PBF - Pazur w mroku
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Trzeci tydzień Golovusu 602 AR, lasy opodal Tverkutska
Ivash pierwszy spostrzegł, że coś poszło nie tak, ledwie tylko wystawił głowę z chaszczy. Strzępy rzemienia wciąż zwisały z dębowej gałęzi, ale po zezwłoku roglacza nie było śladu.
- Szlag by to! - syknął młodzieniec zaciskając gniewnie szczęki - Całą drogę kłucie czułem w zadku, a to niezawodnie przeczucie, że coś nam humor spaskudzi!
Volkh wspiął się na palce, przezornie nie wychodząc z zarośli i lustrując w zamian bacznym wzrokiem całą kotlinkę. Jego uwadze nie uszedł fakt, że pod drzewem nie leżały żadne szczątki zwierzęcia, przynajmniej takie, które byłyby dostrzegalne z odległości dzielącej myśliwych od dębowego zagajnika. W pogniecionej trawie walało się jedynie masywne bezgłowe cielsko trolla.
- Cokolwiek roglacza z drzewa ściągnęło, nie żarło od razu - zauważył trzeźwo Wilimov - Albo to był sagu i go zaraz w powietrze uniósł albo inszy troll.
W otaczających kotlinę kępach drzew panowała cisza, której nie przerywał nawet ptasi świergot, wypełniona jedynie pluskiem potoku i szumem gałęzi.
Wątek techniczny
Roglacz zniknął, a troll jest niestety niejadalny (przynajmniej dla ludzi). Jeśli chcecie, możecie dokładniej obadać ślady pozostawione na miejscu, może nawet podjąć trop kradzieja. Ewentualnie inwestując trochę czasu możecie spróbować nałapać ryb w potoku. Co robicie?
Ivash pierwszy spostrzegł, że coś poszło nie tak, ledwie tylko wystawił głowę z chaszczy. Strzępy rzemienia wciąż zwisały z dębowej gałęzi, ale po zezwłoku roglacza nie było śladu.
- Szlag by to! - syknął młodzieniec zaciskając gniewnie szczęki - Całą drogę kłucie czułem w zadku, a to niezawodnie przeczucie, że coś nam humor spaskudzi!
Volkh wspiął się na palce, przezornie nie wychodząc z zarośli i lustrując w zamian bacznym wzrokiem całą kotlinkę. Jego uwadze nie uszedł fakt, że pod drzewem nie leżały żadne szczątki zwierzęcia, przynajmniej takie, które byłyby dostrzegalne z odległości dzielącej myśliwych od dębowego zagajnika. W pogniecionej trawie walało się jedynie masywne bezgłowe cielsko trolla.
- Cokolwiek roglacza z drzewa ściągnęło, nie żarło od razu - zauważył trzeźwo Wilimov - Albo to był sagu i go zaraz w powietrze uniósł albo inszy troll.
W otaczających kotlinę kępach drzew panowała cisza, której nie przerywał nawet ptasi świergot, wypełniona jedynie pluskiem potoku i szumem gałęzi.
Wątek techniczny
Roglacz zniknął, a troll jest niestety niejadalny (przynajmniej dla ludzi). Jeśli chcecie, możecie dokładniej obadać ślady pozostawione na miejscu, może nawet podjąć trop kradzieja. Ewentualnie inwestując trochę czasu możecie spróbować nałapać ryb w potoku. Co robicie?
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
- Wot bljat!. Roglacza zabrał! Nado pasmatryt szczo jakowe tropy zostawył. - Wyszeptał Volkh, zupełnie jakby "złodziej" czaił się dwie stopy dalej.
Wątek techniczny
Sugeruję podkradnięcie się pod drzewo, bo nuż ktoś się czai za rzeczką. Sprawdzimy co to było i potem ewentualnie zdecydujemy co dalej. Jakieś inne pomysły Panowie?
Wątek techniczny
Sugeruję podkradnięcie się pod drzewo, bo nuż ktoś się czai za rzeczką. Sprawdzimy co to było i potem ewentualnie zdecydujemy co dalej. Jakieś inne pomysły Panowie?
