PBF - Pazur w mroku

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 05 lutego 2012, 21:09

18 dzień Golovusu 602 AR, domostwo Padokinów

Młodzieńcy wrócili do domostwa wuja z głowami pękającymi od nadmiaru wrażeń i posępnymi minami, nie wiedząc za bardzo, co właściwie uczynić ze zdobytą dopiero co wiedzą. Mikhail i jego synowie od razu spostrzegli nowiutkie skórznie krewniaków oraz noszony przez Volkha miecz, kobiety rodu Padokinów zorientowały się w niecodziennej sytuacji chwilę później, kiedy Ivash zjadł odgrzany z poprzedniego dnia gulasz ani razu nie próbując przy tym złapać Tamary za nogawicę szytych na miarę skórzanych spodni.

- Narobili wam kłopotu w ratuszu? - zatroskał się wuj, na użytek kobiet pozornie nie rozumiejący dziwnego zachowania krewniaków, w rzeczywistości zaś zachodzący w głowę nad tym, co postanowili oni w kwestii złotego menofiksu i tajemniczego listu - Alboście się na służbę za zbrojnych zaciągnęli, jeno nie wiecie jak mi to powiedzieć?

- To nie tak, wuju - potrząsnął głową Volkh siląc się na uspokajający w jego mniemaniu uśmiech - Dobrze nas za ten łeb trollowy opłacili, tedy my parę rzeczy kupili na przyszłość, choćby skórznie. Jeno rozważamy, czy aby nie winniśmy tera w puszczę wrócić, najlepsiej jutro z samego ranka. W koszarach ciągle mięsa wołają, trza na nowego roglacza zapolować, póki żarłoki jadła spragnieni.

- Chcecie znowu w puszczę iść? - zapytała Tamara odkładając swoją łyżkę - Przecie Ivan nie może, rany mu się nie pogoiły!

- Nic mi nie jest, wcale nie boli - zełgał gładko Karakov - Z łuku szyć mogę bez kłopotu, tedy mus się roglaczom mieć na baczności.

- Matko, rzeknijcie coś temu osiełowi - dziewczyna przeniosła gniewne spojrzenie na Verę Padokinową - Nie lza mu do lasa leźć.

- Przecie go do wyrka sznurkiem nie uwiążę - wzruszyła ramionami ciotka, spoglądając na pokiereszowanego krewniaka wzrokiem, w którym można było dostrzec cień nieudawanego zmartwienia - Byle byście mu nie kazali czego za ciężkiego targać i niech łapsko maścią smaruje przy zmianie opatrunku, a źle chyba nie będzie.


Wątek techniczny

Wuj odwiedzi Was po posiłku na poddaszu, gdzie mieszkacie, więc będzie okazja z nim pogadać o Waszych planach (napiszcie, w co chcecie go wtajemniczyć, a co przed nim ukryć, tego rodzaju deklaracja ma spore znaczenie dla MG). Synowie już się pewnie domyślili, że ruszacie do Zareniva, kobiety zaś sądzą, że wybieracie się na kolejne polowanie).

Jakieś dodatkowe deklaracje przed spoczynkiem i wyruszeniem następnego dnia o brzasku w drogę? Jeśli o kondycję Karakova idzie, jeszcze jeden nocleg pod dachem i maść gojąca rany podniesie ŻYW delikwenta z 6 do 8.

Araven
Reactions:
Posty: 8334
Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
Has thanked: 1 time
Been thanked: 1 time

Post autor: Araven » 05 lutego 2012, 21:37

Wujowi na osobności mówię, że idziemy ku sadybie Zareniva, wszystkie kopytka na skórznie i broń wydalim. Miejcie nas w dobrej pamięci, niech Was Menoth strzeże. Wrócimy tak rychło jak się uda. Ale jakbyśmy dłużej nie wracali nie martwcie się, może u Zareniva dłużej zabawimy.
Ostatnio zmieniony 05 lutego 2012, 22:26 przez Araven, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 05 lutego 2012, 22:08

