Sesja PBF - Posłaniec
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Cisza panująca w sali nabrała tak namacalnego wymiaru, że hyrtan mógłby przysiąc, że słyszy brzęczenie krążącej po przedpokoju osy. Wszyscy obecni w pomieszczeniu wwiercali się wzrokiem w noszącego laskę z symbolem Katana człowieka, spoglądającego niemo na równie milczącego hyrtana. Generał Blerih zaciskał palce na swej buławie tak silnie, jakby ją chciał zmiażdżyć, poszarzały po twarzy, wstrząśnięty na wskroś świętokradczym charakterem tej niezapowiedzianej wizyty. Prorok Katana nie mógł być człowiekiem, a przynajmniej żaden ze znajdujących się w komnacie uruków nigdy o takim przypadku nie słyszał! Boski protektor orków stanowił swą osobą odwieczny i wieczysty dowód supremacji tej rasy, dowodził naturalnego porządku świata, w którym wszystkie inne żywe istoty winne były giąć pokornie karki przed majestatem jego potomków. Generał wiedział, że nie tylko orki oddawały cześć Katanowi, wśród jego wyznawców było bowiem wielu zelotów nie posiadających w żyłach nawet kropli orkowej krwi, ale nigdy dotąd nie zdarzyło się, aby Najwyższy przelał cząstkę swej świętej mocy w niegodne takiego zaszczytu ciało pomniejszego śmiertelnika.
Arcykapłan Lheobarr stał za stołem z opuszczonymi rękami, wyprostowany na cała wysokość, zesztywniały pod wpływem szokującego przeżycia. Jego telepatyczne pytanie musiało dotrzeć do adresata, bo człowiek odwrócił znienacka głowę i spojrzał na twarz katanickiego duchownego. Miał szare oczy, niemalże tego samego koloru co barwa jego skromnej szaty.
- Jestem Marneus, niegdyś nędzny pył pod stopami wielkich tego świata, teraz naczynie woli Pana - oświadczył przybysz, ku zdumieniu obecnych przemawiając nie we Wspólnej Mowie, lecz w dialekcie uruków, tak płynnie i czysto jakby całe życie nie używał innego języka - Posłano mnie, bym wybawił od śmierci tych, których czas jeszcze nie nadszedł, bym głosił prawdę Pana tym, którzy jeszcze jej nie poznali, bym doradzał tym, którzy zbłądzili i potrzebują pomocy.
Jakby dla podkreślenia tych słów, mężczyzna uderzył okutym końcem swej laski w marmur posadzki, a ostry trzask metalu sprawił, że wszyscy obecni w komnacie wzdrygnęli się mimowolnie. Samozwańczy prorok przeniósł spojrzenie z powrotem na twarz księcia-przedstawiciela, stojąc z uniesioną dumnie głową, lecz nie czyniąc żadnych innych gestów, które Tshegoj mógłby uznać za wyzywające i obraźliwe.
On stawia się na równi ze mną, przemknęło przez myśl oszołomionemu hyrtanowi, nawet się nie pokłonił!
- Bądź pozdrowiony, ukochany synu Katana - przemówił ponownie Marneus, nadal przemawiając w doskonale akcentowanym urkashu - Przynoszę ci błogosławieństwo naszego pana w niebiosach. Ciesz się i dziękuj modlitwą, albowiem w swej nieopisanej wspaniałomyślności Katan wybrał to właśnie miejsce pośród całego świata, abym się mógł objawić.
Arcykapłan Lheobarr stał za stołem z opuszczonymi rękami, wyprostowany na cała wysokość, zesztywniały pod wpływem szokującego przeżycia. Jego telepatyczne pytanie musiało dotrzeć do adresata, bo człowiek odwrócił znienacka głowę i spojrzał na twarz katanickiego duchownego. Miał szare oczy, niemalże tego samego koloru co barwa jego skromnej szaty.
- Jestem Marneus, niegdyś nędzny pył pod stopami wielkich tego świata, teraz naczynie woli Pana - oświadczył przybysz, ku zdumieniu obecnych przemawiając nie we Wspólnej Mowie, lecz w dialekcie uruków, tak płynnie i czysto jakby całe życie nie używał innego języka - Posłano mnie, bym wybawił od śmierci tych, których czas jeszcze nie nadszedł, bym głosił prawdę Pana tym, którzy jeszcze jej nie poznali, bym doradzał tym, którzy zbłądzili i potrzebują pomocy.
Jakby dla podkreślenia tych słów, mężczyzna uderzył okutym końcem swej laski w marmur posadzki, a ostry trzask metalu sprawił, że wszyscy obecni w komnacie wzdrygnęli się mimowolnie. Samozwańczy prorok przeniósł spojrzenie z powrotem na twarz księcia-przedstawiciela, stojąc z uniesioną dumnie głową, lecz nie czyniąc żadnych innych gestów, które Tshegoj mógłby uznać za wyzywające i obraźliwe.
On stawia się na równi ze mną, przemknęło przez myśl oszołomionemu hyrtanowi, nawet się nie pokłonił!
- Bądź pozdrowiony, ukochany synu Katana - przemówił ponownie Marneus, nadal przemawiając w doskonale akcentowanym urkashu - Przynoszę ci błogosławieństwo naszego pana w niebiosach. Ciesz się i dziękuj modlitwą, albowiem w swej nieopisanej wspaniałomyślności Katan wybrał to właśnie miejsce pośród całego świata, abym się mógł objawić.
-
czegoj
- Site Admin
- Reactions:
- Posty: 3844
- Rejestracja: 18 listopada 2008, 23:34
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 11 times
- Kontakt:
- Dwie sprawy Marnusie, czy jak się tam zwiesz.
Pierwsza - póki, co to ja tu jestem gospodarzem i szacunek mi się należy, więc może na początek przynajmniej grzeczny ukłon byłby w dobrym tonie.
- Druga, jeśli jesteś prorokiem naszego Pana to wiesz za pewne, że bez świadectwa takie bzdety możesz gadać gawiedzi. Ja potrzebuję twardego i niezaprzeczalnego dowodu na potwierdzenie Twoich słów. Twoja fizjonomia, arogancki styl i nienaganna mowa uruk-hai robi wrażenie. Jednak ten styl kłóci się ze sobą wzajemnie. Sposób bycia uruka nie pasuje do słabego wyglądu człowieka.
Kilka chwil na oddech i obserwację naszego gościa. Po czym wznawiam mowę, która w swoim wyrazie jest już łagodniejsza niż początek.
Jeśli chodzi o uleczenie moich poddanych, to dziękuje bardzo i niech chwała będzie Katanowi. Jednak każdy z nas jest tylko narzędziem w Jego dłoniach. Jeśli Twoje dowody będą silne i wiarygodne dostaniesz od nas wszelką pomoc o którą się zwrócisz, a nasza modlitwa popłynie ku chwale Katana. Jeśli jednak zgrzeszyłeś podając się za proroka a nie będąc nim nakarmię Twoim ścierwem szczury w piwnicy.
