PBF - Pazur w mroku

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 15 lutego 2012, 07:33

- Tyle ze z drzewa to Ty budjesz widoczny z daleka. A comolwiek za nami idje to pozoru daje i pewno Cie na drzewie wypatrzy, a nawet jesli nie to dojrzy kak schodisz po pniu. takich wielkich pol to tu nie najdziem, szczoby okolice bezpiecznie z drzewa przez lunete ogladac.

Awatar użytkownika
deliad
Reactions:
Posty: 3638
Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
Has thanked: 5 times
Been thanked: 52 times

Post autor: deliad » 15 lutego 2012, 08:18

- Volkh, a widział ty kiedy na południu te szmaty co w oknach wieszają? Jak blisko przy nich stoisz to wszystko przez nie widać, ale jak z dalsza patrzysz to nic a nic, jakobyś w mur gały wlepiał. Z drzewami jest podobnie, ino trza znaleźć jakie z liśćmi na gałęziach.

Wątek techniczny:

Dwoi mi się w oczach? Czy to sprytny plan abym do lunety puścił Volkha skoro na wzroku słabuję.

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 15 lutego 2012, 09:16

Watek techniczny

Z liscmi moze byc problem, bo mamy pozna jesien, ale moze Keth laskawie ostawi kilka strategicznie polozonych drzew wciaz okrytych liscmi.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 20 lutego 2012, 17:19

20 dzień Golovusu 602 AR, w drodze do brzegu Voranu

Zachowując się niczym odpoczywający w trakcie marszu podróżni, myśliwi poczynili półgłosem stosowne uzgodnienia i ruszyli w dalszą drogę, tym razem nieco wydłużając swój szyk. Truchtali teraz w odstępie kilku stóp od siebie, z Ivashem na czele. Udający beztroskę młodzieniec strzelał oczami na prawo i lewo, szukając cały czas dogodnego miejsca do urządzenia zasadzki. Okazja nadarzyła się ledwie chwilę później, gdy leśna dróżka skręciła w bok pomiędzy świerkowe zagajniki porastające zbocza dwóch sąsiadujących ze sobą pagórków. Idący przodem Nazarko zeskoczył chyżo ze ścieżki, pognał niczym cień w stronę omszałego skalnego bloku wyrastającego z usłanej grubą warstwą liści ziemi. Młodzieniec natychmiast wtopił się w jesienny krajobraz puszczy, dzięki swemu odzieniu zlewając się z otoczeniem.

Ivan i Volkh odprowadzili go spojrzeniami, zwalniając jeszcze bardziej kroku w zamiarze spowolnienia idącego gdzieś w tyle prześladowcy. Nie łudzili się zbytnio nadzieją, że tajemniczy towarzysz podróży da się im długo wodzić za nos, wystarczyłby bowiem jeden dostatecznie długi prosty odcinek drogi, by ów zagadkowy nieznajomy zorientował się, że jeden ze śledzonych Kossytów zniknął, ale też sytuacja wcale nie wymagała grania na dłuższą zwłokę.

Nazarko musiał znaleźć dobry punkt obserwacyjny, przyczaić się tam na chwilę i odczekać, aż śledząca myśliwych istota wejdzie w okular jego lunety, a potem poprzez puszczę dołączyć z wieściami do czekających niecierpliwie kuzynów.


Wątek techniczny

Wymyśliłem dla Was następującą taktykę. Czekacie na zakręt ścieżki, po czym właściciel lunety odłącza się natychmiast od grupy, bo jego manewr maskuje poszycie lasu. Następnie ukrywa się za skałami na najbliższym wzniesieniu i wypatruje intruza (obejdzie się bez wdrapywania na drzewo). Pozostali dwaj myśliwi dalej wędrują spokojnie szlakiem odwracając uwagę prześladowcy, który zorientuje się w podstępie dopiero wtedy, kiedy zbliży się do ekipy na tyle blisko, by dostrzec brak idącego na szpicy myśliwego.

Mam nadzieję, że plan ów nie stoi w jawnej sprzeczności z Waszym pomysłem na zasadzkę (głównie z wspinaczką na drzewa, która nie przypadła wszystkim do gustu).