18 dzień Golovusu 602 AR, domostwo Padokinów

Na ciemnym poddaszu było chłodno, ale Volkhowi wcale to nie przeszkadzało. Wciśnięty pod gruby koc i narzucone na wierzch zwierzęce futra leżał na łóżku z założonymi pod głowę rękami, wsłuchując się w rytmiczne oddechy śpiących już kuzynów. W jego głowie wciąż kłębiły się niespokojne myśli, pełne urwanych obrazów będących wspomnieniami pamiętnego polowania oraz wydarzeń będących następstwem spotkania z trollem. Cenne znaleziska, rady wuja, rozmowa z menickim kapłanem: wszystko to zlało się w ogrom emocji nie dających młodzieńcowi spokojnie zasnąć. Sama wyprawa w puszczę na wschód od Tverkutska napawała go pospołu podnieceniem i niepokojem, a do tego dochodziła jeszcze świadomość niezwykłej wagi spraw, których załatwienia podjęli się Kossyci.

Myśli powracające natrętnie do osoby tajemniczego menickiego paladyna przyprawiały Wilimova o gęsią skórkę. Żyjący prowincjonalnym życiem młodzieniec zapominał czasami, że Tverkutsk i otaczające miasteczko lasy nie były bynajmniej środkiem świata, że poza ich granicami leżał bezmiar innych krain, zasiedlonych przez nieznane ludy i pełnych niezwykłych niespodzianek. Urodzony w puszczańskiej sadybie nad brzegiem Wilczej Rzeki Volkh przez długi czas uważał Tverkutsk za serce khadoriańskiej cywilizacji. Naiwne wyobrażenia prysły niczym mydlana bańka po skierowaniu do garnizonu w Ohku, gdzie młodziutcy kossyccy gwardziści stanęli oko w oko z cudami przemysłowej rewolucji. Strzeliste mury Białego Miasta, manufaktury i warsztaty, rozległe kwartały kamieniczne, ziejące dymem paroboty, parowe lokomotywy i ciężkie armaty na blankach fortów strzegących wejścia do portu wywróciły do góry nogami świat młodych myśliwych z prowincji, dając im przedsmak tego, co kryło się poza puszczańskimi granicami Tverkatki.

Dochodziły do tego opowieści przypływających do Ohku marynarzy, wędrownych kupców, najemników służących khadoriańskiej koronie i zwykłych obieżyświatów, chłonięte z szeroko otwartymi ustami w tawernach Białego Miasta. To oni snuli pełne napięcia historie o tętniących życiem portowych miastach królestwa Ordu, o dzikich kanibalach zamieszkujących niezbadane mateczniki Ciernistej Puszczy, o odrażającym wyspiarskim państwie Smoczego Ojca Toruka, gdzie umarli zwykli przemierzać za dnia ulice pospołu z żyjącymi. Przywozili ze sobą opowieści o trollakach mieszkających obok ludzi w miastach Cygnaru i o tajemniczych elfach z dalekiej wschodniej krainy leżącej za Czarną Rzeką, o wspaniałych galeonach tnących fale Merediusa i potężnych parowych lokomotywach ciągnących rzędy wagonów przez tunele wyrąbane rękami krasnoludów w niebotycznych zboczach Wyrmwallu.

Większość wracających do rodzimej prowincji Kossytów z ulgą witała uporządkowany prosty porządek świata, w którym zostali wychowani, znikając w gęstych leśnych ostępach chroniących ich przed cywilizacją. Starali się odepchnąć na bok wspomnienia wracając do polowania na skóry, łowienia ryb i hodowli zwierząt, ale nie wszyscy z równą łatwością pozbywali się zadry rozbudzonej ciekawości tkwiącej gdzieś głęboko pod skórą.


