PBF - Płonąca granica

Araven
Reactions:
Posty: 8334
Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
Has thanked: 1 time
Been thanked: 1 time

Post autor: Araven » 26 grudnia 2011, 22:49

Sprawę Bluewell trzeba jakoś załatwić. Jak odzyskamy motocykl Eba to możemy wracac do konstabla. Pytam co z prawdziwym Holtzem?

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 28 grudnia 2011, 21:11

Anawalt, 5 maja 2055, popołudnie

Damien Walthers przyjął trójkę gości na tym samym tarasie, na którym zaledwie dzień wcześniej rozmawiał w ich towarzystwie z fałszywym Holtzem. Naczelnik Anawalt miał na sobie ochronną kamizelkę, której nie zdążył jeszcze zdjąć po przyjeździe z Freeman, był też pod bronią, a jego chmurna twarz nie wieściła wiele dobrego. Przy uprzątniętym już z map stole czekali starzy znajomi kurierów: Lee Tong, Sandra Meyers, Jimmy Cash i Rob Whiterspoon, stało tam też kilku mężczyzn pod bronią, których federaliści jeszcze nie znali. Phoebe Tomkin wyprzedziła kilkoma szybkimi krokami gości, obeszła stół stając u boku Walthersa z założonymi za plecy rękami.

- Proszę, proszę, cóż za dzień - przerwał w końcu niezręczną ciszę naczelnik - Jakby mi ktoś taką historię opowiedział wcześniej, pewnie bym go wyśmiał, a tu niespodzianka. Trudno przewidzieć wszystko, co się może przydarzyć. Nieźle nas ten skurwiel wystawił, bez dwóch zdań.

Przez bojówkarzy przebiegł cichy gniewny pomruk, ucięty raptownym ruchem dłoni Walthersa.

- Kolejna lekcja dla nas, w dodatku kosztowna - powiedział Damien - Procedury bezpieczeństwa muszą zostać zaostrzone, w trybie natychmiastowym. Każdy obcy trzy razy sprawdzony przed akceptacją tożsamości. Lee?

- Zajmę się tym osobiście - odpowiedział noszący się na czarno Azjata.

- Jimmy opowiedział mi o bitwie pod Bluewell - Walthers przeniósł wzrok na kurierów, a w jego spojrzeniu pojawiły się iskierki ożywionego zainteresowania - Akcja rodem z wojennego filmu. Cholernie żałuję, że z wami nie pojechałem. Prawie setka mutasów wykończona wspólnymi siłami, coś takiego nie zdarza się na co dzień. Strata czterech ludzi boli, zwłaszcza Billa, ale ta heca mogła się skończyć dużo, dużo gorzej. Zresztą wam też się trochę oberwało.

Paul mruknął coś w odpowiedzi, wspierając się wymownie o barierkę tarasu.

- Co z prawdziwym Holtzem? - zapytał szybko Ebenezer, co chwila zerkający kątem oka na swój pozostawiony na uliczce poniżej czerwony motor - Żyje jeszcze?

- Żyje, ale ciągle jest w śpiączce - odpowiedziała Sandra Meyers - Ludzie Małej Pumy zostawili nam trochę własnych lekarstw. Nie da się rozsądzić w tej chwili, czy wydobrzeje czy umrze.

- I tak miał cholerne szczęście - wtrącił Walthers - Ten skurczybyk musiał go podejść podstępem. Który z was kropnął kłamczucha?

- Ja - odpowiedział Jack poklepując wymownym gestem przypasanego do boku Deserta.

- Odebrałeś mi ogromną przyjemność, ale gratuluję - przywódca Anawalt przechylił się ponad blatem stołu, uścisnął wyciągniętą prawicą dłoń Salta - Co nie zmienia faktu, że wiele spraw pozostaje jeszcze do załatwienia.

- Przede wszystkim budowa kaplicy - oznajmił dźwięcznym głosem Radeford - Zgodnie z umową. Człowiek honoru pokroju waszego naczelnika na pewno o tym nie zapomniał.

Walthers zmarszczył czoło, pokiwał z wolna głową. Na twarzach kilku przybocznych pojawił się wyraz lekkiego niedowierzania i zdziwienia, na innych wręcz skrywane rozbawienie, ale Damien zachował poważną minę.

