Sesja PBF - Posłaniec
- Oczywiście Panie - zwracam się do Hyrtana - spodziewałem się tego, nawet sam miałem zaproponować rozmowę w cztery oczy aby zdać Ci Panie raport z zadania jakie mi powierzyłeś.
- Generale, nie mogę odpowiedzieć Ci w tej chwili czym będziesz dysponował z zasobów Akademii. Otóż moi czarodzieje zajęci są pracą jaką zlecił Książę Tchegoj, no chyba że chcesz abym już teraz bez odpowiedniego wyselekcjonowania oderwał od tej pracy swoich podwładnych, dzięki czemu wykonanie powierzonego zadania się mocno OPÓŹNI - akcentuję ostanie słowo.
- Te "ludziki" z Osmundu jak ich nazywasz nie są wcale tacy głupi za jakich ich bierzesz. Jeśli ten manewr się nie uda i komukolwiek z nich uda się rozszyfrować, iż to nasi żołnierze kryją się pod przebraniem to niby jak z tego wybrniemy? Sam załagodzisz wtedy stosunki z Osmundem czy może Przekażesz to Księciu jako temu, który zatwierdził Twój pomysł, żeby się z tego tłumaczył? - z ciekawością przyglądam się reakcji Hyrtana na te słowa - Rozumiem, że jako żołnierz preferujesz proste i bezpośrednie rozwiązania, ale czasem potrzeba też finezji w działaniach. Natomiast pomysł by wezwać Osmund do walki z Korsarzami popieram.
- Na koniec jeszcze jedno - edykt. Powiedziałem, że należy je wydać w odpowiednim momencie, czyli w chwili gdy zaraza nie będzie stanowiła już problemu. A nie od razu, to przecież logiczne że nie wyślemy dziś nikogo w tym celu, bo przywieźli by nam pewnie nie tylko złoto...
- Generale, nie mogę odpowiedzieć Ci w tej chwili czym będziesz dysponował z zasobów Akademii. Otóż moi czarodzieje zajęci są pracą jaką zlecił Książę Tchegoj, no chyba że chcesz abym już teraz bez odpowiedniego wyselekcjonowania oderwał od tej pracy swoich podwładnych, dzięki czemu wykonanie powierzonego zadania się mocno OPÓŹNI - akcentuję ostanie słowo.
- Te "ludziki" z Osmundu jak ich nazywasz nie są wcale tacy głupi za jakich ich bierzesz. Jeśli ten manewr się nie uda i komukolwiek z nich uda się rozszyfrować, iż to nasi żołnierze kryją się pod przebraniem to niby jak z tego wybrniemy? Sam załagodzisz wtedy stosunki z Osmundem czy może Przekażesz to Księciu jako temu, który zatwierdził Twój pomysł, żeby się z tego tłumaczył? - z ciekawością przyglądam się reakcji Hyrtana na te słowa - Rozumiem, że jako żołnierz preferujesz proste i bezpośrednie rozwiązania, ale czasem potrzeba też finezji w działaniach. Natomiast pomysł by wezwać Osmund do walki z Korsarzami popieram.
- Na koniec jeszcze jedno - edykt. Powiedziałem, że należy je wydać w odpowiednim momencie, czyli w chwili gdy zaraza nie będzie stanowiła już problemu. A nie od razu, to przecież logiczne że nie wyślemy dziś nikogo w tym celu, bo przywieźli by nam pewnie nie tylko złoto...
Ostatnio zmieniony 23 września 2009, 08:03 przez venar, łącznie zmieniany 1 raz.
Nie zgadzam si? z Twoimi pogl?dami, ale po kres moich dni b?d? broni? Twego prawa do ich g?oszenia
- A ja powiedziałem "szkoda, że na efekty będzie trzeba czekać" co jest w pełni zgodne z tym co ty drogi Panie rzekłeś. Żałuję że tam gdzie jest pochwała przyganę dostrzegasz. Choć skoro się tak zaciekle bronisz, może swych pomysłów nie jesteś całkiem pewien?
- Nawiasem mówiąc jedna sprawa mnie zdumiewa, drogi Venharre. W ciągu jednego spotkania przytoczyłeś ludzkie przesłowie i bronisz ludzi jakoby byli wielce rozumni i potężni. Są przebiegli, ale nie tak jak my. Dla nas, panów tego świata, to bydło. Tak mnie uczono w uruckiej szkole. Nie wiem w jakiej szkole ty się uczyłeś...
- nie jesteśmy jednak głupcami i wszyscy zdajemy sobie sprawę że jest ryzyko związane z takim "przedsięwzięciem". Bo zawsze jest. Takie samo ryzyko podejmujesz Ty zapewniając o funduszach, których jeszcze nie masz i ja przygotowując ofensywę. Możesz jedynie minimalizować owe ryzyko. Dlatego też wspomniałem o ekranowaniu ataków przez Twoich magów. Skoro jednak nie masz na tyle zdolnych uczniów, którzy potrafiliby zmylić ludzkich magów to cóż, pomysł nie dojdzie do skutku.
- miał on na celu szukanie środków poza Orcusem Małym bo zdecydowanie wolę grabić np osmudnczyków niż poddanych naszego Hyrtana. W tym też właśnie widzę prawdziwą finezję - nasza wyspa ostatnimi czasy przestała być popularna dla kupców i powoli się wyludnia, dalszy ucisk mieszkańców na pewno tego stanu rzeczy nie zmieni.
Na marginesie dodam, że może warto dokładniej się przyjrzeć atakom korsarzy na nasze ziemie czy aby nie są wynikiem mistyfikacjizdolnych ludzkich magów o której nic nie wiemy... - tutaj sarkazm.
