PBF - Podstępna rubież
-
Araven
- Reactions:
- Posty: 8334
- Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 1 time
Leon zamontuj te wycieraczki w pikapie ok? Ciekawe czy te cwaniaki z Południa, wystrzelają się wzajemnie z czarnymi żmijami. Kawał drogi do tych skarbów....
Ostatnio zmieniony 19 kwietnia 2012, 23:00 przez Araven, łącznie zmieniany 1 raz.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Princeton, 6 maja 2055
Jak się szybko okazało, wieczorne zebranie w białym domostwie w centrum Princeton przeznaczone było dla garstki najemników z najświeższego poboru. Pośród trzydziestki stojących z napiętymi minami mężczyzn i kobiet próżno byłoby doszukiwać się przedstawicieli renomowanych bojówek, była to bowiem malownicza zbieranina obieżyświatów, złomiarzy i autostradowych grasantów, przy których Radeford i jego przyjaciele jawili się iście niczym misjonarz i jego ministranci. Konwersacja zdecydowanie się nie kleiła, bo każdy łypał na sąsiadów nieprzyjaznym wzrokiem, nieufnie taksując resztę najemników spojrzeniami zarezerwowanymi dla kogoś zdecydowanie od siebie gorszego.
Alan Sutherland kazał na siebie czekać ponad pół godziny, bez wątpienia okazując w ten sposób z rozmysłem swój stosunek do czekających w sali gimnastycznej dawnej szkoły wasali. Przyszedł w towarzystwie nieodłącznego widać Tysona, barczystego łysonia w barwach Czarnych Żmii oraz niskiego człowieka o smagłej skórze, którego kurierzy poznali już z widzenia przed biurem konstabla w Peterstown. Cała czwórka wspięła się na podest z desek przerzuconych przez dwa zbite byle jak z klocków kozły i pomieszczeniu natychmiast zapadła dźwięcząca w uszach cisza.
- Przyjaciele, cieszę się na wasz widok! - uśmiechnął się do szczętu fałszywie Sutherland, wodząc z zadowoleniem wzrokiem po wpiętych w ubrania słuchaczy metalowych odznakach - Dołączyliście do nas w ostatniej chwili, ale to nie znaczy, że jesteście gorsi!
Wilson nie mógł się oprzeć wrażeniu, że przedstawiciel Czarnych Żmii z trudem powstrzymał się od parsknięcia śmiechem, ale naturalnie mogło mu się to tylko wydawać. Smagłoskóry mężczyzna z przewieszonym przez plecy AK-74 spoglądał na tłumek wypranym z wszelkich emocji wzrokiem.
- Niektórzy z was pewnie już to wiedzą, ale powtórzę raz jeszcze. Wyjeżdżamy na żniwa do Lexington! Trzysta mil stąd na zachód leży miasto, które tylko czeka na splądrowanie! Mamy mocną ekipę, sprzęt i uzbrojenie i zamierzamy wywieźć stamtąd wszystko, co tylko udźwigniemy! Jeśli chcecie się dorobić, dobrze trafiliście, bo za parę tygodni wrócą stamtąd tylko bogacze!
Przez gromadę szabrowników, podrzynaczy gardeł i włóczęgów obu płci przebiegły pierwsze nieśmiałe wiwaty, zdławione w zarodku uniesioną prawicą Sutherlanda.
- Pamiętajcie, że pracujecie dla mnie, a nie na własną rękę! - obwieścił młody baron - To ja i moi zastępcy wyceniają wartość znalezisk i dzielą łupy! To ja i oni wydajemy rozkazy, którym bezwzględnie będziecie podlegali. Jeśli ktoś z was ma lepkie ręce i nie lubi się słuchać, może od razu wypierdalać, tam są drzwi! Kto z nami wyjedzie i zacznie mi robić koło pióra na miejscu, dostanie kulę w łeb i wyląduje w pierwszym napotkanym dole! Dowodzę tu ja, a kiedy mnie nie będzie widać, macie się słuchać Tysona, pułkownika Fullera i hegemona Vasqueza. Czy mówię w sposób dostatecznie zrozumiały?
Wątek techniczny
Nie wiadomo co prawda, czy mówca w ogóle dopuści opcję zadawania pytań przez publiczność, ale jeśli jakieś macie i nie obawiacie się ich zadać, możecie zawczasu przygotować mi je w trybie technicznym, żebym miał co wkomponować w treść następnych fabularek.