Bacznie obserwuję reakcję i jestem gotów na najgorsze.
Pierwsza - póki, co to ja tu jestem gospodarzem i szacunek mi się należy, więc może na początek przynajmniej grzeczny ukłon byłby w dobrym tonie.
- Druga, jeśli jesteś prorokiem naszego Pana to wiesz za pewne, że bez świadectwa takie bzdety możesz gadać gawiedzi. Ja potrzebuję twardego i niezaprzeczalnego dowodu na potwierdzenie Twoich słów. Twoja fizjonomia, arogancki styl i nienaganna mowa uruk-hai robi wrażenie. Jednak ten styl kłóci się ze sobą wzajemnie. Sposób bycia uruka nie pasuje do słabego wyglądu człowieka.
Kilka chwil na oddech i obserwację naszego gościa. Po czym wznawiam mowę, która w swoim wyrazie jest już łagodniejsza niż początek.
Jeśli chodzi o uleczenie moich poddanych, to dziękuje bardzo i niech chwała będzie Katanowi. Jednak każdy z nas jest tylko narzędziem w Jego dłoniach. Jeśli Twoje dowody będą silne i wiarygodne dostaniesz od nas wszelką pomoc o którą się zwrócisz, a nasza modlitwa popłynie ku chwale Katana. Jeśli jednak zgrzeszyłeś podając się za proroka a nie będąc nim nakarmię Twoim ścierwem szczury w piwnicy.
Bacznie obserwuję reakcję i jestem gotów na najgorsze.
A więc Marneusie , skoro już wiemy jak się nazywasz i że jesteś "człowieczym" -tu w głosie wyczuwalna pogarda do tej rasy- wysłannikiem samego KATANA to wyjaśnij nam jaki jest cel Twojej wizyty.
Jeśli Twoją misją było uleczenie nas z zarazy to z tego co Hrobakk mówi już swoją misję wypełniłeś - czego więc szukasz w naszych progach?
Panie -zwracam się do hyrtana- jak zwykle słusznie prawisz.
Niech ten "człowiek" (znów słowo człowiek z pogardą) udowodni że jest prorokiem - awatarem Katana najwyższego i najpotężniejszego z bogów.
Jeśli Twoją misją było uleczenie nas z zarazy to z tego co Hrobakk mówi już swoją misję wypełniłeś - czego więc szukasz w naszych progach?
Panie -zwracam się do hyrtana- jak zwykle słusznie prawisz.
Niech ten "człowiek" (znów słowo człowiek z pogardą) udowodni że jest prorokiem - awatarem Katana najwyższego i najpotężniejszego z bogów.
[center]Nie dostaniesz drugiej szansy, by zrobi? dobre pierwsze wra?enie.[/center]
[center]
[/center]
[center]
[/center]-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Człowieczy samozwaniec nie zwrócił pozornie żadnej uwagi ani na kąśliwą uwagę Venharra ani na pytania Lheobarra, wciąż spoglądając uważnie w oblicze księcia-przestawiciela. Po dłuższej chwili milczenia Marneus drgnął i pochylił nieznacznie głowę, przykładając jednocześnie do czoła zaciśniętą prawą pięść.
- Zechciej wybaczyć to zaniedbanie, ukochany synu Katana - oznajmił prorok - Istota wyzwolona z okowów zwykłego życia szybko zapomina o ceremoniach i obyczajach, które dla innych stanowią tak ogromne znaczenie. Nie miałem zamiaru cię urazić ani okazać braku szacunku, hyrtanie, to było zwykłe... przeoczenie.
Marneus mówił w niezwykle uprzejmy sposób i słuchający go uważnie Tshegoj ani w jednym słowie nie wychwycił cienia ironii, toteż chcąc nie chcąc musiał przyjąć oświadczenie przybysza za szczere.
- Jeśli zaś o świadectwo mego posłannictwa idzie, jakich potrzeba ci dowodów, książę? - człowiek uniósł nieznacznie swą laskę i uderzył nią w marmurową posadzkę. Obserwujący czujnie gościa generał Hrantz drgnął nieznacznie, ale wciąż tkwił na swym miejscu, szukając wzrokiem śladu jakiejkolwiek ukrytej broni przybysza. Chociaż Marneus nie nosił przy sobie żadnego oręża, Hranz wiedział, że nawet pozornie niewinna laska mogła być morderczym narzędziem w rękach wprawnego zabójcy. Książę-przedstawiciel miał wielu wrogów, również pośród uruk-hai, toteż generał spozierał na proroka podejrzliwym wzrokiem, spodziewając się podświadomie jakiegoś rychłego aktu agresji z jego strony.
- Jam jest narzędziem Pana, instrumentem Jego woli, nie zaś wędrownym kuglarzem! - Marneus podniósł nieco głos, chociaż jego ton wciąż mieścił się w granicach uprzejmości - Cóż mam uczynić, skoro to Pan przelewa przez mnie swą moc? Życzysz sobie, bym zrównał z ziemią ten pałac, a potem odbudował go w jeden dzień? Bym spopielił puszczę i sprawił, że drzewa odrosną do następnego wschodu słońca? Jeśli boski Katan tego nie zechce, nic się nie stanie. Kim jesteśmy, ja i ty, by stawiać Najwyższemu żądania? Kim jesteśmy, by rozporządzać jego niebiańską mocą? Czy pragniesz zmusić mnie do świętokradztwa?!
Tshegoj zauważył kątem oka porozumiewawcze spojrzenia słane sobie wzajemnie przez Venharra i Lheobarra, a ponieważ rubinowe oczko jego pierścienia świeciło się znacznie silniej od chwili wejścia proroka do komnaty, hyrtan domyślił się, że obaj urukowie dawali sobie do zrozumienia, iż wyczuwają silną magiczną aurę przybysza. Rzut oka na rozpalający powierzchnię drzwi runiczny symbol nakreślony zaklęciem arcykapłana uspokoił księcia jedynie po części, bo chociaż znak ten pulsował białym światłem, świadczyło to tylko tyle, że w obecnej chwili prorok nie miał wobec zebranych w sali uruków żadnych złych zamiarów... lecz co mogło się wydarzyć, gdyby runa przybrała nagle barwę krwistej czerwieni?
- Leczyłem konających, którzy błagali o miłosierdzie z imieniem Katana na ustach - dodał Marneus - Nie ja ich wysłuchałem, lecz Najwyższy. Nie ja odpędziłem swymi rękami chorobę, lecz Bóg, który sięgnął do nich poprzez me członki. Jeśli więc zażądasz jakiego świadectwa, ukochany synu Katana, bacz byś nie okazał się zbyt zuchwały, bo nasz Pan daleki jest od pobłażliwości wobec bluźnierców.
