PBF - Narodziny legendy
-
mordimer00
- Reactions:
- Posty: 2226
- Rejestracja: 07 stycznia 2011, 09:44
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Rozmyślałem sobie w pracy nad tym, że powinienem nieco poszerzyć Waszą wiedzę o Tamrielu przez wzgląd na to, iż nie jesteście rębaczami-analfabetami, tylko wykształconymi ludźmi (i nieludźmi, chociaż w przypadku kotołaka faktycznie trudno w to uwierzyć). Wszyscy studiowaliście sztuki magiczne oraz inne księgi, w tym traktaty historyczne i religijne, stąd idea, by wrzucić w formie osobnych wpisów kilka ksiąg ze świata Skyrima dla pogłębienia wiedzy o uniwersum gry.
Posty dotyczące audiencji u jarla pojawią się niebawem.
Posty dotyczące audiencji u jarla pojawią się niebawem.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Księga Smoczego Dziecięcia
spisał
Przeor Emelene Madrine
Zakon Talosa
Opactwo Weynon
rok 360 trzeciej ery
dwudziesty pierwszy rok panowania
Jego Wysokości Pelagiusa IV
Wielu ludzi słyszało określenie "Smocze Dziecię" - to oczywiste, skoro rządzą nami Cesarze-Smocze Dzieci - ale mało kto rozumie prawdziwe znaczenie tego miana. Dla nas, członków Zakonu Talosa, temat ten jest bliski i drogi naszym sercom, tak więc w niniejszej księdze spróbuję rzucić nieco światła na historię i znaczenie tych, którzy na przestrzeni dziejów znani byli jako Smocze Dziecięta.
Większość uczonych zgadza się, że termin ten został pierwszy raz użyty w związku z Przymierzem Akatosha, kiedy błogosławiona święta Alessja otrzymała Amulet Królów, a w Świątyni Jedynego po raz pierwszy zapłonęły Smocze Ognie. "Akatosh, ulitowawszy się nad niedolą rodzaju ludzkiego, upuścił cennej krwi ze swego własnego serca i pobłogosławił świętą Alessję tą krwią smoków, a następnie zawarł z nią Przymierze: tak długo, jak jej potomkowie pozostaną wierni smoczej krwi, Akatosh uczyni wszystko, by utrzymać w zamknięciu Wrota Otchłani i nie dopuścić armii daedr oraz nieumarłych do wrogów ludzi, czyli sprzyjających daedrom Ayleidów". Ci, których Akatosh pobłogosławił "smoczą krwią", otrzymali miano Smoczych Dzieciąt.
Tak więc związek z władcami Cesarstwa istniał od samego początku - tylko ci, w których żyłach płynęła smocza krew, mogli nosić Amulet Królów i zapalać Smocze Ognie. Wszyscy prawowici władcy Cesarstwa byli Smoczymi Dzieciętami: cesarze i cesarzowe pierwszego Cesarstwa Cyrodiil założonego przez Alessję, Reman Cyrodiil i jego spadkobiercy, a także oczywiście Tiber Septim i jego następcy, aż do obecnie panującego cesarza, Jego Wysokości Pelagiusa Septima IV.
Jednak, właśnie ze względu na ten związek z cesarzami, inne znaczenie Smoczych Dzieciąt zostało zapomniane przez wszystkich oprócz uczonych i tych z nas, którzy poświecili się służbie błogosławionemu Talosowi, Który Był Tiberem Septimem. Bardzo niewielu zdaje sobie sprawę, że fakt pozostawania Smoczym Dziecięciem nie jest tylko prostą kwestią dziedziczenia - mówimy tu o błogosławieństwie samego Akatosha, więc nie jesteśmy w stanie objąć naszymi umysłami, jak i dlaczego jest ono udzielane. Ci, którzy zostają cesarzami i zapalają Smocze Ognie, z pewnością są Smoczymi Dzieciętami - dowodem jest możność noszenia Amuletu i rozniecania Ogni. Ale czy są w stanie dokonywać tych rzeczy dlatego, że są Smoczymi Dzieciętami, czy też zdolności te są znakiem tego, ze spłynęło na nich błogosławieństwo Akatosha? Możemy powiedzieć tylko tyle, że chodzi o obie te rzeczy oraz o żadną z nich - jest to boska tajemnica.
Oczywiście wszyscy z linii Septimów byli Smoczymi Dzieciętami, co stanowi jeden z powodów, dla których uproszczone rozumienie dziedziczności stało się tak powszechne. Ale wiemy z całkowitą pewnością, że wcześni władcy Cyrodiil w ogóle nie byli ze sobą spokrewnieni. Nie istnieją też dowody, że Reman Cyrodiil był potomkiem Alessji, chociaż wiele legend utrzymuje, że tak właśnie było - większość z nich pochodzi z czasów Remana i prawdopodobnie miała na celu uprawomocnić jego panowanie. Wiemy, że Ostrza, zwykle uważane jedynie za przybocznych cesarza, wywodzą się od członków akavirskiej krucjaty, która z nieznanych przyczyn najechała Tamriel w późnych latach pierwszej ery. Podobno poszukiwali oni Smoczego Dziecięcia - wydarzenia z Bladej Przełęczy potwierdzają to - i Akavirczycy jako pierwsi uznali Remana Cyrodiila za Smocze Dziecię. W rzeczywistości to Akavirczycy uczynili najwięcej dla ogłoszenia Remana Cesarzem (chociaż on sam nigdy za życia nie tytułował się w ten sposób/). I oczywiście nie istnieje potwierdzone pokrewieństwo pomiędzy Tiberem Septimem a poprzednimi Smoczymi Dzieciętami - władcami Tamriel.
Kolejną tajemnicą jest to, czy w tym samym czasie może żyć więcej niż jedno Smocze Dziecię. Cesarze czynili, co w ich mocy, by odrzucić tę koncepcje, ale oczywiście sama cesarska sukcesja oznacza, że w danym czasie istnieje co najmniej dwoje lub więcej potencjalnych Smoczych Dzieciąt: obecny władca oraz jego lub jej następcy. Historia Ostrzy również na to wskazuje. Chociaż niewiele wiadomo o ich działalności podczas bezkrólewia pomiędzy Cesarstwem Remana a wyniesieniem Tibera Septima, wielu sądzi, że Ostrza w tym czasie wyszukiwały i strzegły tych, których uważały za potencjalne Smocze Dziecięta.
W końcu musimy postawić pytanie o prawdziwe znaczenie bycia Smoczym Dziecięciem. Związek ze smokami jest tak oczywisty, że został niemal zapomniany. W dzisiejszych czasach, gdy smoki są już wyblakłym wspomnieniem, zapominamy, że w dawnych czasach bycie Smoczym Dziecięciem oznaczało posiadanie "smoczej krwi". Niektórzy uczeni sądzą, że miało to znaczenie dosłowne, chociaż dokładna tego waga nie jest znana. Nordowie opowiadają historie o bohaterach będących Smoczymi Dzieciętami, wielkich zabójcach smoków, którzy potrafili kraść moc zgładzonych przez siebie bestii. Wiemy też, że Akavirczycy znaleźli i zabili podczas swej inwazji wiele smoków, ponadto są dowody, że czynili to dalej już jako Smocza Straż (kolejne nawiązanie do smoków) Remana Cyrodiila - bezpośredni poprzednicy dzisiejszych Ostrzy.
Pozostawiam was z tym, co znamy jako "Proroctwo Smoczego Dziecięcia". Często się mówi, że pochodzi ono z Prastarego Zwoju, chociaż czasami wiąże się je też ze starożytnym Akavirem. Wielu próbowało je rozszyfrować i równie wielu uważało, że opisane w nim znaki już się wypełniły, zaś nadejście "Ostatniego Smoczego Dziecięcia" było bardzo bliskie. Nie stwierdzam niczego jednoznacznie jako tłumacz proroctwa, ale w istocie sugeruje ono, że prawdziwe znaczenie daru Akatosha dla śmiertelników nie zostało jeszcze w pełni zrozumiane.
Gdy nierząd zaczyna panować w ośmiu stronach świata
Gdy Mosiężna Wieża wyruszy, a Czas zmienia swój bieg
Gdy po trzykroć błogosławieni zawiodą, a Czerwona Wieża zadrży
Gdy Zrodzony Ze Smoków Władca utraci tron, a Biała Wieża upadnie
Gdy Śnieżna Wieża legnie w gruzach, pozbawiona króla, krwawiąca
Pożeracz Światów obudzi się, zaś Koło zwróci się ku Ostatniemu Smoczemu Dziecięciu.
spisał
Przeor Emelene Madrine
Zakon Talosa
Opactwo Weynon
rok 360 trzeciej ery
dwudziesty pierwszy rok panowania
Jego Wysokości Pelagiusa IV
Wielu ludzi słyszało określenie "Smocze Dziecię" - to oczywiste, skoro rządzą nami Cesarze-Smocze Dzieci - ale mało kto rozumie prawdziwe znaczenie tego miana. Dla nas, członków Zakonu Talosa, temat ten jest bliski i drogi naszym sercom, tak więc w niniejszej księdze spróbuję rzucić nieco światła na historię i znaczenie tych, którzy na przestrzeni dziejów znani byli jako Smocze Dziecięta.
Większość uczonych zgadza się, że termin ten został pierwszy raz użyty w związku z Przymierzem Akatosha, kiedy błogosławiona święta Alessja otrzymała Amulet Królów, a w Świątyni Jedynego po raz pierwszy zapłonęły Smocze Ognie. "Akatosh, ulitowawszy się nad niedolą rodzaju ludzkiego, upuścił cennej krwi ze swego własnego serca i pobłogosławił świętą Alessję tą krwią smoków, a następnie zawarł z nią Przymierze: tak długo, jak jej potomkowie pozostaną wierni smoczej krwi, Akatosh uczyni wszystko, by utrzymać w zamknięciu Wrota Otchłani i nie dopuścić armii daedr oraz nieumarłych do wrogów ludzi, czyli sprzyjających daedrom Ayleidów". Ci, których Akatosh pobłogosławił "smoczą krwią", otrzymali miano Smoczych Dzieciąt.
