PBF - Travarskie pogranicze
-
Araven
- Reactions:
- Posty: 8334
- Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 1 time
Ruszacie we dwóch, wioska Eryn to obecnie same zgliszcza, może ktoś uciekl ale sporo zwęglonych ciał jest na pogorzelisku. Po jakimś czasie udalo się wam wypatrzyć, zgraję ponad 50 głów większość konno, nie widzicie jeńców ich konny zwiad jedzie wdłuż tzw. Suchego Boru, ich główne siły się zatrzymały. Jak szybko wrócicie do oddziału może zdołacie przeciąć im drogę w jakimś odpowiednim na zasadzkę miejscu... Ale decyzja co robic należy do Was.
Popatrzył ciężko na dowódcę i wychrypiał:
- Od strony Eryn natknęliśmy się na odział liczący około trzydziestu osobników, kozłoludy pod wodzą jakiegoś Minotaura. Niektórzy poranieni, nieśli kilka odciętych głów. Ciężko wywnioskować czy przyczynili się do napadu na wioskę, podążyli w tamtą stronę - wskazał ręką kierunek - Uprzedzając pytanie, tak, wioska przestała istnieć. Zgliszcza i same spalone ciała.
Podrapał się po szczecinie porastającej policzki i chrząknął.
- Kole wsi upatrzyliśmy drugą grupę, około pięćdziesięciu, w większości konno. Jeńców nie dało się wypatrzeć, nie brali albo pochowali. Część podążała w kierunku Suchego Brodu. Proponuję kopnąć kogo do stanicy, może po posiłki. Jeśli to dwie niezależne grupy to możemy za którąś pogonić. Może wdali się w walkę między sobą, ciężko ocenić...
- Od strony Eryn natknęliśmy się na odział liczący około trzydziestu osobników, kozłoludy pod wodzą jakiegoś Minotaura. Niektórzy poranieni, nieśli kilka odciętych głów. Ciężko wywnioskować czy przyczynili się do napadu na wioskę, podążyli w tamtą stronę - wskazał ręką kierunek - Uprzedzając pytanie, tak, wioska przestała istnieć. Zgliszcza i same spalone ciała.
Podrapał się po szczecinie porastającej policzki i chrząknął.
- Kole wsi upatrzyliśmy drugą grupę, około pięćdziesięciu, w większości konno. Jeńców nie dało się wypatrzeć, nie brali albo pochowali. Część podążała w kierunku Suchego Brodu. Proponuję kopnąć kogo do stanicy, może po posiłki. Jeśli to dwie niezależne grupy to możemy za którąś pogonić. Może wdali się w walkę między sobą, ciężko ocenić...
Ostatnio zmieniony 10 stycznia 2012, 18:55 przez Goldwin, łącznie zmieniany 1 raz.
-
Araven
- Reactions:
- Posty: 8334
- Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 1 time
Setnik Rawat, ważył slowa Goltwyna, Suchy Bór powiadasz? Synu my tu n pograniczu jesteśmy by Bronic ludności, bijaliśmy i czterokrotnie liczniejsze sily, a teraz mamy w składzie trójke zacnych i walecznych Adeptów czyż nie? Wg waszych informacji Łupieżcy ze Złoziemia szybkim marszem zdążają prosto na południe; hm przetniemy im drogę.
"Setnik Rawat dobrze znał okoliczne tereny i nie potrzebował żadnych innych wskazówek niż te, których udzielili mu Adepci ze zwiadu. Zgraja zamierzała wejść w ciaśninę między dwoma lasami. Uznał, że najprostszym posunięciem będzie zabiec jej drogę. Musiał zatoczyć łuk, by nie natknąć się na powracających alerskich zwiadowców, ani na samą zgraję. Był przekonany, że plemię wyruszy natychmiast po ich powrocie; nie posyła się szpiegów po to, by następnie czekać, aż przyniesione przez nich wieści stracą swoją wartość...
Las, na skraju którego ukryli się Srebrni, nazywany był Suchym Borem; zgraja zamierzała go obejść od zachodu, zapewne po to, by uniknąć wykrycia przez patrole z niedalekiej Alkawy. Rozpościerał się na znacznej przestrzeni, wysuwając w step liczne jęzory. Rawat nie wierzył, by jeźdźcy ze Złoziemia przebijali się przez gęsty i zwarty, obficie podszyty Suchy Bór. Sądził raczej, że podobnie jak zwiadowcy; podążą jego skrajem. Niewidoczni na tle lasu, sami mieliby w ten sposób świetny widok na równinę, nie mówiąc już o łatwości i szybkości poruszeń. Rawat chciał osiągnąć skraj Suchego Boru w punkcie, który zgraja będzie musiała minąć dopiero następnego dnia. Nie chciał nocnej bitwy. Problem polegał na tym, że musiał dotrzeć na miejsce jeszcze przed nastaniem nocy. Step nie wszędzie wyglądał tak samo, a pod lasem wręcz należało liczyć się z obecnością jakichś nierówności, starych wiatrołomów... Setnik nie zamierzał wdawać się w bitwę w terenie, którego nigdy wcześniej nie widział. Przecież, gdyby jego wyliczenia zawiodły, mogło jednak dojść do nocnej walki. Wtedy byle wykrot, byle dziura, mogły sprowadzić katastrofalne następstwa wobec znacznej liczebnej przewagi i ruchliwości przeciwnika".
"Maszerując zgodnie z rozkazami Rawata minęliście niedużą wieś. Chłopi przywykli do widoku konnych patroli, ale większy oddział prawie zawsze zwiastował kłopoty. Rawat posłał do wieśniaków żołnierza z ostrzeżeniem. Zwykle, po wykryciu zgrai, do zagrożonych osad kierowano oddziały piechoty, zaś teren przeczesywała tylko jazda. Tym razem, chłopi musieli radzić sobie sami.
Setnik zastanawiał się, czy dobrze wyliczył czas przemarszu, jednak przyspieszyć nie mógł. Już teraz tempo było prawie mordercze dla piechoty. Rawat z niepokojem patrzył na ciężkozbrojnych. Był początek zimy, ale tempo marszu dawało się topornikom we znaki spod głębokich hełmów spływały strugi potu. Nikt już nie żartował w szeregach. Setnik widział, że utrzymując takie tempo, zwyczajnie wykończy ludzi. Jeśli miał mieć z ciężkozbrojnych jakiś pożytek w bitwie (a byli bagatela! główną jego siłą), to musiał coś wymyślić.
