Techniczny:apteka jest na rogu kolo jednego z dwoch glownych wejsc;
1) ma jedno czy dwa wejscia?
2)okno wystawowe jest?
3)z czego sa wykonane scianki dzialowe miedzy sklepami?
Szary skulił się za regałem,obrzucając aptekę wzrokiem w poszukiwaniu potencjalnych wyjść.Jednocześnie wsluchiwał sie w odgłosy dobiegające z wnętrza marketu.Znalezisko wepchnał w jedną z kieszeni plecaka.Wymacał większy kawałek gruzu i nie wychylając się zza regału zbyt mocno cisnął kamień w kierunku głównego wejścia jednocześnie obserwując przejscie/a do apteki.
W myslach kołatało mu sie w kółko jedno słowo:
-K...a!K...a!K...a!K...a!K...a!K...a!
PBF - Podstępna rubież
Zbaraniałym wzrokiem błądził po stercie zwierzęcych trucheł. Rozpoznawał kilka gatunków ale część była w stanie daleko posuniętego rozkładu, nie dając możliwości przypisania do jakiegokolwiek stworzenia. Fetor gnijącego mięsa przyprawiał o mdłości, dając chwilę wytchnienia gdy wiatr wiał w przeciwną stronę. Wpatrywał się uważnie chcąc dojrzeć coś co mogło przypominać człowieka. Dziwiła złożona na pustkowia tak wielka pryzma składająca się z samych zwierząt.
- O ja pierd... - rzucił cicho przez zaciśnięte zęby przykładając rękaw kurtki dla ochrony przed smrodem - Co to jest? Jakaś składnica części zamiennych, czy deser dla kogoś...
Jack drgnął gdy dotarł do niego sens dziwnych dźwięków wydobywających się spod kurtki. Wyciągnął radio popatrując nań niepewnie.
- Jeszcze to... - wskazał radio Kaznodziei i zaczął gmerać w przyciskach starając się przestroić je na odpowiednią częstotliwość - Zobaczymy, może uda się coś w tym szumie wyłapać.
Staram się wyłapać te popiskiwania, może coś da się "podsłuchać".
W razie czego, broń w pogotowiu i staram się zbliżyć ostrożnie do sterty, uważając żeby nie dziobnęło mnie jakieś ptaszysko. Intrygująca jest owa siatka. Ale nie dotykam jej, być może jest pod napięciem. Wypatruję oznak spalenizny na truchłach martwych ptaków, obserwuję również czy owe pożywiające się siadają i jedzą czy po zetknięciu z siatką nie "świecą".
- O ja pierd... - rzucił cicho przez zaciśnięte zęby przykładając rękaw kurtki dla ochrony przed smrodem - Co to jest? Jakaś składnica części zamiennych, czy deser dla kogoś...
Jack drgnął gdy dotarł do niego sens dziwnych dźwięków wydobywających się spod kurtki. Wyciągnął radio popatrując nań niepewnie.
- Jeszcze to... - wskazał radio Kaznodziei i zaczął gmerać w przyciskach starając się przestroić je na odpowiednią częstotliwość - Zobaczymy, może uda się coś w tym szumie wyłapać.
Staram się wyłapać te popiskiwania, może coś da się "podsłuchać".
W razie czego, broń w pogotowiu i staram się zbliżyć ostrożnie do sterty, uważając żeby nie dziobnęło mnie jakieś ptaszysko. Intrygująca jest owa siatka. Ale nie dotykam jej, być może jest pod napięciem. Wypatruję oznak spalenizny na truchłach martwych ptaków, obserwuję również czy owe pożywiające się siadają i jedzą czy po zetknięciu z siatką nie "świecą".
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
- I powiedział Pan "w obliczu wroga jednoczył się będziesz". Jack wracaj na motor. Szybko. Co może pragnąć śmierci wszystkiego co żywe? To może być robota tworów Molocha. Wracamy, musimy ostrzec resztę. To może być też pułapka na tych co podążą za ptakami. Sprawdzi co to za nowa częstotliwość.
Wątek techniczny:
Wracamy czym prędzej do reszty. Rozdzielenie się może oznaczać śmierć.
Wątek techniczny:
Wracamy czym prędzej do reszty. Rozdzielenie się może oznaczać śmierć.
Ostatnio zmieniony 26 kwietnia 2012, 20:41 przez deliad, łącznie zmieniany 1 raz.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Walmart w Hurricane, 7 maja 2055
Ciśnięty płaskim łukiem kamień odbił się od futryny drzwi apteki, zniknął w półmroku przejścia do głównych kas uderzając z trzaskiem w podłogę. Echo tego dźwięku zabrzmiało w uszach poddenerwowanego Szarego niczym pistoletowy wystrzał. Ogromna hala budowli wydawała się teraz królestwem złowróżbnych cieni , gdzie niewidzialna groza wyzierała z każdego kąta.
