PBF - Pazur w mroku
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Volkh z powatpiewaniem spojrzal na wasatego skira: - A mnie sie zdaje, ze nawet jesli za powinowatymi kajaza podazamy, to na pewno nie poszli oni w gory aby trofea mysliwskie zdobywac. Patrzaj: 40 zbrojnych luda ruszylo, ze malo koni nie zajezdzili, gdy tylko pismo od murnikow Zareniv zooczyl, a to z pewnoscia nie moglo byc wyslane przez jego stryja. A jeszcze w gniewie rzekl, ze juz jestesmy spoznieni. Listy wedle mnie od poludnia szly. Mysmy z Menotha pomoca listy w poblizuTverkutska odzyskali. Poza tym pismo 3 dni temu nazad pierwszy raz ujrzeli a stryj z synem dwa dni temu ruszyli. Cosik mi sie zdaje , ze to raczej jakowas przeprawa ze zmijowym pomiotem bedzie nizli mysliwska wyprawa na gryzacze.
Ostatnio zmieniony 07 marca 2012, 08:48 przez 8art, łącznie zmieniany 1 raz.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
20 dzień Golovusu 602 AR, na wschód od Zarenivki
Coraz częściej pomiędzy gęstwiną drzew wyrastały bryły przebijających powierzchnię ziemi skał, szorstkich w dotyku i porośniętych grubą warstwą mchu. Konni poruszali się poprzez wysoki las, toteż ze swych siodeł nikt nie mógł dostrzec ciągle odległych zboczy Nyschathy, ale teren zaczynał się wyraźnie podnosić pozwalając wnioskować, że pogórze było coraz bliżej. Coraz częściej można też było dostrzec wśród skał niewielkie strumyki, spływające wartko od strony zachodu, lodowato zimne i pełne skrzących się srebrnymi łuskami ryb.
Puszcza przeszła w pewnej chwili w szeroką łąkę upstrzoną skałami. Wyjeżdżając spod masywnych konarów drzew jeźdźcy ujrzeli znienacka czarną już w świetle zmierzchu linię ogromnego górskiego masywu, wyrastającą na podobieństwo zębatego muru na wschodzie. Gdzieś od przodu poniosły się znienacka zduszone niespokojne okrzyki, na których dźwięk inni konni popędzili swe znużone forsowną podróżą wierzchowce.
Jadący w tyle myśliwi nie zrozumieli w pierwszej chwili znaczenia tego rwetesu, szybko jednak pojęli, ze musiało się stać coś złego, ponieważ coraz więcej konnych zeskakiwało z siodeł przy wyjątkowo dziwacznej, ukształtowanej wiekami deszczy i wiatrów skale dobywając jednocześnie oręża i rozglądając się wstrząśniętym wzrokiem po okolicy.
Wątek techniczny
Wnioskując z kształtu dziwacznej geologicznej formacji, dotarliście do Wiszącej Skały. Forpoczta grupy, wśród niej kajaz i Murnik, musiała natrafić na coś, co wszystkich głęboko wzburzyło, ale z racji swego usytuowania na tyłach ciągle jeszcze nie wiecie, co się stało.
Coraz częściej pomiędzy gęstwiną drzew wyrastały bryły przebijających powierzchnię ziemi skał, szorstkich w dotyku i porośniętych grubą warstwą mchu. Konni poruszali się poprzez wysoki las, toteż ze swych siodeł nikt nie mógł dostrzec ciągle odległych zboczy Nyschathy, ale teren zaczynał się wyraźnie podnosić pozwalając wnioskować, że pogórze było coraz bliżej. Coraz częściej można też było dostrzec wśród skał niewielkie strumyki, spływające wartko od strony zachodu, lodowato zimne i pełne skrzących się srebrnymi łuskami ryb.
Puszcza przeszła w pewnej chwili w szeroką łąkę upstrzoną skałami. Wyjeżdżając spod masywnych konarów drzew jeźdźcy ujrzeli znienacka czarną już w świetle zmierzchu linię ogromnego górskiego masywu, wyrastającą na podobieństwo zębatego muru na wschodzie. Gdzieś od przodu poniosły się znienacka zduszone niespokojne okrzyki, na których dźwięk inni konni popędzili swe znużone forsowną podróżą wierzchowce.
Jadący w tyle myśliwi nie zrozumieli w pierwszej chwili znaczenia tego rwetesu, szybko jednak pojęli, ze musiało się stać coś złego, ponieważ coraz więcej konnych zeskakiwało z siodeł przy wyjątkowo dziwacznej, ukształtowanej wiekami deszczy i wiatrów skale dobywając jednocześnie oręża i rozglądając się wstrząśniętym wzrokiem po okolicy.
Wątek techniczny
Wnioskując z kształtu dziwacznej geologicznej formacji, dotarliście do Wiszącej Skały. Forpoczta grupy, wśród niej kajaz i Murnik, musiała natrafić na coś, co wszystkich głęboko wzburzyło, ale z racji swego usytuowania na tyłach ciągle jeszcze nie wiecie, co się stało.
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
- Mnie tam się zdaję, że zbytnio problem rozwlekacie. Pewno jest jak zwykle, albo o dupy idzie abo o pieniądze, które to zarzewiem wszelkich utrapień są - Nazarko z cierpka miną zmienił pozycję w siodle szukając nieco wygodniejszej.
- Pewnikiem ten młody panicz co za modą stara się naodążać, na łowach nie te ścierwa okrutne znalazł, których szukał, a ylfa. A dokładniej ylfke, która wypukłości miała tam gdzie kobita mieć powinna. Jak taki młokos chuć poczuje to i go te wielgachne miecze ylfów nie zatrzymają.