Tak więc związek z władcami Cesarstwa istniał od samego początku - tylko ci, w których żyłach płynęła smocza krew, mogli nosić Amulet Królów i zapalać Smocze Ognie. Wszyscy prawowici władcy Cesarstwa byli Smoczymi Dzieciętami: cesarze i cesarzowe pierwszego Cesarstwa Cyrodiil założonego przez Alessję, Reman Cyrodiil i jego spadkobiercy, a także oczywiście Tiber Septim i jego następcy, aż do obecnie panującego cesarza, Jego Wysokości Pelagiusa Septima IV.
Jednak, właśnie ze względu na ten związek z cesarzami, inne znaczenie Smoczych Dzieciąt zostało zapomniane przez wszystkich oprócz uczonych i tych z nas, którzy poświecili się służbie błogosławionemu Talosowi, Który Był Tiberem Septimem. Bardzo niewielu zdaje sobie sprawę, że fakt pozostawania Smoczym Dziecięciem nie jest tylko prostą kwestią dziedziczenia - mówimy tu o błogosławieństwie samego Akatosha, więc nie jesteśmy w stanie objąć naszymi umysłami, jak i dlaczego jest ono udzielane. Ci, którzy zostają cesarzami i zapalają Smocze Ognie, z pewnością są Smoczymi Dzieciętami - dowodem jest możność noszenia Amuletu i rozniecania Ogni. Ale czy są w stanie dokonywać tych rzeczy dlatego, że są Smoczymi Dzieciętami, czy też zdolności te są znakiem tego, ze spłynęło na nich błogosławieństwo Akatosha? Możemy powiedzieć tylko tyle, że chodzi o obie te rzeczy oraz o żadną z nich - jest to boska tajemnica.
Oczywiście wszyscy z linii Septimów byli Smoczymi Dzieciętami, co stanowi jeden z powodów, dla których uproszczone rozumienie dziedziczności stało się tak powszechne. Ale wiemy z całkowitą pewnością, że wcześni władcy Cyrodiil w ogóle nie byli ze sobą spokrewnieni. Nie istnieją też dowody, że Reman Cyrodiil był potomkiem Alessji, chociaż wiele legend utrzymuje, że tak właśnie było - większość z nich pochodzi z czasów Remana i prawdopodobnie miała na celu uprawomocnić jego panowanie. Wiemy, że Ostrza, zwykle uważane jedynie za przybocznych cesarza, wywodzą się od członków akavirskiej krucjaty, która z nieznanych przyczyn najechała Tamriel w późnych latach pierwszej ery. Podobno poszukiwali oni Smoczego Dziecięcia - wydarzenia z Bladej Przełęczy potwierdzają to - i Akavirczycy jako pierwsi uznali Remana Cyrodiila za Smocze Dziecię. W rzeczywistości to Akavirczycy uczynili najwięcej dla ogłoszenia Remana Cesarzem (chociaż on sam nigdy za życia nie tytułował się w ten sposób/). I oczywiście nie istnieje potwierdzone pokrewieństwo pomiędzy Tiberem Septimem a poprzednimi Smoczymi Dzieciętami - władcami Tamriel.
Kolejną tajemnicą jest to, czy w tym samym czasie może żyć więcej niż jedno Smocze Dziecię. Cesarze czynili, co w ich mocy, by odrzucić tę koncepcje, ale oczywiście sama cesarska sukcesja oznacza, że w danym czasie istnieje co najmniej dwoje lub więcej potencjalnych Smoczych Dzieciąt: obecny władca oraz jego lub jej następcy. Historia Ostrzy również na to wskazuje. Chociaż niewiele wiadomo o ich działalności podczas bezkrólewia pomiędzy Cesarstwem Remana a wyniesieniem Tibera Septima, wielu sądzi, że Ostrza w tym czasie wyszukiwały i strzegły tych, których uważały za potencjalne Smocze Dziecięta.
W końcu musimy postawić pytanie o prawdziwe znaczenie bycia Smoczym Dziecięciem. Związek ze smokami jest tak oczywisty, że został niemal zapomniany. W dzisiejszych czasach, gdy smoki są już wyblakłym wspomnieniem, zapominamy, że w dawnych czasach bycie Smoczym Dziecięciem oznaczało posiadanie "smoczej krwi". Niektórzy uczeni sądzą, że miało to znaczenie dosłowne, chociaż dokładna tego waga nie jest znana. Nordowie opowiadają historie o bohaterach będących Smoczymi Dzieciętami, wielkich zabójcach smoków, którzy potrafili kraść moc zgładzonych przez siebie bestii. Wiemy też, że Akavirczycy znaleźli i zabili podczas swej inwazji wiele smoków, ponadto są dowody, że czynili to dalej już jako Smocza Straż (kolejne nawiązanie do smoków) Remana Cyrodiila - bezpośredni poprzednicy dzisiejszych Ostrzy.
Pozostawiam was z tym, co znamy jako "Proroctwo Smoczego Dziecięcia". Często się mówi, że pochodzi ono z Prastarego Zwoju, chociaż czasami wiąże się je też ze starożytnym Akavirem. Wielu próbowało je rozszyfrować i równie wielu uważało, że opisane w nim znaki już się wypełniły, zaś nadejście "Ostatniego Smoczego Dziecięcia" było bardzo bliskie. Nie stwierdzam niczego jednoznacznie jako tłumacz proroctwa, ale w istocie sugeruje ono, że prawdziwe znaczenie daru Akatosha dla śmiertelników nie zostało jeszcze w pełni zrozumiane.
Gdy nierząd zaczyna panować w ośmiu stronach świata
Gdy Mosiężna Wieża wyruszy, a Czas zmienia swój bieg
Gdy po trzykroć błogosławieni zawiodą, a Czerwona Wieża zadrży
Gdy Zrodzony Ze Smoków Władca utraci tron, a Biała Wieża upadnie
Gdy Śnieżna Wieża legnie w gruzach, pozbawiona króla, krwawiąca
Pożeracz Światów obudzi się, zaś Koło zwróci się ku Ostatniemu Smoczemu Dziecięciu.
Ostatnio zmieniony 19 listopada 2012, 18:56 przez Keth, łącznie zmieniany 1 raz.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Smocza Wojna
spisał
Torhal Bjorik
W okresie meretyckim, kiedy Ysgramor po raz pierwszy kroczył po Tamriel, jego lud przyniósł ze sobą wiarę w zwierzęcych bogów. Niektórzy uczeni sądzą, iż ci prymitywni ludzie wyznawali bóstwa takie, jakie znamy dziś, tylko w postaci zwierząt totemicznych. Czcili jastrzębia, wilka, węża, ćmę, sowę, wieloryba, niedźwiedzia, lisa i smoka. Czasami w dalekich krańcach Skyrim można natknąć się na zniszczone kamienne totemy.
Pierwszym spośród wszystkich zwierząt był smok. W starożytnym języku norskim drah-gkon. Czasami używa się nazwy dov-rha, ale jej etymologia nie jest znana. Używać obu nazw mogli tylko smoczy kapłani. Wybudowano wielkie świątynie, aby uczcić i udobruchać smoki. Wiele z nich stoi do dzisiaj jako starożytne ruiny nawiedzane przez draugry i nieumarłych smoczych kapłanów.
Smoki, jak to smoki, przyjęły rolę bogów-królów rządzących ludźmi. W końcu czyż nie zostały stworzone na obraz i podobieństwo Akatosha? Czy nie przewyższały we wszystkim hordy małych, słabych stworzonek, które je czciły? Dla smoków władza równa się prawdzie. One miały władzę, a więc musiało to być prawdą. Smoki udzieliły swym kapłanom cząstki swojej mocy w zamian za całkowite posłuszeństwo. Z kolei smoczy kapłani rządzili ludźmi jak równi królom. Oczywiście problemami rządów nie należało niepokoić smoków.
W Atmorze, skąd pochodził Ysgramor i jego lud, smoczy kapłani żądali danin i ustanowili prawa oraz kodeksy, dzięki którym utrzymywał się pokój między smokami a ludźmi. W Tamriel nie byli nawet w połowie tak łaskawi. Niejasne jest, czy powodem była ambicja jakiegoś kapłana, czy któregoś ze smoków, czy też szeregu nieudolnych królów. Jakakolwiek była przyczyna, smoczy kapłani zaczęli rządzić żelazną ręką, niewoląc resztę społeczeństwa.
Kiedy lud się buntował, smoczy kapłani brali na nim odwet. Kiedy odmawiano im danin, odpowiedź smoków była szybka i brutalna. I tak rozpoczęła się Smocza Wojna.
Na początku ludzie ginęli tysiącami. Starożytne teksty mówią o kilku smokach, które przeszły na stronę ludzi. Czemu to zrobiły, nie wiadomo. Kapłani Dziewięciu Bóstw twierdzą, że sam Akatosh interweniował. Od tych smoków ludzie nauczyli się magii, której mogli użyć przeciwko pozostałym wielkim jaszczurom. Los się odwrócił i smoki również zaczęły ginąć.
Była to długa i krwawa wojna. Smoczy kapłani zostali obaleni, a smoki przetrzebiono. Te, które przeżyły, rozproszyły się po miejscach leżących z dala od ludzkich siedzib. Jeśli chodzi o kult smoków, to przystosował się i przetrwał. Wybudowano smocze kurhany, grzebiąc szczątki smoków poległych w wojnie. Wierzono, że pewnego dnia smoki znów powstaną i nagrodzą wiernych wyznawców.
spisał
Torhal Bjorik
W okresie meretyckim, kiedy Ysgramor po raz pierwszy kroczył po Tamriel, jego lud przyniósł ze sobą wiarę w zwierzęcych bogów. Niektórzy uczeni sądzą, iż ci prymitywni ludzie wyznawali bóstwa takie, jakie znamy dziś, tylko w postaci zwierząt totemicznych. Czcili jastrzębia, wilka, węża, ćmę, sowę, wieloryba, niedźwiedzia, lisa i smoka. Czasami w dalekich krańcach Skyrim można natknąć się na zniszczone kamienne totemy.
