PBF - Pazur w mroku
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
20 dzień Golovusu 602 AR, sadyba Zareniva
Minąwszy rozstępujących się przed nim osadników menita podszedł do trójki stojących pod obórką młodzieńców, przywołujących ich ku sobie ruchem ręki. W szarych oczach mężczyzny skrzyły się iskierki, które myśliwi mieli sposobność ujrzeć wcześniej tylko raz i przez krótką chwilę: kiedy przygwoździli go na płyciznie Voranu.
- Będzie bitka, panie? - zapytał Ivash oblizując spierzchnięte usta.
- Będzie czynienie świętej powinności żelazem i ogniem - odpowiedział zakonnik prostując się mimowolnie i wodząc badawczym spojrzeniem po prostolinijnych twarzach młodych myśliwych - Zaiste musiał to być znak od samego Stworzyciela, kiedyście naszli tego trolla, a dobyli listu i menofiksu z jego trzewi. Szczerze rzec muszę, że nie widzę w was powodu, dla którego Menoth miałby was wybrać do takiej misji, kimże jednak jestem, by poddawać rozważaniom wyroki boskiego Praworządcy? To przywilej wizygotów i hierarcha Voyle, nie zwykłego paladyna. Wyznajecie się na koniach?
- Troszkę - wykrztusił przez ściśnięte gardło Volkh - Trochu nas uczyli w Ohku, jakeśmy w wojskowej służbie byli, ale niewiele.
- Mnie raz koń ugryzł - oświadczył z dumą Nazarko - A Ivana kopnął jak ten próbował...
- W Stworzycielu nadzieja, że teraz was nie pogryzą - przerwał młodzianowi Ulgan oglądając się ponad ramieniem na coraz liczniejszą gromadę siodłających konie zbrojnych - Zabieram was ze sobą, tedy czekajcie tutaj, aż wam wierzchowce ugadam, a nigdzie się nie ruszajcie nawet na krok.
Nie dodając nic więcej Khard odwrócił się w miejscu i ruszył w stronę kierujących przygotowaniami do wyjazdu rębajłów Zareniva, przepychając się przez zbiegowisko mieszkańców sadyby.
Wątek techniczny
Powiedziane szybko i konkretnie, a przy tym nie dał Wam zbytniego pola do manewru. Możecie teraz albo grzecznie poczekać na dalszy rozwój wydarzeń albo cichaczem wyślizgnąć się z osady i prysnąć w puszczę w drodze powrotnej do Tverkutska. Co robicie?
Minąwszy rozstępujących się przed nim osadników menita podszedł do trójki stojących pod obórką młodzieńców, przywołujących ich ku sobie ruchem ręki. W szarych oczach mężczyzny skrzyły się iskierki, które myśliwi mieli sposobność ujrzeć wcześniej tylko raz i przez krótką chwilę: kiedy przygwoździli go na płyciznie Voranu.
- Będzie bitka, panie? - zapytał Ivash oblizując spierzchnięte usta.
- Będzie czynienie świętej powinności żelazem i ogniem - odpowiedział zakonnik prostując się mimowolnie i wodząc badawczym spojrzeniem po prostolinijnych twarzach młodych myśliwych - Zaiste musiał to być znak od samego Stworzyciela, kiedyście naszli tego trolla, a dobyli listu i menofiksu z jego trzewi. Szczerze rzec muszę, że nie widzę w was powodu, dla którego Menoth miałby was wybrać do takiej misji, kimże jednak jestem, by poddawać rozważaniom wyroki boskiego Praworządcy? To przywilej wizygotów i hierarcha Voyle, nie zwykłego paladyna. Wyznajecie się na koniach?
- Troszkę - wykrztusił przez ściśnięte gardło Volkh - Trochu nas uczyli w Ohku, jakeśmy w wojskowej służbie byli, ale niewiele.
- Mnie raz koń ugryzł - oświadczył z dumą Nazarko - A Ivana kopnął jak ten próbował...
- W Stworzycielu nadzieja, że teraz was nie pogryzą - przerwał młodzianowi Ulgan oglądając się ponad ramieniem na coraz liczniejszą gromadę siodłających konie zbrojnych - Zabieram was ze sobą, tedy czekajcie tutaj, aż wam wierzchowce ugadam, a nigdzie się nie ruszajcie nawet na krok.
Nie dodając nic więcej Khard odwrócił się w miejscu i ruszył w stronę kierujących przygotowaniami do wyjazdu rębajłów Zareniva, przepychając się przez zbiegowisko mieszkańców sadyby.
Wątek techniczny
Powiedziane szybko i konkretnie, a przy tym nie dał Wam zbytniego pola do manewru. Możecie teraz albo grzecznie poczekać na dalszy rozwój wydarzeń albo cichaczem wyślizgnąć się z osady i prysnąć w puszczę w drodze powrotnej do Tverkutska. Co robicie?
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
- Nie ma co, alesmy laski od jasnie pana zaznali. Rad jestem ze rzyc w calosci zachowal, alem nie takiego podziekowania od hospodara oczwkiwal - poskarzyl sie glosno Volkh.