- jeszcze co do opóźnień... ja nie potrzebuję Twoich magów już teraz. Potrzebuję wiedzieć ilu dostanę i jakie będą ich możliwości. Do tego chyba wystarczy poświecenie godziny, jeżeli nawet nie z Twojego cennego czasu to może jednego z Twoich kompetentnych zastępców.
- Nawiasem mówiąc jedna sprawa mnie zdumiewa, drogi Venharre. W ciągu jednego spotkania przytoczyłeś ludzkie przesłowie i bronisz ludzi jakoby byli wielce rozumni i potężni. Są przebiegli, ale nie tak jak my. Dla nas, panów tego świata, to bydło. Tak mnie uczono w uruckiej szkole. Nie wiem w jakiej szkole ty się uczyłeś...
- nie jesteśmy jednak głupcami i wszyscy zdajemy sobie sprawę że jest ryzyko związane z takim "przedsięwzięciem". Bo zawsze jest. Takie samo ryzyko podejmujesz Ty zapewniając o funduszach, których jeszcze nie masz i ja przygotowując ofensywę. Możesz jedynie minimalizować owe ryzyko. Dlatego też wspomniałem o ekranowaniu ataków przez Twoich magów. Skoro jednak nie masz na tyle zdolnych uczniów, którzy potrafiliby zmylić ludzkich magów to cóż, pomysł nie dojdzie do skutku.
- miał on na celu szukanie środków poza Orcusem Małym bo zdecydowanie wolę grabić np osmudnczyków niż poddanych naszego Hyrtana. W tym też właśnie widzę prawdziwą finezję - nasza wyspa ostatnimi czasy przestała być popularna dla kupców i powoli się wyludnia, dalszy ucisk mieszkańców na pewno tego stanu rzeczy nie zmieni.
Na marginesie dodam, że może warto dokładniej się przyjrzeć atakom korsarzy na nasze ziemie czy aby nie są wynikiem mistyfikacjizdolnych ludzkich magów o której nic nie wiemy... - tutaj sarkazm.
- jeszcze co do opóźnień... ja nie potrzebuję Twoich magów już teraz. Potrzebuję wiedzieć ilu dostanę i jakie będą ich możliwości. Do tego chyba wystarczy poświecenie godziny, jeżeli nawet nie z Twojego cennego czasu to może jednego z Twoich kompetentnych zastępców.
Windswept landscape, desolated mountain plateaus..
- Bez obaw generale, nie strzępię języka po próżnicy i jeśli coś mówię to tylko wtedy gdy jestem pewien swoich racji. Natomiast jeśli to była pochwała to przepraszam jeśli uraziłem Cię swoją odpowiedzią.
- Widzisz, ja uczyłem się w szkole, w której przede wszystkim nakazywano nie lekceważyć swojego przeciwnika. Zauważ że nawet bydło ma rogi którymi może rozpruć brzuch niczym rozgrzany nóż masło. Dawno temu gady - z obrzydzeniem wypowiadam to słowo - zlekceważyły nas i dziś wiemy jak to się skończyło. Co do magii i zdolności moich uczniów to sprawa wygląda tak, że zawsze można trafić na kogoś lepszego od siebie. To kwestia czasu. Tak jak sam nie jesteś w stanie zagwarantować powodzenia jakiejś akcji militarnej tak ja nie mogę zagwarantować, iż nie wydarzy się coś co spowoduje iż cały plan się nie powiedzie. A poddanych Hyrtana nie mam zamiaru ograbiać, przecież mówię o trupach którym już nie potrzebny doczesny majątek. Co więcej to w większości będzie majątek "bydła" jak ich nazywasz więc w czym problem?
- Jak już powiedziałem nie dostaniesz ode mnie informacji w ciągu godziny. W tej chwili mógłbym zagwarantować 10-20 czarodziei. Ale doskonale zdaję sobie sprawę, że to Cię nie satysfakcjonuje. Dlatego potrzebuję również czasu na konkrety.
- Widzisz, ja uczyłem się w szkole, w której przede wszystkim nakazywano nie lekceważyć swojego przeciwnika. Zauważ że nawet bydło ma rogi którymi może rozpruć brzuch niczym rozgrzany nóż masło. Dawno temu gady - z obrzydzeniem wypowiadam to słowo - zlekceważyły nas i dziś wiemy jak to się skończyło. Co do magii i zdolności moich uczniów to sprawa wygląda tak, że zawsze można trafić na kogoś lepszego od siebie. To kwestia czasu. Tak jak sam nie jesteś w stanie zagwarantować powodzenia jakiejś akcji militarnej tak ja nie mogę zagwarantować, iż nie wydarzy się coś co spowoduje iż cały plan się nie powiedzie. A poddanych Hyrtana nie mam zamiaru ograbiać, przecież mówię o trupach którym już nie potrzebny doczesny majątek. Co więcej to w większości będzie majątek "bydła" jak ich nazywasz więc w czym problem?
- Jak już powiedziałem nie dostaniesz ode mnie informacji w ciągu godziny. W tej chwili mógłbym zagwarantować 10-20 czarodziei. Ale doskonale zdaję sobie sprawę, że to Cię nie satysfakcjonuje. Dlatego potrzebuję również czasu na konkrety.
Nie zgadzam si? z Twoimi pogl?dami, ale po kres moich dni b?d? broni? Twego prawa do ich g?oszenia
Venharrze i Ty generale - jestem już poirytowany - wszyscy znamy swoje obowiązki i myślę że nie czas na szukanie powodów do sprzeczki .
Venharr zadeklarował , że problem brakujących sztuk złota mamy z głowy.