- młody kossyta spojrzał po słuchaczach czy aby zamiast wesołości, złości nie wzbudził. Nie widząc jednak nic niepokojącego kontynuował, ale już ciszej aby słyszeli go tylko kuzyni.
- Ylfy jako znane pogromiciele pomiotu żmija z murnikami pewnikiem mają konszachty. Za ich wstawiennictwem posłali list do ojca coby chutliwego synalka zapędy wyhamował i do domowych pieleszy zabrał. Ylfy z cierpliwości znane nie są więc lecim na złamanie karku. Psia mać. Na tych bydlentach, nie mają porządniejszych siodeł moje jest jak z kamienia.
- Pewnikiem ten młody panicz co za modą stara się naodążać, na łowach nie te ścierwa okrutne znalazł, których szukał, a ylfa. A dokładniej ylfke, która wypukłości miała tam gdzie kobita mieć powinna. Jak taki młokos chuć poczuje to i go te wielgachne miecze ylfów nie zatrzymają.
- młody kossyta spojrzał po słuchaczach czy aby zamiast wesołości, złości nie wzbudził. Nie widząc jednak nic niepokojącego kontynuował, ale już ciszej aby słyszeli go tylko kuzyni.
- Ylfy jako znane pogromiciele pomiotu żmija z murnikami pewnikiem mają konszachty. Za ich wstawiennictwem posłali list do ojca coby chutliwego synalka zapędy wyhamował i do domowych pieleszy zabrał. Ylfy z cierpliwości znane nie są więc lecim na złamanie karku. Psia mać. Na tych bydlentach, nie mają porządniejszych siodeł moje jest jak z kamienia.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
20 dzień Golovusu 602 AR, przy Wiszącej Skale
Ciał było równo dziesięć, co do jednego. Siedem znaleziono w odległości kilkunastu kroków od przygotowanego do rozpałki ogniska, porządnie obwarowanego skalnymi ułomkami i spiętrzonego zachodzącymi na siebie szczapami drewna. Niemal wszyscy z tej siódemki mieli broń wciąż tkwiącą w pochwach, a ich rany świadczyły o tym, że zadźgano ich w wielkim pośpiechu i z zaskoczenia. Trzej inni leżeli tuż przy sobie u podstawy skały, o którą zapewne opierali się wcześniej plecami dając odpór nagłemu atakowi. Ich topory i miecze wciąż tkwiły w zimnych, zaciśniętych spazmatycznie rękach.
Kajaz Zareniv wpadł w dziki szał, rycząc coś nieskładnie i bijąc pięściami w ścianę Wiszącej Skały, nie bacząc przy tym wcale na raniące mu ciało do krwi krawędzie skały. Jaremi Ulgan stał opodal z nieprzeniknioną miną i skrzyżowanymi na piersi ramionami, czekając cierpliwie, aż władca Zarenivki odzyska nad sobą panowanie.
- Wszystko nasi! - oznajmił znajomy już kuzynom Skir, pobladły z wzburzenia i ściskający stylisko topora tak jakby chciał je za wszelką cenę złamać - Zaszlachtowani jak świnie! Naszli ich tuż przed spoczynkiem, bez ostrzeżenia!
Wilimov wciągnął powietrze przez zaciśnięte nerwowo zęby, chłonąc całym ciałem wściekłość, niedowierzanie i grozę otaczających go poddanych kajaza, wpatrzonych w zakrwawione zwłoki swoich druhów, sąsiadów, a może nawet krewnych.
- Kto ich naszedł? - zapytał Nazarko trzymając prawicę na przytroczonym do boku toporku - Kto to uczynił?
- Menoth jeden wie! - sapnął Skir uderzając się w skrajnym wzburzeniu raz za razem pięścią w skroń - Trza patrzać, co kajaz nakaże czynić!
Wątek techniczny
Wyruszyliście w wielkim pośpiechu, a mimo to dotarliście na miejsce za późno. Dziesięciu ludzi z Zarenivki zostało odnalezionych martwych, zabitych w okolicznościach sugerujących nieoczekiwany atak. Cała grupa myśliwych liczyła czternaście osób, w tym stryja Wladima Zareniva oraz młodego Oskara Zareniva. Krewniaków kajaza wśród zabitych nie ma, ślad po nich zaginął.
Władyka opanował atak wściekłości na tyle, by wdać się na uboczu w ostrą, choć ściszoną wymianę zdań z Murnikiem. Nikt nie waży się do niego podejść, nawet dwaj przyboczni rębacze o nazwiskach Gorewicz i Tyszka, których pozostali jeźdźcy wydają się wręcz obawiać.
Możecie nie wpychać na siłę nosa w kłopoty i pozostać grzecznie przy swoich koniach czekając, aż mądrzejsi od Was podejmą dalsze decyzje. Możecie przeszukać miejsce jatki w próbie odkrycia śladów mogących przynieść jakieś odpowiedzi na mnóstwo pytań. Możecie iść prosto do kajaza, aby mu doradzić, co powinien teraz zrobić. Możecie pod pozorem oględzin tej czy innej flanki czmychnąć w las i wiać na zachód nie zatrzymując się aż do Tverkutska.
Czekam na Wasze deklaracje.
Ciał było równo dziesięć, co do jednego. Siedem znaleziono w odległości kilkunastu kroków od przygotowanego do rozpałki ogniska, porządnie obwarowanego skalnymi ułomkami i spiętrzonego zachodzącymi na siebie szczapami drewna. Niemal wszyscy z tej siódemki mieli broń wciąż tkwiącą w pochwach, a ich rany świadczyły o tym, że zadźgano ich w wielkim pośpiechu i z zaskoczenia. Trzej inni leżeli tuż przy sobie u podstawy skały, o którą zapewne opierali się wcześniej plecami dając odpór nagłemu atakowi. Ich topory i miecze wciąż tkwiły w zimnych, zaciśniętych spazmatycznie rękach.
