PBF - Pazur w mroku
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
- Mogło być i tak z tymi ranami, że ktoś dwa razy dźgał, jeno musiałby być pierońsko szybki... A zdrada to mogła być, jeno nie wiemy w ilu ruszyli z Zerenivki wyruszyło. Ale może być, że ktoś ich zaatakował kogo znali i nie bali się do siebie dopuścić. Tych co pierwszy szok przeżyli i do obrony się gotowali wystrzelano jak kaczki...
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
20 dzień Golovusu 602 AR, przy Wiszącej Skale
Słońce zaszło już niemal całkowicie, tylko wąski pas czerwieni gdzieś od strony Wilczej Rzeki barwił resztkami światła linię lesistego widnokręgu. Uniesiona w górę klinga miecza Wilimova zalśniła w blasku księżyca równie mocno jak bliźniacza broń paladyna. Widząc drugi tak niezwykły miecz ludzie odstąpili o kilka kroków od Volkha, spoglądając na niego z mieszaniną strachu i nabożnego szacunku. Stal zazgrzytała cicho u boku Murnika, kiedy swej broni dobył kajaz Zareniv, ukazując oczom wszystkich wyciągnięty z pochwy na plecach długi miecz o masywnej nietypowej rękojeści oraz ostrzu pokrytym po obu bokach płytkimi grawerunkami wypełnionymi złocistym metalem nie mającym wiele wspólnego ze stalą.
Władyka przestawił kciukiem prawicy zdobioną brązem dźwignię na rękojeści miecza i wokół rozszedł się znienacka ledwie słyszalny pomruk, bardziej przypominający wibrowanie powietrza niż rzeczywisty dźwięk. Wstrząśnięty brutalną rzezią w obozie i przejęty charyzmatyczną mową Murnika Wilimov w jednej chwili zapomniał o wszystkim, co go tak niebywale poruszyło, wpijając się chciwym wzrokiem w broń kajaza i dosłownie pożerając ją oczami.
Chociaż w trakcie służby wojskowej w Ohku Volkh zaledwie raz czy dwa miał sposobność rzucenia okiem na magianiczną broń, dzięki swemu niezwykłemu zamiłowaniu do mechaniki oraz powiązanej z nią ściśle magianiki, chłonął na podobieństwo gąbki każdą opowieść na temat tych niezwykłych artefaktów.
- Ród Zarenivów od zawsze wierny był Starej Wierze - powiedział kajaz wyciągając przed siebie klingę miecza - Choć byśmy mieli wszyscy dziś zginąć, stanie się zadość woli Praworządcy.
Przez ludzi ponownie przeszedł stłumiony pomruk głosów. Volkh powiódł wzrokiem po twarzach otaczających go Khadorian dostrzegając na nich wyraz fanatycznej wiary mieszającej się ze zrozumiałym lękiem o własne życie. Kierowała nimi albo bezwzględna powinność względem Boga albo ocierająca się o strach lojalność wobec kajaza, ale jakie nie byłyby to pobudki, żaden nie okazał wahania dłuższego niż krótka chwila, żaden też nie rzucił się do panicznej ucieczki.
- Pobłogosławię was, a potem ruszamy - powiedział paladyn unosząc w górę zdjęty z szyi menofiks.
Wątek techniczny
Bije od tej wstawki patosem aż do granicy z Cygnarem, ale trudno, pisanie patetycznych scen zawsze kiepsko mi wychodziło!
Broń w ręku kajaza to przykład klimatu charakterystycznego dla settingu IK. Magianika to rozwijająca się dynamicznie dziedzina nauki poświęcona łączeniu nowoczesnych technologii z klasyczną magią. Stosuje się ją w wielu aspektach życia codziennego, zwłaszcza w przemyśle na masową skalę, ale Was zapewne najbardziej interesują zastosowania militarne. Magianika to temat niebywale obszerny i poświęcony mu jest osobny dodatek o nazwie Liber Mechanika, ale przybliżę Wam zarys tego konceptu na przykładzie jednej hipotetycznej broni. Magianiczny miecz składa się z następujących bazowych komponentów: ostrza wykonanego z kompozytu wzbogaconego mieszanką przewodzącą energię magiczną, specjalnej rękojeści wyposażonej w gniazdo zasilania i gniazda płyt runicznych, okablowania oraz akumulatora. Domyślam się, że konserwatywnych miłośników fantasy ten opis szczerze przeraził swym heretyckim wydźwiękiem, ale mnie się od zawsze niesamowicie podobał. Broń zasilana jest akumulatorem wypełnionym magiczną esencją, płynącą poprzez runiczną płytkę nie będącą niczym innym jak zaklęciem wpisanym na specjalny kawałek metalu zagnieżdżony w rękojeści broni. Płytki można montować w ilościach większych niż jedna, można je też wymieniać w razie potrzeby - dzięki temu miecz zamrażający ofiarę przy trafieniu jednego dnia może tydzień później miotać błyskawice (wystarczy dość wiedzy, by wymienić jedną płytkę runiczną na inną). Dodatkowo w celach oszczędności akumulatora można magiczne efekty włączać lub wyłączać za pomocą odpowiedniej dźwigni. Oczywiście wszystko to słono kosztuje, ale generalnie jest tańsze od kosztów tworzenia klasycznych magicznych artefaktów i pozwala na większą elastyczność w eksploatacji. Branża magianiczna jest obecnie jedną z najintensywniej rozwijających się branż specjalistycznych w zachodnim Immorenie.
