PBF - Pazur w mroku
-
Araven
- Reactions:
- Posty: 8334
- Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 1 time
Do sadyby Zareniva mamy dwa dni. Teraz popołudnie jest. Szkoda czasu mitrężyć ruszajmy ku jego sadybie kuzyni. A Ty Vołkh bacz byś sobie oka nie wykłuł owym mieczem. Umbriańczycy mogą mieczami walczyć my toporami i łukami powinniśmy wojować, jako nasi przodkowie.
Ostatnio zmieniony 27 stycznia 2012, 22:05 przez Araven, łącznie zmieniany 1 raz.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Wątek techniczny
W jaki sposób chcecie zgłębić tajemnicę znaku na pieczęci? Kogo chcecie podpytywać, w jaki sposób? Będziecie dyskretnie pokazywali list czy sygnet czy może tylko opowiadali o tym znaku?
Jeśli o zapasy na drogę chodzi, wszyscy macie umiejętność Tajniki dziczy. Raz na dobę możecie próbować przebić nią test o poziomie trudności 10, by zapewnić sobie wyżywienie i wodę w trakcie podróży. To zerwiecie z drzewa smakowitą hubę, to dopadniecie zaspanego żółwia uszastego. Za każde dwa punkty przebijające wartość 10 nakarmicie jedną dodatkową osobę poza sobą.
W jaki sposób chcecie zgłębić tajemnicę znaku na pieczęci? Kogo chcecie podpytywać, w jaki sposób? Będziecie dyskretnie pokazywali list czy sygnet czy może tylko opowiadali o tym znaku?
Jeśli o zapasy na drogę chodzi, wszyscy macie umiejętność Tajniki dziczy. Raz na dobę możecie próbować przebić nią test o poziomie trudności 10, by zapewnić sobie wyżywienie i wodę w trakcie podróży. To zerwiecie z drzewa smakowitą hubę, to dopadniecie zaspanego żółwia uszastego. Za każde dwa punkty przebijające wartość 10 nakarmicie jedną dodatkową osobę poza sobą.
-
Araven
- Reactions:
- Posty: 8334
- Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 1 time
Na razie dyskretnie się rozytujemy w Tverkutsku nic nie pokazując, pytam bardziej bywałych mieszkańców albo przybyszów. Moze Ktoś skojarzy ten znak, ew. Volkh go wyrusuje by ludziskom pokazać.
Ostatnio zmieniony 28 stycznia 2012, 17:31 przez Araven, łącznie zmieniany 1 raz.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Wątek techniczny
I tu pojawia się problem! Otóż Wy absolutnie nie należycie do grona intelektualistów i nie macie w swoim gronie znajomych nikogo wykształconego lepiej od wuja. Na tę chwilę przychodzi Wam na myśl jedynie kilku właścicieli sklepów, kilku posiadaczy zajazdów, jeden stary menicki kapłan mieszkający w ubogiej dzielnicy, ewentualnie jakiś niższy rangą pisarczyk z ratusza - słowem, nie znacie nikogo zaufanego w tej kwestii!
I tu pojawia się problem! Otóż Wy absolutnie nie należycie do grona intelektualistów i nie macie w swoim gronie znajomych nikogo wykształconego lepiej od wuja. Na tę chwilę przychodzi Wam na myśl jedynie kilku właścicieli sklepów, kilku posiadaczy zajazdów, jeden stary menicki kapłan mieszkający w ubogiej dzielnicy, ewentualnie jakiś niższy rangą pisarczyk z ratusza - słowem, nie znacie nikogo zaufanego w tej kwestii!
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
18 dzień Golovusu 602 AR, uliczki Tverkutska
Nie próbujący skrywać swej irytacji Ivash wyszedł z faktorii jako ostatni, kopniakiem odganiając od siebie bezpańskiego psa próbującego obwąchać mu nogawki. Młodzieniec powiódł spojrzeniem po nieco zachmurzonym niebie, potem odprowadził wzrokiem jadący w głąb ulicy wózek z chrustem.
- Ciekaw żem wielce, gdzie jeszcze poleziemy z tym znakiem - powiedział myśliwy poprawiając swój pachnący świeżością kaftan, wypychający pod płaszczem bary Kossyty i przydający mu z daleka masywniejszych rozmiarów - Podług mnie to sygnet jakich wiele i wcale nie ważny jak go nikt se spamiętać nie potrafi.
