PBF - Grzechy ojców
Wątek techniczny
To oznacza, że w praktyce opróżnię kołczan. Potem będę nawoływał żołnierzy do sformowania obronnego szyku w zaułkach.
To oznacza, że w praktyce opróżnię kołczan. Potem będę nawoływał żołnierzy do sformowania obronnego szyku w zaułkach.
Mój skromny dorobek jako gracza w PBF: http://www.krysztalyczasu.pl/nickpage.php?user=35
-
mordimer00
- Reactions:
- Posty: 2226
- Rejestracja: 07 stycznia 2011, 09:44
Mordil widząc iż nie da rady uspokoić gulmaka, stara się zatrzymać i zejść z niego, puszczając go wolno i odwracając się od niego zdejmuje łuk z pleców i zaczyna ostrzał martwiaków zbliżających się do osady, powoli tez w razie czego wycofuje się w miarę zbliżania przeciwników.
"Stara?em si? tak ?y?, abym w godzinie ?mierci móg? si? raczej cieszy? ni? l?ka?..."
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Opłotki Duviku, noc
Specyficzną cechą głębokiej skalnej rozpadliny, na dnie której wzniesiono Duvik była praktycznie permanentna bezwietrzność. Świadom tego Trehant mógł sobie pozwolić na krótsze niż zazwyczaj celowanie, wiedział bowiem, że żaden nagły podmuch wiatru nie zniesie jego pocisku z właściwego toru. Tkwiący w rozkroku na szczycie ogrodzenia i uwijający się jak w ukropie łowca makunów wystrzelił osiem strzał, praktycznie opróżniając swój kołczan, ale marnując tylko jeden pocisk. Ponieważ półork widział w ciemnościach znacznie lepiej od ludzi czystej krwi, lokował groty swych strzał w torsach prących do przodu ożywieńców, mierząc w animowane bluźnierczą czarną magią serca nieumarłych. Pierwszy z upiornych stworów, powłóczący naderwanymi w biodrach nogami mężczyzna w ubiorze duvikańskiego górnika, zwalił się bezwładnie pod stopy innych martwiaków z dwiema sterczącymi mu z piersi strzałami. Drugi dołączył do pierwszego chwilę wcześniej, a był nim jeden z pary strażników z nocnej zmiany na wieży zadźganych przez hasarytów; ten również powrócił do naturalnego sobie stanu śmierci ugodzony dwoma grotami w serce. Pozbawiony odrąbanej w dzikim starciu ręki karawannik zadygotał konwulsyjnie, kiedy drzewce strzały przeszyło mu na wylot głowę roztrzaskując ostrym szpicem kości tylnej części czaszki.
Trehant oddychał tak płytko jak tylko potrafił, w chwili uwalniania cięciwy wręcz wstrzymując swój oddech. Ożywieńcy byli coraz bliżej, wciąż tym samym monotonnym rytmem kroków przybliżając się do zbitej ciasno gromady obrońców, ponad głowami których świstały strzały półorka. Mężczyzna czuł narastający strach trawiący szeregi śmiertelników, lodowaty lęk dławił coraz silniejszymi kleszczami również jego gardło.
Strzelał, dopóki miał pewność, że nie trafi przez przypadek nikogo ze swych kompanów, gdy jednak zaczęli oni przesłaniać mu ożywieńczą hordę, błyskawicznym ruchem schował łuk do sajdaka i dobywszy szabli zeskoczył z ogrodzenia gotowiąc się do zajadłego boju.
Wątek techniczny
Trehant wystrzelił w sumie osiem strzał, siedem z nich okazało się celnymi (podczas liczenia wyników zastosowałem odpowiedni bonus do RTR z tytułu zbitej ciasno masy celów, gdzie trudno byłoby nie trafić). Ponieważ nasz łowca posługuje się morderczo skutecznym ciężkim łukiem refleksyjnym, pomimo połowicznej wrażliwości martwiaków na obrażenia kłute i tak zdołał zniszczyć trwale cztery z nich, przeważnie lokując w ofiarach po dwie strzały. Lecz zabawa w Robin Hooda się skończyła, gdy zbliżające się martwiaki znalazły się zbyt blisko obrońców - teraz przyszedł czas na porobienie szablą. Gwoli przypomnienia, Trehant jako jedyny z BG (jak na razie) zaliczył test strachu przed martwiakami, dlatego dalsze testy tego rodzaju będą mu bieżącej nocy oszczędzone.
Specyficzną cechą głębokiej skalnej rozpadliny, na dnie której wzniesiono Duvik była praktycznie permanentna bezwietrzność. Świadom tego Trehant mógł sobie pozwolić na krótsze niż zazwyczaj celowanie, wiedział bowiem, że żaden nagły podmuch wiatru nie zniesie jego pocisku z właściwego toru. Tkwiący w rozkroku na szczycie ogrodzenia i uwijający się jak w ukropie łowca makunów wystrzelił osiem strzał, praktycznie opróżniając swój kołczan, ale marnując tylko jeden pocisk. Ponieważ półork widział w ciemnościach znacznie lepiej od ludzi czystej krwi, lokował groty swych strzał w torsach prących do przodu ożywieńców, mierząc w animowane bluźnierczą czarną magią serca nieumarłych. Pierwszy z upiornych stworów, powłóczący naderwanymi w biodrach nogami mężczyzna w ubiorze duvikańskiego górnika, zwalił się bezwładnie pod stopy innych martwiaków z dwiema sterczącymi mu z piersi strzałami. Drugi dołączył do pierwszego chwilę wcześniej, a był nim jeden z pary strażników z nocnej zmiany na wieży zadźganych przez hasarytów; ten również powrócił do naturalnego sobie stanu śmierci ugodzony dwoma grotami w serce. Pozbawiony odrąbanej w dzikim starciu ręki karawannik zadygotał konwulsyjnie, kiedy drzewce strzały przeszyło mu na wylot głowę roztrzaskując ostrym szpicem kości tylnej części czaszki.
Trehant oddychał tak płytko jak tylko potrafił, w chwili uwalniania cięciwy wręcz wstrzymując swój oddech. Ożywieńcy byli coraz bliżej, wciąż tym samym monotonnym rytmem kroków przybliżając się do zbitej ciasno gromady obrońców, ponad głowami których świstały strzały półorka. Mężczyzna czuł narastający strach trawiący szeregi śmiertelników, lodowaty lęk dławił coraz silniejszymi kleszczami również jego gardło.
Strzelał, dopóki miał pewność, że nie trafi przez przypadek nikogo ze swych kompanów, gdy jednak zaczęli oni przesłaniać mu ożywieńczą hordę, błyskawicznym ruchem schował łuk do sajdaka i dobywszy szabli zeskoczył z ogrodzenia gotowiąc się do zajadłego boju.