- Zechciej wybaczyć to zaniedbanie, ukochany synu Katana - oznajmił prorok - Istota wyzwolona z okowów zwykłego życia szybko zapomina o ceremoniach i obyczajach, które dla innych stanowią tak ogromne znaczenie. Nie miałem zamiaru cię urazić ani okazać braku szacunku, hyrtanie, to było zwykłe... przeoczenie.
Marneus mówił w niezwykle uprzejmy sposób i słuchający go uważnie Tshegoj ani w jednym słowie nie wychwycił cienia ironii, toteż chcąc nie chcąc musiał przyjąć oświadczenie przybysza za szczere.
- Jeśli zaś o świadectwo mego posłannictwa idzie, jakich potrzeba ci dowodów, książę? - człowiek uniósł nieznacznie swą laskę i uderzył nią w marmurową posadzkę. Obserwujący czujnie gościa generał Hrantz drgnął nieznacznie, ale wciąż tkwił na swym miejscu, szukając wzrokiem śladu jakiejkolwiek ukrytej broni przybysza. Chociaż Marneus nie nosił przy sobie żadnego oręża, Hranz wiedział, że nawet pozornie niewinna laska mogła być morderczym narzędziem w rękach wprawnego zabójcy. Książę-przedstawiciel miał wielu wrogów, również pośród uruk-hai, toteż generał spozierał na proroka podejrzliwym wzrokiem, spodziewając się podświadomie jakiegoś rychłego aktu agresji z jego strony.
- Jam jest narzędziem Pana, instrumentem Jego woli, nie zaś wędrownym kuglarzem! - Marneus podniósł nieco głos, chociaż jego ton wciąż mieścił się w granicach uprzejmości - Cóż mam uczynić, skoro to Pan przelewa przez mnie swą moc? Życzysz sobie, bym zrównał z ziemią ten pałac, a potem odbudował go w jeden dzień? Bym spopielił puszczę i sprawił, że drzewa odrosną do następnego wschodu słońca? Jeśli boski Katan tego nie zechce, nic się nie stanie. Kim jesteśmy, ja i ty, by stawiać Najwyższemu żądania? Kim jesteśmy, by rozporządzać jego niebiańską mocą? Czy pragniesz zmusić mnie do świętokradztwa?!
Tshegoj zauważył kątem oka porozumiewawcze spojrzenia słane sobie wzajemnie przez Venharra i Lheobarra, a ponieważ rubinowe oczko jego pierścienia świeciło się znacznie silniej od chwili wejścia proroka do komnaty, hyrtan domyślił się, że obaj urukowie dawali sobie do zrozumienia, iż wyczuwają silną magiczną aurę przybysza. Rzut oka na rozpalający powierzchnię drzwi runiczny symbol nakreślony zaklęciem arcykapłana uspokoił księcia jedynie po części, bo chociaż znak ten pulsował białym światłem, świadczyło to tylko tyle, że w obecnej chwili prorok nie miał wobec zebranych w sali uruków żadnych złych zamiarów... lecz co mogło się wydarzyć, gdyby runa przybrała nagle barwę krwistej czerwieni?
- Leczyłem konających, którzy błagali o miłosierdzie z imieniem Katana na ustach - dodał Marneus - Nie ja ich wysłuchałem, lecz Najwyższy. Nie ja odpędziłem swymi rękami chorobę, lecz Bóg, który sięgnął do nich poprzez me członki. Jeśli więc zażądasz jakiego świadectwa, ukochany synu Katana, bacz byś nie okazał się zbyt zuchwały, bo nasz Pan daleki jest od pobłażliwości wobec bluźnierców.
- Marneusie, posłańcu Katana. Wiedz że nikt z obecnych tutaj nie ma zamiaru w żaden sposób narażać się Najwyższemu. Okazujemy mu należny szacunek i chwałę. Z jego imieniem na ustach nasze wojska karcą bluźnierców i tych którzy nie zgadzają się z jedynym słusznym porządkiem jakim jest władza królewskiej rasy Uruk-Hai - robię krótką pauzę by dać "prorokowi" do myślenia - Miłościwie nam panujący Hyrtan zwyczajnie chce wiedzieć wszystko o tobie, skąd jesteś i co Cię do nas sprowadza? Dlaczego Katan wybrał właśnie dwór Księcia Tchegoja? Skoro leczysz od zarazy, z którą nie mogli sobie poradzić "specjaliści" to na pewno kuglarstwo nie jest twoją domeną. Ale tez musisz zrozumieć, że samozwańców którzy powołują się na imię Najwyższego jest wielu a my nie możemy przecież dopuścić do takiego świętokradztwa. Dlatego chcemy wiedzieć, kim jesteś i co Cię tu sprowadza. A przede wszystkim czy masz jakieś przesłanie dla nas od Najwyższego.
Nie zgadzam si? z Twoimi pogl?dami, ale po kres moich dni b?d? broni? Twego prawa do ich g?oszenia
podczas tego długiego monologu mówię do Katana - najwyższego z bogów - O KATANIE DAJ MI SIŁĘ ABYM ODRÓŻNIŁ PRAWDĘ OD KŁAMSTWA , DAJ MI SIŁĘ ABYM NIE ULEGŁ SUGESTII PRZYBYSZA , KTÓRY GŁOSI IŻ JEST TWOIM WYSŁANNIKIEM Z NIEBIOS , DAJ MI ZNAK ABYM WIEDZIAŁ CO CZYNIĆ - CZY ZGŁADZIĆ BLUŹNIERCE CZY DAĆ MU POKŁON.
O WIELKI I NAJPOTĘŻNIEJSZY Z BOGÓW OBJAW MI SWĄ ŁASKĘ I NIE POZWÓL ABYM BYŁ NARZĘDZIEM BLUŹNIERSTWA. ZAWSZĘ ODDAJĘ CI SWĄ DUSZĘ ABY MOGŁA SŁUŻYĆ TOBIE PO WSZE CZASY.
Marneusie - dlaczego uważasz , że zniszczenie czegoś lubo zbudowanie w jeden dzień jest dowodem iż jesteś wysłannikiem Katana?
Najwyższy z bogów nie wysyła od tak sobie swojego awatara... na pewno ma w tym jakiś cel - wyjaw go w końcu i daj nam dowód na to iż naprawdę jesteś prorokiem - tylko niczego nie niszcz...
O WIELKI I NAJPOTĘŻNIEJSZY Z BOGÓW OBJAW MI SWĄ ŁASKĘ I NIE POZWÓL ABYM BYŁ NARZĘDZIEM BLUŹNIERSTWA. ZAWSZĘ ODDAJĘ CI SWĄ DUSZĘ ABY MOGŁA SŁUŻYĆ TOBIE PO WSZE CZASY.
Marneusie - dlaczego uważasz , że zniszczenie czegoś lubo zbudowanie w jeden dzień jest dowodem iż jesteś wysłannikiem Katana?
Najwyższy z bogów nie wysyła od tak sobie swojego awatara... na pewno ma w tym jakiś cel - wyjaw go w końcu i daj nam dowód na to iż naprawdę jesteś prorokiem - tylko niczego nie niszcz...