Słońce zaszło już niemal całkowicie, tylko wąski pas czerwieni gdzieś od strony Wilczej Rzeki barwił resztkami światła linię lesistego widnokręgu. Uniesiona w górę klinga miecza Wilimova zalśniła w blasku księżyca równie mocno jak bliźniacza broń paladyna. Widząc drugi tak niezwykły miecz ludzie odstąpili o kilka kroków od Volkha, spoglądając na niego z mieszaniną strachu i nabożnego szacunku. Stal zazgrzytała cicho u boku Murnika, kiedy swej broni dobył kajaz Zareniv, ukazując oczom wszystkich wyciągnięty z pochwy na plecach długi miecz o masywnej nietypowej rękojeści oraz ostrzu pokrytym po obu bokach płytkimi grawerunkami wypełnionymi złocistym metalem nie mającym wiele wspólnego ze stalą.
Władyka przestawił kciukiem prawicy zdobioną brązem dźwignię na rękojeści miecza i wokół rozszedł się znienacka ledwie słyszalny pomruk, bardziej przypominający wibrowanie powietrza niż rzeczywisty dźwięk. Wstrząśnięty brutalną rzezią w obozie i przejęty charyzmatyczną mową Murnika Wilimov w jednej chwili zapomniał o wszystkim, co go tak niebywale poruszyło, wpijając się chciwym wzrokiem w broń kajaza i dosłownie pożerając ją oczami.
Chociaż w trakcie służby wojskowej w Ohku Volkh zaledwie raz czy dwa miał sposobność rzucenia okiem na magianiczną broń, dzięki swemu niezwykłemu zamiłowaniu do mechaniki oraz powiązanej z nią ściśle magianiki, chłonął na podobieństwo gąbki każdą opowieść na temat tych niezwykłych artefaktów.
- Ród Zarenivów od zawsze wierny był Starej Wierze - powiedział kajaz wyciągając przed siebie klingę miecza - Choć byśmy mieli wszyscy dziś zginąć, stanie się zadość woli Praworządcy.
Przez ludzi ponownie przeszedł stłumiony pomruk głosów. Volkh powiódł wzrokiem po twarzach otaczających go Khadorian dostrzegając na nich wyraz fanatycznej wiary mieszającej się ze zrozumiałym lękiem o własne życie. Kierowała nimi albo bezwzględna powinność względem Boga albo ocierająca się o strach lojalność wobec kajaza, ale jakie nie byłyby to pobudki, żaden nie okazał wahania dłuższego niż krótka chwila, żaden też nie rzucił się do panicznej ucieczki.
- Pobłogosławię was, a potem ruszamy - powiedział paladyn unosząc w górę zdjęty z szyi menofiks.
Wątek techniczny
Bije od tej wstawki patosem aż do granicy z Cygnarem, ale trudno, pisanie patetycznych scen zawsze kiepsko mi wychodziło!
Broń w ręku kajaza to przykład klimatu charakterystycznego dla settingu IK. Magianika to rozwijająca się dynamicznie dziedzina nauki poświęcona łączeniu nowoczesnych technologii z klasyczną magią. Stosuje się ją w wielu aspektach życia codziennego, zwłaszcza w przemyśle na masową skalę, ale Was zapewne najbardziej interesują zastosowania militarne. Magianika to temat niebywale obszerny i poświęcony mu jest osobny dodatek o nazwie Liber Mechanika, ale przybliżę Wam zarys tego konceptu na przykładzie jednej hipotetycznej broni. Magianiczny miecz składa się z następujących bazowych komponentów: ostrza wykonanego z kompozytu wzbogaconego mieszanką przewodzącą energię magiczną, specjalnej rękojeści wyposażonej w gniazdo zasilania i gniazda płyt runicznych, okablowania oraz akumulatora. Domyślam się, że konserwatywnych miłośników fantasy ten opis szczerze przeraził swym heretyckim wydźwiękiem, ale mnie się od zawsze niesamowicie podobał. Broń zasilana jest akumulatorem wypełnionym magiczną esencją, płynącą poprzez runiczną płytkę nie będącą niczym innym jak zaklęciem wpisanym na specjalny kawałek metalu zagnieżdżony w rękojeści broni. Płytki można montować w ilościach większych niż jedna, można je też wymieniać w razie potrzeby - dzięki temu miecz zamrażający ofiarę przy trafieniu jednego dnia może tydzień później miotać błyskawice (wystarczy dość wiedzy, by wymienić jedną płytkę runiczną na inną). Dodatkowo w celach oszczędności akumulatora można magiczne efekty włączać lub wyłączać za pomocą odpowiedniej dźwigni. Oczywiście wszystko to słono kosztuje, ale generalnie jest tańsze od kosztów tworzenia klasycznych magicznych artefaktów i pozwala na większą elastyczność w eksploatacji. Branża magianiczna jest obecnie jedną z najintensywniej rozwijających się branż specjalistycznych w zachodnim Immorenie.
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
20 dzień Golovusu 602 AR, przy Wiszącej Skale
Na słowa Murnika Volkh przyklęknął na jedno kolano i uczyniwszy znak miecza spuścił głowę, czekając na paladyńskie błogosławieńswo.
Nigdy jeszcze nie czuł w swym krótkim życiu takiego religijnego uniesienia. Ostatnie wydarzenia: spotkanie z legendarnym paladynem, święty miecz, który dzierżył w dłoni i w końcu krucjata na którą wyruszyli, natchnęły na co dzień wesołego i beztroskiego Kossytę bezbrzeżną wiarą i powagą. Wiedziony płomienną mową Uglana, gotów był oddać swe życie w walce ze Żmijem. Jedyne myśli odciągające go od szlachetnej krucjaty kierowały się w stronę rodziny: czy nie stanie się nic kuzynom i jak ewentualnie rodzina przyjęłaby straszną wieść o śmierci któregoś z nich. Postanowił przeżyć zbliżającą się walkę i zrobić co tylko w mocy aby chronić towarzyszy.