Wątek techniczny
Trehant wystrzelił w sumie osiem strzał, siedem z nich okazało się celnymi (podczas liczenia wyników zastosowałem odpowiedni bonus do RTR z tytułu zbitej ciasno masy celów, gdzie trudno byłoby nie trafić). Ponieważ nasz łowca posługuje się morderczo skutecznym ciężkim łukiem refleksyjnym, pomimo połowicznej wrażliwości martwiaków na obrażenia kłute i tak zdołał zniszczyć trwale cztery z nich, przeważnie lokując w ofiarach po dwie strzały. Lecz zabawa w Robin Hooda się skończyła, gdy zbliżające się martwiaki znalazły się zbyt blisko obrońców - teraz przyszedł czas na porobienie szablą. Gwoli przypomnienia, Trehant jako jedyny z BG (jak na razie) zaliczył test strachu przed martwiakami, dlatego dalsze testy tego rodzaju będą mu bieżącej nocy oszczędzone.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Opłotki Duviku, noc
Odpędziwszy swego ogiera w głąb osady wymierzonym w zad płazem miecza, Eithart wcisnął się w pierwszy szereg obrońców, śpiewając na całe gardło gorlamickie psalmy i błagając jednocześnie swego patrona o to, by tym razem nie zawiodła go odwaga. Uhra i Mordil odpędzili własne wierzchowce, gryzieni poczuciem upokorzenia, jakim w oczach innych obrońców musiał się jawić udaremniony przez zalęknione zwierzęta szturm na nieumarłych. Zajęli miejsca w szyku po bokach gorlamickiego kapłana, gotowiąc się tak jak i on sam do stawienia czoła martwiakom, które rozlały się szeroką linią po otwartej przestrzeni pomiędzy wylotem wąwozu i palikami dla wejhurów. Niepokojąca muzyka dobiegająca z głębi skalnego przejścia ucichła chwilę wcześniej i nigdzie też nie widać było śladu Sanny, chociaż wypatrywało jej gorączkowo wiele oczu. W powietrzu świsnęła strzała, zaraz potem druga i jeden z sunących niemrawo ożywieńców, powłóczący naderwanymi w biodrach nogami mężczyzna w ubiorze duvikańskiego górnika, zwalił się bezwładnie pod stopy innych martwiaków z dwiema sterczącymi mu z piersi strzałami.
- Sme ne wypomysłał! - sarknął na samego siebie Mordil wbijając swój topór styliskiem w ziemię i łapiąc za noszony na plecach łuk. Sękate paluchy goblina napięły broń, posłały w stronę bliskich już nieumarłych pierwszą strzałę.
- Ześlij na nas swe łaski i okaż miłosierdzie, Niebiański Uzdrowicielu! - wśród coraz bardziej zatrwożonych obrońców niósł się starczy kruchy głos Jareda Brunty - Chroń nas przed złem nieczystym i sługami ciemności! Wybaw z uścisku śmierci swe wierne sługi!
- Gorlamie, zmiłuj się nad nami! - ponad głos graamickiego kapłana wzbił się inny krzyk, tak nieoczekwiany i zaskakujący w swej treści, że niemal wszyscy mimowolni oderwali wzrok od nieumarłych spozierając na dzierżącego w rękach włócznię pierwszego kapitana - Mieczniku Asteriusza, wesprzyj tych, którzy stawiają czoła plugawej ciemności!
I wtedy, jakby smagnięci biczem, nieumarli przyśpieszyli kroku rzucając się szeroką linią na zalęknionych obrońców.
Wątek techniczny
Pozwolę sobie teraz na pewien rzut taktyczny. Obrońcy liczą czterdziestu pięciu śmiertelników (w ich poczet zaliczają się Eithart, Uhra, Mordil, Hakan, Oktar, Zoltar, Brunta i Kadar, nie ma natomiast Trehanta, który już czmychnął głębiej w opłotki osady). Nieumarli liczą ponad trzydziestu osobników, bo chociaż Trehant zastrzelił czterech, ich szeregi zasilili w tym samym czasie czterej przywołani z zaświatów Duvikanie zabici przez hordę w wąwozie. Sanna może się kryć gdzieś w tyle swej ekipy, a jeśli to robi, kryje się nad wyraz dobrze, boście jej jeszcze nie zauważyli.
Co zamierzam teraz zrobić? Najpierw potestuję trzy rundy strzelania dla Mordila, tyle czasu mu wystarczy, zanim horda wejdzie w close combat. Rundę przed tym znamiennym momentem wykonam testy strachu dla wszystkich 45 obrońców, uwzględniając przy tym skumulowany bonus +15 za podnoszącą na duchu obecność Eitharta i Brunty. Na sam koniec napiszę malowniczy update zawierający interesującą zapewne wszystkich informację, ilu też obrońców ustało w szyku!
Odpędziwszy swego ogiera w głąb osady wymierzonym w zad płazem miecza, Eithart wcisnął się w pierwszy szereg obrońców, śpiewając na całe gardło gorlamickie psalmy i błagając jednocześnie swego patrona o to, by tym razem nie zawiodła go odwaga. Uhra i Mordil odpędzili własne wierzchowce, gryzieni poczuciem upokorzenia, jakim w oczach innych obrońców musiał się jawić udaremniony przez zalęknione zwierzęta szturm na nieumarłych. Zajęli miejsca w szyku po bokach gorlamickiego kapłana, gotowiąc się tak jak i on sam do stawienia czoła martwiakom, które rozlały się szeroką linią po otwartej przestrzeni pomiędzy wylotem wąwozu i palikami dla wejhurów. Niepokojąca muzyka dobiegająca z głębi skalnego przejścia ucichła chwilę wcześniej i nigdzie też nie widać było śladu Sanny, chociaż wypatrywało jej gorączkowo wiele oczu. W powietrzu świsnęła strzała, zaraz potem druga i jeden z sunących niemrawo ożywieńców, powłóczący naderwanymi w biodrach nogami mężczyzna w ubiorze duvikańskiego górnika, zwalił się bezwładnie pod stopy innych martwiaków z dwiema sterczącymi mu z piersi strzałami.
- Sme ne wypomysłał! - sarknął na samego siebie Mordil wbijając swój topór styliskiem w ziemię i łapiąc za noszony na plecach łuk. Sękate paluchy goblina napięły broń, posłały w stronę bliskich już nieumarłych pierwszą strzałę.
- Ześlij na nas swe łaski i okaż miłosierdzie, Niebiański Uzdrowicielu! - wśród coraz bardziej zatrwożonych obrońców niósł się starczy kruchy głos Jareda Brunty - Chroń nas przed złem nieczystym i sługami ciemności! Wybaw z uścisku śmierci swe wierne sługi!
- Gorlamie, zmiłuj się nad nami! - ponad głos graamickiego kapłana wzbił się inny krzyk, tak nieoczekwiany i zaskakujący w swej treści, że niemal wszyscy mimowolni oderwali wzrok od nieumarłych spozierając na dzierżącego w rękach włócznię pierwszego kapitana - Mieczniku Asteriusza, wesprzyj tych, którzy stawiają czoła plugawej ciemności!
I wtedy, jakby smagnięci biczem, nieumarli przyśpieszyli kroku rzucając się szeroką linią na zalęknionych obrońców.