[center]Nie dostaniesz drugiej szansy, by zrobi? dobre pierwsze wra?enie.[/center]
[center]
[/center]
[center]
[/center]-
czegoj
- Site Admin
- Reactions:
- Posty: 3844
- Rejestracja: 18 listopada 2008, 23:34
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 11 times
- Kontakt:
Serce uruka mówi - wyrzuć to ścierwo ludzkie za drzwi. jak Ci będzie jeszcze potrzebne to pozwolisz mu wejść powtórnie. Jednak rozum nie daje za wygraną.
- W takim razie Marnusie pozwólmy sobie obaj na chwilę czasu i działanie Naszego Najwyższego w naszych różnych sercach. Tobie niech przekaże jak mnie przekonać, a mi jak Ciebie zrozumieć. Tym czasem powiedz co Cię tutaj sprowadza i jak możemy Ci pomóc. Oczywiście w granicach szeroko pojętego rozsądku.
- W takim razie Marnusie pozwólmy sobie obaj na chwilę czasu i działanie Naszego Najwyższego w naszych różnych sercach. Tobie niech przekaże jak mnie przekonać, a mi jak Ciebie zrozumieć. Tym czasem powiedz co Cię tutaj sprowadza i jak możemy Ci pomóc. Oczywiście w granicach szeroko pojętego rozsądku.
Ostatnio zmieniony 06 października 2009, 10:11 przez czegoj, łącznie zmieniany 1 raz.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Marneus przekrzywił nieco głowę, przypominając hyrtanowi drapieżnego saruka spozierającego jednym okiem na swą potencjalną ofiarę. Posłaniec powiódł błyszczącymi oczami po obliczach członków rady, na chwilę skupiając wzrok na twarzy wyraźnie nieobecnego myślami generała Hrantza, potem spojrzał ponownie na księcia-przedstawiciela.
- Ukochany synu Katana, nie moim kaprysem było przybycie w twe progi, postąpiłem tak bowiem na usilną prośbę tego oto czciciela Jedynego - prorok położył swą lewą dłoń na barku klęczącego wciąż pokornie mistrza Hrobakka - On to zabiegał o przyjazd do tego miasta twierdząc, iż doniosłość chwili nakazuje, by również wielcy i potężni tego świata mieli sposobność stanąć przed obliczem posłańca przynoszącego łaskę i błogosławieństwo boskiego Katana. Zgodziłem się na to, aczkolwiek wielce niechętnie. W granicach twych ziem, ukochany synu Katana, wciąż umierają jego wierni wyznawcy. Tam jest me miejsce, wśród chorych i konających, nie zaś w pałacowych murach. Przybyłem, objawiłem swą świętą tożsamość, teraz zaś proszę, byś pozwolił mi odejść, abym mógł dalej czynić cuda.
Hyrtan Tshegoj oderwał wzrok od posłańca, spojrzał na podnoszącego głowę mnicha.
- O wielki i czcigodny! - mistrz Hrobakk przyłożył obie zaciśnięte pięści do czoła - Na mnie jedynie spada grzech zaniedbania, jeślim odciągnął boskiego posłańca od jego świętej misji! Uczyniłem to jeno po to, byś czym prędzej mógł stanąć twarzą w twarz z tym, którego zesłał pomiędzy śmiertelnych nasz Bóg! Karastan już jest uleczony tymi błogosławionymi rękami, ale w Uzuarze wciąż umierają nasi pobratymcy. Wojsko zastawia drogi, nie pozwala przechodzić, kapłani-uzdrowiciele innowierców podjudzają motłoch, odciągają od proroka! Miłościwy książę, zechciej wesprzeć tego oto proroka w jego świętym dziele!
- Jak zatem miałbym mu pomóc? - zapytał powoli Tshegoj - Modlitwą? Postem? Własną lektyką?
- Wielki i czcigodny, racz w swej łaskawości wystawić glejty książęce, które pozwolą posłańcowi Katana stąpać tam, gdzie tylko zechce - odpowiedział śpiesznie mistrz Hrobakk, schylając głowę ponownie ku posadzce - Niech żołnierze nie bronią mu dostępu do wiosek, gdzie plaga wciąż zabija i niech obcy kapłani surowo karani będą, jeśli głos przeciwko prorokowi podniosą. On niesie Słowo Boże i wybawienie!
Lheobarr poruszył się nagle, usiadł bez słowa ponownie w krześle, miast grymasu zdumienia przyjmując na swe oblicze pozornie kamienną minę. Hyrtan pojął w mig, że arcykapłan począł rozważać w myślach ewentualne implikacje dekretu nadającego rzekomemu prorokowi tak dalece idących plenipotencji w kwestii szerzenia wiary, nawet jeśli chodziło tutaj o głoszenie słowa Katana.
- Jeśli zaś zechcesz wysłuchać dalszej prośby w swym ogromie wyrozumiałości, o wielki i czcigodny, zechciej otoczyć świętego posłańca ochroną, gdyż trakty w prowincjach wielce niebezpieczne są ostatnimi czasy. Uciekinierzy z południa traktami ciągną, wśród nich złodzieje i malkontenci, czciciele Asteriusza, Graama, a innych bóstw pomniejszych. Ci gotowi rękę podnieść bluźnierczo na świętą osobę proroka i lęk mnie wielki ogarnia, kiedy sobie pomyślę, co wówczas gotów uczynić w akcie pomsty Pan nasz w niebiosach! I jeśli pragniesz zaskarbić sobie onych boskich względów, zechciej panie hojnym, a godnym szlachetnego władcy gestem wesprzeć orszak proroka końmi, wozami, a prowiantem, gdyż czciciele jego śmiertelnikami sa jedynie i chociaż podążają wiernie za swym nauczycielem, słowami jeno ciał swych znużonych nie nakarmią.
- Ukochany synu Katana, nie moim kaprysem było przybycie w twe progi, postąpiłem tak bowiem na usilną prośbę tego oto czciciela Jedynego - prorok położył swą lewą dłoń na barku klęczącego wciąż pokornie mistrza Hrobakka - On to zabiegał o przyjazd do tego miasta twierdząc, iż doniosłość chwili nakazuje, by również wielcy i potężni tego świata mieli sposobność stanąć przed obliczem posłańca przynoszącego łaskę i błogosławieństwo boskiego Katana. Zgodziłem się na to, aczkolwiek wielce niechętnie. W granicach twych ziem, ukochany synu Katana, wciąż umierają jego wierni wyznawcy. Tam jest me miejsce, wśród chorych i konających, nie zaś w pałacowych murach. Przybyłem, objawiłem swą świętą tożsamość, teraz zaś proszę, byś pozwolił mi odejść, abym mógł dalej czynić cuda.
Hyrtan Tshegoj oderwał wzrok od posłańca, spojrzał na podnoszącego głowę mnicha.