Pierwszym spośród wszystkich zwierząt był smok. W starożytnym języku norskim drah-gkon. Czasami używa się nazwy dov-rha, ale jej etymologia nie jest znana. Używać obu nazw mogli tylko smoczy kapłani. Wybudowano wielkie świątynie, aby uczcić i udobruchać smoki. Wiele z nich stoi do dzisiaj jako starożytne ruiny nawiedzane przez draugry i nieumarłych smoczych kapłanów.
Smoki, jak to smoki, przyjęły rolę bogów-królów rządzących ludźmi. W końcu czyż nie zostały stworzone na obraz i podobieństwo Akatosha? Czy nie przewyższały we wszystkim hordy małych, słabych stworzonek, które je czciły? Dla smoków władza równa się prawdzie. One miały władzę, a więc musiało to być prawdą. Smoki udzieliły swym kapłanom cząstki swojej mocy w zamian za całkowite posłuszeństwo. Z kolei smoczy kapłani rządzili ludźmi jak równi królom. Oczywiście problemami rządów nie należało niepokoić smoków.
W Atmorze, skąd pochodził Ysgramor i jego lud, smoczy kapłani żądali danin i ustanowili prawa oraz kodeksy, dzięki którym utrzymywał się pokój między smokami a ludźmi. W Tamriel nie byli nawet w połowie tak łaskawi. Niejasne jest, czy powodem była ambicja jakiegoś kapłana, czy któregoś ze smoków, czy też szeregu nieudolnych królów. Jakakolwiek była przyczyna, smoczy kapłani zaczęli rządzić żelazną ręką, niewoląc resztę społeczeństwa.
Kiedy lud się buntował, smoczy kapłani brali na nim odwet. Kiedy odmawiano im danin, odpowiedź smoków była szybka i brutalna. I tak rozpoczęła się Smocza Wojna.
Na początku ludzie ginęli tysiącami. Starożytne teksty mówią o kilku smokach, które przeszły na stronę ludzi. Czemu to zrobiły, nie wiadomo. Kapłani Dziewięciu Bóstw twierdzą, że sam Akatosh interweniował. Od tych smoków ludzie nauczyli się magii, której mogli użyć przeciwko pozostałym wielkim jaszczurom. Los się odwrócił i smoki również zaczęły ginąć.
Była to długa i krwawa wojna. Smoczy kapłani zostali obaleni, a smoki przetrzebiono. Te, które przeżyły, rozproszyły się po miejscach leżących z dala od ludzkich siedzib. Jeśli chodzi o kult smoków, to przystosował się i przetrwał. Wybudowano smocze kurhany, grzebiąc szczątki smoków poległych w wojnie. Wierzono, że pewnego dnia smoki znów powstaną i nagrodzą wiernych wyznawców.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Pogranicze, Podbój i Współistnienie: Społeczna Historia Cyrodiil
Wydawnictwo Uniwersytetu Gwylim,
3E 344
Historycy często opisują zasiedlenie Tamriel przez ludzi jako prosty proces militarnej ekspansji Nordów ze Skyrim. Faktycznie ludzcy osadnicy dotarli do prawie każdego zakątka Tamriel jeszcze przed założeniem Skyrim. Do tych tak zwanych "Nedów" należą proto-Cyrodiilianie, przodkowie Bretonów, rdzenni mieszkańcy Hammerfell, i prawdopodobnie już nieistniejący ludzcy mieszkańcy Morrowind. Ściśle rzecz biorąc, Nordowie są kolejnymi z Nedów, jedynymi, którzy nie zdołali współżyć w pokoju z już zamieszkującymi Tamriel elfami.
Ysgramor z pewnością nie był pierwszym człowiekiem w Tamriel. Tak naprawdę, podczas "przelotnej wojny domowej w Atmorze", jak głosi Pieśń Powrotu, Ysgramor naśladował tylko długą tradycję migracji z Atmory; przez całe stulecia przed jego przybyciem Tamriel służyło za "zawór bezpieczeństwa" dla Atmory. Malkontenci, dysydenci, buntownicy, młodsi synowie bez ziemi, wszyscy podejmowali trudy wyprawy z Atmory do "Nowego Świata" Tamriel. Nowe wykopaliska archeologiczne datują pierwsze ludzkie osiedla w Hammerfell, Wysokiej Skale i Cyrodiil na ME800-1000, stulecia przed Ysgramorem, zakładając nawet, że dwunastu norskich "królów" przed Haraldem było prawdziwymi postaciami historycznymi.
Nedowie stanowili mniejszość w kraju elfów, i byli zmuszeni do pokojowego współżycia ze Starszą Rasą. W Wysokiej Skale, Hammerfell, Cyrodiil i być może w Morrowind zrobili właśnie to, i Nedowie prosperowali i rośli w siłę przez ostatnie wieki Ery Meretycznej. Tylko w Skyrim proces przystosowania załamał się, w wydarzeniach upamiętnionych w Pieśni Powrotu. Może, mając pod bokiem posiłki z Atmory, proto-Nordowie nie uważali za konieczne podporządkować się władzy elfów ze Skyrim. Faktycznie, wczesne kroniki Nordów mówią, że za króla Haralda, pierwszego historycznego władcy Nordów (1E 113-221), "najemnicy z Atmory powrócili do swej ojczyzny" po wzmocnieniu Skyrim jako zjednoczonego królestwa. Niezależnie od powodu, schemat został ustalony - w Skyrim ekspansja postępowała drogą militarną, w obrębie granic podbojów wyrastały ludzkie osiedla, a granica między terytorium ludzi i elfów była względnie wyraźna.
Lecz poza tą "strefą konfliktu", pozostali Nedowie dalej mieszali się z elfimi sąsiadami. Gdy norskie armie Pierwszego Cesarstwa w końcu wkroczyły do Wysokiej Skały i Cyrodiil, zastały tam Bretonów i proto-Cyrodiilian mieszkających wśród elfów. Prawdę mówiąc Nordowie mieli trudności z odróżnieniem elfa od Bretona, w takim stopniu wymieszały się te rasy. Przybycie armii Nordów zakłóciło równowagę między Nedami i elfami. Choć ekspansja Nordów w Wysokiej Skale i Cyrodiil trwała dość krótko (mniej niż dwa stulecia), miała decydujące skutki; od tego momentu władza na tych terenach przeszła z rąk elfów do ludzi.
Wydawnictwo Uniwersytetu Gwylim,
3E 344
Historycy często opisują zasiedlenie Tamriel przez ludzi jako prosty proces militarnej ekspansji Nordów ze Skyrim. Faktycznie ludzcy osadnicy dotarli do prawie każdego zakątka Tamriel jeszcze przed założeniem Skyrim. Do tych tak zwanych "Nedów" należą proto-Cyrodiilianie, przodkowie Bretonów, rdzenni mieszkańcy Hammerfell, i prawdopodobnie już nieistniejący ludzcy mieszkańcy Morrowind. Ściśle rzecz biorąc, Nordowie są kolejnymi z Nedów, jedynymi, którzy nie zdołali współżyć w pokoju z już zamieszkującymi Tamriel elfami.
Ysgramor z pewnością nie był pierwszym człowiekiem w Tamriel. Tak naprawdę, podczas "przelotnej wojny domowej w Atmorze", jak głosi Pieśń Powrotu, Ysgramor naśladował tylko długą tradycję migracji z Atmory; przez całe stulecia przed jego przybyciem Tamriel służyło za "zawór bezpieczeństwa" dla Atmory. Malkontenci, dysydenci, buntownicy, młodsi synowie bez ziemi, wszyscy podejmowali trudy wyprawy z Atmory do "Nowego Świata" Tamriel. Nowe wykopaliska archeologiczne datują pierwsze ludzkie osiedla w Hammerfell, Wysokiej Skale i Cyrodiil na ME800-1000, stulecia przed Ysgramorem, zakładając nawet, że dwunastu norskich "królów" przed Haraldem było prawdziwymi postaciami historycznymi.
Nedowie stanowili mniejszość w kraju elfów, i byli zmuszeni do pokojowego współżycia ze Starszą Rasą. W Wysokiej Skale, Hammerfell, Cyrodiil i być może w Morrowind zrobili właśnie to, i Nedowie prosperowali i rośli w siłę przez ostatnie wieki Ery Meretycznej. Tylko w Skyrim proces przystosowania załamał się, w wydarzeniach upamiętnionych w Pieśni Powrotu. Może, mając pod bokiem posiłki z Atmory, proto-Nordowie nie uważali za konieczne podporządkować się władzy elfów ze Skyrim. Faktycznie, wczesne kroniki Nordów mówią, że za króla Haralda, pierwszego historycznego władcy Nordów (1E 113-221), "najemnicy z Atmory powrócili do swej ojczyzny" po wzmocnieniu Skyrim jako zjednoczonego królestwa. Niezależnie od powodu, schemat został ustalony - w Skyrim ekspansja postępowała drogą militarną, w obrębie granic podbojów wyrastały ludzkie osiedla, a granica między terytorium ludzi i elfów była względnie wyraźna.
Lecz poza tą "strefą konfliktu", pozostali Nedowie dalej mieszali się z elfimi sąsiadami. Gdy norskie armie Pierwszego Cesarstwa w końcu wkroczyły do Wysokiej Skały i Cyrodiil, zastały tam Bretonów i proto-Cyrodiilian mieszkających wśród elfów. Prawdę mówiąc Nordowie mieli trudności z odróżnieniem elfa od Bretona, w takim stopniu wymieszały się te rasy. Przybycie armii Nordów zakłóciło równowagę między Nedami i elfami. Choć ekspansja Nordów w Wysokiej Skale i Cyrodiil trwała dość krótko (mniej niż dwa stulecia), miała decydujące skutki; od tego momentu władza na tych terenach przeszła z rąk elfów do ludzi.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Rządy w Skyrim: spojrzenie obcokrajowca
spisał
Abdul-Mujib Ababheh
Podczas moich podróży, a było ich wiele, napotkałem wiele dziwnych ludów i kultur w rozmaitych prowincjach Cesarstwa, zaś w każdej z nich odkryłem metody rządów i zwyczaje przywódców właściwe tejże konkretnej prowincji.
