PBF - Pazur w mroku
-
Araven
- Reactions:
- Posty: 8334
- Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 1 time
Ja uważam podobnie jak Ivash. Kupię jeno ten topór i ruszajmy ku puszczy. Posadnik może nas zignorować albo wsadzić do aresztu, nie wiadomo co w liście jest. Ku Zarenivowi ruszajmy. I opuśćmy ten gmach jak najszybciej, wolę być na świeżym powietrzu.
Wątek techniczny:
Stosunek do Khardów: Ledwo ich toleruję, za bardzo sie panoszą.
Stosunek do nie-Kossytow: życzliwy w miarę, chyba, że się wywyższają albo są Khardami.
Żarliwosc religijna: jestem religijny, ale inne kulty też szanuję o ile nie są z natury złe.
Poczucie humoru: raczej poważny jestem.
Technologia: negatywnie jestem do niej nastawiony.
Stosunek do bogactwa: kasa to nie wszystko, raczej jako środki do celu je traktuję, nie jak cel sam w sobie.
Stosunek do dziewczyn: szukam tej jedynej, ale doświadczenia rózne mile widziane.
Więzy rodzinne: bardzo ważna.
Stosunek do cudzej własności: nie zabieram co nie moje, chyba że zdobyczne.
Wątek techniczny:
Stosunek do Khardów: Ledwo ich toleruję, za bardzo sie panoszą.
Stosunek do nie-Kossytow: życzliwy w miarę, chyba, że się wywyższają albo są Khardami.
Żarliwosc religijna: jestem religijny, ale inne kulty też szanuję o ile nie są z natury złe.
Poczucie humoru: raczej poważny jestem.
Technologia: negatywnie jestem do niej nastawiony.
Stosunek do bogactwa: kasa to nie wszystko, raczej jako środki do celu je traktuję, nie jak cel sam w sobie.
Stosunek do dziewczyn: szukam tej jedynej, ale doświadczenia rózne mile widziane.
Więzy rodzinne: bardzo ważna.
Stosunek do cudzej własności: nie zabieram co nie moje, chyba że zdobyczne.
Ostatnio zmieniony 26 stycznia 2012, 19:14 przez Araven, łącznie zmieniany 1 raz.
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Voyt jest Kossytą zdaje mi się ale zaraz sprawdze.
Edit: Za Kethem:
Edit: Za Kethem:
Więc bratanie się z Khardami odpada. Ale jak będziecie optować za wycieczką w lasy to idziemy.Posadnik Anton Voyt (mężczyzna Kossyta Ary3/Rgr11) - posadnik Voyt to szorstki mężczyzna przed czterdziestką. Niższy od przeciętnych ziomków, ale znacznie od nich posępniejszy, Anton dużo bardziej przypomina leśnika niż urzędnika państwowego. Zawsze angażuje się osobiście w rozwiązywanie problemów - czy to politycznych czy społecznych - i nie waha się przed ubrudzeniem rąk, jeśli sytu
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Wątek techniczny
Jak dzielicie wynagrodzenie za łeb trolla? Na trzy części czy Ivash zgarnia wszystko? Mogę definitywnie rozliczyć Wasze plany zakupowe?
Jest wczesne przedpołudnie - chcecie ruszać od razu w trasę? Powiecie wujowi o swoich planach?
I najważniejsze - dwudniowa podróż przez tę głuszę będzie ciężkim wyzwaniem, dlatego trafia się Wam właśnie niepowtarzalna szansa na powiększenie drużyny! Jeśli do jutra wieczora znajdziecie chętnego BG (i oczywiście sami będziecie tego chcieli), możecie dokoptować czwartego Kossytę do zespołu (bliskiego znajomka jednego z Was)! Chcecie skorzystać z tej opcji?
Jak dzielicie wynagrodzenie za łeb trolla? Na trzy części czy Ivash zgarnia wszystko? Mogę definitywnie rozliczyć Wasze plany zakupowe?
Jest wczesne przedpołudnie - chcecie ruszać od razu w trasę? Powiecie wujowi o swoich planach?
I najważniejsze - dwudniowa podróż przez tę głuszę będzie ciężkim wyzwaniem, dlatego trafia się Wam właśnie niepowtarzalna szansa na powiększenie drużyny! Jeśli do jutra wieczora znajdziecie chętnego BG (i oczywiście sami będziecie tego chcieli), możecie dokoptować czwartego Kossytę do zespołu (bliskiego znajomka jednego z Was)! Chcecie skorzystać z tej opcji?
-
Araven
- Reactions:
- Posty: 8334
- Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 1 time
Kasę dzielimy równo na trzy części. Ja jestem prawie na zero, mam 7 kopytek po kupnie dużego topora i sprzedaży toporka. Co do listu, przejrze wpisy i dam znać czy damy go posadnikowi czy Zarenivowi...
