PBF - Drapieżna ekstaza
-
Araven
- Reactions:
- Posty: 8334
- Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 1 time
Panie Tolsov a nie znacie tu kogoś coby nam dał jakieś godziwe zajęcie? Pewnie, że w piecu napalimy, nalewki chętnie skosztujemy.
Ostatnio zmieniony 29 kwietnia 2012, 22:10 przez Araven, łącznie zmieniany 1 raz.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
14 dzień Martusu 602 AR, Cherov na Dronie
Trzaskające w kominku szczapy drewna wypełniły ciepłem płomieni wnętrze gościnnego pokoju, rozgrzewając zziębnięte ciała młodych Kossytów i budząc w nich błogie rozleniwienie potęgowane dolewanym do kubków ziołowym napojem, wybornie parującym i doskonale pachnącym.
- I sam żeś to wymyślił, synku? - zapytał gospodarz, kiedy poproszony o wyjaśnienia Volkh skończył mu już demonstrować zmyślny mechanizm zakładanych na buty obejm ze szpikulcami - Bardzo sprytne, a i praktyczne. Ktoś cię przyuczał do robienia takowych rzeczy?
- Samoukiem jestem, proszę pana - odrzekł skromnie Wilimov, w skrytości ducha wniebowzięty tym, że ktoś zechciał pochwalić jego wynalazek - Trochę żem podglądał jak w wojsku mechanicy różne rzeczy w kuźniach robili, a insze sam wymyślam.
- Strasznie dużo wymyśla - potwierdził Ivash siorbiąc parzący go w język napój - Najlepsiej to nic by nie robił, jeno myślał. Aż strach bierze, że mu się kiedyś od nadmiaru tego pomyślunku cosik w łepetynie poprzestawia.
Starszy Khard pokiwał głową z pobłażliwym uśmiechem, ale zaraz spoważniał gładząc czubkami palców krawędź dębowego blatu.
- Iście mi mojego synowca przypominasz, Volkhu - oznajmił spoglądając na Wilimova - On też miał głowę do takowych wynalazków, tedy lata temu do KMA wstąpił i robi tam teraz karierę. Rzadko do domu pisuje, a nie przyjeżdża już wcale...
- Karierę robi? - powtórzył obcobrzmiące słowo Ivash, smakując je niczym kawałek nieznanego sobie owocu - A te kariery to niby co takiego?
- Znaczy się, że jest tam kimś ważnym - wyjaśnił Tolsov - Khadoriańskie Manufaktorium Akademickie to nie byle co, to nie jakiś tam Vislovski i jego żelazne strzelby ani nawet Blaustyvna i ich parowozy. Manufaktorium pracuje dla dworu, królowa częstym u nich gościem. Wielka to dla takiego człeka jak ja duma, ale i frasunek, kiedy człowiek na starość sam w domu zostaje.
- A inszych dzieci nie macie, panie? - zapytał przysłuchujący się rozmowie Ivan - Ani żony?
- Żona moja, świeć Morrowie nad jej duszą, zmarła lat temu kilka na przewlekłą chorobę - odpowiedział gospodarz sięgając po dzbanek z gorącym napojem i uzupełniając jego braku w kubkach swych gości. Zza zaparowanych szyb okien dobiegały odgłosy narastającego ulicznego ruchu, korzystającego z odśnieżonych przez wojskowe paroboty miejskich arterii - A córka uciekła z wędrownym cyrkiem, niewdzięcznica jedna. Był tam jeden taki sztukmistrz z długaśnym jęzorem, co to ją całkiem tym jęzorem zauroczył, Morrow jeden wie jak i po ci jej był takowy odmieniec! Paskiem raz czy dwa dostała na opamiętanie i uciekła ku mej zgryzocie!
- To co wy tu samiusieńcy porabiacie, panie? - zapytał Volkh.
- Maście wyrabiam, balsamy na obtarte pięty, wywary na włosów odrastanie, a lubczyki - odpowiedział Tolsov odchylając się w krześle z nagłym ożywieniem, najwidoczniej ukontentowany tym pytaniem - Trudna to sztuka i wiele lat trzeba, by się na niej rozeznać, ale całkiem dobrze mi ten interes idzie... zresztą nie sam tu do niedawna byłem, miałem ci ja ucznia, co mi w piecu palił, dom sprzątał, a w pracowni pomagał, ale też w świat poszedł niecnota, do Ohku powędrował, żeby się na statek zaciągnąć i morzopławcem zostać.