- Dałem słowo i go dotrzymam, wielebny - odpowiedział - Co więcej, mamy nawet zbędny budulec, w sam raz na niewielką kaplicę, ale nie mamy dzwonu. Chyba trzeba będzie poszukać w Bluefield albo Princeton, tam na pewno trafi się jakiś spalony kościół z dzwonnicą.

Walthers mówił śmiertelnie poważnym tonem, a na jego twarzy nie czaił się najmniejszy cień uśmiechu, toteż Radeford nie miał pewności, czy naczelnik sobie z niego drwi czy też potraktował całą sprawę serio.


Wątek techniczny

RPG to nie tylko walka, ale i interakcja z NPC, więc chętnie przeczytam odpowiedź Deliada, zanim przejdę do ciągu dalszego konwersacji.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 28 grudnia 2011, 21:58

Anawalt, 5 maja 2055, popołudnie

Chcąc zmienić tor dyskusji na bardziej dla niego istotny temat, Paul Wilson zakaszlał w przyłożoną do ust pięść, zwrócił na siebie uwagę pozostałych uczestników spotkania.

- Zanim zbudujemy tutaj kościół, musimy się zająć inną sprawą - oznajmił były gladiator odpinając lewą dłonią paski obu naramienników i zdejmując je z pomocą Salta z barków - Towar wysłany do Lavigne jako zaopatrzenie.

- To jedna z tych spraw do załatwienia, o których przed chwilą wspomniałem - odparł Walthers - Kupa amunicji i paliwa. Jimmy twierdzi, że oszust nie zabrał tego pod Red Oak Ridge, a to znaczy, że gdzieś ukrył zapasy. Chcę odzyskać ten towar, za wszelką cenę i jak najszybciej.

- Kto się założy, że ukrył to gdzieś przy tej chatce, w której trzymał wielebnego? - zasugerowała Phoebe Tomkin.

- Nikt się nie założy, bo to prawie pewniak - odpowiedział Lee Tong schylając się pod stół i wyciągając z szafki pod blatem kilka złożonych w czworokąty drogowych map - Tyle, że przeczesanie terenu zajmie trochę czasu.

Skośnooki bojówkarz wyszukał właściwą mapę, rozłożył ją na stole. Głowy ludzi pochyliły się nad kawałkiem przetartego w wielu miejscach, poplamionego i pobazgranego ołówkiem papieru. Salt dostrzegł kątem oka warkocze Phoebe kołyszące się nad krawędzią stołu, zerknął w tamtą stronę nie potrafiąc poskromić swej ciekawości i spojrzał prosto w odsłonięty dekolt nieświadomej inwigilacji dziewczyny, pochylonej nad mapą i studiującej ją w skupieniu.

- Dwa wzgórza kształtne i koliste, ale czyha na nich śmierć lub przynajmniej wstydliwe okaleczenie - w uchu Salta rozległ się znaczący szept Radeforda, któremu wcale nie uszło uwagi chwilowe rozkojarzenie kuriera.

- Co powiedziałeś, ojcze? - zainteresował się Walthers podnosząc wzrok znad mapy - Jakie wzgórza?

- Żadne - machnął wymijająco ręką Ebenezer, przydeptując jednocześnie pod blatem stołu stopę Jacka - Do siebie mówiłem, zdarza mi się czasami. Wasi indiańscy goście odeszli dawno temu?

- Jeszcze wczoraj wieczorem - odpowiedział Walthers - Przynieśli Holtza i ostrzeżenie oraz trochę wieści ze środkowych stanów, potem poszli dalej. Dlaczego pytasz?

- Przydaliby się do pomocy w poszukiwaniach - mruknął z rozczarowaniem Radeford - Sprawiali wrażenie obytych z terenem.

- Jak i my - odrzekł z lekkim przekąsem naczelnik - Nie jesteśmy frajerami, poza tym to nasza okolica. Dwudziestu ludzi pod bronią, Lee sam wybierze. Wymarsz za godzinę. Pójdą za Leckie do miejsca napadu na wielebnego i zaczną czesać las na przeciwnej stronie Rock River. Wydaje mi się, że przenieśli cię przez rzekę w Bramwell jak byłeś nieprzytomny, ojcze.

- Mogę iść? - zapytał Jimmy Cash kładąc dłoń na ramieniu Walthersa.

