PBF - Płonąca granica
-
Araven
- Reactions:
- Posty: 8334
- Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 1 time
W sumie Jack ma rację. Nie żebym się bał ale jestem poważnie ranny i jak przyjdzie tu np. 3 mutków to mogę nie dać rady ich wystrzelać, a jak przegram w walce wręcz, to jeden mutek zdoła zabić wszystkich rannych łacznie ze mną. Także przydałby by się jeden z Twoich ludzi Cash. I uwińcie się szybko, bo trzeba wracać do Bluewell, radości tam raczej nie wywołamy naszym powrotem.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Opodal Red Oak Ridge, 4 maja 2055
Przeniesieni w wygodne miejsca i uzbrojeni w załadowaną pomocnymi rękami przyjaciół ranni zostali pozostawieni u podstawy lesistego pagórka, strzeżeni przez drużynowego medyka Anawaltczyków. Reszta grupy ratunkowej ruszyła czym prędzej na szczyt wzniesienia, ściskając w dłoniach gotową do użycia broń i rozglądając się bacznie wokół. W powietrzu wciąż unosił się zapach krwi, a pełen powykręcanych rachitycznych drzew las milczał złowróżbnie. Jack Salt trzymał oburącz zabrane jednemu z trupów Uzi, celując lufą kanciastej broni w każdą mijaną kępę krzewów.
Rzekomy Jeremiash Holtz leżał w tym samym miejscu, gdzie kurierzy go pozostawił, przekręcony na bok i wpatrzony szklistym wzrokiem w widoczne pomiędzy gałęziami drzew niebo. Radeford napluł na niego z ogromnym uczuciem, a potem nakreślił w powietrzu kilka znaków dłonią najpewniej zsyłając na martwego odmieńca wieczyste potępienie.
Salt i Cash znali już historię uprowadzenia i uwięzienia kaznodziei, opowiedzianą im w siłą rzeczy okrojonej wersji podczas wspinaczki na szczyt pagórka. Zmrużone oczy Ebenezera wciąż miotały błyskawice, ale dowódca bojówkarzy i kurier doskonale rozumieli zasadność tego wzburzenia, w końcu żaden zdrowy na umyśle człowiek nie chciałby skończyć żywota jako bezwolna seksualna zabawka w rękach zwyrodniałego sadysty.
Na szczycie wzniesienia leżały wyłącznie trupy, ale podejrzliwość Casha okazała się uzasadniona chwilę później, kiedy schodzący na przeciwną stronę pagórka ludzie napatoczyli się na jakiegoś samotnego mutanta, błąkającego się bezradnie w poszukiwaniu martwych już kompanów. Nim którykolwiek z kurierów zdążył w samotnika wycelować, ten leżał już z przestrzeloną przez Anawaltczyków czaszką.
- Tutaj! - krzyknął znienacka ktoś bardziej oddalony od czoła grupy, przesłonięty po części kępami burych zarośli o kolczastych, czepiających się ubrań pędach - Chodźcie szybko tutaj!
Wątek techniczny
Ktoś coś znalazł i robi zamieszanie! Kto wie, może to zaginione motocykle, a może para miejscowych szopów budująca z zapałem domek na drzewie? Idzie ktoś obejrzeć?
Przeniesieni w wygodne miejsca i uzbrojeni w załadowaną pomocnymi rękami przyjaciół ranni zostali pozostawieni u podstawy lesistego pagórka, strzeżeni przez drużynowego medyka Anawaltczyków. Reszta grupy ratunkowej ruszyła czym prędzej na szczyt wzniesienia, ściskając w dłoniach gotową do użycia broń i rozglądając się bacznie wokół. W powietrzu wciąż unosił się zapach krwi, a pełen powykręcanych rachitycznych drzew las milczał złowróżbnie. Jack Salt trzymał oburącz zabrane jednemu z trupów Uzi, celując lufą kanciastej broni w każdą mijaną kępę krzewów.
Rzekomy Jeremiash Holtz leżał w tym samym miejscu, gdzie kurierzy go pozostawił, przekręcony na bok i wpatrzony szklistym wzrokiem w widoczne pomiędzy gałęziami drzew niebo. Radeford napluł na niego z ogromnym uczuciem, a potem nakreślił w powietrzu kilka znaków dłonią najpewniej zsyłając na martwego odmieńca wieczyste potępienie.
Salt i Cash znali już historię uprowadzenia i uwięzienia kaznodziei, opowiedzianą im w siłą rzeczy okrojonej wersji podczas wspinaczki na szczyt pagórka. Zmrużone oczy Ebenezera wciąż miotały błyskawice, ale dowódca bojówkarzy i kurier doskonale rozumieli zasadność tego wzburzenia, w końcu żaden zdrowy na umyśle człowiek nie chciałby skończyć żywota jako bezwolna seksualna zabawka w rękach zwyrodniałego sadysty.
Na szczycie wzniesienia leżały wyłącznie trupy, ale podejrzliwość Casha okazała się uzasadniona chwilę później, kiedy schodzący na przeciwną stronę pagórka ludzie napatoczyli się na jakiegoś samotnego mutanta, błąkającego się bezradnie w poszukiwaniu martwych już kompanów. Nim którykolwiek z kurierów zdążył w samotnika wycelować, ten leżał już z przestrzeloną przez Anawaltczyków czaszką.
- Tutaj! - krzyknął znienacka ktoś bardziej oddalony od czoła grupy, przesłonięty po części kępami burych zarośli o kolczastych, czepiających się ubrań pędach - Chodźcie szybko tutaj!
Wątek techniczny
Ktoś coś znalazł i robi zamieszanie! Kto wie, może to zaginione motocykle, a może para miejscowych szopów budująca z zapałem domek na drzewie? Idzie ktoś obejrzeć?
-
Araven
- Reactions:
- Posty: 8334
- Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 1 time
Ja jak rozumiem zostałem z medykiem i rannymi? Pytam medyka jak ocenia stan rannych. Następnie proszę by obejrzał tą wysypkę jaką mam po kapieli w skażonej rzece i proszę by stwierdził czy maść od szamana coś pomaga, ew. by mi poradził co mam zażywać by się pozbyć tej wysypki, oczywiście zapłacę jak wrócimy do Anawalt. Rozmawiamy cicho, ale uważam na otoczenie by nie dać się zaskoczyć.
Ostatnio zmieniony 22 grudnia 2011, 12:30 przez Araven, łącznie zmieniany 1 raz.
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Opodal Red Oak Ridge, 4 maja 2055
Skrzykujący śpiesznie pozostałych Anawaltczyk znalazł jar, o którym opowiadał wcześniej jeden z ocalałych z zasadzki Holtza miejscowych, wąwóz wykorzystany do uwięzienia i wystrzelania zdradziecko wiedzionych na rzeź bojówkarzy burmistrza Lavigne. Ludzkie ciała leżały pokotem na dnie zagłębienia, ścięte kulami i prymitywnymi oszczepami, porąbane rzeźnickimi tasakami. Ziemia zmiękła od wsiąkniętego w nią nadmiaru krwi, podeszwy butów Anawaltczyków grzęzły w niej wydając w trakcie ruchu cmokające dźwięki.
