co położony piętro wyżej taras, bo ciepłe nocne powietrze wciskało się do wnętrza budynku każdą szparą wprawiając gości w pogłębione winem i piwem otępienie. Grupki siedzących przy stołach ludzi, orków i rozmaitych mieszańców krwi gawędziły przy wtórze smętnej melodii wygrywanej na fujarce przez jakiegoś kiepsko uzdolnionego grajka. Tu i ówdzie rozlegały się ciche śmiechy, gdzie indziej padały stłumione przekleństwa towarzyszące najczęściej przegranej w kości. Dziewki służebne albo gdzieś zniknęły, najpewniej dorabiając swymi wdziękami do pensji posługaczek, albo kręciły się przy stolikach donosząc klientom nieliczne zamówienia.

Aldur doceniał panujący w tawernie spokój, miewał bowiem okazję do widywania bardziej zbójeckich i niebezpiecznych przybytków. Po części mogło to być powodowane niedawną wizytą straży miejskiej, ale drwal podejrzewał, że tawerna zawdzięczała panujący w niej spokój swej lokalizacji w bardziej praworządnej części portu.

Idący przodem Jerud Orres skinął głową drzemiącemu za dębową ladą barmanowi i wyszedł przez próg drzwi w ciemną ciepłą noc. Podążający w ślad za Tabadańczykiem mężczyźni wyszli z rozbrzmiewającego cichym gwarem głosów pomieszczenia, zwalniając kroku na nierówno wybrukowanej ulicy i rozglądając się przezornie wokół siebie.

Hariquiel zmrużył oczy dostrzegając mimo panującego na zewnątrz głębokiego mroku wysoką sylwetkę opartą dotąd o przeciwną do drzwi tawerny ścianę budynku po drugiej stronie ulicy, zawiniętą w płaszcz z kapturem, ale prostującą się na widok pykającego fajeczkę Orresa.

- Przyjaciel? - zapytał cicho elf wyczytując w mowie ciała obcego, że jego poruszenie spowodowane było rozpoznaniem szlachcica.

- Przyjaciel przyjaciela - zbył go pobłażliwym wzruszeniem ramion Orres - Samotne nocne spacery z obcymi mogą się czasami źle kończyć, bo niektórym obcym może dobrze z oczu patrzeć nawet wówczas, kiedy ci wbijają sztylet w plecy. Dobrze jest mieć wówczas kogoś, kto jest dobry w szyciu z kuszy i nie zawaha się przyjść ci z pomocą.

Jakby słysząc wypowiedziane półgłosem słowa Orresa, nieznajomy po drugiej stronie ulicy odrzucił połę ciemnego płaszcza i blade światło olejnych lamp odbiło się w metalowym łożysku noszonej pod wierzchnim odzieniem lekkiej kuszy.

- Przejdźmy się, albowiem czas ucieka - powiedział szlachcic zerkając znacząco w stronę taszczącego pod pachami dwie beczułki krasnoluda, posapującego cicho mimo swej oczywistej krzepy.


Wątek techniczny

Czas na spacer wieczorową porą. Ulice portowej dzielnicy przemierzają jacyś przechodnie, głównie o aparycji żeglarzy i rybaków, czasami w małych grupkach, czasami w większych, przeważnie w stanie upojenia alkoholowego różnego stopnia. Tajemniczy kusznik idzie w pewnym oddaleniu za Waszymi plecami, Orres prowadzi popalając fajeczkę. Jeśli nie macie żadnych uwag w międzyczasie, można pomyśleć o przesunięciu akcji do podejścia pod faktorię.

tzeentch
Reactions:
Posty: 466
Rejestracja: 05 czerwca 2009, 12:51

Post autor: tzeentch » 13 lipca 2011, 22:56

Więc przesuwajmy... Ochroniarz skutecznie leczy mnie z pomysłu zmiany właściciela sakiewki Orruda.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 13 lipca 2011, 23:24

27 bakis-ranu 9454, Tahar-gar, Tabadan

Skrzyżowanie portowych ulic wydawało się Morientiemu takie same jak wszystkie przemierzone wcześniej tej parnej dusznej nocy, ale Jerud Orres najwyraźniej je rozpoznał, bo zwolnił kroku i poczekał, aż wszyscy najmici go dogonią. Szlachcic wytrząsnął popiół z fajeczki na bruk i skinął towarzyszom dłonią dając im do zrozumienia, by wraz z nim przystanęli pod niewielkim drewnianym zadaszeniem powieszonym na ścianie jednego z domostw.

- W głębi tamtej ulicy znajdziecie faktorię tego parszywca Raffura - powiedział cicho Tabadańczyk spozierając w stronę wskazanego dłonią kierunku - Nie sposób jej pomylić z inną, albowiem na bramie ma wywieszoną tablicę z dwiema skrzyżowanymi rybami. Jakem rzekł, pachołków będzie z tuzin, bo ten zdradzień w faktorii ważne trzyma zapiski, księgi kupieckie i insze dowody swych konszachtów z Osmundczykami. Uczyńcie, cośmy ustalili i niechaj ten zaprzaniec pocierpi wiedząc, że dosięgła go sprawiedliwa kara, lecz raz jeszcze rzeknę, byście nie ukrzywdzili postronnych.

Orres odczekał chwilę upewniając się, że mężczyźni pojęli jego słowa, potem chrząknął znacząco.

- Spotkamy się później w tawernie, będę na tarasie - powiedział szlachcic - Nie jestem człekiem mściwym, ale pragnę dziś ujrzeć piękną łunę na nocnym niebie.


Wątek techniczny

Jeśli chcecie zadać Orresowi jakieś dodatkowe pytanie, teraz jest ku temu okazja, inaczej szlachcic zaraz odejdzie wraz ze swoim ochroniarzem. Okolica jest spokojna, cicha i wyludniona, ale z głębi ulicy, przy której leży faktoria Khadara Raffura dobiegają Was sporadycznie dźwięki rozmowy, najpewniej prowadzonej przez pilnujących posiadłości handlarza rybami strażników. Z obecnej pozycji praktycznie nie widzicie faktorii, musicie się zapuścić w celu obserwacji w głąb ulicy.

tzeentch
Reactions:
Posty: 466
Rejestracja: 05 czerwca 2009, 12:51

Post autor: tzeentch » 13 lipca 2011, 23:45

- Tuzin rzekłeś. Wszyscy oni na raz na nogach, czy sytem wart jakowyś mają?

ODPOWIEDZ