Ty zaś generale, że podołasz zadaniu i wyprawa na korsarzy się powiedzie , ja natomiast gwarantuje Ci Panie -wzrok kieruje w stronę hyrtana-, że zaraza zniknie z Orcusa Małego.
Nie sposób jest przejąć majątek ofiar zarazy bo co dalej , co w następnym miesiącu? Musimy mieć ludność , która płaci podatki regularnie a nie jednorazowo po śmierci.
Jutro z samego świtu wyruszam do mistrza Hrobakka dowiedzieć się nieco o tej zarazie i będę chciał nakłonić go aby dołączył się do wyprawy na korsarzy bądź co bądź to darmowe wojsko bo nie sądzę aby przyjęli od nas jakąś zapłatę - zobaczymy.
-zaczynam znów czuć się pewnie po słownej potyczce z Venharrem-
Venharr zadeklarował , że problem brakujących sztuk złota mamy z głowy.
Ty zaś generale, że podołasz zadaniu i wyprawa na korsarzy się powiedzie , ja natomiast gwarantuje Ci Panie -wzrok kieruje w stronę hyrtana-, że zaraza zniknie z Orcusa Małego.
Nie sposób jest przejąć majątek ofiar zarazy bo co dalej , co w następnym miesiącu? Musimy mieć ludność , która płaci podatki regularnie a nie jednorazowo po śmierci.
Jutro z samego świtu wyruszam do mistrza Hrobakka dowiedzieć się nieco o tej zarazie i będę chciał nakłonić go aby dołączył się do wyprawy na korsarzy bądź co bądź to darmowe wojsko bo nie sądzę aby przyjęli od nas jakąś zapłatę - zobaczymy.
-zaczynam znów czuć się pewnie po słownej potyczce z Venharrem-
[center]Nie dostaniesz drugiej szansy, by zrobi? dobre pierwsze wra?enie.[/center]
[center]
[/center]
[center]
[/center]- Przyjmuję przeprosiny. Podejmujemy ważkie tematy stąd pojawiające się przypływy emocji są zrozumiałe. Starajmy się je jednak ograniczać.
Rzekł generał bez cienia jakichkolwiek emocji.
- Jestem daleki od lekceważenia przeciwnika drogi przyjacielu. Nadal jednak uważam że fundusze uzyskane od osmundczyków to gra warta świeczki. Może z boską pomocą udałoby się tego dokonać - spojrzenie na Lheobarra - Tak czy inaczej w tej kwestii zdaję się w pełni na decyzję naszego Pana. Odnoszę tylko wrażenie, że jak wspomniałeś o gadach które się nie obawiały orków, tak teraz my za bardzo obawiamy się państw Osmundu. Pobłażamy im. Wolimy uciskać swoich poddanych ich zostawiając w spokoju. Taka polityka będzie zgubna w dłuższym czasie. Ludzie od czasu do czasu muszą doznać małego pogromu lub muszą czuć się uzależnieni od władzy, wtedy wiedzą gdzie ich miejsce.
- Co do kwestii owego rabowania zmożonych zarazą.. to przecież wszyscy tutaj obecni nie wierzą że to się odbędzie czysto i sprawnie. Że nie będzie pomyłek, użycia siły, nadużyć, rodowych wróżd i dobijania "ledwie żywych" właścicieli. Z drugiej strony co z dalekimi członkami rodziny, którzy powinni otrzymać skonfiskowany spadek. Kto to będzie sprawdzał? Zresztą abstrahując już od tego wszystkiego, to co sobie pomyślą mieszkańcy naszej wyspy jak zobaczą wynoszone dobra, niczym ściąganie ubrania z trupa. Nic tylko raj dla demagogów, antagonistów i innych krzykaczy - dla mnie to oznacza konieczność zwiększenia garnizonów. Wspomniałeś o tym że dla mnie to bydło i że czym ja się przejmuję. Otóż masz rację, to bydło, ale nasze bydło. I tym właśnie, już się przejmuję.
- w sprawie kontyngentu magoskiego stawiasz sprawę jasno. Muszę czekać. Zajmę się tedy przygotowaniem kwestii gnomiej.
Rzekł generał bez cienia jakichkolwiek emocji.
- Jestem daleki od lekceważenia przeciwnika drogi przyjacielu. Nadal jednak uważam że fundusze uzyskane od osmundczyków to gra warta świeczki. Może z boską pomocą udałoby się tego dokonać - spojrzenie na Lheobarra - Tak czy inaczej w tej kwestii zdaję się w pełni na decyzję naszego Pana. Odnoszę tylko wrażenie, że jak wspomniałeś o gadach które się nie obawiały orków, tak teraz my za bardzo obawiamy się państw Osmundu. Pobłażamy im. Wolimy uciskać swoich poddanych ich zostawiając w spokoju. Taka polityka będzie zgubna w dłuższym czasie. Ludzie od czasu do czasu muszą doznać małego pogromu lub muszą czuć się uzależnieni od władzy, wtedy wiedzą gdzie ich miejsce.
- Co do kwestii owego rabowania zmożonych zarazą.. to przecież wszyscy tutaj obecni nie wierzą że to się odbędzie czysto i sprawnie. Że nie będzie pomyłek, użycia siły, nadużyć, rodowych wróżd i dobijania "ledwie żywych" właścicieli. Z drugiej strony co z dalekimi członkami rodziny, którzy powinni otrzymać skonfiskowany spadek. Kto to będzie sprawdzał? Zresztą abstrahując już od tego wszystkiego, to co sobie pomyślą mieszkańcy naszej wyspy jak zobaczą wynoszone dobra, niczym ściąganie ubrania z trupa. Nic tylko raj dla demagogów, antagonistów i innych krzykaczy - dla mnie to oznacza konieczność zwiększenia garnizonów. Wspomniałeś o tym że dla mnie to bydło i że czym ja się przejmuję. Otóż masz rację, to bydło, ale nasze bydło. I tym właśnie, już się przejmuję.