- I tak nic innego do roboty nie masz - odparł Volkh, wciąż nieco niezadowolony z tego, że wbrew jego uwagom kuzyni uparli się omijać szerokim łukiem posadnika Voyta - W domu byś jeno zawadzał, a ciotce nerwy psował.
- Alem zgłodniał - burknął rozczarowany bezowocnymi poszukiwaniami Nazarko - Jeść mi się chce straszniście.
- To se kciuka pocyckaj - doradził z nutą złośliwości w głosie Ivan układając wzdłuż boku swą pogryzioną przez trollika rękę, wciąż doskwierającą urywanymi nawrotami bólu - A jak masz brudny, dam ci co inszego do pocyckania, jeno gacie rozepnę.
- Chędoż się, cielebuniu - odciął się Ivash pokazując kuzynowi obsceniczny gest. Wilimov parsknął cicho, potem wsadził do kieszeni spodni złożoną wpół kartkę papieru, na której narysował wcześniej skopiowany z sygnetu i lakowej pieczęci znak.
- Cichajcie, bo jeno wstyd mi przynosicie - powiedział - Pójdziemy do starego Vodara, on ci w knajpie wielu przyjezdnych ugościł, a nuż takowy znak spamiętał. A jak nie, to i tak nam po drodze do czcigodnego Dragana, może on nam pomoże.
Słysząc miano wiekowego menickiego kapłana Nazarko spoważniał natychmiast, skrzywił się kącikami ust, ale nic nie odrzekł. Liczący sobie ponad siedemdziesiąt lat duchowny zamieszkiwał w ubogim domostwie opodal zachodniej bramy Tverkutska, dożywając swych dni w biedzie i chorobie. Wieloletnie rządy morrowian zepchnęły wpływowy niegdyś kler menicki na drugi plan, sprowadzając go w miejscach takich jak Tverkutsk wręcz do stanu upadłości. Wciąż przestrzegający kanonu Starej Wiary Kossyci troszczyli się o ostatniego menickiego kapłana w swym mieście na tyle, na ile potrafili lub mieli ochotę, żywiąc wobec srogiego impulsywnego starca szacunek, ale nie darząc go sympatią.
- Baczcie jeno jak się u niego będziecie odzywali - dodał niepotrzebnie Volkh - Coby mu żaden nie uwłaczył, bo wiecie, co się będzie działo.
- Pewnie, że wiemy - skrzywił się szerzej Ivash - Kosturem będzie lał.
- Ale wpierw mus mu nas dogonić - potrząsnął głową Ivan, dając swą miną do zrozumienia, że bynajmniej nie pozwoli się biernie kosturem okładać.
- Może nie trza będzie do niego leźć - wzruszył ramionami Karakov - Może się Menoth nad nami zlituje i ześle na Vodara oświecenie, coby se ten znak przypomniał, a przez to oszczędził nam wizyty u kapłana?
- Nie bluźnij, melepeto - napomniał kuzyna bez większego przekonania Volkh, drapiąc się w zamyśleniu po nosie.
Wątek techniczny
Ostatni kapłan Menotha w Tverkutsku to ponad siedemdziesięcioletni człowiek o bardzo surowym charakterze, stosujący się bezwzględnie do Księgi Boskich Praw i nie znający wyrozumiałości, na dodatek chorujący na wiele starczych przypadłości, wśród nich również postępującą demencję. Zajrzycie do niego, jeśli będziecie chcieli, po wizycie w ostatniej z przychodzących Wam na myśl karczm w mieście. Wcześniej odwiedzone przybytki przyniosły jedynie rozczarowanie, bo nikt nie rozpoznał tam symbolu wkomponowanej w mur tarczy (pojawiły się jedynie sugestie, że może to być jakiś khardycki znak szlachecki spoza Tverkatki).
Nie próbujący skrywać swej irytacji Ivash wyszedł z faktorii jako ostatni, kopniakiem odganiając od siebie bezpańskiego psa próbującego obwąchać mu nogawki. Młodzieniec powiódł spojrzeniem po nieco zachmurzonym niebie, potem odprowadził wzrokiem jadący w głąb ulicy wózek z chrustem.
- Ciekaw żem wielce, gdzie jeszcze poleziemy z tym znakiem - powiedział myśliwy poprawiając swój pachnący świeżością kaftan, wypychający pod płaszczem bary Kossyty i przydający mu z daleka masywniejszych rozmiarów - Podług mnie to sygnet jakich wiele i wcale nie ważny jak go nikt se spamiętać nie potrafi.