Stalker zorientował się, że w ściance działowej apteki musiała być dziura, kiedy wyczuł, że coś za nim stoi. Kucał za przesuniętym w stronę środka apteki regałem pewien, że obserwuje kątem oka obydwa wejścia do działu farmakologicznego, gotów na pierwszą oznakę zagrożenia przerzucić lufę M16A2 w tę stronę, z której miało nadejść niebezpieczeństwo.
Cisza, która zapadła po ciśnięciu kamieniem wciąż trwała, ale skulony mężczyzna poczuł znienacka podnoszące się na karku włoski. Zesztywniał jeszcze bardziej nie mogąc się oprzeć przemożnemu wrażeniu, że ktoś się za nim znalazł, chociaż w zwykły sposób nie miałby możliwości się tam dostać. Albo gdzieś w działowej ściance za rzędem regałów była dziura albo ów ktoś opuścił się za plecy Stalkera z góry na podobieństwo pająka...
Te i inne szaleńcze myśli przemknęły przez umysł skamieniałego mężczyzny przypominając wartki potok oderwanych od siebie obrazów, podsycanych dziką wyobraźnią.
I wtedy kucający w bezruchu, skulony w kłębek Szary poczuł na karku leciutki ciepły oddech.
Wątek techniczny
Coś znalazło się tuż za plecami Szarego, chociaż teoretycznie nie miało możliwości go zajść - tak przynajmniej Stalker sądził. Wyobraźcie to sobie jak klasyczną scenę w filmie grozy: skamieniały człowiek i przyczajony tuż za nim "ktoś", kto właśnie zaczął mu dyszeć na karku!
I co teraz zrobi Szary?
Ciśnięty płaskim łukiem kamień odbił się od futryny drzwi apteki, zniknął w półmroku przejścia do głównych kas uderzając z trzaskiem w podłogę. Echo tego dźwięku zabrzmiało w uszach poddenerwowanego Szarego niczym pistoletowy wystrzał. Ogromna hala budowli wydawała się teraz królestwem złowróżbnych cieni , gdzie niewidzialna groza wyzierała z każdego kąta.
Stalker zorientował się, że w ściance działowej apteki musiała być dziura, kiedy wyczuł, że coś za nim stoi. Kucał za przesuniętym w stronę środka apteki regałem pewien, że obserwuje kątem oka obydwa wejścia do działu farmakologicznego, gotów na pierwszą oznakę zagrożenia przerzucić lufę M16A2 w tę stronę, z której miało nadejść niebezpieczeństwo.
Cisza, która zapadła po ciśnięciu kamieniem wciąż trwała, ale skulony mężczyzna poczuł znienacka podnoszące się na karku włoski. Zesztywniał jeszcze bardziej nie mogąc się oprzeć przemożnemu wrażeniu, że ktoś się za nim znalazł, chociaż w zwykły sposób nie miałby możliwości się tam dostać. Albo gdzieś w działowej ściance za rzędem regałów była dziura albo ów ktoś opuścił się za plecy Stalkera z góry na podobieństwo pająka...
Te i inne szaleńcze myśli przemknęły przez umysł skamieniałego mężczyzny przypominając wartki potok oderwanych od siebie obrazów, podsycanych dziką wyobraźnią.
I wtedy kucający w bezruchu, skulony w kłębek Szary poczuł na karku leciutki ciepły oddech.
Wątek techniczny
Coś znalazło się tuż za plecami Szarego, chociaż teoretycznie nie miało możliwości go zajść - tak przynajmniej Stalker sądził. Wyobraźcie to sobie jak klasyczną scenę w filmie grozy: skamieniały człowiek i przyczajony tuż za nim "ktoś", kto właśnie zaczął mu dyszeć na karku!
I co teraz zrobi Szary?
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Salon Chevroleta w Hurricane, 7 maja 2055
Wnętrze salonu było ciemne i cuchnęło stęchlizną, której źródło stanowiły przegniłe podłogowe wykładziny. W kątach piętrzyły się połamane plastikowe meble, ale uwagę Leona przykuły natychmiast metalowe szafki wystawowe tkwiące wciąż na swoich oryginalnych miejscach pod jedną ze ścian głównego pomieszczenia. Badawczy wzrok mężczyzny wypatrzył kilka interesujących kształtów tkwiących w częściowo ciągle przeszklonych regałach.
Pokryte grubą warstwą kurzu samochodowe odtwarzacze DVD i MP3 sprawiały wrażenie nieuszkodzonych, chociaż Leon świadom był tego, że dziesiątki lat mogły bezpowrotnie zniszczyć wilgocią ich elektroniczne podzespoły. Tych samych obaw nie podzielał natomiast w stosunku do kilku samochodowych żarówek, nienaruszonych i spoczywających wciąż w swoich oryginalnych opakowaniach. Leżący obok połamanego biurka komputer stanowił opłakany widok nie będąc już niczym więcej od kupy bezużytecznego złomu, ale jego klawiatura wyglądała na nieuszkodzoną.