- w sprawie kontyngentu magoskiego stawiasz sprawę jasno. Muszę czekać. Zajmę się tedy przygotowaniem kwestii gnomiej.
Windswept landscape, desolated mountain plateaus..
-
czegoj
- Site Admin
- Reactions:
- Posty: 3844
- Rejestracja: 18 listopada 2008, 23:34
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 11 times
- Kontakt:
- Widzę Panowie, że jak wspomniałem o zakończeniu narady temat się obudził. Czyżby trzeba było Wam zachęty, co byście zaczęli używać głów, które jeszcze macie na karku.
Na słowo jeszcze kładę nacisk
- Pamiętajcie, ze ta wyspa to nasze wspólne dobro i musimy o nią dbać. Jeśli, źle działa ona to źle działamy my. Chętnych do objęcia naszych stanowisk na pewno Kartan znajdzie, jeśli pieniążki się nie znajdą na czas. Dlatego sprawa daniny jest priorytetem. Ją pozostawiam w rękach Venharra.
- Sprawę wojny, grabieży, najazdów, czy jak chce to ktoś nazwać pozostawiam w rękach Generała Hrantza. Od Was panowie - spojrzenie na arcymaga i arcykapłana - oczekuję, że zrobicie wszystko żeby Jego wyprawy wojenne zakończyły się sukcesem. Dodatkowe wojsko otrzyma jak obiecałem. I na początek pokryjemy pierwsze koszty z podatku gnomiego.
- Generale, radziłbym nie wszczynać wojny z Osmundem, a przynajmniej nie w tej chwili. Po kolei najpierw korsarze, a potem ewentualnie Osmund. Pomysł wysłania poselstwa z prośbą o pomoc, wszystko jedno czy militarną czy finansową, jak najbardziej pochwalam i na pewno wyślę. W przypadku niesatysfakcjonujących mnie odpowiedzi, zawsze będziemy mieli dobry pretekst, żeby ustawić ich w szeregu.
- Sprawa zarazy to dzieło dla Lheobarra. Oczekuję, że wszyscy go w tym wspomożemy. Generał wojskiem, utrzymując kwarantanę. Ty arcymagu swoją wiedzą, którą posiadasz lub wiesz jak posiąść.
- Oczekuję działania we wspólnej sprawie, a nie pojedynczych zagrań skierowanych na własną chwałę. Jeśli ktoś ma zbyt wygórowane ambicje to niech zmyka do stolicy.
- Teraz już chyba każdy wie co ma czynić. Naradę uważam za zakończoną.
- Venharre oczywiście od Ciebie czekam na raport. Pozostałych Panów pozdrawiam i chwała Katanowi.
Na słowo jeszcze kładę nacisk
- Pamiętajcie, ze ta wyspa to nasze wspólne dobro i musimy o nią dbać. Jeśli, źle działa ona to źle działamy my. Chętnych do objęcia naszych stanowisk na pewno Kartan znajdzie, jeśli pieniążki się nie znajdą na czas. Dlatego sprawa daniny jest priorytetem. Ją pozostawiam w rękach Venharra.
- Sprawę wojny, grabieży, najazdów, czy jak chce to ktoś nazwać pozostawiam w rękach Generała Hrantza. Od Was panowie - spojrzenie na arcymaga i arcykapłana - oczekuję, że zrobicie wszystko żeby Jego wyprawy wojenne zakończyły się sukcesem. Dodatkowe wojsko otrzyma jak obiecałem. I na początek pokryjemy pierwsze koszty z podatku gnomiego.
- Generale, radziłbym nie wszczynać wojny z Osmundem, a przynajmniej nie w tej chwili. Po kolei najpierw korsarze, a potem ewentualnie Osmund. Pomysł wysłania poselstwa z prośbą o pomoc, wszystko jedno czy militarną czy finansową, jak najbardziej pochwalam i na pewno wyślę. W przypadku niesatysfakcjonujących mnie odpowiedzi, zawsze będziemy mieli dobry pretekst, żeby ustawić ich w szeregu.
- Sprawa zarazy to dzieło dla Lheobarra. Oczekuję, że wszyscy go w tym wspomożemy. Generał wojskiem, utrzymując kwarantanę. Ty arcymagu swoją wiedzą, którą posiadasz lub wiesz jak posiąść.
- Oczekuję działania we wspólnej sprawie, a nie pojedynczych zagrań skierowanych na własną chwałę. Jeśli ktoś ma zbyt wygórowane ambicje to niech zmyka do stolicy.
- Teraz już chyba każdy wie co ma czynić. Naradę uważam za zakończoną.
- Venharre oczywiście od Ciebie czekam na raport. Pozostałych Panów pozdrawiam i chwała Katanowi.
Ostatnio zmieniony 23 września 2009, 14:13 przez czegoj, łącznie zmieniany 1 raz.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Chociaż na smagłej twarzy księcia-przedstawiciela zagościł ponownie uśmiech, atmosfera w sali audiencyjnej przypominała ciszę przed burzą. Lheobarr sprawiał wrażenie silnie wzburzonego, Hrantz dostrzegał w jego zmrużonych oczach niebezpieczne błyski słane w kierunku uśmiechającego się kącikami ust Venharra. Generał odsunął krzesło jako pierwszy, pojął bowiem od razu, że czcigodny hyrtan nie znajdzie teraz czasu dla jego dodatkowych zapytań. Oficer wsadził pod pachę raport na temat aktywności troglodytów i wykaz strat garnizonu, po czym skłonił się głęboko swemu panu.