Na przykład w Czarnych Mokradłach król Argonian każe swoim cienistołuskim skrytobójcom po cichu eliminować zagrożenie, bez wiedzy jego ludu. W Prowincji Cesarskiej Cyrodiil Cesarz rządzi bezpośrednio, ale nie można lekceważyć władzy danej jego Radzie Starszych.
Podczas niedawnej podróży do Skyrim, surowego i mroźnego świata Nordów, mogłem po raz pierwszy być świadkiem wyjątkowych rządów tego silnego, dumnego ludu.
Cała prowincja Skyrim jest podzielona na obszary zwane dzielnicami, zaś każda dzielnica ma stolicę w jednym z wielkich starożytnych miast. W każdym z tych miast rządzi król dzielnicy, zwany jarlem.
Jarlowie ze Skyrim stanowią naprawdę groźny widok. Siedzą na swoich tronach, gotowi natychmiast wymierzyć sprawiedliwość lub wysłać siły, by zdławiły jakieś miejscowe zagrożenie, czy będzie to wataha dzikich wilków, czy też przerażający gigant, który zapuścił się zbyt blisko ludzkich siedzib.
Obserwując tych jarlów, dostrzegłem oczywiście niepowtarzalną osobowość i styl rządzenia każdego z nich. Nie byłem jednak przygotowany, zwłaszcza mając w pamięci niesłuszną reputację norskich władców jako barbarzyńców lub prymitywnych wodzów, na widok formalnej struktury dworu każdego jarla. Choć bowiem to przywódca dzielnicy zasiada na jej tronie, służy mu zastęp urzędników pełniących bardzo konkretne i ważne role.
Nadworny czarodziej doradza jarlowi we wszystkich kwestiach magicznych i może nawet sprzedawać czarodziejskie usługi lub zaklęcia gościom twierdzy. Zarządca jest pierwszym doradcą jarla i zwykle zajmuje się bardziej przyziemnymi aspektami prowadzenia twierdzy, miasta, czy nawet całej dzielnicy, zależnie od sytuacji. Biada zaś głupcowi, który narazi się huskarlowi, osobistemu ochroniarzowi jarla, rzadko odstępującemu od jego boku, który przysięgał poświęcić własne życie, aby w razie potrzeby ocalić dostojnego władcę.
Jakkolwiek jednak potężny i wpływowy nie byłby każdy jarl, prawdziwa potęga Skyrim pochodzi z siły jego Najwyższego Króla. Rządzi on wszystkimi i zawsze jest jednym z jarlów, wybieranym przez zgromadzenie zwane moot - specjalnie zwoływaną radę wszystkich jarlów, którzy spotykają się tylko po to, aby wybrać najwyższego władcę Skyrim. Tak przynajmniej wygląda teoria.
W rzeczywistości jednak Najwyższy Król przysięga wierność Cesarzowi, ponieważ zaś Samotnia jest miastem pozostającym pod największym wpływem cesarskiej kultury i polityki, jej jarlowie od pokoleń byli najwyższymi królami. Tak więc moot ma raczej znaczenie formalne i fasadowe.
Gdy jednak sposobiłem się do opuszczenia Skyrim, mogłem wyczuć nadchodzące zmiany, obawę kiełkującą w sercach niektórych dobrych Nordów. Wielu wydawało się niezadowolonych ze stałej obecności Cesarstwa na ich ziemi. Zaś delegalizacja kultu Talosa jako Dziewiątego Bóstwa - warunek Konkordatu Bieli i Złota, czyli traktatu pokojowego między Cesarstwem a Aldmerskim Dominium - tylko pogłębiła ten podział.
Tak więc, chociaż jarlowie Skyrim ciągle rządzą swoimi dzielnicami, podlegając przy tym swemu Najwyższemu Królowi popieranemu przez Cesarstwo, być może przyjdzie kiedyś taki dzień, że moot zbierze się, by wybrać nowego Najwyższego Króla - takiego, który nie będzie, jak wielu by rzekło, cesarską "marionetką z Samotni"?
Jeśli ten dzień nadejdzie, będę wdzięczny, że znajduję się tak daleko od Skyrim, w moim własnym domu w Hammerfell, gdyż taka decyzja oznaczać będzie wojnę domową i obawiam się, że podobny konflikt mógłby rozedrzeć groźny oraz piękny lud Nordów.
spisał
Abdul-Mujib Ababheh
Podczas moich podróży, a było ich wiele, napotkałem wiele dziwnych ludów i kultur w rozmaitych prowincjach Cesarstwa, zaś w każdej z nich odkryłem metody rządów i zwyczaje przywódców właściwe tejże konkretnej prowincji.
Na przykład w Czarnych Mokradłach król Argonian każe swoim cienistołuskim skrytobójcom po cichu eliminować zagrożenie, bez wiedzy jego ludu. W Prowincji Cesarskiej Cyrodiil Cesarz rządzi bezpośrednio, ale nie można lekceważyć władzy danej jego Radzie Starszych.
Podczas niedawnej podróży do Skyrim, surowego i mroźnego świata Nordów, mogłem po raz pierwszy być świadkiem wyjątkowych rządów tego silnego, dumnego ludu.
Cała prowincja Skyrim jest podzielona na obszary zwane dzielnicami, zaś każda dzielnica ma stolicę w jednym z wielkich starożytnych miast. W każdym z tych miast rządzi król dzielnicy, zwany jarlem.
Jarlowie ze Skyrim stanowią naprawdę groźny widok. Siedzą na swoich tronach, gotowi natychmiast wymierzyć sprawiedliwość lub wysłać siły, by zdławiły jakieś miejscowe zagrożenie, czy będzie to wataha dzikich wilków, czy też przerażający gigant, który zapuścił się zbyt blisko ludzkich siedzib.
Obserwując tych jarlów, dostrzegłem oczywiście niepowtarzalną osobowość i styl rządzenia każdego z nich. Nie byłem jednak przygotowany, zwłaszcza mając w pamięci niesłuszną reputację norskich władców jako barbarzyńców lub prymitywnych wodzów, na widok formalnej struktury dworu każdego jarla. Choć bowiem to przywódca dzielnicy zasiada na jej tronie, służy mu zastęp urzędników pełniących bardzo konkretne i ważne role.
Nadworny czarodziej doradza jarlowi we wszystkich kwestiach magicznych i może nawet sprzedawać czarodziejskie usługi lub zaklęcia gościom twierdzy. Zarządca jest pierwszym doradcą jarla i zwykle zajmuje się bardziej przyziemnymi aspektami prowadzenia twierdzy, miasta, czy nawet całej dzielnicy, zależnie od sytuacji. Biada zaś głupcowi, który narazi się huskarlowi, osobistemu ochroniarzowi jarla, rzadko odstępującemu od jego boku, który przysięgał poświęcić własne życie, aby w razie potrzeby ocalić dostojnego władcę.
Jakkolwiek jednak potężny i wpływowy nie byłby każdy jarl, prawdziwa potęga Skyrim pochodzi z siły jego Najwyższego Króla. Rządzi on wszystkimi i zawsze jest jednym z jarlów, wybieranym przez zgromadzenie zwane moot - specjalnie zwoływaną radę wszystkich jarlów, którzy spotykają się tylko po to, aby wybrać najwyższego władcę Skyrim. Tak przynajmniej wygląda teoria.
W rzeczywistości jednak Najwyższy Król przysięga wierność Cesarzowi, ponieważ zaś Samotnia jest miastem pozostającym pod największym wpływem cesarskiej kultury i polityki, jej jarlowie od pokoleń byli najwyższymi królami. Tak więc moot ma raczej znaczenie formalne i fasadowe.
Gdy jednak sposobiłem się do opuszczenia Skyrim, mogłem wyczuć nadchodzące zmiany, obawę kiełkującą w sercach niektórych dobrych Nordów. Wielu wydawało się niezadowolonych ze stałej obecności Cesarstwa na ich ziemi. Zaś delegalizacja kultu Talosa jako Dziewiątego Bóstwa - warunek Konkordatu Bieli i Złota, czyli traktatu pokojowego między Cesarstwem a Aldmerskim Dominium - tylko pogłębiła ten podział.
Tak więc, chociaż jarlowie Skyrim ciągle rządzą swoimi dzielnicami, podlegając przy tym swemu Najwyższemu Królowi popieranemu przez Cesarstwo, być może przyjdzie kiedyś taki dzień, że moot zbierze się, by wybrać nowego Najwyższego Króla - takiego, który nie będzie, jak wielu by rzekło, cesarską "marionetką z Samotni"?
Jeśli ten dzień nadejdzie, będę wdzięczny, że znajduję się tak daleko od Skyrim, w moim własnym domu w Hammerfell, gdyż taka decyzja oznaczać będzie wojnę domową i obawiam się, że podobny konflikt mógłby rozedrzeć groźny oraz piękny lud Nordów.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Rzecz o smokach
spisał
Torhal Bjorik
Ostatni przypadek zaobserwowania smoka w Tamriel zdarzył się za Tibera Septima. Zawarł on pakt z nielicznymi pozostałymi smokami, przysięgając je chronić, jeśli będą mu służyć. Mimo jego obietnicy wciąż polowano na smoki. Nie wiadomo, czy ostatnie okazy uciekły z Tamriel, czy zostały zgładzone.
Nie istnieje żadna prawdopodobna teoria genezy smoków. Według "przepytanych" przez Kolegium Szeptów dremor, po prostu były i są. Wieczne, nieśmiertelne, niezmienne i nieustępliwe. Nie rodzą się ani nie wykluwają. Nie łączą się w pary, nie rozmnażają. Nie obserwuje się przypadków smoczych jaj ani młodych smocząt. W rejonie Zatoki Iliac krążą o nich opowieści, ale dotąd żadna nie została potwierdzona. Jaja okazały się należeć do innych gadów, a smoczęta były jedynie przerośniętymi jaszczurkami, pozbawionymi związku z prawdziwymi smokami.
Chociaż smoki się nie rodzą, mogą umrzeć. Podczas Smoczej Wojny w okresie meretyckim zostały zdziesiątkowane. Podobno akavirscy najeźdźcy pod koniec pierwszej ery zabili ich mnóstwo, przed i po tym, jak poniosły porażkę w walce z cesarzem Remanem. Niektóre źródła twierdzą, że Akavirczycy przynieśli ze sobą zaklęcia smokobójcze. Inne, że budowali sprytne pułapki. Jedna z opowieści mówi nawet o rzadkiej truciźnie.
