PBF - Mrok nad Delamirą
-
Araven
- Reactions:
- Posty: 8334
- Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 1 time
Tarsus pójdzie plus trzech ochotników z Delamiry, plus Tecumseh i wy poza Vankiem. Znaczy ruszamy w las, czy chcecie coś tu jeszcze załatwić, albo ktoś z was jeszcze zostaje?
Czekam na odpowiedź w powyższych kwestiach.
Ostatnio zmieniony 16 listopada 2012, 15:09 przez Araven, łącznie zmieniany 1 raz.
-
Araven
- Reactions:
- Posty: 8334
- Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 1 time
Druss, generalnie Daulos ma dobrą opinię, dzieli się z mieszkańcami upolowaną przez siebie zwierzyną, wszyscy go za to cenią. Pomaga innym na ile może. Porządny chłop. Oby więcej takich bo nam żywności brakuje i trzeba nam dobrych myśliwych jak Daulos właśnie - takie opinie słyszysz. A Aola, czarnowłosa lokalna piekność dorzuciła, co Daulos jej z bagien zioła lecznicze czasem przynosi, on jeden nie boi sie tam chodzić, bo tam na starym pobojowisku pełno kości tak Piktów jak aquilończyków.
Zorian - nastroje osadników są nieco lepsze niż te jak tu byliście pierwszy raz. Osadnicy Balhusa tknrli nowa nadzieje w mieszkanców Delamiry. ale czuc napięcie, starzy osadnicy boją się, że nowi odejdą zniechęceni trudnościami, zwłaszcza, że dziś zginał prawdopodobnie jeden z osadników zaatakowany pzrez wilki. Słowo klątwa padło kilka razy.
Czyli w osadzie zostaje Zorian i Vanko. Ktoś jeszcze rezygnuje z wyprawy po myśliwego zaatakowanego przez wilki?
Ostatnio zmieniony 16 listopada 2012, 17:59 przez Araven, łącznie zmieniany 1 raz.
Jak wygląda teren dookoła? na początek proponuje podzielić się na cztery pary(jeden gracz i jeden myśliwy) i przeszukać obszar w promieniu jakiś 30-50 metrów(w zależności od widoczności bo dobrze by było żebyśmy bili w stanie nie zrywać kontaktu wzrokowego). Czy możemy podjąć trop i jak duża może być wataha(porównuje słowa ocalałego myśliwego i ślady na miejscu przy pomocy reszty bo na miejscu mogło się pojawić więcej drapieżników) i czy nie ma tam śladów kogoś/czegoś innego?
No chyba że jesteśmy daleko od osady, wtedy wrócimy się tak gdzieś trzy do pięciu kilometrów od wioski i wtedy się rozdzielimy. Takie jest przynajmniej moje zdanie, nie wiem jak reszta.
Edit Araven: Jesteście jakieś 2 godziny od osady.
Ostatnio zmieniony 16 listopada 2012, 20:36 przez Procjon, łącznie zmieniany 1 raz.
Lepiej na razie się nie rozdzielać, sprawdźmy teren i oceńmy z jaką grupą możemy mieć do czynienia. nie wspominając że możemy trafić na coś groźniejszego.
P.S. Potwierdzam że jutro mnie nie będzie przez większość dnia. Myślę że tak realnie będę mieć szanse dorwać się do komputera tak dopiero koło 20.
P.S. Potwierdzam że jutro mnie nie będzie przez większość dnia. Myślę że tak realnie będę mieć szanse dorwać się do komputera tak dopiero koło 20.
Powoli wracam do formy 
Bardzo nie podoba mi się ten Daulos, najchętniej do razu przywiązałbym go do słupa i pomacał rozżarzonym żelazem, ale mogło by to być źle odebrane przez miejscowych.
Myślę że następnym razem kiedy pójdzie polować rzeba mu zafundować ogon. Dwóch lub trzech najlepszych w drużynie zwiadowców, bo tropienie myśliwego może być dość trudne.