Wątek techniczny
Uff też się pokusiłem na opis z patosem... Gdy już ustaną górnolotne emocje, to postaram się jak najbliżej przyjrzeć niezmiernie mnie interesującemu mieczowi Zareniva.
No i jeśli jest możliwość pogadania z Murnikiem to pytam go z czym przyjdzie nam się zmierzyć
Na słowa Murnika Volkh przyklęknął na jedno kolano i uczyniwszy znak miecza spuścił głowę, czekając na paladyńskie błogosławieńswo.
Nigdy jeszcze nie czuł w swym krótkim życiu takiego religijnego uniesienia. Ostatnie wydarzenia: spotkanie z legendarnym paladynem, święty miecz, który dzierżył w dłoni i w końcu krucjata na którą wyruszyli, natchnęły na co dzień wesołego i beztroskiego Kossytę bezbrzeżną wiarą i powagą. Wiedziony płomienną mową Uglana, gotów był oddać swe życie w walce ze Żmijem. Jedyne myśli odciągające go od szlachetnej krucjaty kierowały się w stronę rodziny: czy nie stanie się nic kuzynom i jak ewentualnie rodzina przyjęłaby straszną wieść o śmierci któregoś z nich. Postanowił przeżyć zbliżającą się walkę i zrobić co tylko w mocy aby chronić towarzyszy.
Wątek techniczny
Uff też się pokusiłem na opis z patosem... Gdy już ustaną górnolotne emocje, to postaram się jak najbliżej przyjrzeć niezmiernie mnie interesującemu mieczowi Zareniva.
No i jeśli jest możliwość pogadania z Murnikiem to pytam go z czym przyjdzie nam się zmierzyć
Ostatnio zmieniony 08 marca 2012, 21:23 przez 8art, łącznie zmieniany 1 raz.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
20 dzień Golovusu 602 AR, zachodnie pogórze Nyschathy
Konie zostawili przy Wiszącej Skale pod opieką dwóch zbrojnych, chociaż Karakov bał się w skrytości ducha, że w przypadku ich spłoszenia dwaj ludzie nie wystarczą, by nad zwierzętami zapanować. Wierzchowce prychały trwożliwie i przebierały nogami od chwili, kiedy jeźdźcy zeskoczyli z ich siodeł, zdenerwowane do granic możliwości trupim odorem lub innym, sobie tylko wiadomym zapachem.
Mężczyźni pozostawili miejsce jatki za plecami, poruszając się w gęstniejącym mroku bez łuczyw i lamp. Ostrza trzymali w pochwach lub owinięte w płaszcze, by nie zdradzić się przedwcześniej błyskiem księżycowego światła odbitego w metalu. Trzej młodzi myśliwi sunęli przodem wiodąc za sobą kajaza i paladyna, zgięci wpół z nosami wręcz przytkniętymi do ziemi, wypatrując najmniejszego śladu mogącego zdradzić kierunek ucieczki zabójców. Poruszali się niczym cienie, bezgłośnie i zwinnie, z właściwą dla swego puszczańskiego rodowodu gracją leśnych przepatrywaczy. Reszta ludzi nadciągała równie cicho ich śladem, starając się nie czynić żadnego hałasu i rozglądając się bacznie dookoła. Pogrążona w ciemnościach puszcza na pogórzu Nyschathy sprawiała złowieszcze wrażenie, smoliście czarne mateczniki zdawały się skrywać w swych ostępach cienie przywodzące na myśl mityczne bestie przyczajone w bezruchu w oczekiwaniu na dogodną do ataku chwilę. Srebrzysty blask Calderu kąpał okolicę w nieziemskiej zwodniczej poświacie, ale światło księżyca nie wystarczyło, by rozjaśnić ciemność lasu i krewniacy musieli z całych sił wytężać bystre oczy, żeby nie zgubić tropu.
Na ich szczęście mordercy najwyraźniej nie spodziewali się pogoni, bo nie zadbali o zatarcie śladów swej obecności. Zryta kopytami kilkunastu koni ziemia dawała się rozpoznać bądź to wzrokiem bądź dotykiem, wiodąc czterdziestu milczących wojowników w głąb labiryntu jarów, wzgórz i leśnych zagajników przeciętych szemrzącymi cicho górskimi strumieniami.
Ivan podniósł głowę ku górze, spojrzał pomiędzy pozbawionymi większości liści konarami drzew na nocny nieboskłon, przesunął spojrzeniem po okrągłej tarczy Calderu. Przez jego umysł przebiegały w szaleńczym tempie wspomnienia wszystkich zasłyszanych dotąd opowieści o grozie księżycowych pełni, o odrażających praktykach dzikich górali czczących Bestię o Wielu Kształtach i o potworach zamieszkujących pierwotne mateczniki Khadoru. Góry Nyschathy stanowiły naturalną granicę pomiędzy Tverkatką i Skirownią i Karakov słyszał, że po ich wschodniej stronie Skirowie poczynali sobie coraz śmielej z wyrębem lasu oraz wydobyciem rud metali, ale okolica przemierzana przez pogrążonych w nienaturalnej ciszy wędrowców należała do wyjątkowo odludnych i dzikich.
