PBF - Pazur w mroku
-
Araven
- Reactions:
- Posty: 8334
- Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 1 time
Kuzyni nie dogonimy tego parszywca. Trzeba nam paladyna szczątki pochować a potem na szlak ku sadybie Zareniva ruszać. No topora ja nie wypróbował dzisiaj.
Ostatnio zmieniony 12 lutego 2012, 00:31 przez Araven, łącznie zmieniany 1 raz.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
19 dzień Golovusu 602 AR, Goriańskie Stoki
Dając pilne baczenie na okoliczną gęstwę, Kossyci pochowali czym prędzej doczesne szczątki Murnika, składając je w płytkim grobie i przykrywając zarówno warstwą ziemi jak i ciężkimi kamieniami. Wszyscy szeptali bezgłośnie menickie modlitwy, polecając duszę nieszczęsnego paladyna łasce Stworzyciela i obiecując wywrzeć pomstę na trollowym plemieniu przy każdej nadarzającej się okazji.
Kiedy ostatni kamień spoczął na swym miejscu, Wilimov cofnął się o krok od kopca i wytarł ubrudzone ziemią dłonie w nogawki spodni.
- Dość czasu zmitrężyliśmy - oznajmił - Trzeba ruszać w dalszą drogę.
Młodzieniec podciągnął obciążony krótkim mieczem pas, poprawił przewieszoną przez plecy pochwę skrywającą paladyńskie ostrze. Odebrawszy zakonną broń z rąk konserwatywnego w kwestii oręża Ivasha, Volkh założył ją na plecy na podobieństwo noszącego tak topór Karakova, z rękojeścią wystającą nad barkiem. Nie mówiąc wiele więcej myśliwi wtopili się w jesienną puszczę, truchtając przez gąszcz w kierunku zachodu.
Wątek techniczny
Gratuluję zaliczenia ważnej misji pobocznej. Odnaleźliście miejsce napaści, zadbaliście o pochówek szczątków Murnika. Kosztowało Was to trochę czasu, ale weszliście jednocześnie w posiadanie kolejnej cennej rzeczy (po złotym sygnecie, którego Dragan Bolgo Wam nie zwinął): paladyńskiego miecza. Przyjmuję, że chwilowo opiekuje się nim Volkh Wilimov, zbrojny teraz w dwa miecze. Chciałbym zaznaczyć, że broń ta jest bardzo charakterystyczna i na pewno będzie zwracała na siebie uwagę obcych, zwłaszcza jej wykonana na podobieństwo menofiksu rękojeść.
Trollik uciekł, ale miejmy nadzieję, że złamał sobie parę kości i jeszcze tej nocy zeżre go jakiś głodny czarnogrzyw albo argus.
Dając pilne baczenie na okoliczną gęstwę, Kossyci pochowali czym prędzej doczesne szczątki Murnika, składając je w płytkim grobie i przykrywając zarówno warstwą ziemi jak i ciężkimi kamieniami. Wszyscy szeptali bezgłośnie menickie modlitwy, polecając duszę nieszczęsnego paladyna łasce Stworzyciela i obiecując wywrzeć pomstę na trollowym plemieniu przy każdej nadarzającej się okazji.
Kiedy ostatni kamień spoczął na swym miejscu, Wilimov cofnął się o krok od kopca i wytarł ubrudzone ziemią dłonie w nogawki spodni.
- Dość czasu zmitrężyliśmy - oznajmił - Trzeba ruszać w dalszą drogę.
Młodzieniec podciągnął obciążony krótkim mieczem pas, poprawił przewieszoną przez plecy pochwę skrywającą paladyńskie ostrze. Odebrawszy zakonną broń z rąk konserwatywnego w kwestii oręża Ivasha, Volkh założył ją na plecy na podobieństwo noszącego tak topór Karakova, z rękojeścią wystającą nad barkiem. Nie mówiąc wiele więcej myśliwi wtopili się w jesienną puszczę, truchtając przez gąszcz w kierunku zachodu.
Wątek techniczny
Gratuluję zaliczenia ważnej misji pobocznej. Odnaleźliście miejsce napaści, zadbaliście o pochówek szczątków Murnika. Kosztowało Was to trochę czasu, ale weszliście jednocześnie w posiadanie kolejnej cennej rzeczy (po złotym sygnecie, którego Dragan Bolgo Wam nie zwinął): paladyńskiego miecza. Przyjmuję, że chwilowo opiekuje się nim Volkh Wilimov, zbrojny teraz w dwa miecze. Chciałbym zaznaczyć, że broń ta jest bardzo charakterystyczna i na pewno będzie zwracała na siebie uwagę obcych, zwłaszcza jej wykonana na podobieństwo menofiksu rękojeść.