Watek techniczny
Szykuje sie jakas ciekawsza impreza z tym chamem Zarenivem:) z pewnoscia oplotkami Volkh nie ucieknie. Raczej z ciekawoscia wypatruje co sie swieci. Moze bedzie okazja paladynskim mieczem powywijac!
Watek techniczny
Szykuje sie jakas ciekawsza impreza z tym chamem Zarenivem:) z pewnoscia oplotkami Volkh nie ucieknie. Raczej z ciekawoscia wypatruje co sie swieci. Moze bedzie okazja paladynskim mieczem powywijac!
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
20 dzień Golovusu 602 AR, sadyba Zareniva
Rozmawiający z Murnikiem Gorewicz kręcił początkowo głową i wzbraniał się przed jakimikolwiek układami z tajemniczym Khardem, wysłany jednak ze stosownym zapytaniem do Zareniva powrócił biegiem i usłużnie uprzejmy, w mig nakazując sprowadzenie czterech osiodłanych wierzchowców. Zachowanie rębacza sprawiło, że ludzie jeszcze baczniej poczęli spozierać na zagadkowego obieżyświata i towarzyszących mu tverkutskich myśliwych, przypisując im coraz to bardziej wydumaną tożsamość.
Krewniacy puszczali owe podejrzliwe szepty koło uszu, siedząc na niewielkim murku przy dworze Zareniva i zjadając tak szybko jak tylko pozwalały na to lipowe łyżki kaszę z kawałkami soczystego mięsa. Ktoś doniósł im naprędce warzonego w osadzie piwa, jednakże Murnik odesłał życzliwca precz każąc miast piwa przynieść wody, co Ivasha pospołu zbulwersowało i zasmuciło.
- Jedzcie żwawo, bo mus nam szybko w drogę ruszać - powiedział paladyn spoglądając zamyślonym wzrokiem ku słońcu - Prawdziwie miał powody do uniesienia kajaz, chociaż to nie wasza była wina. Już jesteśmy spóźnieni.
- Ku czemu spóźnieni, panie? - zapytał z pełnymi ustami Volkh.
- Dowiecie się w swoim czasie - uciął temat paladyn oglądając się w stronę dziedzińca, na którym ponownie pojawił się kajaz we własnej osobie, tym razem odziany w wypolerowany napierśnik i zbrojny w dziwaczne ostrze przewieszone przez plecy.
Wątek techniczny
I stało się! Nie zagrzaliście wiele w Zarenivce, bo oto czterdziestu chłopa zaczyna wsiadać na konie w ślad za swym panem, a rozgardiasz na dziedzińcu jeszcze się pogłębia, kiedy członkowie ich rodzin żegnają zbrojnych, błogosławią ich albo lamentują. Pora w drogę, chociaż nie wiadomo jeszcze, gdzie! (ale przynajmniej podjedliście krzynkę).
Rozmawiający z Murnikiem Gorewicz kręcił początkowo głową i wzbraniał się przed jakimikolwiek układami z tajemniczym Khardem, wysłany jednak ze stosownym zapytaniem do Zareniva powrócił biegiem i usłużnie uprzejmy, w mig nakazując sprowadzenie czterech osiodłanych wierzchowców. Zachowanie rębacza sprawiło, że ludzie jeszcze baczniej poczęli spozierać na zagadkowego obieżyświata i towarzyszących mu tverkutskich myśliwych, przypisując im coraz to bardziej wydumaną tożsamość.
Krewniacy puszczali owe podejrzliwe szepty koło uszu, siedząc na niewielkim murku przy dworze Zareniva i zjadając tak szybko jak tylko pozwalały na to lipowe łyżki kaszę z kawałkami soczystego mięsa. Ktoś doniósł im naprędce warzonego w osadzie piwa, jednakże Murnik odesłał życzliwca precz każąc miast piwa przynieść wody, co Ivasha pospołu zbulwersowało i zasmuciło.
- Jedzcie żwawo, bo mus nam szybko w drogę ruszać - powiedział paladyn spoglądając zamyślonym wzrokiem ku słońcu - Prawdziwie miał powody do uniesienia kajaz, chociaż to nie wasza była wina. Już jesteśmy spóźnieni.
- Ku czemu spóźnieni, panie? - zapytał z pełnymi ustami Volkh.
- Dowiecie się w swoim czasie - uciął temat paladyn oglądając się w stronę dziedzińca, na którym ponownie pojawił się kajaz we własnej osobie, tym razem odziany w wypolerowany napierśnik i zbrojny w dziwaczne ostrze przewieszone przez plecy.
Wątek techniczny
I stało się! Nie zagrzaliście wiele w Zarenivce, bo oto czterdziestu chłopa zaczyna wsiadać na konie w ślad za swym panem, a rozgardiasz na dziedzińcu jeszcze się pogłębia, kiedy członkowie ich rodzin żegnają zbrojnych, błogosławią ich albo lamentują. Pora w drogę, chociaż nie wiadomo jeszcze, gdzie! (ale przynajmniej podjedliście krzynkę).
