PBF - Mrok nad Delamirą

el
Reactions:
Posty: 56
Rejestracja: 09 listopada 2012, 16:23

Post autor: el » 13 listopada 2012, 20:34

Kilkanaście wozów i ponad setka osadników to spora kolumna. Proponuję podzielić się na pary, tak żeby w każdej był jeden strzelec. Pierwszy para na pierwszym wozie, druga w środku kolumny, trzecia w ariergardzie. Z wozów będziemy mieli lepszy widok.

Poza tym należy zebrać chłopów przed wyruszeniem w drogę, wytłumaczyć im że tubylcy nie są pokojowo nastawieni. Niech wszyscy zdolni do noszenia broni mężczyźni mają w rękach siekiery, widły, czy co tam kto z dobytku przyniósł.

No chyba że ktoś chętny do maszerowania 100 kroków przed wycieczką i prowadzenia zwiadu? Może nasz piktyjski przyjaciel?

Co do znalezionych piktów, to jak dla mnie wróży to kłopoty, nie chciałbym znaleźć się między młotem a kowadłem, ale w tej chwili nic nie poradzimy

Araven
Reactions:
Posty: 8334
Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
Has thanked: 1 time
Been thanked: 1 time

Post autor: Araven » 13 listopada 2012, 20:40

Małe wyjaśnienie, Ci osadnicy to nie jacyś chłopi z głębi Aquiloni, to weterani i wilki pogranicza, żyli w Conajoharze, za Czarną Rzeką nim konfederacja Piktów Zogar Saga ich stamtąd wyrzuciła. Znaleźli schronienie w prowincji Thandara. Ale z racji na to, że to świetni zwiadowcy i twardzi wojownicy, każdy Gubernator chce, by się przenieśli do jego prowincji. Od tych osadników, to wy moglibyście sie dużo nauczyć o Piktach i eskortowaniu konwoju. Macie być przewodnikami i wsparciem dla nich.
Wtedy padł Fort Tuscelan i zginął gubernator Vallanus, a Conan i Balthus pomagali osadnikom ujść przed Piktami za rzekę, w stronę Velitrium.

Obrazek


Poniżej wóz jakimi jeżdżą aquilońscy koloniści. Na zdjęciu wóz z kolonizacji Dzikiego Zachodu, będziecie eskortować podobne.

Obrazek
Cytat o Forcie Tuscelan z opowiadania Conan za Czarną Rzeką.
Fort Tuscelan wznosił się na wschodnim brzegu Czarnej Rzeki, której fale omywały jego palisadę. Ta ostatnia była zbudowana z grubo ciosanych pni drzew, tak jak wszystkie budowle fortu łącznie z górującym nad nim donżonem, w którym mieściły się kwatery gubernatora. Za rzeką rozciągał się gęsty jak dżungla las dochodzący do samego brzegu. Dzień i noc zbrojne straże pilnowały fortu, bacznie obserwując zieloną ścianę puszczy. Czasem widzieli pojedyncze sylwetki, ale dobrze wiedzieli, że są nieustannie śledzeni przez ukrytych w gąszczu, bezlitosnych nieprzyjaciół. Las za rzeką wydawał się pusty i wymarły, lecz były to tylko pozory. Oprócz ptaków, gadów i zwierząt kryły się tam też najniebezpieczniejsze z drapieżników, ludzie.
Za rzeką kończył się cywilizowany świat. Fort Tuscelan był ostatnim przyczółkiem cywilizacji, najdalej na zachód wysuniętym punktem hyboriańskich dominiów. Za rzeką barbarzyństwo królowało pod cienistym sklepieniem drzew, w chatach z oblepionych błotem gałęzi, gdzie wisiały szczerzące zęby czaszki, huczały bębny i płonęły ognie, a ciemnoskórzy ludzie o zmierzwionych włosach i bezlitosnych oczach ostrzyli swoje włócznie. Ich spojrzenia często kierowały się na fort po drugiej stronie rzeki. Niegdyś wznosili swoje chaty tam, gdzie teraz stał fort, tak, i wznosili je też tam gdzie teraz rozpościerały się pola uprawne jasnowłosych osadników, aż za Velitrium, tym nędznym, pogranicznym miastem nad Rzeką Gromu i dalej, po granice Bossonii. Później przybyli kupcy, a za nimi bosonodzy kapłani Mitry, którzy przyszli z pustymi rękami i prawie wszyscy zginęli straszną śmiercią ale za nimi ciągnęli żołnierze oraz ludzie z toporami w dłoniach i ich rodziny w ciągniętych przez muły wozach. Masakrowani Piktowie wycofali się za Rzekę Gromu a potem aż za Czarną Rzekę, opuszczając swoje ziemie. Jednak nigdy nie zapomnieli, że Conajohara niegdyś należała do nich. Będziecie wiedli osadników jacy uszli z Conajohary, prowincji jakiej miał bronić Fort Tuscelan.
Ostatnio zmieniony 13 listopada 2012, 22:03 przez Araven, łącznie zmieniany 1 raz.

koszal
Reactions:
Posty: 2787
Rejestracja: 15 marca 2012, 13:35
Been thanked: 1 time

Post autor: koszal » 13 listopada 2012, 20:41

/Jeśli Sokoły i Kruki weszły na wojenną ścieżkę w zasadzie będą teraz zainteresowani bardziej potyczkami między sobą, niż znajdywaniem sobie dodatkowych wrogów. Jednakże rozjuszona zwycięstwem dominująca strona konfliktu może wkrótce w swej pysze zainteresować się drugą stroną rzeki. Mamy zatem trochę czasu, by umocnić osadę i przygotować ją do ewentualnego odparcia szturmu.