Trollik uciekł, ale miejmy nadzieję, że złamał sobie parę kości i jeszcze tej nocy zeżre go jakiś głodny czarnogrzyw albo argus.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
19 dzień Golovusu 602 AR, szlak ku Czernichle
Powrót z Goriańskich Stoków na szlak wiodący ku brzegom Czernichły okazał się krótszy o prawie połowę, ponieważ tym razem Kossyci nie musieli się już skupiać na szukaniu starych śladów trolla, tylko truchtali chyżo przez gęstwinę, rozglądając się przy tym bacznie wokół. Świadomość obecności trolli w pobliżu Tverkutska zaostrzyła czujność młodych mężczyzn, albowiem istoty te preferowały stadny tryb życia i chociaż zadławiony strzałą Ivasha samiec wydawał się zdziczałym samotnikiem, mógł mieć w okolicy szukających pożywienia pobratymców.
Lecz puszcza sprawiała wrażenie spokojnej i przyjaznej. Żerujące ptactwo wypełniało ją świergotem, pogwizdywaniem i żwawym ruchem, podobnie jak małe zwierzątka pokroju wiewiórek, łasic i borsuków, obrośniętych sadłem i gotowiących się do zimowej pory.
- Twoje szczęście, tłuściochu, że mi śpieszno - wydyszał Nazarko odprowadzając wzrokiem czarnobiały pyszczek borsuka, który na widok trójki ludzi pierzchnął czym prędzej w bezpieczną ciemność swej wykopanej w korzeniach wielkiego dębu nory - Wytopiłbym ci sadło do ostatniej kropli.
- Wprzód byś se z nim musiał dać rady - zaśmiał się cicho Karakov - Taki borsuk to nie byle wiewiór, do niego trza jaj. Ani byś się obejrzał, jakby cię za zadek ucapił, a portki przeżarł. Wielcem ciekawy, który komu by sadła ubrał!
- Odezwał się pogromca maluśnych trolli - przyciął kuzynowi Nazarko - Ten kurwi trollik taki był maciupki, że by mi do plecaka wlazł, a mało ci łapska nie upierdzielił! Tobie to i takowy borsuk byłby manto spuścił, a ani by się przy tym nie zasapał.
- Jest droga! - syknął Wilimov wyskakując zwinnie na leśny trakt i stając na nim w rozkroku z rękami opartymi o kolana - Odpoczniemy krzynkę, bo pić mi się chce straszniście, a potem dalej w drogę.
Wątek techniczny
Wróciliście na leśną drogę prowadzącą opodal Brzozowego Wąwozu w kierunku północy, ku odległemu o kilka mil brzegowi Czernichły, przeprawy na drugą stronę oraz niewielkiej kossyckiej osady o nazwie Jarmogia. Droga świeci pustkami, chociaż daleko z głębi puszczy po przeciwnej stronie traktu dobiegają Was odgłosy pracującej brygady drwali.
To co, kilka łyków wody z bukłaka i dalej w drogę?
Powrót z Goriańskich Stoków na szlak wiodący ku brzegom Czernichły okazał się krótszy o prawie połowę, ponieważ tym razem Kossyci nie musieli się już skupiać na szukaniu starych śladów trolla, tylko truchtali chyżo przez gęstwinę, rozglądając się przy tym bacznie wokół. Świadomość obecności trolli w pobliżu Tverkutska zaostrzyła czujność młodych mężczyzn, albowiem istoty te preferowały stadny tryb życia i chociaż zadławiony strzałą Ivasha samiec wydawał się zdziczałym samotnikiem, mógł mieć w okolicy szukających pożywienia pobratymców.
Lecz puszcza sprawiała wrażenie spokojnej i przyjaznej. Żerujące ptactwo wypełniało ją świergotem, pogwizdywaniem i żwawym ruchem, podobnie jak małe zwierzątka pokroju wiewiórek, łasic i borsuków, obrośniętych sadłem i gotowiących się do zimowej pory.
- Twoje szczęście, tłuściochu, że mi śpieszno - wydyszał Nazarko odprowadzając wzrokiem czarnobiały pyszczek borsuka, który na widok trójki ludzi pierzchnął czym prędzej w bezpieczną ciemność swej wykopanej w korzeniach wielkiego dębu nory - Wytopiłbym ci sadło do ostatniej kropli.