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
No i zaczęło się, to waśnie znaczy wpaść w wir wydarzeń. Szykować się do wyjazdu zbytnio nie muszę, wszystko co mi potrzebne mam w plecaku. Za końmi nie przepadam, tym bardziej gryzącymi.
Jak to się życie dziwnie plecie, jednego dnia ktoś świeci gołym fajfusem a już pod wieczór wysyła cię na krucjatę.
Jak to się życie dziwnie plecie, jednego dnia ktoś świeci gołym fajfusem a już pod wieczór wysyła cię na krucjatę.
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Watek techniczny
No fakt, przygotowywac to sie specjalnie musimy. Jeno koni dosiasc i po sprawie. Volkh co najwyzej probuje dalej rozpytac o co kaman
, skoro murnik malo rozmowny. No i ewentualnie miecz nieco obluzowywuje co by w razie jakiejś awantury łatwiej dobyć. Natomiast stara się aby miecz nadal nie zdradzał swego pochodzenia
Fortuna nasza sie kolem toczy: co i rusz na przemian albo klopot albo fuks:)
No fakt, przygotowywac to sie specjalnie musimy. Jeno koni dosiasc i po sprawie. Volkh co najwyzej probuje dalej rozpytac o co kaman
Fortuna nasza sie kolem toczy: co i rusz na przemian albo klopot albo fuks:)
Ostatnio zmieniony 06 marca 2012, 17:38 przez 8art, łącznie zmieniany 1 raz.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
20 dzień Golovusu 602 AR, sadyba Zareniva
Oddawszy wylizane do czysta miski w ręce urodziwej młódki kuzyni złapali czym prędzej za swój oręż i plecaki, zmierzając pośród zgiełku i rozgardiaszu ku przywiązanym do palika opodal koniom. Jedno ze zwierząt wyczuło ruch u swego boku, obejrzało się nieufnie na podchodzących ostrożnie mężczyzn.
- Te, koń! - powiedział pozornie pewnym siebie tonem Ivash, spluwając dla dodania animuszu w dłonie - Ty daj pozór, kogo wieziesz, bo cię inakszyj na koninę przerobią. Nie wierzgaj, a nie próbuj gryźć! Ludzie lasu też zęby mają, a taki wielki zad nietrudno zębiskami ucapić, tedy miej się na baczeniu.
Smoliście czarny koń prychnął w odpowiedzi, przestąpił z nogi na nogę, ale pozwolił się dosiąść człowiekowi bez sprawiania mu większego kłopotu. Nazarko usadowił się w siodle, po czym wsparty na łęku obdarzył krewniaków szerokim i do gruntu fałszywym uśmiechem urodzonego kawalerzysty.
- Czego się gapicie jak te łamagi miastowe? - zadrwił z nieufnych wobec koni kuzynów - Właźcie na bydlątka, jeno po bożemu, gębą tam, gdzie koński łeb, a nie ku dupie.
- Patrzajcie jaki w gębie mocny - zaburczał Volkh dosiadając własnego wierzchowca - Pogadamy, jaki z ciebie kawalerzysta jak cię konisko porządnie na wertepach wytrzepie. Palec dam se obciąć, że łazić będziesz z nogami szerzej rozstawionymi od portowych dziwek z Ohku.
- Gotowiście? - zakonny rycerz zrównał swego gniadosza z końmi Kossytów, obrzucił ich czujnym spojrzeniem szarych oczu. Kajaz Zareniv schylił się w siodle mówiąc coś cicho do długowłosej kobiety o bogatym odzieniu stojącej przy jego strzemieniu, bez wątpienia żonie, potem spiął zwierzę ostrogami i ruszył ku bramie sadyby.
Cztery dziesiątki konnych ruszyły w ślad za nim, wypełniając ciasne uliczki osady dźwiękiem uderzających o ziemię kopyt, parskaniem koni, pobrzękiwaniem metalu i ludzkimi okrzykami.
Wątek techniczny
Myślę, że to dobry moment na rozważenie pewnych kwestii technicznych. Żaden z Was nie posiada umiejętności Jeździectwa, co oznacza, że będzie wesoło. Dopóki konie będą szły w miarę równo i spokojnie, bez problemu utrzymacie się w siodłach, ale nie chciałbym widzieć Waszych tyłków po kilku godzinach jazdy. Gorzej, jeśli kajazowi wpadnie do głowy puszczenie się w jemu tylko wiadomym kierunku galopem, bo wtedy pozostanie Wam tylko kurczowe uczepienie się końskiego grzbietu i gorliwe słanie modlitw do Stworzyciela!
Oddawszy wylizane do czysta miski w ręce urodziwej młódki kuzyni złapali czym prędzej za swój oręż i plecaki, zmierzając pośród zgiełku i rozgardiaszu ku przywiązanym do palika opodal koniom. Jedno ze zwierząt wyczuło ruch u swego boku, obejrzało się nieufnie na podchodzących ostrożnie mężczyzn.
- Te, koń! - powiedział pozornie pewnym siebie tonem Ivash, spluwając dla dodania animuszu w dłonie - Ty daj pozór, kogo wieziesz, bo cię inakszyj na koninę przerobią. Nie wierzgaj, a nie próbuj gryźć! Ludzie lasu też zęby mają, a taki wielki zad nietrudno zębiskami ucapić, tedy miej się na baczeniu.