Podług napisu na tubie listu zaznaczono do rak własnych kajaza Zareniva, znaczy może cosik poufnego i może mu to narobic kłopotu, jemu więc list oddamy.
Co do czwartego gracza, fajnie by było, ale nie wiem czy Ktoś się zgłosi, ja nie mam nikogo znajomego coby zagrał.
Podług napisu na tubie listu zaznaczono do rak własnych kajaza Zareniva, znaczy może cosik poufnego i może mu to narobic kłopotu, jemu więc list oddamy.
Co do czwartego gracza, fajnie by było, ale nie wiem czy Ktoś się zgłosi, ja nie mam nikogo znajomego coby zagrał.
Ostatnio zmieniony 26 stycznia 2012, 22:28 przez Araven, łącznie zmieniany 1 raz.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Wątek techniczny
Ivan - po kupnie lekkiej skórzni zostały mu jeszcze 23 kopytka. Po podziale nagrody stan sakiewki skacze na 73. Po sprzedaniu lekkiego toporka robi się 111. Ivash pożyczył 10 srebrników. Tym samym 121 na zakup ciężkiego topora i faktycznie 7 zostaje w sakiewce.
Teraz Volkh. 140 bazowo, do tego 50 nagrody, robi się 190. Sprzedaż lekkiego toporka podbije kwotę do 228. Lekka skórznia i krótki miecz to razem 258, więc albo trzeba pożyczyć od Ivasha 30 kopytek albo brać miecz i przeszywanicę za 203 kopytka, wtedy zostanie w sakiewce 25 srebrników.
Ivashowi po kupnie lunety i pożyczeniu 10 kopytek Ivanowi zostało 78 srebrników, więc opcją jest jeszcze przeszywanica za 72 albo pożyczka 30 kopytek Volkhowi.
A poniżej symbol khadoriańskiego Kowadła:
Ivan - po kupnie lekkiej skórzni zostały mu jeszcze 23 kopytka. Po podziale nagrody stan sakiewki skacze na 73. Po sprzedaniu lekkiego toporka robi się 111. Ivash pożyczył 10 srebrników. Tym samym 121 na zakup ciężkiego topora i faktycznie 7 zostaje w sakiewce.
Teraz Volkh. 140 bazowo, do tego 50 nagrody, robi się 190. Sprzedaż lekkiego toporka podbije kwotę do 228. Lekka skórznia i krótki miecz to razem 258, więc albo trzeba pożyczyć od Ivasha 30 kopytek albo brać miecz i przeszywanicę za 203 kopytka, wtedy zostanie w sakiewce 25 srebrników.
Ivashowi po kupnie lunety i pożyczeniu 10 kopytek Ivanowi zostało 78 srebrników, więc opcją jest jeszcze przeszywanica za 72 albo pożyczka 30 kopytek Volkhowi.
A poniżej symbol khadoriańskiego Kowadła:
Ostatnio zmieniony 28 stycznia 2012, 11:27 przez Keth, łącznie zmieniany 1 raz.
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3639
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
-
Araven
- Reactions:
- Posty: 8334
- Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 1 time
No ja mam 7 kopytek, 5 pożyczam Volkhowi, chyba, że Ivash ma więcej gotówki na zbyciu. (I tak 10 muszę Ivashowi oddać. 
Ostatnio zmieniony 27 stycznia 2012, 19:07 przez Araven, łącznie zmieniany 1 raz.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
18 dzień Golovusu 602 AR, faktoria kupiecka
Pchnięte mocno drzwi sklepu odskoczyły od futryny, zazgrzytały na wymagających rychłej konserwacji zawiasach. Ivan Karakov przeszedł przez próg ciemnego zagraconego budynku prostując się mimowolnie i naprężając mięśnie. Założona z pomocą kuzynów skórznia była nowiutka, przez co wpijała się tu i ówdzie w ciało myśliwego, ale ukontentowany zakupem młodzieniec starał się nie zwracać na tak drobne mankamenty uwagi. Poprawiwszy sprzączkę pasa Kossyta położył dłoń na stylisku przewieszonego przez plecy ciężkiego topora, noszonego na wojskową modłę z rączką sterczącą ponad prawym barkiem myśliwego.