- Wprzód byś se z nim musiał dać rady - zaśmiał się cicho Karakov - Taki borsuk to nie byle wiewiór, do niego trza jaj. Ani byś się obejrzał, jakby cię za zadek ucapił, a portki przeżarł. Wielcem ciekawy, który komu by sadła ubrał!
- Odezwał się pogromca maluśnych trolli - przyciął kuzynowi Nazarko - Ten kurwi trollik taki był maciupki, że by mi do plecaka wlazł, a mało ci łapska nie upierdzielił! Tobie to i takowy borsuk byłby manto spuścił, a ani by się przy tym nie zasapał.
- Jest droga! - syknął Wilimov wyskakując zwinnie na leśny trakt i stając na nim w rozkroku z rękami opartymi o kolana - Odpoczniemy krzynkę, bo pić mi się chce straszniście, a potem dalej w drogę.
Wątek techniczny
Wróciliście na leśną drogę prowadzącą opodal Brzozowego Wąwozu w kierunku północy, ku odległemu o kilka mil brzegowi Czernichły, przeprawy na drugą stronę oraz niewielkiej kossyckiej osady o nazwie Jarmogia. Droga świeci pustkami, chociaż daleko z głębi puszczy po przeciwnej stronie traktu dobiegają Was odgłosy pracującej brygady drwali.
To co, kilka łyków wody z bukłaka i dalej w drogę?
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Wątek techniczny
W kwestii broni, już wcześniej chciałem ją zawinąć w jakiś materiał aby nie rzucała się w oczy zbytnio, lub choć przynajmniej rękojeść z jelcem. Najlepiej osobno głownie/pochwę, osobno rękojeść z jelcem - wtedy w razie W będzie można szybko użyć broni.
Krótki popas (zamaskowanie miecza) i w drogę. Nie mam zamiaru spędzić więcej niż dwóch nocy w puszczy.
W kwestii broni, już wcześniej chciałem ją zawinąć w jakiś materiał aby nie rzucała się w oczy zbytnio, lub choć przynajmniej rękojeść z jelcem. Najlepiej osobno głownie/pochwę, osobno rękojeść z jelcem - wtedy w razie W będzie można szybko użyć broni.
Krótki popas (zamaskowanie miecza) i w drogę. Nie mam zamiaru spędzić więcej niż dwóch nocy w puszczy.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
19 dzień Golovusu 602 AR, szlak ku Czernichle
Karakov oderwał zatroskane spojrzenie od wędrującego po nieboskłonie słońca, kończącego wykreślać w przestworzach swój łuk. Zmierzch był coraz bliżej, wczesny jesienną porą, czający się w odległości paru godzin. Nogi wędrujących uparcie młodzieńców zaczynały pulsować tępym bólem sygnalizując zmęczenie mięśni, w ich manierkach powoli kończyła się woda. W trakcie marszu ustawicznie zbierali napotykane po drodze grzyby i zrywali leśne owoce, toteż nie martwili się zbytnio wieczorną strawą, wpierw jednak musieli wybrać odpowiednie na nocleg miejsce.
Minąwszy szybkim marszem wysokość rozbrzmiewającego dźwiękami wyrębu Brzozowego Wąwozu młodzieńcy nie natrafili na żadnych innych wędrujących puszczańskim szlakiem podróżnych, nie zetknęli się też z żadnym groźnym stworzeniem, Ivan wiedział jednak, że pora dzienna zazwyczaj bywała bezpieczniejsza od nocnej, wtedy bowiem wyłaziła ze swoich kryjówek większość mięsożernych istot o upodobaniu do świeżego mięsa.
- Są rozstaje - powiedział nagle Ivash, z zadowoleniem i ulgą zarazem wskazując na rozwidlającą się kilkadziesiąt stóp dalej drogę - Do wioski w bok, a nad rzekę prosto, tak mi w mieście jeden traper rzeknął.
Wątek techniczny
Uff, jakoś Wam idzie (mnie za to nie idą rzuty w tabeli spotkań losowych, co za pustki na szlaku). Macie pół mili do brzegu Czernichły, jesteście na rozstajach. Możecie teraz ruszyć dalej na północ idąc w stronę rzecznej przeprawy albo zmienić ewentualnie plany i zdecydować się na nocowanie w Jarmogii (o ile miejscowi zgodzą się wpuścić Was do domów, rzecz jasna). Trochę srebra Wam jeszcze zostało w mieszkach, by się chciwcom w razie potrzeby opłacić, najwyżej przekimacie na stryszku nad krowami. W wiosce byliście kiedyś przemarszem po polowaniu na tutejsze bobry, nie macie tam żadnych znajomych ani krewnych, a miejscowy ludek jest bardzo zamknięty i nieufny wobec obcych, nawet rodaków. Oczywiście nocleg jest opcjonalny, równie dobrze możecie poszukać w wiosce kogoś, kto zechce Was przewieźć na przeciwny brzeg łódką.
