Ash przyjarzal sie bacznie okolicy korzystajac ze swiatla z rzuconej flary. Szczegolnie wypatrwal kryjowek miejscowych.
Watek techniczny
Jesli dostrzege gdzie ukryci sa snajperzy to ukryje chlopakow jak trzeba i oslonimy Eba. Jak tylko skoncze z rannym...
PBF - Podstępna rubież
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
- Spokojnie Joshua, jakby mnie chcieli zabić to już bym leżał martwy. Nie widziałeś jak oni strzelają? - uspokoił poddenerwowanego Stewarta kaznodzieja.
- Jack postaraj się wywołać naszych. Każ im w moim imieniu powstrzymać się od działań zaczepnych w stosunku do tubylców. Bo mnie jeszcze kropną. Jakby coś się ze mną stało przejmujesz komendę. - powiedział cicho do Salta.
- Idę. W imię Boże! - zawołał głośno Ebenezer i ruszył z wolna w stronę racy.
Wątek techniczny:
Broń długą zostawiam na plecach. Za odpinam pasek na kaburze, pod pachą, z moim obrzynem, tak żebym mógł go szybko wyciągnąć. Staram się nie patrzeć bezpośrednio na flarę, żeby oczy nie odzwyczaiły się od ciemności. Daleko ta flara?
- Jack postaraj się wywołać naszych. Każ im w moim imieniu powstrzymać się od działań zaczepnych w stosunku do tubylców. Bo mnie jeszcze kropną. Jakby coś się ze mną stało przejmujesz komendę. - powiedział cicho do Salta.
- Idę. W imię Boże! - zawołał głośno Ebenezer i ruszył z wolna w stronę racy.
Wątek techniczny:
Broń długą zostawiam na plecach. Za odpinam pasek na kaburze, pod pachą, z moim obrzynem, tak żebym mógł go szybko wyciągnąć. Staram się nie patrzeć bezpośrednio na flarę, żeby oczy nie odzwyczaiły się od ciemności. Daleko ta flara?
Szary przystanął w miejscu, jedną ręka przytrzymując psa... Drugą uniósł w górę w geście który wg posterunkowca miał oznaczać ''STOP''.
-Dobre i to że nikt nie strzela - pomyślał. Nie odwracając głowy w kierunku oddziału krzyknął
-Nie strzelać. Pierwszemu który to zrobi wpakuje osobiście kulę.
Przygladał sie uważnie chwile tajemniczemu przybyszowi po czym opuszczajac karabin przewieszony przez ramie tak by lufa byla skierowana w dół pokazał przybyszowi puste rece i powoli ruszył naprzód.
Starając sie przekrzyczeć deszcz i burzę krzyknął
-Nie mamy wrogich zamiarów!
-Dobre i to że nikt nie strzela - pomyślał. Nie odwracając głowy w kierunku oddziału krzyknął
-Nie strzelać. Pierwszemu który to zrobi wpakuje osobiście kulę.
Przygladał sie uważnie chwile tajemniczemu przybyszowi po czym opuszczajac karabin przewieszony przez ramie tak by lufa byla skierowana w dół pokazał przybyszowi puste rece i powoli ruszył naprzód.
Starając sie przekrzyczeć deszcz i burzę krzyknął
-Nie mamy wrogich zamiarów!
Ostatnio zmieniony 02 sierpnia 2012, 21:39 przez chemdog, łącznie zmieniany 1 raz.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Madison Ave w Huntington, 7 maja 2055
Ash Tisdale przeciął nie bez trudu nożyczkami znoszoną tenisówkę bojówkarza, a potem ściągnął ją ostrożnie ze zmiażdżonej stopy najemnika, co chwila zerkając przez ramię w stronę oddalającego się w głąb ulicy Radeforda. Reszta patrolu tkwiła ukryta za osłoną kilkanaście metrów dalej w tyle, obserwując uważnie zarówno paramedyka jak i kaznodzieję. Ash słyszał szmer ludzkich głosów, dźwięczący niepokojem i zdenerwowaniem. Niedawny wybuch paniki wywołanej strzałami snajperów dowiódł paramedykowi namacalnie niskiej wartości członków zwiadu, nie mających pojęcia o podstawowych zasadach wojskowości i dbających wyłącznie o własną skórę.
W opinii Asha bojówkarze z wolnej kompanii stwarzali większe zagrożenie dla samych siebie i Aniołów niż jakiegokolwiek realnego przeciwnika.
Dźwięk wypowiadanych spokojnie słów dobiegł znienacka również od strony samotnego dotąd Radeforda, toteż Tisdale odłożył na asfalt rolkę elastycznego bandaża i metalowy szkielet usztywniacza, a potem przeciągnął swój karabin za taśmę tak, aby broń wślizgnęła mu się skrycie w dłonie.
Radeford z kimś rozmawiał, wytężając oczy paramedyk dostrzegł stojącą obok kaznodziei ciemną ludzką sylwetkę.