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 20 lutego 2012, 17:31

20 dzień Golovusu 602 AR, w drodze do brzegu Voranu

Nazarko padł na brzuch tuż za szczytem skalnej bryły, zdjął z pętli na pasie toporek kładąc go ostrożnie tuż obok siebie, w zasięgu ręki. Potem ujął w prawą dłoń lunetę i wysunął się bardzo wolno nad skałę, naciągając kaptur aż po nasadę nosa i przeczesując bacznym spojrzeniem pokonany chwilę wcześniej odcinek leśnej dróżki. Rosnąca obok skały sosna rzucała głęboki cień na kryjówkę młodzieńca, pozwalając mu w wybornym stopniu upodobnić się do otoczenia. Lata dzieciństwa i wczesnej młodości spędzone na puszczańskich łowach owocowały od pewnego czasu prawdziwym talentem Kossyty do ukrywania obecności w lesie, toteż ufny w swe siły Nazarko znieruchomiał oczekując na najmniejszy ślad poruszenia.

W ściętej późnojesiennym chłodem puszczy zapadła cisza, głosy oddalających się kuzynów przestały już docierać do uszu młodego myśliwego. Tu i ówdzie odzywały się nieśmiało ptaki, które jeszcze nie odleciały na zimowska, wtórowały im odległe pokrzykiwania górskiego orła krążącego wysoko nad koronami tracących liście drzew. Ivash westchnął bezgłośnie po dłuższej chwili bezruchu, czując emanujący od skały chłód wnikający w jego pozbawione ruchu członki. Zima na północy Khadoru uderzała bez ostrzeżenia, w przeciągu dnia czy dwóch zasypując jesienny jeszcze las grubą warstwą pierwszego śniegu i ścinając w przeciągu tygodnia lodem powierzchnię mniejszych rzek. Na wielu krzewach wisiały jeszcze grona przejrzałych owoców, a drzewa okrywały schnące liście, ale lodowate wiatry od północy, ciągnące od strony monumentalnego masywu Szklistych Szczytów, niosły ze sobą zapowiedź nagłej zmiany pogody.

Nagłe poruszenie w głębi dróżki rozpaliło drętwiejącego z zimna Ivasha gorączkowym podnieceniem. Rosnąca na skraju ścieżki choinka drgnęła nieznacznie, trącona mimowolnie przez coś, co skradało się w jej cieniu. Khadoriański żołnierz z garnizonu w Tverkutsku najpewniej nawet by tego poruszenia nie dostrzegł, ale kossycki myśliwy nawykły do życia w puszczy wiedział doskonale, czego powinien wypatrywać.

Młodzieniec przyłożył lunetę do oka, zastygając ponownie w bezruchu i wstrzymując oddech.

- Patrzajcie, patrzajcie - wyszeptał ledwie słyszalnie po chwili milczenia, cedząc słowa przez zaciśnięte zęby - Któż by pomyślał...


Wątek techniczny

Uff, co za ulga! Już wiadomo, kto lub co Was śledzi - prawda, że Wam ulżyło? Naturalnie wiedza ta zarezerwowana jest chwilowo dla Nazarka, bo jeśli to coś go dopadnie w drodze do Was albo chociażby pożre go po drodze przypadkowo wałęsający się w okolicy czarnogrzyw, to napięcie wciąż pozostanie na wymagalnym wysokim poziomie!

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 20 lutego 2012, 17:33

20 dzień Golovusu 602 AR, w drodze do brzegu Voranu

Karakov z trudem zwalczał pokusę sięgnięcia po przewieszony przez plecy topór, ale wiedział, że ruchem tego rodzaju mógłby niechcący zaalarmować idącego gdzieś w tyle intruza. Młodzieniec wciąż nie miał pojęcia, kto lub co szło śladem Kossytów i niewiedza ta ogromnie go troskała. Okolice Tverkutska obfitowały w drapieżniki i chociaż zdrowy rozsądek wykluczał w tym przypadku trolle, niezdolne do zachowania w dłuższym wymiarze wymaganej dyskrecji, wciąż mogły to być stworzenia pokroju czarnogrzywów czy nawet zwykłych północnych wilków. Co gorsza, wyobraźnia podpowiadała młodemu myśliwemu również inne możliwości, wśród nich nie rezygnującą z ludzkiego łupu skrzatuchę, która napędziła wszystkim poprzedniego wieczoru ogromnego strachu. Puszcze zachodniego Immorenu zamieszkane były przez wiele prastarych istot, które stąpały po tych ziemiach już wtedy, kiedy ludzie dopiero odkrywali ruiny starożytnego Ithciru i wyryte na ich murach inskrypcje Kanonu Boskich Praw. Całe wieki okrutnych wojen, toczonych wpierw przez prastarych menickich kapłanów-królów, później zaś przez Mocarstwo Khardyckie, Orgothów i wreszcie nowożytny Khador, nie wystarczyły do wykorzenienia tych plugawych stworzeń, ukrywających się przebiegle w najdalszych matecznikach dzikich puszcz i biorących podstępnie odwet na obejmujących ich terytoria we władanie ludziach.