Kajaz Zareniv wpadł w dziki szał, rycząc coś nieskładnie i bijąc pięściami w ścianę Wiszącej Skały, nie bacząc przy tym wcale na raniące mu ciało do krwi krawędzie skały. Jaremi Ulgan stał opodal z nieprzeniknioną miną i skrzyżowanymi na piersi ramionami, czekając cierpliwie, aż władca Zarenivki odzyska nad sobą panowanie.
- Wszystko nasi! - oznajmił znajomy już kuzynom Skir, pobladły z wzburzenia i ściskający stylisko topora tak jakby chciał je za wszelką cenę złamać - Zaszlachtowani jak świnie! Naszli ich tuż przed spoczynkiem, bez ostrzeżenia!
Wilimov wciągnął powietrze przez zaciśnięte nerwowo zęby, chłonąc całym ciałem wściekłość, niedowierzanie i grozę otaczających go poddanych kajaza, wpatrzonych w zakrwawione zwłoki swoich druhów, sąsiadów, a może nawet krewnych.
- Kto ich naszedł? - zapytał Nazarko trzymając prawicę na przytroczonym do boku toporku - Kto to uczynił?
- Menoth jeden wie! - sapnął Skir uderzając się w skrajnym wzburzeniu raz za razem pięścią w skroń - Trza patrzać, co kajaz nakaże czynić!
Wątek techniczny
Wyruszyliście w wielkim pośpiechu, a mimo to dotarliście na miejsce za późno. Dziesięciu ludzi z Zarenivki zostało odnalezionych martwych, zabitych w okolicznościach sugerujących nieoczekiwany atak. Cała grupa myśliwych liczyła czternaście osób, w tym stryja Wladima Zareniva oraz młodego Oskara Zareniva. Krewniaków kajaza wśród zabitych nie ma, ślad po nich zaginął.
Władyka opanował atak wściekłości na tyle, by wdać się na uboczu w ostrą, choć ściszoną wymianę zdań z Murnikiem. Nikt nie waży się do niego podejść, nawet dwaj przyboczni rębacze o nazwiskach Gorewicz i Tyszka, których pozostali jeźdźcy wydają się wręcz obawiać.
Możecie nie wpychać na siłę nosa w kłopoty i pozostać grzecznie przy swoich koniach czekając, aż mądrzejsi od Was podejmą dalsze decyzje. Możecie przeszukać miejsce jatki w próbie odkrycia śladów mogących przynieść jakieś odpowiedzi na mnóstwo pytań. Możecie iść prosto do kajaza, aby mu doradzić, co powinien teraz zrobić. Możecie pod pozorem oględzin tej czy innej flanki czmychnąć w las i wiać na zachód nie zatrzymując się aż do Tverkutska.
Czekam na Wasze deklaracje.
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Wątek techniczny
Przeszukajmy miejsce zbrodni, może zauważymy jakieś tropy wskazujące kto/co zaatakował grupę i ewentualnie którędy uszli stryj i syn Kajaza (lub zostali porwani/uciekli itp.). A potem, jak już coś się wywiemy idźmy do Murnika i Zareniva. Ewentualnie krzyczymy (albo może prosimy Kajaza:)) aby się tłuszcza nie rozłaziła nigdzie, bo tropy zadeptają
Przeszukajmy miejsce zbrodni, może zauważymy jakieś tropy wskazujące kto/co zaatakował grupę i ewentualnie którędy uszli stryj i syn Kajaza (lub zostali porwani/uciekli itp.). A potem, jak już coś się wywiemy idźmy do Murnika i Zareniva. Ewentualnie krzyczymy (albo może prosimy Kajaza:)) aby się tłuszcza nie rozłaziła nigdzie, bo tropy zadeptają
Ostatnio zmieniony 07 marca 2012, 20:54 przez 8art, łącznie zmieniany 1 raz.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
20 dzień Golovusu 602 AR, przy Wiszącej Skale
Pozostawiając konia pieczy jednego z jeźdźców Volkh Wilimov obszedł śpiesznym krokiem miejsce rzezi, pochylając się nad ciałami zabitych, kępami pogniecionej suchej trawy i zbryzganymi krwią głazami. To samo czyniło kilku należących do Zareniva Kossytów o wyglądzie puszczańskich przepatrywaczy, ale żaden nie wchodził innemu w drogę, przez niechętny szacunek oraz wyczucie trwogi sytuacji nie rywalizując pomiędzy sobą ani nawet nie tracąc czasu na zbyteczne uwagi.
- Paru zginęło od strzał - rzucił cicho Karakov odwracając głowę w stronę towarzyszących mu krewniaków - Wszystkie wyciągnięte z ciał, tedy nie naszłem ani jednego drzewca. Innych zabito ostrzami, nim jeszcze zdążyli dobyć własnej broni. Patrzaj tutaj, jakie dziwne rany...
Karakov podniósł w górę zakrwawioną koszulę jednego z zabitych, wysokiego młodzieńca o długich zmierzwionych włosach i szklistych oczach, leżącego na brzuchu z przekręconą w bok głową. Pośrodku pleców zabitego ziały czerwienią dwie głębokie rany w postaci wąskich nacięć, sąsiadujące ze sobą na szerokość palca.
- Inni też tak zadźgani - mruknął Wilimov, rozglądając się niespokojnie po niedalekiej linii puszczy. Gdzieś w oddali rozległ się ponury zaśpiew wilka, podchwyciły go natychmiast inne drapieżniki. Kossyta opanował mimowolny dreszcz emocji, zagryzł zęby. W północnym Khadorze wilki rzadko znikały z pola widzenia ludzi, a już na pewno nigdy nie znikały z zasięgu ludzkiego słuchu - Wąskie ostrza.