Wątek techniczny

Pozwoliłem sobie na luźną wstawkę fabularną mającą troszeczkę pogłębić Wasze wyobrażenie Immorenu. To bardzo bogaty świat i porządnie opisany przez autorów systemu, więc nie sposób nawet w telegraficznym skrócie przedstawić wszystkich jego smaczków. Jeśli macie jakieś pytania w szerszym ujęciu, zarzucajcie nimi w topiku Iron Kingdoms RPG. To może być cokolwiek. Czy trollaki jedzą ludzi? Ile kosztuje bilet na pociąg? Jak wyrabia się proch strzelniczy? Skąd się biorą elfy? Jak się nazywa stolica Cygnaru? Kto zbudował pierwszy parobot? Co oznacza funkcja posadnika? Ile lat ma khadoriańska królowa? I tak dalej i tak dalej...

Mam zresztą dodatkową propozycję. Jeśli ktoś jest zainteresowany poszerzeniem wiedzy geograficznej, niech kliknie sobie na poniższą mapę Immorenu i wybierze jedną dowolną lokację (najlepiej miasto), jakąkolwiek wedle uznania. Wkleję do tematycznego wątku opis tej lokacji przetłumaczony z oryginalnych podręczników.


Obrazek

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 05 lutego 2012, 23:37

Myśli Volkha powoli oddalał się od rodzinnych ziem, hen dalej na południe ku Cygnarowi wraz z jego stolicą Caspią - krajowi, który wydawał się młodemu Kossycie wyjątkowo ciekawy. Omskie opowieści marynarzy i kupców opowiadały o wyjątkowym, technologicznym postępie południowego mocarstwa: o zaawansowanych parobotach, ogniomistrzach i innych cudach Cygnaru...

W końcu zasnął...

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 06 lutego 2012, 11:00

19 dzień Golovusu 602 AR, północna brama Tverkutska

Myśliwi prześlizgnęli się szybko przez szeroko otwartą północną bramę, nie niepokojeni przez pełniących najspokojniejszą w przeciągu dnia zmianę żołnierzy. Pogoda nieco się popsuła, bo chociaż przestworza nie wieściły rychłego deszczu, na sile przybrał lodowaty wiatr smagający odsłoniętą przestrzeń wokół miasta. Ivash naciągnął sobie natychmiast aż po oczy kaptur i dopiął płaszcz.

- Strawa dla drwali - powiedział Volkh wychodząc z cienia rzucanego przez nadbudówkę miejskiej bramy i pokazując dłonią w stronę skraju odległej o pół mili puszczy - Pewnikiem jadą na wyrąbiska przy Brzozowym Wąwozie. Przynajmniej na początku będzie nam po drodze, tedy przyłączymy się? Co myślicie?

Nazarko nie odpowiedział w pierwszej chwili, wyciągając w zamian z entuzjastycznym uśmiechem schowaną pod płaszczem lunetę i przystawiając ją natychmiast do oka.

- Dobrze prawisz - powiedział kiwając lekko głową - Pięć wozów z konwiami, pewnikiem zupę im wiozą. Ależ pożytkowe to instrumentum, aż dziw na dziwy! Wszytko w nim widać jakby dwa razy bliżej było!

- Przecie ci mówił handlarz, że dwa razy przybliża - prychnął Ivan spoglądając zmrużonymi oczami ku kawalkadzie jadących powoli konnych zaprzęgów, wiozących pracującym przy wyrębie puszczy drwalom ciepły posiłek, napitki i zapasowe narzędzia. Wokół wozów można było dostrzec wysokie ludzkie sylwetki, z racji wzrostu należące najpewniej do najętych w mieście kossyckich myśliwych pracujących dla khardyckich kompanii w charakterze puszczańskiej ochrony.


Wątek techniczny

Pora zatem ruszać w drogę. Podróż potrwa teoretycznie dwa dni. Utrzymując dobre tempo pokonacie okolicę położonego na północ od miasta Brzozowego Wąwozu i wejdziecie na leśny trakt prowadzący do Jarmogii, niewielkiej kossyckiej osady położonej opodal rozlewiska Czernichły (lewego dopływu Wilczej Rzeki). Powinno to nastąpić wczesnym przedpołudniem. Pół mili przed wioską trakt rozwidla się, druga jego odnoga wiedzie dalej na północ, ku gęstym zagajnikom porastającym rozlane szeroko brzegi Czernichły. Za rzeką teren jest znacznie bardziej pagórkowaty i jeszcze gęściej zalesiony, a ledwie dostrzegalny trakt wije się wielkimi zakosami wzdłuż brzegu na północny wschód prowadząc do ujścia do Wilczej Rzeki, gdzie nurt Czernichły łączy się z wodami Voranu. Ten odcinek to dobre osiem do dziesięciu mil i kolejna przeprawa, tym razem przez przerzucony nad Voranem most. Na wschodnim brzegu drugiej rzeki powinniście się znaleźć późnym wieczorem, wówczas trzeba będzie poszukać miejsca na nocleg.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 06 lutego 2012, 19:16