Ivash Nazarko uniósł ostrzegawczo rękę i idący w tyle ludzie natychmiast przypadli do ziemi, nieruchomiejąc w jednej chwili w oczekiwaniu na dalsze znaki. Młody Kossyta wycofał się chyłkiem w stronę Murnika, starając się nie gapić się na żadnego z przewodzących wyprawie mężczyzn i spoglądając w przestrzeń gdzieś pomiędzy paladynem i kajazem.
- Wejście do wąwozu, bardzo ciasnego - wyszeptał młodzieniec - W środku ciemno, prawie nic nie widać, ale jest cicho. Wprowadzili tam konie. Naokoło strome skały, gromadą nie sposób się na nie wdrapać.
Nazarko wzdrygnął się lekko na samo wspomnienie czarnego wylotu wąwozu i chociaż w ciemnościach nocy nie sposób było tego dostrzec, młodzieniec nie mógł się oprzeć wrażeniu, że drżenie owo nie uszło uwadze klęczącego obok Ulgana. Ivash przypomniał sobie wyraz nie dość dobrze skrywanej ulgi wyrysowany na twarzach dwóch zbrojnych pozostawionych przy Wiszącej Skale i poczuł na owe wspomnienie rozpaczliwą zazdrość.
- Co robimy? - do uszu Nazarka dobiegł szorstki szept Zareniva. Wywołany do odpowiedzi Murnik obejrzał się w stronę Ivasha, zadając myśliwemu pytanie, którego ten szczerze i szaleńczo się obawiał.
- Co radzisz czynić, chłopcze?
Wątek techniczny
Murnik zapytał konkretnie Ivasha, ale może odpowiedzieć każdy z Was. Ślady doprowadziły Was do skalistej okolicy, konkretnie zaś do wylotu wąskiego krętego wąwozu. Wspinaczka na zewnętrzne ściany wzniesienia jest bardzo trudne, bo o ile pojedyncze osoby sobie z tym poradzą, czterdziestu chłopa najpewniej narobi prędzej czy później zgubnego w skutkach hałasu. Opcją jest wejście do wąwozu w nadziei, że prowadzi on na przeciwną stronę wzniesienia lub w wyższe jego partie albo próba obejścia terenowej przeszkody od północy lub południa, ale nie wiadomo jak daleko trzeba będzie iść i czy przy okazji nie stracicie tropu.
Co doradzacie kajazowi i Murnikowi?
Konie zostawili przy Wiszącej Skale pod opieką dwóch zbrojnych, chociaż Karakov bał się w skrytości ducha, że w przypadku ich spłoszenia dwaj ludzie nie wystarczą, by nad zwierzętami zapanować. Wierzchowce prychały trwożliwie i przebierały nogami od chwili, kiedy jeźdźcy zeskoczyli z ich siodeł, zdenerwowane do granic możliwości trupim odorem lub innym, sobie tylko wiadomym zapachem.
Mężczyźni pozostawili miejsce jatki za plecami, poruszając się w gęstniejącym mroku bez łuczyw i lamp. Ostrza trzymali w pochwach lub owinięte w płaszcze, by nie zdradzić się przedwcześniej błyskiem księżycowego światła odbitego w metalu. Trzej młodzi myśliwi sunęli przodem wiodąc za sobą kajaza i paladyna, zgięci wpół z nosami wręcz przytkniętymi do ziemi, wypatrując najmniejszego śladu mogącego zdradzić kierunek ucieczki zabójców. Poruszali się niczym cienie, bezgłośnie i zwinnie, z właściwą dla swego puszczańskiego rodowodu gracją leśnych przepatrywaczy. Reszta ludzi nadciągała równie cicho ich śladem, starając się nie czynić żadnego hałasu i rozglądając się bacznie dookoła. Pogrążona w ciemnościach puszcza na pogórzu Nyschathy sprawiała złowieszcze wrażenie, smoliście czarne mateczniki zdawały się skrywać w swych ostępach cienie przywodzące na myśl mityczne bestie przyczajone w bezruchu w oczekiwaniu na dogodną do ataku chwilę. Srebrzysty blask Calderu kąpał okolicę w nieziemskiej zwodniczej poświacie, ale światło księżyca nie wystarczyło, by rozjaśnić ciemność lasu i krewniacy musieli z całych sił wytężać bystre oczy, żeby nie zgubić tropu.
Na ich szczęście mordercy najwyraźniej nie spodziewali się pogoni, bo nie zadbali o zatarcie śladów swej obecności. Zryta kopytami kilkunastu koni ziemia dawała się rozpoznać bądź to wzrokiem bądź dotykiem, wiodąc czterdziestu milczących wojowników w głąb labiryntu jarów, wzgórz i leśnych zagajników przeciętych szemrzącymi cicho górskimi strumieniami.
Ivan podniósł głowę ku górze, spojrzał pomiędzy pozbawionymi większości liści konarami drzew na nocny nieboskłon, przesunął spojrzeniem po okrągłej tarczy Calderu. Przez jego umysł przebiegały w szaleńczym tempie wspomnienia wszystkich zasłyszanych dotąd opowieści o grozie księżycowych pełni, o odrażających praktykach dzikich górali czczących Bestię o Wielu Kształtach i o potworach zamieszkujących pierwotne mateczniki Khadoru. Góry Nyschathy stanowiły naturalną granicę pomiędzy Tverkatką i Skirownią i Karakov słyszał, że po ich wschodniej stronie Skirowie poczynali sobie coraz śmielej z wyrębem lasu oraz wydobyciem rud metali, ale okolica przemierzana przez pogrążonych w nienaturalnej ciszy wędrowców należała do wyjątkowo odludnych i dzikich.