Trollaki i trolle, kozłopodobne satyry, bogriny i gobbery, ogruny, bestialskie wilczary i dwugłowe argusy, rusałki czy przypominające ludożercze karły dzieciołapy - puszcze Khadoru roiły się od istot, które powołał do życia Żmij, rzucając w ten sposób wyzwanie Stworzycielowi i jego doskonałemu dziełu: pierwszemu człowiekowi. Karakov pamiętał w szczegółach opowieści snute przez sędziwego Dragana Bolgo i swoich własnych rodziców, konserwatywnych menitów przywiązujących ogromną wagę do kwestii Starej Wiary. We wszystkich przewijał się ten sam morał, niezmiennie wyznaczający podstawowy dogmat prawdziwie wierzących czcicieli Menotha: świat został oddany w ręce ludzi, nie walczących z nimi o dominację pomiotów Żmija. To człowiek miał stać się z pomocą Stworzyciela panem i władcą świata, nie one.

Rywalizujący z trollami o strawę i opał Ivan podzielał w całej rozciągłości przekonania swych rodzicieli, toteż tym większe odczuwał zmieszanie i niedowierzanie słuchając w karczmach Tverkutska opowieści o trollakach na usługach kupców Vladovaru łowiących wieloryby na Morzu Khardyckim czy gobberach najmowanych do najgorzej płatnych i żmudnych prac w manufaktorach wielkich miast południowego Khadoru, gdzie stworzenia te dzięki swym niewielkim rozmiarom sprawdzały się doskonale w konserwacji i naprawach złożonych mechanicznych urządzeń pokroju walców parowych czy przędzarek przemysłowych. Co gorsza, młody Karakov miał nawet sposobność ujrzeć własnymi oczami ogruna, bawiącego przejazdem w Tverkutsku wraz ze swoim panem, kajazem ze wschodu Khadoru podróżującym nad ocean. Ogromne rozmiary i brutalne oblicze człekokształtnego stwora zrobiły na Kossycie wstrząsające wrażenie, podobnie jak szokujące zaufanie, które ów kajaz - bez wątpienia morrowianin - zdawał się w pogańskim nieludziu pokładać.

Prawdziwi menici unikali bliższych kontaktów z takimi stworzeniami, pamiętni uniwersalnej prawdy zawartej w Kanonie Boskich Praw: człowiek został stworzony na podobieństwo Menotha, pomiot żmijowy zaś narodził się na złość Stworzycielowi.


Wątek techniczny

Wiem, że treść tego posta odbiegła nieco od aktualnego tematu, ale chciałem skorzystać z okazji, by przybliżyć Wam ogólne pojęcie zwrotu pomiot Żmija. Nazwą tą określane są w północnym Khadorze rozumne istoty nieludzkiego pochodzenia, walczące z ludzkim gatunkiem o terytoria i władzę (a zatem to niebywale szerokie pojęcie), a także wyjątkowo inteligentne drapieżne zwierzęta budzące w ludziach skrajne obawy, jak chociażby argusy. W przeciwieństwie do zgnuśniałego południa kontynentu, gdzie ludzie czczący Morrowa dali się zwieść na manowce ideom międzygatunkowej integracji i mieszkają dom w dom z trollakami czy krasnoludami, w północnym Khadorze obywatele wciąż praktykują jedynie słuszną politykę strzelania do nieludzi na pierwszy znak ich obecności... ale w ostatnich latach khadoriańscy morrowianie zaczęli naśladować pewne bluźniercze praktyki południowców zacieśniając kontakty handlowe i więzi społeczne z niektórymi gatunkami nieludzi, zdatnymi do wykorzystania w rewolucji przemysłowej w roli nisko opłacanej niewykwalifikowanej siły roboczej.

Araven
Reactions:
Posty: 8334
Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
Has thanked: 1 time
Been thanked: 1 time

Post autor: Araven » 20 lutego 2012, 17:52

Vołkh, mam nadzieję, że Ivash nie popadł w jakoweś tarapaty i wypatrzył kto też za nami idzie...