Na razie zostawiłbym ciało (ewentualnie można umieścić je na jakiś drzewie żeby się wilki nie dobrały) i spróbował wytropić watahę.
Bardzo nie podoba mi się ten Daulos, najchętniej do razu przywiązałbym go do słupa i pomacał rozżarzonym żelazem, ale mogło by to być źle odebrane przez miejscowych.
Myślę że następnym razem kiedy pójdzie polować rzeba mu zafundować ogon. Dwóch lub trzech najlepszych w drużynie zwiadowców, bo tropienie myśliwego może być dość trudne.
Na razie zostawiłbym ciało (ewentualnie można umieścić je na jakiś drzewie żeby się wilki nie dobrały) i spróbował wytropić watahę.
-
Araven
- Reactions:
- Posty: 8334
- Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 1 time
Ostatecznie podeszliście jeszcze nieco z ciałem w strone wioski, potem padł pomysl by cialo ukryć na drzewie, Tecumseh jednak to odradził, bo żyją tu mięsożercy co latają, lub swietnie sie wspinają np. drzewne diabły, więc ciało na drzewie bezoieczne nie będzie. odniesliscie je do wioski. Jest popołudnie okolo 16. Tecumseh zasugerował też, że narażanie miejscowych nawet ochotników podkopie morale osadników jak ktoś znowu zginie, możemy zapolować na wilki, rzekł Pikt ale zróbmy to w sześciu. One nie zaatakuja raczej kilkunastu ludzi, kilku to już bardziej prwdopodobne.Jest wiosna, wilki nie atakują w stadach i maja dużo zwierzyny, cos napewno nimi kieruje. Co do Daulosa, rzeczywiście musimy mu się przyjrzeć.
Czekam na decyzję co dalej, zostajecie w osadzie, idziecie szukać watahy? Wszyscy chcą polowac, poza jak na razie Zorianem. Vanko też stwierdził, że się dołączy do łowów. Kto zostaje w osadzie, kto poluje?
Ostatnio zmieniony 17 listopada 2012, 11:02 przez Araven, łącznie zmieniany 1 raz.
-
Araven
- Reactions:
- Posty: 8334
- Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 1 time
1289 EA, Rok Słońca 14 dzień miesiąca Jastrzębia (wiosna) wg kalendarza Aquilonii. Prowincja Oriskonie Westermarck, Pogranicze Aquilonii. Polowanie na wilki zabijające osadników wokół Delamiry.
Po półgodzinie odpoczynku, Wasze komando odprowadzane wzrokiem mieszkanców Delamiry ruszyło na łowy, ale kto będzie zwierzyna a kto mysliwym okaże się niebawem...
Tecumseh poprowadził grupkę awanturników z Hyborii, Tranicosa argosańskiego pogranicznika, weterana piechoty aquilońskiej Zoriana, z jego nieodłączną tarczą i kuszą, Belvasa zamorańskiego zabójcę, który w tej pierwotnej puszczy odczuł, że żyją tu drapieżcy dla których oni są zabójcami a on ofiarą, Drussa Cymmeryjczyka o potężnych muskułach, obytego z życiem w dziczy; Vanka takoż Zamorańczyka gardzącego dzikimi, z głowa przewiązaną opatrunkiem. Szesciu wychodziło, ale czy wszyscy wrócą? Mitra i inni Bogowie zdecydują.
W lesie panowała tak głęboka cisza, że nawet stąpnięcia miękko obutych stóp zdawały się rozchodzie aż po jego krańce. A przynajmniej tak wydawało się wędrowcom podążającym z ostrożnością cechującą każdego człowieka, który odważył się przekroczyć lasy wokół Delamiry.
Dotychczas nic nie powstrzymało was w marszu, ale każdy kolejny krok przybliżał was do niebezpieczeństwa, które jak ponury cień zawisło nad prastarym lasem i Delamirą.