Zapatrzony w kubek Khard urwał na chwilę, a spoglądający na niego Ivan mógłby przysiąc, że na twarzy starszego mężczyzny pojawił się jakiś cień, który szybko zniknął zastąpiony wymuszonym uśmiechem.
- A wy czym się trudnicie, synkowie? - zapytał Gustav Tolsov - Bo przecie nie żyjecie jeno ze śniegu zrzucania, co?
Wątek techniczny
Wartka akcja z kuszą w tle przeszła znienacka w leniwą ziołową herbatkę, ale w zimowym czasie trzeba sobie cenić takie spokojne chwile i korzystać z każdej okazji do odpoczynku, prawda?
Gospodarz nie skomentował jeszcze w żaden sposób pytania Ivana o pracę, może chce Was najpierw wybadać?
Trzaskające w kominku szczapy drewna wypełniły ciepłem płomieni wnętrze gościnnego pokoju, rozgrzewając zziębnięte ciała młodych Kossytów i budząc w nich błogie rozleniwienie potęgowane dolewanym do kubków ziołowym napojem, wybornie parującym i doskonale pachnącym.
- I sam żeś to wymyślił, synku? - zapytał gospodarz, kiedy poproszony o wyjaśnienia Volkh skończył mu już demonstrować zmyślny mechanizm zakładanych na buty obejm ze szpikulcami - Bardzo sprytne, a i praktyczne. Ktoś cię przyuczał do robienia takowych rzeczy?
- Samoukiem jestem, proszę pana - odrzekł skromnie Wilimov, w skrytości ducha wniebowzięty tym, że ktoś zechciał pochwalić jego wynalazek - Trochę żem podglądał jak w wojsku mechanicy różne rzeczy w kuźniach robili, a insze sam wymyślam.
- Strasznie dużo wymyśla - potwierdził Ivash siorbiąc parzący go w język napój - Najlepsiej to nic by nie robił, jeno myślał. Aż strach bierze, że mu się kiedyś od nadmiaru tego pomyślunku cosik w łepetynie poprzestawia.
Starszy Khard pokiwał głową z pobłażliwym uśmiechem, ale zaraz spoważniał gładząc czubkami palców krawędź dębowego blatu.
- Iście mi mojego synowca przypominasz, Volkhu - oznajmił spoglądając na Wilimova - On też miał głowę do takowych wynalazków, tedy lata temu do KMA wstąpił i robi tam teraz karierę. Rzadko do domu pisuje, a nie przyjeżdża już wcale...
- Karierę robi? - powtórzył obcobrzmiące słowo Ivash, smakując je niczym kawałek nieznanego sobie owocu - A te kariery to niby co takiego?
- Znaczy się, że jest tam kimś ważnym - wyjaśnił Tolsov - Khadoriańskie Manufaktorium Akademickie to nie byle co, to nie jakiś tam Vislovski i jego żelazne strzelby ani nawet Blaustyvna i ich parowozy. Manufaktorium pracuje dla dworu, królowa częstym u nich gościem. Wielka to dla takiego człeka jak ja duma, ale i frasunek, kiedy człowiek na starość sam w domu zostaje.
- A inszych dzieci nie macie, panie? - zapytał przysłuchujący się rozmowie Ivan - Ani żony?
- Żona moja, świeć Morrowie nad jej duszą, zmarła lat temu kilka na przewlekłą chorobę - odpowiedział gospodarz sięgając po dzbanek z gorącym napojem i uzupełniając jego braku w kubkach swych gości. Zza zaparowanych szyb okien dobiegały odgłosy narastającego ulicznego ruchu, korzystającego z odśnieżonych przez wojskowe paroboty miejskich arterii - A córka uciekła z wędrownym cyrkiem, niewdzięcznica jedna. Był tam jeden taki sztukmistrz z długaśnym jęzorem, co to ją całkiem tym jęzorem zauroczył, Morrow jeden wie jak i po ci jej był takowy odmieniec! Paskiem raz czy dwa dostała na opamiętanie i uciekła ku mej zgryzocie!