- I tak nic innego do roboty nie masz - odparł Volkh, wciąż nieco niezadowolony z tego, że wbrew jego uwagom kuzyni uparli się omijać szerokim łukiem posadnika Voyta - W domu byś jeno zawadzał, a ciotce nerwy psował.
- Alem zgłodniał - burknął rozczarowany bezowocnymi poszukiwaniami Nazarko - Jeść mi się chce straszniście.
- To se kciuka pocyckaj - doradził z nutą złośliwości w głosie Ivan układając wzdłuż boku swą pogryzioną przez trollika rękę, wciąż doskwierającą urywanymi nawrotami bólu - A jak masz brudny, dam ci co inszego do pocyckania, jeno gacie rozepnę.
- Chędoż się, cielebuniu - odciął się Ivash pokazując kuzynowi obsceniczny gest. Wilimov parsknął cicho, potem wsadził do kieszeni spodni złożoną wpół kartkę papieru, na której narysował wcześniej skopiowany z sygnetu i lakowej pieczęci znak.
- Cichajcie, bo jeno wstyd mi przynosicie - powiedział - Pójdziemy do starego Vodara, on ci w knajpie wielu przyjezdnych ugościł, a nuż takowy znak spamiętał. A jak nie, to i tak nam po drodze do czcigodnego Dragana, może on nam pomoże.
Słysząc miano wiekowego menickiego kapłana Nazarko spoważniał natychmiast, skrzywił się kącikami ust, ale nic nie odrzekł. Liczący sobie ponad siedemdziesiąt lat duchowny zamieszkiwał w ubogim domostwie opodal zachodniej bramy Tverkutska, dożywając swych dni w biedzie i chorobie. Wieloletnie rządy morrowian zepchnęły wpływowy niegdyś kler menicki na drugi plan, sprowadzając go w miejscach takich jak Tverkutsk wręcz do stanu upadłości. Wciąż przestrzegający kanonu Starej Wiary Kossyci troszczyli się o ostatniego menickiego kapłana w swym mieście na tyle, na ile potrafili lub mieli ochotę, żywiąc wobec srogiego impulsywnego starca szacunek, ale nie darząc go sympatią.
- Baczcie jeno jak się u niego będziecie odzywali - dodał niepotrzebnie Volkh - Coby mu żaden nie uwłaczył, bo wiecie, co się będzie działo.
- Pewnie, że wiemy - skrzywił się szerzej Ivash - Kosturem będzie lał.
- Ale wpierw mus mu nas dogonić - potrząsnął głową Ivan, dając swą miną do zrozumienia, że bynajmniej nie pozwoli się biernie kosturem okładać.
- Może nie trza będzie do niego leźć - wzruszył ramionami Karakov - Może się Menoth nad nami zlituje i ześle na Vodara oświecenie, coby se ten znak przypomniał, a przez to oszczędził nam wizyty u kapłana?
- Nie bluźnij, melepeto - napomniał kuzyna bez większego przekonania Volkh, drapiąc się w zamyśleniu po nosie.
Wątek techniczny
Ostatni kapłan Menotha w Tverkutsku to ponad siedemdziesięcioletni człowiek o bardzo surowym charakterze, stosujący się bezwzględnie do Księgi Boskich Praw i nie znający wyrozumiałości, na dodatek chorujący na wiele starczych przypadłości, wśród nich również postępującą demencję. Zajrzycie do niego, jeśli będziecie chcieli, po wizycie w ostatniej z przychodzących Wam na myśl karczm w mieście. Wcześniej odwiedzone przybytki przyniosły jedynie rozczarowanie, bo nikt nie rozpoznał tam symbolu wkomponowanej w mur tarczy (pojawiły się jedynie sugestie, że może to być jakiś khardycki znak szlachecki spoza Tverkatki).
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
18 dzień Golovusu 602 AR, karczma Vodara
Zbudowana z kiepsko okorowanych bali karczma starego Vodara świeciła o tej porze dnia pustkami, bo niemal wszyscy klienci pracowali albo w tartakach i garbarniach albo w puszczy opodal miasta. Właściciel, chorobliwie kościsty Kossyta o łysej czaszce drzemał za dębowym kontuarem, budząc się co jakiś czas na dźwięk powieszonego nad drzwiami dzwonka albo niepokojony głosami kilku osowiałych, dochodzących do siebie po całonocnej pijatyce gości. Wszyscy siedzieli rozparci na ławach pod ścianami izby, popalając leniwie fajki albo drzemiąc na podobieństwo samego gospodarza nad pustymi kuflami.