Wątek techniczny
Pozwolę sobie teraz na pewien rzut taktyczny. Obrońcy liczą czterdziestu pięciu śmiertelników (w ich poczet zaliczają się Eithart, Uhra, Mordil, Hakan, Oktar, Zoltar, Brunta i Kadar, nie ma natomiast Trehanta, który już czmychnął głębiej w opłotki osady). Nieumarli liczą ponad trzydziestu osobników, bo chociaż Trehant zastrzelił czterech, ich szeregi zasilili w tym samym czasie czterej przywołani z zaświatów Duvikanie zabici przez hordę w wąwozie. Sanna może się kryć gdzieś w tyle swej ekipy, a jeśli to robi, kryje się nad wyraz dobrze, boście jej jeszcze nie zauważyli.
Co zamierzam teraz zrobić? Najpierw potestuję trzy rundy strzelania dla Mordila, tyle czasu mu wystarczy, zanim horda wejdzie w close combat. Rundę przed tym znamiennym momentem wykonam testy strachu dla wszystkich 45 obrońców, uwzględniając przy tym skumulowany bonus +15 za podnoszącą na duchu obecność Eitharta i Brunty. Na sam koniec napiszę malowniczy update zawierający interesującą zapewne wszystkich informację, ilu też obrońców ustało w szyku!
-
mordimer00
- Reactions:
- Posty: 2226
- Rejestracja: 07 stycznia 2011, 09:44
Watek techniczny
Keth jeśli możesz czy dałoby radę wrzucić chociaż pobieżny szkic mapki osady? Tak aby rozegrać to trochę strategicznie? Bo tak nie wiem gdzie jestem, gdzie można się wycofać aby małymi siłami odepchnąć martwiaki?
Staram się wypuścić jak najwięcej strzał, i jeśli dojdzie do walki wręcz to tarcza i topór i heja banana na martwiaka z rana:-))
Keth jeśli możesz czy dałoby radę wrzucić chociaż pobieżny szkic mapki osady? Tak aby rozegrać to trochę strategicznie? Bo tak nie wiem gdzie jestem, gdzie można się wycofać aby małymi siłami odepchnąć martwiaki?
Staram się wypuścić jak najwięcej strzał, i jeśli dojdzie do walki wręcz to tarcza i topór i heja banana na martwiaka z rana:-))
"Stara?em si? tak ?y?, abym w godzinie ?mierci móg? si? raczej cieszy? ni? l?ka?..."
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Opłotki Duviku, noc
Silne ramiona Mordila wprawnie naciągały dzierżony w dłoniach refleksyjny łuk, a słane z niego strzały cięły powietrze na podobieństwo kąśliwych żądeł, ale ku wściekłemu rozgoryczeniu barbarzyńcy nieumarli wykazywali przerażającą obojętność wobec ran, które powinny zabić od razu normalnego śmiertelnika. Znacznie potężniejszy łuk Trehanta potrzebował co najmniej dwóch trafień, by plugawa moc wprawiająca w ruch martwe ciała poddawała się sile metalowych grotów, zaś broni goblina daleko było do ciężkiego laminatu półorka i od razu stało się jasne, że nie jest to oręż mogący znacząco zaszkodzić ożywieńcom.
Pierwsza strzała Mordila ugodziła w udo wysforowanego mocno do przodu karawannika i utkwiła do połowy drzewca w ciele nieumarłego, nie zwalniając tempa jego kroku nawet odrobinkę. Druga wbiła się w brzuch przeszywając zaskorupiałą od starej krwi koszulę, ale dopiero trzecia, wrażona bardziej szczęśliwym zbiegiem okoliczności niż wprawną ręką w lewy oczodół martwiaka zwaliła go w końcu z nóg. Wsadzając łuk w sajdak Mordil nie mógł się oprzeć wrażeniu, że patrzy na szmacianą kukiełkę, której ktoś przeciął w trakcie przedstawienia sznureczki, spadającą na ziemię na podobieństwa pełnego trocin woreczka.
Topór lśnił złowieszczym blaskiem w zaciśniętych kurczowo rękach barbarzyńcy, kiedy wyciągający przed siebie rozcapierzone dłonie nieumarli runęli na zagradzających im drogę do Duviku obrońców.
Wątek techniczny
Najpierw rozliczenie testów strzeleckich dla Mordila. Trzy strzały, wszystkie celne, wszystkie w jednego zombie, zniszczonego ostatnią z nich (przypominam o połowicznej wrażliwości na rany kłute, stąd konieczność tak dużej kumulacji trafień). Teraz znajdujemy się w dość krytycznym momencie, będę bowiem testował odporność na strach w obliczu szarżujących martwiaków.
Nie mam za bardzo jak zrobić szkicu sytuacyjnego, spróbuję ubrać opis w słowa. Przed sobą macie kilkadziesiąt metrów kwadratowych otwartej przestrzeni pomiędzy wylotem wąwozu i opłotkami osady, za sobą ogrodzenie i ścianę chatki dla gości oraz szeroką drogę wiodącą w głąb Duviku. Kilkanaście metrów dalej zaczyna się labirynt wielopiętrowych zabudowań przyciśniętych po obu stronach do ścian rozpadliny, pociętych wysokimi kamiennymi murkami, połączonych ze sobą w górze linowymi mostkami i drabinkami. Po prawej stronie macie też półotwartą pieczarę w ścianie przepaści, gdzie obozowali Esajanie i gdzie zapewne jest sporo ciemnych zakamarków (oczywiście ciemność i tak nie stanowi dla martwiaków problemu).
Silne ramiona Mordila wprawnie naciągały dzierżony w dłoniach refleksyjny łuk, a słane z niego strzały cięły powietrze na podobieństwo kąśliwych żądeł, ale ku wściekłemu rozgoryczeniu barbarzyńcy nieumarli wykazywali przerażającą obojętność wobec ran, które powinny zabić od razu normalnego śmiertelnika. Znacznie potężniejszy łuk Trehanta potrzebował co najmniej dwóch trafień, by plugawa moc wprawiająca w ruch martwe ciała poddawała się sile metalowych grotów, zaś broni goblina daleko było do ciężkiego laminatu półorka i od razu stało się jasne, że nie jest to oręż mogący znacząco zaszkodzić ożywieńcom.
Pierwsza strzała Mordila ugodziła w udo wysforowanego mocno do przodu karawannika i utkwiła do połowy drzewca w ciele nieumarłego, nie zwalniając tempa jego kroku nawet odrobinkę. Druga wbiła się w brzuch przeszywając zaskorupiałą od starej krwi koszulę, ale dopiero trzecia, wrażona bardziej szczęśliwym zbiegiem okoliczności niż wprawną ręką w lewy oczodół martwiaka zwaliła go w końcu z nóg. Wsadzając łuk w sajdak Mordil nie mógł się oprzeć wrażeniu, że patrzy na szmacianą kukiełkę, której ktoś przeciął w trakcie przedstawienia sznureczki, spadającą na ziemię na podobieństwa pełnego trocin woreczka.