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Trzeci tydzień Golovusu 602 AR, lasy opodal Tverkutska
Myśliwi opuścili ostrożnie gęstwę, trzymając w rękach toporki i rozglądając się uważnie na wszystkie strony. Volkh sunął przodem, uważnie stawiając stopy i patrząc pod nogi z nadzieją na wypatrzenie tropu mogącego zdradzić mu tożsamość złodzieja łupu.
- Sagu - wysyczał w pewnej chwili, unosząc rękę i wstrzymując w miejscu swych kuzynów - Patrzajcie tutaj, na te ślady.
Tuż pod gałęzią, na której Ivash podwiesił resztki roglacza odcisnęły się w miękkiej ziemi głębokie ślady ptasich łap, budzące grozę swymi rozmiarami.
Wątek techniczny
Cóż, zawsze istniało takie ryzyko, że roglaczem zainteresuje się jakiś padlinożerca, a że ślady jednoznacznie wskazują na sagu, mięso możecie uważać za stracone - nawet nie wiecie, gdzie ptaszysko poleciało.
Myśliwi opuścili ostrożnie gęstwę, trzymając w rękach toporki i rozglądając się uważnie na wszystkie strony. Volkh sunął przodem, uważnie stawiając stopy i patrząc pod nogi z nadzieją na wypatrzenie tropu mogącego zdradzić mu tożsamość złodzieja łupu.
- Sagu - wysyczał w pewnej chwili, unosząc rękę i wstrzymując w miejscu swych kuzynów - Patrzajcie tutaj, na te ślady.
Tuż pod gałęzią, na której Ivash podwiesił resztki roglacza odcisnęły się w miękkiej ziemi głębokie ślady ptasich łap, budzące grozę swymi rozmiarami.
Wątek techniczny
Cóż, zawsze istniało takie ryzyko, że roglaczem zainteresuje się jakiś padlinożerca, a że ślady jednoznacznie wskazują na sagu, mięso możecie uważać za stracone - nawet nie wiecie, gdzie ptaszysko poleciało.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Trzeci tydzień Golovusu 602 AR, lasy opodal Tverkutska
Zmierzch był coraz bliżej, a kładące się po ziemi długie cienie dodawały młodym Kossytom skrzydeł. Wciąż zachowując czujność na tyle, na ile to było możliwe, myśliwi biegli gęsiego przez puszczańską gęstwinę, przeskakując zwalone pnie drzew i odchylając rękami sprężyste gałązki krzewów. Utykający nieznacznie Ivan truchtał pośrodku, pilnowany od przodu i z tyłu przez trzymających przezornie toporki w rękach kuzynów. Stary bór nie sprzyjał łucznikom, poza niewielkimi przecinkami poszycie lasu było tak gęste, że polujący cicho czarnogrzyw mógłby wypaść z zasadzki wprost na ludzi, a ci pewnikiem spostrzegliby go dopiero w ostatniej chwili. Smoliki miały nadnaturalną wręcz zdolność do szykowania takich zasadzek, wtapiając się w wieczorny półmrok i tkwiąc w bezruchu do momentu, w którym nieświadoma zagrożenia ofiara wpadała im prosto w pazurzaste łapy.
Ptasie śpiewy i pokrzykiwania cichły coraz bardziej, latająca zwierzyna ściągała bowiem do swych gniazd i tylko gdzieś wysoko w górze rozbrzmiewał mrowiem głosów skrzek wielkich stad gawronów. Volkh oderwał spojrzenie od prześwitujących między konarami ciemnych przestworzy, przygryzł usta uświadamiając sobie, że mrok pomiędzy drzewami robi się coraz gęściejszy. Bogobojni wyznawcy Menotha unikali wychodzenia po zmroku w puszczę, świadomi doskonale tego, że nocną porą prastare bory brał w swe władanie okrutny Żmij i jego krwiożercze potomstwo: trollaki, bogriny, argusy czy nawet budzące skrajną grozę wilczary. Na nagich szczytach dzikich gór płonęły niektórymi nocami ofiarne stosy, wśród turni niósł się głuchy rytm wygrywany na obciągniętych ludzką skórą bębnach, a przeraźliwy skowyt pożeranych żywcem nieszczęśników pochwyconych w puszczańskich matecznikach wznosił się upiorną nutą ku księżycom.