Ivash Nazarko uniósł ostrzegawczo rękę i idący w tyle ludzie natychmiast przypadli do ziemi, nieruchomiejąc w jednej chwili w oczekiwaniu na dalsze znaki. Młody Kossyta wycofał się chyłkiem w stronę Murnika, starając się nie gapić się na żadnego z przewodzących wyprawie mężczyzn i spoglądając w przestrzeń gdzieś pomiędzy paladynem i kajazem.
- Wejście do wąwozu, bardzo ciasnego - wyszeptał młodzieniec - W środku ciemno, prawie nic nie widać, ale jest cicho. Wprowadzili tam konie. Naokoło strome skały, gromadą nie sposób się na nie wdrapać.
Nazarko wzdrygnął się lekko na samo wspomnienie czarnego wylotu wąwozu i chociaż w ciemnościach nocy nie sposób było tego dostrzec, młodzieniec nie mógł się oprzeć wrażeniu, że drżenie owo nie uszło uwadze klęczącego obok Ulgana. Ivash przypomniał sobie wyraz nie dość dobrze skrywanej ulgi wyrysowany na twarzach dwóch zbrojnych pozostawionych przy Wiszącej Skale i poczuł na owe wspomnienie rozpaczliwą zazdrość.
- Co robimy? - do uszu Nazarka dobiegł szorstki szept Zareniva. Wywołany do odpowiedzi Murnik obejrzał się w stronę Ivasha, zadając myśliwemu pytanie, którego ten szczerze i szaleńczo się obawiał.
- Co radzisz czynić, chłopcze?
Wątek techniczny
Murnik zapytał konkretnie Ivasha, ale może odpowiedzieć każdy z Was. Ślady doprowadziły Was do skalistej okolicy, konkretnie zaś do wylotu wąskiego krętego wąwozu. Wspinaczka na zewnętrzne ściany wzniesienia jest bardzo trudne, bo o ile pojedyncze osoby sobie z tym poradzą, czterdziestu chłopa najpewniej narobi prędzej czy później zgubnego w skutkach hałasu. Opcją jest wejście do wąwozu w nadziei, że prowadzi on na przeciwną stronę wzniesienia lub w wyższe jego partie albo próba obejścia terenowej przeszkody od północy lub południa, ale nie wiadomo jak daleko trzeba będzie iść i czy przy okazji nie stracicie tropu.
Co doradzacie kajazowi i Murnikowi?
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
20 dzień Golovusu 602 AR, zachodnie pogórze Nyschathy
Volkh zastanwiał się czy ktoś może wie jak długi jest wąwóz, który chcą przebyć oraz jak bardzo śpieszno Zarenivowi.
Jeśli mieli by trochę czasu w zapasie a wąwóz nie byłby zbyt rozległy, mogliby użyć swych kolców w butach i raz-dwa w trymigi, wspiąć się, oblecieć choć jedno zbocze, sprawdzić czy jakaś zasadzka się tam nie kryje i dać znak, że droga wolna. Wydawało mu się mało prawdopodone aby żmijowi słudzy zdawali sobie sprawę z pościgu. Dlatego nie sądził, aby ktokolwiek zaczaił się na nich w jarze, ale ostrożności nigdy nie za dużo. W wąwozie byliby niczym w śmiertelnej pułapce. Postanowił nieśmiało wyłożyć swój koncept zwiadu Zarenivowi i Ulganowi...
Wątek techniczny
Volkh wtrąca nieśmiało swoje trzy okhskie grosze, dzieli się swymi przemyśleniami i sugeruje szybki zwiad, jeśli to możliwe. Może któryś z miejscowych zna te tereny na tyle aby z grubsza przybliżyć rozmiary wąwozu, co mogłoby wpłynąć na decyzję, czy rekonesans ma sens.
Volkh zastanwiał się czy ktoś może wie jak długi jest wąwóz, który chcą przebyć oraz jak bardzo śpieszno Zarenivowi.
Jeśli mieli by trochę czasu w zapasie a wąwóz nie byłby zbyt rozległy, mogliby użyć swych kolców w butach i raz-dwa w trymigi, wspiąć się, oblecieć choć jedno zbocze, sprawdzić czy jakaś zasadzka się tam nie kryje i dać znak, że droga wolna. Wydawało mu się mało prawdopodone aby żmijowi słudzy zdawali sobie sprawę z pościgu. Dlatego nie sądził, aby ktokolwiek zaczaił się na nich w jarze, ale ostrożności nigdy nie za dużo. W wąwozie byliby niczym w śmiertelnej pułapce. Postanowił nieśmiało wyłożyć swój koncept zwiadu Zarenivowi i Ulganowi...
Wątek techniczny
Volkh wtrąca nieśmiało swoje trzy okhskie grosze, dzieli się swymi przemyśleniami i sugeruje szybki zwiad, jeśli to możliwe. Może któryś z miejscowych zna te tereny na tyle aby z grubsza przybliżyć rozmiary wąwozu, co mogłoby wpłynąć na decyzję, czy rekonesans ma sens.
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
- O życie idzie więc trza działać roztropnie. Ja sądzę, że po dwóch łuczników po stromiznach trzeba puścić coby baczenie mieli czy jaka zasadzka się nie szykuje i czy ten wąwóz ino przejściem jest czy też siedzibą tych zbójów. Taki wąwóz to idealne miejsce na zasadzkę więc zwiad jest konieczny. Wyraźne ślady jakie zostawili mogą mieć na celu jeno zwiedzenie naszej czujności. Jeżeli wąwóz okaże się przejściem tych na górze wesprze się jeszcze dziesiątką a reszta ruszy dołem.