- Nie - zaprzeczył ruchem głowy przywódca Anawalt - Ekipa z Bluewell odpoczywa, bez dyskusji. W teren idzie inna grupa. Lee?

Ubrany w czarny strój Azjata kiwnął lekko głową i zszedł bez słowa z tarasu, zabierając ze sobą jednego z nieznanych kurierom z imienia i nazwiska bojówkarzy.

- Pójdziesz z nimi, wielebny? - zapytał Walthers spoglądając bacznie na Radeforda - Tylko ty znasz znaki orientacyjnie w tamtej okolicy, bardzo byś się przydał.


Wątek techniczny

Udział Radeforda w poszukiwaniach wydaje się logiczny, ale uprzejmość wymaga, by naczelnik poprosił. Zakładam, że Ebenezer zgodzi się od ręki. Wymarsz za godzinę, więc ciągle jeszcze można podyskutować nad mapami, nie trzeba się od razu zabierać - Lee Tong dopiero montuje ekipę. Kwestię poszukiwań mamy tym samym zamkniętą, teraz może pogadacie o pomyśle unii Anawalt i Bluewell?

Araven
Reactions:
Posty: 8334
Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
Has thanked: 1 time
Been thanked: 1 time

Post autor: Araven » 28 grudnia 2011, 22:18

O Unii pogadamy jak wrócą i Walthers będzie miał lepszy humor. Proszę by mechanicy obejrzeli i naprawili pikapa. Pytam czy mogę dostać morfinę i coś na tą wysypkę i jakieś normalne spodnie...

Goldwin
Reactions:
Posty: 645
Rejestracja: 08 kwietnia 2009, 19:36

Post autor: Goldwin » 28 grudnia 2011, 22:19

- Taaak... To sprawę świątyni i poszukiwań mamy obgadaną... - głucho wycedził Jack wpatrzony w mapy, ni to do siebie, ni do obecnych - Tylko co z mieszkańcami Bluewell...

Pytanie zawisło znienacka w powietrzu, choć obecni zdawali sobie sprawę z jego istoty, zdawali się odwlekać chwilę kiedy ktoś zdecyduje się poruszyć ów nieco drażliwy temat.
Salt popatrzył w zadumie po twarzach stojących dookoła ludzi, starał się utrzymać oczy na wodzy pamiętając przestrogę kaznodziei. Trudno mu było jednak skupić wzrok w jakimś konkretnym miejscu mając żywe jeszcze w pamięci widoki ukryte w dekoldzie podkoszulka. Było nie było, na pustkowiach ciężko samotnemu facetowi. Gdy pojawia się kobieta...

- Wracając do tematu... Zastanawia mnie owa banda z którą spiknął się nasz niedoszły Holtz. - potarł lekko skroń spoglądając na Walthers'a - Na szlaku, w zajeździe niedaleko Kellysville dowiedzieliśmy się o bandzie panoszącej się nieopodal. Czy aby to była ta sama banda czy też dwie różne. Jeśli ta sama problem częściowo rozwiązaliśmy. Co jeśli tam grasuje inna? Samotne Bluewell leży blisko... Mogą mieć kolejnych gości a mocno zostali przetrzebieni.

Rozejrzał się po twarzach otaczających go mężczyzn dłuższą chwilę zatrzymując na pełnych ustach kobiety. Szybko się jednak zmitygował, potarł szczękę starając się odwrócić uwagę obecnych i ponownie zerknął na naczelnika.

- Może dalibyście radę jakoś się zjednoczyć? Przygarnąć mieszkańców, chociaż kobiety i dzieciaki... Przeszła mi też przez myśl, czy aby nie ma tu samotnych mężczyzn chętnych zaopiekować się wolnymi kobietami? Jak rozumiem, przygarnięcie wszystkich może być nie lada problemem dla Anawalt w kwestiach wyżywienia, lokum i tym podobnych spraw. Poza tym kiepsko by było opuścić osadę leżącą na szlaku łaczącym z Peterstown. Sami zapewne nie dadzą rady...