Wątek techniczny

Ponieważ w temacie cisza, podsumuję szybko Wasz ekwipunek. Oprócz omawianych przy okazji zakupów pancerzy i broni białej zabraliście swoje łuki oraz kołczany z zapasem 20 strzał na głowę (strzał wuj miał w domu pod dostatkiem, więc uzupełniliście braki z polowania na roglacza).

Kuzynki spakowały Wam na drogę kawałki mięsa i pieczywa, które wystarczą na posiłek pierwszego dnia. Złotego menofiksu już nie macie, został w rękach kapłana, macie w zamian sygnet z symbolem Murników oraz opieczętowany ich znakiem list.

Czekam na deklarację, czy chcecie na pierwszym etapie podłączyć się pod konwój z jadłem dla drwali czy idziecie sami trzymając się z dala od innych?

Araven
Reactions:
Posty: 8334
Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
Has thanked: 1 time
Been thanked: 1 time

Post autor: Araven » 06 lutego 2012, 19:39

Kuzyni z drwalami ruszajmy, nie ma co licha kusić. Ładnie prosimy dowódcę konwoju cobyśmy mogli dołączyć do niego. Sprawdzam jak tam moja ręka, do władania ciężkim toporem 2 niezbędne, sprawdzam jak to u mnie z walką toporem w tym momencie.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 06 lutego 2012, 20:26

19 dzień Golovusu 602 AR, w drodze do Czernichły

Pilnujący zaprzęgów Kossyci nie mieli nic przeciwko niespodziewanemu towarzystwu, aczkolwiek przez pewien czas zerkali na kuzynów podejrzliwie, z nieufnością zrodzoną z wiedzy, iż wielu grasujących w północnych puszczach rzezimieszków należało właśnie do ich ziomków. Powożący wozami Khardowie, hałaśliwi krępi mężczyźni o pucołowatych brodatych obliczach, nie zwrócili na trójkę myśliwych najmniejszej uwagi. Drewno zaprzęgów skrzypiało, żelazne obręcze kół zgrzytały na kamieniach, konie prychały cicho. Przenikliwy chłód przenikał całą krainę, zdawał się wtapiać w szostką korę wielkich drzew, z których wciąż spadały złote liście.

- Zima już o krok - mruknął Ivash odwracając głowę w stronę jednego z nieznajomych mu Kossytów, strzelistego młodzieńca o posępnej gładko ogolonej twarzy i czujnych oczach, niosącego na plecach przestarzałą rusznicę - Jeno patrzać jak spadnie pierwszy śnieg.

- Lepiej, żeby jeszcze nie spadał - odpowiedział chłodno młodzieniec z rusznicą, wsadzając dłonie za skórzany pas i lustrując bacznym wzrokiem niezbyt pogodne przestworza - Drwale skończą z wyrębem i trza będzie szukać zimowiska, a za to nikt nie płaci.

- Wrócicie do siebie? - zapytał Karakov - Czy chcecie ostać na zimę w Tverkutsku?

Kossyta zerknął na niego z ukosa zastanawiając się nad powodem zadania pytania, potem wzruszył ramionami nie odnajdując w nim niczego podejrzanego.

- Pewnikiem odejdziemy na północ - odpowiedział - Myśmy z Tamanskai, spod Skarfellskiej Kniei. Cosik się tam dzieje ostatnimi czasy, tedy pewnie zima spokojna nie będzie.