- To co wy tu samiusieńcy porabiacie, panie? - zapytał Volkh.
- Maście wyrabiam, balsamy na obtarte pięty, wywary na włosów odrastanie, a lubczyki - odpowiedział Tolsov odchylając się w krześle z nagłym ożywieniem, najwidoczniej ukontentowany tym pytaniem - Trudna to sztuka i wiele lat trzeba, by się na niej rozeznać, ale całkiem dobrze mi ten interes idzie... zresztą nie sam tu do niedawna byłem, miałem ci ja ucznia, co mi w piecu palił, dom sprzątał, a w pracowni pomagał, ale też w świat poszedł niecnota, do Ohku powędrował, żeby się na statek zaciągnąć i morzopławcem zostać.
Zapatrzony w kubek Khard urwał na chwilę, a spoglądający na niego Ivan mógłby przysiąc, że na twarzy starszego mężczyzny pojawił się jakiś cień, który szybko zniknął zastąpiony wymuszonym uśmiechem.
- A wy czym się trudnicie, synkowie? - zapytał Gustav Tolsov - Bo przecie nie żyjecie jeno ze śniegu zrzucania, co?
Wątek techniczny
Wartka akcja z kuszą w tle przeszła znienacka w leniwą ziołową herbatkę, ale w zimowym czasie trzeba sobie cenić takie spokojne chwile i korzystać z każdej okazji do odpoczynku, prawda?
Gospodarz nie skomentował jeszcze w żaden sposób pytania Ivana o pracę, może chce Was najpierw wybadać?
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
- Nie no, nie śniegu zrzucania... My łowcy Panie Tolsov. Tu jakieś skórki czy mięso upolujemy i jakoś żyjemy. A i wojskowego drylu w Okhu zaznalim. A ja się jeszczo troszku mekaniką param. Chczałby paroboty konstruowat i budowat, bo robota wielce ciekawa i dużo dobrego ludziom przynosząca. - Filozoficznie zakończył młody Kossyta.
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
- Mamy planów co niemiara. Ino zima nas trochę przytrzyma. Po takiej zimnicy to i nic upolować , ni w dalszą podróż leźć. Panie a cobyśta powiedzieli gdyby my ostali u was na jakiś czas, najlepiej do pierwszych odwilży. W piecu napalim, Ivan strawy nagotuję. Ja mogę nawet pomóc te balsamy przygotowywać. Volkh coś tam obmajstruje, te swoje wynalazkowe udogodnienia porobi. My uczciwe chłopaki, po cudze ręki nie wyciągamy... naszych dobrodziei - Ivash siorbnął głośno smakowity napój, lekko rozrzewniony tak napitkiem jak poczciwością Tolsova.
- Sami mówicie żeś sami jak palec. Przez zimę będziecie mieć do kogo usta otworzyć, a my na siebie zapracujem.
- Sami mówicie żeś sami jak palec. Przez zimę będziecie mieć do kogo usta otworzyć, a my na siebie zapracujem.
Ostatnio zmieniony 01 maja 2012, 08:41 przez deliad, łącznie zmieniany 1 raz.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
14 dzień Martusu 602 AR, Cherov na Dronie
Żwawo płynąca z początku rozmowa poczęła się w końcu rwać, po części z braku dalszych tematów, po części z powodu coraz głębszego zamyślenia samego gospodarza. Tolsov skwitował wcześniejszą propozycję Ivasha pobłażliwym uśmiechem oraz przeczącym ruchem głowy, toteż kuzyni wymienili porozumiewawcze spojrzenia, chrząknęli niemal równocześnie zwracając na siebie uwagę Tolsova i podnosząc się grzecznie z krzeseł.
- Na nas już czas, panie - oznajmił Karakov wskazując palcem na widoczne za oknem wierzchowce, marznące na dworze - Konie się nam pochorują jak dalej na śniegu będą stały, mus nam jaką stajnię znaleźć.