Smoliście czarny koń prychnął w odpowiedzi, przestąpił z nogi na nogę, ale pozwolił się dosiąść człowiekowi bez sprawiania mu większego kłopotu. Nazarko usadowił się w siodle, po czym wsparty na łęku obdarzył krewniaków szerokim i do gruntu fałszywym uśmiechem urodzonego kawalerzysty.
- Czego się gapicie jak te łamagi miastowe? - zadrwił z nieufnych wobec koni kuzynów - Właźcie na bydlątka, jeno po bożemu, gębą tam, gdzie koński łeb, a nie ku dupie.
- Patrzajcie jaki w gębie mocny - zaburczał Volkh dosiadając własnego wierzchowca - Pogadamy, jaki z ciebie kawalerzysta jak cię konisko porządnie na wertepach wytrzepie. Palec dam se obciąć, że łazić będziesz z nogami szerzej rozstawionymi od portowych dziwek z Ohku.
- Gotowiście? - zakonny rycerz zrównał swego gniadosza z końmi Kossytów, obrzucił ich czujnym spojrzeniem szarych oczu. Kajaz Zareniv schylił się w siodle mówiąc coś cicho do długowłosej kobiety o bogatym odzieniu stojącej przy jego strzemieniu, bez wątpienia żonie, potem spiął zwierzę ostrogami i ruszył ku bramie sadyby.
Cztery dziesiątki konnych ruszyły w ślad za nim, wypełniając ciasne uliczki osady dźwiękiem uderzających o ziemię kopyt, parskaniem koni, pobrzękiwaniem metalu i ludzkimi okrzykami.
Wątek techniczny
Myślę, że to dobry moment na rozważenie pewnych kwestii technicznych. Żaden z Was nie posiada umiejętności Jeździectwa, co oznacza, że będzie wesoło. Dopóki konie będą szły w miarę równo i spokojnie, bez problemu utrzymacie się w siodłach, ale nie chciałbym widzieć Waszych tyłków po kilku godzinach jazdy. Gorzej, jeśli kajazowi wpadnie do głowy puszczenie się w jemu tylko wiadomym kierunku galopem, bo wtedy pozostanie Wam tylko kurczowe uczepienie się końskiego grzbietu i gorliwe słanie modlitw do Stworzyciela!
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Volkh z końmi obchodził się tylko kilka razy podczas służby w Ohku. Choć konie stanowiły główny środek transportu, to młodemu myśliwcowi łatwiej po lasach było pieszo ganiać niźli kuca, czy pełnokrwistego rumaka prowadzać. Robił jednak dobrą minę do złej gry, udając jakby z kobyłami był za pan brat niczym stepowy barbarzyńca. Miał nadzieję, że jazda nie potrwa zbyt długo - wstyd byłoby przed wojami z Tverkatki paradować, przebierając kulasami niczym wzięta ladacznica z Okhu.
Wątek techniczny
Volkh generalnie, może nie tyle rżnie cwaniaka, co stara się nie poznać, że kiepsko mu idzie jazda konna.
Dziś już raczej nic nie napisze, chyba, że późnym wieczorem. Dziś mam ostatni mecz sezonu a gramy przeciw pierwszej drużynie w lidze - słowem emocje jak na rybach. Spróbuje się odezwać po meczu, jeśli nie to najszybciej jak to możliwe jutro.
Wątek techniczny
Volkh generalnie, może nie tyle rżnie cwaniaka, co stara się nie poznać, że kiepsko mu idzie jazda konna.
Dziś już raczej nic nie napisze, chyba, że późnym wieczorem. Dziś mam ostatni mecz sezonu a gramy przeciw pierwszej drużynie w lidze - słowem emocje jak na rybach. Spróbuje się odezwać po meczu, jeśli nie to najszybciej jak to możliwe jutro.
Ostatnio zmieniony 06 marca 2012, 20:47 przez 8art, łącznie zmieniany 1 raz.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
20 dzień Golovusu 602 AR, na wschód od Zarenivki
Uzasadnione obawy Kossytów odnośnie konnej eskapady urzeczywistniły się, ledwie tylko jeźdźcy objechali sadybę wkoło obierając za swój cel inną puszczańską drogę, znikającą w lasach na przeciwnej stronie Zarenivki. Uczepieni swych wierzchowców myśliwi żywili przez krótką chwilę nadzieję, że kajaz i Murnik chcą udać się do Tverkutska albo przynajmniej w bliskie okolice tego miasta, nadzieja ta prysła jednak bezpowrotnie.
Konni szybko przeszli z kłusu w cwał, wyprzedzając jadących początkowo w środku kolumny myśliwych i pędząc z wielką wprawą zdradliwą leśną dróżką. Oddział wiódł sam kajaz, posępny niczym burzowa chmura i ograniczający sporadyczną konwersację wyłącznie do osoby jadącego u jego boku Murnika, wciąż skrywającego swą prawdziwą tożsamość przed resztą jeźdźców.