Przysłuchujący się rozmowie Volkh pokiwał głową do samego siebie. Położona na północnym zachodzie Skarfellska Knieja była jedną z kilku prastarych khadorskich puszcz nie przemierzonych jeszcze do końca ludzkimi stopami. Podobnie jak Bór Malgurski i Ciernista Puszcza, Skarfellska Knieja wciąż pozostawała ogromną leśną krainą skrywającą w swych dzikich matecznikach zdumiewające stworzenia i groźne tajemnice. Pod kopułą splątanych ze sobą gałęzi wielkich drzew żyły w półmroku całe plemiona unikających ludzi istot, trollaków i bogrinów, wyznawców Żmija lub odludków nie chcących mieć nic wspólnego ze sprawami królestwa. Przerażające opowieści słyszane często w karczmach Tverkutska, a wcześniej w tawernach Ohku często wspominały o pojawiających się w Kniei druidach, odprawiających podczas pełni odrażające rytuały i składających krwawe ofiary z ludzi na omszałych kamiennych ołtarzach pochodzących sprzed czasów starożytnego króla Khardovica. Posłuszni rozkazom królowej, Khardowie coraz śmielej atakowali Knieję toporami drwali i oskardami górników, ale kraina ta kąsała wyciągane ku sobie ręce na podobieństwo wściekłej bestii, każąc płacić wysoką cenę za wydzierane przemocą skarby.

- Cosik się dzieje? - powtórzył Wilimov, przekręcając głowę i spoglądając z ukosa na rozmówcę.

- Przyszli niedawno traperzy do Tverkutska, od strony Kniei - wyjaśnił myśliwy z rusznicą - Sami spotkali się wcześniej z łowcami polującymi na srebrne lisy jeszcze dalej na północy, w Feodosce. Podobno Ruskarowie wdali się w zwadę z trollakami z Kniei, straszniście krwawą. Ktoś słyszał, że była tam bitwa na całego, nad rzeką Neves. Ruskarowie to bitne skurwysyny, ale ponoć nie uszli stamtąd żywi, trollaki dwie abo i trzy setki ich ubiły.

- Trzystu Ruskarów ubitych w jednej bitwie? - zdumiał się Ivash zwalniając nieco kroku. Młodzieniec z rusznicą pokiwał w odpowiedzi głową.

- Mnie tam nie wiedzieć, czy to prawda - odparł wzruszając ramionami - Do Nevesu droga daleka, a dzicz to niepospolita. Czasem na wieści i rok cały trza czekać, a czasem nigdy nie dochodzą. Może ich tam trzy setki zginęły, a może jeno trzy tuziny, skąd mnie to wiedzieć? Wszelako tamci traperzy się zarzekali, że ziemia podobna zasłana trupami była, już przez wilków rozwłóczonymi, a przez ptactwo podziobanymi. Trup na trupie, a w potokach krew na czerwono zabarwiona. Tedy widzi mi się, że się rąbali straszniście.

Mężczyźni umilkli na chwilę pogrążeni w ponurej zadumie, rozważając zasłyszane wieści. Wozy jechały z metalicznym turkotem i poskrzypywaniem, nad którym górował odgłos uderzających w końskie zady lejcy. Krawędź lasu była już o wyciągnięcie ręki, wyrastając ścianą gęsto stojących drzew i ciernistych chaszczy przed twarzami idących żwawym krokiem myśliwych.


Wątek techniczny

Pozwoliłem sobie na małą wstawkę obyczajową. Knieja Skarfellska, Bór Malgurski czy Ciernista Puszcza winny się Wam kojarzyć z pierwotnymi leśnymi ostępami, czymś na wzór wiedźmińskiego Brokilonu. Ogromne i nietknięte cywilizacją puszczańskie obszary, zasiedlone przez dzikie zwierzęta i równie dzikie humanoidy, przeważnie wrogo do ludzi nastawione.