Techniczny:
Niecierpliwie czekam na wieści od naszego zwiadowcy z lunetą.

Awatar użytkownika
deliad
Reactions:
Posty: 3638
Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
Has thanked: 5 times
Been thanked: 52 times

Post autor: deliad » 21 lutego 2012, 06:59

Obserwowany cel poruszał się bezszelestnie przemykając między drzewami. Nazarko powili odjął lunetę od oka i płynnie zaczął odczołgiwać się w tył. Gdy tylko oddalił się na bezpieczną odległość wstał i cichutko skierował się w stronę kuzynów.
Po chwili dołączył do nich na trakcie i pokazał ruchem głowy aby ruszyli za nim.

- Widziałem "ptaszka". Nie strachajcie się, to nie pomiot żmija.

Ivash zawiesił głos czekając aż zniecierpliwienie kuzynów osiągnie apogeum. Czyli jakieś siedem sekund.

- To Khard. Ten sam, który zdradzał chorobliwe zainteresowanie znakiem w karczmie. Przebrzydły gad jeżeli podsłuchiwał nas przy kapłanie to wie wszystko. Nawet jeżeli nie podsłuchiwał to i tak idąc tą drogą wie gdzie zmierzamy - twarz młodzieńca spochmurniała.

- Musim wziąć go na spytki. Wydaje mi się, że targał mieczysko. Pewnie umie nim wymachiwać. Trza nam urządzić jaką zmyślną zasadzkę.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 21 lutego 2012, 18:24

20 dzień Golovusu 602 AR, w drodze do brzegu Voranu

Oddaliwszy się na sporą od zakrętu odległość młodzieńcy przestali ze sobą rozmawiać, nadstawiając równocześnie dokładnie uszu w oczekiwaniu na jakikolwiek odgłos mogący zdradzić kłopoty pozostawionego w tyle Ivasha. Obaj gotowi byli sięgnąć po broń i zawrócić na pierwszy dźwięk walki, ale puszczą płynęły jedynie zwyczajne dla dziennej pory odgłosy ptasich pokrzykiwań i szumu drzew.

- Słyszysz coś? - odezwał się w końcu niecierpliwie Wilimov, z trudem trzymając na wodzy swe nerwy.

- Nie, bo pytlasz - sarknął w odpowiedzi Karakov - Cichaj, a mnie nie nerwuj.

Gdzieś po prawicy mężczyzn trzasnęła znienacka zdeptana gałązka, toteż obaj zerknęli czym prędzej w tamtą stronę.

- Hałasujesz jak stara baba - syknął przez zaciśnięte zęby Volkh widząc wyskakującego na dróżkę Nazarka, zdyszanego i poczerwieniałego po twarzy - Borsuka byś w środku zimy ze snu wyrwał.

- Jedna gałązka - obruszył się Ivash - Pod liściami leżała, to żem jej nie dojrzał.

- Gadaj lepiej, coś tam przez ten twój lunet dojrzał, cielebuniu jeden - wtrącił pośpiesznie Karakov.

- Jakeś myślał, że to rusałka to cię zmartwię - odparł szyderczo Nazarko - A przecie widzę, żeś o jej cyckach dumał, bo ci coś gacie wypycha od środka.


Wątek techniczny

Chociaż Deliad rzucił już swoim wpisem, nie potrafiłem się oprzeć przed dodaniem swojego wstępu do jego postu, którego napisałem wczoraj w międzyczasie czekając na wpis Deliada i którego nie zdążyłem umieścić na czas w wątku.

Araven
Reactions:
Posty: 8334
Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
Has thanked: 1 time
Been thanked: 1 time

Post autor: Araven » 21 lutego 2012, 18:28

Nie pomiot żmija a Khard z mieczem powiadasz Ivash, czemu on kurwi syn za nami lezie... trza go godnie powitać. Chodźmy dalej jakoby nic sie nie stało i za jakowymś zakrętem w puszcze zalegniem i poczekamy na gagatka, chyba, że na niego zapolujem otwarcie?. Może nie ma złych zamiarów ale jakby miał dobre intencje to by sie nie skradał cichcem za nami.
Ostatnio zmieniony 21 lutego 2012, 21:47 przez Araven, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 21 lutego 2012, 19:34

- Chyba się trza na niego zasadjit. Nie wiadomo poczemu on za nami idje... Khard a z mjieczem chodji, kto to widzjał... Toż to jak Kossyta z mjieczem, nijak nie pasuje. Hen daleko z południa musi być. Cjiekaw jaka paladyńska zawierucha go pod Tverkutsk zagnała.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 22 lutego 2012, 18:59

20 dzień Golovusu 602 AR, w drodze do brzegu Voranu

Zaspokajając zrozumiałą ciekawość kuzynów Nazarko podjął jednocześnie dalszy marsz, wciąż zachowując pozory niczym nie zakłóconej wędrówki przez puszczańskie ostępy.