- Tutejszy szeryf - oznajmił Cash stając w rozkroku na dwóch omszałych głazach i wskazując lufą Remingtona na wyciągnięte pomiędzy nimi ciało o rozrąbanym do kości kręgosłupie. Stokes poszedł za rzekomym Holtzem ubrany w śmieciową zbroję, ale wyklepany z przemysłowej blachy pancerz nie uratował go przed ciosami zadanymi z nadludzką siłą jakimś ciężkim orężem niepokojąco kojarzącym się Saltowi z toporem mutanta, który omal nie zarąbał na zboczu wzniesienia Wilsona i samego Jacka - Ależ tu była jatka!
- Mam kogoś żywego! - wrzasnął inny z bojówkarzy pochylając się nad kolejnym nieruchomym ciałem - Jeszcze oddycha, to człowiek!
Cash skoczył w stronę ofiary odwieszając strzelbę na ramię, świadomy tego, że dwaj jego ludzie przez cały czas pilnowali zboczy jaru z wymierzonymi ku krawędziom lufami M1A4, gotowi zacząć strzelać na najmniejszy znak poruszenia.
- To Lavigne! - oznajmił Jimmy klękając obok rannego i zdejmując z uprzęży strzykawkę wraz z ampułką morfiny - Jezu, prawie odrąbali mu rękę!
Ebenezer zrobił krok do przodu zamierzając doskoczyć do Casha, wtedy jednak ktoś złapał go znienacka za nogawkę spodni, niemal pozbawionymi czucia zakrwawionymi palcami. Wielebny spojrzał w dół zdjęty zimnym dreszczem, ujrzał zachodzące mgłą oczy jakiegoś człowieka w dżinsowej kurtce pociętej na strzępy ciosami jakiegoś ostrego przemiotu i przesiąkniętej krwią.
- Pomóż... mi... - wychrypiał nieszczęsny Bluewellczyk, rozpaczliwie czepiając się palcami butów duchownego.
Wątek techniczny
Żeby nie było, że ciągle tylko walka i krew, teraz dla odmiany macie umiejętności paramedyczne i flaki! Jeśli będziecie zainteresowany udzieleniem pomocy temu biedakowi, zadeklarujcie odpowiednie poczynania (czyli przypomnijcie mi, na jakim poziomie macie odpowiednie umiejętności).
Co do samego jaru, znaleźliście miejsce, w którym banda Holtza zasadziła się na ludzi Lavigne. W sumie siedem trupów ludzkich i cztery mutantów oraz dwóch rannych w stanie krytycznym, wśród nich sam burmistrz (ale nim zajmuje się osobiście Cash).
Przy trupie Holtza była lornetka, nóż sprężynowy, dziesięć tabletek viagry, zapasowy magazynek do Beretty i manierka z wodą.
Skrzykujący śpiesznie pozostałych Anawaltczyk znalazł jar, o którym opowiadał wcześniej jeden z ocalałych z zasadzki Holtza miejscowych, wąwóz wykorzystany do uwięzienia i wystrzelania zdradziecko wiedzionych na rzeź bojówkarzy burmistrza Lavigne. Ludzkie ciała leżały pokotem na dnie zagłębienia, ścięte kulami i prymitywnymi oszczepami, porąbane rzeźnickimi tasakami. Ziemia zmiękła od wsiąkniętego w nią nadmiaru krwi, podeszwy butów Anawaltczyków grzęzły w niej wydając w trakcie ruchu cmokające dźwięki.
- Tutejszy szeryf - oznajmił Cash stając w rozkroku na dwóch omszałych głazach i wskazując lufą Remingtona na wyciągnięte pomiędzy nimi ciało o rozrąbanym do kości kręgosłupie. Stokes poszedł za rzekomym Holtzem ubrany w śmieciową zbroję, ale wyklepany z przemysłowej blachy pancerz nie uratował go przed ciosami zadanymi z nadludzką siłą jakimś ciężkim orężem niepokojąco kojarzącym się Saltowi z toporem mutanta, który omal nie zarąbał na zboczu wzniesienia Wilsona i samego Jacka - Ależ tu była jatka!
- Mam kogoś żywego! - wrzasnął inny z bojówkarzy pochylając się nad kolejnym nieruchomym ciałem - Jeszcze oddycha, to człowiek!
Cash skoczył w stronę ofiary odwieszając strzelbę na ramię, świadomy tego, że dwaj jego ludzie przez cały czas pilnowali zboczy jaru z wymierzonymi ku krawędziom lufami M1A4, gotowi zacząć strzelać na najmniejszy znak poruszenia.
- To Lavigne! - oznajmił Jimmy klękając obok rannego i zdejmując z uprzęży strzykawkę wraz z ampułką morfiny - Jezu, prawie odrąbali mu rękę!
Ebenezer zrobił krok do przodu zamierzając doskoczyć do Casha, wtedy jednak ktoś złapał go znienacka za nogawkę spodni, niemal pozbawionymi czucia zakrwawionymi palcami. Wielebny spojrzał w dół zdjęty zimnym dreszczem, ujrzał zachodzące mgłą oczy jakiegoś człowieka w dżinsowej kurtce pociętej na strzępy ciosami jakiegoś ostrego przemiotu i przesiąkniętej krwią.
- Pomóż... mi... - wychrypiał nieszczęsny Bluewellczyk, rozpaczliwie czepiając się palcami butów duchownego.
Wątek techniczny
Żeby nie było, że ciągle tylko walka i krew, teraz dla odmiany macie umiejętności paramedyczne i flaki! Jeśli będziecie zainteresowany udzieleniem pomocy temu biedakowi, zadeklarujcie odpowiednie poczynania (czyli przypomnijcie mi, na jakim poziomie macie odpowiednie umiejętności).
Co do samego jaru, znaleźliście miejsce, w którym banda Holtza zasadziła się na ludzi Lavigne. W sumie siedem trupów ludzkich i cztery mutantów oraz dwóch rannych w stanie krytycznym, wśród nich sam burmistrz (ale nim zajmuje się osobiście Cash).
Przy trupie Holtza była lornetka, nóż sprężynowy, dziesięć tabletek viagry, zapasowy magazynek do Beretty i manierka z wodą.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Opodal Red Oak Ridge, 4 maja 2055
Oparty o pień drzewa Paul pogładził czubkami palców lufę karabinu, kładąc broń w zgiętym łokciu tak, by przypadkiem na uciskała swym ciężarem na rozcięte głęboko i świeżo zabandażowane przedramię. Dwaj ranni Anawaltczycy leżeli w milczeniu, dzielnie znosząc ból i obserwując zmrużonymi oczami okolicę. Towarzyszący Cashowi paramedyk, Gregory McCallum, sprawdził tętno nieprzytomnego milicjanta z Bluewell, mruknął coś pod nosem z wyraźnym niezadowoleniem.
- Wyjdzie z tego? - zapytał Paul przerywając pełne napięcia milczenie, spoglądając na rannego znaczącym wzrokiem.