Ruskarowie to kolejna miejszość etniczna Khadoru, naród surowych północnych wojowników żyjących w tundrze na krańcach kontynentu (taka krzyżówka Wikingów z Eskimosami). Nie lubią obcych, nie lubią państwowej władzy, lubią za to zadymy i posłuszni są jedynie prawu pięści. Z Khardami rzadko zadzierają, za to wdają się ustawicznie w konflikty z równie dzikimi sąsiadami: Skirami, Vorgojami czy trollakami.

Druidzi w IK mają bardzo celtycki klimat. Zapomnijcie o dobrodusznym druidzie z filmów o rzymskich Galach, przypomnijcie sobie za to Celtów właśnie i ich krwawe obrządki. Zwykli ludzie wiedzą na temat druidów bardzo mało, otacza ich posępna reputacja porywczych i bezlitosnych strażników natury, wrogów cywilizowanego świata. O Kręgu Orborosa przeciętni śmiertelnicy nie wiedzą nic.

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 06 lutego 2012, 21:15

19 dzień Golovusu 602 AR, w drodze do Czernichły


- Nszczastje nam daleko do Rusarków i ich wojen z trollakami , no ale jakby druidów napotkac w drodze to smert pewna. Z życiem by nie uszli - Volkh splunął przez ramię i przeżegnał się nabożnie po mennicku.

Volkh przyjarzał się wysłużonej rusznicy młodzieńca, pocmokał niezadowolny i pewnością godną najzacniejszych cygnarskich rusznikarzy orzekł:

- Wymień no bratje przy okazji śrubę przy zamku. Oooo, tę... - wskazał palcem młody mechanik - bo widać, luźna i może ne wypalit fuzja, albo wypali, ale jeno prochem płonącym w gębę i slad zostawi w postaci czarnych piegów.

Gdy tylko nadarzyła się okazja, Volkh konfidencjonalnie podzielił się z kuzynami swoim pomysłem:

- Bratja, może nam nado pójst i tropem trolla ruszyć. Musział gdjeś tego paladyna blisko zdybat i pożret a przecie wiadomo, że wszystkiego nie zeżarł. Mogło się jeszcze co ostat w pobliżu, co by troche swjatła rzuciły na sprawe, a może i nam mieszki wypchać na zad - dodał na zachętę.


Wątek techniczny

Jeżeli zbliżamy się do miejsca naszej potyczki z trollami, to może powinniśmy oddzielić się od drwali i spentrować okolicę. Wrócić tropem trolla chyba nie będzie tak ciężko.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 06 lutego 2012, 21:46

19 dzień Golovusu 602 AR, w drodze do Czernichły

Widoczny jeszcze chwilę między pniami drzew Tverkutsk zniknął w końcu zupełnie za zasłoną leśnej gęstwiny i kawalkada konnych zaprzęgów znalazła się w starym lesie otaczającym zewsząd wzniesione na wyżynie miasteczko. Tu i ówdzie rozległe polany porośnięte młodniakiem zdradzały położenie starych wyrębowisk, ale gęste krzewy podchodziły pod sam trakt, toteż Kossyci czujnie rozglądali się na boki. W tak bliskim sąsiedztwie Tverkutska rzadko dochodziło o tej porze roku do napadów czy ataków drapieżnych zwierząt, ale na północy sędziwego wieku dożywali jedynie ci, którzy ustawicznie się o siebie troszczyli i niczego nie pozostawiali przypadkowi.

- A wy dokąd? - odezwał się inny myśliwy, okutany wyprawionymi futrami łucznik o wybitych przednich zębach, straconych zapewne w wyniku pijackiej sprzeczki - Polować?

- Na łowy - kiwnął głową Volkh, bacząc w duchu na ostrożne odpowiedzi - Może Menoth zajrzy na nas łaskawie, a ześle jakiego roglacza pod łuk. Kwatermistrz Khardów dobrze płaci za mięso.

- Mają ci oni dość srebra, a złota - mruknął szczerbaty Kossyta - Nic, jeno siedzą za palisadą, a nic nie robią. Żrą, piją, śpią i jeszcze za to dostają zapłacone.