- Ci trzej, którzy cofnęli się pod skałę umarli od strzał - dodał Nazarko - Widać komuś się bardzo śpieszyło. Po co próbować się z topornikami rzezać jak można ich czysto i chwacko ustrzelić z łuku?
- Nie gadaj tak głośno! - syknął ostrzegawczo Wilimov - Ludzie kajaza straszniście zajadli, a wściekli. Jeszcze się komu nie spodoba jak o tej jatce gadasz i ktoś ci czysto, a chwacko paszczękę z zębów ogołoci. Strzały żeś jakie znalazł?
- Nie - pokręcił głową Ivash - I inni też nie. Tamci wszytkie zabrali, ani ułomka nie ostawili.
Wątek techniczny
Oto wyborna okazja, by porzucać trochę kostkami. Mam okazję do wykonania dwóch testów. Pierwszy oparty będzie na Roztropności, a dotyczy tematu samych zwłok. Nie ujawnię, ile wyrzuciłem, zamiast tego w oparciu o uzyskany wynik (oraz poziom sukcesu/fiaska) wyślę każdemu z Was PW.
Drugi test dotyczy akcji Tropienia. Tutaj też utajnię PT testu, natomiast opracuję kilka wersji wniosków i podejrzeń uszeregowanych podług poziomu sukcesu/fiaska. Konkluzje pójdą na PW.
Pozostawiając konia pieczy jednego z jeźdźców Volkh Wilimov obszedł śpiesznym krokiem miejsce rzezi, pochylając się nad ciałami zabitych, kępami pogniecionej suchej trawy i zbryzganymi krwią głazami. To samo czyniło kilku należących do Zareniva Kossytów o wyglądzie puszczańskich przepatrywaczy, ale żaden nie wchodził innemu w drogę, przez niechętny szacunek oraz wyczucie trwogi sytuacji nie rywalizując pomiędzy sobą ani nawet nie tracąc czasu na zbyteczne uwagi.
- Paru zginęło od strzał - rzucił cicho Karakov odwracając głowę w stronę towarzyszących mu krewniaków - Wszystkie wyciągnięte z ciał, tedy nie naszłem ani jednego drzewca. Innych zabito ostrzami, nim jeszcze zdążyli dobyć własnej broni. Patrzaj tutaj, jakie dziwne rany...
Karakov podniósł w górę zakrwawioną koszulę jednego z zabitych, wysokiego młodzieńca o długich zmierzwionych włosach i szklistych oczach, leżącego na brzuchu z przekręconą w bok głową. Pośrodku pleców zabitego ziały czerwienią dwie głębokie rany w postaci wąskich nacięć, sąsiadujące ze sobą na szerokość palca.
- Inni też tak zadźgani - mruknął Wilimov, rozglądając się niespokojnie po niedalekiej linii puszczy. Gdzieś w oddali rozległ się ponury zaśpiew wilka, podchwyciły go natychmiast inne drapieżniki. Kossyta opanował mimowolny dreszcz emocji, zagryzł zęby. W północnym Khadorze wilki rzadko znikały z pola widzenia ludzi, a już na pewno nigdy nie znikały z zasięgu ludzkiego słuchu - Wąskie ostrza.
- Ci trzej, którzy cofnęli się pod skałę umarli od strzał - dodał Nazarko - Widać komuś się bardzo śpieszyło. Po co próbować się z topornikami rzezać jak można ich czysto i chwacko ustrzelić z łuku?
- Nie gadaj tak głośno! - syknął ostrzegawczo Wilimov - Ludzie kajaza straszniście zajadli, a wściekli. Jeszcze się komu nie spodoba jak o tej jatce gadasz i ktoś ci czysto, a chwacko paszczękę z zębów ogołoci. Strzały żeś jakie znalazł?
- Nie - pokręcił głową Ivash - I inni też nie. Tamci wszytkie zabrali, ani ułomka nie ostawili.
Wątek techniczny
Oto wyborna okazja, by porzucać trochę kostkami. Mam okazję do wykonania dwóch testów. Pierwszy oparty będzie na Roztropności, a dotyczy tematu samych zwłok. Nie ujawnię, ile wyrzuciłem, zamiast tego w oparciu o uzyskany wynik (oraz poziom sukcesu/fiaska) wyślę każdemu z Was PW.
Drugi test dotyczy akcji Tropienia. Tutaj też utajnię PT testu, natomiast opracuję kilka wersji wniosków i podejrzeń uszeregowanych podług poziomu sukcesu/fiaska. Konkluzje pójdą na PW.
-
Araven
- Reactions:
- Posty: 8334
- Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 1 time
Zbliżam się do murnika i mówię mu, panie my mysliwi, po mojemu napastników było koło 20, z zasadzki uderzyli. Rany wskazują na dzikich ludzi albo im podobnych, oni ponoć rozszczepionych ostrzy używają, mówie to wam, jako, że wy opanowani jesteście i może się przyda na coś to co wam rzekłem. Strzały zabrano, by sladów nie zostawiać. Kilku ludzi oacalało, ich porwano po mojemu. Nie uszli raczej... Konie zabrano.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
20 dzień Golovusu 602 AR, przy Wiszącej Skale
Igor Zareniv uspokoił się ponownie, ale z jego oczu wyzierała istna śmierć, podsycana ledwie trzymaną na wodzy wściekłością. Kajaz oplatał palcami prawej dłoni rękojeść wystającego ponad barkiem miecza, popatrując to na swoich przeczesujących okolicę ludzi, to na stojącego u boku Murnika. Jaremi Ulgan stał tuż obok, pogrążony w zamyśleniu i spoglądający prosto na lśniącą w pełnej krasie pełni tarczę Calderu. Chociaż słońce jeszcze nie zaszło do końca, największy z trzech księżyców Caenu pysznił się na ciemnogranatowych przestworzach swym nieziemskim blaskiem, przyćmiewając księżycową poświatą zarówno mniejszych kuzynów jak i mrowie skrzących się na nieboskłonie gwiazd, dostrzegalnych coraz wyraźniej w mroku nadciągającej szybko nocy.