- Wygląda mi to na wewnętrzny krwotok - odpowiedział sanitariusz - Jeśli jest tak rzeczywiście, już po gościu, nie dam rady mu pomóc. Trzeba czekać, żeby zobaczyć, co dalej.
- Znasz się na tym fachu? - spytał Wilson wskazując palcem na torbę lekarską McCalluma.
- O tyle, o ile - odparł wymijająco paramedyk - Odkażam i zszywam rany, potrafię reanimować, usztywniać złamane nogi i wyrywać zepsute zęby. Trzeba ci coś wyrwać?
Wilson westchnął taksując rozmówcę wzrokiem i uświadamiając sobie, że McCallum nie może mieć więcej niż trzydzieści lat. Urodzony najpewniej tuż przed lub w pierwszych latach Wojny, Anawaltczyk nie miał szans na normalne wykształcenie, ucząc się fachu od nielicznych specjalistów, którzy przetrwali atomową apokalipsę lub z jeszcze rzadszych książek, znajdowanych od czasu do czasu w ruinach zniszczonych miast i cenniejszych od wody lub paliwa.
Krótko po zagładzie cywilizowanego świata papier stał się jednym z podstawowych rodzajów opału. Szukający ciepła ludzie palili całymi tonami książki i czasopisma chroniąc się przed mroźnymi zimami, a przez to niszczyli bezpowrotnie ogromne zasoby wiedzy, które trzydzieści lat później mogłyby uratować niejedno ludzkie życie. Stąd też wiedza fachowa obecnych mieszkańców postapokaliptycznej Ameryki stała generalnie na poziomie uniemożliwiającym użytkowanie bardziej zaawansowanych maszyn czy profesjonalne leczenie chorych.
- Nic mi nie trzeba wyrywać - oznajmił słabym głosem Wilson, czując ku swemu ukontentowaniu jak ból promieniujący w ręce i biodrze zaczyna znikać pacyfikowany chemiczną mocą wstrzykniętej krótko wcześniej w żyłę morfiny - Ale wysypka mi wyskoczyła jak cholera, w kroku i na nogach. Możesz to obejrzeć?
- Teraz? - prychnął Greg potrząsając przecząco głową - Nie rozpinaj spodni, bo jak coś na nas wyskoczy, może cię zdążyć wydupczyć, zanim to zastrzelę. Obejrzymy co i jak w osadzie, zresztą cały jesteś krwią uwalony, trzeba cię najpierw umyć.
Faktycznie, nogawki Wilsona przesiąknięte były krwią, krzepnącą też na jego skórze pod materiałem spodni.
- Walthers trochę nas udupił tym wypadem - mruknął McCallum nie wypuszczając z ręki strzelby i spoglądając z odrazą na najbliższe zwłoki mutanta - Czterech chłopaków zabitych. Wszyscy mieli rodziny, znam ich od zawsze. Co za gówniana sprawa!
- Przykro mi - odpowiedział wymijająco Paul, gryząc się przezornie w język i pomijając milczeniem fakt, że wszyscy uczestnicy wyprawy byli żądnymi zmutowanej posoki ochotnikami - Wiem jakie to uczucie. Walczyłem cztery lata na arenie gladiatorów w Lynchburgu. Ostatniego z moich przyjaciół zadusiłem jego własnym łańcuchem, bo takie było losowanie par w turnieju, dlatego wiem jakie to parszywe uczucie, kiedy umiera ktoś bliski.
McCallum obejrzał się na kierowcę dziwnym wzrokiem, nie wiedząc najwyraźniej czy federalista opowiada mu czarny żart czy też wyjawił właśnie szczerą prawdę.
- Skąd oni się biorą? - zmienił natychmiast temat Paul, nie próbując odpowiadać na niewypowiedziane pytanie - Ci mutanci?
- Słyszałem, że to efekt promieniowania po wybuchach atomówek - odpowiedział Gregory wzruszając nieco bezradnie ramionami - Czasami na skażonych ziemiach rodzą się zdeformowane dzieci, których się nie zabija, tylko porzuca albo wychowuje w tajemnicy. A sami mutanci też się krzyżują i rodzą własne dzieci. Deformacje się wtedy nasilają i tworzą coraz gorsze potwory. Inni znowu twierdzą, że to robota Molocha, że blaszak ma fabryki mutoli, w których hoduje takich porąbańców, a potem wypuszcza na normalnych ludzi.
Wątek techniczny
Paramedyk nie może się na razie zająć wysypką Wilsona, ma na głowie znacznie poważniejsze sprawy, a zresztą umazana krwią skóra kierowcy uniemożliwia dokładną obdukcję. Pomoc medyczna musi zaczekać w zasadzie do chwili powrotu do Bluewell.
Oparty o pień drzewa Paul pogładził czubkami palców lufę karabinu, kładąc broń w zgiętym łokciu tak, by przypadkiem na uciskała swym ciężarem na rozcięte głęboko i świeżo zabandażowane przedramię. Dwaj ranni Anawaltczycy leżeli w milczeniu, dzielnie znosząc ból i obserwując zmrużonymi oczami okolicę. Towarzyszący Cashowi paramedyk, Gregory McCallum, sprawdził tętno nieprzytomnego milicjanta z Bluewell, mruknął coś pod nosem z wyraźnym niezadowoleniem.
- Wyjdzie z tego? - zapytał Paul przerywając pełne napięcia milczenie, spoglądając na rannego znaczącym wzrokiem.
- Wygląda mi to na wewnętrzny krwotok - odpowiedział sanitariusz - Jeśli jest tak rzeczywiście, już po gościu, nie dam rady mu pomóc. Trzeba czekać, żeby zobaczyć, co dalej.
- Znasz się na tym fachu? - spytał Wilson wskazując palcem na torbę lekarską McCalluma.
- O tyle, o ile - odparł wymijająco paramedyk - Odkażam i zszywam rany, potrafię reanimować, usztywniać złamane nogi i wyrywać zepsute zęby. Trzeba ci coś wyrwać?
Wilson westchnął taksując rozmówcę wzrokiem i uświadamiając sobie, że McCallum nie może mieć więcej niż trzydzieści lat. Urodzony najpewniej tuż przed lub w pierwszych latach Wojny, Anawaltczyk nie miał szans na normalne wykształcenie, ucząc się fachu od nielicznych specjalistów, którzy przetrwali atomową apokalipsę lub z jeszcze rzadszych książek, znajdowanych od czasu do czasu w ruinach zniszczonych miast i cenniejszych od wody lub paliwa.
Krótko po zagładzie cywilizowanego świata papier stał się jednym z podstawowych rodzajów opału. Szukający ciepła ludzie palili całymi tonami książki i czasopisma chroniąc się przed mroźnymi zimami, a przez to niszczyli bezpowrotnie ogromne zasoby wiedzy, które trzydzieści lat później mogłyby uratować niejedno ludzkie życie. Stąd też wiedza fachowa obecnych mieszkańców postapokaliptycznej Ameryki stała generalnie na poziomie uniemożliwiającym użytkowanie bardziej zaawansowanych maszyn czy profesjonalne leczenie chorych.