- Co wam wyciągnąć, zuchy? - Vodar przetarł zaspane oczy i zerknął z ukosa na trójkę znajomych myśliwych - Piwo czy co mocniejszego?
- Wyciągnij no się nad kontuarem i zerknij tutaj - wyszczerzył w odpowiedzi zęby Volkh, wyciągając z kieszeni kartkę i rozkładając ją na ladzie - Widział ty może kogoś z takowym znakiem na stroju? Albo z takowym pierścieniem?
Karczmarz zmarszczył czoło przechylając się nad kontuarem i spozierając na papierowy rysunek.
- Tarcza na murku? Pierwsze widzę - oznajmił przeciągając w przejawie namysłu słowa - Co to niby ma być? Herb jakowegoś szlachcica? Jak tak, to może jakiś przyjezdny z południa? Z Umbrii dla przykładu?
- Tak też mi się zdawa - kiwnął głową Volkh - Tu żeśmy od razu przyszli, bo przecie u ciebie wielu obcych się stołuje, a noclegu szuka. Spamiętałbyś taki znak, jakbyś go widział?
- Pewniście - odparł Vodar pocierając podbródek - Jeno nie zawsze stoję za kontuarem, sami przecie wiecie. Jak tu się takowy obcy kręcił, mógł przyleźć, kiedy mnie nie było. Boris!
Przecierający szmatką stół po przeciwnej stronie izby posługacz odwrócił się w stronę karczmarza zadzierając pytającym gestem brodę. W ślad za nim brody zadarli też starzy bywalcy, w większości przypadków wyrwani okrzykiem gospodarza z drzemki. Wilimov żachnął się pojmując od razu, co się święci, ale Vodar był od młodzieńca dużo szybszy, gdy szło o krzykanie.
- Widziałeś kogo, coby się z herbem tarczy na murku obnosił?! - huknął gospodarz nie zważając na otwarte w daremnej próbie uciszenia usta Volkha - Patrzaj tutaj na obrazek! Tarcza dziwaczna w mur jakby wciśnięta! Widział kto z was takowy znak?
Siedzący w karczmie mężczyźni wydali z siebie chór przeczących głosów, kręcąc głowami lub cmokając wymownie. Posługacz podszedł bliżej zarzucając sobie ścierkę na ramię, zerknął na kartkę papieru pokazaną mu w miarę dyskretnie przez Volkha, również pokręcił głową.
- Tarcza narysowana na murku? - odezwał się jakiś mężczyzna o khardyckich rysach, schodzący właśnie po schodach wiodących na pierwsze piętro karczmy, gdzie zamieszkiwali wynajmujący pokoje goście - W życiu żem o czymś takim nie słyszał. Pokażcie no!
Wątek techniczny
Vodar z rozpędu zrobił Wam niepotrzebną reklamę, więc możecie zaryzykować i pokazać tajemniczy rysunek obcemu albo popędzić go precz i szybko zwinąć się z karczmy grożąc na pożegnanie nic nie rozumiejącemu Vodarowi pięściami.
Co zatem robicie?
Zbudowana z kiepsko okorowanych bali karczma starego Vodara świeciła o tej porze dnia pustkami, bo niemal wszyscy klienci pracowali albo w tartakach i garbarniach albo w puszczy opodal miasta. Właściciel, chorobliwie kościsty Kossyta o łysej czaszce drzemał za dębowym kontuarem, budząc się co jakiś czas na dźwięk powieszonego nad drzwiami dzwonka albo niepokojony głosami kilku osowiałych, dochodzących do siebie po całonocnej pijatyce gości. Wszyscy siedzieli rozparci na ławach pod ścianami izby, popalając leniwie fajki albo drzemiąc na podobieństwo samego gospodarza nad pustymi kuflami.
- Co wam wyciągnąć, zuchy? - Vodar przetarł zaspane oczy i zerknął z ukosa na trójkę znajomych myśliwych - Piwo czy co mocniejszego?
- Wyciągnij no się nad kontuarem i zerknij tutaj - wyszczerzył w odpowiedzi zęby Volkh, wyciągając z kieszeni kartkę i rozkładając ją na ladzie - Widział ty może kogoś z takowym znakiem na stroju? Albo z takowym pierścieniem?
Karczmarz zmarszczył czoło przechylając się nad kontuarem i spozierając na papierowy rysunek.