- A tak, oczywiście - Khard wzdrygnął się zauważalnie, wstał z własnego miejsca - Wybaczcie me roztargnienie, starość nie radość. Raz jeszcze dziękuję, pięknie żeście się sprawili.
Odprowadzeni pod wejściowe drzwi młodzieńcy naciągnęli na głowy kaptury swych płaszczy, a rysująca się na ich twarzach szczera niechęć do wyjścia na mróz sprawiła, że roześmiali się wraz z siebie samych.
- Wiecie co... - zaczął Gustav Tolsov, z wyczuwalnym wahaniem wskazującym na kłopot z podjęciem jakiejś decyzji - A nie boicie wy się tak po dachach chodzić? Tak jak u mnie, na takowej wysokości?
- My się niczego nie boimy, panie - odrzekł buńczucznie Nazarko, odsłaniając w szelmowskim uśmieszku zęby - Jakbyście znowu kogo do pomocy szukali, walcie do nas jak w dym, my na pewno chętnie znowu odśnieżymy to i owo.
- Nie w tym rzecz, nie w tym - potrząsnął głową gospodarz - Bardzo by mi się zdały takie jak wy zręczne dachołazy, jeno po ciemku. Znaczy się, w nocy.
Wątek techniczny
Ha! Poczuliście się troszkę zaintrygowani?
Żwawo płynąca z początku rozmowa poczęła się w końcu rwać, po części z braku dalszych tematów, po części z powodu coraz głębszego zamyślenia samego gospodarza. Tolsov skwitował wcześniejszą propozycję Ivasha pobłażliwym uśmiechem oraz przeczącym ruchem głowy, toteż kuzyni wymienili porozumiewawcze spojrzenia, chrząknęli niemal równocześnie zwracając na siebie uwagę Tolsova i podnosząc się grzecznie z krzeseł.
- Na nas już czas, panie - oznajmił Karakov wskazując palcem na widoczne za oknem wierzchowce, marznące na dworze - Konie się nam pochorują jak dalej na śniegu będą stały, mus nam jaką stajnię znaleźć.
- A tak, oczywiście - Khard wzdrygnął się zauważalnie, wstał z własnego miejsca - Wybaczcie me roztargnienie, starość nie radość. Raz jeszcze dziękuję, pięknie żeście się sprawili.
Odprowadzeni pod wejściowe drzwi młodzieńcy naciągnęli na głowy kaptury swych płaszczy, a rysująca się na ich twarzach szczera niechęć do wyjścia na mróz sprawiła, że roześmiali się wraz z siebie samych.
- Wiecie co... - zaczął Gustav Tolsov, z wyczuwalnym wahaniem wskazującym na kłopot z podjęciem jakiejś decyzji - A nie boicie wy się tak po dachach chodzić? Tak jak u mnie, na takowej wysokości?
- My się niczego nie boimy, panie - odrzekł buńczucznie Nazarko, odsłaniając w szelmowskim uśmieszku zęby - Jakbyście znowu kogo do pomocy szukali, walcie do nas jak w dym, my na pewno chętnie znowu odśnieżymy to i owo.
- Nie w tym rzecz, nie w tym - potrząsnął głową gospodarz - Bardzo by mi się zdały takie jak wy zręczne dachołazy, jeno po ciemku. Znaczy się, w nocy.
Wątek techniczny
Ha! Poczuliście się troszkę zaintrygowani?
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
-
Araven
- Reactions:
- Posty: 8334
- Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 1 time
Po dachach w nocy mówicie? Wypadałoby jakieś szczegóły podać Panie Tolsov, jak nam wyłuszczycie o co idzie to może się podejmiemy. To jak mamy sobie iść czy wracamy do rozmowy? Jak to dłuższa pogawędka to wybaczcie ale o konie zadbać wpierw musimy. Znaczy jak rozmowa dłuższa to Volkh tu zostanie sobie o parobotach porozmawiacie np. a my z Ivashem w jakimś zajeżdzie w stajni konie zostawimy, szkoda ich bo kimże jest człowiek jeśli o zwierzęta nie dba? Zakończył nieco filozoficznie Ivan, nie do końca wiedząc czym jest ona filozofia.