- Nic mi nie trzeba wyrywać - oznajmił słabym głosem Wilson, czując ku swemu ukontentowaniu jak ból promieniujący w ręce i biodrze zaczyna znikać pacyfikowany chemiczną mocą wstrzykniętej krótko wcześniej w żyłę morfiny - Ale wysypka mi wyskoczyła jak cholera, w kroku i na nogach. Możesz to obejrzeć?
- Teraz? - prychnął Greg potrząsając przecząco głową - Nie rozpinaj spodni, bo jak coś na nas wyskoczy, może cię zdążyć wydupczyć, zanim to zastrzelę. Obejrzymy co i jak w osadzie, zresztą cały jesteś krwią uwalony, trzeba cię najpierw umyć.
Faktycznie, nogawki Wilsona przesiąknięte były krwią, krzepnącą też na jego skórze pod materiałem spodni.
- Walthers trochę nas udupił tym wypadem - mruknął McCallum nie wypuszczając z ręki strzelby i spoglądając z odrazą na najbliższe zwłoki mutanta - Czterech chłopaków zabitych. Wszyscy mieli rodziny, znam ich od zawsze. Co za gówniana sprawa!
- Przykro mi - odpowiedział wymijająco Paul, gryząc się przezornie w język i pomijając milczeniem fakt, że wszyscy uczestnicy wyprawy byli żądnymi zmutowanej posoki ochotnikami - Wiem jakie to uczucie. Walczyłem cztery lata na arenie gladiatorów w Lynchburgu. Ostatniego z moich przyjaciół zadusiłem jego własnym łańcuchem, bo takie było losowanie par w turnieju, dlatego wiem jakie to parszywe uczucie, kiedy umiera ktoś bliski.
McCallum obejrzał się na kierowcę dziwnym wzrokiem, nie wiedząc najwyraźniej czy federalista opowiada mu czarny żart czy też wyjawił właśnie szczerą prawdę.
- Skąd oni się biorą? - zmienił natychmiast temat Paul, nie próbując odpowiadać na niewypowiedziane pytanie - Ci mutanci?
- Słyszałem, że to efekt promieniowania po wybuchach atomówek - odpowiedział Gregory wzruszając nieco bezradnie ramionami - Czasami na skażonych ziemiach rodzą się zdeformowane dzieci, których się nie zabija, tylko porzuca albo wychowuje w tajemnicy. A sami mutanci też się krzyżują i rodzą własne dzieci. Deformacje się wtedy nasilają i tworzą coraz gorsze potwory. Inni znowu twierdzą, że to robota Molocha, że blaszak ma fabryki mutoli, w których hoduje takich porąbańców, a potem wypuszcza na normalnych ludzi.
Wątek techniczny
Paramedyk nie może się na razie zająć wysypką Wilsona, ma na głowie znacznie poważniejsze sprawy, a zresztą umazana krwią skóra kierowcy uniemożliwia dokładną obdukcję. Pomoc medyczna musi zaczekać w zasadzie do chwili powrotu do Bluewell.
-
Araven
- Reactions:
- Posty: 8334
- Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 1 time
W takim razie zajmuje się pilnowaniem bezpieczeństwa rannych i kontynuuję rozmowę z medykiem. Wypytuje go o relacje Anawalt z indianami i innymi przybyszami. Zastanawiam sie czy po takich startach w ludziach Blueweel da rade samo przetrwac, wypytuję medyka czy wg niego jest możliwość by ew. reszta mieszkańców Bluwell dołączyła się do Anawalt. Poza tym pytam czy mają jakiś samochód ktory można by sholować naszego pikupa. Pokręcę się potem po pobojowisku szukając broni i amunicji, sprawdzam ten maczetomiecz, bo katany to pewnie żaden mutek nie ma...
Ostatnio zmieniony 22 grudnia 2011, 23:37 przez Araven, łącznie zmieniany 1 raz.
Jack przykucnął przy człowieku uczepionym nogawki Radeforda. Stanowczo aczkolwiek z lekkim wysiłkiem odciągnął kurczowo zaciśnięte palce.
- Już dobrze, zajmiemy się tobą, leż spokojnie... - powiedział w pospiechu wyciągając bandaże z torby i starając się rozciąć poszarpaną tkaninę aby jak najmniej urazić cierpiącego.
Medycyna (Pierwsza pomoc PZ 1, leczenie ran PZ 1, leczenie chorób PZ 1)
Oględziny standardowe, sprawdzam czy nie uszkodzone tętnice, jak głębokie rany, jakieś złamania. Może sam coś powie... Chociaż zatamuję krwawienia, choć zapewne marne szanse...
- Już dobrze, zajmiemy się tobą, leż spokojnie... - powiedział w pospiechu wyciągając bandaże z torby i starając się rozciąć poszarpaną tkaninę aby jak najmniej urazić cierpiącego.
Medycyna (Pierwsza pomoc PZ 1, leczenie ran PZ 1, leczenie chorób PZ 1)
Oględziny standardowe, sprawdzam czy nie uszkodzone tętnice, jak głębokie rany, jakieś złamania. Może sam coś powie... Chociaż zatamuję krwawienia, choć zapewne marne szanse...
Ostatnio zmieniony 22 grudnia 2011, 23:39 przez Goldwin, łącznie zmieniany 1 raz.
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
Przyklękam przy umierającym i udzielam mu ostatniego namaszczenia.
- Nie lękaj się śmierci synu. Walczyłeś dzielnie w świętej wojnie z pomiotem szatana. Za to czeka Cię nagroda godna najwspanialszych wojowników. Twoją duszę przeniesie anielica na skrzydlatym koniu, którą zwą Valkirią. Twoje męki skończą się, a czas nagrody rozpocznie. Trafisz do krainy wiecznych łowów, gdzie jedynie Bóg włada. Zamieszkasz w pałacu godnym książętom i do swoich usług dostaniesz dwanaście dziewic. A teraz wyznaj swoje grzechu synu.
Wątek techniczny:
Szukam jeszcze innych rannych i staram udzielić im pomocy medycznej i duchowej. Moja medycyna to: leczenie chorób 1, leczenie ran 1 i najważniejsze w danej chwili
pierwsza pomoc 1.
- Nie lękaj się śmierci synu. Walczyłeś dzielnie w świętej wojnie z pomiotem szatana. Za to czeka Cię nagroda godna najwspanialszych wojowników. Twoją duszę przeniesie anielica na skrzydlatym koniu, którą zwą Valkirią. Twoje męki skończą się, a czas nagrody rozpocznie. Trafisz do krainy wiecznych łowów, gdzie jedynie Bóg włada. Zamieszkasz w pałacu godnym książętom i do swoich usług dostaniesz dwanaście dziewic. A teraz wyznaj swoje grzechu synu.
Wątek techniczny:
Szukam jeszcze innych rannych i staram udzielić im pomocy medycznej i duchowej. Moja medycyna to: leczenie chorób 1, leczenie ran 1 i najważniejsze w danej chwili
pierwsza pomoc 1.