- Pewnyś jest, że cię nie zoczył? - zapytał cicho Ivan, skracając dystans do krewniaka pod pretekstem wręczenia Ivashowi bukłaku.

- Pewnym całkiem, a całkiem - kiwnął głową zwiadowca, poklepując jednocześnie zawieszoną na piersiach lunetę - Bardzom był cichuśny. To jak się na niego zasadzimy?


Wątek techniczny

Jeśli faktycznie chcecie urządzić zasadzkę, macie ku temu kilka opcji. Możecie przyśpieszyć kroku i oddaliwszy się od ogona czmychnąć w jakieś chaszcze, by tam zalec w krzakach. Trzeba będzie wtedy zdecydować, czy chowacie się razem czy w rozproszeniu, po której stronie dróżki (północnej czy południowej) i jak dokładnie chcecie ptaszka dopaść. Inną możliwością jest odczekanie do odległej o milę przeprawy na Voranie, gdzie prześladowca będzie musiał przejść w ślad za Wami przez rzekę, a wtedy możliwości ukrycia się drastycznie mu spadną (w takim przypadku również poproszę o wstępny plan urządzenia zasadzki). Jeszcze inne pomysły?

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 22 lutego 2012, 19:44

20 dzień Golovusu 602 AR, w drodze do brzegu Voranu

Volkh maszerowal jak gdyby nigdy nic, troche sie obawiajac, ze sprytny Khard mogl dostrzec blysk lunety. Ale nawet jesli w czymkolwiek sie zorientowal to rzeke bedzie musial jakos sforsowac, niezaleznie czy podejrzewa Kossytow o zdemaskowanie swej obecnosci czy tez nie. Przedzierajac sie przez nurt Voranu bedzie na lasce lowcow. Jesli sa gdzies nad rzeka jakies krzaki gdzie mozna bezpiecznie ukryc sie sie to bedzie to swietna pozycja wyjsciowa do dzialan zaczepnych. Szpiegujacego Kharda nalezalo wziasc zywcem. Kilka strzal wycelowanych w piers szpicla powinno go sklonic do wspolpracy i do nie myslenia o zadnych glupich pomyslach. Z pewnoscia wie, ze ci kossyccy mlodziency ubili trolla, wiec pewno mysli, ze z niejednego pieca chleb jedli. Willimov zwrocil sie do kompanow:

- No zuchy! Ja mysle szczoby drania za przeprawa zdybac i na spytki wziasc... - po czym wylozyl swoje przemyslenia.


Watek techniczny

Za przeprawa czychamy w krzakach. Jesli mamy dobra kryjowke to wyczekujemy az szpicel podejdzie blisko. Wyskakujemy z lukami napietymi i ziomka w niewole. Pogadamy sobie z nim jak Kuklinowski z Kmicicem. Oczywiscie srodki typu falszywe tropy itp stosujemy standardowo. Jakies inne pomysly kuzyni?
Ostatnio zmieniony 22 lutego 2012, 23:09 przez 8art, łącznie zmieniany 1 raz.

Araven
Reactions:
Posty: 8334
Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
Has thanked: 1 time
Been thanked: 1 time

Post autor: Araven » 22 lutego 2012, 21:51

No dobrze Vołkh prawisz za przeprawą nam nie ujdzie. Zaczaimy się tak by nagle na niego wyskoczyć z łukami i tak by żaden drugiemu Kharda nie zasłonił.

Awatar użytkownika
deliad
Reactions:
Posty: 3638
Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
Has thanked: 5 times
Been thanked: 52 times

Post autor: deliad » 23 lutego 2012, 06:42

- Przeprawa to dobre miejsce na zasadzkę. Ja zostanę na jednym brzegu a wy przeleziecie na drugi. Jak nasz ptaszek będzie w połowie drogi to wyskoczym. Na środku rzeki będzie i nam nie czmychnie chyba, że wpław.

ODPOWIEDZ