Wątek techniczny
Przyszła pora na obiecany wcześniej test Pierwszej pomocy. Umiejka na +3, Spryt Asha 14, wyzwanie na poziomie trudnym (-5 kary do testu). Turlam 3k20 i wypadają następujące wyniki: 14, 3, 17. Niestety, dwie porażki i stopy raczej nie da się uratować...
Ash Tisdale przeciął nie bez trudu nożyczkami znoszoną tenisówkę bojówkarza, a potem ściągnął ją ostrożnie ze zmiażdżonej stopy najemnika, co chwila zerkając przez ramię w stronę oddalającego się w głąb ulicy Radeforda. Reszta patrolu tkwiła ukryta za osłoną kilkanaście metrów dalej w tyle, obserwując uważnie zarówno paramedyka jak i kaznodzieję. Ash słyszał szmer ludzkich głosów, dźwięczący niepokojem i zdenerwowaniem. Niedawny wybuch paniki wywołanej strzałami snajperów dowiódł paramedykowi namacalnie niskiej wartości członków zwiadu, nie mających pojęcia o podstawowych zasadach wojskowości i dbających wyłącznie o własną skórę.
W opinii Asha bojówkarze z wolnej kompanii stwarzali większe zagrożenie dla samych siebie i Aniołów niż jakiegokolwiek realnego przeciwnika.
Dźwięk wypowiadanych spokojnie słów dobiegł znienacka również od strony samotnego dotąd Radeforda, toteż Tisdale odłożył na asfalt rolkę elastycznego bandaża i metalowy szkielet usztywniacza, a potem przeciągnął swój karabin za taśmę tak, aby broń wślizgnęła mu się skrycie w dłonie.
Radeford z kimś rozmawiał, wytężając oczy paramedyk dostrzegł stojącą obok kaznodziei ciemną ludzką sylwetkę.
Wątek techniczny
Przyszła pora na obiecany wcześniej test Pierwszej pomocy. Umiejka na +3, Spryt Asha 14, wyzwanie na poziomie trudnym (-5 kary do testu). Turlam 3k20 i wypadają następujące wyniki: 14, 3, 17. Niestety, dwie porażki i stopy raczej nie da się uratować...
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Madison Ave w Huntington, 7 maja 2055
Wilson i Salt dosłownie rozpłaszczyli się na osłonie silnika dużej półciężarówki, przepędzając syknięciami ukrytych dotąd za nią najemników i szukając naprędce dogodnych stanowisk strzeleckich. Klękając tuż przy przednim błotniku Paul oparł się stopą o bok zderzaka, a plecami o korpus ulicznej latarni, wygięty w dość niewygodnej pozycji, ale w zamian zyskujący szerokie pole ostrzału na pustej przestrzeni przed wozami patrolu. Przed sobą, ponad lufą M16A2, widział tylko klęczącego przy nieruchomym człowieku Asha i znajdującego się dużo dalej Radeforda, stanowiącego zaledwie ciemną plamę na tle jeszcze ciemniejszych ścian budynków.
Rzucona przez kogoś flara dogasała szybko - zbyt szybko jak na gust byłego gladiatora.
- Spierdalajmy stąd! - syknął gdzieś w tyle jeden z bojówkarzy.
- Zamknij mordę, bo ci wpierdolę - odparował Jack, który odwiesił na ramię Uzi i wyciągnął w zamian z olstra ciężki pistolet. Kurier nawet się nie obejrzał za siebie w poszukiwaniu malkontenta, nie musiał tego robić. Kucający tuż obok Joshua Stewart okręcił się w miejscu z pomrukiem godnym zmutowanego baribala i pogroził pobliskim najemnikom paskudnie wyglądającą strzelbą domowej roboty, natychmiast uciszając wszystkich niezadowolonych.
- Ktoś tam jest! - syknął nagle Salt napinając mięśnie i łapiąc oburącz Deserta - Ebe z kimś rozmawia!
Wątek techniczny
Przepchnąłem Wilsona i Salta na sam przód kolumny, by zapewnić im w razie potrzeby okazję do postrzelania (tak, tak, wiem doskonale, że chcielibyście sobie postrzelać). Na ulicy jest cholernie ciemno, ale flara ciągle jeszcze generuje trochę poświaty, co umożliwia wykonanie bardzo trudnego testu Wypatrywania. Zobaczmy zatem, czy uda Was się wypatrzyć kogoś jeszcze prócz tajemniczej postaci, która pojawiła się znienacka obok Radeforda.
Wyniki testów w osobnym wpisie...
Wilson i Salt dosłownie rozpłaszczyli się na osłonie silnika dużej półciężarówki, przepędzając syknięciami ukrytych dotąd za nią najemników i szukając naprędce dogodnych stanowisk strzeleckich. Klękając tuż przy przednim błotniku Paul oparł się stopą o bok zderzaka, a plecami o korpus ulicznej latarni, wygięty w dość niewygodnej pozycji, ale w zamian zyskujący szerokie pole ostrzału na pustej przestrzeni przed wozami patrolu. Przed sobą, ponad lufą M16A2, widział tylko klęczącego przy nieruchomym człowieku Asha i znajdującego się dużo dalej Radeforda, stanowiącego zaledwie ciemną plamę na tle jeszcze ciemniejszych ścian budynków.