Jeśli nie chcecie tracić czasu na dodatkowy postój w Jarmogii i skorzystacie z prowizorycznego mostku postawionego przez miejscowych na rzece minionego lata, półtorej godziny przed zmrokiem będziecie na przeciwnej stronie rzeki. Zostanie Wam godzina marszu, potem trzeba będzie pomyśleć nad biwakiem.
Karakov oderwał zatroskane spojrzenie od wędrującego po nieboskłonie słońca, kończącego wykreślać w przestworzach swój łuk. Zmierzch był coraz bliżej, wczesny jesienną porą, czający się w odległości paru godzin. Nogi wędrujących uparcie młodzieńców zaczynały pulsować tępym bólem sygnalizując zmęczenie mięśni, w ich manierkach powoli kończyła się woda. W trakcie marszu ustawicznie zbierali napotykane po drodze grzyby i zrywali leśne owoce, toteż nie martwili się zbytnio wieczorną strawą, wpierw jednak musieli wybrać odpowiednie na nocleg miejsce.
Minąwszy szybkim marszem wysokość rozbrzmiewającego dźwiękami wyrębu Brzozowego Wąwozu młodzieńcy nie natrafili na żadnych innych wędrujących puszczańskim szlakiem podróżnych, nie zetknęli się też z żadnym groźnym stworzeniem, Ivan wiedział jednak, że pora dzienna zazwyczaj bywała bezpieczniejsza od nocnej, wtedy bowiem wyłaziła ze swoich kryjówek większość mięsożernych istot o upodobaniu do świeżego mięsa.
- Są rozstaje - powiedział nagle Ivash, z zadowoleniem i ulgą zarazem wskazując na rozwidlającą się kilkadziesiąt stóp dalej drogę - Do wioski w bok, a nad rzekę prosto, tak mi w mieście jeden traper rzeknął.
Wątek techniczny
Uff, jakoś Wam idzie (mnie za to nie idą rzuty w tabeli spotkań losowych, co za pustki na szlaku). Macie pół mili do brzegu Czernichły, jesteście na rozstajach. Możecie teraz ruszyć dalej na północ idąc w stronę rzecznej przeprawy albo zmienić ewentualnie plany i zdecydować się na nocowanie w Jarmogii (o ile miejscowi zgodzą się wpuścić Was do domów, rzecz jasna). Trochę srebra Wam jeszcze zostało w mieszkach, by się chciwcom w razie potrzeby opłacić, najwyżej przekimacie na stryszku nad krowami. W wiosce byliście kiedyś przemarszem po polowaniu na tutejsze bobry, nie macie tam żadnych znajomych ani krewnych, a miejscowy ludek jest bardzo zamknięty i nieufny wobec obcych, nawet rodaków. Oczywiście nocleg jest opcjonalny, równie dobrze możecie poszukać w wiosce kogoś, kto zechce Was przewieźć na przeciwny brzeg łódką.
Jeśli nie chcecie tracić czasu na dodatkowy postój w Jarmogii i skorzystacie z prowizorycznego mostku postawionego przez miejscowych na rzece minionego lata, półtorej godziny przed zmrokiem będziecie na przeciwnej stronie rzeki. Zostanie Wam godzina marszu, potem trzeba będzie pomyśleć nad biwakiem.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
19 dzień Golovusu 602 AR, brzeg Czernichły
Czernichła toczyła ospale swe szarobure wody, ciemne i promieniujące chłodem północnych źródeł. Woda chlupotała u kamienistego brzegu, szemrała melodyjnie przetaczając się wśród otoczaków wystających ponad jej powierzchnię na podobieństwo grzbietów wielkich żółwi. Myśliwi zatrzymali się na chwilę opodal niziutkiej skarpy, odpoczywając po forsownym marszu i wodząc wzrokiem po okolicy. Nigdzie nie dostrzegli śladu rybackiej łodzi ani stojących na brzegu wędkarzy. Gdzieś w oddali, na północnym zachodzie, ponad koronami drzew unosiły się snopy rzadkiego dymu świadczące o codziennym porządku rzeczy w Jarmogii, niewielkiej kossyckiej osadzie nad brzegiem Czernichły.