- Tarcza na murku? Pierwsze widzę - oznajmił przeciągając w przejawie namysłu słowa - Co to niby ma być? Herb jakowegoś szlachcica? Jak tak, to może jakiś przyjezdny z południa? Z Umbrii dla przykładu?
- Tak też mi się zdawa - kiwnął głową Volkh - Tu żeśmy od razu przyszli, bo przecie u ciebie wielu obcych się stołuje, a noclegu szuka. Spamiętałbyś taki znak, jakbyś go widział?
- Pewniście - odparł Vodar pocierając podbródek - Jeno nie zawsze stoję za kontuarem, sami przecie wiecie. Jak tu się takowy obcy kręcił, mógł przyleźć, kiedy mnie nie było. Boris!
Przecierający szmatką stół po przeciwnej stronie izby posługacz odwrócił się w stronę karczmarza zadzierając pytającym gestem brodę. W ślad za nim brody zadarli też starzy bywalcy, w większości przypadków wyrwani okrzykiem gospodarza z drzemki. Wilimov żachnął się pojmując od razu, co się święci, ale Vodar był od młodzieńca dużo szybszy, gdy szło o krzykanie.
- Widziałeś kogo, coby się z herbem tarczy na murku obnosił?! - huknął gospodarz nie zważając na otwarte w daremnej próbie uciszenia usta Volkha - Patrzaj tutaj na obrazek! Tarcza dziwaczna w mur jakby wciśnięta! Widział kto z was takowy znak?
Siedzący w karczmie mężczyźni wydali z siebie chór przeczących głosów, kręcąc głowami lub cmokając wymownie. Posługacz podszedł bliżej zarzucając sobie ścierkę na ramię, zerknął na kartkę papieru pokazaną mu w miarę dyskretnie przez Volkha, również pokręcił głową.
- Tarcza narysowana na murku? - odezwał się jakiś mężczyzna o khardyckich rysach, schodzący właśnie po schodach wiodących na pierwsze piętro karczmy, gdzie zamieszkiwali wynajmujący pokoje goście - W życiu żem o czymś takim nie słyszał. Pokażcie no!
Wątek techniczny
Vodar z rozpędu zrobił Wam niepotrzebną reklamę, więc możecie zaryzykować i pokazać tajemniczy rysunek obcemu albo popędzić go precz i szybko zwinąć się z karczmy grożąc na pożegnanie nic nie rozumiejącemu Vodarowi pięściami.
Co zatem robicie?
-
Araven
- Reactions:
- Posty: 8334
- Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 1 time
Zapomnij Vodar o tym malunku ot Volkowi się cosik przyśniło to narysował. Pewni nikt takowego herbu nie nosi a Volkh mniej pić musi to i snów o herbach mial nie będzie. Idziemy stąd kuzyni, Volkh zakryj ten malunek i wstydu nam nie przynoś. A na piwko innym razem wpadniemy, mamy jeszcze cosik do załatwienia. Bywaj Vodar.
Wychodzimy, kuzyni karczma to durny jednak pomysł był. Ja optuje coby nie pytać nikogo więcej a rano ruszyć ku Zarenivovi.
Wychodzimy, kuzyni karczma to durny jednak pomysł był. Ja optuje coby nie pytać nikogo więcej a rano ruszyć ku Zarenivovi.
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
- Blat! - przeklął w starokossyckim Volkh. Perspektywa rozmowy z mennitą nie rysowałą się w przyjemnych barwach młodemu łowcy. Volkh wciąż pamiętał napady szału starca, a kosturem Vodar mimo zaawansowanego reumatyzmu i podagry posługiwał się z wprawą godną mistrzów. O tym zresztą Volkh i kuzyni przekonai się niejednokrotnie na własnej skórze, gdy w młodości urągali mennicie w dziecięcych figlach. Z jakiegoś powodu Vodar nie przejawiał ich poczucia humoru. Skwaszony rzekł:
- Przyjdzie nam jednak rozmówić się z kapłanem i jeszcze pewnie pare kopytek rzucić na ofiarę... Mam nadzieje, że będzie chociaż coś wiedział, a nie tylko razy kosturem rozdawał, a nie przypomni sobie naszych krotochwil cośmy mu czynili...
- Przyjdzie nam jednak rozmówić się z kapłanem i jeszcze pewnie pare kopytek rzucić na ofiarę... Mam nadzieje, że będzie chociaż coś wiedział, a nie tylko razy kosturem rozdawał, a nie przypomni sobie naszych krotochwil cośmy mu czynili...