Hyrtan odpowiedział mu łaskawym gestem dłoni, spozierając jednocześnie ponaglająco w kierunku zwlekającego z odejściem arcykapłana.
Boczne drzwi sali otworzyły się dyskretnie, do środka wszedł śpiesznym krokiem uruk z przybocznej straży namiestnika, noszący na swym pozłacanym naramienniku insygnia kapitana. Tshegoj zmarszczył gniewnie czoło, protokół spotkań rady nie zezwalał bowiem na to, by ktoś postronny zakłócał naradę.
- Lepiej, żeby to było coś ważnego - sarknął książę-przedstawiciel. Hrantz zauważył, że kapitan miał dziwny wyraz twarzy, bardziej zdeterminowany niż zmieszany, to zaś świadczyło o bardzo ważkim powodzie jego przybycia.
Oficer zasalutował przykładając prawą pięść do czoła, potem zaś pochylił się nad uchem Kalamarsha i zaczął mu coś szeptać spoglądając przy tym uważnie na hyrtana. Im więcej sędziwy skarbnik słyszał, tym większe robiły się jego oczy. Kiedy kapitan skończył, odstąpił o kilka kroków od Kalamarsha i stanął wyprężony na baczność, czekając cierpliwie, aż ktoś odpowiednio wysoki rangą przedstawi jego wieści czcigodnej osobie hyrtana.
- Khe, khe... mistrz zakonny Hrobbak przybył właśnie do pałacu - oświadczył sztywno Kalamarsh, wbijając wzrok w wiszący na pobliskiej ścianie kobierzec - Domaga się spotkania z radą hyrtańską.
- On się... domaga? - powtórzył powoli Tshegoj, głosem całkowicie pozbawionym irytacji, gniewu czy złości, przesyconym wyłącznie nutą oszołomienia - Ten eremicki klecha... się domaga?
Kalamarsh pobladł na tyle, na ile było to dla skóry o naturalnie ciemnym pigmencie możliwe. Lheobarr zesztywniał dla odmiany, oczami wyobraźni widząc już mnicha wleczonego na wewnętrzny dziedziniec pałacu, gdzie hyrtan zwykł się przyglądać dla rozrywki egzekucjom wysoko postawionych więźniów. Mistrz Hrobbak był przełożonym klasztoru Żelaznej Pięści - ascetycznego zakonu czcicieli Kartana - i zasadniczo miał prawa równe szlachetnie urodzonym urukom, ale Tshegoj nie słynął z wyrozumiałości wobec osób, które rozmyślnie lub przypadkowo nie okazywały mu dość szacunku.
- Khe... - chrząknął Kalamarsh - On twierdzi, że przynosi wieści niezwykłej wagi i że rada musi mu natychmiast udzielić posłuchania, bez względu na konsekwencje, jakie miałby potem ponieść.
- Ale... on mógł przybyć z obszarów nękanych zarazą! - odezwał się nagle arcykapłan, w lot pojmując potencjalne zagrożenie, jakie niosła ze sobą wizyta przełożonego klasztoru w Orwin-garze - Jeśli jest chory, rozniesie ją wśród nas!
Kapitan straży przybocznej nawet nie drgnął słysząc słowa Lheobarra, ale Hrantz mógłby przysiąc, że w jego oczach pojawił się błysk irytacji.
- Kapitan Ahnar polecił zatrzymać mistrza pod zewnętrznymi wrotami, o czcigodny i wielki panie - oznajmił spoglądając w stronę hyrtana - Nikt do niego nie podchodził, okrzyknięto go jeno z blanków. Jeśli rozkażesz, zostanie przepędzony albo zastrzelony, ale sam zarzeka się, iż jest zdrów na ciele i umyśle. Zechcesz go wysłuchać, panie?
Hyrtan odpowiedział mu łaskawym gestem dłoni, spozierając jednocześnie ponaglająco w kierunku zwlekającego z odejściem arcykapłana.
Boczne drzwi sali otworzyły się dyskretnie, do środka wszedł śpiesznym krokiem uruk z przybocznej straży namiestnika, noszący na swym pozłacanym naramienniku insygnia kapitana. Tshegoj zmarszczył gniewnie czoło, protokół spotkań rady nie zezwalał bowiem na to, by ktoś postronny zakłócał naradę.
- Lepiej, żeby to było coś ważnego - sarknął książę-przedstawiciel. Hrantz zauważył, że kapitan miał dziwny wyraz twarzy, bardziej zdeterminowany niż zmieszany, to zaś świadczyło o bardzo ważkim powodzie jego przybycia.
Oficer zasalutował przykładając prawą pięść do czoła, potem zaś pochylił się nad uchem Kalamarsha i zaczął mu coś szeptać spoglądając przy tym uważnie na hyrtana. Im więcej sędziwy skarbnik słyszał, tym większe robiły się jego oczy. Kiedy kapitan skończył, odstąpił o kilka kroków od Kalamarsha i stanął wyprężony na baczność, czekając cierpliwie, aż ktoś odpowiednio wysoki rangą przedstawi jego wieści czcigodnej osobie hyrtana.
- Khe, khe... mistrz zakonny Hrobbak przybył właśnie do pałacu - oświadczył sztywno Kalamarsh, wbijając wzrok w wiszący na pobliskiej ścianie kobierzec - Domaga się spotkania z radą hyrtańską.