"Po zastanowieniu wybrał najlepszego jeźdźca i rozmówił się z nim krótko. Chciał wiedzieć, czy zwiadowcy srebrnej zgraji wrócili do głównych sił. Wkrótce żołnierz co tchu w końskiej piersi gnał na wyznaczony posterunek. Gdy po pewnym czasie wrócili (zresztą z niczym) konni zwiadowcy, których rozesłał jeszcze przed południem, Rawat zatrzymał oddział. Wierzchowce dotrzymujące kroku piechocie nie były zdrożone; trochę gorzej miały się konie zwiadowców. Nie zważając na to, setnik posadził toporników za jeźdźcami, sam także bez ceregieli podzielił grzbiet zwierzęcia z wielkim Drwalem. Polecił zwalić na ziemię bagaże z dwóch jucznych i starannie kryjąc niezadowolenie kazał siadać na oklep półżywym ze zmęczenia łuczniczkom. Pyskata Agatra tym razem trzymała język za zębami, nawet nie próbując podważyć decyzji dowódcy; pierwszy rzut oka na jej towarzyszkę, młodziutką Elwinę, wystarczał. Dziewczyna lada chwila gotowa była zemdleć. Przez pół dnia dotrzymując kroku rosłym mężczyznom, zmuszona była po prostu biec. Jeźdźcy chwycili cugle luzaków. Rawat, zawsze dbający o to, by żołnierze lekkiej piechoty nierzadko przecież towarzyszący jeździe umieli choć jako tako trzymać się na koniach, miał powód do satysfakcji. Był pewien, że łuczniczki mu nie pospadają. Oddział zmierzał na planowane miejsce zasadzki w zadowalającym tempie, wg oceny setnika przynajmniej".
"Zwierzęta ruszyły ciężkim kłusem. Czterej łucznicy, uczepieni strzemion, biegli obok. Jezdni wzięli od nich nawet miecze i hełmy.
Do skraju lasu dotarli tuż przed zmierzchem. Żołnierze rozjuczyli i rozsiodłali konie, pobrali swoją broń i pokładli się na ziemi, niedaleko za linią pierwszych drzew. Tylko kilku zjadło suchy posiłek. W tym czasie Rawat posłał Dorlota w kierunku, skąd mogła nadciągnąć zgraja, sam zaś, wraz z dowódcami jazdy i piechoty, obiegł teren. Było już niemal całkiem ciemno, gdy wezwał dodatkowo Astata, trójkowego łuczników. Żołnierz był śmiertelnie znużony. Zaraz pójdziesz spać, Astat obiecał setnik. Dzisiaj warty trzymać będzie tylko jazda. Ale teraz słuchaj, co powiem, bo za chwilę nie będziemy nic widzieć.
Tak, panie.
Tam, przed skrajem lasu, jest rów. Co tam rów... Właściwie płytkie zagłębienie, wyżłobione pewnie przez spływającą deszczówkę, nic więcej. Dla ciebie będzie fosą. Zaraz, już za chwilę, weźmiesz wszystkich łuczników i zaprowadzisz na skraj lasu, na wprost tego miejsca. Widzisz, gdzie? To dobrze. Walczyć będziemy za dnia... tak przynajmniej myślę. Ale jeśli zgraja dotrze tu szybciej, to do bitwy może dojść w nocy. Zwiad uprzedzi nas odpowiednio wcześniej. Jeśli to będzie noc, to całe zadanie twoje i twoich ludzi polega na tym, byście przepuścili straż przednią, a potem posłali zgrai tyle strzał, ile tylko się da. Powinien być księżyc, widziałeś dzisiejsze niebo. Gdy zobaczysz Srebrnych na wprost siebie strzelaj. O nic więcej się nie martw. Zrozumiałeś?
Tak, panie. Ale najprędzej bić się będziemy za dnia. Wtedy inaczej. Masz siedzieć w krzakach i ujawnić się dopiero wtedy, gdyby plemię zaczęło uciekać w twoim kierunku. Kazałem ci zapamiętać to wgłębienie. Nie zatrzyma ich, ale zmyli krok wierzchowców i wykorzystaj to. Jeśli narobisz zamieszania w tej fosie", to być może, przy pomocy tych sześciu łuków, zdołasz ich jakoś powstrzymać; gdyby uciekali, to nie chcę żeby wleźli do lasu. Gotowi nam potem zrobić jakąś niespodziankę. Poczekaj, to jeszcze nie koniec. Powiedziałem ci, jak to widzę, ale polegam na tobie, Astat. Możliwe, że nie będę w stanie przekazać odpowiednich rozkazów. Ale nie po raz pierwszy jesteś pod moją komendą, znasz mnie i będziesz wiedział, co począć, by zgadzało się z moimi intencjami. Początek bitwy wyobrażam sobie tak... ; krótko przedstawił plan zasadzki, po czym dodał: Polegam na tobie, powtarzam. Pytania?
Nie, panie. Zrozumiałem wszystko. Zabieraj ludzi, przygotuj broń i spać. Tak, panie. Łucznik odszedł.
Było już całkiem ciemno. Rawat oparł dłonie na ramionach swoich dziesiętników.
Wy też zrozumieliście?
Tak, panie. Dobry plan.
Gdybym zginął, dowodzenie przejmuje Rest. Ale tylko do końca bitwy, potem całością dowodzisz ty, Drwalu. W oddziale jest więcej piechoty, niż jazdy i lepiej, żeby dowodził piechur. Wszystko.
Niedługo potem pojawił się jeździec na śmiertelnie zmęczonym koniu. Zatrzymali go wartownicy, inaczej minąłby kryjówkę oddziału. Rawat przyjął meldunek. Zwiadowca widział powracających do zgrai, wysłanych na przeszpiegi Srebrnych Łupieżców. Sam pozostał niezauważony. Wyglądało na to, że plemię nie wpadnie w zasadzkę przed świtem. Wciąż jednak istniała możliwość, że zgraja podjęła marsz jeszcze przed powrotem zwiadowców. Setnik nie bał się zaskoczenia. Nad oddzialem czuwali zwiadowcy z pogranicza".
Techniczny:
Od tej pory zaczerpnięcia z dzieła F.W. Kresa jakiego używam do wzbogacania opisów i dodania klimatu będę dawał na zielono w cudzysłowiu. CDN.
Teraz czas na wasze uwagi i deklaracje. Rawat i jego ludzie to weterani, nie żółtodzioby i znają teren. Ktoś chce dołączyć do łuczników Astata? sa jeszce ciężkozbrojni topornicy i lekka jazda travarska. trzymacie sie razem czy rozdzielacie. Niedługo nastaną czasy miecza i topora i wilczej zamieci też, ale to nieco póżniej.
Przepraszam za różne krzaczki w tekście nie wszystkie udaje mi się poprawić... Od teraz Goltwyn Goldhartem będzie zwany.
"Setnik Rawat dobrze znał okoliczne tereny i nie potrzebował żadnych innych wskazówek niż te, których udzielili mu Adepci ze zwiadu. Zgraja zamierzała wejść w ciaśninę między dwoma lasami. Uznał, że najprostszym posunięciem będzie zabiec jej drogę. Musiał zatoczyć łuk, by nie natknąć się na powracających alerskich zwiadowców, ani na samą zgraję. Był przekonany, że plemię wyruszy natychmiast po ich powrocie; nie posyła się szpiegów po to, by następnie czekać, aż przyniesione przez nich wieści stracą swoją wartość...