Topór lśnił złowieszczym blaskiem w zaciśniętych kurczowo rękach barbarzyńcy, kiedy wyciągający przed siebie rozcapierzone dłonie nieumarli runęli na zagradzających im drogę do Duviku obrońców.
Wątek techniczny
Najpierw rozliczenie testów strzeleckich dla Mordila. Trzy strzały, wszystkie celne, wszystkie w jednego zombie, zniszczonego ostatnią z nich (przypominam o połowicznej wrażliwości na rany kłute, stąd konieczność tak dużej kumulacji trafień). Teraz znajdujemy się w dość krytycznym momencie, będę bowiem testował odporność na strach w obliczu szarżujących martwiaków.
Nie mam za bardzo jak zrobić szkicu sytuacyjnego, spróbuję ubrać opis w słowa. Przed sobą macie kilkadziesiąt metrów kwadratowych otwartej przestrzeni pomiędzy wylotem wąwozu i opłotkami osady, za sobą ogrodzenie i ścianę chatki dla gości oraz szeroką drogę wiodącą w głąb Duviku. Kilkanaście metrów dalej zaczyna się labirynt wielopiętrowych zabudowań przyciśniętych po obu stronach do ścian rozpadliny, pociętych wysokimi kamiennymi murkami, połączonych ze sobą w górze linowymi mostkami i drabinkami. Po prawej stronie macie też półotwartą pieczarę w ścianie przepaści, gdzie obozowali Esajanie i gdzie zapewne jest sporo ciemnych zakamarków (oczywiście ciemność i tak nie stanowi dla martwiaków problemu).
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Opłotki Duviku, noc
Mordil wysyczał przez zaciśnięte kiełki jakieś ordynarne wyzwisko w mowie swego ludu, obracając toporem w powietrzu w figurze młynka. W jego nozdrza uderzył odrażający fetor roztaczany przez nieumarłych, zwłaszcza ożywionych bluźnierczą magią górników zabitych kilka dni wcześniej w kopalni miedzi, którzy zaczęli się już rozkładać i swym wyglądem budzili straszne wrażenie. Barbarzyńca zmarszczył wściekle nos i wywinął raz jeszcze toporem, wbrew swemu lęku nie zamierzając okazać wahania w oczach towarzyszy.
Nieumarli sunęli w przerażającej swym brakiem naturalności ciszy, jedyny dźwięk wydawały ich szurające po skalistym podłożu buty. Goblin sarknął coś niezrozumiale, zmienił ustawienie stóp zapierając się nogami w oczekiwaniu na zderzenie z masą odrażających martwych ciał.
Nie wszyscy podołali temu wyzwaniu równie dzielnie jak on sam. Na oczach przerażonego rozwojem wydarzeń Eitharta linia obronna osadników pękła w przeciągu kilku uderzeń serca. Blisko połowa Duvikan nie wytrzymała widoku coraz bliższych ożywieńców, rozpoznając w tych upiornych, w wielu przypadkach śmiertelnie okaleczonych lub naznaczonych postępującym rozkładem ciałach swoich przyjaciół, krewnych i sąsiadów. Kiedy kilku młodszych wojowników, jeszcze gołowąsów bez doświadczenia w zwyczajnej wojaczce, a cóż dopiero w walce z nieumarłymi, cofnęło się w panicznym strachu opuszczając oręż, ich przykład pociągnął za sobą innych. Zanim gorlamita zdążył wykrzyczeć ostrzeżenie, prawie dwudziestu miejscowych wydarło się siłą z ciasnego szyku potrącając i przewracając siebie nawzajem oraz tych druhów, którzy wciąż trwali w gotowości na bój, potęgując swymi panicznymi krzykami dławiące wszystkich przerażenie. Eithart i Hakan cofnęli się pod naporem machających rozpaczliwie rękami ludzi, ulegając na chwilę wrażeniu powszechnej ucieczki, rychło się jednak opamiętali na widok kilkunastu wciąż dzielnie trwających w szyku obrońców.
Wśród nich Mordila i Uhry.
W powietrzu poniósł się charakterystyczny głuchy huk, kiedy ciężkie ciała ożywieńców zderzyły się z tarczami stojących im na drodze śmiertelników, a ostre klingi zaczęły wykreślać szaleńcze linie rąbiąc po próbujących ucapić obrońców rękach.
Rozgorzała zaciekła walka na śmierć i życie, a szala zwycięstwa zdawała się przechylać na stronę potwornych najeźdźców choćby tylko przez wzgląd na ich liczebną przewagę.
Wątek techniczny
Mastug wykonał na moją prośbę rzuty dla całej grupy obrońców, a ich wyniki prezentują się następująco: z Duvikan uciekło 17 wojowników, wśród nich Hakan Harmun. Kapitan Detelf i Jared Brunta ustali, podobnie jak 24 wojowników. Jeśli o BG chodzi, w szyku wytrzymali Uhra i Mordil (z wynikami 09 i 21 w teście odporności). Nie wytrzymał ponownie Eithart, iście doświadczany tej nocy próbami na podobieństwo Hioba. Ponieważ Mastug wykonał serię dalszych rzutów sprawdzających, kiedy uciekinierzy przyjdą do siebie, wiem już, że Eithart pozbiera się w drugiej rundzie (z wynikiem 73 w teście strachu) razem z Hakanem, ALE będzie musiał trzeci raz próbować przełamać lęk przed nieumarłymi, jeśli ponownie zechce stawić im czoła!
W opłotkach Duviku rozgorzała zaciekła walka na śmierć i życie pomiędzy trzydziestką zombie i dwudziestką obrońców. Pozwolę sobie w tym momencie rozbić bieg fabuły na osobne wątki dedykowane poszczególnym bohaterom tej rzeźni. Pamiętajcie, przydatne mogą być wszelkie deklaracje szczegółowe, również warunkowe, odnośniki do zdolności profesyjnych, itp.
Mordil wysyczał przez zaciśnięte kiełki jakieś ordynarne wyzwisko w mowie swego ludu, obracając toporem w powietrzu w figurze młynka. W jego nozdrza uderzył odrażający fetor roztaczany przez nieumarłych, zwłaszcza ożywionych bluźnierczą magią górników zabitych kilka dni wcześniej w kopalni miedzi, którzy zaczęli się już rozkładać i swym wyglądem budzili straszne wrażenie. Barbarzyńca zmarszczył wściekle nos i wywinął raz jeszcze toporem, wbrew swemu lęku nie zamierzając okazać wahania w oczach towarzyszy.
Nieumarli sunęli w przerażającej swym brakiem naturalności ciszy, jedyny dźwięk wydawały ich szurające po skalistym podłożu buty. Goblin sarknął coś niezrozumiale, zmienił ustawienie stóp zapierając się nogami w oczekiwaniu na zderzenie z masą odrażających martwych ciał.