Rzucona przez kogoś flara dogasała szybko - zbyt szybko jak na gust byłego gladiatora.
- Spierdalajmy stąd! - syknął gdzieś w tyle jeden z bojówkarzy.
- Zamknij mordę, bo ci wpierdolę - odparował Jack, który odwiesił na ramię Uzi i wyciągnął w zamian z olstra ciężki pistolet. Kurier nawet się nie obejrzał za siebie w poszukiwaniu malkontenta, nie musiał tego robić. Kucający tuż obok Joshua Stewart okręcił się w miejscu z pomrukiem godnym zmutowanego baribala i pogroził pobliskim najemnikom paskudnie wyglądającą strzelbą domowej roboty, natychmiast uciszając wszystkich niezadowolonych.
- Ktoś tam jest! - syknął nagle Salt napinając mięśnie i łapiąc oburącz Deserta - Ebe z kimś rozmawia!
Wątek techniczny
Przepchnąłem Wilsona i Salta na sam przód kolumny, by zapewnić im w razie potrzeby okazję do postrzelania (tak, tak, wiem doskonale, że chcielibyście sobie postrzelać). Na ulicy jest cholernie ciemno, ale flara ciągle jeszcze generuje trochę poświaty, co umożliwia wykonanie bardzo trudnego testu Wypatrywania. Zobaczmy zatem, czy uda Was się wypatrzyć kogoś jeszcze prócz tajemniczej postaci, która pojawiła się znienacka obok Radeforda.
Wyniki testów w osobnym wpisie...
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Madison Ave w Huntington, 7 maja 2055
Wycieraczki pikapa zgrzytały głośno, swym upiornym dźwiękiem wprawiając Leona w stan skrajnego napięcia. Z przodu coś się ewidentnie działo, ale kierowca praktycznie niczego nie widział, uwięziony w opancerzonej metalowymi płytami bryle Canyona i próbujący wyjrzeć na zewnątrz przez oczka ochronnej siatki założonej na przednią szybę wozu. Po bokach dostrzegał za strugami spływającego po szkle deszczu głowy ukrytych bojówkarzy, wykorzystujących pikapa jako metalową tarczę.
Co samo w sobie nie było wcale złym pomysłem, bo w parku maszynowym wolnej kompanii samochód kurierów pokryty był najgrubszą chyba warstwą pancerza i w zasadzie mógł iść w szranki nawet z niektórymi profesjonalnie przerabianymi wozami Czarnych Żmii czy hegemonistów, zwanych powszechnie pancerkami. Oczywiście Canyon płacił za to kiepskim przyśpieszeniem i fatalnymi ogólnymi osiągami silnika, ale w tej konkretnej chwili Kennedy nie przykładał jakoś większego znaczenia do kwestii maksymalnej prędkości pikapa.
Gdyby on sam tkwił teraz na zewnątrz z pistoletem w ręce i oczami zalanymi deszczem, najpewniej natychmiast przylgnąłby do niosącej poczucie bezpieczeństwa burty Canyona.
Zaraz też okazało się, że zdanie rajdowca z Detroit podziela przynajmniej część bojówkarzy Sutherlanda.
Ktoś pociągnął za klamkę po stronie pasażera, ale Kennedy z przyzwyczajenia zamknął wcześ
Wycieraczki pikapa zgrzytały głośno, swym upiornym dźwiękiem wprawiając Leona w stan skrajnego napięcia. Z przodu coś się ewidentnie działo, ale kierowca praktycznie niczego nie widział, uwięziony w opancerzonej metalowymi płytami bryle Canyona i próbujący wyjrzeć na zewnątrz przez oczka ochronnej siatki założonej na przednią szybę wozu. Po bokach dostrzegał za strugami spływającego po szkle deszczu głowy ukrytych bojówkarzy, wykorzystujących pikapa jako metalową tarczę.
Co samo w sobie nie było wcale złym pomysłem, bo w parku maszynowym wolnej kompanii samochód kurierów pokryty był najgrubszą chyba warstwą pancerza i w zasadzie mógł iść w szranki nawet z niektórymi profesjonalnie przerabianymi wozami Czarnych Żmii czy hegemonistów, zwanych powszechnie pancerkami. Oczywiście Canyon płacił za to kiepskim przyśpieszeniem i fatalnymi ogólnymi osiągami silnika, ale w tej konkretnej chwili Kennedy nie przykładał jakoś większego znaczenia do kwestii maksymalnej prędkości pikapa.
Gdyby on sam tkwił teraz na zewnątrz z pistoletem w ręce i oczami zalanymi deszczem, najpewniej natychmiast przylgnąłby do niosącej poczucie bezpieczeństwa burty Canyona.
Zaraz też okazało się, że zdanie rajdowca z Detroit podziela przynajmniej część bojówkarzy Sutherlanda.
Ktoś pociągnął za klamkę po stronie pasażera, ale Kennedy z przyzwyczajenia zamknął wcześ