- Lepsiej nie myśleć, co się stanie jak który z nas się potknie, a do wody zleci - mruknął Ivash pokazując wymownie palcem na rząd wbitych w dno rzeki pali, oddalonych o siebie o kilka stop i połączonych kiepsko okorowanymi deskami w kształt chybotliwego mostku wymagającego od podróżników niebywałej skoczności - Ktoś się chyba z trollem na łeby zamienił, że cosik takiego wymyślił! Nie umieli jakiego porządnego mostu zrobić? Jak niby ktoś tutaj z ładunkiem się przeprawia? Też po tych deskach lezie?
- Co się stanie jak tam wlecisz, wiadome - wzruszył ramionami Ivan, z trudem powstrzymując się przed lodowatymi ciarkami - Trzymasz w gaciach cosik tak maluśkiego, że jak ci się toto od zimna skurczy, już go żadna dziewka nawet przez tę twoją lunetę nie dojrzy.
- Chędoż się, melepeto - prychnął w odpowiedzi Nazarko rozglądając się jeszcze baczniej w poszukiwaniu jakiegoś przewoźnika - Mnie się widzi, że ci, co od północy z towarem idą to albo się przeprawiają przy Jarmogii łódkami albo gdzie w górze rzeki jest jaki bród.
- Bo wędrujemy parszywą porą - dodał bystro Volkh - Czernichła przecie głęboka na wiosenne roztopy albo jesienią po deszczach. Latem woda opada, zimą lód ją skuwa aż do ujścia do Wilczej Rzeki. To jak będzie? Idziemy?
Wątek techniczny
Objaśnienie dodatkowe. Rzeka jest o tej porze roku względnie głęboka, ostatnio trochę padało (chociaż nurt jest leniwy). Miejscowi wbili w jej dno rząd wielkich drewnianych pali sterczących nad taflę wody w odstępie kilku stóp od siebie, a potem połączyli je drewnianymi deskami. Chcąc się przeprawić na przeciwną stronę trzeba iść bardzo ostrożnie, co oznacza konieczność zaliczenia dwóch testów na Zręczność, inaczej pechowy delikwent wyląduje w lodowatej wodzie. PT testu wynosi 15 (albo zyskujecie automatyczny wynik 20, jeśli poświęcicie na przeprawę pełną godzinę). Jeśli nie chcecie ryzykować i tracić czasu, musicie cofnąć się do Jarmogii i poszukać tam okazji do przeprawy łódką, ale to pewnie będzie kosztowało (nie ma nic za darmo w tej srogiej krainie, oj nie ma), a przy tym wcale nie wiadomo, czy nie stracicie na to więcej czasu niż na powolne stąpanie po mostku. Co robicie?
Czernichła toczyła ospale swe szarobure wody, ciemne i promieniujące chłodem północnych źródeł. Woda chlupotała u kamienistego brzegu, szemrała melodyjnie przetaczając się wśród otoczaków wystających ponad jej powierzchnię na podobieństwo grzbietów wielkich żółwi. Myśliwi zatrzymali się na chwilę opodal niziutkiej skarpy, odpoczywając po forsownym marszu i wodząc wzrokiem po okolicy. Nigdzie nie dostrzegli śladu rybackiej łodzi ani stojących na brzegu wędkarzy. Gdzieś w oddali, na północnym zachodzie, ponad koronami drzew unosiły się snopy rzadkiego dymu świadczące o codziennym porządku rzeczy w Jarmogii, niewielkiej kossyckiej osadzie nad brzegiem Czernichły.
- Lepsiej nie myśleć, co się stanie jak który z nas się potknie, a do wody zleci - mruknął Ivash pokazując wymownie palcem na rząd wbitych w dno rzeki pali, oddalonych o siebie o kilka stop i połączonych kiepsko okorowanymi deskami w kształt chybotliwego mostku wymagającego od podróżników niebywałej skoczności - Ktoś się chyba z trollem na łeby zamienił, że cosik takiego wymyślił! Nie umieli jakiego porządnego mostu zrobić? Jak niby ktoś tutaj z ładunkiem się przeprawia? Też po tych deskach lezie?
- Co się stanie jak tam wlecisz, wiadome - wzruszył ramionami Ivan, z trudem powstrzymując się przed lodowatymi ciarkami - Trzymasz w gaciach cosik tak maluśkiego, że jak ci się toto od zimna skurczy, już go żadna dziewka nawet przez tę twoją lunetę nie dojrzy.