Nie wszyscy podołali temu wyzwaniu równie dzielnie jak on sam. Na oczach przerażonego rozwojem wydarzeń Eitharta linia obronna osadników pękła w przeciągu kilku uderzeń serca. Blisko połowa Duvikan nie wytrzymała widoku coraz bliższych ożywieńców, rozpoznając w tych upiornych, w wielu przypadkach śmiertelnie okaleczonych lub naznaczonych postępującym rozkładem ciałach swoich przyjaciół, krewnych i sąsiadów. Kiedy kilku młodszych wojowników, jeszcze gołowąsów bez doświadczenia w zwyczajnej wojaczce, a cóż dopiero w walce z nieumarłymi, cofnęło się w panicznym strachu opuszczając oręż, ich przykład pociągnął za sobą innych. Zanim gorlamita zdążył wykrzyczeć ostrzeżenie, prawie dwudziestu miejscowych wydarło się siłą z ciasnego szyku potrącając i przewracając siebie nawzajem oraz tych druhów, którzy wciąż trwali w gotowości na bój, potęgując swymi panicznymi krzykami dławiące wszystkich przerażenie. Eithart i Hakan cofnęli się pod naporem machających rozpaczliwie rękami ludzi, ulegając na chwilę wrażeniu powszechnej ucieczki, rychło się jednak opamiętali na widok kilkunastu wciąż dzielnie trwających w szyku obrońców.
Wśród nich Mordila i Uhry.
W powietrzu poniósł się charakterystyczny głuchy huk, kiedy ciężkie ciała ożywieńców zderzyły się z tarczami stojących im na drodze śmiertelników, a ostre klingi zaczęły wykreślać szaleńcze linie rąbiąc po próbujących ucapić obrońców rękach.
Rozgorzała zaciekła walka na śmierć i życie, a szala zwycięstwa zdawała się przechylać na stronę potwornych najeźdźców choćby tylko przez wzgląd na ich liczebną przewagę.
Wątek techniczny
Mastug wykonał na moją prośbę rzuty dla całej grupy obrońców, a ich wyniki prezentują się następująco: z Duvikan uciekło 17 wojowników, wśród nich Hakan Harmun. Kapitan Detelf i Jared Brunta ustali, podobnie jak 24 wojowników. Jeśli o BG chodzi, w szyku wytrzymali Uhra i Mordil (z wynikami 09 i 21 w teście odporności). Nie wytrzymał ponownie Eithart, iście doświadczany tej nocy próbami na podobieństwo Hioba. Ponieważ Mastug wykonał serię dalszych rzutów sprawdzających, kiedy uciekinierzy przyjdą do siebie, wiem już, że Eithart pozbiera się w drugiej rundzie (z wynikiem 73 w teście strachu) razem z Hakanem, ALE będzie musiał trzeci raz próbować przełamać lęk przed nieumarłymi, jeśli ponownie zechce stawić im czoła!
W opłotkach Duviku rozgorzała zaciekła walka na śmierć i życie pomiędzy trzydziestką zombie i dwudziestką obrońców. Pozwolę sobie w tym momencie rozbić bieg fabuły na osobne wątki dedykowane poszczególnym bohaterom tej rzeźni. Pamiętajcie, przydatne mogą być wszelkie deklaracje szczegółowe, również warunkowe, odnośniki do zdolności profesyjnych, itp.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Opłotki Duviku, noc
Trehant poczuł jak żołądek podchodzi mu do gardła, a serce kołacze szaleńczo w piersiach. Na oczach półorka szyk tarasujących podejście do Duviku obrońców poszedł w rozsypkę, zakotłowało się tam znienacka, z kotła tego wyprysnęły gnane panicznym strachem ludzkie sylwetki uciekające w popłochu w kierunku najbliższych domostw osady. W tyle, za plecami zbiegów, w powietrze gruchnął znienacka charakterystyczny dźwięk uderzających o tarcze ciał, szczęk metalu i krzyki bijących się o życie ludzi.
Szacując bacznym spojrzeniem sytuację półork uznał, że nogi za pas wzięła blisko połowa z ustawionych przy chatce dla gości obrońców, co z miejsca postawiło w bardzo niekorzystnej sytuacji tych Duvikan i podróżnych, którzy jednak zdecydowali się stawić nieumarłym czoła. Już wcześniej ożywieńcy przeważali nad śmiertelnikami liczebnie, co w połączeniu z ich nieustępliwością i przerażającą niewrażliwością na zmęczenie stanowiło piekielny atut w rękach hasarytów, teraz zaś szala zwycięstwa jeszcze bardziej przechyliła się na ich stronę dzięki faktowi, że na każdego obrońcę przypadało dwóch nieumarłych.
Łowca makunów przywarł plecami do kamiennego ogrodzenia jednego z domostw po lewej stronie szerokiej drogi, ważąc w myślach następny krok. Nie liczył zbytnio na to, że zdoła zatrzymać w miejscu uciekających w jego stronę wojowników, najpewniej stratowaliby go w panicznym wyścigu o życie nie bacząc wcale na ostrzegawcze okrzyki. Wszędzie w tyle, w głębi Duviku, słyszał lamenty i zawodzenie mieszkańców, trzaski ryglowanych drzwi i szczęk przewracanych wózków, za pomocą których kobiety i dzieci tarasowały wejścia do swych obejść. Członkowie starszyzny zapewne próbowali wciąż wysłać pod wąwóz resztki tych obytych z orężem ziomków, którzy wciąż kręcili się po osadzie lub dźgali na próbę truchła zrzuconych do przepaści mrówkoludów, ale Trehant nie miał złudzeń co do liczebności ewentualnej odsieczy. Choroba zebrała w Duviku iście niszczycielskie żniwo, od kilku dni kładąc na marach lub w łożach boleści wielu wprawionych w robieniu mieczami mężczyzn. Śmierć zaginionych w kopalni górników, niemal bez wyjątku będących zarazem miejscowymi żołnierzami, zabójstwo strażników w wieży nad wyschniętą rzeką oraz brutalny zgon czterech Duvikan dopadniętych w wąwozie przez nieumarłych - wszystko to w połączeniu z chorobą sprawiło, że rzeczywiste siły obrońców stopniały w niebywale krótkim czasie do ledwie czterech tuzinów ludzi zdolnych wciąż jeszcze trzymać broń w rękach... a blisko połowa z nich uciekała właśnie przed siebie na złamanie karku nie stanowiąc żadnej wartości dla pierwszego kapitana i starszyzny osady.
Trehant pojął w jednej chwili, że pęknięcie do szczętu formacji obrońców na przedpolu osady mogło oznaczać tylko jedno: rzeź osaczonych w swych domostwach osadników.
Wątek techniczny
Trehant znajduje się na uboczu obecnych wydarzeń wydarzeń, jest między domostwami osady, ale z dobrym polem widzenia na kłopoty ludzkiej zapory przy chatce dla gości. Treant, chcesz wejść w jakąś małą uliczkę, przelotową albo ślepą? Schować się za murkiem, wleźć na murek, może na dach? Jak szeroką chcesz sobie zapewnić widoczność? (generalnie im wyżej, tym widniej).