- A broni ci kto się zaciągnąć? - odparł młodzieniec z rusznicą - Do armii przecie cięgiem biorą, cięgiem wypatrują takich zuchów jak ty. Ku chwale ojczyzny i królowej, będziesz żarł, pił i spał i jeszcze dostaniesz za to zapłacone. Jeno w przerwach będziesz trollaków tłukł, a trolle albo ogruny albo na pomiot żmijowy polował albo bogriny trzebił w górach albo...

- Cichaj już, cichaj - machnął dłonią łucznik -Ciebie jeno co rzeknąć słówkiem, a od razu miaukasz, a pitolisz. A wy dajcie pozór jak będziecie polowali. Nie dalej jak przedwczora jakieś młokosy się na łowach miast na roglacza na trolla napatoczyły. Gadali o tym w karczmach, a śmiechu było co niemiara z tej opowieści. Podobno troll ucapił jednego z nich, a ten się zara w porty zesrał, a tak cuchniście, że nawet troll tego smrodu nie strzymał i padł trupem!

- Pleciesz trzy po trzy, boś taki schlany był, żeś się ani ławy nie umiał utrzymać - sarknął posępny młodzieniec - Inakszy to niby było, bom słyszał od jednego z żołdaków. Jeden z nich podobno wlazł do nory po dziku, a troll go stamtąd chciał wytargać, to się schylił i dupsko wypiął, a wtenczas inszy z nich z łuku strzelił mu prosto w owe dupsko i strzała przez bebechy przeszła środkiem aż do czaszki, a w mózgu utkwiła. Jeno jam niegłupi i nie myślcie sobie, że gotów żem jak inni w takowe fanaberie uwierzyć. Przez dupę strzałą do mózgu! Kto to wymyślił?

Od przodu kawalkady dobiegły znienacka powitalne okrzyki, toteż Kossyci przerwali rozmowę stając na palcach i przyglądając się zamieszaniu. Z przeciwnej strony traktem sunęła grupka miejscowych dźwigających koszyki pełne dojrzałych grzybów i leśnych owoców, pozdrawiając kolumnę wozaków i ich ochronę uniesionymi w geście powitania rękami.


Wątek techniczny

Podróż na razie spokojna, towarzystwo ciekawe i czas szybciej leci. Zakładam, że prócz zwykłego ekwipunku zabraliście ze sobą również szpikulce na buty pomysłu Volkha, w końcu poprzednim razem się sprawdziły. Do Brzozowego Wąwozu godzina drogi, natomiast wypad za Goriańskie Stoki wymaga natychmiastowego odbicia na wschód, prosto w stronę Wilczej Rzeki. Idąc tam wydłużycie podróż, nocleg wypadnie Wam wówczas gdzieś pomiędzy Czernichłą i Voranem.

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 06 lutego 2012, 22:01

19 dzień Golovusu 602 AR, w drodze do Czernichły

- Prawda to, jako żywo prawda! Sam żem łeb widział co te junaki do Tverkutska pryniesli. W gębie ten troll jeszcze rzyć miał jednego z nich ogrzyzioną, całą w gównie. Było widzieć jak ją khardyjscy ekonomowie mierzyli, żeby nagrodę wyplatit. A nado Wam wiedjiet, że muszą oni paszcze zmierzyt! Cali w kossyckim gównie byli jak okonczyli. Szkoda jeno tego nieszcześnika co dupe stratił. Tera budu srat gdje popadnie... - Volkh postanowił dolać kroplę do plotki, która i tak już żyła własnym życiem i nie było najmniejszego sensu jej prostować.


Wątek techniczny

To jak ruszamy na Wilczą Rzekę?