- On się... domaga? - powtórzył powoli Tshegoj, głosem całkowicie pozbawionym irytacji, gniewu czy złości, przesyconym wyłącznie nutą oszołomienia - Ten eremicki klecha... się domaga?
Kalamarsh pobladł na tyle, na ile było to dla skóry o naturalnie ciemnym pigmencie możliwe. Lheobarr zesztywniał dla odmiany, oczami wyobraźni widząc już mnicha wleczonego na wewnętrzny dziedziniec pałacu, gdzie hyrtan zwykł się przyglądać dla rozrywki egzekucjom wysoko postawionych więźniów. Mistrz Hrobbak był przełożonym klasztoru Żelaznej Pięści - ascetycznego zakonu czcicieli Kartana - i zasadniczo miał prawa równe szlachetnie urodzonym urukom, ale Tshegoj nie słynął z wyrozumiałości wobec osób, które rozmyślnie lub przypadkowo nie okazywały mu dość szacunku.
- Khe... - chrząknął Kalamarsh - On twierdzi, że przynosi wieści niezwykłej wagi i że rada musi mu natychmiast udzielić posłuchania, bez względu na konsekwencje, jakie miałby potem ponieść.
- Ale... on mógł przybyć z obszarów nękanych zarazą! - odezwał się nagle arcykapłan, w lot pojmując potencjalne zagrożenie, jakie niosła ze sobą wizyta przełożonego klasztoru w Orwin-garze - Jeśli jest chory, rozniesie ją wśród nas!
Kapitan straży przybocznej nawet nie drgnął słysząc słowa Lheobarra, ale Hrantz mógłby przysiąc, że w jego oczach pojawił się błysk irytacji.
- Kapitan Ahnar polecił zatrzymać mistrza pod zewnętrznymi wrotami, o czcigodny i wielki panie - oznajmił spoglądając w stronę hyrtana - Nikt do niego nie podchodził, okrzyknięto go jeno z blanków. Jeśli rozkażesz, zostanie przepędzony albo zastrzelony, ale sam zarzeka się, iż jest zdrów na ciele i umyśle. Zechcesz go wysłuchać, panie?
Ostatnio zmieniony 25 września 2009, 13:55 przez Keth, łącznie zmieniany 1 raz.
-
czegoj
- Site Admin
- Reactions:
- Posty: 3844
- Rejestracja: 18 listopada 2008, 23:34
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 11 times
- Kontakt:
- Skoro już tu jest, to niech wejdzie. Jestem pod opieką najlepszego Kapłana i najlepszego Maga na wyspie, cóż mi się może stać?
Stwierdził Hyrtan z lekką obawą w głosie zerkając dość nerwowo to na maga to na kapłana.
Stwierdził Hyrtan z lekką obawą w głosie zerkając dość nerwowo to na maga to na kapłana.
Ostatnio zmieniony 25 września 2009, 14:21 przez czegoj, łącznie zmieniany 1 raz.
POCZEKAJ PANIE!... zanim wpuścimy go do sali pozwól abym otoczył Cię opieką Katana.
-Zaczynam inkantować czar Aureola Nietykalności na Tchegoja później na siebie i innych członków rady , następnie przybliżając się do drzwi wejściowych zaczynam nową inkantacje - Wykrycie trucizny-
Panie muszę też sprawdzić czy nie ma ze sobą tej zarazy (inkantacja).
-Zaczynam inkantować czar Aureola Nietykalności na Tchegoja później na siebie i innych członków rady , następnie przybliżając się do drzwi wejściowych zaczynam nową inkantacje - Wykrycie trucizny-
Panie muszę też sprawdzić czy nie ma ze sobą tej zarazy (inkantacja).
[center]Nie dostaniesz drugiej szansy, by zrobi? dobre pierwsze wra?enie.[/center]
[center]
[/center]
[center]
[/center]-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Siedzącym w milczeniu członkom rady czas dłużył się niemiłosiernie, musieli się jednak uzbroić w cierpliwość, ponieważ od bramy wjazdowej zamku dzieliło salę audiencyjną wiele stóp krętych korytarzy, schodów i dziedzińców. Książę-przedstawiciel postukiwał palcami w blat stołu, nie odrywając wzroku od pulsującego leciutką poświatą rubinu osadzonego w jednym z pierścieni, wieszczącego działanie ochronnej aury otaczającej osobę hyrtana.
Główne drzwi uchyliły się nieznacznie, do środka wszedł tym razem generał Blerih, dowódca przybocznej straży namiestnika. Potężny uruk w uskrzydlonym hełmie z nosalem, pyszniący się bitewnymi szramami i wysadzaną klejnotami buławą, zasalutował swemu pryncypałowi, a potem stanął na baczność anonsując gościa.
- Jego wielebność mistrz Hrobbak prosi o posłuchanie czcigodnego i wielkiego hyrtana!
- Wprowadzić! - polecił Tshegoj, dokładając wszelkich starań, by jego głos zabrzmiał władczo i zdecydowanie.
Drzwi rozwarły się na całą szerokość, przez próg przemaszerowało dziesięciu gwardzistów Bleriha tworzących szpaler, środkiem którego dreptał w drewnianych sandałach pomarszczony jak rodzynka siwy uruk w szarych mnisich szatach. Tshegoj spojrzał natychmiast na stojącego z boku wejścia Lheobarra, ten jednak potrząsnął przecząco głową i uniósł dłoń w uspokajającym, a jednocześnie pełnym szacunku geście. Żywe czarne oczy Hrobakka zadawały kłam jego pozornie starczej aparycji, dowodząc niezbicie siły charakteru, którą arcykapłan miał już nieraz okazję poznać z pierwszej ręki, ścierając się z konserwatywnym aż do przesady mistrzem na polu debat teologicznych.