- Tropiciele do mnie! - zakrzyknął szorstkim głosem Zareniv i kilku zbrojnych z pocztu kajaza natychiast ruszyło w jego stronę. Spoglądający ku Murnikowi młodzieńcy dostrzegli znaczący ruch ręki paladyna, przywołującego ich do siebie. Żaden z kuzynów nie pałał szaleńczą ochotą na znalezienie się w pobliżu wyraźnie nieobliczalnego władyki, ale ruch ów był wystarczająco czytelny, by wszyscy zacisnęli usta i ruszyli w stronę Murnika wraz z wezwanymi przez kajaza przepatrywaczami.
- Tyszka, coście odkryli? - zapytał Zareniv głosem tnącym niczym ostrze noża, cedząc słowa przez zaciśnięte zęby. Wywołany przez niego rezun, będący drugim po Gorewiczu porucznikiem kajaza, a zarazem sprawiający wrażenie obytego z puszczą tropiciela, postąpił krok do przodu spoglądając na swego pana pozbawionymi emocji oczami.
- Poczekajcie - odezwał się znienacka paladyn unosząc dłoń. Tyszka zamknął dopiero co otwarte usta, kajaz przekręcił w bok głowę rzucając menickiemu rycerzowi badawcze spojrzenie.
- Moi towarzysze zdają się być dotknięci palcem Praworządcy - wyjaśnił Ulgan wprawiając krewnikaów w głęboką konsternację i objawione rumieńcami zawstydzenia zakłopotanie - Niechaj wpierw sami rzekną, co odkryli?
Wątek techniczny
Widać, że Ulgan ciągle dopatruje się w odzyskaniu listu z trzewi trolla czegoś więcej niż tylko czystego przypadku. Dla Was korzyść z tego taka, że możecie teraz zabłysnąć swą wiedzą i doświadczeniem, ku nieskrywanej zazdrości i niechęci przybocznych tropicieli kajaza.
Czekam na jakąś naświetlającą obraz sytuacji wypowiedź kuzynów.
EDIT: byłem w trakcie pisania posta i Araven zdążył mnie ubiec! W takim razie jego wcześniejsza wypowiedź to reakcja na mój post, OK?
Igor Zareniv uspokoił się ponownie, ale z jego oczu wyzierała istna śmierć, podsycana ledwie trzymaną na wodzy wściekłością. Kajaz oplatał palcami prawej dłoni rękojeść wystającego ponad barkiem miecza, popatrując to na swoich przeczesujących okolicę ludzi, to na stojącego u boku Murnika. Jaremi Ulgan stał tuż obok, pogrążony w zamyśleniu i spoglądający prosto na lśniącą w pełnej krasie pełni tarczę Calderu. Chociaż słońce jeszcze nie zaszło do końca, największy z trzech księżyców Caenu pysznił się na ciemnogranatowych przestworzach swym nieziemskim blaskiem, przyćmiewając księżycową poświatą zarówno mniejszych kuzynów jak i mrowie skrzących się na nieboskłonie gwiazd, dostrzegalnych coraz wyraźniej w mroku nadciągającej szybko nocy.
- Tropiciele do mnie! - zakrzyknął szorstkim głosem Zareniv i kilku zbrojnych z pocztu kajaza natychiast ruszyło w jego stronę. Spoglądający ku Murnikowi młodzieńcy dostrzegli znaczący ruch ręki paladyna, przywołującego ich do siebie. Żaden z kuzynów nie pałał szaleńczą ochotą na znalezienie się w pobliżu wyraźnie nieobliczalnego władyki, ale ruch ów był wystarczająco czytelny, by wszyscy zacisnęli usta i ruszyli w stronę Murnika wraz z wezwanymi przez kajaza przepatrywaczami.
- Tyszka, coście odkryli? - zapytał Zareniv głosem tnącym niczym ostrze noża, cedząc słowa przez zaciśnięte zęby. Wywołany przez niego rezun, będący drugim po Gorewiczu porucznikiem kajaza, a zarazem sprawiający wrażenie obytego z puszczą tropiciela, postąpił krok do przodu spoglądając na swego pana pozbawionymi emocji oczami.
- Poczekajcie - odezwał się znienacka paladyn unosząc dłoń. Tyszka zamknął dopiero co otwarte usta, kajaz przekręcił w bok głowę rzucając menickiemu rycerzowi badawcze spojrzenie.
- Moi towarzysze zdają się być dotknięci palcem Praworządcy - wyjaśnił Ulgan wprawiając krewnikaów w głęboką konsternację i objawione rumieńcami zawstydzenia zakłopotanie - Niechaj wpierw sami rzekną, co odkryli?
Wątek techniczny
Widać, że Ulgan ciągle dopatruje się w odzyskaniu listu z trzewi trolla czegoś więcej niż tylko czystego przypadku. Dla Was korzyść z tego taka, że możecie teraz zabłysnąć swą wiedzą i doświadczeniem, ku nieskrywanej zazdrości i niechęci przybocznych tropicieli kajaza.
Czekam na jakąś naświetlającą obraz sytuacji wypowiedź kuzynów.