Ostatnio zmieniony 23 grudnia 2011, 08:53 przez deliad, łącznie zmieniany 1 raz.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Opodal Red Oak Ridge, 4 maja 2055
Wilson powiódł spojrzeniem po otaczających go nieruchomych ciałach, potem nasłuchiwał przez chwilę bacznie. Od przeciwnej strony wzgórza dobiegły znienacka jakieś stłumione okrzyki, a potem krótka seria z broni maszynowej. Wszyscy ranni zesztywnieli zaciskając palce na broni, ale nie padły już żadne więcej strzały i umilkły też niezrozumiałe ze względu na odległość i poszycie lasu krzyki.
- Musieli trafić na jakiegoś mutka - uznał McCallum prostując się odruchowo i wytężając słuch - Już cicho, więc jeden, góra dwóch. Nasi ich kropnęli i poszli dalej.
- Tutejsi stracili sporo ludzi - powiedział po chwili milczenia Paul, pozwalając sobie na nieznaczne odprężenie, ale wciąż tuląc do piersi karabin - Myślisz, że pociągną dalej sami? Nie lepiej byłoby im przenieść się do was?
Paramedyk zerknął na kierowcę z ukosa, marszcząc czoło i myśląc nad zasłyszaną propozycją.
- Wątpię - odpowiedział wzruszając ramionami - Myślisz, że mamy niekończący się zapas żarcia? Zginęli ich faceci, zostały kobiety i dzieci. Ktoś je musi wyżywić, ubrać, przypilnować. Mamy dość kłopotu z własnymi, żeby jeszcze przygarniać cudze.
Gregor pochwycił spojrzenie Paula, wyczytał w nim widać uczucia kierowcy i poprawnie je zinterpretował, bo natychmiast uniósł w pojednawczym geście ręce.
- Nie gap się na mnie jak na jakiegoś zbira - odpowiedział niechętnie - Szkoda mi ich, naprawdę, ale my mamy swoje limity. Nie damy rady wyżywić wszystkich. Co z lekarstwami? Co z ubraniami? Ledwie dajemy sobie radę z własnymi potrzebami. W tych lasach trudno o mięso, nasion też nam brakuje na uprawy, zresztą ziemia jest często skażona. Jakbyśmy witali wszystkich z otwartymi ramionami, tobyśmy z głodu umarli, prędzej czy później.
- A potem Walthers się dziwi, że Lavigne woli się układać z federalnymi baronami, a nie z Anawalt - odparł z przekąsem Wilson, przypominając sobie wcześniejszą rozmowę z Cashem - Ja mu się wcale nie dziwię.
- Bo gadka była o sojuszu, a nie o przeprowadzce jednych do drugich - odrzekł natychmiast paramedyk - Dwie samodzielne osady w sojuszu to zupełnie inna sprawa jak jedna wisząca na garnku drugiej. Jakoś nie chce mi się wierzyć, żeby wasi baronowi sikali po nogach z radości jak im ludzie Lavigne przylezą z tobołkami na plecach do Princeton czy Peterstown.
Wilson milczał przez chwilę nie wiedząc co właściwie odpowiedzieć, potem zdecydował się zmienić temat na inny, bezpośrednio dotyczący jego mienia.
- Macie może jakiś wóz na chodzie, żeby sholować do Anawalt naszego pikapa? - zapytał krzywiąc się na wspomnienie niesprawnego pojazdu - Kurwica mnie bierze na samą myśl o tym, że miałbym go zostawić na drodze.
- To się da załatwić jak Walthers się zgodzi - odpowiedział natychmiast McCallum, wyraźnie zadowolony z biegu rozmowy - Mamy kilka samochodów, nawet w niezłym stanie. Ściągniemy raz dwa waszego grata na lince, a w osadzie się go rozkręci. Naczelnik ściągnął z Detroit dwóch mechaników, którzy coś tam schrzanili i wolą nie wracać do domu, a znają się na tej robocie i dużo nie biorą.
Wątek techniczny
I tak sobie leci ta niespokojna, przerywana co chwila nasłuchiwaniem konwersacja, ale z chaszczy już chyba nic nie wyskoczy. Okolica wygląda na wymarłą, w dosłownym znaczeniu tego słowa wręcz wystrzelaną. Pominąłem wątek dotyczący relacji z Indianami, ale nie zapomniałem, dołączę go do późniejszej konwersacji.
Wilson powiódł spojrzeniem po otaczających go nieruchomych ciałach, potem nasłuchiwał przez chwilę bacznie. Od przeciwnej strony wzgórza dobiegły znienacka jakieś stłumione okrzyki, a potem krótka seria z broni maszynowej. Wszyscy ranni zesztywnieli zaciskając palce na broni, ale nie padły już żadne więcej strzały i umilkły też niezrozumiałe ze względu na odległość i poszycie lasu krzyki.
- Musieli trafić na jakiegoś mutka - uznał McCallum prostując się odruchowo i wytężając słuch - Już cicho, więc jeden, góra dwóch. Nasi ich kropnęli i poszli dalej.
- Tutejsi stracili sporo ludzi - powiedział po chwili milczenia Paul, pozwalając sobie na nieznaczne odprężenie, ale wciąż tuląc do piersi karabin - Myślisz, że pociągną dalej sami? Nie lepiej byłoby im przenieść się do was?
Paramedyk zerknął na kierowcę z ukosa, marszcząc czoło i myśląc nad zasłyszaną propozycją.
- Wątpię - odpowiedział wzruszając ramionami - Myślisz, że mamy niekończący się zapas żarcia? Zginęli ich faceci, zostały kobiety i dzieci. Ktoś je musi wyżywić, ubrać, przypilnować. Mamy dość kłopotu z własnymi, żeby jeszcze przygarniać cudze.
Gregor pochwycił spojrzenie Paula, wyczytał w nim widać uczucia kierowcy i poprawnie je zinterpretował, bo natychmiast uniósł w pojednawczym geście ręce.
- Nie gap się na mnie jak na jakiegoś zbira - odpowiedział niechętnie - Szkoda mi ich, naprawdę, ale my mamy swoje limity. Nie damy rady wyżywić wszystkich. Co z lekarstwami? Co z ubraniami? Ledwie dajemy sobie radę z własnymi potrzebami. W tych lasach trudno o mięso, nasion też nam brakuje na uprawy, zresztą ziemia jest często skażona. Jakbyśmy witali wszystkich z otwartymi ramionami, tobyśmy z głodu umarli, prędzej czy później.
- A potem Walthers się dziwi, że Lavigne woli się układać z federalnymi baronami, a nie z Anawalt - odparł z przekąsem Wilson, przypominając sobie wcześniejszą rozmowę z Cashem - Ja mu się wcale nie dziwię.
- Bo gadka była o sojuszu, a nie o przeprowadzce jednych do drugich - odrzekł natychmiast paramedyk - Dwie samodzielne osady w sojuszu to zupełnie inna sprawa jak jedna wisząca na garnku drugiej. Jakoś nie chce mi się wierzyć, żeby wasi baronowi sikali po nogach z radości jak im ludzie Lavigne przylezą z tobołkami na plecach do Princeton czy Peterstown.
