PBF - Pazur w mroku
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
- Jaki cwany, trollątko mu nogę podrapało i w piórka obrósł... No jak do Trevutska wrócim to pierwszy POBIEGNIE Tamarze i Miszce kuśką świecić... Nie będzie nic niósł... - pocmokał Volkh teatralnie. Oczywiście w rzeczywistości mu nawet przez myśl nie przeszło, aby obarczyć Ivana jakimkolwiek ciężarem, ale tradycji docinania sobie musiało być zadość. Mechanik podrapał się w głowę rozważając różne możliwości, lecz po chwili przyznał rację Ivanowi:
- Bjerim kuzyni łeb i żełudok i w drogę.
- Bjerim kuzyni łeb i żełudok i w drogę.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Trzeci tydzień Golovusu 602 AR, Tverkatka
Objuczeni ciężkim ładunkiem mężczyźni już po pierwszej mili zroszeni byli gorącym potem, chociaż wiejący od strony Gór Nyschathy wiatr niósł ze sobą lodowaty pocałunek nadchodzącej szybko zimy. Myśliwi przedzierali się zwierzęcymi ścieżkami poprzez las, unikając otwartych przestrzeni, gdzie mogłyby ich wypatrzeć szukające pożywienia sagu. Skrzekliwe nawoływania ogromnych ptaków niosły się co jakiś czas poprzez puszczę, raz w oddali dało się też słyszeć jękliwe wycie wilka, ale żaden drapieżnik nie zakłócił swą obecnością żwawego marszu Kossytów.
Ostatnie tygodnie jesieni przystroiły przepięknymi barwami krainę Tverkatki. Okryte złotem, czerwienią i wszystkimi odcieniami brązu drzewa zaścieliły ziemię grubym szeleszczącym kobiercem liści. Na gałązkach krzewów wisiały przejrzałe owoce, w cieniu pni rosły gotowe do zerwania grzyby. Kossyci wiedzieli, że zima nadejdzie za niecały miesiąc, w jednej chwili zasypując całą okolicę białym całunem śniegu i skuwając ją lodem na blisko pół roku, ale w tej chwili cieszyli się ostatnimi promieniami słońca sączącymi się poprzez listowie i konary strzelistych drzew. Gdzieś w górze słychać było gęganie gęsi ciągnących całymi kluczami wzdłuż Wilczej Rzeki, hen do krain południowców, gdzie stada ptaków spędzały zimową porę w łagodnym klimacie cygnarskiego wybrzeża. Borsuki, susły i inne zapadające w zimowy sen zwierzęta gromadziły zapasy sadła, korzystając z obfitości strawy i buszując w gęstych zaroślach.
Pierwszym oznaką coraz bliższego miasta były przecinki znaczące puszczę rozległymi łatami odkrytej przestrzeni, najeżone kikutami pniaków po ściętych przez drwali drzewach. Tverkutsk prócz myśliwstwa i handlu skórami żył też z wyrębu drewna, spławianego Wilczą Rzeką aż do Okhu, nadmorskiej stolicy prowincji Kosu. Armia drwali wypełniała prastare bory stukotem siekier i tłukących w kliny młotów, zgrzytem pił i głuchym łomotem walących się na ziemię drzew. Spławiana rzeką dębina trafiała do Okhu i innych portów Khadoru, gdzie inna armia - złożona z cieśli i szkutników - kładła stępki pod okręty wojenne Khardów.
Wieści przynoszone regularnie przez kupców oraz stacjonujących rotacyjnie w Tverkutsku żołnierzy Zimowej Gwardii pozwalały domniemywać, że podobna aktywność wrzała we wszystkich środkowych i południowych prowincjach Khadoru. Kraj zyskiwał na potędze, sięgając coraz głębiej po skarby prastarych puszcz, po złoża minerałów przecinające górskie masywy, zasnuwając czyste od wieków przestworza nad rozrastającymi się miastami całunem dymów buchających z setek fabrycznych kominów.
Nawet żyjący na północy Kossyci, oddani swym odwiecznym tradycjom i zwyczajom, zaszyci w trudno dostępnych leśnych sadybach i nie zwracający większej uwagi na życie ludzi z miast, nie mogli nie zauważyć przemian zachodzących w ostatnich latach w Khadorze. Coraz więcej lasów szło pod topór, coraz więcej mięsa i skór wysyłano na południe do Okhu, Korsku, Khardovu i innych wielkich miast na nizinach królestwa. Wydobywany masowo węgiel był równie drogi jak rudy metali i szlachetnych kruszców, dostarczając energii parowym machinom napędzającym młyny i tartaki, kruszarki, walce hutnicze, prasy drukarskie i tkackie krosna.