Nie robiliście aż tak wiele hałasu jak wam się wydawało, ale dobrze wiedzieliście, że nawet cichy trzask łamanej gałązki może zaalarmować nieprzyjaciół lub bestie kryjące się gdzieś w zdradliwej, zielonej gęstwinie.
Swobodne zachowanie szóstki awanturników było tylko pozą; nawet na chwilę nie zaprzestawali oni wypatrywać i nasłuchiwać ewentualnego zagrożenia. Czujnie wsłuchiwali się w najlżejsze nawet szmery dochodzące z głębi lasu, zdając sobie sprawę, że nie zdołają przebić wzrokiem gęstej plątaniny liści.
Nagle, bardziej kierując się instynktem niż ostrzeżeniem swoich zmysłów, chwyciliście za waszą broń strzelecką, lub do walki wręcz. Stanęliście jak wryci na środku ścieżki, wstrzymując oddech i zastanawiając się czy rzeczywiście coś usłyszeliście, czy też tylko coś wam się przywidziało.
Wokół panowała absolutna cisza. Nawet ptak nie zaćwierkał w gęstwinie. Spojrzenie Tecumseha zatrzymało się na kępie krzaków rosnących kilka jardów dalej. Nie było wiatru, a jednak dostrzegł on lekko poruszające się liście. Dreszcz przebiegł mu po plecach. Przez moment stał bez ruchu, pewien, że śmierć dopadnie go zanim zdąży zrobić następny krok.
Ale przełamał strach i wskazał pozostałym dużą kępę drzew zza której wypadły szare kształty. Sylwetki dużych wilków o morderczych płonących żądzą mordu ślepia, było ich kilkanaście i nie bały się ludzi, warcząc ruszyły na śmiałków, ci zdołali posłac strzałę w przypadku Tranicosa i bełty w przy padku Belvasa i Zoriana, potem sięgnęli po broń do walki wręcz i zaczęło się.
Po półgodzinie odpoczynku, Wasze komando odprowadzane wzrokiem mieszkanców Delamiry ruszyło na łowy, ale kto będzie zwierzyna a kto mysliwym okaże się niebawem...
Tecumseh poprowadził grupkę awanturników z Hyborii, Tranicosa argosańskiego pogranicznika, weterana piechoty aquilońskiej Zoriana, z jego nieodłączną tarczą i kuszą, Belvasa zamorańskiego zabójcę, który w tej pierwotnej puszczy odczuł, że żyją tu drapieżcy dla których oni są zabójcami a on ofiarą, Drussa Cymmeryjczyka o potężnych muskułach, obytego z życiem w dziczy; Vanka takoż Zamorańczyka gardzącego dzikimi, z głowa przewiązaną opatrunkiem. Szesciu wychodziło, ale czy wszyscy wrócą? Mitra i inni Bogowie zdecydują.
W lesie panowała tak głęboka cisza, że nawet stąpnięcia miękko obutych stóp zdawały się rozchodzie aż po jego krańce. A przynajmniej tak wydawało się wędrowcom podążającym z ostrożnością cechującą każdego człowieka, który odważył się przekroczyć lasy wokół Delamiry.
Dotychczas nic nie powstrzymało was w marszu, ale każdy kolejny krok przybliżał was do niebezpieczeństwa, które jak ponury cień zawisło nad prastarym lasem i Delamirą.
Nie robiliście aż tak wiele hałasu jak wam się wydawało, ale dobrze wiedzieliście, że nawet cichy trzask łamanej gałązki może zaalarmować nieprzyjaciół lub bestie kryjące się gdzieś w zdradliwej, zielonej gęstwinie.
Swobodne zachowanie szóstki awanturników było tylko pozą; nawet na chwilę nie zaprzestawali oni wypatrywać i nasłuchiwać ewentualnego zagrożenia. Czujnie wsłuchiwali się w najlżejsze nawet szmery dochodzące z głębi lasu, zdając sobie sprawę, że nie zdołają przebić wzrokiem gęstej plątaniny liści.