Trehant poczuł jak żołądek podchodzi mu do gardła, a serce kołacze szaleńczo w piersiach. Na oczach półorka szyk tarasujących podejście do Duviku obrońców poszedł w rozsypkę, zakotłowało się tam znienacka, z kotła tego wyprysnęły gnane panicznym strachem ludzkie sylwetki uciekające w popłochu w kierunku najbliższych domostw osady. W tyle, za plecami zbiegów, w powietrze gruchnął znienacka charakterystyczny dźwięk uderzających o tarcze ciał, szczęk metalu i krzyki bijących się o życie ludzi.
Szacując bacznym spojrzeniem sytuację półork uznał, że nogi za pas wzięła blisko połowa z ustawionych przy chatce dla gości obrońców, co z miejsca postawiło w bardzo niekorzystnej sytuacji tych Duvikan i podróżnych, którzy jednak zdecydowali się stawić nieumarłym czoła. Już wcześniej ożywieńcy przeważali nad śmiertelnikami liczebnie, co w połączeniu z ich nieustępliwością i przerażającą niewrażliwością na zmęczenie stanowiło piekielny atut w rękach hasarytów, teraz zaś szala zwycięstwa jeszcze bardziej przechyliła się na ich stronę dzięki faktowi, że na każdego obrońcę przypadało dwóch nieumarłych.
Łowca makunów przywarł plecami do kamiennego ogrodzenia jednego z domostw po lewej stronie szerokiej drogi, ważąc w myślach następny krok. Nie liczył zbytnio na to, że zdoła zatrzymać w miejscu uciekających w jego stronę wojowników, najpewniej stratowaliby go w panicznym wyścigu o życie nie bacząc wcale na ostrzegawcze okrzyki. Wszędzie w tyle, w głębi Duviku, słyszał lamenty i zawodzenie mieszkańców, trzaski ryglowanych drzwi i szczęk przewracanych wózków, za pomocą których kobiety i dzieci tarasowały wejścia do swych obejść. Członkowie starszyzny zapewne próbowali wciąż wysłać pod wąwóz resztki tych obytych z orężem ziomków, którzy wciąż kręcili się po osadzie lub dźgali na próbę truchła zrzuconych do przepaści mrówkoludów, ale Trehant nie miał złudzeń co do liczebności ewentualnej odsieczy. Choroba zebrała w Duviku iście niszczycielskie żniwo, od kilku dni kładąc na marach lub w łożach boleści wielu wprawionych w robieniu mieczami mężczyzn. Śmierć zaginionych w kopalni górników, niemal bez wyjątku będących zarazem miejscowymi żołnierzami, zabójstwo strażników w wieży nad wyschniętą rzeką oraz brutalny zgon czterech Duvikan dopadniętych w wąwozie przez nieumarłych - wszystko to w połączeniu z chorobą sprawiło, że rzeczywiste siły obrońców stopniały w niebywale krótkim czasie do ledwie czterech tuzinów ludzi zdolnych wciąż jeszcze trzymać broń w rękach... a blisko połowa z nich uciekała właśnie przed siebie na złamanie karku nie stanowiąc żadnej wartości dla pierwszego kapitana i starszyzny osady.
Trehant pojął w jednej chwili, że pęknięcie do szczętu formacji obrońców na przedpolu osady mogło oznaczać tylko jedno: rzeź osaczonych w swych domostwach osadników.
Wątek techniczny
Trehant znajduje się na uboczu obecnych wydarzeń wydarzeń, jest między domostwami osady, ale z dobrym polem widzenia na kłopoty ludzkiej zapory przy chatce dla gości. Treant, chcesz wejść w jakąś małą uliczkę, przelotową albo ślepą? Schować się za murkiem, wleźć na murek, może na dach? Jak szeroką chcesz sobie zapewnić widoczność? (generalnie im wyżej, tym widniej).
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Opłotki Duviku, noc
Eithart wrzasnął na całe gardło, wydobywając z krtani dźwięk przypominający skrzek rozwścieczonego wasihana. Nie było w tym krzyku lęku, tylko czarna rozpacz zrodzona ze wstydu i świadomości, że słaby śmiertelny umysł ponownie nie podołał boskiej próbie. Ogarnięty grozą gorlamita zatrzymał się w połowie skoku pojmując znienacka, iż za jego plecami jednak pozostali jacyś gotowi walczyć do końca ludzie, zawirował w miejscu odwracając się w ich stronę. Widząc to uciekający z bladą jak ściana twarzą Hakan Harmun zatrzymał się ryjąc podeszwami butów usianą kamykami ziemię, wykręcił głowę ponad ramieniem i zdusił w ustach przekleństwo, w tej samej bowiem chwili ciemnościami nocy wstrząsnął przerażający dźwięk zderzających się ze sobą ciał, szczęk żelaza i krzyki walczących ludzi.
- Nie lza ostawić! - ryknął ponad tym hałasem Hakan, mierząc jednocześnie zrozpaczonym wzrokiem sylwetki tratujących się wzajemnie w drodze do Duviku uciekinierów - Wy kurwie syny! Wracajcie!
Gorlamita jęknął w duchu, rozdarty pomiędzy grzesznym pragnieniem dołączenia do zbiegów, a palącym go niczym roztopiony ołów poczuciem niespełnionego obowiązku. Okrył się hańbą, nie potrafiąc w obliczu diabolicznego nieprzyjaciela postąpić wedle etosu swej wiary i świadomość tego niemal odbierała mu rozum. Jeśli Gorlam spoglądał tej nocy na nieszczęsną pograniczną osadę, musiał odwrócić wzrok od swego słabego sługi!
Wątek techniczny
Oj, co tu więcej dodać, iście przeklęta to dla Eitharta noc! W wąwozie nie ustał, ogier go w szarży nie usłuchał, a teraz na dodatek nerwy puściły tam, gdzie druhowie grozie się oparli! Oczywiście wszystko to wina kostek, ale zarazem piękny początek pokutnej gorlamickiej kariery, bo po czymś takim rok tułaczki we włosiennicy, postów i umartwiania się oraz samobójczych misji to ledwie początek pokuty za słabość w obliczu zła! Myślę, że jeśli nasz kapłan wyjdzie z Duviku z życiem, będzie do końca życia wspominał to, co się tutaj wydarzyło, ale opowiadać o tym innym raczej nie będzie...
8ART, co dalej? Eithart jest kilka metrów za walczącymi szaleńczo obrońcami. Może zawrócić i dołączyć do nich, ale wtedy znowu trzeba będzie testować strach (opanowanie ataku paniki w trakcie ucieczki nie stanowi dla mnie ekwiwalentu zaliczonego testu). Może też wycofać się w głąb osady (na przykład dołączyć do Trehanta) albo wyciągnąć szybko brewiarz i udzielić samemu sobie ostatniego namaszczenia.