Oszczędności ostatnich kilku miesięcy zniknęły w przepastnym kuferku ponurego brodatego handlarza, ale Karakov machnął na to ręką, godząc się z koniecznością zadbania o swe życie i zdrowie. Posiadłość kajaza Zareniva położona była wśród lesistych wzgórz na wschód od rozlewiska Czernichły, odgrodzona od Tverkutska i sąsiadujących z miastem puszczańskich sadyb gęstym starym borem pełnym jarów, kotlin i stromych skarp, pociętym niewielkimi rzeczkami i upstrzonym leśnymi sadzawkami. Wiodące w tę stronę puszczańskie trakty były zaniedbane i rzadko uczęszczane, bo mieszkający kilkadziesiąt mil dalej Kossyci z pogórza Nyschathy woleli utrzymywać kontakty handlowe z osadami sąsiedniej Skirownii, rzadko kierując swe kroki na zachód. Kajaz Zareniv miał spory poczet zbrojnych i pachołków, wśród nich zaprawionych w leśnym rzemiośle kossyckich przepatrywaczy, toteż dbał o bezpieczeństwo własnych wozów śląc do Tverkutska ze złotymi samorodkami i wyprawionymi futrami silne grupy strażników, za nic miał jednak podróżujących po jego ziemi obcych.
Jeśli ktoś zamierzał tam wędrować na własną rękę, musiał się sam o siebie zatroszczyć, a Ivan nie zamierzał dać się ponownie pogryźć byle trollikowi. Niedaleki od Czernichły masyw Nyschathy wystrzeliwał w przestworza stromymi bryłami górskich zboczy, zdając się sięgać ośnieżonymi wierzchołkami wiszących na niebie obłoków. Karakov nigdy dotąd nie zapuszczał się w tamtą stronę, ale miał sposobność wiele się o Górach Nyschathy nasłuchać i rzadko kiedy były to krzepiące opowieści. Pocieszała go jedynie myśl, że droga kuzynów miała wieść tylko do sadyby Zareniva i ani kroku dalej.
Volkh wyszedł ze sklepu szybkim krokiem, omal nie wpadając z rozpędu na plecy kuzyna i odskakując zwinnie w bok z cichym syknięciem. On też miał na sobie nowy ubiór, przeszywany wielokrotnie różnego rodzaju materiałem kubrak z długimi rękawami mogący w razie potrzeby zatrzymać słabe pchnięcie noża albo spowolnić grot strzały. Ivan nie skomentował stroju druha, w zamian spozierając pełnym wyższości wzrokiem na przypasany do boku kuzyna krótki miecz, schowany w prostej, pozbawionej zdobień pochwie.
- Żeś pomyślunek do szczętu postradał dla tych bojlerów, mogę jeszcze zrozumieć. Od biedy takowy pękaty bojler może babski zadek przypominać, a niektórym skąpo przyrodzeniem obdarzonym biedakom styknie popatrzać miast samemu pochędożyć - oznajmił Karakov wydymając po wielkopańsku usta - Ale żeś się wziął na modłę południowców za miecz, tego ci rodzina nie wybaczy. Kto to widział, coby dobry topór w pogardzie mieć, a taką sztabą żelaza wymachiwać? Drewna tym nie narąbiesz jak będzie trza, palika w ziemię nie wbijesz. Wstyd, hańba, a sromota, tyle ci rzeknę.
- I więcej rzekać nie musisz, bo pleciesz jak jaka stara Skiranka z górskiej pustelni, co ostatni raz świat na dworzu widziała za poprzedniego króla - odparł cierpko Wilimov wysuwając miecz na próbę z pochwy - Z toporem w łapsku zawsze będziesz na drwala wyglądał, a zatem leśnego ciołka i kpa. Patrzaj lepsiej na przybocznych książąt albo umbriańskich rębaczy jak po mieście chadzają. Wszyscy oni pod mieczami, a każdy z szacunkiem na nich spoziera.
Wątek techniczny
Taka mała scenka obyczajowa. Przywiązanie Khardów i Kossytów do łuków i toporów wciąż pozostaje głęboko zakorzenione w miejscowej mentalności, więc miecznicy są traktowani z pobłażliwością i często padają ofiarą niewybrednych żartów.
Jeśli o stan zdrowia Karakova idzie, dzięki przespanej w łóżku nocy oraz opiece rodziny (świeże opatrunki, maść przyśpieszająca gojenie) jego ŻYW podniosła się z 4 do 6.
Pchnięte mocno drzwi sklepu odskoczyły od futryny, zazgrzytały na wymagających rychłej konserwacji zawiasach. Ivan Karakov przeszedł przez próg ciemnego zagraconego budynku prostując się mimowolnie i naprężając mięśnie. Założona z pomocą kuzynów skórznia była nowiutka, przez co wpijała się tu i ówdzie w ciało myśliwego, ale ukontentowany zakupem młodzieniec starał się nie zwracać na tak drobne mankamenty uwagi. Poprawiwszy sprzączkę pasa Kossyta położył dłoń na stylisku przewieszonego przez plecy ciężkiego topora, noszonego na wojskową modłę z rączką sterczącą ponad prawym barkiem myśliwego.