Volkh zaklął przez zaciśnięte kurczowo zęby, kiedy jakaś wystająca nad drogę gałązka smagnęła go znienacka po policzku, schylił jeszcze niżej głowę opierając ją niemalże na końskiej szyi.
Wybrany przez Zareniva trakt przypominał nieco drogę do Czernichły, aczkolwiek można było odnieść wrażenie, że ktoś lepiej o niego dbał, wycinając część rosnących na poboczu krzewów i usuwając niektóre przeszkadzające w jeździe kamienie. Wilimov ustawicznie zadawał sobie w myślach pytanie, dokąd właściwie cały oddział zmierzał, miał bowiem ogólne rozeznanie w mapach i nie przypominał sobie, by na wschód od Zarenivki położone były jakieś liczące się khadoriańskie wioski.
Odpowiedź przyszła po ponad godzinie wyczerpującej jazdy, kiedy konni zwolnili tempo docierając do nagiego szczytu wysokiego wzniesienia i oczom zmordowanych cwałem przez puszczę Kossytów ukazał się znienacka zarysowany wyraźnie na horyzoncie kształt, odległy o wiele mil, a mimo to wypełniający sobą widnokręg.
Jechali w stronę Gór Nyschathy.
Wątek techniczny
Wy sami nie wiecie jeszcze, o co chodzi, ale Wasi bohaterowie powinni w tym momencie poczuć zimny dreszcz. Położone na wschodzie Tverkatki Góry Nyschathy powinny się Wam kojarzyć z Alpami, mniejszymi kuzynami Szklistych Szczytów (które w rzeczywistym świecie możemy porównać z Himalajami). Są to surowe góry, strzeliste i strome, pełne przepaści i rwących potoków, porośnięte w dolnych partiach gęstymi lasami, w górnych zaś skute wieczną zmarzliną. U ich podnóża mieszkają nieliczni śmiałkowie o mieszanym kossycko-skirowym rodowodzie, ale to bardzo prymitywni ludzie, często nie mający przez wiele miesięcy żadnego kontaktu ze światem zewnętrznym.
Lecz Góry Nyschathy budzą największy lęk nie ze względu na dzikich górali, tylko swych daleko bardziej tajemniczych mieszkańców, bytujących wysoko wśród ich szczytów i nie tolerujących na swym terytorium obecności żadnych intruzów. Istotami tymi są śnieżne elfy zwane Nyssami, bardzo ksenofobiczne i unikające kontaktów z ludźmi. Populacja w Górach Nyschathy nie jest tak liczna jak ta w Szklistych Szczytach, ale wystarcza, by budzić w góralach głęboki lęk.
Uzasadnione obawy Kossytów odnośnie konnej eskapady urzeczywistniły się, ledwie tylko jeźdźcy objechali sadybę wkoło obierając za swój cel inną puszczańską drogę, znikającą w lasach na przeciwnej stronie Zarenivki. Uczepieni swych wierzchowców myśliwi żywili przez krótką chwilę nadzieję, że kajaz i Murnik chcą udać się do Tverkutska albo przynajmniej w bliskie okolice tego miasta, nadzieja ta prysła jednak bezpowrotnie.
Konni szybko przeszli z kłusu w cwał, wyprzedzając jadących początkowo w środku kolumny myśliwych i pędząc z wielką wprawą zdradliwą leśną dróżką. Oddział wiódł sam kajaz, posępny niczym burzowa chmura i ograniczający sporadyczną konwersację wyłącznie do osoby jadącego u jego boku Murnika, wciąż skrywającego swą prawdziwą tożsamość przed resztą jeźdźców.
Volkh zaklął przez zaciśnięte kurczowo zęby, kiedy jakaś wystająca nad drogę gałązka smagnęła go znienacka po policzku, schylił jeszcze niżej głowę opierając ją niemalże na końskiej szyi.
Wybrany przez Zareniva trakt przypominał nieco drogę do Czernichły, aczkolwiek można było odnieść wrażenie, że ktoś lepiej o niego dbał, wycinając część rosnących na poboczu krzewów i usuwając niektóre przeszkadzające w jeździe kamienie. Wilimov ustawicznie zadawał sobie w myślach pytanie, dokąd właściwie cały oddział zmierzał, miał bowiem ogólne rozeznanie w mapach i nie przypominał sobie, by na wschód od Zarenivki położone były jakieś liczące się khadoriańskie wioski.
Odpowiedź przyszła po ponad godzinie wyczerpującej jazdy, kiedy konni zwolnili tempo docierając do nagiego szczytu wysokiego wzniesienia i oczom zmordowanych cwałem przez puszczę Kossytów ukazał się znienacka zarysowany wyraźnie na horyzoncie kształt, odległy o wiele mil, a mimo to wypełniający sobą widnokręg.
Jechali w stronę Gór Nyschathy.