Wilson milczał przez chwilę nie wiedząc co właściwie odpowiedzieć, potem zdecydował się zmienić temat na inny, bezpośrednio dotyczący jego mienia.
- Macie może jakiś wóz na chodzie, żeby sholować do Anawalt naszego pikapa? - zapytał krzywiąc się na wspomnienie niesprawnego pojazdu - Kurwica mnie bierze na samą myśl o tym, że miałbym go zostawić na drodze.
- To się da załatwić jak Walthers się zgodzi - odpowiedział natychmiast McCallum, wyraźnie zadowolony z biegu rozmowy - Mamy kilka samochodów, nawet w niezłym stanie. Ściągniemy raz dwa waszego grata na lince, a w osadzie się go rozkręci. Naczelnik ściągnął z Detroit dwóch mechaników, którzy coś tam schrzanili i wolą nie wracać do domu, a znają się na tej robocie i dużo nie biorą.
Wątek techniczny
I tak sobie leci ta niespokojna, przerywana co chwila nasłuchiwaniem konwersacja, ale z chaszczy już chyba nic nie wyskoczy. Okolica wygląda na wymarłą, w dosłownym znaczeniu tego słowa wręcz wystrzelaną. Pominąłem wątek dotyczący relacji z Indianami, ale nie zapomniałem, dołączę go do późniejszej konwersacji.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Opodal Red Oak Ridge, 4 maja 2055
Jack Salt przypadł na kolana przy ciężko rannym człowieku, przewrócił ledwie przytomnego nieszczęśnika na bok sprawdzając rozmiary i głębokość jego ran w poszukiwaniu tych obrażeń, które w pierwszej kolejności wymagały jego pomocy. Obyty na co dzień z otwartymi złamaniami, ugryzieniami drapieżnych zwierząt lub postrzałami kurier wiedział zazwyczaj jak sobie w takich przypadkach radzić, ale wielokrotnie pchnięty czymś ostrym w pierś i brzuch mężczyzna dosłownie wykrwawiał się Saltowi na rękach.
- Nie udzielaj mu namaszczenia, daj mi opatrunki, mam w plecaku! - syknął do Ebenezera rozcinając nożem mokre od krwi ubranie rannego.
Kaznodzieja otworzył pośpiesznie rzuconą mu torbę, zaczął wytrząsać jej zawartość na ziemię w poszukiwaniu spiętych ciasno gumką rolek bandaży.
Wątek techniczny
Salt posiada Spryt 16 oraz Pierwszą pomoc +1, ale stan zdrowia rannego jest bardzo ciężki i postawiłem przed graczem przeszkodę w postaci bardzo trudnego testu. Przekonany, że raczej się nie uda sięgnąłem po kostki, rzuciłem i nie mogłem się nie roześmiać - wypadło 1, 3 i 4. Ktoś zawdzięcza tym samym życie naszej parze kurierów i ten ktoś wyliże się z opresji tylko dzięki interwencji Salta!
Jack Salt przypadł na kolana przy ciężko rannym człowieku, przewrócił ledwie przytomnego nieszczęśnika na bok sprawdzając rozmiary i głębokość jego ran w poszukiwaniu tych obrażeń, które w pierwszej kolejności wymagały jego pomocy. Obyty na co dzień z otwartymi złamaniami, ugryzieniami drapieżnych zwierząt lub postrzałami kurier wiedział zazwyczaj jak sobie w takich przypadkach radzić, ale wielokrotnie pchnięty czymś ostrym w pierś i brzuch mężczyzna dosłownie wykrwawiał się Saltowi na rękach.
- Nie udzielaj mu namaszczenia, daj mi opatrunki, mam w plecaku! - syknął do Ebenezera rozcinając nożem mokre od krwi ubranie rannego.
Kaznodzieja otworzył pośpiesznie rzuconą mu torbę, zaczął wytrząsać jej zawartość na ziemię w poszukiwaniu spiętych ciasno gumką rolek bandaży.
Wątek techniczny
Salt posiada Spryt 16 oraz Pierwszą pomoc +1, ale stan zdrowia rannego jest bardzo ciężki i postawiłem przed graczem przeszkodę w postaci bardzo trudnego testu. Przekonany, że raczej się nie uda sięgnąłem po kostki, rzuciłem i nie mogłem się nie roześmiać - wypadło 1, 3 i 4. Ktoś zawdzięcza tym samym życie naszej parze kurierów i ten ktoś wyliże się z opresji tylko dzięki interwencji Salta!
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Bluewell, 4 maja 2055
Objuczeni łupami i ciałami zabitych lub rannych, ludzie opuścili Red Oak Ridge wycofując się pośpiesznie na północny zachód, omijając stary zbiornik retencyjny i docierając po kilkudziesięciu minutach morderczej wędrówki na krawędź lasu otaczającego Bluewell. Rozpoznani przez lornetki z wysokości wież strażniczych, powitani zostali okrzykami radości, ale i pełnym rozpaczy szlochem. Ciężko ranni, zarówno miejscowi jak Anawaltczycy, zabrani zostali do ratusza, gdzie urządzono punkt opatrunkowy i gdzie uwijał się w pocie czoła miejscowy lekarz, mężczyzna po sześćdziesiątce pracujący przed wojną w szpitalu miejskim w Lynchburgu. Podawana naprędce morfina uciszyła szybko większość krzyczących z bólu pacjentów, ale przesycona mdlącym odorem krwi sala przez wiele godzin była świadkiem chałupniczych zabiegów chirurgicznych, które trzydzieści lat wcześniej okrzyknięte zostałyby w mediach przejawem skrajnego barbarzyństwa, a które teraz stanowiły jedyną formę ratunku dla najciężej poszkodowanych.
Salt nie miał zamiaru towarzyszyć lekarzowi w przeprowadzanej za pomocą przerobionego ogrodowego sekatora amputacji ręki, toteż doprowadziwszy rannego bojówkarza na miejsce opuścił czym prędzej ratusz wychodząc na świeże powietrze i siadając na betonowym bloku opodal budynku. Zbliżał się wieczór, krwawa tarcza zachodzącego słońca wisiała nad ogrodzeniem Bluewell zniżając się szybko w kierunku widnokręgu.
Jakaś dziewczynka, mająca na oko nie więcej jak dwanaście lat, podbiegła do kuriera bez słowa podając mu szklany słoik wypełniony wodą. Mężczyzna chwycił naczynie i zaczął łapczywie pić, wielkimi łykami, krztusząc się przy tym i plamiąc sobie podkoszulek.
- Uważaj, bo się utopisz - rzucił rozkojarzonym głosem zdradzający zażycie ogromnej dawki morfiny Paul, przyprowadzony pod ramiona przez miejscowych mężczyzn, usadowiony na bloku betonu obok przyjaciela i wyciągający przed siebie z westchnieniem ulgi nogi - Żyjesz?
- Jeszcze - wykrztusił Jack ocierając rękawem wilgotne usta i oddając pusty słoik dziewczynce - Nic poważnego, tylko nogi włażą mi do dupy. Słodki Chryste, jak oni mogli cię wypuścić od tego rzeźnika?