Powszechnie wiadomo, że najstraszliwszą bronią smoka jest jego ognisty oddech. Ponieważ mogły latać i ziać płomieniami, niosąc śmierć, podczas polowania niezbędni byli łucznicy i czarodzieje. Mniej znany jest fakt, że niektóre smoki ziały mrożącym szronem. Zapiski wskazują na to, że smok mógł robić jedno lub drugie, ale nie obie te rzeczy naraz.
Większość ludzi myśli o smokach jako o zwykłych bestiach, jednak logiczne jest, że musiały posługiwać się mową, aby Tiber Septim mógł z nimi negocjować. Istotnie, źródła historyczne jasno stwierdzają, że smoki były niezwykle inteligentne. Miały swój własny język, ale władały też językami ludzi i elfów.
Relacje z polowań Remana zawierają raporty o smokach, które zieją i plują ogniem. Ostatnio odkryto takie, które opisują smoki ziejące zamrażającymi podmuchami. W co bardziej pomysłowych opowieściach przyzywają burze, a nawet zatrzymują czas. Powinno się je włożyć między bajki i mity. Nawet gdy pozbawione są swojej najstraszliwszej broni, niemal niezniszczalna skóra i twardsze niż granit zęby oraz pazury czynią z nich straszliwych przeciwników.
Nie ma zgody co do tego, kiedy zabito ostatniego smoka. Wydaje się, że pozostałe kilka zniknęło jednocześnie. Niektóre opowieści mówią o smoczym królu, który wolał pożreć swych pobratymców niż pozwolić ich zabić ludziom. W jednej z bardziej naciąganych historii Tiber Septim wchłonął ich esencję, kiedy stał się bogiem. Chociaż dokładna przyczyna nie jest znana, już ich nie ma. Od stuleci nie widziano żadnego smoka. Istnieje kilka przypadków zaobserwowania smoczych kości wtopionych w kamienie i skały klifów oraz jaskiń. Tyle dowodów wystarczy, żeby opowieści stały się niezaprzeczalne.
spisał
Torhal Bjorik
Ostatni przypadek zaobserwowania smoka w Tamriel zdarzył się za Tibera Septima. Zawarł on pakt z nielicznymi pozostałymi smokami, przysięgając je chronić, jeśli będą mu służyć. Mimo jego obietnicy wciąż polowano na smoki. Nie wiadomo, czy ostatnie okazy uciekły z Tamriel, czy zostały zgładzone.
Nie istnieje żadna prawdopodobna teoria genezy smoków. Według "przepytanych" przez Kolegium Szeptów dremor, po prostu były i są. Wieczne, nieśmiertelne, niezmienne i nieustępliwe. Nie rodzą się ani nie wykluwają. Nie łączą się w pary, nie rozmnażają. Nie obserwuje się przypadków smoczych jaj ani młodych smocząt. W rejonie Zatoki Iliac krążą o nich opowieści, ale dotąd żadna nie została potwierdzona. Jaja okazały się należeć do innych gadów, a smoczęta były jedynie przerośniętymi jaszczurkami, pozbawionymi związku z prawdziwymi smokami.
Chociaż smoki się nie rodzą, mogą umrzeć. Podczas Smoczej Wojny w okresie meretyckim zostały zdziesiątkowane. Podobno akavirscy najeźdźcy pod koniec pierwszej ery zabili ich mnóstwo, przed i po tym, jak poniosły porażkę w walce z cesarzem Remanem. Niektóre źródła twierdzą, że Akavirczycy przynieśli ze sobą zaklęcia smokobójcze. Inne, że budowali sprytne pułapki. Jedna z opowieści mówi nawet o rzadkiej truciźnie.
Powszechnie wiadomo, że najstraszliwszą bronią smoka jest jego ognisty oddech. Ponieważ mogły latać i ziać płomieniami, niosąc śmierć, podczas polowania niezbędni byli łucznicy i czarodzieje. Mniej znany jest fakt, że niektóre smoki ziały mrożącym szronem. Zapiski wskazują na to, że smok mógł robić jedno lub drugie, ale nie obie te rzeczy naraz.
Większość ludzi myśli o smokach jako o zwykłych bestiach, jednak logiczne jest, że musiały posługiwać się mową, aby Tiber Septim mógł z nimi negocjować. Istotnie, źródła historyczne jasno stwierdzają, że smoki były niezwykle inteligentne. Miały swój własny język, ale władały też językami ludzi i elfów.
Relacje z polowań Remana zawierają raporty o smokach, które zieją i plują ogniem. Ostatnio odkryto takie, które opisują smoki ziejące zamrażającymi podmuchami. W co bardziej pomysłowych opowieściach przyzywają burze, a nawet zatrzymują czas. Powinno się je włożyć między bajki i mity. Nawet gdy pozbawione są swojej najstraszliwszej broni, niemal niezniszczalna skóra i twardsze niż granit zęby oraz pazury czynią z nich straszliwych przeciwników.
Nie ma zgody co do tego, kiedy zabito ostatniego smoka. Wydaje się, że pozostałe kilka zniknęło jednocześnie. Niektóre opowieści mówią o smoczym królu, który wolał pożreć swych pobratymców niż pozwolić ich zabić ludziom. W jednej z bardziej naciąganych historii Tiber Septim wchłonął ich esencję, kiedy stał się bogiem. Chociaż dokładna przyczyna nie jest znana, już ich nie ma. Od stuleci nie widziano żadnego smoka. Istnieje kilka przypadków zaobserwowania smoczych kości wtopionych w kamienie i skały klifów oraz jaskiń. Tyle dowodów wystarczy, żeby opowieści stały się niezaprzeczalne.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Przewodnik podróżnika po Skyrim
spisał
Marcius Carvain,
wicehrabia Brumy
Zbyt często szlachta z Cyrodiil ogląda Skyrim jedynie z okien swoich powozów. Choć tę surową, mało ucywilizowaną prowincję rzeczywiście trudno nazwać gościnną, jest ona jednak również ojczyzną dzikiego, niepohamowanego piękna. Roztaczają się tu wspaniałe widoki, a niezwykłe cuda natury czekają na tych, którzy wykażą wystarczającą chęć, by je odnaleźć, i wrażliwość, by je docenić. Jeśli chcecie sami zwiedzić Skyrim, polecam rozpoczęcie przygody od znalezienia Kamieni Losu, jak i ja zrobiłem.
Na pewno zaskoczyła was ta nazwa, ja również byłem nią zaskoczony. Prowincjusze i wieśniacy znają rozmaite mroczne historie związane z tymi starożytnymi monumentami. Opowieści o obrzędach nekromantów i straszliwych zjawach, o wielkich i strasznych mocach przekazywanych każdemu, kto odważy się ich dotknąć.
Te opowieści to, jak powiedział mi kiedyś jarl Igrof, "kupa mamuciego gnoju". Niezbyt to grzeczne, ale sens jest jasny.
Oczywiście cały czas należy zachowywać ostrożność - nie można lekceważyć zbójców i dzikich zwierząt. Samych kamieni nie ma się jednak co bać. Wręcz przeciwnie, ze względu na bliskość miast i dróg są doskonałym celem podróży dla początkującego odkrywcy, a wiele z nich oferuje wspaniałe widoki, dla których warto wybrać się w taką podróż.
Na zaostrzenie apetytu przedstawię cztery takie miejsca:
Większość podróżników przybywa do Skyrim przez Helgen, "Bramę na Północ". Jeśli znajdziesz się w tej zaściankowej dziurze, rozważ popołudniową przejażdżkę na północ po drodze wijącej się po urwiskach na wschodnim brzegu zalewu Ilinalta. Niedaleko drogi na małej skarpie znajdują się trzy Kamienie Strażnicze, największe skupisko stojących kamieni w całym Skyrim. Widok jeziora z tego miejsca o zachodzie słońca jest wprost niezrównany.
Goście z Cheydinhal przejeżdżają przez Pękninę, miasto knowań i kradzieży od czasów Tibera Septima. Jeśli szukasz przygód w Rift, opuść miasto południową bramą i skieruj wzrok na urwisko, które wznosi się na południu. Na jego szczycie znajduje się Kamień Cienia, stosowny symbol dla miasta złodziei.
Biała Grań leży w sercu Skyrim. Górujący nad nią pałac dorównuje nawet wielkim zamkom Cyrodiil. Jeśli jednak zmęczy cię gościnność jarla, kilka godzin na wschód od miasta drogą wznoszącą się nad Wąwozem Białej Rzeki czeka na ciebie kolejna przygoda. Na szczycie samotnego wzgórza wznoszącego się nad północną stroną drogi znajduje się Kamień Rytuału, osadzony w starożytnym monumencie. Poświęć trochę czasu na podziwianie niesamowitego widoku Białej Grani, tundry i wąwozu z tego wyjątkowego miejsca.
Bardziej doświadczeni odkrywcy mogą mieć ochotę zwiedzić Markart, starożytne kamienne miasto daleko na zachodzie. W następstwie niedawnego buntu Renegatów podróżowanie po Pograniczu jest ryzykowne, lecz oddani poszukiwaniu przygód bez względu na koszt mogą odnaleźć kolejny kamień na wschód od miasta, na szczycie góry nad kopalnią Kolskeggr. Wspiąć się tam trudno, jednakże zdobycie szczytu jest osiągnięciem, z którego każdy podróżnik może być dumny.
Jest w Skyrim więcej Kamieni Losu - sam widziałem jeszcze kilka z nich, tkwiących na najdalszych górskich szczytach czy spowitych mgłą na północnych moczarach. Prawdziwą przyjemnością wypraw jest jednak odkrywanie, więc pozostawiam resztę wam. Niech prowadzi was osiem bóstw.
spisał
Marcius Carvain,
wicehrabia Brumy
Zbyt często szlachta z Cyrodiil ogląda Skyrim jedynie z okien swoich powozów. Choć tę surową, mało ucywilizowaną prowincję rzeczywiście trudno nazwać gościnną, jest ona jednak również ojczyzną dzikiego, niepohamowanego piękna. Roztaczają się tu wspaniałe widoki, a niezwykłe cuda natury czekają na tych, którzy wykażą wystarczającą chęć, by je odnaleźć, i wrażliwość, by je docenić. Jeśli chcecie sami zwiedzić Skyrim, polecam rozpoczęcie przygody od znalezienia Kamieni Losu, jak i ja zrobiłem.