W surowe i dzikie krainy północy wdzierał się nieustępliwie wiatr zmian idących z południa, wieszczący nową epokę i kładący podwaliny pod nowy świat. Wielu Kossytów, zwłaszcza starszych wiekiem konserwatystów, krzywiło się na dźwięk przynoszonych przez przyjezdnych wieści z odrazą i dezaprobatą, nie chcąc się pogodzić z nieuniknionymi konsekwencjami przemysłowej rewolucji. Ukryci w puszczańskich wioskach i żyjący według praw natury potomkowie starożytnych Kosów wciąż jeszcze łudzili się nadzieją, że przemiany nie dotrą do ich rodowych sadyb, że ugną się przed surowym majestatem srogiej północy.
Trzej taszczący zdobycz kuzyni coraz bardziej się tych złudzeń wyzbywali. Wszyscy mieli już za sobą obowiązkową służbę wojskową, zaciągnęli się do khadoriańskiej armii w wieku zwyczajowym dla poborowych, po ukończeniu siedemnastego roku życia. Skierowani na dwa lata do Okhu, poznali gorzki smak koszarowego życia ćwicząc do upadłego musztrę i pracując po czternaście godzin dziennie przy budowie portowych umocnień. Wychowani w głębokiej puszczy i nawykli od maleńkości do wykładanych rogiem cisowych łuków, w Białym Mieście mieli sposobność nauczyć się władania wojskowymi garłaczami, a owa pierwsza styczność z nowoczesnymi wynalazkami bynajmniej się na garłaczach nie skończyła.
To właśnie z Okhu Volkh Wilimov wyniósł swe nieustępujące mimo upływu czasu zainteresowanie budową mechanicznych maszyn oraz parowymi bojlerami, przejawiając talent w tym kierunku budzący szczere zafrasowanie i zalęknienie całej rodziny. To w Białym Mieście młodzi Kossyci mieli sposobność pożerać zafascynowanym wzrokiem wojskowe paroboty kroczące po dziedzińcach koszarowych kompleksów z groźnym majestatem przynależnym ważącym sześć do dziesięciu ton żelaznym potworom.
Nadchodziły nowe czasy, pełne zmian i przynoszonych ze zmianami nowych perspektyw.
Wątek techniczny
Pozwoliłem sobie na nieco obszerniejszą wstawkę opisową, żeby przybliżyć Wam świat gry. Postaram się wrzucać co jakiś czas taki właśnie wpis, bo zakładam, że setting Żelaznych Królestw wciąż pozostaje dla Was czarną magią. Jeśli mielibyście jakieś pytania pomocnicze odnośnie opisu świata właśnie, wrzucajcie je do części technicznej postów, postaram się odpisywać na bieżąco.
W nawiązaniu do powyższej fabularki, Khador dzisiejszych czasów to ekspansjonistyczna monarchia rządzona przez zaledwie trzydziestoletnią, ale niezwykle ambitną królową, kładącą ogromny nacisk na reformy społeczne, rozwój przemysłowy i budowę ekonomiczno-militarnej potęgi nie mającej sobie równych wśród wszystkich państw Żelaznych Królestw.
A tu Tverkatka jesienną porą, tak dla klimatu!

Objuczeni ciężkim ładunkiem mężczyźni już po pierwszej mili zroszeni byli gorącym potem, chociaż wiejący od strony Gór Nyschathy wiatr niósł ze sobą lodowaty pocałunek nadchodzącej szybko zimy. Myśliwi przedzierali się zwierzęcymi ścieżkami poprzez las, unikając otwartych przestrzeni, gdzie mogłyby ich wypatrzeć szukające pożywienia sagu. Skrzekliwe nawoływania ogromnych ptaków niosły się co jakiś czas poprzez puszczę, raz w oddali dało się też słyszeć jękliwe wycie wilka, ale żaden drapieżnik nie zakłócił swą obecnością żwawego marszu Kossytów.