- Chędoż się, melepeto - prychnął w odpowiedzi Nazarko rozglądając się jeszcze baczniej w poszukiwaniu jakiegoś przewoźnika - Mnie się widzi, że ci, co od północy z towarem idą to albo się przeprawiają przy Jarmogii łódkami albo gdzie w górze rzeki jest jaki bród.
- Bo wędrujemy parszywą porą - dodał bystro Volkh - Czernichła przecie głęboka na wiosenne roztopy albo jesienią po deszczach. Latem woda opada, zimą lód ją skuwa aż do ujścia do Wilczej Rzeki. To jak będzie? Idziemy?
Wątek techniczny
Objaśnienie dodatkowe. Rzeka jest o tej porze roku względnie głęboka, ostatnio trochę padało (chociaż nurt jest leniwy). Miejscowi wbili w jej dno rząd wielkich drewnianych pali sterczących nad taflę wody w odstępie kilku stóp od siebie, a potem połączyli je drewnianymi deskami. Chcąc się przeprawić na przeciwną stronę trzeba iść bardzo ostrożnie, co oznacza konieczność zaliczenia dwóch testów na Zręczność, inaczej pechowy delikwent wyląduje w lodowatej wodzie. PT testu wynosi 15 (albo zyskujecie automatyczny wynik 20, jeśli poświęcicie na przeprawę pełną godzinę). Jeśli nie chcecie ryzykować i tracić czasu, musicie cofnąć się do Jarmogii i poszukać tam okazji do przeprawy łódką, ale to pewnie będzie kosztowało (nie ma nic za darmo w tej srogiej krainie, oj nie ma), a przy tym wcale nie wiadomo, czy nie stracicie na to więcej czasu niż na powolne stąpanie po mostku. Co robicie?
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Watek techniczny
W sumie zanim dotrzemy do wsi i wynegocjujemy warunki przeprawy i wyladujemy na drugim brzegu Czernichy, godzina peknie co najmniej. Poza tym moga pasc niewygodne pytania etc. Lepiej sie przeprawic bezpiecznie przez mostek. Upewnijmy sie tylko, ze list jest zabezpieczony na wypadek kapieli. Nie chcielibysmy przyniesc Zarenivowi karty papieru z kompletnie nieczytelnymi kleksami...
W sumie zanim dotrzemy do wsi i wynegocjujemy warunki przeprawy i wyladujemy na drugim brzegu Czernichy, godzina peknie co najmniej. Poza tym moga pasc niewygodne pytania etc. Lepiej sie przeprawic bezpiecznie przez mostek. Upewnijmy sie tylko, ze list jest zabezpieczony na wypadek kapieli. Nie chcielibysmy przyniesc Zarenivowi karty papieru z kompletnie nieczytelnymi kleksami...
Ostatnio zmieniony 12 lutego 2012, 13:26 przez 8art, łącznie zmieniany 1 raz.
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
19 dzień Golovusu 602 AR, północny brzeg Czernichły
Północny brzeg Czernichły był dla tria krewniaków zupełną niewiadomą. Nawykli do polowania w lasach na wschodzie lub południu Tverkutska, w te akuratnie strony zapuścili się tylko raz, rok wcześniej, szukając nad rzeką bobrowych żeremii. Wyniki polowania nie przyniosły rezultatów zachęcających do ponownych odwiedzin, toteż później już nie bywali w tych stronach, odległych od miasteczka od dobre dziesięć mil i pozostających dla nich zupełną niewiadomą.
Wąski puszczański szlak biorący swój początek u północnego krańca mostku znikał pośród rosnących na niskich pagórkach drzew, zbitych w gęste zagajniki i otoczonych równie gęstymi krzewami. Twardą ziemię pokrywała gruba warstwa szeleszczących pod podeszwami liści, tworzących kolorowy kobierzec ostrzegający przed niedaleką już zimą. Wilimov obejrzał się za siebie, na zimne ospałe wody Czernichły, potem przeniósł wzrok w leśną gęstwinę i wylot rzadko uczęszczanej dróżki. Z opowieści innych myśliwych wiedział, że prowadziła ona przez pagórkowaty las w kierunku północnego wschodu ku płynącej kilka mil dalej nitce Voranu, kolejnego dopływu Wilczej Rzeki. Słońce stało już dość nisko, by nie łudzić młodzieńca nadzieją na nocleg po przeciwnej stronie kolejnej rzeki. Trójce myśliwych pozostała jakaś godzina wytężonego marszu, potem musieli się zająć szukaniem bezpiecznego schronienia na noc.
