PBF - Grzechy ojców

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 03 sierpnia 2011, 19:49

Dom zgromadzeń, przedpołudnie

Siedzący na schodkach domu zgromadzeń młody Duvikanin zadarł głowę, kiedy padł na niego cień rzucany przez Eitharta. Gorlamicki kapłan uśmiechnął się przyjaźnie rozpoznając w nim chłopaka, który stał u jego boku pod koniec rzezi karawanników, przyznając się do zabicia po raz pierwszy w życiu innego człowieka. Żołnierz podniósł się na nogi, toteż gorlamita osadził go natychmiast ruchem ręki, prosząc o pozostanie w miejscu.

- Szukam asteriańskiej kapłanki, przyjacielu - powiedział spoglądając wymownie w stronę otwartych drzwi, zza których dobiegały jęki bólu i mamrotane pełnymi cierpienia głosami modlitwy - Jest jeszcze wśród rannych?

- Nie, świątobliwy - zaprzeczył młodzieniec rozglądając się jednocześnie dla pewności po okolicy - Dawno temu już gdzieś poszła, razem z tym swoim pomocnikiem.

- A kto wie, gdzie może być? - zapytał Eithart - Udała się na spoczynek?

- Tego mi nie wiedzieć, ale zapytam którego z akolitów ojca Brunty - żołnierz zerwał się w końcu ze schodków i zachwycony wyraźnie tym, że może coś zrobić dla bohaterskiego pogromcy arkanów wpadł czym prędzej do zamienionej na lazaret sali zgromadzeń. Eithart wszedł do środka w ślad za nim, wodząc przygnębionym wzrokiem po rannych leżących na poplamionych krwią matach. Pomiędzy ofiarami bitki z Esajanami kręciło się kilku najmłodszych graamickich nowicjuszy, wśród nich chłopiec, który poprzedniego dnia zjawił się w domku dla gości wraz z Bruntą i Harmunem, by powitać przybyszów w Duviku. Ten słysząc pytanie żołnierza podszedł czym prędzej do gorlamity, przeczesując nerwowo włosy palcami dłoni i oblizując spierzchnięte usta.

- Świątobliwa Sanna poszła z kilkoma wojakami nad starą rzekę, zacny kthanie - powiedział graamita, składając ręce za plecami i pochylając podług obyczaju kornie głowę - Powiedziała, że musi się zatroszczyć o pochówek tych karawanników, którzy rano od naszego oręża ducha wyzionęli.

- O pochówek? - zmarszczył czoło Eithart - Nad rzeką?

- Mnie tam więcej nie wiadomo, kthanie - wzruszył ramionami nowicjusz - Poprosiła paru żołnierzy, coby jej zwłoki przez wąwóz pomogli wywieźć, a że wielce tu lubiana jest i szanowana, zara nasi ciała wózkami nad rzekę zataszczyli, a co ona teraz z nimi robi, nie wiem...

Gorlamita podziękował chłopcu skinięciem głowy i już się odwracał w stronę drzwi, kiedy graamita chrząknął niepewnie. Rzut oka na jego zatroskane oblicze podpowiedział Eithartowi, że młodzieńca wyraźnie coś trapi.

- Chciałeś cosik rzeknąć? - spytał ściszając głos.

- Nie lza mi tego powiadać, bo kthan Brunta wielce jest dla mnie dobry i dba o me nauki, ale wyście w świecie bywali, więcej widzieli niźli on - wybąkał graamita - Tedy patrzajcie tutaj, a rzeknijcie, co o tym myślicie.

Nowicjusz wskazał dłonią na przykryte płachtą jasnego materiału zwłoki żołnierza, przy którym spotkał wcześniej próbującą tamować krwotok mężczyzny Sannę. Nie zwracając uwagi na zaciekawione spojrzenia pozostałych akolitów Eithart ukucnął przy ciele czekając, aż graamita wskaże mu powód swego zatroskania, wtedy jednak spostrzegł coś, co sprawiło, że po jego karku przebiegł znienacka zimny dreszcz.