Ostatnie tygodnie jesieni przystroiły przepięknymi barwami krainę Tverkatki. Okryte złotem, czerwienią i wszystkimi odcieniami brązu drzewa zaścieliły ziemię grubym szeleszczącym kobiercem liści. Na gałązkach krzewów wisiały przejrzałe owoce, w cieniu pni rosły gotowe do zerwania grzyby. Kossyci wiedzieli, że zima nadejdzie za niecały miesiąc, w jednej chwili zasypując całą okolicę białym całunem śniegu i skuwając ją lodem na blisko pół roku, ale w tej chwili cieszyli się ostatnimi promieniami słońca sączącymi się poprzez listowie i konary strzelistych drzew. Gdzieś w górze słychać było gęganie gęsi ciągnących całymi kluczami wzdłuż Wilczej Rzeki, hen do krain południowców, gdzie stada ptaków spędzały zimową porę w łagodnym klimacie cygnarskiego wybrzeża. Borsuki, susły i inne zapadające w zimowy sen zwierzęta gromadziły zapasy sadła, korzystając z obfitości strawy i buszując w gęstych zaroślach.
Pierwszym oznaką coraz bliższego miasta były przecinki znaczące puszczę rozległymi łatami odkrytej przestrzeni, najeżone kikutami pniaków po ściętych przez drwali drzewach. Tverkutsk prócz myśliwstwa i handlu skórami żył też z wyrębu drewna, spławianego Wilczą Rzeką aż do Okhu, nadmorskiej stolicy prowincji Kosu. Armia drwali wypełniała prastare bory stukotem siekier i tłukących w kliny młotów, zgrzytem pił i głuchym łomotem walących się na ziemię drzew. Spławiana rzeką dębina trafiała do Okhu i innych portów Khadoru, gdzie inna armia - złożona z cieśli i szkutników - kładła stępki pod okręty wojenne Khardów.
Wieści przynoszone regularnie przez kupców oraz stacjonujących rotacyjnie w Tverkutsku żołnierzy Zimowej Gwardii pozwalały domniemywać, że podobna aktywność wrzała we wszystkich środkowych i południowych prowincjach Khadoru. Kraj zyskiwał na potędze, sięgając coraz głębiej po skarby prastarych puszcz, po złoża minerałów przecinające górskie masywy, zasnuwając czyste od wieków przestworza nad rozrastającymi się miastami całunem dymów buchających z setek fabrycznych kominów.
Nawet żyjący na północy Kossyci, oddani swym odwiecznym tradycjom i zwyczajom, zaszyci w trudno dostępnych leśnych sadybach i nie zwracający większej uwagi na życie ludzi z miast, nie mogli nie zauważyć przemian zachodzących w ostatnich latach w Khadorze. Coraz więcej lasów szło pod topór, coraz więcej mięsa i skór wysyłano na południe do Okhu, Korsku, Khardovu i innych wielkich miast na nizinach królestwa. Wydobywany masowo węgiel był równie drogi jak rudy metali i szlachetnych kruszców, dostarczając energii parowym machinom napędzającym młyny i tartaki, kruszarki, walce hutnicze, prasy drukarskie i tkackie krosna.
W surowe i dzikie krainy północy wdzierał się nieustępliwie wiatr zmian idących z południa, wieszczący nową epokę i kładący podwaliny pod nowy świat. Wielu Kossytów, zwłaszcza starszych wiekiem konserwatystów, krzywiło się na dźwięk przynoszonych przez przyjezdnych wieści z odrazą i dezaprobatą, nie chcąc się pogodzić z nieuniknionymi konsekwencjami przemysłowej rewolucji. Ukryci w puszczańskich wioskach i żyjący według praw natury potomkowie starożytnych Kosów wciąż jeszcze łudzili się nadzieją, że przemiany nie dotrą do ich rodowych sadyb, że ugną się przed surowym majestatem srogiej północy.
Trzej taszczący zdobycz kuzyni coraz bardziej się tych złudzeń wyzbywali. Wszyscy mieli już za sobą obowiązkową służbę wojskową, zaciągnęli się do khadoriańskiej armii w wieku zwyczajowym dla poborowych, po ukończeniu siedemnastego roku życia. Skierowani na dwa lata do Okhu, poznali gorzki smak koszarowego życia ćwicząc do upadłego musztrę i pracując po czternaście godzin dziennie przy budowie portowych umocnień. Wychowani w głębokiej puszczy i nawykli od maleńkości do wykładanych rogiem cisowych łuków, w Białym Mieście mieli sposobność nauczyć się władania wojskowymi garłaczami, a owa pierwsza styczność z nowoczesnymi wynalazkami bynajmniej się na garłaczach nie skończyła.