EDIT: byłem w trakcie pisania posta i Araven zdążył mnie ubiec! W takim razie jego wcześniejsza wypowiedź to reakcja na mój post, OK?
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
20 dzień Golovusu 602 AR, przy Wiszącej Skale
Tyszka przysłuchiwał się uważnie słowom kuzynów, kiwając głową jakby do siebie samego i taksując młodzieńców badawczym wzrokiem. Kiedy Ivan skończył mówić, kajaz odwrócił głowę w stronę swego poddanego.
- Tej samej żem myśli, co oni - powiedział rezun - Niecałe dwa tuziny zbójów, raczej ludzi niż trollaków czy inszych żmijowych cudaków. Napadli na naszych pewnikiem wczora z wieczora, ale troszku mnie dziwi, że się w tym czasie jakowyś drapieżnik nie przypałętał odorem krwi zwabiony, a trupów nie napoczął. Jakby coś odstraszało zwierzęta od tego miejsca, a od padliny.
- Co z moim synem? - zawarczał Zareniv dając upust targającym nim emocjom i okazując w końcu otwarcie zainteresowanie losem potomka - Zabrali go ze sobą, skurwysyny?
- Jego, waszego brata, a Mikę i Tumila - kiwnął głową Tyszka - I konie zabrali, chociaż inszych łupów nie tknęli. Trupy zostawili tam, gdzie padły, z niczego ich nie odarli.
- Kto to był? - kajaz odwrócił głowę w stronę Murnika - Kto i gdzie teraz jest mój syn?
Jaremi Ulgan nie odpowiedział od razu, w zamian zrobił kilka kroków przed siebie unosząc rękę i przywołując wszystkich konnych. Zdenerwowani i źli Khadorianie szybko zbili się w ciasną gromadę tworząc półkole przed twarzami Murnika i władyki Zarenivki.
Przez ludzi przebiegł głośny pomruk, kiedy wszyscy dostrzegli zawieszony na piersiach szarookiego mężczyzny złoty menofiks, wyciągnięty chwilę wcześniej spod odzienia. Ulgan odrzucił poły płaszcza do tyłu odsłaniając w całej okazałości noszoną pod spodem kolczugę o misternym wykonaniu, bez wątpienia nadzwyczaj mocną i nadzwyczaj drogą.
Pomruk przybrał na sile, a potem ucichł niczym ucięty nożem, gdy paladyn wyciągnął z pochwy na plecach długi miecz i odwinął jego ukrytą dotąd w zwoju tkaniny rękojeść o kształcie menickiego symbolu wiary.
- Bracia w wierze, druhowie w godzinie próby - Jaremi Ulgan uniósł idealnie wyważoną broń w górę i ostrze zalśniło odbitym w gładkiej stali księżycowym blaskiem - Stworzyciel zesłał na nas swą łaskę, pozwalając dokonać czynów, o których żarliwi menici zwykli jedynie słyszeć w opowieściach o świętym królu Khardovicu. Bestia o Wielu Kształtach ponownie wychynęła ze swej kryjówki. Wielki Drapieżca przyniósł w to miejsce zło, którego zwalczanie jest bezwzględną powinnością każdego wyznawcy Praworządcy.
Słysząc rzadziej używane w potocznej mowie miana Żmija Khadorianie pobledli zauważalnie, wielu dobyło mimowolnie broni rozglądając się wokół siebie w poszukiwaniu śladu zagrożenia.
- Jam jest instrumentem w rękach Pana, który powiedzie was w świętej misji - szare oczy Ulgana przesuwały się po twarzach słuchających go z chorobliwą fascynacją ludzi - Wasi przyjaciele zostali tu okrutnie pomordowani przez tych, którzy noszą broń o rozszczepionych ostrzach... przez sługusów Żmija. Lecz nasz zaprzysięgły wróg na tym nie poprzestał. Zabrał syna waszego pryncypała, a ja wiem, co zamierza z nim uczynić.
Uniesiona jeszcze wyżej w czarne już niebo klinga miecza mierzyła teraz prosto w tarczę największego księżyca Caenu.
- Calder stoi dzisiejszej nocy w pełni - powiedział paladyn, a kajaz zawtórował mu na poły zwierzęcym warczeniem płynącym ze ściśniętego niewidocznymi cęgami gardła - Tej nocy gdzieś w górach zapłoną ofiarne ogniska. Tej nocy plugawi zwyrodnialcy będą grali na bębnach obciągniętych ludzką skórą, a noże z obsydianu będą wycinać z ciał więźniów bijące jeszcze serca. Lecz powiadam wam: póki żyję, nie pozwolę, by tak się stało! Bóg pragnie, abyśmy odebrali Bestii jej łup, byśmy pokarali ogniem i mieczem tych, którzy zdradzili Stworzyciela ludzkości odwracając się od niego i oddając cześć Żmijowi.
Murnik urwał na chwilę wodząc po twarzach ludzi rozgorączkowanym wzrokiem. Wpatrzony w niego Volkh dostrzegł w mężczyźnie znienacka to, czego dotąd w osobie Ulgana boleśnie mu brakowało: ogromnego dostojeństwa i niewzruszonej pewności siebie w obliczu śmiertelnej próby. Oblicze paladyna nabrało w trakcie przemowy wyraz emfazy, a oczy blasku, który zaiste mógł w zamierzchłych czasach gorzeć w oczach króla-kapłana Khardovica, postrachu pogańskich plemion północy i budowniczego fundamentów Mocarstwa Khardyckiego.
- Wiem, że wielu z nas umrze w blasku Calderu tej nocy - odezwał się ponownie Murnik - Może stanie się tak, że umrzemy wszyscy bez wyjątku. Lecz pamiętajcie, czego uczy nas Kanon Boskiego Prawa! Nie ma takiej ofiary, której nie bylibyśmy gotowi złożyć dla chwały Stworzyciela! Nie ma ciężaru, którego byśmy nie udźwignęli, by Mu się przypodobać! Nie ma misji niemożliwej do wykonania, jeśli taka jest Jego wola!