Las, na skraju którego ukryli się Srebrni, nazywany był Suchym Borem; zgraja zamierzała go obejść od zachodu, zapewne po to, by uniknąć wykrycia przez patrole z niedalekiej Alkawy. Rozpościerał się na znacznej przestrzeni, wysuwając w step liczne jęzory. Rawat nie wierzył, by jeźdźcy ze Złoziemia przebijali się przez gęsty i zwarty, obficie podszyty Suchy Bór. Sądził raczej, że podobnie jak zwiadowcy; podążą jego skrajem. Niewidoczni na tle lasu, sami mieliby w ten sposób świetny widok na równinę, nie mówiąc już o łatwości i szybkości poruszeń. Rawat chciał osiągnąć skraj Suchego Boru w punkcie, który zgraja będzie musiała minąć dopiero następnego dnia. Nie chciał nocnej bitwy. Problem polegał na tym, że musiał dotrzeć na miejsce jeszcze przed nastaniem nocy. Step nie wszędzie wyglądał tak samo, a pod lasem wręcz należało liczyć się z obecnością jakichś nierówności, starych wiatrołomów... Setnik nie zamierzał wdawać się w bitwę w terenie, którego nigdy wcześniej nie widział. Przecież, gdyby jego wyliczenia zawiodły, mogło jednak dojść do nocnej walki. Wtedy byle wykrot, byle dziura, mogły sprowadzić katastrofalne następstwa wobec znacznej liczebnej przewagi i ruchliwości przeciwnika".
"Maszerując zgodnie z rozkazami Rawata minęliście niedużą wieś. Chłopi przywykli do widoku konnych patroli, ale większy oddział prawie zawsze zwiastował kłopoty. Rawat posłał do wieśniaków żołnierza z ostrzeżeniem. Zwykle, po wykryciu zgrai, do zagrożonych osad kierowano oddziały piechoty, zaś teren przeczesywała tylko jazda. Tym razem, chłopi musieli radzić sobie sami.
Setnik zastanawiał się, czy dobrze wyliczył czas przemarszu, jednak przyspieszyć nie mógł. Już teraz tempo było prawie mordercze dla piechoty. Rawat z niepokojem patrzył na ciężkozbrojnych. Był początek zimy, ale tempo marszu dawało się topornikom we znaki spod głębokich hełmów spływały strugi potu. Nikt już nie żartował w szeregach. Setnik widział, że utrzymując takie tempo, zwyczajnie wykończy ludzi. Jeśli miał mieć z ciężkozbrojnych jakiś pożytek w bitwie (a byli bagatela! główną jego siłą), to musiał coś wymyślić.
"Po zastanowieniu wybrał najlepszego jeźdźca i rozmówił się z nim krótko. Chciał wiedzieć, czy zwiadowcy srebrnej zgraji wrócili do głównych sił. Wkrótce żołnierz co tchu w końskiej piersi gnał na wyznaczony posterunek. Gdy po pewnym czasie wrócili (zresztą z niczym) konni zwiadowcy, których rozesłał jeszcze przed południem, Rawat zatrzymał oddział. Wierzchowce dotrzymujące kroku piechocie nie były zdrożone; trochę gorzej miały się konie zwiadowców. Nie zważając na to, setnik posadził toporników za jeźdźcami, sam także bez ceregieli podzielił grzbiet zwierzęcia z wielkim Drwalem. Polecił zwalić na ziemię bagaże z dwóch jucznych i starannie kryjąc niezadowolenie kazał siadać na oklep półżywym ze zmęczenia łuczniczkom. Pyskata Agatra tym razem trzymała język za zębami, nawet nie próbując podważyć decyzji dowódcy; pierwszy rzut oka na jej towarzyszkę, młodziutką Elwinę, wystarczał. Dziewczyna lada chwila gotowa była zemdleć. Przez pół dnia dotrzymując kroku rosłym mężczyznom, zmuszona była po prostu biec. Jeźdźcy chwycili cugle luzaków. Rawat, zawsze dbający o to, by żołnierze lekkiej piechoty nierzadko przecież towarzyszący jeździe umieli choć jako tako trzymać się na koniach, miał powód do satysfakcji. Był pewien, że łuczniczki mu nie pospadają. Oddział zmierzał na planowane miejsce zasadzki w zadowalającym tempie, wg oceny setnika przynajmniej".
"Zwierzęta ruszyły ciężkim kłusem. Czterej łucznicy, uczepieni strzemion, biegli obok. Jezdni wzięli od nich nawet miecze i hełmy.
Do skraju lasu dotarli tuż przed zmierzchem. Żołnierze rozjuczyli i rozsiodłali konie, pobrali swoją broń i pokładli się na ziemi, niedaleko za linią pierwszych drzew. Tylko kilku zjadło suchy posiłek. W tym czasie Rawat posłał Dorlota w kierunku, skąd mogła nadciągnąć zgraja, sam zaś, wraz z dowódcami jazdy i piechoty, obiegł teren. Było już niemal całkiem ciemno, gdy wezwał dodatkowo Astata, trójkowego łuczników. Żołnierz był śmiertelnie znużony. Zaraz pójdziesz spać, Astat obiecał setnik. Dzisiaj warty trzymać będzie tylko jazda. Ale teraz słuchaj, co powiem, bo za chwilę nie będziemy nic widzieć.
Tak, panie.
Tam, przed skrajem lasu, jest rów. Co tam rów... Właściwie płytkie zagłębienie, wyżłobione pewnie przez spływającą deszczówkę, nic więcej. Dla ciebie będzie fosą. Zaraz, już za chwilę, weźmiesz wszystkich łuczników i zaprowadzisz na skraj lasu, na wprost tego miejsca. Widzisz, gdzie? To dobrze. Walczyć będziemy za dnia... tak przynajmniej myślę. Ale jeśli zgraja dotrze tu szybciej, to do bitwy może dojść w nocy. Zwiad uprzedzi nas odpowiednio wcześniej. Jeśli to będzie noc, to całe zadanie twoje i twoich ludzi polega na tym, byście przepuścili straż przednią, a potem posłali zgrai tyle strzał, ile tylko się da. Powinien być księżyc, widziałeś dzisiejsze niebo. Gdy zobaczysz Srebrnych na wprost siebie strzelaj. O nic więcej się nie martw. Zrozumiałeś?
Tak, panie. Ale najprędzej bić się będziemy za dnia. Wtedy inaczej. Masz siedzieć w krzakach i ujawnić się dopiero wtedy, gdyby plemię zaczęło uciekać w twoim kierunku. Kazałem ci zapamiętać to wgłębienie. Nie zatrzyma ich, ale zmyli krok wierzchowców i wykorzystaj to. Jeśli narobisz zamieszania w tej fosie", to być może, przy pomocy tych sześciu łuków, zdołasz ich jakoś powstrzymać; gdyby uciekali, to nie chcę żeby wleźli do lasu. Gotowi nam potem zrobić jakąś niespodziankę. Poczekaj, to jeszcze nie koniec. Powiedziałem ci, jak to widzę, ale polegam na tobie, Astat. Możliwe, że nie będę w stanie przekazać odpowiednich rozkazów. Ale nie po raz pierwszy jesteś pod moją komendą, znasz mnie i będziesz wiedział, co począć, by zgadzało się z moimi intencjami. Początek bitwy wyobrażam sobie tak... ; krótko przedstawił plan zasadzki, po czym dodał: Polegam na tobie, powtarzam. Pytania?