Ostatnio zmieniony 01 maja 2012, 11:11 przez Araven, łącznie zmieniany 1 raz.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
14 dzień Martusu 602 AR, Cherov na Dronie
Gustav Tolsov podrapał się po nosie przejawiając tym gestem coraz większe zdenerwowanie, przygryzł usta.
- Mus mi się jeszcze dobrze zastanowić, synkowie - powiedział pozwoliwszy sobie wpierw na ciężkie westchnięcie - Nie bojajcie się o to, że z was jakowyś kradziejów uczynię, bo nie o kradzież tu idzie, jeno o obejrzenie czegoś... sam bym to uczynił, gdybym jeno zdeczko młodszy był. Rzecz idzie o to, że trza do miejsca wleźć, gdzie zimą łacno nogą ujechać, a spaść, zwłaszcza po ciemku.
- Jak tam po ćmicy tak groźnie, to nie lepsiej by było za dnia tam włazić? - zapytał rezolutnie Ivash, jak zawsze szukający najprostszego rozwiązania.
- Kiedy za dnia nie lza, bo wtedy pewnikiem ktoś by was zoczył - potrząsnął głową Tolsov.
- Znaczy się, taka to sprawa, gdzie można kijem po grzbiecie zebrać, tak? - odezwał się oparty barkiem o ścianę Karakov - Albo i do ciemnicy o chlebie i wodzie?
- Tam zaraz ciemnica! - żachnął się gospodarz - To tak jak z podejrzeniem dziewki w kąpieli. Nigdyście się nie zakradali do okna wieczorną porą, coby przez szybkę jaką pannę podejrzeć, kiedy w balii siedziała?
- Znaczy się, będziemy jaką pannę podglądali? - oczy Nazarka z miejsca się zaiskrzyły - Niechaj zgadnę! Nie jest to aby ta z przeciwka, ta o płowych kosach?
- Ta to pewnie w balii z kuszą siedzi! - prychnął Volkh podejrzewając, że gospodarzowi wcale nie o lubieżne wypady za parapet chodziło - Co będzie trzeba wybadać i czym to nam grozić może, panie?
Tolsov westchnął ponownie, a potem zaprosił młodzieńców z powrotem do gościnnego pokoju, w którym wcześniej siedzieli przy nalewce, podejmując widać ostateczną decyzję w kwestii nocnej eskapady.
- Już żem wam mówił, czym się trudnię - powiedział, kiedy wszyscy usiedli przy stole - Dobrą mam renomę, ale i rywala groźnego, który mi klientelę podbiera, a jeszcze z torbami puścić gotowy, skurczybyk jeden. To Ryn, a przecie sami pewnie wiecie, jacy są Rynowie. Kuty na cztery łapy szelma, wiecznie jakieś podejrzane interesy robiący, a cwany że hej!
- I co, za bardzo w kupiecki zatarg wszedł? - podpytał Ivan opierając się łokciami o krawędź stołu - Trza go nastraszyć czy coś podobnego?
- Właśnie, że nie - odpowiedział natychmiast gospodarz - Żadnego straszenia, kulasów łamania czy inszego szkodzenia! Jam jest porządny człek, przemocą się brzydzę. Sprawy tak się mają, że on ostatnio coś podejrzanie przycichł. Towaru mniej do sprzedaży wystawia, moich klientów przestał nachodzić, w swoim domu się zaszył, ale cosik musi tam kombinować, tego jestem pewien. Co rusz jakieś ludziska do niego przyłażą, jakieś skrzynki, a paczki wnoszą, inne wynoszą. Mus mi wiedzieć, co on szykuje, bo że szykuje, to oczywiste.
- Tedy chcecie, cobyśmy jeno okiem rzucili na te jego interesy, a owe skrzyneczki, cobyście wiedzieli, na czym stoicie, panie? - upewnił się Volkh - Żadnego lania po gębie ani wynoszenia dobytku?
- Dokładnie tak - przytaknął Tolsov - A im prędzej, tym lepiej, choćby i dziś nocną porą.