Jak się szybko okazało, wieczorne zebranie w białym domostwie w centrum Princeton przeznaczone było dla garstki najemników z najświeższego poboru. Pośród trzydziestki stojących z napiętymi minami mężczyzn i kobiet próżno byłoby doszukiwać się przedstawicieli renomowanych bojówek, była to bowiem malownicza zbieranina obieżyświatów, złomiarzy i autostradowych grasantów, przy których Radeford i jego przyjaciele jawili się iście niczym misjonarz i jego ministranci. Konwersacja zdecydowanie się nie kleiła, bo każdy łypał na sąsiadów nieprzyjaznym wzrokiem, nieufnie taksując resztę najemników spojrzeniami zarezerwowanymi dla kogoś zdecydowanie od siebie gorszego.
Alan Sutherland kazał na siebie czekać ponad pół godziny, bez wątpienia okazując w ten sposób z rozmysłem swój stosunek do czekających w sali gimnastycznej dawnej szkoły wasali. Przyszedł w towarzystwie nieodłącznego widać Tysona, barczystego łysonia w barwach Czarnych Żmii oraz niskiego człowieka o smagłej skórze, którego kurierzy poznali już z widzenia przed biurem konstabla w Peterstown. Cała czwórka wspięła się na podest z desek przerzuconych przez dwa zbite byle jak z klocków kozły i pomieszczeniu natychmiast zapadła dźwięcząca w uszach cisza.
- Przyjaciele, cieszę się na wasz widok! - uśmiechnął się do szczętu fałszywie Sutherland, wodząc z zadowoleniem wzrokiem po wpiętych w ubrania słuchaczy metalowych odznakach - Dołączyliście do nas w ostatniej chwili, ale to nie znaczy, że jesteście gorsi!
Wilson nie mógł się oprzeć wrażeniu, że przedstawiciel Czarnych Żmii z trudem powstrzymał się od parsknięcia śmiechem, ale naturalnie mogło mu się to tylko wydawać. Smagłoskóry mężczyzna z przewieszonym przez plecy AK-74 spoglądał na tłumek wypranym z wszelkich emocji wzrokiem.
- Niektórzy z was pewnie już to wiedzą, ale powtórzę raz jeszcze. Wyjeżdżamy na żniwa do Lexington! Trzysta mil stąd na zachód leży miasto, które tylko czeka na splądrowanie! Mamy mocną ekipę, sprzęt i uzbrojenie i zamierzamy wywieźć stamtąd wszystko, co tylko udźwigniemy! Jeśli chcecie się dorobić, dobrze trafiliście, bo za parę tygodni wrócą stamtąd tylko bogacze!
Przez gromadę szabrowników, podrzynaczy gardeł i włóczęgów obu płci przebiegły pierwsze nieśmiałe wiwaty, zdławione w zarodku uniesioną prawicą Sutherlanda.
- Pamiętajcie, że pracujecie dla mnie, a nie na własną rękę! - obwieścił młody baron - To ja i moi zastępcy wyceniają wartość znalezisk i dzielą łupy! To ja i oni wydajemy rozkazy, którym bezwzględnie będziecie podlegali. Jeśli ktoś z was ma lepkie ręce i nie lubi się słuchać, może od razu wypierdalać, tam są drzwi! Kto z nami wyjedzie i zacznie mi robić koło pióra na miejscu, dostanie kulę w łeb i wyląduje w pierwszym napotkanym dole! Dowodzę tu ja, a kiedy mnie nie będzie widać, macie się słuchać Tysona, pułkownika Fullera i hegemona Vasqueza. Czy mówię w sposób dostatecznie zrozumiały?
Wątek techniczny
Nie wiadomo co prawda, czy mówca w ogóle dopuści opcję zadawania pytań przez publiczność, ale jeśli jakieś macie i nie obawiacie się ich zadać, możecie zawczasu przygotować mi je w trybie technicznym, żebym miał co wkomponować w treść następnych fabularek.
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Watek techniczny
A ja sie zastanawiam ila autami dysponuje Sutherland. Dwustu ludzi to musi byc conajmniej kilkadziesiat aut, zapakowanych ludzmi, ich sprzetem, kanistrami itp. A gdzie miejsce na fanty? Bo mam przeczucie, ze jak juz przeszukamy i zapakujemy wszystko na auta to Sutherland pozbedzie sie niepotrzebnego balastu w postaci bandy najemnikow i wypieprzy nam jakims sarinem, tudziez celna seria z wkm na vanie. Potem za fajerami aut zasiada np czarne zmije i wywioza wszystko grzecznie do federacji. Moze sie nas pozbyc nawet po powrocie. W koncu zawsze kilku ludzi moze przydac sie do ewentualnej ochrony fantow. Coraz mniej podoba mi sie ta impreza...