Eithart wrzasnął na całe gardło, wydobywając z krtani dźwięk przypominający skrzek rozwścieczonego wasihana. Nie było w tym krzyku lęku, tylko czarna rozpacz zrodzona ze wstydu i świadomości, że słaby śmiertelny umysł ponownie nie podołał boskiej próbie. Ogarnięty grozą gorlamita zatrzymał się w połowie skoku pojmując znienacka, iż za jego plecami jednak pozostali jacyś gotowi walczyć do końca ludzie, zawirował w miejscu odwracając się w ich stronę. Widząc to uciekający z bladą jak ściana twarzą Hakan Harmun zatrzymał się ryjąc podeszwami butów usianą kamykami ziemię, wykręcił głowę ponad ramieniem i zdusił w ustach przekleństwo, w tej samej bowiem chwili ciemnościami nocy wstrząsnął przerażający dźwięk zderzających się ze sobą ciał, szczęk żelaza i krzyki walczących ludzi.
- Nie lza ostawić! - ryknął ponad tym hałasem Hakan, mierząc jednocześnie zrozpaczonym wzrokiem sylwetki tratujących się wzajemnie w drodze do Duviku uciekinierów - Wy kurwie syny! Wracajcie!
Gorlamita jęknął w duchu, rozdarty pomiędzy grzesznym pragnieniem dołączenia do zbiegów, a palącym go niczym roztopiony ołów poczuciem niespełnionego obowiązku. Okrył się hańbą, nie potrafiąc w obliczu diabolicznego nieprzyjaciela postąpić wedle etosu swej wiary i świadomość tego niemal odbierała mu rozum. Jeśli Gorlam spoglądał tej nocy na nieszczęsną pograniczną osadę, musiał odwrócić wzrok od swego słabego sługi!
Wątek techniczny
Oj, co tu więcej dodać, iście przeklęta to dla Eitharta noc! W wąwozie nie ustał, ogier go w szarży nie usłuchał, a teraz na dodatek nerwy puściły tam, gdzie druhowie grozie się oparli! Oczywiście wszystko to wina kostek, ale zarazem piękny początek pokutnej gorlamickiej kariery, bo po czymś takim rok tułaczki we włosiennicy, postów i umartwiania się oraz samobójczych misji to ledwie początek pokuty za słabość w obliczu zła! Myślę, że jeśli nasz kapłan wyjdzie z Duviku z życiem, będzie do końca życia wspominał to, co się tutaj wydarzyło, ale opowiadać o tym innym raczej nie będzie...
8ART, co dalej? Eithart jest kilka metrów za walczącymi szaleńczo obrońcami. Może zawrócić i dołączyć do nich, ale wtedy znowu trzeba będzie testować strach (opanowanie ataku paniki w trakcie ucieczki nie stanowi dla mnie ekwiwalentu zaliczonego testu). Może też wycofać się w głąb osady (na przykład dołączyć do Trehanta) albo wyciągnąć szybko brewiarz i udzielić samemu sobie ostatniego namaszczenia.
Czy osada z góry jest dobrze widoczna? Jeśli tak to może widać cokolwiek za linią maszerujących umarlaków. Przecież ktoś ich kontroluje, kieruje nimi. Spróbuję się zorientować zarówno w dole czy nie widze z tej pozycji czegoś istotnego, ważnego. A także na górze skąd przecież jest idealny (chyba) widok na to co się dzieje w dole. Może jest nawet szansa rzucić jakimiś kamieniami w dół na martwiaki?
Ostatnio zmieniony 21 września 2011, 09:50 przez venar, łącznie zmieniany 1 raz.
Nie zgadzam si? z Twoimi pogl?dami, ale po kres moich dni b?d? broni? Twego prawa do ich g?oszenia
-
mordimer00
- Reactions:
- Posty: 2226
- Rejestracja: 07 stycznia 2011, 09:44
Wykorzystuje walkę w tłoku i walkę w trudnych warunkach, dodatkowo staram się odpychać tarczą umarlaków, tak aby odrzucić go na chwile od siebie i wtedy wykorzystuje ten moment do ciosu toporem.
"-Bić te ścierwa, tarczą odrzucać i żelastwem przez łeb onych, oby równo chopy, dalej raz maty rodziła MAMA DUNIA BABA SUN"
"-Bić te ścierwa, tarczą odrzucać i żelastwem przez łeb onych, oby równo chopy, dalej raz maty rodziła MAMA DUNIA BABA SUN"
"Stara?em si? tak ?y?, abym w godzinie ?mierci móg? si? raczej cieszy? ni? l?ka?..."
Wątek techniczny
Wchodzę na murek, a jeśli to nie wystarczy do rozeznania w sytuacji - na dach. Interesuje mnie położenie obrońców oraz sprawdzenie, czy zombie nie dostaną wsparcia, tj. czy nie ma kogoś za nimi lub w powietrzu. Istotne dla mnie jest również to, jaki mam zasięg widoczności.
Wchodzę na murek, a jeśli to nie wystarczy do rozeznania w sytuacji - na dach. Interesuje mnie położenie obrońców oraz sprawdzenie, czy zombie nie dostaną wsparcia, tj. czy nie ma kogoś za nimi lub w powietrzu. Istotne dla mnie jest również to, jaki mam zasięg widoczności.
Mój skromny dorobek jako gracza w PBF: http://www.krysztalyczasu.pl/nickpage.php?user=35
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Ostatnia rubież Duviku, noc
Świat widziany oczami Uhry zawęził się w ułamku chwili do wąskiego wycinka przestrzeni przed jej twarzą, wypełnionego niezdarnymi postaciami wyciągającymi w jej stronę ręce o zakrzywionych drapieżnie palcach, wpijających w nią szklisty wzrok przesłoniętych mgiełką śmierci martwych oczu. Dłonie martwiaków próbowały pochwycić dziewczynę za odzienie, tłukły w tarczę, drapały po odsłoniętym prawym przedramieniu. Wrzasnęła z dziką rozpaczą, na poły odurzona trupim fetorem, od którego kręciło się jej w głowie, po czym cięła uniesioną wcześniej szablą prosto w naznaczoną agonalnym grymasem twarz jakiegoś człowieka w górniczym stroju. Ostrze broni wgryzło się w obrzydliwie miękką, zdradzającą daleko posunięty rozkład tkankę nieumarłego, odrąbując mu sporą część czaszki i chlustając w powietrzu galaretowatą breją nie mogącą być niczym innym jak tylko nadpsutym mózgiem. Martwiak osunął się pod stopy innych ożywieńców, niewzruszonych tym widokiem i wciąż napierających z nieludzkim uporem na obrońców. W powietrzu rozszedł się natychmiast jeszcze potworniejszy smród, swą obrzydliwością dławiący gardło gwardzistki. Uhra wrzasnęła jeszcze głośniej, zamachnęła się szablą w kierunku innego majaczącego w pełnej szamotaniny ciemności ożywieńca.
Cios nie sięgnął celu, bo przywodzące na myśl szpony ręce nieumarłych uwiesiły się na tarczy Uhry omal nie obalając dziewczyny na ziemię. Przytłoczona upiornym ciężarem napastników gwardzistka syczała i parskała niczym rozdrażniony kot, szarpiąc tkwiącą w uchwycie tarczy ręką w nadziei na uwolnienie się z potrzasku i kopiąc jednocześnie golenie próbujących ją przewrócić martwiaków.