Araven
Reactions:
Posty: 8334
Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
Has thanked: 1 time
Been thanked: 1 time

Post autor: Araven » 06 lutego 2012, 22:02

Patrzę nieco spode łba na tych filozofów, ale bitki nie będę wszczynał, ot sławni my się zrobili ale nie tak jabysmy chcieli. Chłonę oczami okolice, wolę dzikie ostępy niż miasto. No kuzyni ruszajmy. czasu szkoda mitrężyć. Bywajcie (żegnam się z tymi tu myśliwymi). Kolce zabieramy. To się Volkhowi udało.
Ku Wilczej rzece.
Ostatnio zmieniony 06 lutego 2012, 22:12 przez Araven, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
deliad
Reactions:
Posty: 3638
Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
Has thanked: 5 times
Been thanked: 52 times

Post autor: deliad » 07 lutego 2012, 20:07

Dotychczas mało rozmowny Ivash tylko przysłuchiwał się rozmowie tylko od czasu do czasu rzucając jakieś mało istotne zdanie. Jego myśli krążyły wokół mitu o murnikach.
W chwili gdy rozmowa zeszła na historię o upolowanym trollu nie mógł powstrzymać śmiechu. To spoglądał na Iwana to na młodego kossytę ze strzelbą.
- Mawiają, że w każdej historii jest ziarno prawdy. Alem o tak jadowitych fekaliach nigdy nie słyszał. Nie chciał bym z tak groźnym towarzyszem podróżować. Skoro fekalia tak śmierdzące, że trolla położyły to jego gazy wszystkich nas by wytruły. Ha ha.

Wątek techniczny:

Kolce w butach już raz się sprawdziły więc z nich nie zrezygnuję. Skoro marsz idzie nam tak sprawnie to możemy poświęcić godzinkę na przeszukanie okolicy w której spotkaliśmy trolla. W końcu to i tak po drodze. A szczątki murnika warto by było pogrzebać.

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 07 lutego 2012, 20:22

Murnik to w trollowym zoladku pochowany, ale warto przepatrzyc okolice

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 07 lutego 2012, 20:32

19 dzień Golovusu 602 AR, w drodze na Goriańskie Stoki

Chociaż do Brzozowego Wąwozu droga była jeszcze daleka, tu i ówdzie z głębi lasu dobiegał już miarowy stukot siekier i młotów, zgrzyt pił i ostry trzask walących się co chwila na ziemię ogromnych drzew. Okolica traktu usiana była połaciami wykarczowanej ziemi, na której poniewierały się wielkie sterty chrustu pozostawione przez prących do przodu drwali.

- Bywajcie i niech was Stworzyciel ma w opiece - powiedział do kossyckich strażników Volkh podnosząc prawą dłoń w geście pożegnania. Myśliwi odpowiedzieli mu podobnymi gestami lub kiwnięciami głów, sunąc wraz z wozami dalej na północ. Trójka stojących na poboczu traktu kuzynów odprowadziła ich wzrokiem, poprawiła paski swych zarzuconych na grzbiety plecaków i sajdaków.

- Wieczorem może padać - przestrzegł krewniaków Ivan Karakov, spoglądając ze zmarszczonym czołem na niebo - Lepiej, żeby nas nie zmoczyło, bo noc będzie zimna.

- Tedy nie ma co mleć po próżnicy ozorem - skomentował uwagę kuzyna Ivash, gładząc czubkami palców zawieszoną na piersiach lunetę - W drogę, a żwawo.

Ivan i Volkh ruszyli w ślad za kuzynem, wtapiając się w krótkiej chwili pomiędzy leśną gęstwinę odgradzającą wiodący do Brzozowego Wąwozu i brzegów płynącej leniwie Czernichły szlak od rwącego szerokiego nurtu Wilczej Rzeki.

Przemykając się zwinnie pomiędzy drzewami szli w stronę Goriańskich Stoków.


Wątek techniczny

Zgodnie z życzeniem odbiliście z trasy w stronę miejsca polowania sprzed dwóch dni. Dźwięki ludzkich głosów szybko ucichły w tyle, ich miejsce zajęły ptasie śpiewy i szum gałęzi. Jest zimno, ale gęstwa chroni Was przed wiatrem. Od tej pory nadstawianie uszu i oczy dookoła głowy są standardowymi środkami ostrożności, bo tutaj nietrudno napatoczyć się na polującego drapieżnika lub rozumną istotę o złowrogich zamiarach.

Co do dyspozycyjności Karakova w kwestii topora, może machać nowym orężem bez najmniejszych kłopotów. ŻYW na poziomie 8.

ODPOWIEDZ