Przedwczesny atak na osadników oznaczać mógłby, że jest jakaś siła, której być może jeszcze nie znamy, a której zależy na roznieceniu walk między żyjącymi na tych ziemiach ludach./


- pogrążony w myślach Vanko potarł spocone czoło wierzchem opancerzonej dłoni niechcący zacinając się przy tym ostrą krawędzią któregoś z licznie pokrywających czarną rękawicę zadziorów. Zastanawiał się przy tym, w którym miejscu kończą się ich kompetencje i postawione przed nimi zadanie..
Ostatnio zmieniony 13 listopada 2012, 21:07 przez koszal, łącznie zmieniany 1 raz.

Waylander
Reactions:
Posty: 476
Rejestracja: 08 listopada 2012, 08:12

Post autor: Waylander » 13 listopada 2012, 21:12

jak co to mogę iść na zwiady jak co ale przydałby mi się ktoś jeszcze bo Druss wielkim tropicielem nie jest;).

Przede wszystkim przepytajmy ludzi w faktorii o sytuacje w okolicy.
Co do dyslokacji sił raczej skłaniałbym się do trzymania się razem najlepiej w środku kolumny, w razie zagrożenia będziemy mogli zareagować w miarę szybko z pełną siłą.

Ewentualnie wyślijmy przodem i z tyłu kilku zwiadowców(w każdej grupie po jednej postaci).



Druss płynąc rzeką pozostawał czujny, ale jednocześnie chłonął wszystkimi zmysłami
otaczający krajobraz, nie była to jego rodzinna cymmeria, a do miast się już przyzwyczaił a nawet niektóre polubił, jednak niezbadana dzicz przemawiała do niego obietnicą przygody, nieznanego i...walki przede wszystkim walki.
Widok ciał wojowników nie zaniepokoił go, raczej zaintrygował a po pewnym czasie doszedł do wniosku że nawet podniósł na duchu, w końcu skoro piktowie walczyli miedzy sobą to jest szansa że nie będą mieli czasu ani środków zaatakować kolumny z osadnikami. Przeczesał swoją wielką dłonią sięgające w co niektórych miejscach do karku czarne włosy i uśmiechnął podchwytując tą myśl, tak to mogło ich skutecznie zająć, nie żeby miał coś przeciwko walce wprost przeciwnie ale mieli chronić osadników, dał słowo że doprowadzą ich bezpiecznie więc wolał żeby żeby podróż powrotna odbyła się bez kłopotów.

Araven
Reactions:
Posty: 8334
Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
Has thanked: 1 time
Been thanked: 1 time

Post autor: Araven » 13 listopada 2012, 21:20

W faktorii mają oko na okolicę, nic nadzwyczjnego się nie dzieje, ale słyszeli, że ponoć Sokoły walczą z Krukami, mają nadzieję, że Piktowie nie uderzą na stronę aquilończyków, w tym na ich faktorię. Teraz czeka was nocleg i rano przejmujecie osadników.
Ostatnio zmieniony 13 listopada 2012, 21:32 przez Araven, łącznie zmieniany 1 raz.

Dobro
Reactions:
Posty: 2848
Rejestracja: 10 listopada 2012, 22:13

Post autor: Dobro » 13 listopada 2012, 22:14

Jeżeli pojedyńczy zwiadowca, to tylko ten najlepiej obeznany z terenem, czyli pikt. El ma dobry pomysł: podzielenie się na pary, najlepiej z taką zasadą: strzelec i ktoś go osłaniający. Osadników oczywiście wcześniej poinformować o planie podróży, przystankach.
Zorian podszedł i zaczepił jednego z miejscowych.

- Od dawna Sokoły prowadzą wojne przeciwko Krukom? I jak myślisz, co tutaj robią liguryjczycy? - wysłuchując odpowiedzi, Zorian przytakuje głową ze zrozumieniem, po czym zadaje kolejne pytanie. - Chodzą słuchy, że zostali zaproszeni przez piktów. Wiesz coś o tym?

koszal
Reactions:
Posty: 2787
Rejestracja: 15 marca 2012, 13:35
Been thanked: 1 time

Post autor: koszal » 13 listopada 2012, 23:04

Westchnąwszy ciężko Vanko przysiadł wśród dzikiej przyrody otaczającej faktorię na porośniętym bujną roślinnością starym, spróchniałym pniu. Spojrzał w niebo, ku gwiazdom, które gdzieś tam daleko tkwiły, strzegąc ścieżek przeznaczenia jakie przed wiekami uplótł wszystkowiedzący Zath.

Nie tak dawno, ledwie kilka wypitych win dzieliło go od dnia, w którym jego fortuna nagle się odmieniła. Wówczas, gdy uchodząc ze starej kopalni żelaza jako jedyny ocalił skórę cieszył się przychylnością dróg, jaką niechybnie obdarzyło go naonczas pajęcze bóstwo. Kilka dni później spotkawszy dawnyc