Hrobbak zatrzymał się w odpowiedniej od księcia-przedstawiciela odległości, oddając mu salut przyłożoną do czoła pięścią, potem zaś przyklękając kornie i z dużym wysiłkiem na jedno kolano.
- Bądź pozdrowiony, o czcigodny i wielki panie - wypowiedział zwyczajową formułkę mnich - Przybyłem tutaj wprost z Uzuaru, nie szczędząc sił i nie trwoniąc czasu, albowiem przynoszę ci wieści tak niebywałe, że rozradowany umysł wręcz nie potrafi ich objąć myślami!
Tshegoj wymienił podejrzliwe spojrzenia z doradcami, potem zaś skrzyżował ramiona na piersiach i odchylony w swym wielkim rzeźbionym krześle chrząknął znacząco.
- Wiedz, drogi przyjacielu, że uczyniliśmy wielkie odstępstwo od protokołu przyjmując cię w tych progach. Ufam, że wieści, które przynosisz będą tego warte.
Hrobbak podniósł się z klęczek, spoglądając na hyrtana błyszczącymi gorączkowo oczami.
- Raduj się, o czcigodny i wielki panie, albowiem sam Katan objawił nam właśnie swą łaskę - w dźwięcznym mimo brzemienia lat głosie mistrza pojawiła się silna nuta nabożnej emfazy - To on w swej bezgranicznej łasce zesłał nam ocalenie od męczarni plugawej choroby! Z niebiańskich sfer zstąpił posłaniec napełniony mocą naszego boga! Leczy dotknięciem swej dłoni i świętymi słowami recytowanymi z Kartańskich Zwojów! Karastan jest już wolny od zarazy! To cud, prawdziwy cud! Prorok Katana stąpa między swymi dziećmi ratując od zguby czcicieli jedynego Pana!
Główne drzwi uchyliły się nieznacznie, do środka wszedł tym razem generał Blerih, dowódca przybocznej straży namiestnika. Potężny uruk w uskrzydlonym hełmie z nosalem, pyszniący się bitewnymi szramami i wysadzaną klejnotami buławą, zasalutował swemu pryncypałowi, a potem stanął na baczność anonsując gościa.
- Jego wielebność mistrz Hrobbak prosi o posłuchanie czcigodnego i wielkiego hyrtana!
- Wprowadzić! - polecił Tshegoj, dokładając wszelkich starań, by jego głos zabrzmiał władczo i zdecydowanie.
Drzwi rozwarły się na całą szerokość, przez próg przemaszerowało dziesięciu gwardzistów Bleriha tworzących szpaler, środkiem którego dreptał w drewnianych sandałach pomarszczony jak rodzynka siwy uruk w szarych mnisich szatach. Tshegoj spojrzał natychmiast na stojącego z boku wejścia Lheobarra, ten jednak potrząsnął przecząco głową i uniósł dłoń w uspokajającym, a jednocześnie pełnym szacunku geście. Żywe czarne oczy Hrobakka zadawały kłam jego pozornie starczej aparycji, dowodząc niezbicie siły charakteru, którą arcykapłan miał już nieraz okazję poznać z pierwszej ręki, ścierając się z konserwatywnym aż do przesady mistrzem na polu debat teologicznych.
Hrobbak zatrzymał się w odpowiedniej od księcia-przedstawiciela odległości, oddając mu salut przyłożoną do czoła pięścią, potem zaś przyklękając kornie i z dużym wysiłkiem na jedno kolano.
- Bądź pozdrowiony, o czcigodny i wielki panie - wypowiedział zwyczajową formułkę mnich - Przybyłem tutaj wprost z Uzuaru, nie szczędząc sił i nie trwoniąc czasu, albowiem przynoszę ci wieści tak niebywałe, że rozradowany umysł wręcz nie potrafi ich objąć myślami!
Tshegoj wymienił podejrzliwe spojrzenia z doradcami, potem zaś skrzyżował ramiona na piersiach i odchylony w swym wielkim rzeźbionym krześle chrząknął znacząco.
- Wiedz, drogi przyjacielu, że uczyniliśmy wielkie odstępstwo od protokołu przyjmując cię w tych progach. Ufam, że wieści, które przynosisz będą tego warte.
Hrobbak podniósł się z klęczek, spoglądając na hyrtana błyszczącymi gorączkowo oczami.
- Raduj się, o czcigodny i wielki panie, albowiem sam Katan objawił nam właśnie swą łaskę - w dźwięcznym mimo brzemienia lat głosie mistrza pojawiła się silna nuta nabożnej emfazy - To on w swej bezgranicznej łasce zesłał nam ocalenie od męczarni plugawej choroby! Z niebiańskich sfer zstąpił posłaniec napełniony mocą naszego boga! Leczy dotknięciem swej dłoni i świętymi słowami recytowanymi z Kartańskich Zwojów! Karastan jest już wolny od zarazy! To cud, prawdziwy cud! Prorok Katana stąpa między swymi dziećmi ratując od zguby czcicieli jedynego Pana!
-
czegoj
- Site Admin
- Reactions:
- Posty: 3844
- Rejestracja: 18 listopada 2008, 23:34
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 11 times
- Kontakt:
- Co?!?!
To jedyne słowo jakie wyrwało się z krtani. Stoję osłupiały, oczy wyszły mi z orbit, a szczęki próżno szukać w całej sali. W tym stanie oczekuję na kolejne słowa mistrza Hrobbaka (lub kogokolwiek).
To jedyne słowo jakie wyrwało się z krtani. Stoję osłupiały, oczy wyszły mi z orbit, a szczęki próżno szukać w całej sali. W tym stanie oczekuję na kolejne słowa mistrza Hrobbaka (lub kogokolwiek).