- O wielki i czcigodny! - mistrz Hrobakk przyłożył obie zaciśnięte pięści do czoła - Na mnie jedynie spada grzech zaniedbania, jeślim odciągnął boskiego posłańca od jego świętej misji! Uczyniłem to jeno po to, byś czym prędzej mógł stanąć twarzą w twarz z tym, którego zesłał pomiędzy śmiertelnych nasz Bóg! Karastan już jest uleczony tymi błogosławionymi rękami, ale w Uzuarze wciąż umierają nasi pobratymcy. Wojsko zastawia drogi, nie pozwala przechodzić, kapłani-uzdrowiciele innowierców podjudzają motłoch, odciągają od proroka! Miłościwy książę, zechciej wesprzeć tego oto proroka w jego świętym dziele!
- Jak zatem miałbym mu pomóc? - zapytał powoli Tshegoj - Modlitwą? Postem? Własną lektyką?
- Wielki i czcigodny, racz w swej łaskawości wystawić glejty książęce, które pozwolą posłańcowi Katana stąpać tam, gdzie tylko zechce - odpowiedział śpiesznie mistrz Hrobakk, schylając głowę ponownie ku posadzce - Niech żołnierze nie bronią mu dostępu do wiosek, gdzie plaga wciąż zabija i niech obcy kapłani surowo karani będą, jeśli głos przeciwko prorokowi podniosą. On niesie Słowo Boże i wybawienie!
Lheobarr poruszył się nagle, usiadł bez słowa ponownie w krześle, miast grymasu zdumienia przyjmując na swe oblicze pozornie kamienną minę. Hyrtan pojął w mig, że arcykapłan począł rozważać w myślach ewentualne implikacje dekretu nadającego rzekomemu prorokowi tak dalece idących plenipotencji w kwestii szerzenia wiary, nawet jeśli chodziło tutaj o głoszenie słowa Katana.
- Jeśli zaś zechcesz wysłuchać dalszej prośby w swym ogromie wyrozumiałości, o wielki i czcigodny, zechciej otoczyć świętego posłańca ochroną, gdyż trakty w prowincjach wielce niebezpieczne są ostatnimi czasy. Uciekinierzy z południa traktami ciągną, wśród nich złodzieje i malkontenci, czciciele Asteriusza, Graama, a innych bóstw pomniejszych. Ci gotowi rękę podnieść bluźnierczo na świętą osobę proroka i lęk mnie wielki ogarnia, kiedy sobie pomyślę, co wówczas gotów uczynić w akcie pomsty Pan nasz w niebiosach! I jeśli pragniesz zaskarbić sobie onych boskich względów, zechciej panie hojnym, a godnym szlachetnego władcy gestem wesprzeć orszak proroka końmi, wozami, a prowiantem, gdyż czciciele jego śmiertelnikami sa jedynie i chociaż podążają wiernie za swym nauczycielem, słowami jeno ciał swych znużonych nie nakarmią.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Moi drodzy, książę-przedstawiciel musi teraz przemyśleć odpowiedź na te jakże otwarcie wygłoszone prośby o wsparcie: glejty dające prawo swobodnego poruszania się, kaganiec na usta innowierczych duchownych, eskortę wojskową (zapewne w mniemaniu mistrza Hrobakka złożoną z gwardii przybocznej hyrtana), konie, wozy, żywność i wodę pitną, w tym również dla uczniów proroka! Chociaż nikt tego nie powiedział wprost, pewnie trzeba by też rzucić hojnie złotem (na zakupy, na noclegi, Katan jeden wie, na co jeszcze)?
Jak widać, sam prorok nie zamierza zbyt długo pozostać w Orwin-garze, czy zamierzacie go jednak jakoś przed wyjazdem powstrzymać?
I druga kwestia, w trybie taktycznym: bardzo mnie ciekawią Wasze bieżące przemyślenia na temat rozwoju sytuacji; samej wizyty tak znacznego osobnika jak i ewentualnych implikacji wywołanych zarówno jego prośbami jak i samym objawieniem. Wiem, że Lheobarr wiele sobie po tym wydarzeniu obiecuje, wiem też, że Venharr traktuje przybysza niezwykle podejrzliwie. Hyrtan ma mieszane uczucia, co do Hrantza nie wiem nic (Hans, jesteś nadal z nami?). Pamiętajcie, że Wasi bohaterowie nie będą teraz w ogóle sypiać, miotając się w ścianach swych apartamentów i zastanawiając się jak by tu wykorzystać osobę proroka do poszerzenia własnych wpływów i potęgi!
I druga kwestia, w trybie taktycznym: bardzo mnie ciekawią Wasze bieżące przemyślenia na temat rozwoju sytuacji; samej wizyty tak znacznego osobnika jak i ewentualnych implikacji wywołanych zarówno jego prośbami jak i samym objawieniem. Wiem, że Lheobarr wiele sobie po tym wydarzeniu obiecuje, wiem też, że Venharr traktuje przybysza niezwykle podejrzliwie. Hyrtan ma mieszane uczucia, co do Hrantza nie wiem nic (Hans, jesteś nadal z nami?). Pamiętajcie, że Wasi bohaterowie nie będą teraz w ogóle sypiać, miotając się w ścianach swych apartamentów i zastanawiając się jak by tu wykorzystać osobę proroka do poszerzenia własnych wpływów i potęgi!
Ostatnio zmieniony 09 października 2009, 17:59 przez Keth, łącznie zmieniany 1 raz.
-
czegoj
- Site Admin
- Reactions:
- Posty: 3844
- Rejestracja: 18 listopada 2008, 23:34
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 11 times
- Kontakt:
Dziś tylko w trybie taktycznym. Co do proroka mam bardzo mieszane uczucia. Gotów jestem dać glejt swobodnego przejazdu, ale nie na proroka, tylko na jednego z zaufanych wojowników ze świty Generała, który z nim wyruszy. Wolałbym, żeby ktoś pojechał z tym gościem. Mogę za nim nie przepadać, ale muszę znać Jego poczynania. Mam nadzieję, że Generał kogoś wyznaczy. Dodatkowo mogę zaoferować około 10 gwardzistów z końmi oraz wóz z prowiantem wraz z dwoma końmi zaprzęgu. Złoto to nie jest moja mocna strona aktualnie, więc 500 sztuk złota na początek dalszej podróży. Mam wrażenie, że uleczeni z chęcią podzielą się swoimi dobrami z wybawcą. Oczywiście wolałbym przedyskutować całą sprawę ze swoimi doradcami. Oczywiście najlepiej, żeby w pobliżu nie było naszych gości, ale nie wiem czy będzie to wykonalne. Co do odpowiedzi narracyjnej to muszę ją przemyśleć, bo nie bardzo wiem jak to wszystko przedstawić w słowach.
Co do Hansa to aktualnie chyba przebywa po za granicami Polski. Wspominał coś, że wróci około 10.10 więc lada chwila powinniśmy się doczekać Jego postów.