Wątek techniczny
W ogólnym zarysie już wiecie, o co chodzi. Konkurent alchemika ograniczył ostatnio swe interesy zachowując się w taki sposób, jakby całą uwagę poświęcał na prace nad nowym, być może przełomowym produktem leczniczym. Gustav Tolsov jest tym głęboko zaniepokojony, bo nie wie, co rywal lada dzień może wyciągnąć z rękawa, a klienci są kapryśni, gotowi odejść skuszeni lepszą ofertą rujnując starszego Kharda finansowo.
Gustav Tolsov podrapał się po nosie przejawiając tym gestem coraz większe zdenerwowanie, przygryzł usta.
- Mus mi się jeszcze dobrze zastanowić, synkowie - powiedział pozwoliwszy sobie wpierw na ciężkie westchnięcie - Nie bojajcie się o to, że z was jakowyś kradziejów uczynię, bo nie o kradzież tu idzie, jeno o obejrzenie czegoś... sam bym to uczynił, gdybym jeno zdeczko młodszy był. Rzecz idzie o to, że trza do miejsca wleźć, gdzie zimą łacno nogą ujechać, a spaść, zwłaszcza po ciemku.
- Jak tam po ćmicy tak groźnie, to nie lepsiej by było za dnia tam włazić? - zapytał rezolutnie Ivash, jak zawsze szukający najprostszego rozwiązania.
- Kiedy za dnia nie lza, bo wtedy pewnikiem ktoś by was zoczył - potrząsnął głową Tolsov.
- Znaczy się, taka to sprawa, gdzie można kijem po grzbiecie zebrać, tak? - odezwał się oparty barkiem o ścianę Karakov - Albo i do ciemnicy o chlebie i wodzie?
- Tam zaraz ciemnica! - żachnął się gospodarz - To tak jak z podejrzeniem dziewki w kąpieli. Nigdyście się nie zakradali do okna wieczorną porą, coby przez szybkę jaką pannę podejrzeć, kiedy w balii siedziała?
- Znaczy się, będziemy jaką pannę podglądali? - oczy Nazarka z miejsca się zaiskrzyły - Niechaj zgadnę! Nie jest to aby ta z przeciwka, ta o płowych kosach?
- Ta to pewnie w balii z kuszą siedzi! - prychnął Volkh podejrzewając, że gospodarzowi wcale nie o lubieżne wypady za parapet chodziło - Co będzie trzeba wybadać i czym to nam grozić może, panie?
Tolsov westchnął ponownie, a potem zaprosił młodzieńców z powrotem do gościnnego pokoju, w którym wcześniej siedzieli przy nalewce, podejmując widać ostateczną decyzję w kwestii nocnej eskapady.
- Już żem wam mówił, czym się trudnię - powiedział, kiedy wszyscy usiedli przy stole - Dobrą mam renomę, ale i rywala groźnego, który mi klientelę podbiera, a jeszcze z torbami puścić gotowy, skurczybyk jeden. To Ryn, a przecie sami pewnie wiecie, jacy są Rynowie. Kuty na cztery łapy szelma, wiecznie jakieś podejrzane interesy robiący, a cwany że hej!
- I co, za bardzo w kupiecki zatarg wszedł? - podpytał Ivan opierając się łokciami o krawędź stołu - Trza go nastraszyć czy coś podobnego?
- Właśnie, że nie - odpowiedział natychmiast gospodarz - Żadnego straszenia, kulasów łamania czy inszego szkodzenia! Jam jest porządny człek, przemocą się brzydzę. Sprawy tak się mają, że on ostatnio coś podejrzanie przycichł. Towaru mniej do sprzedaży wystawia, moich klientów przestał nachodzić, w swoim domu się zaszył, ale cosik musi tam kombinować, tego jestem pewien. Co rusz jakieś ludziska do niego przyłażą, jakieś skrzynki, a paczki wnoszą, inne wynoszą. Mus mi wiedzieć, co on szykuje, bo że szykuje, to oczywiste.
- Tedy chcecie, cobyśmy jeno okiem rzucili na te jego interesy, a owe skrzyneczki, cobyście wiedzieli, na czym stoicie, panie? - upewnił się Volkh - Żadnego lania po gębie ani wynoszenia dobytku?