- Założył szwy, to musi wystarczyć - wysapał Paul, starając się jak najmniej ruszać ze względu na świeżo zszyte rany - Wstrzyknął mi pięć ampułek morfiny, ale i tak powiedział, że zdechnę z bólu jak przestanie działać.
- Sytuacja?
- Cash nie zgodził się pochować swoich tutaj - odpowiedział bełkotliwie Wilson - Chce wysłać jednego z chłopaków motorem Holtza do Anawalt, żeby ściągnąć tu ich pikapa i wrócić do domu razem z ciałami.
- Ilu straciliśmy?
- Czterech od Walthersa, ale ci z Bluewell oberwali masakrycznie. Czternastu facetów nie żyje, w tym szeryf. Lavigne może się wyliże jak go nie zabije zakażenie krwi, ale bez ręki, właśnie mu ją odpiłowują. Kość zmiażdżona od łokcia w dół, dostał kowalskim młotem. Ebe siedzi w ratuszu, odmawia modły za pomyślność zabiegów.
- Jezu, to była rzeźnia - pokręcił głową Salt, coraz bardziej uświadamiając sobie rozmiary niedoszłej katastrofy, która omal nie unicestwiła Bluewell, a może i Anawalt.
- Jak doliczysz tych zabitych nad rzeką i tych kropniętych na samym początku, załatwiliśmy prawie osiemdziesięciu mutasów - oszacował na głos Wilson, mając zauważalne kłopoty z rachunkami z powodu morfinowego odjazdu - Takiej bandy dawno nikt tutaj nie widział. Clark się zleje w gacie z wrażenia jak mu to opowiemy.
- Z sikaniem w majty zaczekaj - ostudził przyjaciela Jack - Lepiej mi powiedz jak wrócimy do Peterstown?
Wątek techniczny
Nadciąga wieczór 4 maja 2055. Jesteście wyczerpani psychicznie i fizycznie oraz solidnie poobijani, ale żyjecie. W Bluewell wrze ruch, ranni wciąż są opatrywani, uzbrojone patrole znoszą z lasu kolejne partie łupów. Zabitych złożono na placu przed ratuszem, osiemnastu w sumie, wielki tam płacz, bo mieli rodziny. Ktoś już sugerował, by Radeford poprowadził ceremonię pogrzebową następnego dnia o poranku (jeśli naturalnie się zgodzi). Czterej zabici z Anawalt będą zabrani do domu, Cash chce zarekwirować motor fałszywego Holtza i wysłać jeszcze dzisiaj jednego ze swoich na maszynie do domu, by ściągnąć następnego dnia do Bluewell pikapa mającego zabrać do Anawalt grupę ratunkową i zwłoki.
Teraz pogadajmy o łupach, zapewne Was to zaciekawi. Cash zabiera ekwipunek swoich poległych, ale w formie przyjacielskiego gestu gotów jest sprezentować Wilsonowi M16A2 Harpera wraz z dwoma magazynkami (dodatkowo zabity przez Wilsona mutant będący niedoszłym zabójcą Harpera ma identyczny S&W, a w jego bębenku pięć kul i siedem w kieszeniach, no i zapomniałbym jeszcze o mieczomaczecie). Radeford przejął na własność karabin snajperski Ericssona (bez amunicji) oraz wojskową Berettę (w magazynku 11 kul). Salt znalazł na pobojowisku Uzi z zapasem 12 kul, toporopodobną łopatę wentylatora oraz dwa noże. Dodatkowo w ramach podziału zdobyczy możecie przejąć dwie lekkie zbroje śmieciowe (tylko trzeba je porządnie wypłukać z krwi i innych nieprzyjemnych wydzielin organicznych) oraz złom różnego rodzaju warty po 100 gambli na każdego z Was (poszukajcie sobie w wykazie sprzętu jakiś pospolity towar warty 100 gambli i wyślijcie mi do zatwierdzenia przez PW; odpiszę Wam, co znaleźliście przy zwłokach, a co nie).
Nie wiecie na razie, gdzie jest kryjówka Holtza i przechowywane w niej dwa motocykle (Enduro Radeforda oraz maszyna Ericcsona). Zapewne musi to być pobliże chatki myśliwskiej, gdzie więziony był kaznodzieja, ale odszukanie tego miejsca będzie pewnie nie lada wyzwaniem i tylko pod wodzą wielebnego można liczyć na ewentualny sukces poszukiwań.
Pora zadeklarować dalsze działania. Możecie zostać przez jakiś czas w Bluewell (przynajmniej do następnego dnia, chyba nie chcecie nigdzie wyruszać już teraz, przed wieczorem?). Możecie następnego dnia pojechać pikapem do Anawalt wraz z ludźmi Casha, choćby po to, by obejrzeć sobie dokładniej prawdziwego Holtza. Musicie postanowić, co robicie dalej z własnym pikapem - może silnik da się naprawić, ale trzeba będzie albo ściągnąć na miejsce awarii mechaników z Bluewell albo pożyczyć auto od Walthersa i zaholować pojazd do Anawalt (kombinujcie, wybór należy do Was). Możecie zgodnie z wcześniejszą sugestią szukać motocykli przejętych niecnie przez oszusta albo udać się znowu na Red Oak Ridge w poszukiwaniu łupów przeoczonych przez grupy poszukiwawcze z Bluewell. Możecie wreszcie ruszyć z buta z powrotem do Peterstown, by zameldować u konstabla Clarka wypełnienie misji kurierskiej i wprawić go jednocześnie w osłupienie swą fantastyczną opowieścią o płonącej granicy.
Czekam na deklaracje, komentarze, dodatkowe pytania! (przede wszystkim odpowiedzi o nocowanie w Bluewell i udział w pogrzebie).
Objuczeni łupami i ciałami zabitych lub rannych, ludzie opuścili Red Oak Ridge wycofując się pośpiesznie na północny zachód, omijając stary zbiornik retencyjny i docierając po kilkudziesięciu minutach morderczej wędrówki na krawędź lasu otaczającego Bluewell. Rozpoznani przez lornetki z wysokości wież strażniczych, powitani zostali okrzykami radości, ale i pełnym rozpaczy szlochem. Ciężko ranni, zarówno miejscowi jak Anawaltczycy, zabrani zostali do ratusza, gdzie urządzono punkt opatrunkowy i gdzie uwijał się w pocie czoła miejscowy lekarz, mężczyzna po sześćdziesiątce pracujący przed wojną w szpitalu miejskim w Lynchburgu. Podawana naprędce morfina uciszyła szybko większość krzyczących z bólu pacjentów, ale przesycona mdlącym odorem krwi sala przez wiele godzin była świadkiem chałupniczych zabiegów chirurgicznych, które trzydzieści lat wcześniej okrzyknięte zostałyby w mediach przejawem skrajnego barbarzyństwa, a które teraz stanowiły jedyną formę ratunku dla najciężej poszkodowanych.