Zamilkł czekając na reakcję obecnych i oparł się lekko rękami o blat udając nagle zainteresowanie rozłożonymi mapami.
Ostatnio zmieniony 28 grudnia 2011, 22:24 przez Goldwin, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
deliad
Reactions:
Posty: 3638
Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
Has thanked: 5 times
Been thanked: 52 times

Post autor: deliad » 28 grudnia 2011, 22:20

- Wielcem rad z takiej decyzji, powiem więcej jestem nawet trochę zaskoczony takim zapałem, a niełatwo mnie zaskoczyć. Nie podejrzewałem, że tak szybko przejdziecie do kontroli obcych. Wiem, że Cash rzucił na mnie podejrzenia w związku z moim niespodziewanym odnalezieniem w pobliżu osoby Pseudo Holtza. I w tym upatruję zapał w stawianiu świątyni. Jak mawiał jeden wielki człowiek "przyjaciół trzymaj blisko, a wrogów jeszcze bliżej". Nie mam zamiaru się tłumaczyć. Jak było z miją wyprawą już mówiłem. Teraz moją wiarygodność pozostawiam waszej racjonalnej ocenie. Są jednak sprawy pilniejsze. W ręce mutantów wpadło wiele cennego i niebezpiecznego sprzętu. Broń, amunicja i motocykle. Oni mogą to wykorzystać przeciw nam. To barbarzyńcy i brutale nie skażeni inteligencją ale jak to nam zademonstrował pseudo Holtz umieją wykazać się także sprytem. Bo musicie zdawać sobie sprawę, że on także był mutantem. Niektóre okolice jego ciała, zazwyczaj skryte pod ubraniem, były potwornie zdeformowane. Konkludując, mutancka banda straciła przywódcę jakim był przebieraniec, teraz wybuchnie spór, który wyłoni nowego przywódcę. Musimy kuć żelazo puki gorące, najprawdopodobniej cały skradziony sprzęt jest ukryty w pobliżu leśnej chaty gdzie byłem przetrzymywany. Któryś z miejscowych musi mi pomóc ustalić lokalizację tej chaty. Muszę wyruszyć tam jeszcze dzisiaj. Paul i Jack na pewno chcieli by mi towarzyszyć w tej wyprawie, ale ich rany są bardzo poważne i nie powinni ich ignorować. Ja wyruszę bo czuję się współodpowiedzialny za stratę tego wyposażenia. Powinienem przejrzeć przebierańca. Mój szósty zmysł szarpał się jak ptak w klatce gdy widziałem pseudo Holtza. Stwierdziłem pochopnie, że to zatracony grzeszący pychom obłudnik, prawda była jednak o wiele gorsza - kończę ściszonym głosem. Po czym kontynuuję stanowczo.

- Liczyłem, że indianie pomogą mi w poszukiwaniach chaty, ale skoro ufacie mi na tyle aby iść ze mną to dobrze. Potrzebuje dokładnej map okolicy.

- Jechaliśmy tędy - wodzę palcem po mapie - dwa razy chciałem zmienić trasę podróży bo gadzinie nie ufałem. Pierw chciałem jechać tędy - pokazuje palcem. Następnie ten gad niby nadludzkimi zdolnościami wypatrzył odległą butelkę, więc zaproponowałem taką trasę - znów pokazuję palcem. Jednak ta butelka była znakiem dla tego parszywca, że pułapka jest zastawiona. A ja w nią w padłem jak młokos..... Potrzebuję pokuty. To to było właśnie tu - stukam palcem w mapę wskazując miejsce zasadzki. Po tym jak zbiegłem wędrowałem przez kilka godzin w stronę północno-zachodnia, a przynajmniej taki miałem zamiar. Wyszedłem na szosę w okolicy strzelaniny. Czyli... wie ktoś gdzie to. Tak właśnie tu. Więc jak sądzę zakładając, że szedłem z cztery mile na godzinę chatka powinna być w tym regionie - zataczam palcem krąg gdzie według mnie jest zlokalizowana chata.