Ivash poczuł się szczęśliwy i wyróżniony, że sam murnik pyta go o radę. Starał się mówić pewnie rzeczowo i krótko, coby person znamienitych nie zanudzać wywodami.
Wątek techniczny:
Jak zwykle ktoś mnie uprzedził:P.
Ivash poczuł się szczęśliwy i wyróżniony, że sam murnik pyta go o radę. Starał się mówić pewnie rzeczowo i krótko, coby person znamienitych nie zanudzać wywodami.
Wątek techniczny:
Jak zwykle ktoś mnie uprzedził:P.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
20 dzień Golovusu 602 AR, zachodnie pogórze Nyschathy
Wysłuchawszy opinii tropicieli kajaz przywołał do siebie ruchami rąk obu poruczników i kilku innych rezunów, kucając w okręgu i mówiąc coś do nich ożywionym szeptem. Mężczyźni słuchali w posępnym milczeniu, nie zadając żadnych pytań. Karakov przekręcił się w bok chcąc pochwycić słuchem choćby kilka słów, ale przeszkodził mu w tym Murnik, który ukucnął znienacka pomiędzy trzema młodymi Kossytami.
- Być może to ostatnia sposobność ku temu, by porozmawiać będąc żywymi - powiedział bardzo cicho paladyn - By później nie żałować, że się czegoś nie rzekło, co winno być powiedziane, teraz przyjmijcie podziękowanie za to, żeście ów list z Rorschiku przejęli, a do Zarenivki przynieśli. Nie troskajcie się tym, żeśmy tu za późno dotarli, bo nie widzę w tym waszej winy, prędzej już wolę Praworządcy, by poddać nas ważniejszej próbie. Jeśli któryś z was utraci tej nocy życie, będę się modlił za jego duszę, przysięgam na mój menofiks. Jeśli śmierć dosięgnie mnie, a wy przetrwacie, odnieście mój menofiks, miecz i sygnet do Rorschiku, wraz z bronią i menofiksem mego brata Zarsy.
Paladyn umilkł na chwilę, podniósł głowę spoglądając w rozgwieżdżone przestworza. Młodzieńcy nie ważyli się go niepokoić, więc podążyli w ciszy za wzrokiem swego rozmówcy.
- Pełnia Calderu to wielkie święto dla czcicieli Drapieżcy - Ulgan podjął po chwili swój szeptany wywód - Zwykli w takie noce składać ofiary ze zwierząt, ucztować i malować się krwią, ale ofiara z człowieka zawsze Żmijowi milsza od zwierza. Jeśli jeszcze ów nieszczęśnik wyznawcą jest Stworzyciela, nie ma końca plugawa radość naszego Nieprzyjaciela. Kajaz Zareniv ma dwóch synów, a starszy z nich od kilku lat kapłaństwo praktykuje w Rorschiku. Złożenie w rytualnej ofierze jego młodszego brata to nie tylko wielki dar dla Żmija, ale i obelga dla menickiego kleru. To dlatego zabójcy go uprowadzili. Chcą go zabić na sposób, którego opisu oszczędzę wam dla spokojności dusz waszych.
Wątek techniczny
Postój jeszcze chwilę potrwa, ludzie muszą się napić, uspokoić napięte do granic skołatane nerwy. Wcześniej paladyn zbywał wykrętami Wasze próby podjęcia konwersacji, ale teraz znienacka znalazł się w wyraźnie towarzyskim nastroju, więc jeśli macie jakiekolwiek pytania do niego, może to ostatnia sposobność do przeprowadzenia rozmowy. Ja sam w następnym poście posłużę się serią pytań Deliada z wcześniejszego wpisu oraz pytaniem 8ARTa, Wy zaś możecie w międzyczasie dorzucić coś jeszcze.
Co do samego planu zwiadu, jest wykonalny, ale będzie trudny: nie obejdzie się bez wspinaczki po skałach. Kolce przy butach mogą pomóc, ale to skała, a nie drewno, więc w przypadku dyskretnego poruszania się mogą hałasować zgrzytaniem o zbocze.
Żaden z ludzi Zareniva nie był jeszcze w tej okolicy, za daleko od osady.
Wysłuchawszy opinii tropicieli kajaz przywołał do siebie ruchami rąk obu poruczników i kilku innych rezunów, kucając w okręgu i mówiąc coś do nich ożywionym szeptem. Mężczyźni słuchali w posępnym milczeniu, nie zadając żadnych pytań. Karakov przekręcił się w bok chcąc pochwycić słuchem choćby kilka słów, ale przeszkodził mu w tym Murnik, który ukucnął znienacka pomiędzy trzema młodymi Kossytami.
- Być może to ostatnia sposobność ku temu, by porozmawiać będąc żywymi - powiedział bardzo cicho paladyn - By później nie żałować, że się czegoś nie rzekło, co winno być powiedziane, teraz przyjmijcie podziękowanie za to, żeście ów list z Rorschiku przejęli, a do Zarenivki przynieśli. Nie troskajcie się tym, żeśmy tu za późno dotarli, bo nie widzę w tym waszej winy, prędzej już wolę Praworządcy, by poddać nas ważniejszej próbie. Jeśli któryś z was utraci tej nocy życie, będę się modlił za jego duszę, przysięgam na mój menofiks. Jeśli śmierć dosięgnie mnie, a wy przetrwacie, odnieście mój menofiks, miecz i sygnet do Rorschiku, wraz z bronią i menofiksem mego brata Zarsy.