Jeden z walczących tuż obok Duvikan wraził grot krótkiej włóczni w gardło esajańskiego karawannika uwieszonego na tarczy Uhry, odepchnął go od dziewczyny swym barkiem i odskoczył, kiedy wyciągnęły się w jego stronę drapieżne ręce innych martwiaków. Uhra jęknęła głośno krztusząc się wypełniającym nozdrza fetorem, okręciła się w biodrach biorąc zamach, pociągnęła dzierżoną oburącz szablą po gardle następnego nieumarłego, przystojnego za życia młodzieńca o wysokich kościach policzkowych i długich jasnych włosach, odzianego w kubrak esajańskiego wozaka i straszącego teraz potworną raną ziejącą w miejscu urwanej silnym ciosem dolnej szczęki.
Odcięta gładko głowa poleciała w bok, odbiła się od barku duvikańskiego górnika i niknąc Uhrze z oczu. Wbrew obawom dziewczyny ze zdekapitowanego karku martwiaka nie wypłynęła nawet kropla krwi, a tors młodzieńca przewrócił się wprost pod jej nogi omal gwardzistki swym ciężarem nie przygniatając.
Wątek techniczny
Głębia fabuły, rys psychologiczny, gra emocjami wyższego rzędu, wszystko to rzecz jasna ma w sesji RPG ogromne znaczenie, ale zawsze przychodzi ten moment, kiedy człowiek chciałby się rozerwać nieskomplikowanym wygrzewem i teraz nadszedł ów radosny czas!
Nie taki martwiak straszny, jakim go malują, Ula. Cięcie w 82. momencie pierwszej rundy trafiło z wynikiem 39 (RTR 110) zadając 149 ran i unicestwiając pierwszego zombiaka. Ciosy w 52. momencie oraz w drugiej rundzie w 82. momencie chybiły (w obu przypadkach identyczny wynik 97 na 1k100, zwaliłem to na te szarpiące dziewczynę umarlaki). Czwarte cięcie, w 52. momencie drugiej rundy przyniosło rzut 03 (przy RTR 110), trafienie krytyczne podwajające obrażenia i w ostatecznym rozrachunku wypłacające nieumarłemu 302 rany cięte (to ten z obciętą głową). Żaden z ożywieńców swej przeciwniczki nie trafił (małe RTR, ale nie zdradzę, ile dokładnie).
Zwracam uwagę na fakt, że w trakcie rozliczania walki nie zostały wykorzystane żadne zdolności profesjonalne aktywowane poleceniem BG (w przypadku braku instrukcji zawsze będę liczył walkę po najmniejszej linii oporu).
Świat widziany oczami Uhry zawęził się w ułamku chwili do wąskiego wycinka przestrzeni przed jej twarzą, wypełnionego niezdarnymi postaciami wyciągającymi w jej stronę ręce o zakrzywionych drapieżnie palcach, wpijających w nią szklisty wzrok przesłoniętych mgiełką śmierci martwych oczu. Dłonie martwiaków próbowały pochwycić dziewczynę za odzienie, tłukły w tarczę, drapały po odsłoniętym prawym przedramieniu. Wrzasnęła z dziką rozpaczą, na poły odurzona trupim fetorem, od którego kręciło się jej w głowie, po czym cięła uniesioną wcześniej szablą prosto w naznaczoną agonalnym grymasem twarz jakiegoś człowieka w górniczym stroju. Ostrze broni wgryzło się w obrzydliwie miękką, zdradzającą daleko posunięty rozkład tkankę nieumarłego, odrąbując mu sporą część czaszki i chlustając w powietrzu galaretowatą breją nie mogącą być niczym innym jak tylko nadpsutym mózgiem. Martwiak osunął się pod stopy innych ożywieńców, niewzruszonych tym widokiem i wciąż napierających z nieludzkim uporem na obrońców. W powietrzu rozszedł się natychmiast jeszcze potworniejszy smród, swą obrzydliwością dławiący gardło gwardzistki. Uhra wrzasnęła jeszcze głośniej, zamachnęła się szablą w kierunku innego majaczącego w pełnej szamotaniny ciemności ożywieńca.
Cios nie sięgnął celu, bo przywodzące na myśl szpony ręce nieumarłych uwiesiły się na tarczy Uhry omal nie obalając dziewczyny na ziemię. Przytłoczona upiornym ciężarem napastników gwardzistka syczała i parskała niczym rozdrażniony kot, szarpiąc tkwiącą w uchwycie tarczy ręką w nadziei na uwolnienie się z potrzasku i kopiąc jednocześnie golenie próbujących ją przewrócić martwiaków.
Jeden z walczących tuż obok Duvikan wraził grot krótkiej włóczni w gardło esajańskiego karawannika uwieszonego na tarczy Uhry, odepchnął go od dziewczyny swym barkiem i odskoczył, kiedy wyciągnęły się w jego stronę drapieżne ręce innych martwiaków. Uhra jęknęła głośno krztusząc się wypełniającym nozdrza fetorem, okręciła się w biodrach biorąc zamach, pociągnęła dzierżoną oburącz szablą po gardle następnego nieumarłego, przystojnego za życia młodzieńca o wysokich kościach policzkowych i długich jasnych włosach, odzianego w kubrak esajańskiego wozaka i straszącego teraz potworną raną ziejącą w miejscu urwanej silnym ciosem dolnej szczęki.
Odcięta gładko głowa poleciała w bok, odbiła się od barku duvikańskiego górnika i niknąc Uhrze z oczu. Wbrew obawom dziewczyny ze zdekapitowanego karku martwiaka nie wypłynęła nawet kropla krwi, a tors młodzieńca przewrócił się wprost pod jej nogi omal gwardzistki swym ciężarem nie przygniatając.
Wątek techniczny
Głębia fabuły, rys psychologiczny, gra emocjami wyższego rzędu, wszystko to rzecz jasna ma w sesji RPG ogromne znaczenie, ale zawsze przychodzi ten moment, kiedy człowiek chciałby się rozerwać nieskomplikowanym wygrzewem i teraz nadszedł ów radosny czas!
Nie taki martwiak straszny, jakim go malują, Ula. Cięcie w 82. momencie pierwszej rundy trafiło z wynikiem 39 (RTR 110) zadając 149 ran i unicestwiając pierwszego zombiaka. Ciosy w 52. momencie oraz w drugiej rundzie w 82. momencie chybiły (w obu przypadkach identyczny wynik 97 na 1k100, zwaliłem to na te szarpiące dziewczynę umarlaki). Czwarte cięcie, w 52. momencie drugiej rundy przyniosło rzut 03 (przy RTR 110), trafienie krytyczne podwajające obrażenia i w ostatecznym rozrachunku wypłacające nieumarłemu 302 rany cięte (to ten z obciętą głową). Żaden z ożywieńców swej przeciwniczki nie trafił (małe RTR, ale nie zdradzę, ile dokładnie).
Zwracam uwagę na fakt, że w trakcie rozliczania walki nie zostały wykorzystane żadne zdolności profesjonalne aktywowane poleceniem BG (w przypadku braku instrukcji zawsze będę liczył walkę po najmniejszej linii oporu).