Na przesłoniętych częściowo płachtą drewnianych deskach podłogi znajdowały się dziwne kształty stworzone zakrzepłą krwią zmarłego, na tyle nienaturalne w swej fomie, że gorlamita natychmiast odkrył ciało przyglądając się baczniej niepokojącym plamom.

- Co to takiego, świątobliwy? - zapytał prawie bezgłośnie akolita, który kucnął w międzyczasie obok Eitharta.

- Coś bardzo złego, mój chłopcze - odrzekł ze ściśniętym gardłem gorlamicki kapłan - Coś bardzo złego.


Wątek techniczny

Eithart zabawia rozmową miejscowego akolitę, Mordil kręci się przed domem zgromadzeń, a reszta ekipa już w chatce, więc jeśli chcecie, kładąc się wreszcie do spoczynku na swych posłaniach możecie jeszcze w trybie technicznym przeanalizować najświeższe wydarzenia lub wymienić się spostrzeżeniami. Potraktuję to jako konwersację Waszych postaci między sobą, ale nie musicie się silić na fabularkę, po prostu napiszcie w trybie technicznym jak Wam się widzi Wasza bieżąca sytuacja.

Awatar użytkownika
venar
Reactions:
Posty: 1591
Rejestracja: 11 listopada 2008, 12:01

Post autor: venar » 03 sierpnia 2011, 21:02

Nasza bieżąca sytuacja widzi mi się średnio. Pomimo, że wszystko wskazuje na Sannę odnoszę dziwne wrażenie, że coś nam umknęło i Sanna może okazać się nie do końca naszym największym problemem. Nawet jeśli nie jest kapłanką to nie znaczy wcale, że to ona odpowiada za to co się dzieje w Duviku. Przecież wcale nie musiała pojawiać się niedługo po tym jak pojawili się pierwsi chorzy. Bo i niby po co? Żeby się upewnić iż wszyscy umrą? Nie ma takiej potrzeby skoro to tak silna trucizna czy też choroba. Wytłucze wszystkich a potem tylko po miesiącu można kontrolnie sprawdzić z jakim skutkiem. Osoba nowa w osadzie przybywając w tym samym czasie do Duviku staje się naturalnym podejrzanym, lub po prostu przynętą. Może to błędne myślenie i idę złym tropem ale mam wrażenie że ktoś nas wodzi za nos i prawda o tym co się dzieje lezy gdzieś indziej.
Nie zgadzam si? z Twoimi pogl?dami, ale po kres moich dni b?d? broni? Twego prawa do ich g?oszenia

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 03 sierpnia 2011, 22:39

Wlasnie jestem w kinie. Pisze z iphone'a. Dam posta za jakies 2h jak wroce do domu. Sorry za zwloke.

EDIT


Zasłonięte całunem krwiste plamy na podłodze to bardzo paskudne runiczne znaki, które kojarzą Ci się natrętnie z kultem hasaryckim. Twa wiedza na ów temat jest szczątkowa ze względu na niewielkie życiowe doświadczenie, ale wydaje Ci się, że kreśląc gorącą jeszcze krwią runy ktoś poświęcił duszę konającego człowieka wlaśnie Hasar-grunowi. A ostatnią osobą, która siedziała przy umierającym żołnierzu była turegańska agentka satrapy?


Z PW Ketha wychodzi na to, że Sanna służy kultowi hasaryckiemu.

Sugeruje chłopakowi aby w te pędy pobiegł po Bruntę, by ten też runy obejrzał. Samemu nie ruszam się z miejsca i kopiuje runy do mojego notesu na wszelki wypadek. Nie chce być paranoiczny ale niewykluczone, że któryś z akolitów może być w zmowie i próbować zatrzeć ślady itp. Po konsultacji z Bruntą udamy się z Mordilem czym prędzej do domu
Ostatnio zmieniony 04 sierpnia 2011, 01:22 przez 8art, łącznie zmieniany 1 raz.