Na pewno zaskoczyła was ta nazwa, ja również byłem nią zaskoczony. Prowincjusze i wieśniacy znają rozmaite mroczne historie związane z tymi starożytnymi monumentami. Opowieści o obrzędach nekromantów i straszliwych zjawach, o wielkich i strasznych mocach przekazywanych każdemu, kto odważy się ich dotknąć.
Te opowieści to, jak powiedział mi kiedyś jarl Igrof, "kupa mamuciego gnoju". Niezbyt to grzeczne, ale sens jest jasny.
Oczywiście cały czas należy zachowywać ostrożność - nie można lekceważyć zbójców i dzikich zwierząt. Samych kamieni nie ma się jednak co bać. Wręcz przeciwnie, ze względu na bliskość miast i dróg są doskonałym celem podróży dla początkującego odkrywcy, a wiele z nich oferuje wspaniałe widoki, dla których warto wybrać się w taką podróż.
Na zaostrzenie apetytu przedstawię cztery takie miejsca:
Większość podróżników przybywa do Skyrim przez Helgen, "Bramę na Północ". Jeśli znajdziesz się w tej zaściankowej dziurze, rozważ popołudniową przejażdżkę na północ po drodze wijącej się po urwiskach na wschodnim brzegu zalewu Ilinalta. Niedaleko drogi na małej skarpie znajdują się trzy Kamienie Strażnicze, największe skupisko stojących kamieni w całym Skyrim. Widok jeziora z tego miejsca o zachodzie słońca jest wprost niezrównany.
Goście z Cheydinhal przejeżdżają przez Pękninę, miasto knowań i kradzieży od czasów Tibera Septima. Jeśli szukasz przygód w Rift, opuść miasto południową bramą i skieruj wzrok na urwisko, które wznosi się na południu. Na jego szczycie znajduje się Kamień Cienia, stosowny symbol dla miasta złodziei.
Biała Grań leży w sercu Skyrim. Górujący nad nią pałac dorównuje nawet wielkim zamkom Cyrodiil. Jeśli jednak zmęczy cię gościnność jarla, kilka godzin na wschód od miasta drogą wznoszącą się nad Wąwozem Białej Rzeki czeka na ciebie kolejna przygoda. Na szczycie samotnego wzgórza wznoszącego się nad północną stroną drogi znajduje się Kamień Rytuału, osadzony w starożytnym monumencie. Poświęć trochę czasu na podziwianie niesamowitego widoku Białej Grani, tundry i wąwozu z tego wyjątkowego miejsca.
Bardziej doświadczeni odkrywcy mogą mieć ochotę zwiedzić Markart, starożytne kamienne miasto daleko na zachodzie. W następstwie niedawnego buntu Renegatów podróżowanie po Pograniczu jest ryzykowne, lecz oddani poszukiwaniu przygód bez względu na koszt mogą odnaleźć kolejny kamień na wschód od miasta, na szczycie góry nad kopalnią Kolskeggr. Wspiąć się tam trudno, jednakże zdobycie szczytu jest osiągnięciem, z którego każdy podróżnik może być dumny.
Jest w Skyrim więcej Kamieni Losu - sam widziałem jeszcze kilka z nich, tkwiących na najdalszych górskich szczytach czy spowitych mgłą na północnych moczarach. Prawdziwą przyjemnością wypraw jest jednak odkrywanie, więc pozostawiam resztę wam. Niech prowadzi was osiem bóstw.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Wielcy heroldowie
Ta opowieść została spisana przez Swyka Długie-Oko z Kręgu Jorrvaskr w trzeciej erze. Chociaż nie władam biegle słowami, słyszałem historie starszych Towarzyszy i postanowiłem je spisać, aby nie przepadły wraz ze mną. Oto więc lista wybitnych Heroldów Towarzyszy, którzy prowadzili nas przez mrok ku chwale w Sovngardzie.
Uwagi o heroldzie: Towarzysze nigdy nie mieli prawdziwego przywódcy od czasu Ysgramora, nikt nie był bowiem na tyle potężny, aby zjednoczyć wielkie serca bijące w Jorrvaskr. Podczas gdy inni, jak magowie czy złodzieje, potrzebują sztywnych ram hierarchii, aby wiedzieć, jak się ubierać, my, Towarzysze, potrafimy sami kierować swój los ku chwale. Herold doradza, rozstrzyga spory i udziela wyjaśnień w razie wątpliwości co do natury honoru. Przez tysiące lat obecności Towarzyszy w Jorrvaskr zdarzali się Heroldowie zarówno nędzni, jak i wspaniali, znani ze swej siły, ze swych serc, ze swych umysłów. Oto spis niektórych spośród najznamienitszych Heroldów, będących natchnieniem dla pieśni i czynów.
Ysgramor: pierwszy Herold, pierwszy Człowiek, niosący Słowa. Ten, który dawno temu pierwszy związał Towarzyszy słowem honoru w tym dalekim kraju. Lepsi ode mnie napisali o nim, nie będę więc próbował im dorównać.
Jeek z Rzeki: Kapitan Jorrvaskr podczas Powrotu, odkrywca Niebiańskiej Kuźni, założyciel Białej Grani i strażnik pierwszej przysięgi Towarzyszy, teraz zaginionej w odmętach czasu. Podczas gdy inne drużyny szukały chwały w podbojach, jego grupa pierwsza osiedliła się i ochraniała mniej zdolnych w rzemiośle wojennym, w miarę jak przybywali po nich.
Mryfwiil Skryty: Kilkaset lat po śmierci Ysgramora Towarzysze, jakich teraz znamy, byli żołnierzami do wynajęcia, niewiele lepszymi od pospolitych najmitów. Można było nas opłacić, abyśmy walczyli w wojnach, ale nasze zobowiązania honorowe powodowały, że często bracia tarczownicy byli zmuszeni stawać przeciwko sobie na polu bitwy. Więzy honoru między Towarzyszami były coraz słabsze, aż Mryfwiil w swej mądrości oznajmił, że odtąd nie będziemy brać udziału w żadnej wojnie ani jakimkolwiek politycznym konflikcie. Dzięki jego konsekwencji Towarzysze są dziś znani nie tylko z sukcesów na polu bitwy, ale także jako bezstronni sędziowie honoru.
Cirroc Wzniosły: Pierwszy Herold, który nie pochodził z Atmory. Było to w czasach, kiedy Nordowie zaczynali myśleć o sobie jako o narodzie i toczyły się długie dysputy o czystości i dziedzictwie Ysgramora. Cirroc przybył do Jorrvaskr jako sługa, ale ten Redgard szybko udowodnił swą siłę charakteru, kiedy jeden z mniej honorowych wojowników potraktował go lekceważąco. Gdy po uratowaniu życia Heroldowi Tulvarowi Niewspomnianemu otrzymał tytuł honorowego Towarzysza, stał się znany jako najzdolniejszy z braci tarczowników w twierdzy, szybkością i sprytem przewyższający kogokolwiek ze starego rodu Atmoran. Jako Herold panował krótko, ale powiadają, że opracowane przez niego zasady szermierki wciąż są przekazywane z Towarzysza na Towarzysza podczas treningu.
Henantier Przybysz: Pierwszy elfi Herold. Jak wcześniej Cirroc, tak i on po przybyciu do Jorrvaskr na początku był obiektem drwin, ponieważ był to czas (pod koniec pierwszej ery), kiedy elfom nie wolno było zostawać pełnoprawnymi Towarzyszami, a niewielu pozwalano w ogóle zobaczyć wnętrze twierdzy. W dzień Henantier pokornie wypełniał każde zadanie mu wyznaczone. W nocy zacięcie trenował na dziedzińcu zewnętrznym, pozwalając sobie na zaledwie kilka minut snu przed powrotem do służby następnego ranka. I tak przetrwał rządy kilku Heroldów, bez odpoczynku i skargi, nie tracąc sprawności umysłu i ciała. Przez lata długiego żywota zdobył zaufanie nowych Towarzyszy jako ten, który uczył ich drogi honoru.
Kiedy jeden z jego uczniów postarzał się i sam został Heroldem, Henantier był przy jego łożu śmierci. W obecności wszystkich Towarzyszy umierający wyznaczył Henantiera na swojego następcę, mówiąc że "nawet elf może się czasem urodzić z sercem Norda". Niektórzy Towarzysze złożyli tego dnia broń, ale ci, którzy pozostali, znali wagę prawdziwego honoru i to ich dziedzictwo zostało nam przekazane.
Macke Ostrooka: Była znana ze swojej niezwykłej urody, ale każdy, kto ją z tego powodu zlekceważył, nigdy nie popełnił ponownie tego błędu. Mówią, że raz powaliła połowę armii przeciwnika wzrokiem, a pozostałych wyrżnęła w pojedynkę. Jej zaginięcie w ósmym roku panowania nigdy nie zostało wyjaśnione, choć krąży o nim wiele kłamstw i oszczerstw.
Kyrnil Długi-Nos: Po mrocznym okresie pod koniec drugiej ery, kiedy w Jorrvaskr rządziło po kolei kilku fałszywych i nikczemnych Heroldów, to Kyrnil Długi-Nos zebrał w dziczy Towarzyszy o prawych sercach i wziął szturmem twierdzę, zabijając uzurpatorów oraz starym sposobem przywracając honor poprzez krew. Zapoczątkował tradycję zaufanych doradców zwanych Kręgiem (od rady kapitanów naszego pana Ysgramora), którzy służyliby przykładem młodszym, mniej doświadczonym Towarzyszom.
Zapewniając nieprzerwaną tradycję pojęcia honoru, wyprostował ścieżki Towarzyszy i zbliżył nasze cele z powrotem do motywów Ysgramora: by dążyć niestrudzenie do Sovngardu.