Salt nie miał zamiaru towarzyszyć lekarzowi w przeprowadzanej za pomocą przerobionego ogrodowego sekatora amputacji ręki, toteż doprowadziwszy rannego bojówkarza na miejsce opuścił czym prędzej ratusz wychodząc na świeże powietrze i siadając na betonowym bloku opodal budynku. Zbliżał się wieczór, krwawa tarcza zachodzącego słońca wisiała nad ogrodzeniem Bluewell zniżając się szybko w kierunku widnokręgu.
Jakaś dziewczynka, mająca na oko nie więcej jak dwanaście lat, podbiegła do kuriera bez słowa podając mu szklany słoik wypełniony wodą. Mężczyzna chwycił naczynie i zaczął łapczywie pić, wielkimi łykami, krztusząc się przy tym i plamiąc sobie podkoszulek.
- Uważaj, bo się utopisz - rzucił rozkojarzonym głosem zdradzający zażycie ogromnej dawki morfiny Paul, przyprowadzony pod ramiona przez miejscowych mężczyzn, usadowiony na bloku betonu obok przyjaciela i wyciągający przed siebie z westchnieniem ulgi nogi - Żyjesz?
- Jeszcze - wykrztusił Jack ocierając rękawem wilgotne usta i oddając pusty słoik dziewczynce - Nic poważnego, tylko nogi włażą mi do dupy. Słodki Chryste, jak oni mogli cię wypuścić od tego rzeźnika?
- Założył szwy, to musi wystarczyć - wysapał Paul, starając się jak najmniej ruszać ze względu na świeżo zszyte rany - Wstrzyknął mi pięć ampułek morfiny, ale i tak powiedział, że zdechnę z bólu jak przestanie działać.
- Sytuacja?
- Cash nie zgodził się pochować swoich tutaj - odpowiedział bełkotliwie Wilson - Chce wysłać jednego z chłopaków motorem Holtza do Anawalt, żeby ściągnąć tu ich pikapa i wrócić do domu razem z ciałami.
- Ilu straciliśmy?
- Czterech od Walthersa, ale ci z Bluewell oberwali masakrycznie. Czternastu facetów nie żyje, w tym szeryf. Lavigne może się wyliże jak go nie zabije zakażenie krwi, ale bez ręki, właśnie mu ją odpiłowują. Kość zmiażdżona od łokcia w dół, dostał kowalskim młotem. Ebe siedzi w ratuszu, odmawia modły za pomyślność zabiegów.
- Jezu, to była rzeźnia - pokręcił głową Salt, coraz bardziej uświadamiając sobie rozmiary niedoszłej katastrofy, która omal nie unicestwiła Bluewell, a może i Anawalt.
- Jak doliczysz tych zabitych nad rzeką i tych kropniętych na samym początku, załatwiliśmy prawie osiemdziesięciu mutasów - oszacował na głos Wilson, mając zauważalne kłopoty z rachunkami z powodu morfinowego odjazdu - Takiej bandy dawno nikt tutaj nie widział. Clark się zleje w gacie z wrażenia jak mu to opowiemy.
- Z sikaniem w majty zaczekaj - ostudził przyjaciela Jack - Lepiej mi powiedz jak wrócimy do Peterstown?
Wątek techniczny
Nadciąga wieczór 4 maja 2055. Jesteście wyczerpani psychicznie i fizycznie oraz solidnie poobijani, ale żyjecie. W Bluewell wrze ruch, ranni wciąż są opatrywani, uzbrojone patrole znoszą z lasu kolejne partie łupów. Zabitych złożono na placu przed ratuszem, osiemnastu w sumie, wielki tam płacz, bo mieli rodziny. Ktoś już sugerował, by Radeford poprowadził ceremonię pogrzebową następnego dnia o poranku (jeśli naturalnie się zgodzi). Czterej zabici z Anawalt będą zabrani do domu, Cash chce zarekwirować motor fałszywego Holtza i wysłać jeszcze dzisiaj jednego ze swoich na maszynie do domu, by ściągnąć następnego dnia do Bluewell pikapa mającego zabrać do Anawalt grupę ratunkową i zwłoki.
Teraz pogadajmy o łupach, zapewne Was to zaciekawi. Cash zabiera ekwipunek swoich poległych, ale w formie przyjacielskiego gestu gotów jest sprezentować Wilsonowi M16A2 Harpera wraz z dwoma magazynkami (dodatkowo zabity przez Wilsona mutant będący niedoszłym zabójcą Harpera ma identyczny S&W, a w jego bębenku pięć kul i siedem w kieszeniach, no i zapomniałbym jeszcze o mieczomaczecie). Radeford przejął na własność karabin snajperski Ericssona (bez amunicji) oraz wojskową Berettę (w magazynku 11 kul). Salt znalazł na pobojowisku Uzi z zapasem 12 kul, toporopodobną łopatę wentylatora oraz dwa noże. Dodatkowo w ramach podziału zdobyczy możecie przejąć dwie lekkie zbroje śmieciowe (tylko trzeba je porządnie wypłukać z krwi i innych nieprzyjemnych wydzielin organicznych) oraz złom różnego rodzaju warty po 100 gambli na każdego z Was (poszukajcie sobie w wykazie sprzętu jakiś pospolity towar warty 100 gambli i wyślijcie mi do zatwierdzenia przez PW; odpiszę Wam, co znaleźliście przy zwłokach, a co nie).
Nie wiecie na razie, gdzie jest kryjówka Holtza i przechowywane w niej dwa motocykle (Enduro Radeforda oraz maszyna Ericcsona). Zapewne musi to być pobliże chatki myśliwskiej, gdzie więziony był kaznodzieja, ale odszukanie tego miejsca będzie pewnie nie lada wyzwaniem i tylko pod wodzą wielebnego można liczyć na ewentualny sukces poszukiwań.
Pora zadeklarować dalsze działania. Możecie zostać przez jakiś czas w Bluewell (przynajmniej do następnego dnia, chyba nie chcecie nigdzie wyruszać już teraz, przed wieczorem?). Możecie następnego dnia pojechać pikapem do Anawalt wraz z ludźmi Casha, choćby po to, by obejrzeć sobie dokładniej prawdziwego Holtza. Musicie postanowić, co robicie dalej z własnym pikapem - może silnik da się naprawić, ale trzeba będzie albo ściągnąć na miejsce awarii mechaników z Bluewell albo pożyczyć auto od Walthersa i zaholować pojazd do Anawalt (kombinujcie, wybór należy do Was). Możecie zgodnie z wcześniejszą sugestią szukać motocykli przejętych niecnie przez oszusta albo udać się znowu na Red Oak Ridge w poszukiwaniu łupów przeoczonych przez grupy poszukiwawcze z Bluewell. Możecie wreszcie ruszyć z buta z powrotem do Peterstown, by zameldować u konstabla Clarka wypełnienie misji kurierskiej i wprawić go jednocześnie w osłupienie swą fantastyczną opowieścią o płonącej granicy.
Czekam na deklaracje, komentarze, dodatkowe pytania! (przede wszystkim odpowiedzi o nocowanie w Bluewell i udział w pogrzebie).