Wątek techniczny
Wy sami nie wiecie jeszcze, o co chodzi, ale Wasi bohaterowie powinni w tym momencie poczuć zimny dreszcz. Położone na wschodzie Tverkatki Góry Nyschathy powinny się Wam kojarzyć z Alpami, mniejszymi kuzynami Szklistych Szczytów (które w rzeczywistym świecie możemy porównać z Himalajami). Są to surowe góry, strzeliste i strome, pełne przepaści i rwących potoków, porośnięte w dolnych partiach gęstymi lasami, w górnych zaś skute wieczną zmarzliną. U ich podnóża mieszkają nieliczni śmiałkowie o mieszanym kossycko-skirowym rodowodzie, ale to bardzo prymitywni ludzie, często nie mający przez wiele miesięcy żadnego kontaktu ze światem zewnętrznym.
Lecz Góry Nyschathy budzą największy lęk nie ze względu na dzikich górali, tylko swych daleko bardziej tajemniczych mieszkańców, bytujących wysoko wśród ich szczytów i nie tolerujących na swym terytorium obecności żadnych intruzów. Istotami tymi są śnieżne elfy zwane Nyssami, bardzo ksenofobiczne i unikające kontaktów z ludźmi. Populacja w Górach Nyschathy nie jest tak liczna jak ta w Szklistych Szczytach, ale wystarcza, by budzić w góralach głęboki lęk.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Wątek techniczny
Ciężko znaleźć w sieci dobre rysunki Nyssów sprzed uwolnienia Ethrunbala w roku 603 AR, a na późniejszych śnieżne elfy wyglądają już znacznie inaczej, poddane działaniu Wszechplagi. Ten poniżej jest całkiem udany - zwróćcie uwagę na ich miecze, w moim spolszczeniu klajmory: to broń charakterystyczna właśnie dla tej rasy.

Ciężko znaleźć w sieci dobre rysunki Nyssów sprzed uwolnienia Ethrunbala w roku 603 AR, a na późniejszych śnieżne elfy wyglądają już znacznie inaczej, poddane działaniu Wszechplagi. Ten poniżej jest całkiem udany - zwróćcie uwagę na ich miecze, w moim spolszczeniu klajmory: to broń charakterystyczna właśnie dla tej rasy.

-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
20 dzień Golovusu 602 AR, na wschód od Zarenivki
Nie chcąc do szczętu zamęczyć koni, po jakimś czasie Zareniv polecił zwolnić tempo, chociaż widać było, z jak wielkim trudem rozkaz ów przeszedł mu przez gardło. Kossyci nie mieli pojęcia, o czym rozmawiali na osobności kajaz i Murnik, ale treść tej rozmowy musiała właścicielem Zarenivki głęboko wstrząsnąć. Dumny wcześniej i wyniosły mężczyzna przypominał teraz gradową chmurę, z trudem powstrzymując się przed ponownym puszczeniem konia w galop. Murnik zachowywał kamienną minę, pozornie nie zwracając uwagi na jadących w tyle myśliwych, od czasu do czasu taksując ich jednak ukradkowym spojrzeniem.
Puszcza zgęstniała ponownie, zaczęła podchodzić pod dróżkę chłoszcząc pęciny koni najdalej wysuniętymi gałązkami drzewek i zarośli. Płoszone widokiem dużej grupy konnych ptaki i małe zwierzęta czmychały czym dalej od szlaku. Późne popołudnie dobiegało końca, w lesie zalegały coraz głębsze cienie wieszczące rychłe nadejście zmierzchu, ale kajaz nie przejawiał najmniejszej ochoty do rozbicia obozowiska.
Coś gnało go niezmordowanie ku pogórzu Nyschathy - coś wiadome zapewnie tylko jemu i jasnowłosemu Murnikowi.
Wątek techniczny
Tyłki bolą Was niemiłosiernie, chce się pić i jeść (o sikaniu nawet nie wspominam). Nadal nie wiecie nic o powodach tej szaleńczej eskapady, ale może któryś z miejscowych będzie mógł uchylić rąbka tajemnicy? Wpierw trzeba jednak kogoś zaczepić i podpytać...
Nyssowie nie służą Żmijowi. Ludzie bardzo mało o nich wiedzą, bo śnieżne elfy starannie unikają kontaktów z obcymi, ale ich nienawiść do czcicieli Żmija jest legendarna - wiele górskich osad Kharodian zostało wybitych do nogi tylko na podstawie podejrzeń o kontakty z czcicielami Żmija, przez co śnieżne elfy są szczerze nienawidzone przez wielu Khadorian.
Nie chcąc do szczętu zamęczyć koni, po jakimś czasie Zareniv polecił zwolnić tempo, chociaż widać było, z jak wielkim trudem rozkaz ów przeszedł mu przez gardło. Kossyci nie mieli pojęcia, o czym rozmawiali na osobności kajaz i Murnik, ale treść tej rozmowy musiała właścicielem Zarenivki głęboko wstrząsnąć. Dumny wcześniej i wyniosły mężczyzna przypominał teraz gradową chmurę, z trudem powstrzymując się przed ponownym puszczeniem konia w galop. Murnik zachowywał kamienną minę, pozornie nie zwracając uwagi na jadących w tyle myśliwych, od czasu do czasu taksując ich jednak ukradkowym spojrzeniem.