- Żwawo, dzieweczki! - syknął Wilimov oglądając się w stronę swych kuzynów - Ani mi się widzi...
Młodzieniec urwał znienacka dostrzegając kątem oka jakiś cień, który śmignął w głębi krzaczastego poszycia lasu zapadając się bezgłośnie w gęstym półmroku.
- Co jest? - wycedził przez zęby Ivash czytając bezbłędnie z mowy ciała Volkha i ściskając mocniej swój toporek.
Wątek techniczny
Zmierzch nadchodzi, w puszczy coraz ciemniej, nerwy napięte jak postronki. Tak to już jest, wychodząc w tej krainie na polowanie człowiek nigdy nie ma pewności, czy będzie tym razem myśliwym czy zwierzyną. Zresztą duża różnica tkwi też w charakterze samej zwierzyny: czym innym jest stanie się posiłkiem argusa, a czym innym rola głównego dnia w orgiastycznym rytuale czcicieli Żmija.
Swoją drogą, postaram się w tym tygodniu znaleźć trochę czasu, by przybliżyć Wam przynajmniej pokrótce trzy główne bóstwa północnego Khadoru: Menotha, Morrowa i Żmija.
Zmierzch był coraz bliżej, a kładące się po ziemi długie cienie dodawały młodym Kossytom skrzydeł. Wciąż zachowując czujność na tyle, na ile to było możliwe, myśliwi biegli gęsiego przez puszczańską gęstwinę, przeskakując zwalone pnie drzew i odchylając rękami sprężyste gałązki krzewów. Utykający nieznacznie Ivan truchtał pośrodku, pilnowany od przodu i z tyłu przez trzymających przezornie toporki w rękach kuzynów. Stary bór nie sprzyjał łucznikom, poza niewielkimi przecinkami poszycie lasu było tak gęste, że polujący cicho czarnogrzyw mógłby wypaść z zasadzki wprost na ludzi, a ci pewnikiem spostrzegliby go dopiero w ostatniej chwili. Smoliki miały nadnaturalną wręcz zdolność do szykowania takich zasadzek, wtapiając się w wieczorny półmrok i tkwiąc w bezruchu do momentu, w którym nieświadoma zagrożenia ofiara wpadała im prosto w pazurzaste łapy.
Ptasie śpiewy i pokrzykiwania cichły coraz bardziej, latająca zwierzyna ściągała bowiem do swych gniazd i tylko gdzieś wysoko w górze rozbrzmiewał mrowiem głosów skrzek wielkich stad gawronów. Volkh oderwał spojrzenie od prześwitujących między konarami ciemnych przestworzy, przygryzł usta uświadamiając sobie, że mrok pomiędzy drzewami robi się coraz gęściejszy. Bogobojni wyznawcy Menotha unikali wychodzenia po zmroku w puszczę, świadomi doskonale tego, że nocną porą prastare bory brał w swe władanie okrutny Żmij i jego krwiożercze potomstwo: trollaki, bogriny, argusy czy nawet budzące skrajną grozę wilczary. Na nagich szczytach dzikich gór płonęły niektórymi nocami ofiarne stosy, wśród turni niósł się głuchy rytm wygrywany na obciągniętych ludzką skórą bębnach, a przeraźliwy skowyt pożeranych żywcem nieszczęśników pochwyconych w puszczańskich matecznikach wznosił się upiorną nutą ku księżycom.
- Żwawo, dzieweczki! - syknął Wilimov oglądając się w stronę swych kuzynów - Ani mi się widzi...
Młodzieniec urwał znienacka dostrzegając kątem oka jakiś cień, który śmignął w głębi krzaczastego poszycia lasu zapadając się bezgłośnie w gęstym półmroku.
- Co jest? - wycedził przez zęby Ivash czytając bezbłędnie z mowy ciała Volkha i ściskając mocniej swój toporek.
Wątek techniczny
Zmierzch nadchodzi, w puszczy coraz ciemniej, nerwy napięte jak postronki. Tak to już jest, wychodząc w tej krainie na polowanie człowiek nigdy nie ma pewności, czy będzie tym razem myśliwym czy zwierzyną. Zresztą duża różnica tkwi też w charakterze samej zwierzyny: czym innym jest stanie się posiłkiem argusa, a czym innym rola głównego dnia w orgiastycznym rytuale czcicieli Żmija.