Nie, panie. Zrozumiałem wszystko. Zabieraj ludzi, przygotuj broń i spać. Tak, panie. Łucznik odszedł.
Było już całkiem ciemno. Rawat oparł dłonie na ramionach swoich dziesiętników.
Wy też zrozumieliście?
Tak, panie. Dobry plan.
Gdybym zginął, dowodzenie przejmuje Rest. Ale tylko do końca bitwy, potem całością dowodzisz ty, Drwalu. W oddziale jest więcej piechoty, niż jazdy i lepiej, żeby dowodził piechur. Wszystko.
Niedługo potem pojawił się jeździec na śmiertelnie zmęczonym koniu. Zatrzymali go wartownicy, inaczej minąłby kryjówkę oddziału. Rawat przyjął meldunek. Zwiadowca widział powracających do zgrai, wysłanych na przeszpiegi Srebrnych Łupieżców. Sam pozostał niezauważony. Wyglądało na to, że plemię nie wpadnie w zasadzkę przed świtem. Wciąż jednak istniała możliwość, że zgraja podjęła marsz jeszcze przed powrotem zwiadowców. Setnik nie bał się zaskoczenia. Nad oddzialem czuwali zwiadowcy z pogranicza".
Techniczny:
Od tej pory zaczerpnięcia z dzieła F.W. Kresa jakiego używam do wzbogacania opisów i dodania klimatu będę dawał na zielono w cudzysłowiu. CDN.
Teraz czas na wasze uwagi i deklaracje. Rawat i jego ludzie to weterani, nie żółtodzioby i znają teren. Ktoś chce dołączyć do łuczników Astata? sa jeszce ciężkozbrojni topornicy i lekka jazda travarska. trzymacie sie razem czy rozdzielacie. Niedługo nastaną czasy miecza i topora i wilczej zamieci też, ale to nieco póżniej.
Ostatnio zmieniony 10 stycznia 2012, 20:27 przez Araven, łącznie zmieniany 1 raz.
Pogładził lekko po pysku wierzchowca szepcząc mu do ucha ciche słowa, odpowiadało mu ciche rżenie pośród zapadających ciemności. Cykady rozpoczynały swój wieczorny koncert, wiatr delikatnie niósł świeży podmuch, gdzieniegdzie na tle horyzontu odcięła się przygięta sylwetka piechura przemykającego do swojej kryjówki.
Wbił w ziemię palik i przywiązał doń konia pośród innych. Wyjął z sakwy odrobinę pożywienia, jakiś długi pakunek przewiązany rzemieniem i oddalił się w kierunku stanowisk łuczników.
Sprawdzam uzbrojenie, zjadam coś i lecę ciut kimnąć po dołączeniu do łuczników.
- Tu się wam chyba lepiej przydam niż z ciężkozbrojnymi...
Kucnął w trawie obok młodziutkiej łuczniczki z nikłym uśmiechem.
- Chcesz może trochę? - zagaił wyjmując gomółkę sera i pajdę chleba.
Nie czekając na jej reakcję odłożył pożywienie na kępkę trawy. Przyciągnął do siebie podłużne opakowanie i starannie rozpoczął rozplątywać rzemienie. W oczach dziewczyny odbiło się zdziwienie przechodzące w zachwyt gdy ujrzała dobywany w mdłym blasku księżyca przedmiot.
- Cccoo... to takiego... - wydukała.
Uśmiechnął się gładząc lekko pięknie wykonaną broń.
- To? Stary przyjaciel... Elficki Łuk Bojowy z Maelin. Chcesz obejrzeć? - zapytał i podał jej przedmiot.
Jej wzrok padł na pięknie wykonaną broń, niespotykaną w swojej skali na świecie. Łęczyska składające się z kilkuwarstwowej kompozycji wiązu górskiego i rogu, okryte cieniutką warstwą kory brzozowej idealnie spasowano z majdanem okrytym delikatną jelenią skórą zapewniając pewny chwyt. Zaklęta w nich magia drzew, zwiększa sprężystość, a co za tym idzie, pocisk zadaje poważniejsze obrażenia i pokonuje większą odległość. Grzbiet pokryto misternym ornamentem motywów roslinnych naprzemian z runami cyzelowanymi srebrem. Na kościanych wspornikach napięto cięciwę uplecioną z połączenia elfich włosów, wyselekcjonowanych i najwytrzymalszych włokien ścięgien oraz jelit zwierząt.
- Piękny... - jęknęła oddając z powrotem.
- Przyda się o poranku - skwitował z lekkim kiwnięciem głowy - A teraz jemy i spać, trza nam mieć pewne oko o poranku.
Wbił w ziemię palik i przywiązał doń konia pośród innych. Wyjął z sakwy odrobinę pożywienia, jakiś długi pakunek przewiązany rzemieniem i oddalił się w kierunku stanowisk łuczników.
Sprawdzam uzbrojenie, zjadam coś i lecę ciut kimnąć po dołączeniu do łuczników.
- Tu się wam chyba lepiej przydam niż z ciężkozbrojnymi...
Kucnął w trawie obok młodziutkiej łuczniczki z nikłym uśmiechem.
- Chcesz może trochę? - zagaił wyjmując gomółkę sera i pajdę chleba.
Nie czekając na jej reakcję odłożył pożywienie na kępkę trawy. Przyciągnął do siebie podłużne opakowanie i starannie rozpoczął rozplątywać rzemienie. W oczach dziewczyny odbiło się zdziwienie przechodzące w zachwyt gdy ujrzała dobywany w mdłym blasku księżyca przedmiot.
- Cccoo... to takiego... - wydukała.
Uśmiechnął się gładząc lekko pięknie wykonaną broń.
- To? Stary przyjaciel... Elficki Łuk Bojowy z Maelin. Chcesz obejrzeć? - zapytał i podał jej przedmiot.
Jej wzrok padł na pięknie wykonaną broń, niespotykaną w swojej skali na świecie. Łęczyska składające się z kilkuwarstwowej kompozycji wiązu górskiego i rogu, okryte cieniutką warstwą kory brzozowej idealnie spasowano z majdanem okrytym delikatną jelenią skórą zapewniając pewny chwyt. Zaklęta w nich magia drzew, zwiększa sprężystość, a co za tym idzie, pocisk zadaje poważniejsze obrażenia i pokonuje większą odległość. Grzbiet pokryto misternym ornamentem motywów roslinnych naprzemian z runami cyzelowanymi srebrem. Na kościanych wspornikach napięto cięciwę uplecioną z połączenia elfich włosów, wyselekcjonowanych i najwytrzymalszych włokien ścięgien oraz jelit zwierząt.