To właśnie z Okhu Volkh Wilimov wyniósł swe nieustępujące mimo upływu czasu zainteresowanie budową mechanicznych maszyn oraz parowymi bojlerami, przejawiając talent w tym kierunku budzący szczere zafrasowanie i zalęknienie całej rodziny. To w Białym Mieście młodzi Kossyci mieli sposobność pożerać zafascynowanym wzrokiem wojskowe paroboty kroczące po dziedzińcach koszarowych kompleksów z groźnym majestatem przynależnym ważącym sześć do dziesięciu ton żelaznym potworom.
Nadchodziły nowe czasy, pełne zmian i przynoszonych ze zmianami nowych perspektyw.
Wątek techniczny
Pozwoliłem sobie na nieco obszerniejszą wstawkę opisową, żeby przybliżyć Wam świat gry. Postaram się wrzucać co jakiś czas taki właśnie wpis, bo zakładam, że setting Żelaznych Królestw wciąż pozostaje dla Was czarną magią. Jeśli mielibyście jakieś pytania pomocnicze odnośnie opisu świata właśnie, wrzucajcie je do części technicznej postów, postaram się odpisywać na bieżąco.
W nawiązaniu do powyższej fabularki, Khador dzisiejszych czasów to ekspansjonistyczna monarchia rządzona przez zaledwie trzydziestoletnią, ale niezwykle ambitną królową, kładącą ogromny nacisk na reformy społeczne, rozwój przemysłowy i budowę ekonomiczno-militarnej potęgi nie mającej sobie równych wśród wszystkich państw Żelaznych Królestw.
A tu Tverkatka jesienną porą, tak dla klimatu!

-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
Nazarko w miarę zbliżania się do miasta rozluźniał się coraz bardziej i uśmiechał do swoich myśli. Ivash zabił trolla. Troll zginął od jego strzały, jakkolwiek do tego nie doszło to jego strzała położyła trolla...
Wątek techniczny:
Przed odejściem podwieszam na wysokiej gałęzi drzewa pozostałą część mięsa reglacza. Wrócę po niego, jak przeniesiemy szczątki trolla.
Wątek techniczny:
Przed odejściem podwieszam na wysokiej gałęzi drzewa pozostałą część mięsa reglacza. Wrócę po niego, jak przeniesiemy szczątki trolla.
-
Araven
- Reactions:
- Posty: 8334
- Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 1 time
Jak dotrzemy do miasta to uważniej obejrzę swoje obrażenia i zmienie opatrunek, może jakś maść lecznicza się znajdzie? I zastanowię się czyj to był pomysł by z drzewa złazić i trollika łapać
Ostatnio zmieniony 10 stycznia 2012, 20:51 przez Araven, łącznie zmieniany 1 raz.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Wątek techniczny
Wycięty w wyjątkowo krwawy sposób żołądek trolla podwiesiliście na żerdzi, na tym samym drągu powiesiliście łeb stwora - wystarczyło wsadzić mu żerdź w paszczękę i przepchać ją przez gardziel do kikuta szyi. Tym samym Volkh i Ivash dźwigają łup godny herosów.
Ivan jest pogryziony, ale na plecach ma torbę, do której może wsadzić do dziesięciu kilogramów mięsa roglacza. Trochę go to obciąży, ale da się ponieść, jeśli Araven się zgadza na taki ładunek.
Swoją drogą, skoro trollika nie dało się pokonać, chcielibyście kiedyś stanąć twarzą w pysk z dorosłym osobnikiem?
Wycięty w wyjątkowo krwawy sposób żołądek trolla podwiesiliście na żerdzi, na tym samym drągu powiesiliście łeb stwora - wystarczyło wsadzić mu żerdź w paszczękę i przepchać ją przez gardziel do kikuta szyi. Tym samym Volkh i Ivash dźwigają łup godny herosów.
Ivan jest pogryziony, ale na plecach ma torbę, do której może wsadzić do dziesięciu kilogramów mięsa roglacza. Trochę go to obciąży, ale da się ponieść, jeśli Araven się zgadza na taki ładunek.
Swoją drogą, skoro trollika nie dało się pokonać, chcielibyście kiedyś stanąć twarzą w pysk z dorosłym osobnikiem?
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Trzeci tydzień Golovusu 602 AR, Tverkatka
Piaszczysta droga rozjeżdżona kołami dziesiątków zaprzęgów wiła się pomiędzy gęstymi zagajnikami, prowadząc wprost do jednej z kilku bram Tverkutska. Wzniesione z drewna i kamienia miasto otoczone były wysoką palisadą, strzeżoną przez liczne wartownicze wieże, na których powiewały czerwone proporce z czarnym Kowadłem. Nim jeszcze spoceni Kossyci pokonali ostatnie wzniesienie, ich oczom ukazał się widok dziesiątków smug dymu unoszących się w powietrzu nad kominami domów, kuźniami i warsztatami rzemieślniczymi. Do szczytu wzgórza dobiegał odległy zgrzytliwy hałas tarczowych pił tnących wielkie pnie drzew na mniejsze kawałki.