Swoją drogą, postaram się w tym tygodniu znaleźć trochę czasu, by przybliżyć Wam przynajmniej pokrótce trzy główne bóstwa północnego Khadoru: Menotha, Morrowa i Żmija.
-
Araven
- Reactions:
- Posty: 8334
- Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 1 time
Takoż sięgam po toporek. Czujność zachowując.
Techniczny:
Ja jestem ciekaw zwłaszcza Żmija i tych rytualów. To bóstwo zle czy chaotyczne, czy i to i to?
Techniczny:
Ja jestem ciekaw zwłaszcza Żmija i tych rytualów. To bóstwo zle czy chaotyczne, czy i to i to?
Ostatnio zmieniony 16 stycznia 2012, 22:13 przez Araven, łącznie zmieniany 1 raz.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Trzeci tydzień Golovusu 602 AR, lasy opodal Tverkutska
Gdzieś po prawicy Volkha trzasnęły jakieś zdeptane gałązki. Kossyta obrócił się błyskawicznie w tamtą stronę, próbując przeniknąć wzrokiem zdenerwowanym wzrokiem mrok zalegający w gęstwinie. O ile wcześniej myśliwy próbował sobie jeszcze wmawiać, że dziwne cienie mogły być jedynie przywidzeniem, teraz nie miał już wątpliwości, że coś skradało się w pobliżu trójki ludzi korzystając z osłony zapewnianej przez półmrok puszczy i nie przejawiając zamiaru oddalenia się w inną stronę.
Wyobraźnia młodego Kossyty podsunęła mu natychmiast obraz wygłodniałego dwugłowego argusa lub skulonego w kłębek wściekłego bogrina w skórzanej przepasce na biodrach i z topornymi kolczykami przeciągniętymi przez nietoperzowate uszy. Żerujące po zmroku stworzenia przebudzały się jedno po drugim, ruszając leniwie na łowy, które miały trwać aż do brzasku następnego dnia, toteż Volkh nie pragnął teraz niczego więcej jak tylko krzepiącego widoku otwartej przyjaźnie miejskiej bramy Tverkutska.
Gałązki trzasnęły ponownie, tym razem kilkanaście stóp dalej. Wilimov rzucił ostrzegawcze spojrzenie w stronę Nazarko, nie mając do końca pewności, czy hałas spowodował ten sam stwór, co wcześniej czy też było ich więcej.
- Słyszycie? - odezwał się półgębkiem Ivan, przyciskając do boku bolącą coraz bardziej ugryzioną rękę i unosząc się na palcach stóp.
- Pewnie, że słyszymy! - sarknął w odpowiedzi Volkh - Cichaj, do kroćset...
- Nie o to mi szło - rzucił ożywionym tonem myśliwy - Śpiew słyszę.
Volkh potrząsnął przecząco głową zastanawiając się, czy nadmiar cierpienia aby nie zaczął odbierać druhowi zdrowego rozsądku, znienacka jednak usłyszał to samo, co Karakov: nierówny odgłos śpiewających piosenkę męskich głosów, dobiegających gdzieś zza sąsiedniego pagórka.
Wątek techniczny
Gdzieś z głębi pociętego pagórkami lasu słychać dźwięk sprośnej piosenki wyśpiewywanej przez kilkanaście ochrypłych męskich głosów. Wydaje się, że odgłosy te właśnie osiągnęły swe apogeum i ponownie zaczynają cichnąć, świadcząc o tym, że śpiewacy najwyraźniej już Was minęli i powoli się oddalają, aczkolwiek zmierzają w stronę zachodzącego słońca - a tym samym najpewniej Tverkutska. Co robicie?
Gdzieś po prawicy Volkha trzasnęły jakieś zdeptane gałązki. Kossyta obrócił się błyskawicznie w tamtą stronę, próbując przeniknąć wzrokiem zdenerwowanym wzrokiem mrok zalegający w gęstwinie. O ile wcześniej myśliwy próbował sobie jeszcze wmawiać, że dziwne cienie mogły być jedynie przywidzeniem, teraz nie miał już wątpliwości, że coś skradało się w pobliżu trójki ludzi korzystając z osłony zapewnianej przez półmrok puszczy i nie przejawiając zamiaru oddalenia się w inną stronę.