- Piękny... - jęknęła oddając z powrotem.
- Przyda się o poranku - skwitował z lekkim kiwnięciem głowy - A teraz jemy i spać, trza nam mieć pewne oko o poranku.
Ostatnio zmieniony 10 stycznia 2012, 22:17 przez Goldwin, łącznie zmieniany 1 raz.
-
Araven
- Reactions:
- Posty: 8334
- Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 1 time
Luzik z Kresa tylko wstęp. Gdziekolwiek będzie walczył Darion czas rozpocząć bój.
"Zwiad wrócił z intrygującą wiadomością jakiej Rawat nie oczekiwał. Liczył się z koniecznością zniszczenia wysuniętej grupki kilku, bądź nawet kilkunastu jeźdźców, co było możliwe, bo łuczników konnych i pieszych miał razem osiemnastu. Wiadomość, że Srebrne Plemię nie wysunęło ubezpieczenia, była tyleż dobra, co... niepokojąca. Srebrni wojownicy nie zaniedbywali takich rzeczy.
Pewien jesteś? zapytał zwiadowcy, chociaż nie powinien. Zwiadowca oczywiście był pewien.
Straż przednia... Na zmianę planów było już za późno, zresztą trudno rezygnować z bitwy dlatego, że... wróg zaniedbał wysunięcia awangardy. Rawat cierpliwie czekał, aż zgraja ukaże się przy leśnym cyplu, który Dorlot określił jako początek zatoki.
Wreszcie doczekał się.
Na koń rzucił przez ramię do stojących za plecami, skrytych między pniami żołnierzy. Spokojnie dodał po chwili, bo przedwczesne ukazanie się któregokolwiek z legionistów mogłoby zepsuć cały plan. Jeszcze czekamy, spokojnie.
Zgraja dość szybko posuwała się skrajem lasu. Rawat z napięciem czekał, aż Srebrni miną miejsce, gdzie byli przyczajeni topornicy. Odetchnął, gdy zgraja przeszła, nie dostrzegłszy niczego podejrzanego. Wyraźnie już widział sylwetki jeźdźców i niosące ich, niesamowite wierzchowce, które aż trudno było zwać zwierzętami... Po raz drugi wstrzymał oddech, gdy plemię znalazło się na wysokości kryjówki Astata. I znów udało się!
Zgraja liczyła dziewięćdziesięciu, a może i stu jeźdźców. Szacunki, czynione jeszcze w stanicy, potwierdziły się bardzo dokładnie.
Teraz!" rzekł w myślach setnik. Drwalu, chłopie, zakuty łbie toporniczy... Teraz, no!"
Dziesiętnik nie zawiódł. Rawat palnął się pięścią w udo widząc, jak w odległości dwustu kroków za plecami Srebrnych spomiędzy drzew wynurzają się osłonięte tarczami sylwetki ciężkozbrojnych, sprawnie formując szyk. Nie zauważono ich! Minęła chwila i wzdłuż skraju lasu przetoczył się potężny okrzyk ruszających śladem zgrai toporników. Zaskoczenie było nawet większe, niż Rawat sobie życzył, zgraja bowiem minęła już kryjówkę pieszych łuczników, na wprost której chciał stoczyć bitwę. Astat powinien teraz przesunąć nieco ludzi... Bojowy okrzyk piechoty rozbrzmiał w samą porę; dziesiętnik ciężkozbrojnych miał głowę na karku!
Zgraja pospiesznie zmieniała front, jednocześnie próbując rozwinąć skrzydło w stronę stepu. Atakująca garstka musiała być w oczach Alerów złożona z jakichś szaleńców! Uderzenia ciężkiej piechoty Srebrni zwykle przyjmowali w miejscu i pieszo ale nie przy takiej dysproporcji sił! Bez żadnych większych przygotowań plemię ruszyło do kontrataku, spełniając najskrytsze życzenia Rawata. Setnik pochylił włócznię.
Maaarsz-kłusem-marsz!
Wysunęli się ze skraju lasu bez żadnych dodatkowych komend, równo, sprawnie, znakomicie, sformowali podwójną linię, zwracającą się frontem ku zgrai. Żołnierze na zataczającym łuk skrzydle puścili konie wyciągniętym kłusem, ci bliżej lasu szli wolniej... Wyrównali! Rozbrzmiał okrzyk ruszającej do szarży lekkiej jazdy przeciągły, rozfalowany, stopniowo narastający. Wdrożone do jazdy w szyku wierzchowce nie wychodziły z linii. Kontratak Srebrnych przeciw topornikom rozpadł się w pierwszej fazie: kilku jeźdźców nie dojrzało, ani nie dosłyszało, nowego niebezpieczeństwa i dalej pędziło ku ciężkozbrojnym, inni wstrzymywali swoje pokraczne wierzchowce, wywrzaskiwano jakieś rozkazy, ostatnie szeregi znowu zmieniały front, szykując się przeciw pędzącej travarskiej jeździe, gorączkowo próbowano sformować szyki do obrony przed nieoczekiwanym, dwustronnym atakiem. Zapanowało nieuchronne zamieszanie i... szybko narastało, przechodząc najśmielsze oczekiwania Rawata! Jakiś wrogi wierzchowiec, popychany przez inne, przewrócił się widocznie, bo w centrum zgrai powstał bezładny, splątany kłąb... Rawat pociągnął swych jeźdźców do galopu.
Tak, jak przed chwilą próbował w myślach skłonić toporników do wyjścia na równinę, tak teraz liczył na Astata. Miał nadzieję, że trójkowy odnajdzie się w płynnej sytuacji, zapomni o rozkazach... Okazja była jedyna! Kotłująca się przed samymi nosami łuczników ciżba stanowiła najwdzięczniejszy cel na świecie! Kilka strzał...
Astat pojął co należy robić. Pędzący na czele swoich jeźdźców Rawat nie mógł dostrzec śmigających pocisków ale ujrzał wraże wierzchowce, miotające się i zrzucające wojowników na ziemię. Ze skraju lasu śmigała strzała za strzałą, wszystkie celne, bo nie mogło być inaczej! Zgraja skłębiła się do reszty i wówczas z dwóch stron, prawie jednocześnie, nie przeszkadzając sobie nawzajem, uderzyli topornicy Drwala i jeźdźcy Rawata!
Niewiarygodnie mało czasu upłynęło od momentu, gdy ciężkozbrojni wyszli na równinę do chwili, gdy jednocześnie z szarżującą jazdą uderzyli na wroga. Topornicy musieli przebiec tylko dwieście kroków; jezdni najwyżej pięćset.
Dokonanie w tym czasie dwóch zwrotów i sprawne rozdzielenie sił na dwa fronty przerosło możliwości zgrai bo przerosłoby możliwości najlepiej wyszkolonych i dowodzonych wojsk świata. Wykorzystanie liczebnej przewagi okazało się zupełnie niemożliwe; wojownicy, którzy mogli tę przewagę zapewnić, miotali się, uwięzieni wewnątrz kłębu, szpikowani strzałami przez łuczników Astata. Atakowana zewsząd zgraja zrazu prawie nie stawiła oporu. Groty travarskich włóczni zmiotły z wierzchowców kilku jeźdźców, desperacko próbujących przejść do kontrszarży, po czym wbiły się w bezładny tłum.