Kennedy nie specjalizował się wyłącznie w szukaniu samochodowych części, zarabiał na każdym znalezisku, które ktoś inny mógłby chcieć kupić. W zwykłych okolicznościach przetrząsnąłby przede wszystkim szuflady biurek i szafki personelu, szukając ładowarek do telefonów, zegarków, płyt muzycznych, długopisów i wciąż szczelnych puszek z napojami gazowanymi, ale odkryty na parkingu strzęp ludzkiego ciała wyprowadził go z równowagi.
Stopień rozkładu zwłok sugerował zgon sprzed czterech lub pięciu dni. Leon gotów był założyć, że ofiara wędrowała autostradą w sobie tylko znanym kierunku i celu, a na obrzeżu Hurricane padła ofiarą jakiegoś drapieżnika; jednego z wielu jakie grasowały na pustkowiach. Kennedy nie wiedział natomiast czegoś, za znajomość czego sporo by oddał: czy ów drapieżnik już się wyniósł z okolicy?
Trzymając obrzyna prawą ręką wyciągnął lewą dłoń w stronę drzwi wiodących do jednego z pomieszczeń na zapleczu salonu, przekręcił klamkę i otworzył je ostrożnie. W środku panowała niemal całkowita ciemność, rozjaśniana wąskimi promieniami światła dziennego wpadającego do środka przez pęknięcia w suficie. Wciąż czujny Leon uśmiechnął się niemal wbrew sobie samemu dostrzegając w mroku rzędy metalowych szaf i przekroczył próg pomieszczenia.
I dostrzegł ciemny człekokształtny cień tkwiący w złowróżbnym bezruchu w rogu tuż przy drzwiach, wyciągający w jego stronę groteskowe wykrzywione kończyny!
Wątek techniczny
Żadnych skomplikowanych deklaracji, żadnych rozwiniętych opisów fabularnych! Decyzja podjęta w jednej sekundzie! Co robi Leon?! Strzela, ucieka, wrzeszczy, rzuca się cieniowi w ramiona?!
Wnętrze salonu było ciemne i cuchnęło stęchlizną, której źródło stanowiły przegniłe podłogowe wykładziny. W kątach piętrzyły się połamane plastikowe meble, ale uwagę Leona przykuły natychmiast metalowe szafki wystawowe tkwiące wciąż na swoich oryginalnych miejscach pod jedną ze ścian głównego pomieszczenia. Badawczy wzrok mężczyzny wypatrzył kilka interesujących kształtów tkwiących w częściowo ciągle przeszklonych regałach.
Pokryte grubą warstwą kurzu samochodowe odtwarzacze DVD i MP3 sprawiały wrażenie nieuszkodzonych, chociaż Leon świadom był tego, że dziesiątki lat mogły bezpowrotnie zniszczyć wilgocią ich elektroniczne podzespoły. Tych samych obaw nie podzielał natomiast w stosunku do kilku samochodowych żarówek, nienaruszonych i spoczywających wciąż w swoich oryginalnych opakowaniach. Leżący obok połamanego biurka komputer stanowił opłakany widok nie będąc już niczym więcej od kupy bezużytecznego złomu, ale jego klawiatura wyglądała na nieuszkodzoną.
Kennedy nie specjalizował się wyłącznie w szukaniu samochodowych części, zarabiał na każdym znalezisku, które ktoś inny mógłby chcieć kupić. W zwykłych okolicznościach przetrząsnąłby przede wszystkim szuflady biurek i szafki personelu, szukając ładowarek do telefonów, zegarków, płyt muzycznych, długopisów i wciąż szczelnych puszek z napojami gazowanymi, ale odkryty na parkingu strzęp ludzkiego ciała wyprowadził go z równowagi.
Stopień rozkładu zwłok sugerował zgon sprzed czterech lub pięciu dni. Leon gotów był założyć, że ofiara wędrowała autostradą w sobie tylko znanym kierunku i celu, a na obrzeżu Hurricane padła ofiarą jakiegoś drapieżnika; jednego z wielu jakie grasowały na pustkowiach. Kennedy nie wiedział natomiast czegoś, za znajomość czego sporo by oddał: czy ów drapieżnik już się wyniósł z okolicy?
Trzymając obrzyna prawą ręką wyciągnął lewą dłoń w stronę drzwi wiodących do jednego z pomieszczeń na zapleczu salonu, przekręcił klamkę i otworzył je ostrożnie. W środku panowała niemal całkowita ciemność, rozjaśniana wąskimi promieniami światła dziennego wpadającego do środka przez pęknięcia w suficie. Wciąż czujny Leon uśmiechnął się niemal wbrew sobie samemu dostrzegając w mroku rzędy metalowych szaf i przekroczył próg pomieszczenia.
I dostrzegł ciemny człekokształtny cień tkwiący w złowróżbnym bezruchu w rogu tuż przy drzwiach, wyciągający w jego stronę groteskowe wykrzywione kończyny!
Wątek techniczny
Żadnych skomplikowanych deklaracji, żadnych rozwiniętych opisów fabularnych! Decyzja podjęta w jednej sekundzie! Co robi Leon?! Strzela, ucieka, wrzeszczy, rzuca się cieniowi w ramiona?!