Ula
Reactions:
Posty: 92
Rejestracja: 17 kwietnia 2011, 18:06

Post autor: Ula » 03 sierpnia 2011, 22:52

Teoria z Sanna jest niezła, tylko pytanie jak małe dziecko bylo w stanie przeżyć samodzielnie pustynie i nie stać się żebrakiem...?
Moim zdaniem ona realizuje swoją zemstę, ale jednocześni wykonuje czyjeś rozkazy. Może i jakiego demona?
Druga sprawa to pochówek chorych nad rzeką, ciekawe kogo w wodę zaopatrza ta rzeka i gdzie zaraza ma zostać przeniesiona.
Trzecia natomiast to nie wiem kogo raniłam w kopalni i po walce z woźnicami niestety nie sposób tego zweryfikować, bo w czasie niej mogli zostać ranni. Chyba, że ktoś zna się tak dobrze na ranach by móc to ocenić... ale to wymaga bliskiego przyjrzenia się.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 03 sierpnia 2011, 23:05

Wątek techniczny

Ula, rzeka w chwili obecnej to tylko wyschnięte koryto, element ukształtowania terenu będący pozbawioną kropli wody pozostałością po prawdziwej rzece, która wyschła setki lat temu. Teraz koryto służy jako szlak komunikacyjny, jej dnem jeżdżą rzadkie w tych stronach karawany.

Treant
Reactions:
Posty: 1869
Rejestracja: 05 stycznia 2009, 10:15

Post autor: Treant » 03 sierpnia 2011, 23:38

Tyle już razy słyszeliśmy, iż chłopak z nożami to pomagier Sanny, że odnoszę wrażenie jakby ktoś usilnie starał się nam to wmówić. To "kapłanka" może być służką tej milczącej istoty.
Mój skromny dorobek jako gracza w PBF: http://www.krysztalyczasu.pl/nickpage.php?user=35

Awatar użytkownika
mordimer00
Reactions:
Posty: 2226
Rejestracja: 07 stycznia 2011, 09:44

Post autor: mordimer00 » 04 sierpnia 2011, 03:57

A może chcą zostawić truchła w tym korycie ale tak na widoku aby ktoś kto będzie przejeżdżał zainteresował się nimi, może zostawią coś wartościowego przy zwłokach i może tak zaraza dalej się rozprzestrzeni?
"Stara?em si? tak ?y?, abym w godzinie ?mierci móg? si? raczej cieszy? ni? l?ka?..."

Ula
Reactions:
Posty: 92
Rejestracja: 17 kwietnia 2011, 18:06

Post autor: Ula » 04 sierpnia 2011, 08:49

/// A rzeczywiscie - jakoś tak zdziwiłam się tą rzeką i jednocześnie nie doszło do mnie, że chodzi o to wyschnięte koryto///

Myślę, że kapłanka, raczej ciał na pustyni nie porzuci luzem, to byłoby zbyt dziwne. Więc po co pojechała je tam grzebać? Ktoś ma je później wykopać?

Awatar użytkownika
mordimer00
Reactions:
Posty: 2226
Rejestracja: 07 stycznia 2011, 09:44

Post autor: mordimer00 » 04 sierpnia 2011, 09:25

A może płynie w tych okolicach jakaś podziemna rzeka? Wtedy można pozostawić ciała w wodzie aby zaczęły gnić rozkładać się a wtedy na większy obszar się zaraza rozlezie.
"Stara?em si? tak ?y?, abym w godzinie ?mierci móg? si? raczej cieszy? ni? l?ka?..."

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 04 sierpnia 2011, 12:00

Może zabiera ciała żeby składać je w jakimś rytuale, lub karmić demona?