Ruszając następnego dnia o brzasku powinni byli dotrzeć w niecałe dwie godziny do Voranu, przeprawić się na przeciwną stronę znacznie płytszej od Czernichły rzeki i idąc forsownym marszem odnaleźć późnym popołudniem puszczańską sadybę kajaza Zareniva.
Wilimov nocował niejeden raz w puszczy, a lubujący się najbardziej z całej trójki w polowaniach Karakov robił to jeszcze częściej, ale pora roku nie sprzyjała zbytnio odpoczynkowi pod gołym niebem. Do tego dochodziła jeszcze świadomość podróży przez nieznaną sobie okolicę, gdzie w leśnej gęstwinie mogły się czaić różne niebezpieczeństwa.
Wątek techniczny
Były rozbieżności zdań co do dalszej akcji, ale nie chcąc opóźniać gry przyjąłem za obowiązującą decyzję większości. Pokonaliście mostek poświęcając na to godzinę ostrożnego balansowania (automatyczny wynik 20 na 1k20).
Cali i zdrowi wylądowaliście po przeciwnej stronie rzeki, pozostawiając za sobą niepewny mostek. Jak już wspomniałem w fabularce, czeka Was niecała godzina marszu, potem trzeba będzie poszukać miejsca na nocleg. Robi się coraz zimniej, bez ogniska ciężko będzie przetrwać nocne godziny.
Mam przyjąć, że idziecie tak długo jak sugeruje to zdrowy rozsądek, a potem przygotowujecie obozowisko?
Północny brzeg Czernichły był dla tria krewniaków zupełną niewiadomą. Nawykli do polowania w lasach na wschodzie lub południu Tverkutska, w te akuratnie strony zapuścili się tylko raz, rok wcześniej, szukając nad rzeką bobrowych żeremii. Wyniki polowania nie przyniosły rezultatów zachęcających do ponownych odwiedzin, toteż później już nie bywali w tych stronach, odległych od miasteczka od dobre dziesięć mil i pozostających dla nich zupełną niewiadomą.
Wąski puszczański szlak biorący swój początek u północnego krańca mostku znikał pośród rosnących na niskich pagórkach drzew, zbitych w gęste zagajniki i otoczonych równie gęstymi krzewami. Twardą ziemię pokrywała gruba warstwa szeleszczących pod podeszwami liści, tworzących kolorowy kobierzec ostrzegający przed niedaleką już zimą. Wilimov obejrzał się za siebie, na zimne ospałe wody Czernichły, potem przeniósł wzrok w leśną gęstwinę i wylot rzadko uczęszczanej dróżki. Z opowieści innych myśliwych wiedział, że prowadziła ona przez pagórkowaty las w kierunku północnego wschodu ku płynącej kilka mil dalej nitce Voranu, kolejnego dopływu Wilczej Rzeki. Słońce stało już dość nisko, by nie łudzić młodzieńca nadzieją na nocleg po przeciwnej stronie kolejnej rzeki. Trójce myśliwych pozostała jakaś godzina wytężonego marszu, potem musieli się zająć szukaniem bezpiecznego schronienia na noc.
Ruszając następnego dnia o brzasku powinni byli dotrzeć w niecałe dwie godziny do Voranu, przeprawić się na przeciwną stronę znacznie płytszej od Czernichły rzeki i idąc forsownym marszem odnaleźć późnym popołudniem puszczańską sadybę kajaza Zareniva.
Wilimov nocował niejeden raz w puszczy, a lubujący się najbardziej z całej trójki w polowaniach Karakov robił to jeszcze częściej, ale pora roku nie sprzyjała zbytnio odpoczynkowi pod gołym niebem. Do tego dochodziła jeszcze świadomość podróży przez nieznaną sobie okolicę, gdzie w leśnej gęstwinie mogły się czaić różne niebezpieczeństwa.
Wątek techniczny
Były rozbieżności zdań co do dalszej akcji, ale nie chcąc opóźniać gry przyjąłem za obowiązującą decyzję większości. Pokonaliście mostek poświęcając na to godzinę ostrożnego balansowania (automatyczny wynik 20 na 1k20).
Cali i zdrowi wylądowaliście po przeciwnej stronie rzeki, pozostawiając za sobą niepewny mostek. Jak już wspomniałem w fabularce, czeka Was niecała godzina marszu, potem trzeba będzie poszukać miejsca na nocleg. Robi się coraz zimniej, bez ogniska ciężko będzie przetrwać nocne godziny.
Mam przyjąć, że idziecie tak długo jak sugeruje to zdrowy rozsądek, a potem przygotowujecie obozowisko?