Rozpędzone travarskie rumaki, cięższe i silniejsze od alerskich zwierząt, obaliły pierwsze szeregi. Z drugiej strony topornicy, pozostawiwszy za plecami porąbane trupy tych paru srebrnych, którzy zbyt późno poniechali kontrataku, zwarli trójkątny szyk na powrót i teraz grzmocili jak w bęben, rozwalając wierzchowcom łby, druzgocząc toporami kolana i biodra jeźdźców, spychając wielkimi tarczami ryczący tłum rannych i ogarniętych paniką. Przepadali w tym tłumie ci, którzy jeszcze mogli i chcieli stawić opór.
W przeciwieństwie do konnych łuczników Rawata, których największym atutem był impet uderzenia, siła natarcia toporników nie malała. Broń Srebrnych nie radziła sobie z tęgimi tarczami i grubymi blachami napierśników. Ciężkozbrojni (zdarzało się) brali czasem cięgi od ruchliwych i zręcznych srebrnych wojowników ale wtedy, gdy ci mogli swą ruchliwość i zręczność wykorzystać. Nie mając czasu i miejsca, by odszukać słabe punkty zakutych w zbroje ludzi, Srebrni beznadziejnie próbowali zatrzymać gniotący ich, żelazny mur, bodąc go nieledwie na oślep swym prymitywnym orężem i wciąż napotykali tylko tarcze, kirysy, lub ciężkie, głębokie hełmy, skrywające niemal całe twarze przeciwników. Rawat i jego konni, z łatwością zniszczywszy samo obrzeże kłębu, teraz mozolnie walczyli mieczami i z coraz większym trudem powstrzymywali wroga, przeszedłszy z ataku do wysilonej obrony. Topornicy ciągle szli naprzód, chociaż coraz wolniej, bo opór jednak tężał, a zabici i ranni wojownicy (tym bardziej zaś pokaleczone, miotające się bezładnie zwierzęta) utrudniali dostęp do dalszych szeregów.
Szalę zwycięstwa przechylili łucznicy.
Liczebna przewaga Zraji była jednak przygniatająca. Utraciwszy, w zabitych i rannych, bez mała połowę wojowników, zgraja wciąż dwukrotnie górowała nad atakującymi. Sama masa walczących sprawiała, że zgniecenie ich jednym uderzeniem było niemożliwe.
Zaczęła się brutalna walka o przetrwanie".
Teraz czas na bój. Co robicie? Goldhard jest wśród łuczników, po tym jak zaczną strzelać, strzelasz z nimi czy do walki wręcz ruszasz? W razie strzelania możesz dzięki drugiemu atakowi strzelić 2 razy na rundę ale za drugi dodatkowy strzał tracisz 2 punkty żywotnosci jako wyczerpanie, koszt dodatkowej drugiej akcji w rundzie. Zamiast źyw można użyć punktu mocy dziennie kazdy z Was ma powiedzmy 5 mocy + startowa karma (Moc). Tak samo działa ew. drugi atak wręcz. Strzelać można 4 rundy, potem zależnie od sytuacji na polu walki. Fauvaul wśród toporników a darion tego jeszcze nie wiemy. Proszę o deklaracje co robicie.
"Zwiad wrócił z intrygującą wiadomością jakiej Rawat nie oczekiwał. Liczył się z koniecznością zniszczenia wysuniętej grupki kilku, bądź nawet kilkunastu jeźdźców, co było możliwe, bo łuczników konnych i pieszych miał razem osiemnastu. Wiadomość, że Srebrne Plemię nie wysunęło ubezpieczenia, była tyleż dobra, co... niepokojąca. Srebrni wojownicy nie zaniedbywali takich rzeczy.
Pewien jesteś? zapytał zwiadowcy, chociaż nie powinien. Zwiadowca oczywiście był pewien.
Straż przednia... Na zmianę planów było już za późno, zresztą trudno rezygnować z bitwy dlatego, że... wróg zaniedbał wysunięcia awangardy. Rawat cierpliwie czekał, aż zgraja ukaże się przy leśnym cyplu, który Dorlot określił jako początek zatoki.
Wreszcie doczekał się.
Na koń rzucił przez ramię do stojących za plecami, skrytych między pniami żołnierzy. Spokojnie dodał po chwili, bo przedwczesne ukazanie się któregokolwiek z legionistów mogłoby zepsuć cały plan. Jeszcze czekamy, spokojnie.
Zgraja dość szybko posuwała się skrajem lasu. Rawat z napięciem czekał, aż Srebrni miną miejsce, gdzie byli przyczajeni topornicy. Odetchnął, gdy zgraja przeszła, nie dostrzegłszy niczego podejrzanego. Wyraźnie już widział sylwetki jeźdźców i niosące ich, niesamowite wierzchowce, które aż trudno było zwać zwierzętami... Po raz drugi wstrzymał oddech, gdy plemię znalazło się na wysokości kryjówki Astata. I znów udało się!
Zgraja liczyła dziewięćdziesięciu, a może i stu jeźdźców. Szacunki, czynione jeszcze w stanicy, potwierdziły się bardzo dokładnie.
Teraz!" rzekł w myślach setnik. Drwalu, chłopie, zakuty łbie toporniczy... Teraz, no!"
Dziesiętnik nie zawiódł. Rawat palnął się pięścią w udo widząc, jak w odległości dwustu kroków za plecami Srebrnych spomiędzy drzew wynurzają się osłonięte tarczami sylwetki ciężkozbrojnych, sprawnie formując szyk. Nie zauważono ich! Minęła chwila i wzdłuż skraju lasu przetoczył się potężny okrzyk ruszających śladem zgrai toporników. Zaskoczenie było nawet większe, niż Rawat sobie życzył, zgraja bowiem minęła już kryjówkę pieszych łuczników, na wprost której chciał stoczyć bitwę. Astat powinien teraz przesunąć nieco ludzi... Bojowy okrzyk piechoty rozbrzmiał w samą porę; dziesiętnik ciężkozbrojnych miał głowę na karku!
Zgraja pospiesznie zmieniała front, jednocześnie próbując rozwinąć skrzydło w stronę stepu. Atakująca garstka musiała być w oczach Alerów złożona z jakichś szaleńców! Uderzenia ciężkiej piechoty Srebrni zwykle przyjmowali w miejscu i pieszo ale nie przy takiej dysproporcji sił! Bez żadnych większych przygotowań plemię ruszyło do kontrataku, spełniając najskrytsze życzenia Rawata. Setnik pochylił włócznię.
Maaarsz-kłusem-marsz!