- Dajcie chwilę odetchnąć - sapnął Ivash Nazarko zatrzymując się w miejscu i z przemożną ulgą ściągając z ramienia żerdź, która odcisnęła mu swym ciężarem głęboki znak w ciele - Nie będę właził przez bramę z wywalonym ozorem, jeszcze się strażnicy popłaczą ze śmiechu.
- Chędożyć Khardów - sarknął Ivan, który również nie przepadał za przybyszami z południa - Chciałbym widzieć ich gęby, jakby to na nich wysadził z chaszczy ten troll. Porty by mieli w mgnieniu oka obsrane.
- Pewnikiem nie wszyscy - cmoknął znacząco Volkh - Odstrzelili ci oni dość trolli, żeby już w porty nie walić, chyba że ci nowi, co ich przysłano miesiąc temu. Ci to pewnie walą w gacie nawet na widok twojej szpetnej gęby.
Kossyci urwali na chwilę rozmowę, bo na drodze pojawiła się ciągnąca od strony miasta grupka smolarzy objuczonych łubkami i maźnicami o charakterystycznym ostrym zapachu. Wszyscy mieli na sobie myśliwskie odzienie i szli pod bronią, co było wręcz nieodzowne nawet w pobliżu Tverkutska. Trolle i wilki podchodziły coraz bliżej miasta, napadając w porywach wielkiej zuchwałości nawet na podmiejskie zagrody, a sytuacja ta miała się jeszcze pogorszyć w srogich zimowych miesiącach głodu.
Smolarze, wszyscy bez wyjątku Kossyci, pozdrowili myśliwych zdawkowymi kiwnięciami głów, przyglądając się ich zdobyczy oraz przesiąkniętym krwią opatrunkom Ivana, ale niczego nie komentując, zachowując zwyczajową dla swego ludu powściągliwość w zadawaniu pytań i wyrażaniu osądów w obecności obcych. Żaden z kuzynów ich nie znał, wszelako nie było to niczym dziwnym biorąc pod uwagę ilość odwiedzających codziennie Tverkutsk ludzi.
Volkh zrobił kilkanaście kroków w górę wzniesienia, stanął na jego szczycie opierając ręce na biodrach i wodząc spojrzeniem po gęstej, pozbawionej większego ładu i architektonicznej myśli zabudowie Tverkutska wystającej ścianami i dachami domów ponad palisadę. Wzrok młodzieńca pobiegł w stronę wzniesionego w głębi miasta niewielkiego zameczku, zwanego Domem Prinkov. Budzący respekt wygląd tej masywnej budowli i świadomość tego, że służyła ona za zimowy pałacyk dla czterech książąt północnych prowincji niezmiennie fascynowały Wilimova, gotowego oddać wiele za możność rzucenia okiem za potężne bramy wiodące do wnętrza tej szlacheckiej posiadłości.
- Nie gap się tak, bo jeszcze kto pomyśli, żeś kradziej - napomniał kuzyna Ivash, po prawdzie dużo bardziej zainteresowany pomysłem skrytego wkradnięcia się do pałacyku od Volkha, ale nie chcący się do tego wprost przyznać - Jużem odpoczął, możemy iść dalej.
Wątek techniczny
Dotarliście do miasta bez dalszych przeszkód, teraz możecie się już czuć bezpieczni. Macie teraz kilka opcji do wyboru. Możecie pójść ze zdobyczą do domu wuja, żeby odpocząć, oporządzić się, a dopiero potem uderzyć do odpowiednich instytucji w sprawie ubicia trolla (jeśli naturalnie chcecie się tym pochwalić). Możecie zanieść mięso roglacza do koszar, żeby zainkasować jego równowartość w srebrze. Z łbem trolla powinniście uderzyć w jedno z dwóch miejsc: albo do pełniącego funkcję burmistrza posadnika Antona Voyta albo do któregoś z oficerów w koszarach.
Co robicie?