Co do Hansa to aktualnie chyba przebywa po za granicami Polski. Wspominał coś, że wróci około 10.10 więc lada chwila powinniśmy się doczekać Jego postów.
Ostatnio zmieniony 10 października 2009, 10:53 przez czegoj, łącznie zmieniany 1 raz.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Książę-przedstawiciel milczał przez dłuższą chwilę, z kamienną miną wpatrując się w szare oczy równie niemego proroka. Generał Blerih poruszył się niespokojnie wyczuwając, że pozorne opanowanie hyrtana skrywa pod swą fasadą istną kipiel emocji. Oficer doskonale to rozumiał, sam ledwie radził sobie z pozbieraniem myśli w całość w obliczu tak niezwykłego wydarzenia. Serce uruka biło jak oszalałe w jego piersi na wieść o objawieniu posłańca Katana, ale umysł sprzeciwiał się z całych sił faktowi, iż prorok nie był orkiem.
Blerih nie należał do żołnierzy obytych w sprawach religijnych, sensem jego życia była walka pod sztandarem Katana, nie studia nad świętymi księgami. Wiedział, że na przełomie wieków w różnych miejscach Orchii pojawiali się błogosławieni mężowie głoszący słowo Boga i dowodzący tego, że Katan przelał w ich śmiertelne ciała cząstkę swej mocy, ale generał nigdy nie słyszał o tym, by któryś z tych proroków był człowiekiem. Ludzie należeli do gatunku podrzędnego, wprawdzie faworyzowanego przez uruk-hai, niemniej jednak nadal pełniącego rolę rasy służbitów. Owszem, nadawano im wiele przywilejów, przekazywano we władanie spore ziemie i zwalniano z rozlicznych uciążliwych obowiązków lenniczych będących jarzmem elfów, krasnoludów i reptillionów, ale ludzie nigdy nie mieli zrównać się w prawach z jedynymi prawowitymi władcami tego świata.
Generał nie pojmował, czym mógł się kierować boski protektor orków obierając za swego posłańca istotę tak mierną i niegodną szacunku jak ów odziany w szare szaty człowiek... lecz próba przejrzenia boskich zamiarów zdawała się Blerihowi na tyle świętokradcza, że gwardzista zaprzestał dalszych jałowych rozważań pozostawiając je autorytetom takim jak hyrtan Tshegoj czy arcykapłan Lheobarr.
Książę-przedstawiciel poruszył się w końcu, splótł palce obu dłoni wspierając na nich podbródek.
- Prosisz o wiele, Marneusie - oznajmił - I nie jestem gotów dać ci wszystkiego, póki bieg zdarzeń nie wyjaśni dokładniej moich wątpliwości. Otrzymasz zatem glejt do swobodnego przejazdu, który podpiszę własną ręką i opieczętuję hyrtańskim sygnetem, lecz nie wystawię go na osobę proroka, a jednego z moich zaufanych przybocznych, któren od teraz roztoczy nad posłańcem Jedynego opiekę. Otrzymacie też zaprzęg z zapasem żywności i trunków z moich osobistych spiżarni oraz eskortę konnych gwardzistów dobranych przez generała Bleriha.
Marneus nawet nie drgnął, za to mistrz Hrobakk poruszył się niespokojnie, podniósł głowę spoglądając żebraczym wzrokiem na osobę księcia-przedstawiciela.
- O wielki i czcigodny, twa hojność godna jest tego, aby ją opiewali bardowie, a wiara winna służyć za przykład innym czcicielom Katana - chociaż mnich wydawał się rozpływać w pochwałach, hyrtan wyczuł niezawodnie nutę rozczarowania pobrzmiewającą w tonie wiekowego uruka - Lecz czy w swej nieskończonej mądrości nie zechciałbyś raz jeszcze rozważyć pokornej prośby o dekret, który zamknie usta heretyckim podżegaczom, czcicielom pomniejszych bożków? Czy gotów jesteś stanąć w obronie swej wiary w tak doniosłej chwili? Asteriuszowcy i graamici burzą się przeciwko osobie proroka, nawołują chorych, by swe modły kierowali ku ich bożkom, a nie Jedynemu. Ich wyznawcy wciąż umierają, ci zaś, którzy nawrócili się na słuszną wiarę wracają do zdrowia. To znak naszego Pana! Kto czci Jego majestat, będzie żył! Ta straszna plaga została nam zesłana jako próba ognia, którego płomienie oczyszczą ten świat z innowierców i grzeszników!
Hyrtan uniósł lśniącą od pierścieni dłoń, bo dostrzegł kropelki śliny padające z ust starego mnicha i pojął, że mówca zaczyna wpadać w stan religijnego uniesienia. Hrobakk umilkł natychmiast, przywołany do porządku tym pozornie nieznacznym gestem możnowładcy.
- Chcę porozmawiać z moimi doradcami, na osobności - oznajmił Tshegoj - Proroku i ty, drogi przyjacielu, pozwólcie, że generał Blerih odprowadzi was teraz do pokojów dla gości, gdzie zaczekacie na powtórną audiencję. Dołożymy wszelkich starań, aby doszło do niej jak najszybciej, nie chcielibyśmy bowiem w żaden sposób wstrzymywać świętego Marneusa w czynieniu jego powinności.
Szarooki posłaniec Katana ukłonił się nieznacznie, pozdrowił hyrtana przyłożoną do czoła pięścią, potem zaś odwrócił się w miejscu i ruszył ku drzwiom komnaty prowadzony przez wyraźnie niespokojnego i spiętego generała Bleriha. Mistrz Hrobakk zerwał się z posadzki i podreptał starczym krokiem w ślad za swym towarzyszem, zgarbiony i głęboko zasmucony. Kiedy drzwi sali narad zamknęły się cicho za plecami gości, książę-przedstawiciel klasnął w dłonie tak donośnie, że stojący w pobliżu gwardziści niemal podskoczyli na ów dźwięk z wrażenia.
- Wszyscy precz! - huknął hyrtan - Zostaje tylko rada hyrtańska, reszta precz! Ty nie, Kalamarsh, ty też zostajesz.
Książę-przedstawiciel odczekał, aż żołnierze opuszczą pośpiesznie komnatę, a potem przeniósł swój wyraźnie poruszony wzrok na grono zaufanych doradców.
Blerih nie należał do żołnierzy obytych w sprawach religijnych, sensem jego życia była walka pod sztandarem Katana, nie studia nad świętymi księgami. Wiedział, że na przełomie wieków w różnych miejscach Orchii pojawiali się błogosławieni mężowie głoszący słowo Boga i dowodzący tego, że Katan przelał w ich śmiertelne ciała cząstkę swej mocy, ale generał nigdy nie słyszał o tym, by któryś z tych proroków był człowiekiem. Ludzie należeli do gatunku podrzędnego, wprawdzie faworyzowanego przez uruk-hai, niemniej jednak nadal pełniącego rolę rasy służbitów. Owszem, nadawano im wiele przywilejów, przekazywano we władanie spore ziemie i zwalniano z rozlicznych uciążliwych obowiązków lenniczych będących jarzmem elfów, krasnoludów i reptillionów, ale ludzie nigdy nie mieli zrównać się w prawach z jedynymi prawowitymi władcami tego świata.