- Zanim jednak wyruszymy wyrażę swój osąd na zaistniałą sytuacje. Nie chełpił bym się jeszcze wygraną wojną z mutantami bo okazać się może, że to dopiero wygrana bitwa. Przebieraniec i jego działania mogły być dywersją przed atakiem głównych sił wroga. Dywersją niemal w pełni udaną. Straciliśmy dużo wyposażenia bojowego, a obrona miast została mocno osłabiona. W takiej chwili oba miasta przygraniczne powinny zastanowić się nad współpracą. Bluewell stracił czternastu sprawnych bojowo mężczyzn. Dla siedemdziesięcioosobowej społeczności to potężny cios, po którym może się nie podnieść. Jest jednak wśród nich spora sprawnych mężczyzn z niezłym uzbrojeniem. Warto wspomnieć o CKM-ie. To straszliwa broń mogąca zabić wielu wrogów. Bluewell nie ma do niej amunicji jednak tutaj panie Walthers taka amunicja się znajdzie. W tych ciężkich czasach należało by pomyśleć nad unią obu miast. Tak właśnie: unią! Mieszkańcy Bluewell powinni zamieszkać tutaj. Wspólnie z wami stawić czoła przeciwnościom losu. Wiem co odpowiesz Walthers, że to głównie kobiety, starcy i dzieci. Tak, ale nawet oni, gdy nadejdzie potrzeba, chwycić za broń lub będą ją ładować ją i opatrywać rannych. Nawet takiej pomocy nie można ignorować. A patrząc z perspektywy lat, miasto może się rozrosnąć, areał upraw zwiększyć. Kobiety dadzą dzieci. Dzieci które "odświeżą krew", bo wiedzcie, że krzyżowanie się w bliskim pokrewieństwie może spowodować pojawianie się mutacji u noworodków. Jeżeli przystaniecie na unię, nauczę wam prowadzić księgi narodzin i małżeństw i pokaże jakie pary nie powinny dawać potomstwa. Jeśli jednak nie dojdzie do unii z Bluewell, a dojdzie do napaści mutantów, obrońcy najprawdopodobniej nie zdołają jej odeprzeć. Zginą... a ich broń uzbroi zmutowane łapska, czyniąc je jeszcze niebezpieczniejszymi. A któż przyjdzie z pomocą dla Anavalt, gdy zabraknie najbliższych sąsiadów? Biurokracja Federacji zanim podejmie decyzję o kontrataku,to tu pozostaną dogaszające zgliszcza.

[ trochę się spóźniłem z odpowiedzią]
Ostatnio zmieniony 28 grudnia 2011, 22:43 przez deliad, łącznie zmieniany 1 raz.

Araven
Reactions:
Posty: 8334
Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
Has thanked: 1 time
Been thanked: 1 time

Post autor: Araven » 28 grudnia 2011, 22:22

Jack i wielebny dobrze gadają. Bluewell jest dla was buforem, dopóki istnieje. Więc nie od rzeczy jest pomysł by go wesprzeć, albo wzmocnic samo Anawalt przygarniając tych co ocaleli w Bluewell.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 28 grudnia 2011, 22:25

Anawalt, 5 maja 2055, popołudnie

Wilson dołączył do stołu chwilę później, wpierw zdjął z siebie do końca elementy śmieciowej zbroi odkładając je pod balustradę tarasu. Widząc osłabienie rysujące się na twarzy kierowcy Damien strzelił palcami i ktoś natychmiast wyniósł z sąsiadującego z tarasem pomieszczenia wytarte niemiłosiernie biurowe krzesło na kółkach.

Paul usiadł z westchnięciem ulgi, dosunął krzesło do stołu i wyciągnął rękę postukując znacząco palcem w symbol Bluewell.

- Ludzie Lavigne ponieśli ciężkie straty - oznajmił decydując się przedstawić Walthersowi i jego doradcom swój pomysł - Czternastu zdrowych facetów w sile wieku zabitych, zostały po nich kobiety i dzieci. Wielu innych ciężko rannych, niektórzy może umrą w najbliższych dniach. Tamta osada jest dużo mniejsza od waszej, może się nie podnieść po takim ciosie.

- Do czego zmierzasz? - zapytał Walthers, kiedy Paul zawiesił na chwilę znacząco głos.

- Nie interesuje was przejęcie ocalałych? - spytał Wilson - Rozmawiałem z waszym medykiem, Gregiem, znam jego opinię. Za mało żywności, za dużo kłopotu, brak miejsc do spania, brak lekarstw. Ale silniejsza osada ma większe szanse na przetrwanie...

- McCallum ma rację - przerwał kierowcy Damien - W chwili obecnej osiągnęliśmy limit swoich możliwości. Uprawiamy tyle, by samemu nie głodować. Zarabiamy na handlu z innymi osadami i wędrownymi bandami, ale to niepewny dochód, w każdej chwili może się załamać. Pół setki mieszkańców więcej może nas zgubić, bo co z tego, że wykarczuję więcej lasu pod poletka jak nie mam dość nasion, żeby je obsiać.