Ta opowieść została spisana przez Swyka Długie-Oko z Kręgu Jorrvaskr w trzeciej erze. Chociaż nie władam biegle słowami, słyszałem historie starszych Towarzyszy i postanowiłem je spisać, aby nie przepadły wraz ze mną. Oto więc lista wybitnych Heroldów Towarzyszy, którzy prowadzili nas przez mrok ku chwale w Sovngardzie.
Uwagi o heroldzie: Towarzysze nigdy nie mieli prawdziwego przywódcy od czasu Ysgramora, nikt nie był bowiem na tyle potężny, aby zjednoczyć wielkie serca bijące w Jorrvaskr. Podczas gdy inni, jak magowie czy złodzieje, potrzebują sztywnych ram hierarchii, aby wiedzieć, jak się ubierać, my, Towarzysze, potrafimy sami kierować swój los ku chwale. Herold doradza, rozstrzyga spory i udziela wyjaśnień w razie wątpliwości co do natury honoru. Przez tysiące lat obecności Towarzyszy w Jorrvaskr zdarzali się Heroldowie zarówno nędzni, jak i wspaniali, znani ze swej siły, ze swych serc, ze swych umysłów. Oto spis niektórych spośród najznamienitszych Heroldów, będących natchnieniem dla pieśni i czynów.
Ysgramor: pierwszy Herold, pierwszy Człowiek, niosący Słowa. Ten, który dawno temu pierwszy związał Towarzyszy słowem honoru w tym dalekim kraju. Lepsi ode mnie napisali o nim, nie będę więc próbował im dorównać.
Jeek z Rzeki: Kapitan Jorrvaskr podczas Powrotu, odkrywca Niebiańskiej Kuźni, założyciel Białej Grani i strażnik pierwszej przysięgi Towarzyszy, teraz zaginionej w odmętach czasu. Podczas gdy inne drużyny szukały chwały w podbojach, jego grupa pierwsza osiedliła się i ochraniała mniej zdolnych w rzemiośle wojennym, w miarę jak przybywali po nich.
Mryfwiil Skryty: Kilkaset lat po śmierci Ysgramora Towarzysze, jakich teraz znamy, byli żołnierzami do wynajęcia, niewiele lepszymi od pospolitych najmitów. Można było nas opłacić, abyśmy walczyli w wojnach, ale nasze zobowiązania honorowe powodowały, że często bracia tarczownicy byli zmuszeni stawać przeciwko sobie na polu bitwy. Więzy honoru między Towarzyszami były coraz słabsze, aż Mryfwiil w swej mądrości oznajmił, że odtąd nie będziemy brać udziału w żadnej wojnie ani jakimkolwiek politycznym konflikcie. Dzięki jego konsekwencji Towarzysze są dziś znani nie tylko z sukcesów na polu bitwy, ale także jako bezstronni sędziowie honoru.
Cirroc Wzniosły: Pierwszy Herold, który nie pochodził z Atmory. Było to w czasach, kiedy Nordowie zaczynali myśleć o sobie jako o narodzie i toczyły się długie dysputy o czystości i dziedzictwie Ysgramora. Cirroc przybył do Jorrvaskr jako sługa, ale ten Redgard szybko udowodnił swą siłę charakteru, kiedy jeden z mniej honorowych wojowników potraktował go lekceważąco. Gdy po uratowaniu życia Heroldowi Tulvarowi Niewspomnianemu otrzymał tytuł honorowego Towarzysza, stał się znany jako najzdolniejszy z braci tarczowników w twierdzy, szybkością i sprytem przewyższający kogokolwiek ze starego rodu Atmoran. Jako Herold panował krótko, ale powiadają, że opracowane przez niego zasady szermierki wciąż są przekazywane z Towarzysza na Towarzysza podczas treningu.
Henantier Przybysz: Pierwszy elfi Herold. Jak wcześniej Cirroc, tak i on po przybyciu do Jorrvaskr na początku był obiektem drwin, ponieważ był to czas (pod koniec pierwszej ery), kiedy elfom nie wolno było zostawać pełnoprawnymi Towarzyszami, a niewielu pozwalano w ogóle zobaczyć wnętrze twierdzy. W dzień Henantier pokornie wypełniał każde zadanie mu wyznaczone. W nocy zacięcie trenował na dziedzińcu zewnętrznym, pozwalając sobie na zaledwie kilka minut snu przed powrotem do służby następnego ranka. I tak przetrwał rządy kilku Heroldów, bez odpoczynku i skargi, nie tracąc sprawności umysłu i ciała. Przez lata długiego żywota zdobył zaufanie nowych Towarzyszy jako ten, który uczył ich drogi honoru.
Kiedy jeden z jego uczniów postarzał się i sam został Heroldem, Henantier był przy jego łożu śmierci. W obecności wszystkich Towarzyszy umierający wyznaczył Henantiera na swojego następcę, mówiąc że "nawet elf może się czasem urodzić z sercem Norda". Niektórzy Towarzysze złożyli tego dnia broń, ale ci, którzy pozostali, znali wagę prawdziwego honoru i to ich dziedzictwo zostało nam przekazane.
Macke Ostrooka: Była znana ze swojej niezwykłej urody, ale każdy, kto ją z tego powodu zlekceważył, nigdy nie popełnił ponownie tego błędu. Mówią, że raz powaliła połowę armii przeciwnika wzrokiem, a pozostałych wyrżnęła w pojedynkę. Jej zaginięcie w ósmym roku panowania nigdy nie zostało wyjaśnione, choć krąży o nim wiele kłamstw i oszczerstw.
Kyrnil Długi-Nos: Po mrocznym okresie pod koniec drugiej ery, kiedy w Jorrvaskr rządziło po kolei kilku fałszywych i nikczemnych Heroldów, to Kyrnil Długi-Nos zebrał w dziczy Towarzyszy o prawych sercach i wziął szturmem twierdzę, zabijając uzurpatorów oraz starym sposobem przywracając honor poprzez krew. Zapoczątkował tradycję zaufanych doradców zwanych Kręgiem (od rady kapitanów naszego pana Ysgramora), którzy służyliby przykładem młodszym, mniej doświadczonym Towarzyszom.
Zapewniając nieprzerwaną tradycję pojęcia honoru, wyprostował ścieżki Towarzyszy i zbliżył nasze cele z powrotem do motywów Ysgramora: by dążyć niestrudzenie do Sovngardu.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Pod murami Białej Grani, 10 dzień Ostatnich Siewów
Ri'saad wyciągnął ze skórzanej sakwy kawałki suszonego łososia, podał je kolejno wszystkim siedzącym na matach khajiitom. Kotołaki poczęły żuć rytmicznie niewielkie kęsy ryby, wyciągając się wygodnie na brzuchach i pomrukując błogo.
- Ma'randru-jo mówił o żywych nieżywych - przypomniał coś sobie Barr'teh, odwracając głowę w stronę potężnego kocura - Jakie to nieżywe żywe, krwiopijcy?
- Tak, ale nie tylko - pokiwał łbem Ma'randru-jo - Człowieki zwią je wampirami, ale prócz nich można tu napotkać chodzące kości. Całe człowieki z kości, dawno umarłe, tak dawno, że nic na nich nie sposób obgryźć ani szpiku wyssać.
- I falmery wyłażą spod ziemi - dodała ze złym syknięciem Khayla, odsłaniając nieco kły - Paskudne ślepe falmery, brzydko pachnące, bardzo krwi żądne. Obozować w nocy w puszczy i górach bardzo niebezpiecznie, Barr'teh tego nie robi. Lepiej pod murami człowieków pomieszkiwać, falmery i inne stwory tak blisko nie podchodzą.
Ri'saad wyciągnął ze skórzanej sakwy kawałki suszonego łososia, podał je kolejno wszystkim siedzącym na matach khajiitom. Kotołaki poczęły żuć rytmicznie niewielkie kęsy ryby, wyciągając się wygodnie na brzuchach i pomrukując błogo.
- Ma'randru-jo mówił o żywych nieżywych - przypomniał coś sobie Barr'teh, odwracając głowę w stronę potężnego kocura - Jakie to nieżywe żywe, krwiopijcy?
- Tak, ale nie tylko - pokiwał łbem Ma'randru-jo - Człowieki zwią je wampirami, ale prócz nich można tu napotkać chodzące kości. Całe człowieki z kości, dawno umarłe, tak dawno, że nic na nich nie sposób obgryźć ani szpiku wyssać.
- I falmery wyłażą spod ziemi - dodała ze złym syknięciem Khayla, odsłaniając nieco kły - Paskudne ślepe falmery, brzydko pachnące, bardzo krwi żądne. Obozować w nocy w puszczy i górach bardzo niebezpiecznie, Barr'teh tego nie robi. Lepiej pod murami człowieków pomieszkiwać, falmery i inne stwory tak blisko nie podchodzą.
Jestem ciekaw, czy Barr'teh ma jeszcze jakieś inne pytania czy też chciałby już tylko leżeć prosząc wielkimi ślepkami o to, by jakaś kocica podrapała go czule po brzuszku?
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Smocza Przystań, 10 dzień Ostatnich Siewów
Zasiadający na drewnianym tronie Balgruuf Większy przywołał Hastura i Ahraveena bliżej siebie, nie bacząc na zaniepokojoną tym gestem dunmerkę. Szczupła wojowniczka wciąż trzymała prawicę na mieczu, napięta niczym gotowy do użytku łuk.
- Zatem to prawda - powiedział wysoki mężczyzna o jasnej brodzie, noszący na czole zdobiony klejnotami złoty diadem - Kolejni świadkowie przynoszą straszne wieści. Mówicie, że Helgen zostało zniszczone?
- Ogniem i pazurami, mój panie - powiedział Hastur spoglądając w szare oczy zasiadającego na tronie jarla - Rzeź poczynił okrutną, zabił wielu cesarskich żołnierzy. Uszliśmy z życiem jedynie dzięki łasce bogów.
- Widzieliście smoka czy tylko spustoszone miasto? - zapytał mężczyzna w zbroi cesarskiego setnika, podnosząc się ze swojego miejsca na ławie - Może to jakiś najazd, napaść bandyckiej hordy?