Niewykluczone, że Sanna wprowadza chaos w Duviku ku czci hasar-gruna, a sam demon jest tylko sprawną sugestią. Każda ze wspomnianych przez Was opcji może być prawdziwa. Trzeba by się udać nad "rzekę" i zobaczyć co "kapłanka" tam wyprawia.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 04 sierpnia 2011, 21:23

Dom zgromadzeń, przedpołudnie

Kiedy zalękniony nowicjusz oddalił się śpiesznie z zamiarem sprowadzenia do domu zgromadzeń Jareda Brunty, Eithart usiadł w kucki przy ciele zmarłego Duvikanina, dając dłonią znak innym graamitom, by się do niego nie zbliżali i wpatrując się uważnie w nakreślone krwią runy na podłodze. Drapieżne kształty runicznych znaków budziły w nim zimny dreszcz implikacjami swego istnienia, dowodziły bowiem jawnie obecności w Duviku biegłego w tajemnych arkanach czciciela Hasar-gruna. Gorlamita zaczynał dopasowywać w myślach nabierającą coraz wyraźniejszego kształtu układankę, umiejscawiając w jej środku tajemnicze zuagirskie dziecko, które jako jedyne uszło dwadzieścia lat wcześniej z rzezi swego klanu przy Wężowej Skale. Kapłan nie wiedział jakim cudem tak bezbronna istota mogła przetrwać na pustyni chociaż jeden dzień, ale gotów był dopatrywać się w takowym cudzie podstępnego działania demona. Dopiero też teraz uświadomił sobie jak silną domieszkę zuagirskiej krwi miała w swych żyłach fascynująca swą charakterystyczną urodą Sanna Wehael, od razu przywodząca nieświadomie na myśl układem kości policzkowych, kształtem oczy i kolorem włosów córy wędrownych pustynnych plemion przemierzających interior Balarionu.

Lecz mimo coraz cięższych podejrzeń kładących się cieniem na postaci rzekomej asteriańskiej kapłanki, bardzo wiele pytań wciąż pozostawało bez odpowiedzi...

Jared Brunta zapowiedział swe przybycie stukotem drewnianego kostura o schodki domu zgromadzeń, toteż Eithart miał dość czasu, by podnieść się z kucek i powitać zatroskanego starca lekkim ukłonem.

- Cóż takiego odkryłeś, przyjacielu, żeś prosił mnie o niezwłoczne przybycie? - wydyszał graamita łapiąc spazmatycznie powietrze i dowodząc tym samym, że truchtał do domu zgromadzeń w niezwykłym dla siebie tempie - Przecie on umarł, biedny Zahadar.

- Umarł, ale pewnikiem ktoś mu w tym pomógł - odpowiedział ściszonym głosem Eithart, dając tym samym Bruncie do zrozumienia, że zależy mu na dyskrecji. Istotnie, zajmujący się rannymi akolici znieruchomieli jak jeden mąż po przybyciu swego pryncypała, wpatrując się w obu kapłanów płonącymi ciekawością oczami. Brunta pojął w mig intencje gorlamity, strzelił władczo palcami nakazując nowicjuszom powrót do swoich obowiązków, co też natychmiast zostało uczynione.

- Rzeknij mi, co myślisz o tym tutaj - powiedział Eithart podnosząc płótno, którym chwilę wcześniej przykrył krwawe znaki na podłodze. Brunta zmrużył oczy i pochylił głowę nad znakami wsparty oburącz na kosturze, po króciutkiej jednak chwili wyprostował się raptownie i sapnął z wstrętem.

- Toż to są odrażające runy! - wysyczał cicho, głosem pobrzmiewającym nutkami grozy - Jeśli mnie pamięć nie myli, hasaryckie na dodatek! Azaliż by to nie był hasarycki demon, ów pustynny upiór?! Jeno kto to tu wyrysował, krwią nieszczęśnego Zahadara na dodatek?


Wątek techniczny

8ART, chciałeś potwierdzenia i masz. Brunta podziela Twe przekonanie, że znaki na podłodze są hasaryckimi runami. Chociaż nikt nie widział, by nakreśliła je Sanna, ona i jej tajemniczy wielbiciel-niemowa byli ostatnimi świadkami powolnego zgonu śmiertelnie rannego żołnierza.