Piaszczysta droga rozjeżdżona kołami dziesiątków zaprzęgów wiła się pomiędzy gęstymi zagajnikami, prowadząc wprost do jednej z kilku bram Tverkutska. Wzniesione z drewna i kamienia miasto otoczone były wysoką palisadą, strzeżoną przez liczne wartownicze wieże, na których powiewały czerwone proporce z czarnym Kowadłem. Nim jeszcze spoceni Kossyci pokonali ostatnie wzniesienie, ich oczom ukazał się widok dziesiątków smug dymu unoszących się w powietrzu nad kominami domów, kuźniami i warsztatami rzemieślniczymi. Do szczytu wzgórza dobiegał odległy zgrzytliwy hałas tarczowych pił tnących wielkie pnie drzew na mniejsze kawałki.
- Dajcie chwilę odetchnąć - sapnął Ivash Nazarko zatrzymując się w miejscu i z przemożną ulgą ściągając z ramienia żerdź, która odcisnęła mu swym ciężarem głęboki znak w ciele - Nie będę właził przez bramę z wywalonym ozorem, jeszcze się strażnicy popłaczą ze śmiechu.
- Chędożyć Khardów - sarknął Ivan, który również nie przepadał za przybyszami z południa - Chciałbym widzieć ich gęby, jakby to na nich wysadził z chaszczy ten troll. Porty by mieli w mgnieniu oka obsrane.
- Pewnikiem nie wszyscy - cmoknął znacząco Volkh - Odstrzelili ci oni dość trolli, żeby już w porty nie walić, chyba że ci nowi, co ich przysłano miesiąc temu. Ci to pewnie walą w gacie nawet na widok twojej szpetnej gęby.
Kossyci urwali na chwilę rozmowę, bo na drodze pojawiła się ciągnąca od strony miasta grupka smolarzy objuczonych łubkami i maźnicami o charakterystycznym ostrym zapachu. Wszyscy mieli na sobie myśliwskie odzienie i szli pod bronią, co było wręcz nieodzowne nawet w pobliżu Tverkutska. Trolle i wilki podchodziły coraz bliżej miasta, napadając w porywach wielkiej zuchwałości nawet na podmiejskie zagrody, a sytuacja ta miała się jeszcze pogorszyć w srogich zimowych miesiącach głodu.
Smolarze, wszyscy bez wyjątku Kossyci, pozdrowili myśliwych zdawkowymi kiwnięciami głów, przyglądając się ich zdobyczy oraz przesiąkniętym krwią opatrunkom Ivana, ale niczego nie komentując, zachowując zwyczajową dla swego ludu powściągliwość w zadawaniu pytań i wyrażaniu osądów w obecności obcych. Żaden z kuzynów ich nie znał, wszelako nie było to niczym dziwnym biorąc pod uwagę ilość odwiedzających codziennie Tverkutsk ludzi.
Volkh zrobił kilkanaście kroków w górę wzniesienia, stanął na jego szczycie opierając ręce na biodrach i wodząc spojrzeniem po gęstej, pozbawionej większego ładu i architektonicznej myśli zabudowie Tverkutska wystającej ścianami i dachami domów ponad palisadę. Wzrok młodzieńca pobiegł w stronę wzniesionego w głębi miasta niewielkiego zameczku, zwanego Domem Prinkov. Budzący respekt wygląd tej masywnej budowli i świadomość tego, że służyła ona za zimowy pałacyk dla czterech książąt północnych prowincji niezmiennie fascynowały Wilimova, gotowego oddać wiele za możność rzucenia okiem za potężne bramy wiodące do wnętrza tej szlacheckiej posiadłości.
- Nie gap się tak, bo jeszcze kto pomyśli, żeś kradziej - napomniał kuzyna Ivash, po prawdzie dużo bardziej zainteresowany pomysłem skrytego wkradnięcia się do pałacyku od Volkha, ale nie chcący się do tego wprost przyznać - Jużem odpoczął, możemy iść dalej.
Wątek techniczny
Dotarliście do miasta bez dalszych przeszkód, teraz możecie się już czuć bezpieczni. Macie teraz kilka opcji do wyboru. Możecie pójść ze zdobyczą do domu wuja, żeby odpocząć, oporządzić się, a dopiero potem uderzyć do odpowiednich instytucji w sprawie ubicia trolla (jeśli naturalnie chcecie się tym pochwalić). Możecie zanieść mięso roglacza do koszar, żeby zainkasować jego równowartość w srebrze. Z łbem trolla powinniście uderzyć w jedno z dwóch miejsc: albo do pełniącego funkcję burmistrza posadnika Antona Voyta albo do któregoś z oficerów w koszarach.
Co robicie?