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
19 dzień Golovusu 602 AR, północny brzeg Czernichły
Przez dłuższy czas dróżka biegła wzdłuż koryta Czernichły, toteż rozglądający się bacznie wokół siebie młodzieńcy dostrzegali co jakiś czas jej wody przezierające pomiędzy drzewami. Potem szlak odbił bardziej na północny wschód i grzbiety lesistych pagórków przesłoniły widok na rzekę, ograniczając widoczność we wszystkich bez mała kierunkach. Puszcza na północnym brzegu Czernichły okazała się wyjątkowo gęsta, wyrastała ponad dróżkę napierając na nią z obu stron, splatając się konarami drzew nad głowami myśliwych. Kossyci zwolnili roztropnie kroku, nie chcąc zbyt żwawym tempem podróży wpakować się w jakieś kłopoty, trzymali też ręce blisko swej broni. Również tutaj las rozbrzmiewał dźwiękami życia małych zwierząt, ale postępujący półmrok sprawił, że ptactwo szybko ucichło gotowiąc się do spoczynku. Nad głowami mężczyzn przeleciało kilka dużych stad gawronów, kraczących donośnie w drodze ku rzece.
- Czas, coby gdziesik na noc stanąć - uznał Ivan czując lekki dreszcz wieczornego chłodu. Temperatura spadła i wszyscy trzej Kossyci czuli dotyk jesiennego chłodu wdzierający się natrętnie pod ich odzienie - Ogień rozpalić, wody ugotować, co zjeść.
Ivash skinął z aprobatą głową, potrząsając znacząco plecakiem, w którym od dłuższego czasu dźwigał spory zapas znalezionych w trakcie marszu grzybów. Ugotowane razem z zabranym z domu mięsem, zapewniłyby trójce Kossytów pożywny gorący posiłek, wyśmienity na wieczerzę po długim marszu i rozgrzewający przed spoczynkiem.
Wątek techniczny
Macie jakiś pomysł co do ogólnego kształtu obozowiska? Chcecie biwakować na szczycie jakiegoś pagórka, skąd będzie dobra widoczność, ale i ogień będzie daleko widoczny? Czy w jakimś zagłębieniu terenu? Czy poszukacie jakiejś niewielkiej jaskini, jamy w ziemi, jaru pomiędzy pagórkami? Inne opcje?
Przez dłuższy czas dróżka biegła wzdłuż koryta Czernichły, toteż rozglądający się bacznie wokół siebie młodzieńcy dostrzegali co jakiś czas jej wody przezierające pomiędzy drzewami. Potem szlak odbił bardziej na północny wschód i grzbiety lesistych pagórków przesłoniły widok na rzekę, ograniczając widoczność we wszystkich bez mała kierunkach. Puszcza na północnym brzegu Czernichły okazała się wyjątkowo gęsta, wyrastała ponad dróżkę napierając na nią z obu stron, splatając się konarami drzew nad głowami myśliwych. Kossyci zwolnili roztropnie kroku, nie chcąc zbyt żwawym tempem podróży wpakować się w jakieś kłopoty, trzymali też ręce blisko swej broni. Również tutaj las rozbrzmiewał dźwiękami życia małych zwierząt, ale postępujący półmrok sprawił, że ptactwo szybko ucichło gotowiąc się do spoczynku. Nad głowami mężczyzn przeleciało kilka dużych stad gawronów, kraczących donośnie w drodze ku rzece.
- Czas, coby gdziesik na noc stanąć - uznał Ivan czując lekki dreszcz wieczornego chłodu. Temperatura spadła i wszyscy trzej Kossyci czuli dotyk jesiennego chłodu wdzierający się natrętnie pod ich odzienie - Ogień rozpalić, wody ugotować, co zjeść.
Ivash skinął z aprobatą głową, potrząsając znacząco plecakiem, w którym od dłuższego czasu dźwigał spory zapas znalezionych w trakcie marszu grzybów. Ugotowane razem z zabranym z domu mięsem, zapewniłyby trójce Kossytów pożywny gorący posiłek, wyśmienity na wieczerzę po długim marszu i rozgrzewający przed spoczynkiem.
Wątek techniczny
Macie jakiś pomysł co do ogólnego kształtu obozowiska? Chcecie biwakować na szczycie jakiegoś pagórka, skąd będzie dobra widoczność, ale i ogień będzie daleko widoczny? Czy w jakimś zagłębieniu terenu? Czy poszukacie jakiejś niewielkiej jaskini, jamy w ziemi, jaru pomiędzy pagórkami? Inne opcje?