Paladyn umilkł na chwilę, podniósł głowę spoglądając w rozgwieżdżone przestworza. Młodzieńcy nie ważyli się go niepokoić, więc podążyli w ciszy za wzrokiem swego rozmówcy.
- Pełnia Calderu to wielkie święto dla czcicieli Drapieżcy - Ulgan podjął po chwili swój szeptany wywód - Zwykli w takie noce składać ofiary ze zwierząt, ucztować i malować się krwią, ale ofiara z człowieka zawsze Żmijowi milsza od zwierza. Jeśli jeszcze ów nieszczęśnik wyznawcą jest Stworzyciela, nie ma końca plugawa radość naszego Nieprzyjaciela. Kajaz Zareniv ma dwóch synów, a starszy z nich od kilku lat kapłaństwo praktykuje w Rorschiku. Złożenie w rytualnej ofierze jego młodszego brata to nie tylko wielki dar dla Żmija, ale i obelga dla menickiego kleru. To dlatego zabójcy go uprowadzili. Chcą go zabić na sposób, którego opisu oszczędzę wam dla spokojności dusz waszych.
Wątek techniczny
Postój jeszcze chwilę potrwa, ludzie muszą się napić, uspokoić napięte do granic skołatane nerwy. Wcześniej paladyn zbywał wykrętami Wasze próby podjęcia konwersacji, ale teraz znienacka znalazł się w wyraźnie towarzyskim nastroju, więc jeśli macie jakiekolwiek pytania do niego, może to ostatnia sposobność do przeprowadzenia rozmowy. Ja sam w następnym poście posłużę się serią pytań Deliada z wcześniejszego wpisu oraz pytaniem 8ARTa, Wy zaś możecie w międzyczasie dorzucić coś jeszcze.
Co do samego planu zwiadu, jest wykonalny, ale będzie trudny: nie obejdzie się bez wspinaczki po skałach. Kolce przy butach mogą pomóc, ale to skała, a nie drewno, więc w przypadku dyskretnego poruszania się mogą hałasować zgrzytaniem o zbocze.
Żaden z ludzi Zareniva nie był jeszcze w tej okolicy, za daleko od osady.
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Wątek techniczny
Volkh obiecuje, że spełni prośbę paladyna jeśli zginie i dostarczy menofiksy do Rorschiku.
No to teraz niech Zareniv zdecyduje, czy zaryzykuje życie kilkudziesięciu dla dla życia syna, czy wpierw ruszymy ze zwiadem.
Myślę, jaki by tu można znak dać w razie czego, że droga wolna. Ale taki co można z daleka i bez wszczynania alarmu. Myślałem o płonącej strzale, ale to także znak byłby dla kultystów. Chyba pozostaną odgłosy paszczowe jedynie - hukanie sowy, wycie wilka w jakiejś sekwencji lub coś w ten deseń. Może tam-tam?
albo zaraz skonstruuje dwa telefony komórkowe 
Wchodzi jeszcze opcja: my ruszymy pierwsi górą, a oddział za nami, kierowany naszymi znakami. Gdyby coś się kroiło po drodze, zawsze moglibyśmy ich zatrzymać w bezpiecznej odległości od niebezpieczeństwa...
Mamy jakieś liny w razie czego?
Volkh obiecuje, że spełni prośbę paladyna jeśli zginie i dostarczy menofiksy do Rorschiku.
No to teraz niech Zareniv zdecyduje, czy zaryzykuje życie kilkudziesięciu dla dla życia syna, czy wpierw ruszymy ze zwiadem.
Myślę, jaki by tu można znak dać w razie czego, że droga wolna. Ale taki co można z daleka i bez wszczynania alarmu. Myślałem o płonącej strzale, ale to także znak byłby dla kultystów. Chyba pozostaną odgłosy paszczowe jedynie - hukanie sowy, wycie wilka w jakiejś sekwencji lub coś w ten deseń. Może tam-tam?
Wchodzi jeszcze opcja: my ruszymy pierwsi górą, a oddział za nami, kierowany naszymi znakami. Gdyby coś się kroiło po drodze, zawsze moglibyśmy ich zatrzymać w bezpiecznej odległości od niebezpieczeństwa...
Mamy jakieś liny w razie czego?
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
20 dzień Golovusu 602 AR, zachodnie pogórze Nyschathy
Nazarko chrząknął zakłopotany i w mig pożałował tego chrząknięcia, bo kilku kucających opodal mężczyzn natychmiast obejrzało się w jego stronę z błyskiem przygany w oczach.
- Panie, zechciejcie coś odrzeknąć - wyszeptał młodzieniec - Nad rzeką, nad Voranem... jakeście Ivanowi ranę wyleczyli przez macanie... to było tak jak w legendach rzekają? Że Murnicy dotykiem leczyć potrafią? A jak to czynicie? I jak się tego wyuczyć?
Ulgan wydał z siebie niezrozumiały dźwięk i dopiero po krótkiej chwili do Ivasha dotarło, że paladyn zdławił w zarodku cichy chichot.
- Tego nie sposób się wyuczyć, synu - powiedział szarooki rycerz Menotha - Ten dar zsyła Pan, wraz z innymi darami dla tych, którzy uznani zostali za godnych czynienia cudów w imię Stworzyciela.
- A jak się doprosić takiego daru? - nie ustępował Nazarko, uczepiwszy się wspomnienia leczącego ranę Murnika niczym rzep psiego ogona - Trza się dużo modlić?
- Trza wielu lat ciężkich wyrzeczeń - odparł paladyn - Pokuty, umartwiania, czynienia świętej powinności i niewzruszonej wiary... a i wówczas nie każden dostępuje takowego zaszczytu...