Generał nie pojmował, czym mógł się kierować boski protektor orków obierając za swego posłańca istotę tak mierną i niegodną szacunku jak ów odziany w szare szaty człowiek... lecz próba przejrzenia boskich zamiarów zdawała się Blerihowi na tyle świętokradcza, że gwardzista zaprzestał dalszych jałowych rozważań pozostawiając je autorytetom takim jak hyrtan Tshegoj czy arcykapłan Lheobarr.
Książę-przedstawiciel poruszył się w końcu, splótł palce obu dłoni wspierając na nich podbródek.
- Prosisz o wiele, Marneusie - oznajmił - I nie jestem gotów dać ci wszystkiego, póki bieg zdarzeń nie wyjaśni dokładniej moich wątpliwości. Otrzymasz zatem glejt do swobodnego przejazdu, który podpiszę własną ręką i opieczętuję hyrtańskim sygnetem, lecz nie wystawię go na osobę proroka, a jednego z moich zaufanych przybocznych, któren od teraz roztoczy nad posłańcem Jedynego opiekę. Otrzymacie też zaprzęg z zapasem żywności i trunków z moich osobistych spiżarni oraz eskortę konnych gwardzistów dobranych przez generała Bleriha.
Marneus nawet nie drgnął, za to mistrz Hrobakk poruszył się niespokojnie, podniósł głowę spoglądając żebraczym wzrokiem na osobę księcia-przedstawiciela.
- O wielki i czcigodny, twa hojność godna jest tego, aby ją opiewali bardowie, a wiara winna służyć za przykład innym czcicielom Katana - chociaż mnich wydawał się rozpływać w pochwałach, hyrtan wyczuł niezawodnie nutę rozczarowania pobrzmiewającą w tonie wiekowego uruka - Lecz czy w swej nieskończonej mądrości nie zechciałbyś raz jeszcze rozważyć pokornej prośby o dekret, który zamknie usta heretyckim podżegaczom, czcicielom pomniejszych bożków? Czy gotów jesteś stanąć w obronie swej wiary w tak doniosłej chwili? Asteriuszowcy i graamici burzą się przeciwko osobie proroka, nawołują chorych, by swe modły kierowali ku ich bożkom, a nie Jedynemu. Ich wyznawcy wciąż umierają, ci zaś, którzy nawrócili się na słuszną wiarę wracają do zdrowia. To znak naszego Pana! Kto czci Jego majestat, będzie żył! Ta straszna plaga została nam zesłana jako próba ognia, którego płomienie oczyszczą ten świat z innowierców i grzeszników!
Hyrtan uniósł lśniącą od pierścieni dłoń, bo dostrzegł kropelki śliny padające z ust starego mnicha i pojął, że mówca zaczyna wpadać w stan religijnego uniesienia. Hrobakk umilkł natychmiast, przywołany do porządku tym pozornie nieznacznym gestem możnowładcy.
- Chcę porozmawiać z moimi doradcami, na osobności - oznajmił Tshegoj - Proroku i ty, drogi przyjacielu, pozwólcie, że generał Blerih odprowadzi was teraz do pokojów dla gości, gdzie zaczekacie na powtórną audiencję. Dołożymy wszelkich starań, aby doszło do niej jak najszybciej, nie chcielibyśmy bowiem w żaden sposób wstrzymywać świętego Marneusa w czynieniu jego powinności.
Szarooki posłaniec Katana ukłonił się nieznacznie, pozdrowił hyrtana przyłożoną do czoła pięścią, potem zaś odwrócił się w miejscu i ruszył ku drzwiom komnaty prowadzony przez wyraźnie niespokojnego i spiętego generała Bleriha. Mistrz Hrobakk zerwał się z posadzki i podreptał starczym krokiem w ślad za swym towarzyszem, zgarbiony i głęboko zasmucony. Kiedy drzwi sali narad zamknęły się cicho za plecami gości, książę-przedstawiciel klasnął w dłonie tak donośnie, że stojący w pobliżu gwardziści niemal podskoczyli na ów dźwięk z wrażenia.
- Wszyscy precz! - huknął hyrtan - Zostaje tylko rada hyrtańska, reszta precz! Ty nie, Kalamarsh, ty też zostajesz.
Książę-przedstawiciel odczekał, aż żołnierze opuszczą pośpiesznie komnatę, a potem przeniósł swój wyraźnie poruszony wzrok na grono zaufanych doradców.
- Panie - zwracam się do Hyrtana po tym jak zostajemy sami - służę i doradzam Ci od wielu lat. Zawsze mówię to co myślę i nie boję się wypowiadać swych myśli. I tym razem nie będzie inaczej. Jak dobrze wiesz Panie, pomimo iż oddaję cześć Najwyższemu to nie jestem jego najgorliwszym wyznawcą. Mocno stąpam po ziemi i wierzę, że każdy jest kowalem własnego losu. Polecanie się Katanowi w prośbach uważam za ostateczność i nie należy zbytnio wymagać od Niego, że będzie wyciągał nas z kłopotów. Wybacz Lheobarre jeśli Cię uraziłem mymi słowami i uznałeś je być może za bluźnierstwo - kłaniam się z szacunkiem arcykapłanowi - Czemu obecny tutaj arcykapłan w swych mistycznych rozmowach nie został uprzedzony o nadejściu proroka? Nie było żadnych przepowiednia ani innych przesłanek w tej kwestii. Zastanówcie się proszę w tej kwestii. Jednak wracając do meritum, cała ta sprawa z "prorokiem" wydaje mi się mocno podejrzana. Nawiedza nas zaraza, nie wiadomo skąd, gdzie i kiedy tak naprawdę się zaczęła, a której nie mogą podołać ci którzy do leczenia są przeznaczeni mający za patrona bóstwo w tym celu powołane. Nagle pojawia nam się człowiek uważający się za rękę Katana, pełen buty i braku szacunku do Ciebie Panie, bo tak to odebrałem. Twierdzi, że przed Twym obliczem stawił się niechętnie, powtarzam niechętnie i jeszcze karmi nas tu frazesami o zburzeniu i odbudowaniu pałacu. Już samo to, że jest człowiekiem do mnie nie przemawia, jakby Katan nie miałby wsród szlachetnych uruków bardziej godnych tego zaszczytu. Na przykład obecny tu z nami Świątobliwy Lheobarr. Ponadto jego imię - Marneus. Hmmm, ktoś o marnym imieniu miałby być Jego posłańcem? - uśmiecham się ironicznie - Wybacz Panie mój przydługi monolog ale jak rzekłem wcześniej mówię co myślę. A teraz do sedna. Po pierwsze, uważam że danie mu glejtu o który prosi w jego imieniu Hrobakk to zbyt wielki przywilej dla kogoś o kim nic nie wiemy. Zauważcie, że tak naprawdę nie odpowiedział nam na żadne konkretne pytanie jakie mu zadaliśmy. Poza tym - ochrona. A na cóż ochrona prorokowi Katana? Czyż jego opieka nie wystarczy, żeby nic mu się nie stało? Ochronę przydzieliłbym mu tylko po to by mieć go cały czas na oku. Podkreślam Panie: korsarze, tryglodyci, zaraza i teraz pojawienie się znikąd proroka mocno mi śmierdzą. I niech mnie święty ogień Katana pochłonie tak jak tu stoję jeśli wątpię w owego proroka niesłusznie.