Oszczędności ostatnich kilku miesięcy zniknęły w przepastnym kuferku ponurego brodatego handlarza, ale Karakov machnął na to ręką, godząc się z koniecznością zadbania o swe życie i zdrowie. Posiadłość kajaza Zareniva położona była wśród lesistych wzgórz na wschód od rozlewiska Czernichły, odgrodzona od Tverkutska i sąsiadujących z miastem puszczańskich sadyb gęstym starym borem pełnym jarów, kotlin i stromych skarp, pociętym niewielkimi rzeczkami i upstrzonym leśnymi sadzawkami. Wiodące w tę stronę puszczańskie trakty były zaniedbane i rzadko uczęszczane, bo mieszkający kilkadziesiąt mil dalej Kossyci z pogórza Nyschathy woleli utrzymywać kontakty handlowe z osadami sąsiedniej Skirownii, rzadko kierując swe kroki na zachód. Kajaz Zareniv miał spory poczet zbrojnych i pachołków, wśród nich zaprawionych w leśnym rzemiośle kossyckich przepatrywaczy, toteż dbał o bezpieczeństwo własnych wozów śląc do Tverkutska ze złotymi samorodkami i wyprawionymi futrami silne grupy strażników, za nic miał jednak podróżujących po jego ziemi obcych.
Jeśli ktoś zamierzał tam wędrować na własną rękę, musiał się sam o siebie zatroszczyć, a Ivan nie zamierzał dać się ponownie pogryźć byle trollikowi. Niedaleki od Czernichły masyw Nyschathy wystrzeliwał w przestworza stromymi bryłami górskich zboczy, zdając się sięgać ośnieżonymi wierzchołkami wiszących na niebie obłoków. Karakov nigdy dotąd nie zapuszczał się w tamtą stronę, ale miał sposobność wiele się o Górach Nyschathy nasłuchać i rzadko kiedy były to krzepiące opowieści. Pocieszała go jedynie myśl, że droga kuzynów miała wieść tylko do sadyby Zareniva i ani kroku dalej.
Volkh wyszedł ze sklepu szybkim krokiem, omal nie wpadając z rozpędu na plecy kuzyna i odskakując zwinnie w bok z cichym syknięciem. On też miał na sobie nowy ubiór, przeszywany wielokrotnie różnego rodzaju materiałem kubrak z długimi rękawami mogący w razie potrzeby zatrzymać słabe pchnięcie noża albo spowolnić grot strzały. Ivan nie skomentował stroju druha, w zamian spozierając pełnym wyższości wzrokiem na przypasany do boku kuzyna krótki miecz, schowany w prostej, pozbawionej zdobień pochwie.
- Żeś pomyślunek do szczętu postradał dla tych bojlerów, mogę jeszcze zrozumieć. Od biedy takowy pękaty bojler może babski zadek przypominać, a niektórym skąpo przyrodzeniem obdarzonym biedakom styknie popatrzać miast samemu pochędożyć - oznajmił Karakov wydymając po wielkopańsku usta - Ale żeś się wziął na modłę południowców za miecz, tego ci rodzina nie wybaczy. Kto to widział, coby dobry topór w pogardzie mieć, a taką sztabą żelaza wymachiwać? Drewna tym nie narąbiesz jak będzie trza, palika w ziemię nie wbijesz. Wstyd, hańba, a sromota, tyle ci rzeknę.
- I więcej rzekać nie musisz, bo pleciesz jak jaka stara Skiranka z górskiej pustelni, co ostatni raz świat na dworzu widziała za poprzedniego króla - odparł cierpko Wilimov wysuwając miecz na próbę z pochwy - Z toporem w łapsku zawsze będziesz na drwala wyglądał, a zatem leśnego ciołka i kpa. Patrzaj lepsiej na przybocznych książąt albo umbriańskich rębaczy jak po mieście chadzają. Wszyscy oni pod mieczami, a każdy z szacunkiem na nich spoziera.
Wątek techniczny
Taka mała scenka obyczajowa. Przywiązanie Khardów i Kossytów do łuków i toporów wciąż pozostaje głęboko zakorzenione w miejscowej mentalności, więc miecznicy są traktowani z pobłażliwością i często padają ofiarą niewybrednych żartów.
Jeśli o stan zdrowia Karakova idzie, dzięki przespanej w łóżku nocy oraz opiece rodziny (świeże opatrunki, maść przyśpieszająca gojenie) jego ŻYW podniosła się z 4 do 6.