Puszcza zgęstniała ponownie, zaczęła podchodzić pod dróżkę chłoszcząc pęciny koni najdalej wysuniętymi gałązkami drzewek i zarośli. Płoszone widokiem dużej grupy konnych ptaki i małe zwierzęta czmychały czym dalej od szlaku. Późne popołudnie dobiegało końca, w lesie zalegały coraz głębsze cienie wieszczące rychłe nadejście zmierzchu, ale kajaz nie przejawiał najmniejszej ochoty do rozbicia obozowiska.
Coś gnało go niezmordowanie ku pogórzu Nyschathy - coś wiadome zapewnie tylko jemu i jasnowłosemu Murnikowi.
Wątek techniczny
Tyłki bolą Was niemiłosiernie, chce się pić i jeść (o sikaniu nawet nie wspominam). Nadal nie wiecie nic o powodach tej szaleńczej eskapady, ale może któryś z miejscowych będzie mógł uchylić rąbka tajemnicy? Wpierw trzeba jednak kogoś zaczepić i podpytać...
Nyssowie nie służą Żmijowi. Ludzie bardzo mało o nich wiedzą, bo śnieżne elfy starannie unikają kontaktów z obcymi, ale ich nienawiść do czcicieli Żmija jest legendarna - wiele górskich osad Kharodian zostało wybitych do nogi tylko na podstawie podejrzeń o kontakty z czcicielami Żmija, przez co śnieżne elfy są szczerze nienawidzone przez wielu Khadorian.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
20 dzień Golovusu 602 AR, na wschód od Zarenivki
Młodzieńcy zrównali swe konie z ostatnimi w szyku jeźdźcami, krzywiąc się boleśnie w sposób, który wzbudzał na wielu obliczach pobłażliwe uśmieszki. Dogonieni przez trójkę maruderów ludzie Zareniva wymienili z nimi nieznaczne skinięcia głów, korzystając z tego, że tempo podróży w końcu umożliwiło podjęcie konwersacji.
Karakov dumał naprędce nad sposobem takiego zagajenia rozmowy, by jej treść wyjaśniła przynajmniej po części naturę szaleńczego pośpiechu kajaza. Z opresji wybawił go jeden z konnych, rosły mąż o sumiastych wąsach spinający włosy po skirańsku, w ćwiekowanej skórzni i z kawaleryjskim toporem u siodła. Człek ów obejrzał się ponad ramieniem na młodych Kossytów, a później pozwolił się im dogonić, spozierając na obcych z ciekawością w oczach.
- Nieźleście naszemu kajazowi nagadali - zagaił rozmowę Skir przechylając się w siodle - Zwykle goście takowego rwetesu nie czynią.
Ivan wzruszył w odpowiedzi ramionami, nie mając pojęcia, czy powinien jeźdźcowi cokolwiek w kwestii Murników mówić. Kilku innych konnych spostrzegło zaczątek konwersacji, poczęło bacznie nadstawiać uszu. Chociaż na większość pocztu Zareniva składali się Kossyci, towarzyszyli im również Khardowie i Skirowie, a bystre oko Wilimova wychwyciło nawet jakiegoś samotnego Vorgoja. Ostrożny nawet w kontaktach z własnymi ziomkami, Volkh nie bardzo wiedział, co winien mówić w drużynie o tak mieszanym rodowodzie, chociaż dwa lata służby wojskowej i tak złagodziły wydatnie jego charakterystyczną dla Kossytów podejrzliwość.
- Prawie nic my nie gadali - oznajmił enigmatycznie - A pewniśmy byli, że to wy nam rzekniecie, gdzie tak gnamy na złamanie karku.
Wąsaty Skir obejrzał się w kierunku czoła kawalkady, a potem wzruszył ramionami.
- Na mój rozum ciągniemy za stryjem kajaza - oznajmił wydymając znacząco wargi - W te akuratnie strony umyślił jechać zapolować, razem z synem naszego pana. Mieli podobno zasadzić się na kopniki w lasach przy Wiszącej Skale.
- Polujecie na te kurwie gryzacze? - uniósł brwi Ivash, z wszelkich sił starając się ukryć grymas bólu promieniującego z okolic kości ogonowej - Przecie żadnego z nich pożytku, ani ze skórek ani z mięsa.
- Rzecz nie o mięso idzie, a o rozrywkę - odparł znacząco inny jeździec - Mnie samemu za bardzo skóra na grzbiecie miła, żeby pchać się bez potrzeby do norowiska kopników, ale moda takowa nastała, na bransolety z ich pazurów. Młody Zareniv wielce takowe chciał nosić, a z własnoręcznie ubitych gryzaczy, tedy czcigodny Vladim zabrał go w puszczę.