Wyobraźnia młodego Kossyty podsunęła mu natychmiast obraz wygłodniałego dwugłowego argusa lub skulonego w kłębek wściekłego bogrina w skórzanej przepasce na biodrach i z topornymi kolczykami przeciągniętymi przez nietoperzowate uszy. Żerujące po zmroku stworzenia przebudzały się jedno po drugim, ruszając leniwie na łowy, które miały trwać aż do brzasku następnego dnia, toteż Volkh nie pragnął teraz niczego więcej jak tylko krzepiącego widoku otwartej przyjaźnie miejskiej bramy Tverkutska.
Gałązki trzasnęły ponownie, tym razem kilkanaście stóp dalej. Wilimov rzucił ostrzegawcze spojrzenie w stronę Nazarko, nie mając do końca pewności, czy hałas spowodował ten sam stwór, co wcześniej czy też było ich więcej.
- Słyszycie? - odezwał się półgębkiem Ivan, przyciskając do boku bolącą coraz bardziej ugryzioną rękę i unosząc się na palcach stóp.
- Pewnie, że słyszymy! - sarknął w odpowiedzi Volkh - Cichaj, do kroćset...
- Nie o to mi szło - rzucił ożywionym tonem myśliwy - Śpiew słyszę.
Volkh potrząsnął przecząco głową zastanawiając się, czy nadmiar cierpienia aby nie zaczął odbierać druhowi zdrowego rozsądku, znienacka jednak usłyszał to samo, co Karakov: nierówny odgłos śpiewających piosenkę męskich głosów, dobiegających gdzieś zza sąsiedniego pagórka.
Wątek techniczny
Gdzieś z głębi pociętego pagórkami lasu słychać dźwięk sprośnej piosenki wyśpiewywanej przez kilkanaście ochrypłych męskich głosów. Wydaje się, że odgłosy te właśnie osiągnęły swe apogeum i ponownie zaczynają cichnąć, świadcząc o tym, że śpiewacy najwyraźniej już Was minęli i powoli się oddalają, aczkolwiek zmierzają w stronę zachodzącego słońca - a tym samym najpewniej Tverkutska. Co robicie?
-
Araven
- Reactions:
- Posty: 8334
- Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 1 time
Cholera, pewnie zbóje jakowyś ku osadzie idą. Jak spiewają znaczy liczni są i pewni swego. Trza nam cichcem ich obejść jak sie nieco oddalą i ostrzec naszych. A jak ku osadzie nie zmierzają tym lepiej. Ale ostrożności nigdy za wiele. Tverkutsko mus nam ostrzec.
Ostatnio zmieniony 17 stycznia 2012, 00:02 przez Araven, łącznie zmieniany 1 raz.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Wątek techniczny
Czyżbyście byli między młotem i kowadłem?
Z jednej strony coś ewidentnie czai się w lesie w Waszym pobliżu i przejawia wyraźne zainteresowanie Waszymi postaciami. Z drugiej strony gwar śpiewających męskich głosów budzący w Ivanie skojarzenie ze zbójami!
I co teraz? W którą stronę uciekać?
Czyżbyście byli między młotem i kowadłem?
Z jednej strony coś ewidentnie czai się w lesie w Waszym pobliżu i przejawia wyraźne zainteresowanie Waszymi postaciami. Z drugiej strony gwar śpiewających męskich głosów budzący w Ivanie skojarzenie ze zbójami!
I co teraz? W którą stronę uciekać?
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
Ivash wsłuchiwał się słowa śpiewanej piosenki. W jakim języku była, czy ją znał. Za czasów służby wojskowej poznał spory repertuar takich przyśpiewek. Przydawały się w marszu, w barze i przy ognisku.
- Ot, od razu zbóje, może to żołdaki ciągną do miasta, a że ich strach obleciał to sobie śpiewają dla animuszu. Kimkolwiek by nie byli, wolę z ludźmi mieć do czynienia niż leśnymi monstrami.
- Ot, od razu zbóje, może to żołdaki ciągną do miasta, a że ich strach obleciał to sobie śpiewają dla animuszu. Kimkolwiek by nie byli, wolę z ludźmi mieć do czynienia niż leśnymi monstrami.