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Trzeci tydzień Golovusu 602 AR, Tverkatka
Wschodnia brama miasta była otwarta na oścież. Chroniona przez zbudowane z masywnych drewnianych bali wieże strażnicze obsadzone licznym oddziałem żołnierzy, nie była zamykana nawet w godzinach nocnych, oferując bezpieczne schronienie podróżnikom przybywającym pod osłoną ciemności. Po zapadnięciu zmroku odkrytą przestrzeń na przedpolu bramy rozświetlał blask płonących całą noc maźnic, a pełniący straż przy wejściu gwardziści mieli prócz garłaczy również wyrzutnie flar mogące w ułamku chwili skąpać okolicę w migotliwym blasku alchemicznej substancji wypełniającej łuski łatwopalnych ładunków.
Widok nadciągających drogą myśliwych wywołał zrozumiałe poruszenie wśród żołnierzy. Olbrzymi w swych ciężkich naramiennikach i kilkuwarstwowych skórzanych zbrojach Khardowie otoczyli trójkę przybyszów puszczając z miejsca w niepamięć grupkę kontrolowanych dla zabicia nudy puszczańskich bartników.
- Skąd go targacie? - zapytał noszący narzucone na plecy wilcze futro podoficer, opierając dłonie na biodrach i taksując nabity na żerdź łeb trolla wzrokiem, w którym krył się pełen rezerwy szacunek - Sami go ubiliście?
- Czaszka wielgaśna, wyborna na trofeum - dodał inny podoficer, który zeskoczył zwinnie z ostatniego szczebla drewnianej drabiny wiodącej na jedną ze strażniczych wieży i spojrzał badawczo na zakrwawiony opatrunek Karakova - To on cię tak poharatał? Jeśli tak, tanio żeś się wykpił.
Wątek techniczny
Och, niewiele rzeczy cieszy tak jak słowa uznania ze strony żołnierzy, prawda? (nawet, jeśli to powszechnie nielubiani w tej okolicy Khardowie). Jeśli chcecie, możecie teraz popracować nad swoją reputacją... jeśli rozumiecie, co mam na myśli
Wschodnia brama miasta była otwarta na oścież. Chroniona przez zbudowane z masywnych drewnianych bali wieże strażnicze obsadzone licznym oddziałem żołnierzy, nie była zamykana nawet w godzinach nocnych, oferując bezpieczne schronienie podróżnikom przybywającym pod osłoną ciemności. Po zapadnięciu zmroku odkrytą przestrzeń na przedpolu bramy rozświetlał blask płonących całą noc maźnic, a pełniący straż przy wejściu gwardziści mieli prócz garłaczy również wyrzutnie flar mogące w ułamku chwili skąpać okolicę w migotliwym blasku alchemicznej substancji wypełniającej łuski łatwopalnych ładunków.
Widok nadciągających drogą myśliwych wywołał zrozumiałe poruszenie wśród żołnierzy. Olbrzymi w swych ciężkich naramiennikach i kilkuwarstwowych skórzanych zbrojach Khardowie otoczyli trójkę przybyszów puszczając z miejsca w niepamięć grupkę kontrolowanych dla zabicia nudy puszczańskich bartników.
- Skąd go targacie? - zapytał noszący narzucone na plecy wilcze futro podoficer, opierając dłonie na biodrach i taksując nabity na żerdź łeb trolla wzrokiem, w którym krył się pełen rezerwy szacunek - Sami go ubiliście?
- Czaszka wielgaśna, wyborna na trofeum - dodał inny podoficer, który zeskoczył zwinnie z ostatniego szczebla drewnianej drabiny wiodącej na jedną ze strażniczych wieży i spojrzał badawczo na zakrwawiony opatrunek Karakova - To on cię tak poharatał? Jeśli tak, tanio żeś się wykpił.
Wątek techniczny
Och, niewiele rzeczy cieszy tak jak słowa uznania ze strony żołnierzy, prawda? (nawet, jeśli to powszechnie nielubiani w tej okolicy Khardowie). Jeśli chcecie, możecie teraz popracować nad swoją reputacją... jeśli rozumiecie, co mam na myśli
Ostatnio zmieniony 10 stycznia 2012, 22:57 przez Keth, łącznie zmieniany 1 raz.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Wątek techniczny
Ivan zabrał 10 kg mięsa w swoim plecaku, a Volkh dodatkowe 3 kg na własnych plecach (większa ilość byłaby zbyt dużym obciążeniem dla tragarza trollowego żołądka). Ivash nie zdążył zadeklarować noszenia mięsa, więc już za późno!