Wątek techniczny
Z konwersacji wydaje się wynikać, że podążacie śladem innej wyprawy z Zarenivki, tym razem ekspedycji myśliwskiej, której przewodzą stryj kajaza oraz jego dorastający syn. Obaj udali się dzień wcześniej w towarzystwie tuzina myśliwych w pogórze Nyschathy, by zapolować na kopniki (zwane też gryzaczami). Kopniki to paskudne stadne drapieżniki, przypominające krzyżówkę psa, nietoperza i małpy, wiecznie głodne i bardzo agresywne, łatwo wpadające w szał i atakujące stadami. Rozsądni ludzie starają się tych potworków unikać, bo znane są historie o dużych stadach, które w nocnych atakach potrafiły pożreć dosłownie całą kupiecką karawanę, pozostawiając po sobie jedynie okrwawione kości i pozbawione koni wozy, ale groźna reputacja kopników sprawia zarazem, że wyjątkowo śmiali szaleńcy polują na nie dla rozrywki, obnosząc się z pazurami ofiar jako trofeami wyjątkowej rangi.
Tylko co wspólnego z kopnikami ma menicki paladyn i tajemniczy list z Rorschiku? Macie jakieś robocze koncepcje?
Młodzieńcy zrównali swe konie z ostatnimi w szyku jeźdźcami, krzywiąc się boleśnie w sposób, który wzbudzał na wielu obliczach pobłażliwe uśmieszki. Dogonieni przez trójkę maruderów ludzie Zareniva wymienili z nimi nieznaczne skinięcia głów, korzystając z tego, że tempo podróży w końcu umożliwiło podjęcie konwersacji.
Karakov dumał naprędce nad sposobem takiego zagajenia rozmowy, by jej treść wyjaśniła przynajmniej po części naturę szaleńczego pośpiechu kajaza. Z opresji wybawił go jeden z konnych, rosły mąż o sumiastych wąsach spinający włosy po skirańsku, w ćwiekowanej skórzni i z kawaleryjskim toporem u siodła. Człek ów obejrzał się ponad ramieniem na młodych Kossytów, a później pozwolił się im dogonić, spozierając na obcych z ciekawością w oczach.
- Nieźleście naszemu kajazowi nagadali - zagaił rozmowę Skir przechylając się w siodle - Zwykle goście takowego rwetesu nie czynią.
Ivan wzruszył w odpowiedzi ramionami, nie mając pojęcia, czy powinien jeźdźcowi cokolwiek w kwestii Murników mówić. Kilku innych konnych spostrzegło zaczątek konwersacji, poczęło bacznie nadstawiać uszu. Chociaż na większość pocztu Zareniva składali się Kossyci, towarzyszyli im również Khardowie i Skirowie, a bystre oko Wilimova wychwyciło nawet jakiegoś samotnego Vorgoja. Ostrożny nawet w kontaktach z własnymi ziomkami, Volkh nie bardzo wiedział, co winien mówić w drużynie o tak mieszanym rodowodzie, chociaż dwa lata służby wojskowej i tak złagodziły wydatnie jego charakterystyczną dla Kossytów podejrzliwość.
- Prawie nic my nie gadali - oznajmił enigmatycznie - A pewniśmy byli, że to wy nam rzekniecie, gdzie tak gnamy na złamanie karku.
Wąsaty Skir obejrzał się w kierunku czoła kawalkady, a potem wzruszył ramionami.
- Na mój rozum ciągniemy za stryjem kajaza - oznajmił wydymając znacząco wargi - W te akuratnie strony umyślił jechać zapolować, razem z synem naszego pana. Mieli podobno zasadzić się na kopniki w lasach przy Wiszącej Skale.
- Polujecie na te kurwie gryzacze? - uniósł brwi Ivash, z wszelkich sił starając się ukryć grymas bólu promieniującego z okolic kości ogonowej - Przecie żadnego z nich pożytku, ani ze skórek ani z mięsa.
- Rzecz nie o mięso idzie, a o rozrywkę - odparł znacząco inny jeździec - Mnie samemu za bardzo skóra na grzbiecie miła, żeby pchać się bez potrzeby do norowiska kopników, ale moda takowa nastała, na bransolety z ich pazurów. Młody Zareniv wielce takowe chciał nosić, a z własnoręcznie ubitych gryzaczy, tedy czcigodny Vladim zabrał go w puszczę.
Wątek techniczny
Z konwersacji wydaje się wynikać, że podążacie śladem innej wyprawy z Zarenivki, tym razem ekspedycji myśliwskiej, której przewodzą stryj kajaza oraz jego dorastający syn. Obaj udali się dzień wcześniej w towarzystwie tuzina myśliwych w pogórze Nyschathy, by zapolować na kopniki (zwane też gryzaczami). Kopniki to paskudne stadne drapieżniki, przypominające krzyżówkę psa, nietoperza i małpy, wiecznie głodne i bardzo agresywne, łatwo wpadające w szał i atakujące stadami. Rozsądni ludzie starają się tych potworków unikać, bo znane są historie o dużych stadach, które w nocnych atakach potrafiły pożreć dosłownie całą kupiecką karawanę, pozostawiając po sobie jedynie okrwawione kości i pozbawione koni wozy, ale groźna reputacja kopników sprawia zarazem, że wyjątkowo śmiali szaleńcy polują na nie dla rozrywki, obnosząc się z pazurami ofiar jako trofeami wyjątkowej rangi.
Tylko co wspólnego z kopnikami ma menicki paladyn i tajemniczy list z Rorschiku? Macie jakieś robocze koncepcje?