Wątek techniczny
Kurka, trochę mi trudno odpowiednio oddać słowami opis tej sceny, która powinna mieć absolutnie podniosły, wręcz mistyczny charakter i budzić we wszystkich ciarki oraz gęsią skórkę! Oto paladyn z Zakonu Muru, który domaga się, byście położyli swe życia na szali w świętej wyprawie przeciwko Żmijowi!
Jest może ktoś, kto chce wysiąść z tego pociągu? (czy raczej parowozu).
Tyszka przysłuchiwał się uważnie słowom kuzynów, kiwając głową jakby do siebie samego i taksując młodzieńców badawczym wzrokiem. Kiedy Ivan skończył mówić, kajaz odwrócił głowę w stronę swego poddanego.
- Tej samej żem myśli, co oni - powiedział rezun - Niecałe dwa tuziny zbójów, raczej ludzi niż trollaków czy inszych żmijowych cudaków. Napadli na naszych pewnikiem wczora z wieczora, ale troszku mnie dziwi, że się w tym czasie jakowyś drapieżnik nie przypałętał odorem krwi zwabiony, a trupów nie napoczął. Jakby coś odstraszało zwierzęta od tego miejsca, a od padliny.
- Co z moim synem? - zawarczał Zareniv dając upust targającym nim emocjom i okazując w końcu otwarcie zainteresowanie losem potomka - Zabrali go ze sobą, skurwysyny?
- Jego, waszego brata, a Mikę i Tumila - kiwnął głową Tyszka - I konie zabrali, chociaż inszych łupów nie tknęli. Trupy zostawili tam, gdzie padły, z niczego ich nie odarli.
- Kto to był? - kajaz odwrócił głowę w stronę Murnika - Kto i gdzie teraz jest mój syn?
Jaremi Ulgan nie odpowiedział od razu, w zamian zrobił kilka kroków przed siebie unosząc rękę i przywołując wszystkich konnych. Zdenerwowani i źli Khadorianie szybko zbili się w ciasną gromadę tworząc półkole przed twarzami Murnika i władyki Zarenivki.
Przez ludzi przebiegł głośny pomruk, kiedy wszyscy dostrzegli zawieszony na piersiach szarookiego mężczyzny złoty menofiks, wyciągnięty chwilę wcześniej spod odzienia. Ulgan odrzucił poły płaszcza do tyłu odsłaniając w całej okazałości noszoną pod spodem kolczugę o misternym wykonaniu, bez wątpienia nadzwyczaj mocną i nadzwyczaj drogą.
Pomruk przybrał na sile, a potem ucichł niczym ucięty nożem, gdy paladyn wyciągnął z pochwy na plecach długi miecz i odwinął jego ukrytą dotąd w zwoju tkaniny rękojeść o kształcie menickiego symbolu wiary.
- Bracia w wierze, druhowie w godzinie próby - Jaremi Ulgan uniósł idealnie wyważoną broń w górę i ostrze zalśniło odbitym w gładkiej stali księżycowym blaskiem - Stworzyciel zesłał na nas swą łaskę, pozwalając dokonać czynów, o których żarliwi menici zwykli jedynie słyszeć w opowieściach o świętym królu Khardovicu. Bestia o Wielu Kształtach ponownie wychynęła ze swej kryjówki. Wielki Drapieżca przyniósł w to miejsce zło, którego zwalczanie jest bezwzględną powinnością każdego wyznawcy Praworządcy.
Słysząc rzadziej używane w potocznej mowie miana Żmija Khadorianie pobledli zauważalnie, wielu dobyło mimowolnie broni rozglądając się wokół siebie w poszukiwaniu śladu zagrożenia.
- Jam jest instrumentem w rękach Pana, który powiedzie was w świętej misji - szare oczy Ulgana przesuwały się po twarzach słuchających go z chorobliwą fascynacją ludzi - Wasi przyjaciele zostali tu okrutnie pomordowani przez tych, którzy noszą broń o rozszczepionych ostrzach... przez sługusów Żmija. Lecz nasz zaprzysięgły wróg na tym nie poprzestał. Zabrał syna waszego pryncypała, a ja wiem, co zamierza z nim uczynić.
Uniesiona jeszcze wyżej w czarne już niebo klinga miecza mierzyła teraz prosto w tarczę największego księżyca Caenu.
- Calder stoi dzisiejszej nocy w pełni - powiedział paladyn, a kajaz zawtórował mu na poły zwierzęcym warczeniem płynącym ze ściśniętego niewidocznymi cęgami gardła - Tej nocy gdzieś w górach zapłoną ofiarne ogniska. Tej nocy plugawi zwyrodnialcy będą grali na bębnach obciągniętych ludzką skórą, a noże z obsydianu będą wycinać z ciał więźniów bijące jeszcze serca. Lecz powiadam wam: póki żyję, nie pozwolę, by tak się stało! Bóg pragnie, abyśmy odebrali Bestii jej łup, byśmy pokarali ogniem i mieczem tych, którzy zdradzili Stworzyciela ludzkości odwracając się od niego i oddając cześć Żmijowi.
Murnik urwał na chwilę wodząc po twarzach ludzi rozgorączkowanym wzrokiem. Wpatrzony w niego Volkh dostrzegł w mężczyźnie znienacka to, czego dotąd w osobie Ulgana boleśnie mu brakowało: ogromnego dostojeństwa i niewzruszonej pewności siebie w obliczu śmiertelnej próby. Oblicze paladyna nabrało w trakcie przemowy wyraz emfazy, a oczy blasku, który zaiste mógł w zamierzchłych czasach gorzeć w oczach króla-kapłana Khardovica, postrachu pogańskich plemion północy i budowniczego fundamentów Mocarstwa Khardyckiego.