Ostatnio zmieniony 25 września 2009, 21:02 przez czegoj, łącznie zmieniany 1 raz.
Znów inkantacja - Wykrycie kłamstwa - tu czekam na Ketha
przed rzuceniem czaru szepce słowo do Venharra
...
...
Ostatnio zmieniony 25 września 2009, 21:11 przez leobardis, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]Nie dostaniesz drugiej szansy, by zrobi? dobre pierwsze wra?enie.[/center]
[center]
[/center]
[center]
[/center]Przysłuchuję się w milczeniu tym "rewelacjom" i przyglądam się reakcji Lheobarra na wzmiankę o "Proroku Katana". Zaraza nie wiadomo skąd i nagle na tym zadupiu jakiś prorok? Poczekam na więcej szczegółów i może to skomentuję...
Nie zgadzam si? z Twoimi pogl?dami, ale po kres moich dni b?d? broni? Twego prawa do ich g?oszenia
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Lheobarr z trudem panował nad swoimi emocjami. Rozgorączkowany umysł uruka próbował złożyć w całość wstrząsające znaczenie usłyszanych właśnie słów Hrobakka. Antyczne kroniki kurii katanickiej datowały ostatnie objawienie półboga Katana na Orkusie Małym na dobre siedemset lat wstecz, były nadto dość enigmatyczne i pełne braków uniemożliwiających pełne poznanie tamtej historii.
Arcykapłan uplótł w ułamku sekundy zaklęcie pozwalające oddzielić prawdę i kłamstwa i zesztywniał ponownie, z ogromnym zdumieniem uświadamiając sobie, że mistrz Żelaznej Pięści jest całkowicie szczery w swych słowach. Ten wiekowy mnich przekonany był, że spotkał na swej drodze posłańca boskiego Katana, a z otaczającej uruka aury biła taka siła, że Lheobarr cofnął się mimowolnie o krok. Wzrok arcykapłana pobiegł w stronę Venara, czarodziej potrząsnął jednak jedynie głową, dając arcykapłanowi do zrozumienia, że Hrobakk nie tylko wyjawił radzie coś, co uważał za prawdę, ale też nie pozostawał pod niczyją magiczną kuratelą, będąc całkowicie władnym swego umysłu i ciała.
Książę-przedstawiciel siedział w swym krześle na podobieństwo doskonałego posągu, zdumiony tak wielce, że na chwilę wstrzymał wręcz oddech.
- Katan wysłuchał próśb konających dzieci - odezwał się Hrobakk przerywając w końcu dzwoniącą w uszach ciszę - Jego łaska objawiła się pod postacią proroka. Och, czcigodny i wielki panie, byłem u jego boku przez ostatnie dni, patrząc jak leczy dotknięciem ręki umierających! Czołgali się do jego stóp, a on błogosławił ich i uzdrawiał! Przemawia świętymi wersetami Jedynego Boga! Zaklinam cię na wszystko, książę, zechciej go przyjąć w swych progach.
Arcykapłan uplótł w ułamku sekundy zaklęcie pozwalające oddzielić prawdę i kłamstwa i zesztywniał ponownie, z ogromnym zdumieniem uświadamiając sobie, że mistrz Żelaznej Pięści jest całkowicie szczery w swych słowach. Ten wiekowy mnich przekonany był, że spotkał na swej drodze posłańca boskiego Katana, a z otaczającej uruka aury biła taka siła, że Lheobarr cofnął się mimowolnie o krok. Wzrok arcykapłana pobiegł w stronę Venara, czarodziej potrząsnął jednak jedynie głową, dając arcykapłanowi do zrozumienia, że Hrobakk nie tylko wyjawił radzie coś, co uważał za prawdę, ale też nie pozostawał pod niczyją magiczną kuratelą, będąc całkowicie władnym swego umysłu i ciała.
Książę-przedstawiciel siedział w swym krześle na podobieństwo doskonałego posągu, zdumiony tak wielce, że na chwilę wstrzymał wręcz oddech.
- Katan wysłuchał próśb konających dzieci - odezwał się Hrobakk przerywając w końcu dzwoniącą w uszach ciszę - Jego łaska objawiła się pod postacią proroka. Och, czcigodny i wielki panie, byłem u jego boku przez ostatnie dni, patrząc jak leczy dotknięciem ręki umierających! Czołgali się do jego stóp, a on błogosławił ich i uzdrawiał! Przemawia świętymi wersetami Jedynego Boga! Zaklinam cię na wszystko, książę, zechciej go przyjąć w swych progach.
Ostatnio zmieniony 26 września 2009, 18:54 przez Keth, łącznie zmieniany 1 raz.
Panie - zwracam się do Księcia - powinieneś rozważyć taką ewentualność. Kimkolwiek jest dzięki swoim uzdrowieniom zyskuje szacunek i wdzięczność Twoich poddanych. Odrzucenie prośby Hrobakka może zostać źle odebrane przez tych wszystkich cudownie uzdrowionych. Oczywiście wraz z Lheobarrem podejmiemy wszelkie magiczne środki ostrożności, poza tym jeśli to wszystko okaże się prawdą pamiętaj, że będziesz pierwszym który da Twoim poddanym i nie tylko im Posłańca Katana. Splendor jaki na Ciebie wtedy spłynie ze stolicy może przejść Twoje najśmielsze oczekiwania. Przemyśl to Panie - spoglądam na Hyrtana znacząco
Nie zgadzam si? z Twoimi pogl?dami, ale po kres moich dni b?d? broni? Twego prawa do ich g?oszenia