- Ale przecież ludzie z Bluewell muszą mieć swoje zapasy - zaznaczył Salt - Sam widziałem, że uprawiają ziemię. Nie mają dość nasion?

- Ludzie z Bluewell często dostają zapomogę z Peterstown i Princeton - odparł chłodnym tonem Walthers - Żywność, tabletki, chlor albo paliwo. Nam baronowie takich prezentów nie robią, bo za sobą nie przepadamy. Skąd mam wiedzieć jak zapasy ma w tej chwili Lavigne? Musiałby najpierw zrobić inwentaryzację.

- Pomyślcie o jeszcze jednej istotnej zalecie przeprowadzki - odezwał się nagle Radeford, uważnie przysłuchujący się dotąd dyskusji - Świeża krew. Mieszanie się w zamkniętej społeczności to grzech, to ociera się o kazirodztwo. Związki między bliskimi doprowadzają do wydania na świat chorego potomstwa, obarczonego wadami genetycznymi...

- Wielebny, my nie jesteśmy królikami, nie dupczymy się na okrągło i bez przerwy - przerwał kaznodziei dość obcesowo Walthers, marszcząc nos - Ta osada ma dopiero piętnaście lat. Świeża krew przyda mi się za dwie, może trzy dekady, nie wcześniej. Pierwsze pokolenie po wybuchu wojny dorosło, ale mamy ich z kim żenić, póki co.

- Ale na sąsiedzie w Bluewell chyba wam do tej pory zależało, co? - wtrącił szybko Salt widząc pochmurną minę Ebenezera - Nawet kabel telefoniczny chcieliście przecież ciągnąć. Jak wam przeprowadzka nie pasuje, może polubicie inny pomysł. Może wyślecie paru chłopaków bez żon i dzieci do Bluewell, jak się uda, może i na stałe? Im potrzeba teraz męskich rąk i paru gnatów w tych rękach, żeby zapewnić osadzie bezpieczeństwo. Skoro i tak macie wyczerpany limit miejsc dla mieszkańców, tuzin mniej nie powinien wam poważnie zaszkodzić.

- Już odpadło mi sześciu chłopaków - odpowiedział Walthers, chociaż jego mina zdradzała, że naczelnik autentycznie namyśla się nad propozycją - Bill, Steven, Mike, James, Diego i Curtiss. Nie wiem, czy możemy sobie pozwolić na takie osłabienie milicji.

- Po takiej rzezi mutki raczej nie będą się tutaj przez jakiś czas zapuszczać - oświadczył Jimmy Cash - W spokojnych czasach damy radę z pomniejszonym składem. Idzie lato, łatwiej o żarcie, potrzeba mniej myśliwych.

- Ale więcej strażników na polach - odparowała Phoebe Tomkin - I więcej rąk do plewienia.

- Tymczasowy garnizon w Bluewell to pomysł, który można rozważyć - uciął w zarodku rodzącą się sprzeczkę Walthers - Pytanie tylko, kto bierze go na utrzymanie? Żarcie, leczenie, amunicja? Gdzie będzie ktoś sądzony, jeśli coś schrzani? Tak w ogóle, co na to wszystko Lavigne? To jego pomysł?


Wątek techniczny

Zaiste interesujące pytanie i czekałem, kiedy padnie. Zwróćcie uwagę na fakt, że pomysł unii jest wyłącznie Waszą ideą, nie wysunął go nikt z Bluewell, nawet nikogo o to nie spytaliście. Co w sytuacji, jeśli Walthers przejdzie do konkretów, a Lavigne pomysł z miejsca storpeduje, bo się na niego nie zgodzi? Nie wiecie przecież, czy ci z Bluewell są w ogóle zainteresowani unią, może oni już planują zwrócić się o aneksję do Peterstown albo Princeton? I co teraz?