Macie zatem trollowy łeb i żołądek oraz trzynaście kilogramów świeżego mięsa. Ile chcecie sprezentować ciotce, a ile sprzedać w koszarach? (kilogram mięsa można opchnąć za pięć srebrnych kopytek).
A to fota roglacza sprzed patroszenia:
http://www.visitnorway.com/ImageVault/I ... ndler.aspx
Ivan zabrał 10 kg mięsa w swoim plecaku, a Volkh dodatkowe 3 kg na własnych plecach (większa ilość byłaby zbyt dużym obciążeniem dla tragarza trollowego żołądka). Ivash nie zdążył zadeklarować noszenia mięsa, więc już za późno!
Macie zatem trollowy łeb i żołądek oraz trzynaście kilogramów świeżego mięsa. Ile chcecie sprezentować ciotce, a ile sprzedać w koszarach? (kilogram mięsa można opchnąć za pięć srebrnych kopytek).
A to fota roglacza sprzed patroszenia:
http://www.visitnorway.com/ImageVault/I ... ndler.aspx
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Volkh machnął ręką żołnierzowi z wyraźnym niezadowoleniem:
- Ech. Dwa nam w parade weszly kak roglacza wytropilim i latwy obiad zwietrzyly. My roglacza oporządzalim a tu nagle zza rzeczki dwa trolle. No tośmy pomiarkowali, że z dwóch naraz nie zdzierżym, bo jednego to nie raz i dwa się kladło. No to my dawaj między dierjewa. Pierwyj paszoł na nas a wtaroj przy roglaczu warował i tuśmy szanse zwietrzyli. Zaraz my go trupem położyli rach ciach, jak przy zwykłym trollu. Ten wtoroj stary - samiec kaw uwidieł, ze my trupem położyli, dawaj na nas ruszył! łoj, co to za bitwa była... My go z jedenj on nas z drugiej. W koncu Iwana drasnął, kak nas ciałem zasłonił przed śmiercią niechybną. Jak my to uwidieli, że nam kumotra pocharatał tedy w szał wpadli i dawaj na trolla z rukami gołymi!!! Takośmy z Ivashem go kułakami obili, - Volkh pokazał żołnierzowi pocharatane kilka dni temu podczas bójki pięści - że byłby padł, ale chytra sztuka pomiarkowała, że z nami ma zacz, jeno nam zadkiem poświecił. Poszliby my za nim ale patrzym Ivan słabuje na nodze, tedy tempa by nie strzymał w pościgu długim za samcem, bo musita wiedzieć, że szybka bestia była. I tak nam wymksnął się suczy chwost.
- Ech. Dwa nam w parade weszly kak roglacza wytropilim i latwy obiad zwietrzyly. My roglacza oporządzalim a tu nagle zza rzeczki dwa trolle. No tośmy pomiarkowali, że z dwóch naraz nie zdzierżym, bo jednego to nie raz i dwa się kladło. No to my dawaj między dierjewa. Pierwyj paszoł na nas a wtaroj przy roglaczu warował i tuśmy szanse zwietrzyli. Zaraz my go trupem położyli rach ciach, jak przy zwykłym trollu. Ten wtoroj stary - samiec kaw uwidieł, ze my trupem położyli, dawaj na nas ruszył! łoj, co to za bitwa była... My go z jedenj on nas z drugiej. W koncu Iwana drasnął, kak nas ciałem zasłonił przed śmiercią niechybną. Jak my to uwidieli, że nam kumotra pocharatał tedy w szał wpadli i dawaj na trolla z rukami gołymi!!! Takośmy z Ivashem go kułakami obili, - Volkh pokazał żołnierzowi pocharatane kilka dni temu podczas bójki pięści - że byłby padł, ale chytra sztuka pomiarkowała, że z nami ma zacz, jeno nam zadkiem poświecił. Poszliby my za nim ale patrzym Ivan słabuje na nodze, tedy tempa by nie strzymał w pościgu długim za samcem, bo musita wiedzieć, że szybka bestia była. I tak nam wymksnął się suczy chwost.
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
-Dobrze prawisz kuzynie. Takową mamy taktykę na trolle, że dwaj kuzyni po jajcach strzelają. Dwie strzały dostał prościutko w przyrodzenie. Taki ból nim targnął, że jak ryknął to aż się gałęzie z drzew posypały. Ja żem tylko na to czekał, bo w gębie trolla miękka tkanka jest i łacno w mózg strzałę można wwiercić. Zginął szybko, tutej jeszcze ułomek strzały widać.
Ostatnio zmieniony 11 stycznia 2012, 17:18 przez deliad, łącznie zmieniany 1 raz.