Więc jak, przechodzimy od razu do szukania Sanny?

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 05 sierpnia 2011, 23:04

Jakieś deklaracje? :P

Treant
Reactions:
Posty: 1869
Rejestracja: 05 stycznia 2009, 10:15

Post autor: Treant » 05 sierpnia 2011, 23:52

- Jeszcze niedawno Sanna ledwie stała na nogach, a teraz sobie robi jakieś wycieczki? Proponuję, aby ktoś udał się na przeszpiegi i zobaczył, co oni kombinują z tymi zwłokami.

Wątek techniczny
Pytam któregoś z napotkanych Duvikan, ile czasu potrzeba, aby dojść do tego wyschniętego koryta.
Mój skromny dorobek jako gracza w PBF: http://www.krysztalyczasu.pl/nickpage.php?user=35

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 06 sierpnia 2011, 00:31

Wątek techniczny

Nie wiemy jakim potencjałem dysponuje Sanna. W upalny dzien idąc do koryta rzeki ugtujemy sie w pancerzach (dodatkowo wszyscy lecimy na ryj po nieprzespanej nocy). Raczej ich nie zaskoczymy, bo to w końcu pustynia, zdradzą nas wejchury, pewnie będzie taką grupę widać z daleka.
Przychylam sie do pomysłu Treanta, żeby tylko sprawdzić co tam dokładnie wyczynia i potem powziąść dalsze kroki.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 06 sierpnia 2011, 09:01

Wejście do wąwozu, przedpołudnie

Grupka wyraźnie znużonych mężczyzn, pod bronią i wciąż w uplamionych krwią zbrojach, tkwiła zbita ciasno u wylotu wąwozu, opodal uwiązanych do palików wejhurów, które skrzeczały ze złością na intruzów płoszone zapachem palonych przez nich fajek. Słysząc zbliżające się szybko kroki wszyscy jak jeden mąż spojrzeli w stronę nadchodzącego śpiesznie Eitharta i jego towarzyszy.

- Wyście pomagali świątobliwej Sanny wywieźć ciała karawanników nad rzekę? - zapytał gorlamita, chociaż jeden rzut oka na stojące opodal dwukołowe wózki w zupełności wystarczył mu za odpowiedź.

- Tak, kthanie - odpowiedział z szacunkiem jeden z żołnierzy, prostując się mimowolnie - Prosiła nas, cobyśmy ją samą ostawili z umarłymi i jeno z pomocnikiem niemową, tośmy przyszli z powrotem do osady.

- A ona sama ich pogrzebać chce? - spytał coraz bardziej spięty Eithart, spozierając jednocześnie w głąb krętego wąskiego wąwozu dzielącego zamknięty pionowymi ścianami Duvik od koryta wyschniętej setki lat wcześniej rzeki - Alboście ich już pogrzebali?

- Kazała ich jeno na brzegu ułożyć, rzędem w cieniu przy skałach, a rzekła, że sama się nimi zajmie - wzruszył ramionami żołnierz, wyraźnie zaniepokojony natarczywością dźwięczącą w głosie gorlamity - I iście jakoweś obrzędy swej wiary musiała odprawiać, bo jakeśmy odchodzili, grać poczęła na tym swoim flecie, co go zawsze przy się nosiła.


Wątek techniczny

Teraz już wiecie, że ostatni raz Sanna widziana była nad brzegiem starej rzeki w towarzystwie niemego nożownika oraz kilkunastu esajańskich trupów. Więcej od żołnierzy nie sposób wyciągnąć, bo też nic więcej nie wiedzą. Zbliża się południe, słaniacie się na nogach, skwar zdaje się osiągać swe apogeum i chociaż na dnie rozpadliny promienie słoneczne nikogo nie sięgają, spiekota nie pozwala spokojnie oddychać. Nowe deklaracje?

ODPOWIEDZ