Wysunęli się ze skraju lasu bez żadnych dodatkowych komend, równo, sprawnie, znakomicie, sformowali podwójną linię, zwracającą się frontem ku zgrai. Żołnierze na zataczającym łuk skrzydle puścili konie wyciągniętym kłusem, ci bliżej lasu szli wolniej... Wyrównali! Rozbrzmiał okrzyk ruszającej do szarży lekkiej jazdy przeciągły, rozfalowany, stopniowo narastający. Wdrożone do jazdy w szyku wierzchowce nie wychodziły z linii. Kontratak Srebrnych przeciw topornikom rozpadł się w pierwszej fazie: kilku jeźdźców nie dojrzało, ani nie dosłyszało, nowego niebezpieczeństwa i dalej pędziło ku ciężkozbrojnym, inni wstrzymywali swoje pokraczne wierzchowce, wywrzaskiwano jakieś rozkazy, ostatnie szeregi znowu zmieniały front, szykując się przeciw pędzącej travarskiej jeździe, gorączkowo próbowano sformować szyki do obrony przed nieoczekiwanym, dwustronnym atakiem. Zapanowało nieuchronne zamieszanie i... szybko narastało, przechodząc najśmielsze oczekiwania Rawata! Jakiś wrogi wierzchowiec, popychany przez inne, przewrócił się widocznie, bo w centrum zgrai powstał bezładny, splątany kłąb... Rawat pociągnął swych jeźdźców do galopu.
Tak, jak przed chwilą próbował w myślach skłonić toporników do wyjścia na równinę, tak teraz liczył na Astata. Miał nadzieję, że trójkowy odnajdzie się w płynnej sytuacji, zapomni o rozkazach... Okazja była jedyna! Kotłująca się przed samymi nosami łuczników ciżba stanowiła najwdzięczniejszy cel na świecie! Kilka strzał...
Astat pojął co należy robić. Pędzący na czele swoich jeźdźców Rawat nie mógł dostrzec śmigających pocisków ale ujrzał wraże wierzchowce, miotające się i zrzucające wojowników na ziemię. Ze skraju lasu śmigała strzała za strzałą, wszystkie celne, bo nie mogło być inaczej! Zgraja skłębiła się do reszty i wówczas z dwóch stron, prawie jednocześnie, nie przeszkadzając sobie nawzajem, uderzyli topornicy Drwala i jeźdźcy Rawata!
Niewiarygodnie mało czasu upłynęło od momentu, gdy ciężkozbrojni wyszli na równinę do chwili, gdy jednocześnie z szarżującą jazdą uderzyli na wroga. Topornicy musieli przebiec tylko dwieście kroków; jezdni najwyżej pięćset.
Dokonanie w tym czasie dwóch zwrotów i sprawne rozdzielenie sił na dwa fronty przerosło możliwości zgrai bo przerosłoby możliwości najlepiej wyszkolonych i dowodzonych wojsk świata. Wykorzystanie liczebnej przewagi okazało się zupełnie niemożliwe; wojownicy, którzy mogli tę przewagę zapewnić, miotali się, uwięzieni wewnątrz kłębu, szpikowani strzałami przez łuczników Astata. Atakowana zewsząd zgraja zrazu prawie nie stawiła oporu. Groty travarskich włóczni zmiotły z wierzchowców kilku jeźdźców, desperacko próbujących przejść do kontrszarży, po czym wbiły się w bezładny tłum.
Rozpędzone travarskie rumaki, cięższe i silniejsze od alerskich zwierząt, obaliły pierwsze szeregi. Z drugiej strony topornicy, pozostawiwszy za plecami porąbane trupy tych paru srebrnych, którzy zbyt późno poniechali kontrataku, zwarli trójkątny szyk na powrót i teraz grzmocili jak w bęben, rozwalając wierzchowcom łby, druzgocząc toporami kolana i biodra jeźdźców, spychając wielkimi tarczami ryczący tłum rannych i ogarniętych paniką. Przepadali w tym tłumie ci, którzy jeszcze mogli i chcieli stawić opór.
W przeciwieństwie do konnych łuczników Rawata, których największym atutem był impet uderzenia, siła natarcia toporników nie malała. Broń Srebrnych nie radziła sobie z tęgimi tarczami i grubymi blachami napierśników. Ciężkozbrojni (zdarzało się) brali czasem cięgi od ruchliwych i zręcznych srebrnych wojowników ale wtedy, gdy ci mogli swą ruchliwość i zręczność wykorzystać. Nie mając czasu i miejsca, by odszukać słabe punkty zakutych w zbroje ludzi, Srebrni beznadziejnie próbowali zatrzymać gniotący ich, żelazny mur, bodąc go nieledwie na oślep swym prymitywnym orężem i wciąż napotykali tylko tarcze, kirysy, lub ciężkie, głębokie hełmy, skrywające niemal całe twarze przeciwników. Rawat i jego konni, z łatwością zniszczywszy samo obrzeże kłębu, teraz mozolnie walczyli mieczami i z coraz większym trudem powstrzymywali wroga, przeszedłszy z ataku do wysilonej obrony. Topornicy ciągle szli naprzód, chociaż coraz wolniej, bo opór jednak tężał, a zabici i ranni wojownicy (tym bardziej zaś pokaleczone, miotające się bezładnie zwierzęta) utrudniali dostęp do dalszych szeregów.
Szalę zwycięstwa przechylili łucznicy.
Liczebna przewaga Zraji była jednak przygniatająca. Utraciwszy, w zabitych i rannych, bez mała połowę wojowników, zgraja wciąż dwukrotnie górowała nad atakującymi. Sama masa walczących sprawiała, że zgniecenie ich jednym uderzeniem było niemożliwe.
Zaczęła się brutalna walka o przetrwanie".
Teraz czas na bój. Co robicie? Goldhard jest wśród łuczników, po tym jak zaczną strzelać, strzelasz z nimi czy do walki wręcz ruszasz? W razie strzelania możesz dzięki drugiemu atakowi strzelić 2 razy na rundę ale za drugi dodatkowy strzał tracisz 2 punkty żywotnosci jako wyczerpanie, koszt dodatkowej drugiej akcji w rundzie. Zamiast źyw można użyć punktu mocy dziennie kazdy z Was ma powiedzmy 5 mocy + startowa karma (Moc). Tak samo działa ew. drugi atak wręcz. Strzelać można 4 rundy, potem zależnie od sytuacji na polu walki. Fauvaul wśród toporników a darion tego jeszcze nie wiemy. Proszę o deklaracje co robicie.
Ostatnio zmieniony 10 stycznia 2012, 22:21 przez Araven, łącznie zmieniany 1 raz.
Goldhart naciągał powoli cięciwę aż do styku z brodą, chwilę wstrzymywał oddech celując w upatrzony cel i niewidocznym dla oka drgnięciem opuszków palców zwalniał. Strzała mknęła przed siebie...
Staram się zachować siły na później. Nie wiem czy mogę to tak zamienić ale wolałbym na rundę nie marnować dwóch ataków tylko staranniej celować i oddać pewny strzał. Z mocą łuku nawet odleglejszy, na przykład w osobnika nacierającego na pozycje łuczników. Powiedzmy jeden na rundę. Potem przydadzą się kolejne deklaracje w kwestii możliwości strzału i walki wręcz.
