Wystarczyło zaledwie kilka chwil, by krążący ostrożnie pomiędzy trupami najmici rozpoznali w wypaczonych agonalnymi grymasami twarzach zabitych znajome rysy.
- Nordowie z karccmy - powiedział Ahraveen pochylając się nad zwłokami mężczyzny, który zginął od ciosu miecza wymierzonego w prawą skroń - Nassi prześśladowcy. Jedno zasieczeni stalą, inni spaleni ogniem. Znam te śślady sspalenizny.
- Wszyscy znamy - odpowiedział Hastur potrząsając głową - Zaklęcie szkoły zniszczenia. Najpewniej jakaś mocniejsza odmiana czaru płomieni. Ci podpaleni zbyt byli zaprzątnięci gaszeniem odzienia, żeby się bronić.
- Nie widzę Havara - wtrącił Llorvas, które odwracał po kolei na plecy każde z pięciu leżących na skałach ciał - Ani tego chędożonego Bretona. Ale pozostali to wszyscy nasi znajomkowie, dobrze zapamiętałem te gęby jak się gapili na Gerdur i inne kobiety w karczmie.
- Wprawnie zadane ciosy - orzekł Redgard - Oszczędne, każdy w zasadzie śmiertelny, ale u niektórych poprawione dla pewności. Czary były po to, żeby oślepić, sprawić ból.
Tyle słowem wstępu. Ciała wciąż mają na sobie pancerze (miejscami mocno uszkodzone), tu i ówdzie poniewiera się upuszczona broń. Ktoś chce się zainteresować łupami?
Analiza śladów nie przynosi zadowalających rezultatów. Nie wiadomo, ilu było przeciwników ani gdzie się udali zabójcy. Jedno jest pewne - w okolicy nie widać chwilowo żadnego zagrożenia.
Analiza śladów nie przynosi zadowalających rezultatów. Nie wiadomo, ilu było przeciwników ani gdzie się udali zabójcy. Jedno jest pewne - w okolicy nie widać chwilowo żadnego zagrożenia.