- Dokładnie tak - przytaknął Tolsov - A im prędzej, tym lepiej, choćby i dziś nocną porą.
Wątek techniczny
W ogólnym zarysie już wiecie, o co chodzi. Konkurent alchemika ograniczył ostatnio swe interesy zachowując się w taki sposób, jakby całą uwagę poświęcał na prace nad nowym, być może przełomowym produktem leczniczym. Gustav Tolsov jest tym głęboko zaniepokojony, bo nie wie, co rywal lada dzień może wyciągnąć z rękawa, a klienci są kapryśni, gotowi odejść skuszeni lepszą ofertą rujnując starszego Kharda finansowo.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
14 dzień Martusu 602 AR, Cherov na Dronie
Gospodarz rozlał do kubków resztkę mocno już wystygłego ziołowego napoju, potem spojrzał na trzaskające w kominku polana.
- Nie ukrzywdzę was na zapłacie - powiedział w końcu, przenosząc spojrzenie na siedzących przy stole młodzieńców - Dam wam dwadzieścia szponów, jeśli się zgodzicie, wszelako musicie na Morrowa przysiąc, że mnie nie oszukacie, a uczciwie sprawdzicie, co ten łotr knuje. Jeśliście zgodni, że chcecie mi pomóc, znajdźcie sobie jakąś gospodę ze stajnią, a potem wróćcie wczesnym wieczorem, żebym wam mógł pokazać, gdzie ten parszywiec mieszka.
Wątek techniczny
Czy dwieście kopytek to zapłata, która może usatysfakcjonować dwupoziomowych zabijaków z ambicjami? Ja tam byłbym zachwycony, ale moi Mistrzowie Gry nigdy tacy hojni nie byli
Gospodarz rozlał do kubków resztkę mocno już wystygłego ziołowego napoju, potem spojrzał na trzaskające w kominku polana.
- Nie ukrzywdzę was na zapłacie - powiedział w końcu, przenosząc spojrzenie na siedzących przy stole młodzieńców - Dam wam dwadzieścia szponów, jeśli się zgodzicie, wszelako musicie na Morrowa przysiąc, że mnie nie oszukacie, a uczciwie sprawdzicie, co ten łotr knuje. Jeśliście zgodni, że chcecie mi pomóc, znajdźcie sobie jakąś gospodę ze stajnią, a potem wróćcie wczesnym wieczorem, żebym wam mógł pokazać, gdzie ten parszywiec mieszka.
Wątek techniczny
Czy dwieście kopytek to zapłata, która może usatysfakcjonować dwupoziomowych zabijaków z ambicjami? Ja tam byłbym zachwycony, ale moi Mistrzowie Gry nigdy tacy hojni nie byli
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
- Chyba wezmiem te rabotu kumowie? Pojdziem sie w jakims zajezdzie zakwaterowac, a potem szczegoly obgadamy.
Watek techniczny
200 kopytek? I co my mamy sobie za to kupic? Waciki?;)
Watek techniczny
200 kopytek? I co my mamy sobie za to kupic? Waciki?;)
Ostatnio zmieniony 02 maja 2012, 20:28 przez 8art, łącznie zmieniany 1 raz.
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Wątek Techniczny
No myślę, że tak. Możemy nie wchodzić i rozwalić przygodę jak SH:D
Napewno jednak będę chciał spytać Tolsova, czemu trzech chce wysłać a nie jednego dachami. Przecież jednjej osobie łatwiej się schować i ciszę zachować. Ale to jak już się zakwaterujemy i jak konie obroku dostaną.
Czyli to nie Tolsov ECSTASY handluje tylko ten Żydowina Ryn prochy syntetyzuje jak Pablo Escobar:D
No myślę, że tak. Możemy nie wchodzić i rozwalić przygodę jak SH:D
Napewno jednak będę chciał spytać Tolsova, czemu trzech chce wysłać a nie jednego dachami. Przecież jednjej osobie łatwiej się schować i ciszę zachować. Ale to jak już się zakwaterujemy i jak konie obroku dostaną.
Czyli to nie Tolsov ECSTASY handluje tylko ten Żydowina Ryn prochy syntetyzuje jak Pablo Escobar:D