Staram się zachować siły na później. Nie wiem czy mogę to tak zamienić ale wolałbym na rundę nie marnować dwóch ataków tylko staranniej celować i oddać pewny strzał. Z mocą łuku nawet odleglejszy, na przykład w osobnika nacierającego na pozycje łuczników. Powiedzmy jeden na rundę. Potem przydadzą się kolejne deklaracje w kwestii możliwości strzału i walki wręcz.
-
Araven
- Reactions:
- Posty: 8334
- Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 1 time
Sytuacja taktyczna pozwala na ooddanie łucznikom minimum 4 strzałów.
Oto one: Goldharth posyła 4 kolejne pociski
Trafienia, by trafić wystarczy 8:
20 - przebicie pancerza trafienie w tułów rany 22, jeżdziec trafiony potężnie spada z wierzchowca, strzała przebija pancerz
10 - trafienie w nogę - 15 obrażeń, brak oslony
13 - trafienie w ramię - 13 obrażeń, brak osłony
11 - trafienie w tułów - 17 obrażeń minus 4 za pancerz na tułowiu = 13 obrażeń
Trafiony drugim strzałem Goldharta w nogę jeździec oberwał od innego łucznika i także zostal powalony. Trzecia i czwarta strzała powaliła nastepnego z łupieżców, po trafieniu w ramię odsłonił się i kolejny pocisk Zwiadowcy wymierzony w korpus Alera wyeliminował go z walki.
Oto one: Goldharth posyła 4 kolejne pociski
Trafienia, by trafić wystarczy 8:
20 - przebicie pancerza trafienie w tułów rany 22, jeżdziec trafiony potężnie spada z wierzchowca, strzała przebija pancerz
10 - trafienie w nogę - 15 obrażeń, brak oslony
13 - trafienie w ramię - 13 obrażeń, brak osłony
11 - trafienie w tułów - 17 obrażeń minus 4 za pancerz na tułowiu = 13 obrażeń
Trafiony drugim strzałem Goldharta w nogę jeździec oberwał od innego łucznika i także zostal powalony. Trzecia i czwarta strzała powaliła nastepnego z łupieżców, po trafieniu w ramię odsłonił się i kolejny pocisk Zwiadowcy wymierzony w korpus Alera wyeliminował go z walki.
Ostatnio zmieniony 11 stycznia 2012, 17:06 przez Araven, łącznie zmieniany 1 raz.
Fauval kroczył nieustępliwie wraz z innymi ciężkimi miażdżąc i pchając przed sobą Alerów niczym stalowy walec. Rego ramię niezmordowanie wznosiło się i opadało rodzielając zabójcze ciosy. Jego pokryta posoką ząbkowana szabla szczerzyła swe kły z każdym zamachem siejąc wokół alerską juhą, zaś wyszczerzone kły bestii, do której podbna była głowa krasnoluda przyodziana w bojowy hełm, powodowały w szeragach wroga jeszcze większe zamieszanie.
-
Araven
- Reactions:
- Posty: 8334
- Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 1 time
Starcie Fauvala wręcz runda I-sza.
Po początkowym natarciu ciężkozbrojnychh skoordynowanym z uderzeniem konnych Rawata oraz dzięki ostrzałowi łuczników Astata dzielnie wspieranych przez Goldharta, wielu Alerów zostało pozbawionych swoich wehwetów tylko częściowo podobnych do koni. Krasnolud zbrojny w runiczna szable i używający tarczy stanął naprzeciw 4-ech pieszych wojowników żadnych jego śmierci. Jako pierwszy zdołał zadac cios.
1 - szabla Fauvala tr 25 wyjątkowy sukces oznacza przebicie pancerza wroga, potężne cięcie szabli zbrojmistrza z łatwością przecięło lekki pancerz Alera cięty przez brzuch zwalił sie do tyłu, cios był śmiertelny, posoka Alera pochlapała tarczę Fauvala. Trzej pozostali Alerowie uderzyli na krasnoluda, dwóch jest zbrojnych w topory bojowe, jeden w nabijaną kolcami maczugę.
1 Aler - cios topora za 19 tr, w prawą nogę za 15 obrażeń minus pancerz na nogach 8 = 7 obrażeń o ile nie unikniesz
2 Aler - cios topora za 13 tr, w tułów za 14 obrażeń minus pancerz 11 = 3 obrażenia o ile nie unikniesz
3 Aler - cios maczugi za 15 tr w tułów za 16 obrażeń minus pancerz na tułowiu 11 = 5 obrażeń o ile nie unikniesz.
Co robisz? unikasz, ripostujesz o ile masz ripostę?
Po początkowym natarciu ciężkozbrojnychh skoordynowanym z uderzeniem konnych Rawata oraz dzięki ostrzałowi łuczników Astata dzielnie wspieranych przez Goldharta, wielu Alerów zostało pozbawionych swoich wehwetów tylko częściowo podobnych do koni. Krasnolud zbrojny w runiczna szable i używający tarczy stanął naprzeciw 4-ech pieszych wojowników żadnych jego śmierci. Jako pierwszy zdołał zadac cios.
1 - szabla Fauvala tr 25 wyjątkowy sukces oznacza przebicie pancerza wroga, potężne cięcie szabli zbrojmistrza z łatwością przecięło lekki pancerz Alera cięty przez brzuch zwalił sie do tyłu, cios był śmiertelny, posoka Alera pochlapała tarczę Fauvala. Trzej pozostali Alerowie uderzyli na krasnoluda, dwóch jest zbrojnych w topory bojowe, jeden w nabijaną kolcami maczugę.
1 Aler - cios topora za 19 tr, w prawą nogę za 15 obrażeń minus pancerz na nogach 8 = 7 obrażeń o ile nie unikniesz
2 Aler - cios topora za 13 tr, w tułów za 14 obrażeń minus pancerz 11 = 3 obrażenia o ile nie unikniesz
3 Aler - cios maczugi za 15 tr w tułów za 16 obrażeń minus pancerz na tułowiu 11 = 5 obrażeń o ile nie unikniesz.
Co robisz? unikasz, ripostujesz o ile masz ripostę?
Ostatnio zmieniony 11 stycznia 2012, 10:21 przez Araven, łącznie zmieniany 1 raz.
Rozumiem, że przeciwnicy nie zawahali się nawet pomimo strasznej aury roztaczanej przez mój hełm?
Oczywiście staram się uniknąć któregoś z ciosów. Jeśli obrażenia testujesz po uniku (tzn. nie wiem wcześniej za ile oberwę od każdego z ciosów), to unikam ciosu nr 2, jeśli to wiem - to unik do ciosu nr 3.
Oczywiście staram się uniknąć któregoś z ciosów. Jeśli obrażenia testujesz po uniku (tzn. nie wiem wcześniej za ile oberwę od każdego z ciosów), to unikam ciosu nr 2, jeśli to wiem - to unik do ciosu nr 3.