- Wiem, że wielu z nas umrze w blasku Calderu tej nocy - odezwał się ponownie Murnik - Może stanie się tak, że umrzemy wszyscy bez wyjątku. Lecz pamiętajcie, czego uczy nas Kanon Boskiego Prawa! Nie ma takiej ofiary, której nie bylibyśmy gotowi złożyć dla chwały Stworzyciela! Nie ma ciężaru, którego byśmy nie udźwignęli, by Mu się przypodobać! Nie ma misji niemożliwej do wykonania, jeśli taka jest Jego wola!
Wątek techniczny
Kurka, trochę mi trudno odpowiednio oddać słowami opis tej sceny, która powinna mieć absolutnie podniosły, wręcz mistyczny charakter i budzić we wszystkich ciarki oraz gęsią skórkę! Oto paladyn z Zakonu Muru, który domaga się, byście położyli swe życia na szali w świętej wyprawie przeciwko Żmijowi!
Jest może ktoś, kto chce wysiąść z tego pociągu? (czy raczej parowozu).
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
- I ja z wami! Nie na darmo nas Praworzadca doswiadczyl, cobysmy uszli teraz w sromocie. Swiadectwo wiary nam dac i zmijowemu pomiotowi nauczke krwawa! - uroczyscie oswiadczyl mlody kossyta.
Gdy tylko nadarzyla sie okazja Volkh odwinal rekijesc miecza i zwrocil sie na osobnosci do Ulgana
- Murniku, nie wiem czy przypadkiem, czy nie Pan oddal to ostrze w moje rece, ale przysiegam, ze zrobie co w mojej mocy aby oreza nie zhanbic. Jeno - zawahal sie Na chwile - jakby mi przyszlo cene najwyzsza zaplacic, rzeknijcie co wujkowi, co by bez wiesci nie zostali i chociaz dobrym slowem wspomuzcie. Dobry to czlek i pierwszy nam doradzil co pismem uczynic.
Gdy tylko nadarzyla sie okazja Volkh odwinal rekijesc miecza i zwrocil sie na osobnosci do Ulgana
- Murniku, nie wiem czy przypadkiem, czy nie Pan oddal to ostrze w moje rece, ale przysiegam, ze zrobie co w mojej mocy aby oreza nie zhanbic. Jeno - zawahal sie Na chwile - jakby mi przyszlo cene najwyzsza zaplacic, rzeknijcie co wujkowi, co by bez wiesci nie zostali i chociaz dobrym slowem wspomuzcie. Dobry to czlek i pierwszy nam doradzil co pismem uczynic.
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
- I ja Żmijowi nie pozwolę zatriumfować, jakąkolwiek postać by przybrał - wykrzyknął młody kossyta.
Euforia nie trwała jednak długo, a wkrótce zajęły ją przemyślenia...
- Te Volkh jak umyślasz, co to za broń takie rany precyzyjne uczyniła. Musiał mieć dwa ostrza, jak rozdwojony jęzor żmija. Widziałeś kiedyś takową? - mimo, że Ivash skończył pytanie widać było, że coś jeszcze zaprząta jego głowę.
Kopał przez chwilę, czubkiem buta, kępę mchu po czym dodał.
- Słuchajcie kuzyni, nie dziwujecie się temu.... no wiecie, zabójstwu i porwaniu. Siedmiu z nich zginęło niemal od raz. Nawet broni nie wyciągnęli. Znaczył by, że z tamtymi byli blisko i nie spodziewali się ataku. Być może zdrada... - tu młody znowu się zasępił, po czym z rozmachem wysłał kępkę mchu w powietrze.
- A ci murnicy? Skąd wiedzieli, że Zerenivom coś zagraża? Jeszcze przed atakiem? Skoro wiedzieli to czemu nie pomogli? Ino do Zerenivki zdążali? Nie podoba mi się to... - kopnął mech ze złością - nie lubię pakować się w kabałę puki nie wiem wszystkiego.
Ivash nerwowo chodził tam i z powrotem.
- Idzieta ze mną do Ulgana? Musim z nim na osobności pogadać.
Euforia nie trwała jednak długo, a wkrótce zajęły ją przemyślenia...
- Te Volkh jak umyślasz, co to za broń takie rany precyzyjne uczyniła. Musiał mieć dwa ostrza, jak rozdwojony jęzor żmija. Widziałeś kiedyś takową? - mimo, że Ivash skończył pytanie widać było, że coś jeszcze zaprząta jego głowę.
Kopał przez chwilę, czubkiem buta, kępę mchu po czym dodał.
- Słuchajcie kuzyni, nie dziwujecie się temu.... no wiecie, zabójstwu i porwaniu. Siedmiu z nich zginęło niemal od raz. Nawet broni nie wyciągnęli. Znaczył by, że z tamtymi byli blisko i nie spodziewali się ataku. Być może zdrada... - tu młody znowu się zasępił, po czym z rozmachem wysłał kępkę mchu w powietrze.
- A ci murnicy? Skąd wiedzieli, że Zerenivom coś zagraża? Jeszcze przed atakiem? Skoro wiedzieli to czemu nie pomogli? Ino do Zerenivki zdążali? Nie podoba mi się to... - kopnął mech ze złością - nie lubię pakować się w kabałę puki nie wiem wszystkiego.
Ivash nerwowo chodził tam i z powrotem.
- Idzieta ze mną do Ulgana? Musim z nim na osobności pogadać.