Nagle, bardziej kierując się instynktem niż ostrzeżeniem swoich zmysłów, chwyciliście za waszą broń strzelecką, lub do walki wręcz. Stanęliście jak wryci na środku ścieżki, wstrzymując oddech i zastanawiając się czy rzeczywiście coś usłyszeliście, czy też tylko coś wam się przywidziało.
Wokół panowała absolutna cisza. Nawet ptak nie zaćwierkał w gęstwinie. Spojrzenie Tecumseha zatrzymało się na kępie krzaków rosnących kilka jardów dalej. Nie było wiatru, a jednak dostrzegł on lekko poruszające się liście. Dreszcz przebiegł mu po plecach. Przez moment stał bez ruchu, pewien, że śmierć dopadnie go zanim zdąży zrobić następny krok.
Ale przełamał strach i wskazał pozostałym dużą kępę drzew zza której wypadły szare kształty. Sylwetki dużych wilków o morderczych płonących żądzą mordu ślepia, było ich kilkanaście i nie bały się ludzi, warcząc ruszyły na śmiałków, ci zdołali posłac strzałę w przypadku Tranicosa i bełty w przy padku Belvasa i Zoriana, potem sięgnęli po broń do walki wręcz i zaczęło się.
Uznałem, że presja mieszkańców, niekoniecznie wypowiedziana na głos skłoniła was do wyruszenia, wilki atakują, czekam na deklaracje, macie tak po trzy wilki na głowę, sugeruję 2 akcje defensywne i jeden atak. Mający dwie bronie prosze o info czy w ramach jednego ataku zadajecie jeden cios czy dwa z mniejszą szansą trafienia? W razie braku info do 21, rozegram walkę sam wg zasady dwie akcje defensywne i jeden atak jedną bronią każdy.
Bełt z kuszy Belvasa strzaskał lewą przednia nogę wilka ten po chwili padł w agonii, Tranicos przymierzył z długiego bossońskiego łuku, posłał strzałę w tułów wilka, ten mimo, że ranny biegnie dalej. Zorian chybił. Vanko cisnął niożem, ale także chybił. Druss cisnął toporkiem do rzucania, niemal odcinając tylnia nogę wilka i eliminując drugiego drapieżnika. Ciąg dalszy nastąpi po deklaracjach.
Ostatnio zmieniony 17 listopada 2012, 13:11 przez Araven, łącznie zmieniany 1 raz.
-
Araven
- Reactions:
- Posty: 8334
- Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 1 time
Jednak już rozegrałem walkę z wilkami. Opis w wygląd przeciwników poniżej.

BELVAS
I Runda - dwa ghanatańskie noże pojawiły się w dłoniach zabójcy, miał przed sobą dwa wilki, trzeci wił się w agonii ustrzelony z kuszy. Belvas uderzył dwoma ostrzami, jeden z ciosów rani wilka w tylna prawa łapę, drugi zaś chybia. Wilki atakują, najpierw ranny, jego kły niema cie dostały ale odtrąciłeś pysk mieczami, uniknąłeś także kłów drugiego wilka.
II runda: ponownie atakujesz swymi zębatymi ostrzami, dwa szybkie cięcia, oba ostrza trafiają wilk nie uniknął pierwszego a drugie go zabiło. Został ci jeden wilk, atakuje zdołałeś uniknąć.
II runda, Belvas atakuje tym razem jeden raz ghanatańskim ostrzem, z premią za poświęcenie jednej akcji defensywnej, zabijasz ostatniego wilka nie odnosząc ran w tym starciu.
Leczenie ; Belvas nie odniósł obrażeń. Masz 4 obrażenia prawej nogi z poprzednich walk.