Araven
Reactions:
Posty: 8334
Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
Has thanked: 1 time
Been thanked: 1 time

Post autor: Araven » 28 grudnia 2011, 22:32

Szczerze to nie gadalismy z Lavignem, najpierw chcielismy poznać wasze zdanie. Po tej masakrze Lavigne powinien byc skłonny do ukladów i pomyslu Unii. Nam zależy na życiu ludzi tak po prostu a słabe Bluewell upadnie samio, duza banda mutków albo gang motocyklowy je zniszczą.
Dostane spodnie i ktos naprawi nam pikapa....Oby

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 28 grudnia 2011, 22:35

Anawalt, 5 maja 2055, popołudnie

Przy stole zapadła długa cisza, przerywana dobiegającymi zza tarasu odgłosami codziennego życia: gwarem ludzkich głosów, pokrzykiwaniami dzieci, szczekaniem psów, stukaniem młotków o metal, miarowym zgrzytem piły do drewna. Anawalt tętniło życiem zamkniętym w wysokim ogrodzeniu osady, pośród czystych zadbanych domostw i na zamiecionych ulicach.

- Jeszcze wrócimy do tego tematu - zarządził Walthers, kiedy na taras wspiął się ponownie Lee Tong - Wszystko załatwione?

- Dwudziestu ochotników, będą pod wschodnim wejściem za pół godziny - zameldował Azjata - Coś innego do zrobienia?

- Chwilowo nie, muszę przemyśleć to i owo - naczelnik cofnął się o krok do stołu dając tym ruchem do zrozumienia, że narada dobiegła końca - Zajmijcie się swoimi sprawami, jak będę kogoś potrzebował, wezwę. Sandra?

- Tak? - ciemnowłosa szczupła Sandra Meyers podniosła wzrok znad składanej w kostkę mapy.

- Zakwateruj gdzieś gości, najlepiej w mieszkaniu Diega, i tak stoi puste - polecił Walthers - Załatw im ciepłe żarcie i coś do picia. Co z ich samochodem?

- Louis i Frank siedzą w kanale, spuszczają olej z silnika - odpowiedział Lee Tong - Kazali mi spadać i nie przeszkadzać, za godzinę powinni wiedzieć, czy da się go jeszcze odpalić.

- Dobrze, zmywajcie się. Phoebe, ty nie, zostajesz.

Bojówkarze pozbierali swój ekwipunek i zeszli całą grupą schodami wprost na ulicę, pozostawiając na tarasie Walthersa i Tomkin. Salt odprowadził zadziorną dziewczynę tęsknym wzrokiem, ale szybko doszedł do wniosku, że robiąca obecnie za jego przewodnika Sandra Meyers wcale nie była od Phoebe brzydsza, a przy tym nie krzywiła co chwila sarkastycznie twarzy.


Wątek techniczny

I tyle narady. Za godzinę czasu gry pewnie się dowiecie jaki wyrok zapadł na pikapa. Nieco wcześniej, bo za pół godziny wyrusza ekspedycja poszukiwawcza w lasy na południe od Bramwell. Ebenezer idzie z przepatrywaczami, a co z pozostałymi dwoma graczami? Salt? Wilson?

Jeśli chodzi o pobyt w Anwalt, Walthers pozwolił Wam zająć dwupokojowe mieszkanko na poddaszu jednego z tutejszych domów należące wcześniej do Diega, bojówkarza zaginionego kilka temu opodal Anawalt (zabitego najpewniej przez bandę Holtza). Nie ma bieżącej wody, ale uwaga: jest prąd! Działa jedno gniazdko, podpięte do solara na dachu! Piecyk na drewno, jest trochę garnków i talerzy, od biedy możecie coś upichcić samemu. W jednym rogu trzy stare materace leżące jeden na drugim, robiące za łóżko (po rozbiórce będzie po materacu dla każdego). Witajcie w hotelu "Anawalt Sheraton"!

I jeszcze jedna niespodzianka, myślę, że fajna. Niezależnie od wyników poszukiwań myśliwskiej chatki zarobiliście na tej przygodzie po 300 PD na głowę, każdy z Was. Zastanówcie się już teraz, na co chcecie je wydać, ponieważ w wielu przypadkach wykup rozwinięć wymaga nauki i instruktora, a w Anawalt da się wiele spraw tego rodzaju załatwić od ręki. Macie dostęp do tabeli kosztowej wykupu umiejętności i podwyższania cech czy mam Wam w dodatkowym poście wypisać, co można dostać za 300 PD?

Araven
Reactions:
Posty: 8334
Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
Has thanked: 1 time
Been thanked: 1 time

Post autor: Araven » 28 grudnia 2011, 22:37

Wypisz te koszty awansu jak da rade....