Nie zgadzam si? z Twoimi pogl?dami, ale po kres moich dni b?d? broni? Twego prawa do ich g?oszenia
HEREZJE!!!
TEN CZŁOWIEK TO HERETYK!!!
KATAN NIGDY NIE WYBRAŁBY CZŁOWIEKA NA SWEGO WYBRAŃCA!!!raczej - bo nie zbadane są wyroki Katana.
Panie , chyba nie wierzysz temu...temu...człowiekowi ??? nie dał nam absolutnie nic co wskazywałoby na to , że jest prorokiem, wysłannikiem czy synem WIELKIEGO KATANA!!!
Musimy wysłać z nim naszych ludzi.
Proponuje aby każdy z nas dołączył do niego swojego zaufanego uruka aby nam zdawał relacje - co czyni ten phi...prorok i w jakim imieniu, bo Venharre dobrze prawi - jeśli to jest prawą ręką Katana to nie trza mu żadnej obstawy. A złoto...? kto na tym Orkusie nie przyjmie świecką osobę Katana? BZDURY!!! HROBAKK MUSI BYĆ OMAMIONY PRZEZ TEGO CZŁEKA!!!
Jeśli o mnie chodzi to wziąłbym tego człowieka na chłosty - szybko bym mu wybił z głowy te herezje - szybko by się przyznał, że jest zwykłym naciągaczem.
Kto wie czy przypadkiem on nie jest sprawcą tej zarazy!!!
TEN CZŁOWIEK TO HERETYK!!!
KATAN NIGDY NIE WYBRAŁBY CZŁOWIEKA NA SWEGO WYBRAŃCA!!!raczej - bo nie zbadane są wyroki Katana.
Panie , chyba nie wierzysz temu...temu...człowiekowi ??? nie dał nam absolutnie nic co wskazywałoby na to , że jest prorokiem, wysłannikiem czy synem WIELKIEGO KATANA!!!
Musimy wysłać z nim naszych ludzi.
Proponuje aby każdy z nas dołączył do niego swojego zaufanego uruka aby nam zdawał relacje - co czyni ten phi...prorok i w jakim imieniu, bo Venharre dobrze prawi - jeśli to jest prawą ręką Katana to nie trza mu żadnej obstawy. A złoto...? kto na tym Orkusie nie przyjmie świecką osobę Katana? BZDURY!!! HROBAKK MUSI BYĆ OMAMIONY PRZEZ TEGO CZŁEKA!!!
Jeśli o mnie chodzi to wziąłbym tego człowieka na chłosty - szybko bym mu wybił z głowy te herezje - szybko by się przyznał, że jest zwykłym naciągaczem.
Kto wie czy przypadkiem on nie jest sprawcą tej zarazy!!!
[center]Nie dostaniesz drugiej szansy, by zrobi? dobre pierwsze wra?enie.[/center]
[center]
[/center]
[center]
[/center]-
czegoj
- Site Admin
- Reactions:
- Posty: 3844
- Rejestracja: 18 listopada 2008, 23:34
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 11 times
- Kontakt:
- Panowie pomyślcie sensownie i postawcie się trochę w moim położeniu. Zakładam, podobnie jak Wy, iż nie jest to prorok. Co jednak, jeśli jest? Zgładzenie Go, czy upokorzenie nie daje nam absolutnie nic. A puszczenie z glejtem i dobra obstawą, daje nam szansę na pozbycie się jednego z naszych problemów - zarazy. Ryzykujemy niewiele, a możemy zyskać całkiem sporo. Jeśli ma jakieś nieczyste sprawki prędzej czy później wyjdą one na jaw, a wtedy rozmowa z nim będzie znacznie większa przyjemnością
Wykrzywiam paskudnie gębę.
Aktualnie mielibyśmy z głowy dwie najpilniejsze sprawy. Pieniądze - rozwiązuje nam Venharr, za co jesteśmy mu wszyscy wdzięczni oraz zarazę, którą aktualnie może zgnieść prorok. Tak czy inaczej, myślę, że powinniśmy wszyscy wracać do własnych spraw i cieszyć się, że Katan to jakoś układa po naszej myśli. Oczywiście, każdy z Nas, mam nadzieję, wyśle jakąś zaufaną osobę z prorokiem. Będą nam zdawały one raporty z bieżącej działalności proroka. Ja wcześniej powiedziałem wystawię prawo dowolnego poruszania się na jednego z moich podwładnych, który uda się z prorokiem. Nie zamierzam jednak ulec, żadnym dalszym żądaniom.
- Oczywiście rozumiem Wasze oburzenie, ale musicie jednak pamiętać, że w przypadku złego potraktowania osoby, o której rozmawiamy, wszelkie gromy mogą trafić w moją głowę. A jak wszyscy wiemy nie zbadane są wyroki Katana.
- Czy ktoś ma jeszcze coś do dodania?
Wykrzywiam paskudnie gębę.
Aktualnie mielibyśmy z głowy dwie najpilniejsze sprawy. Pieniądze - rozwiązuje nam Venharr, za co jesteśmy mu wszyscy wdzięczni oraz zarazę, którą aktualnie może zgnieść prorok. Tak czy inaczej, myślę, że powinniśmy wszyscy wracać do własnych spraw i cieszyć się, że Katan to jakoś układa po naszej myśli. Oczywiście, każdy z Nas, mam nadzieję, wyśle jakąś zaufaną osobę z prorokiem. Będą nam zdawały one raporty z bieżącej działalności proroka. Ja wcześniej powiedziałem wystawię prawo dowolnego poruszania się na jednego z moich podwładnych, który uda się z prorokiem. Nie zamierzam jednak ulec, żadnym dalszym żądaniom.
- Oczywiście rozumiem Wasze oburzenie, ale musicie jednak pamiętać, że w przypadku złego potraktowania osoby, o której rozmawiamy, wszelkie gromy mogą trafić w moją głowę. A jak wszyscy wiemy nie zbadane są wyroki Katana.
- Czy ktoś ma jeszcze coś do dodania?
Ostatnio zmieniony 10 października 2009, 23:23 przez czegoj, łącznie zmieniany 1 raz.