VANKO
I runda : Jesteś szybszy wznosisz sejmitar do ciosu, cios jest celny, wilk nie zdołał uniknąć, trafiasz go w łeb, wilk pada, ataki dwóch pozostałych wilków. Unikasz jednego ale drugi aż za 8 obrażeń krytycznie ugryzł cię w lewe ramię, zdołałeś je wyrwać z jego paszczy.
II runda: Vanko atakujesz sejmitarem, cios jest celny ale bestia robi unik.
III runda: Vanko atakuje sejmitarem: ciety potężnie wilk pada, został jeden, jego atak, unikasz jego kłów.
Leczenie: po leczeniu masz 5 nowych obrażeń na lewym ramieniu razem 7 ogólnych ze starymi.
ZORIAN
I runda: Zorian nagłym sztychem zza tarczy przebijasz gardło pierwszego wilka, zostały ci dwa. Właśnie atakują, uniknąłes kłow jednego wilka, drugiego odtracając tarczą.
II runda Zorian: atak mieczem, tym razem chybiasz. Wilki, jeden chybia drugi odbija się od twej tarczy.
III runda Zorian, rozcinasz łeb wilka, został jeden, jego atak, unikasz o włos rozszarpania ci ramienia.
Leczenie: brak jakichkolwiek obrażeń.
TRANICOS
I runda: Tranicos, jesteś wolniejszy trzy szare kształty atakują, ten raniony strzała chybia, dzierżąc dwa miecze zdołałeś zasłonić się przed kłami wilka i zrobić unik przed pyskiem drugiego. Kontratakujesz, dwoma atakami mieczami, pierwszy chybia, ale drugi dobija wilka ranionego strzałą, zostały dwa.
II runda: Tranicos, dwa wilki atakują, unikasz ataku wilka i częściowo blokujesz atak drugiego, ale kły cię dopadły, ugryzł cie w lewa nogę za 6 obrażeń (sukces specjalny). Kontra dwa krótkie miecze atakują, trafienie w łapę przednią i tułów eliminują wilka, został jeden.
III runda, Tranicos został ci jeden wilk, atakuje unikasz. Twój atak jeden z premią za poświęcenie akcji defensywnej, sukces specjalny, trafiasz w głowę wilk pada.
Leczenie: uwzględniając pierwszą pomoc masz 3 nowe rany na lewej nodze, plus 3 stare na prawej, razem 6 ogólnych.
DRUSS
I runda; Olbrzymi Cymeryjczyk, staje się celem ataku dwóch bestii, jeden wilk chybia, kłów drugiego unikasz. Twój topór wznosi się do ciosu, ale wilk unika ostrza.
II runda Druss, atak dwóch wilków, unikasz kłów jednego ale drugi cię dopadł, skorzył i zaatakował ci głowę odnosisz 5 obrażeń, hełm cię nieco ochronił. Kontra wściekłego Cymeryjczyka, nim wilk spadł na ziemię topór barbarzyńcy rozrabał mu tułów, został jeden wilk.
III runda: Druss atakuje cię wilk, unikasz. Uderzasz toporem, specjalny sukce rozrabujesz toporem tulów bestii.
Leczenie 2 nowe obrażenia głowy, razem ze starymi masz 5 ogólnych.
Tecumseh zabił 2 wilki, ranny za 5 obrażeń.
Wyeliminowane wilki przez drużynę w trzy rundy: 12 sztuk + 2 Tecumseh
Na początku czwartego starcia pojawiły się nagle, dwie czarne pantery w tym jedna większa jednooka (widok niżej), one zaatakowały największego wilka, on z wami nie walczył. I pantery i kilka ocalałych wilków odbiegły zostawiając was samym sobie. Udzieliliście sobie nawzajem pierwszej pomocy, więcej wyleczyć nie da rady.
Wasze indywidualne opisy walki mile widziane. Zabieracie trofea, np. głowy wilków? Idziecie za panterami i ocalałymi wilkami? Co dalej?
Ostatnio zmieniony 18 listopada 2012, 11:26 przez Araven, łącznie zmieniany 1 raz.