Przysłuchujący się szeptanej rozmowie Volkh pomyślał znienacka o czymś innym, co dotąd nie dawało mu spokoju.
- A skąd u was takowa pewność, że te rany u pomordowanych żmijowi wyznawcy poczynili? - zapytał - Przecie ktoś mógł ich po dwukroć dźgać, raz za razem.
- Nie, to ślady po kleftach - pokręcił głową Murnik, a Karakov ku zaskoczeniu Wilimova poparł paladyna pomrukiem aprobaty.
- A tobie skąd to wiadome, co? - rzucił w stronę kuzyna Volkh.
- Słyszał żem raz jak w karczmie myśliwi gadali, co kupców ze Skirovu chronili - wzruszył ramionami Ivan - Mówili oni, że ci, co w górach ze żmijowym pomiotem żyją za panbrat, mają włócznie abo miecze o rozszczepionych ostrzach, niby na wężowe podobieństwo.
- To klefty - powtórzył Jaremi Ulgan - Podwójne ostrza, które rozdwojoną klingą mają oddawać cześć rozdwojonemu językowi Żmija. Znam ja dobrze takie rany, a twój druh się nie omylił.
Wątek techniczny
Cóż, leczenie dotykiem ewidentnie nie jest sztuczką jakiej Ivash mógłby się wyuczyć w trakcie tej konkretnej sesji. Wilimov dostał stosowne objaśnienie w temacie ran i tu mała ciekawostka. Zanim przetestowałem Waszą Roztropność, napisałem sobie cztery różne hipotezy na temat narzędzia zbrodni, o progach trudności 5, 10, 15, 20. Im lepszy był wynik, tym trafniejsza konkluzja BG, a najgorszy rzut wręcz wprowadzał w błąd nietrafną dedukcją.
Inne pytania?
Nazarko chrząknął zakłopotany i w mig pożałował tego chrząknięcia, bo kilku kucających opodal mężczyzn natychmiast obejrzało się w jego stronę z błyskiem przygany w oczach.
- Panie, zechciejcie coś odrzeknąć - wyszeptał młodzieniec - Nad rzeką, nad Voranem... jakeście Ivanowi ranę wyleczyli przez macanie... to było tak jak w legendach rzekają? Że Murnicy dotykiem leczyć potrafią? A jak to czynicie? I jak się tego wyuczyć?
Ulgan wydał z siebie niezrozumiały dźwięk i dopiero po krótkiej chwili do Ivasha dotarło, że paladyn zdławił w zarodku cichy chichot.
- Tego nie sposób się wyuczyć, synu - powiedział szarooki rycerz Menotha - Ten dar zsyła Pan, wraz z innymi darami dla tych, którzy uznani zostali za godnych czynienia cudów w imię Stworzyciela.
- A jak się doprosić takiego daru? - nie ustępował Nazarko, uczepiwszy się wspomnienia leczącego ranę Murnika niczym rzep psiego ogona - Trza się dużo modlić?
- Trza wielu lat ciężkich wyrzeczeń - odparł paladyn - Pokuty, umartwiania, czynienia świętej powinności i niewzruszonej wiary... a i wówczas nie każden dostępuje takowego zaszczytu...
Przysłuchujący się szeptanej rozmowie Volkh pomyślał znienacka o czymś innym, co dotąd nie dawało mu spokoju.
- A skąd u was takowa pewność, że te rany u pomordowanych żmijowi wyznawcy poczynili? - zapytał - Przecie ktoś mógł ich po dwukroć dźgać, raz za razem.
- Nie, to ślady po kleftach - pokręcił głową Murnik, a Karakov ku zaskoczeniu Wilimova poparł paladyna pomrukiem aprobaty.
- A tobie skąd to wiadome, co? - rzucił w stronę kuzyna Volkh.
- Słyszał żem raz jak w karczmie myśliwi gadali, co kupców ze Skirovu chronili - wzruszył ramionami Ivan - Mówili oni, że ci, co w górach ze żmijowym pomiotem żyją za panbrat, mają włócznie abo miecze o rozszczepionych ostrzach, niby na wężowe podobieństwo.
- To klefty - powtórzył Jaremi Ulgan - Podwójne ostrza, które rozdwojoną klingą mają oddawać cześć rozdwojonemu językowi Żmija. Znam ja dobrze takie rany, a twój druh się nie omylił.
Wątek techniczny
Cóż, leczenie dotykiem ewidentnie nie jest sztuczką jakiej Ivash mógłby się wyuczyć w trakcie tej konkretnej sesji. Wilimov dostał stosowne objaśnienie w temacie ran i tu mała ciekawostka. Zanim przetestowałem Waszą Roztropność, napisałem sobie cztery różne hipotezy na temat narzędzia zbrodni, o progach trudności 5, 10, 15, 20. Im lepszy był wynik, tym trafniejsza konkluzja BG, a najgorszy rzut wręcz wprowadzał w błąd nietrafną dedukcją.
Inne pytania?
-
Araven
- Reactions:
- Posty: 8334
- Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 1 time
Żmijowi cześć oddają tylko ludzie, górale znaczy? Czy mamy się przygotować na jakoweś monstra? Powiedźcie szczerze Murniku, czy mamy szanse odbić młodego Zareniva?
Techniczny:
A taka kolczuga to ile premii do OB daje? Znaczy paladyńska. Ciekaw jestem.
Techniczny:
A taka kolczuga to ile premii do OB daje? Znaczy paladyńska. Ciekaw jestem.
Ostatnio zmieniony 10 marca 2012, 09:53 przez Araven, łącznie zmieniany 1 raz.