Goldwin
Reactions:
Posty: 645
Rejestracja: 08 kwietnia 2009, 19:36

Post autor: Goldwin » 28 grudnia 2011, 22:43

Podążając ku wyjściu Salt zatrzymał się na chwilę w progu i odwrócil do naczelnika.

- Drogi Walthersie, chyba nie obrazisz się za zbytnie spoufalenie - rzekł Salt z lekkim uśmieszkiem - Nie ma co ukrywać, pomysł w sumie narodzil się pośród nas...

Zatoczył ramieniem chcąc objąć jego zasięgiem Radeforda i Wilsona.

- Podróżujemy trochę przez bezkresy i pustkowia, opuszczonych osad napotkaliśmy wiele. Jednakże ciężko nam patrzeć jak kolejne dwie dobrze rozbudowane osady, z ludźmi mającymi poukładane w głowie mogą się rozpaść. - westchnął przełykając szybko ślinę - Nie ukrywam, dobrze nam się z wami przebywa, szkoda zaprzepaścić szansę jaką daje los. Nie mamy w tym żadnego interesu, nikt nas też do tego nie zobowiązywał. To nasza nieprzymuszona wola i przemyślenia skłaniają nas do powyższej propozycji. Co z nią zrobicie, nie wiem. Nas w sumie tu nic nie trzyma...

Zawiesił głos popatrując na Phoebe.

- Możemy jedynie służyć naszą pomocą w nawiązaniu kontaktu i utrzymaniu dobrych stosunków pomiędzy wami.

I wyszedł.


Dobrze mieć na oczach co i jak możemy podnieść, bez kombinacji.

Co do tych 100 GB które wynieśliśmy z jaru to zdam się na losowość MG :)
Zapewne jakieś witaminy, leki, może nowa torba lekarska albo przynajmniej uzupelnienie. Gdyby lornetka falszywego Holtza byla wolna, chętnie się nią zaopiekuję w ramach rozliczenia. Lub inną :)
Ostatnio zmieniony 28 grudnia 2011, 22:55 przez Goldwin, łącznie zmieniany 1 raz.

Goldwin
Reactions:
Posty: 645
Rejestracja: 08 kwietnia 2009, 19:36

Post autor: Goldwin » 28 grudnia 2011, 22:49

Co do nas to się pewnie zadekujemy na chacie. Wilson musi odespać, Jack też trochę odsapnąć. Przynajmniej zmienić opatrunki, odświeżyć się, lyknąć tabletki... Jak coś damy radę zakupić to i upichcić co nieco albo odgrzać jak dadzą.
A prąd... chyba nic nie mamy aby używać :)

Awatar użytkownika
deliad
Reactions:
Posty: 3638
Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
Has thanked: 5 times
Been thanked: 52 times

Post autor: deliad » 28 grudnia 2011, 22:52

- Livigne leży z obciętą ponad łokciem ręką, jest nie przytomny. Pogadam z nim osobiści jeżeli dojdzie do siebie. Zjem coś i możemy jechać. Tak jak już mówiłem, chata musi być nie dalej niż 50 mil od szosy (52?), licząc od jej punktu w pobliżu strzelaniny.

Wątek techniczny:
Kaznodzieja już mocno się przywiązał do lornetki, ale z ciężkim sercem może ją oddać. Wolał by jednak zachować broń po pseudo Holtz-sie, dopóki nie odnajdzie własnej.
Ostatnio zmieniony 28 grudnia 2011, 22:59 przez deliad, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 28 grudnia 2011, 22:54

Wątek techniczny

Przedstawiam opcje wykupu rozwinięć i umiejętności (źródło podręcznik Neuroshima 1.5, str. 230).

Zakup nowej umiejętności - 200 PD.
Rozwój umiejętności na poziom 2 - 60 PD.
Rozwój umiejętności na poziom 3 - 90 PD.
Rozwój umiejętności na poziom 4 - 200 PD.
Rozwój umiejętności na poziom 5 - 250 PD.
Rozwój umiejętności na poziom 6 - 300 PD.
Dowolna sztuczka - 200 PD.

Po jednej sesji można daną umiejętność podnieść tylko o 1 punkt.

Wyjątkiem od zasad jest usunięcie opcji zakupu 1 Punktu Reputacji kosztem 25 PD. W moich przygodach przydzielam na koniec sesji własne PR według uznania, nie można ich kupić.

ODPOWIEDZ