A ja sie zastanawiam ila autami dysponuje Sutherland. Dwustu ludzi to musi byc conajmniej kilkadziesiat aut, zapakowanych ludzmi, ich sprzetem, kanistrami itp. A gdzie miejsce na fanty? Bo mam przeczucie, ze jak juz przeszukamy i zapakujemy wszystko na auta to Sutherland pozbedzie sie niepotrzebnego balastu w postaci bandy najemnikow i wypieprzy nam jakims sarinem, tudziez celna seria z wkm na vanie. Potem za fajerami aut zasiada np czarne zmije i wywioza wszystko grzecznie do federacji. Moze sie nas pozbyc nawet po powrocie. W koncu zawsze kilku ludzi moze przydac sie do ewentualnej ochrony fantow. Coraz mniej podoba mi sie ta impreza...
Leon wyciągnął skrzynkę z narzedziami i radośnie pogwizdując zabrał się za montaż wycieraczek.Kiedy skończył zwrócił sie do Ebenezera
-Wiem tyle co i Wy,jestem na jego żołdzie godzine dłuzej.Sam nie wiem co myśleć.Byłem święcie przekonany że to będzie normalna robota.Trasa od punktu A do B,cos przewieżć,skasować za usługe i tyle.Tymczasem dowiaduję się że idziemy na wojne.
Na razie nie wydziwiam bo gambelki się przydadzą,biedny jestem jak mysz kościelna...bez urazy,księżulo-
wyszczerzył sie do kaznodziei
-Wiem tyle co i Wy,jestem na jego żołdzie godzine dłuzej.Sam nie wiem co myśleć.Byłem święcie przekonany że to będzie normalna robota.Trasa od punktu A do B,cos przewieżć,skasować za usługe i tyle.Tymczasem dowiaduję się że idziemy na wojne.
Na razie nie wydziwiam bo gambelki się przydadzą,biedny jestem jak mysz kościelna...bez urazy,księżulo-
wyszczerzył sie do kaznodziei
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
Mów mi wielebny, wszyscy tak się do mnie zwracają. Uważaj jedynie żeby pogoń za gamblami nie przytłumiła zdrowego rozsądku. Wyglądasz na porządnego człowieka. Trzymaj się z nami, będziesz miał większe szanse na przeżycie. Jack i Paul to ludzie sprawdzeniu w krzyżowym ogniu karabinów maszynowych. Nie zawiedli nigdy, tak jak i ja.
Wątek techniczny:
Muszę porozmawiać z Alanem na osobności. Ebenezer ma zamiar zająć się opieką duchową tego przedsięwzięcia. Oczywiście za wiedzą i zgodą Sutherlanda i tak żeby wyglądało to, na jego polecenie. Kanony mojej wiary będą mu na rękę, będą jednoczyć całą grupę i wskażą im wspólne cele. Jednocześnie będą szkalować złodziei i oszustów. Chcę nadać całemu przedsięwzięci charakter wyprawy krzyżowej w celu odzyskanie ziemi świętej. Odebrania molochowi artefaktów ludzkości ze splugawionego miasta. Delikatnie zaostrzę konkurencję między Czarnymi Żmijami - templariuszami, a hegemonią Vasqeza - krzyżowcami. Będzie ciekawie
Wątek techniczny:
Muszę porozmawiać z Alanem na osobności. Ebenezer ma zamiar zająć się opieką duchową tego przedsięwzięcia. Oczywiście za wiedzą i zgodą Sutherlanda i tak żeby wyglądało to, na jego polecenie. Kanony mojej wiary będą mu na rękę, będą jednoczyć całą grupę i wskażą im wspólne cele. Jednocześnie będą szkalować złodziei i oszustów. Chcę nadać całemu przedsięwzięci charakter wyprawy krzyżowej w celu odzyskanie ziemi świętej. Odebrania molochowi artefaktów ludzkości ze splugawionego miasta. Delikatnie zaostrzę konkurencję między Czarnymi Żmijami - templariuszami, a hegemonią Vasqeza - krzyżowcami. Będzie ciekawie
Ostatnio zmieniony 20 kwietnia 2012, 09:23 przez deliad, łącznie zmieniany 1 raz.