- Słyszeliśmy opowieść pierwszego przybysza! - odrzekł ostrym tonem jarl, marszcząc czoło - Teraz jego słowa poświadczyli ci posłańcy. Straż na szczycie Smoczej Przystani widziała wczorajszego wieczoru wielki cień na zachodzie, który o zmroku przeleciał nad górami. Jedna z prastarych bestii powróciła!
Przez zgromadzonych w holu słuchaczy przebiegł zduszony pomruk lęku, zdumienia i niedowierzania.
- Naczelniczka Gerdur prossi o zbrojnych, panie - powiedział Ahraveen - Prawdą jesst to, co już ussłysseliśście. Ssam widziałem ssmoka, na włassne śślepia. On isstnieje!
- Mój panie, nie powinniśmy wysyłać zbrojnych do Rzecznej Puszczy - zaoponował ogolony na łyso człowiek w starannie skrojonych szatach - Jarl Falkretu może to opacznie zrozumieć. Gotów uznać, że zbroimy sioła biorąc stronę Gromowładnych!
- Lud mojej dziedziny musi zobaczyć, że ma oparcie w Białej Grani - odparł jarl przenosząc spojrzenie na swego doradcę - Napiszemy listy do jarla Falkretu.
- Słuszne słowa, ojcze! - klasnął w dłonie rosły młody mężczyzna o czystych norskich rysach - Czas najwyższy ruszyć się z Przystani!
Zasiadający na drewnianym tronie Balgruuf Większy przywołał Hastura i Ahraveena bliżej siebie, nie bacząc na zaniepokojoną tym gestem dunmerkę. Szczupła wojowniczka wciąż trzymała prawicę na mieczu, napięta niczym gotowy do użytku łuk.
- Zatem to prawda - powiedział wysoki mężczyzna o jasnej brodzie, noszący na czole zdobiony klejnotami złoty diadem - Kolejni świadkowie przynoszą straszne wieści. Mówicie, że Helgen zostało zniszczone?
- Ogniem i pazurami, mój panie - powiedział Hastur spoglądając w szare oczy zasiadającego na tronie jarla - Rzeź poczynił okrutną, zabił wielu cesarskich żołnierzy. Uszliśmy z życiem jedynie dzięki łasce bogów.
- Widzieliście smoka czy tylko spustoszone miasto? - zapytał mężczyzna w zbroi cesarskiego setnika, podnosząc się ze swojego miejsca na ławie - Może to jakiś najazd, napaść bandyckiej hordy?
- Słyszeliśmy opowieść pierwszego przybysza! - odrzekł ostrym tonem jarl, marszcząc czoło - Teraz jego słowa poświadczyli ci posłańcy. Straż na szczycie Smoczej Przystani widziała wczorajszego wieczoru wielki cień na zachodzie, który o zmroku przeleciał nad górami. Jedna z prastarych bestii powróciła!
Przez zgromadzonych w holu słuchaczy przebiegł zduszony pomruk lęku, zdumienia i niedowierzania.
- Naczelniczka Gerdur prossi o zbrojnych, panie - powiedział Ahraveen - Prawdą jesst to, co już ussłysseliśście. Ssam widziałem ssmoka, na włassne śślepia. On isstnieje!
- Mój panie, nie powinniśmy wysyłać zbrojnych do Rzecznej Puszczy - zaoponował ogolony na łyso człowiek w starannie skrojonych szatach - Jarl Falkretu może to opacznie zrozumieć. Gotów uznać, że zbroimy sioła biorąc stronę Gromowładnych!
- Lud mojej dziedziny musi zobaczyć, że ma oparcie w Białej Grani - odparł jarl przenosząc spojrzenie na swego doradcę - Napiszemy listy do jarla Falkretu.
- Słuszne słowa, ojcze! - klasnął w dłonie rosły młody mężczyzna o czystych norskich rysach - Czas najwyższy ruszyć się z Przystani!
W holu toczy się ożywiona dysputa. Czy przybysze zechcą coś wtrącić od siebie? I chętnie dowiem się jakie myśli krążą im teraz w głowach? (czyt. przydałby się jakiś fajny fabularny wstawek od poszczególnych BG podsumowujący wrażenia z wizyty w Białej Grani).
Ostatnio zmieniony 19 listopada 2012, 22:46 przez Keth, łącznie zmieniany 1 raz.
-
Araven
- Reactions:
- Posty: 8334
- Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 1 time
Ahraveen cieszył się z decyzji jarla, ale nie wtrącał się w dyskusje ludzi. Wiele tu zobaczył, lepeij zaczął rozumieć Skyrim i Nordów, ale chyba nigdy nie pojmie w pełni natury ludzi. I widział woele krajobrazów jakich nie da sie ujrzec na Czarnych Bagnach skąd pochodził. Od kiedy kupił futrzany pancerz czuł sie dużo lepiej na górskich szlakach. Argonianin zastanawiał sie czy kotolak się nie wdał w jakąś kabałę.... Bo zamierzał pohandlować z tym kupcem khajiitów.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Smocza Przystań, 10 dzień Ostatnich Siewów
Doradca jarla, najpewniej rządca Białej Grani, wciąż miał na twarzy wyraz dezaprobaty, ale wojowniczy syn Balgruufa zyskał znienacka poparcie innego dworzanina, cesarskiego setnika.
- Słuszne słowa - powiedział cyrodiilski oficer - Ileż już razy rozprawialiśmy w tej sali o bandach rozbójników, o falmerach i dzikich zwierzętach grasujących na traktach? Gromowładni korzystają na niedoli i nędzy pospólstwa, płacą mu zrabowanym u poborców złotem i chronią przed potworami. Z nas fałszywymi słowami czynią zaś takich samych potworów jak bestie z puszczy.
Zasiadająca na ławach świta jarla przysłuchiwała się słowom setnika w milczeniu, chociaż Ahraveen odniósł wrażenie, że wielu z nich miało już wcześniej sposobność poznać opinię Cyrodiilczyka na temat bezpieczeństwa dzielnicy.
- Wystarczy krztyna dobrej woli, aby przybył tu manipuł piechoty z Samotni - zaproponował setnik - Królowa Elisif będzie uradowana wiedząc, że ma Białą Grań po swojej stronie.
- Biała Grań potrafi się sama o siebie zatroszczyć - jarl Balgruuf uniósł prawą dłoń w górę gestem pozornie przyjaznym, a jednak ucinającym w zarodku dalszą dysputę na temat militarnego wsparcia Legionu - Proventusie, wyślij jeszcze dzisiaj dwa tuziny hersirów do Rzecznej Puszczy. Niech trzymają straż w osadzie, dopóki nie otrzymają innych rozkazów.
- Mój panie... - zaoponował raz jeszcze rządca, potrząsając głową.
- Nie zdzierżę dłuższej dysputy na ów temat - przerwał mu jarl podnosząc ponownie upierścienioną dłoń. Widząc ten gest doradca skłonił się lekko przygryzając przy tym zaciśnięte usta.
- Wy zaś zasiądźcie przy stołach, u samego szczytu - polecił władyka Białej Grani przenosząc spojrzenie szarych oczu na przybyszy - Uczynić im miejsce, podać strawę i napitki. Chcę usłyszeć o wszystkim, co widzieliście w Helgen, o każdym szczególe tych niezwykłych wydarzeń.
Doradca jarla, najpewniej rządca Białej Grani, wciąż miał na twarzy wyraz dezaprobaty, ale wojowniczy syn Balgruufa zyskał znienacka poparcie innego dworzanina, cesarskiego setnika.
- Słuszne słowa - powiedział cyrodiilski oficer - Ileż już razy rozprawialiśmy w tej sali o bandach rozbójników, o falmerach i dzikich zwierzętach grasujących na traktach? Gromowładni korzystają na niedoli i nędzy pospólstwa, płacą mu zrabowanym u poborców złotem i chronią przed potworami. Z nas fałszywymi słowami czynią zaś takich samych potworów jak bestie z puszczy.
Zasiadająca na ławach świta jarla przysłuchiwała się słowom setnika w milczeniu, chociaż Ahraveen odniósł wrażenie, że wielu z nich miało już wcześniej sposobność poznać opinię Cyrodiilczyka na temat bezpieczeństwa dzielnicy.
- Wystarczy krztyna dobrej woli, aby przybył tu manipuł piechoty z Samotni - zaproponował setnik - Królowa Elisif będzie uradowana wiedząc, że ma Białą Grań po swojej stronie.
- Biała Grań potrafi się sama o siebie zatroszczyć - jarl Balgruuf uniósł prawą dłoń w górę gestem pozornie przyjaznym, a jednak ucinającym w zarodku dalszą dysputę na temat militarnego wsparcia Legionu - Proventusie, wyślij jeszcze dzisiaj dwa tuziny hersirów do Rzecznej Puszczy. Niech trzymają straż w osadzie, dopóki nie otrzymają innych rozkazów.
- Mój panie... - zaoponował raz jeszcze rządca, potrząsając głową.
- Nie zdzierżę dłuższej dysputy na ów temat - przerwał mu jarl podnosząc ponownie upierścienioną dłoń. Widząc ten gest doradca skłonił się lekko przygryzając przy tym zaciśnięte usta.
- Wy zaś zasiądźcie przy stołach, u samego szczytu - polecił władyka Białej Grani przenosząc spojrzenie szarych oczu na przybyszy - Uczynić im miejsce, podać strawę i napitki. Chcę usłyszeć o wszystkim, co widzieliście w Helgen, o każdym szczególe tych niezwykłych wydarzeń.
Potraktujcie to jako zaproszenie na wyżerkę. Nie oczekuję od Was fabularnego streszczenia wydarzeń w Helgen, sam to napiszę, tylko dajcie mi cynk, czy ewentualnie chcecie coś zataić, niedopowiedzieć lub wyolbrzymić! 
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Smocza Przystań, 10 dzień Ostatnich Siewów
Opowieść wiedli na przemian Ahraveen i Hastur, często wchodząc sobie wzajemnie w słowo lub uzupełniając wypowiedź towarzysza garścią dodatkowych komentarzy. Do zgromadzonych w holu dworzan dołączyło większe grono hersirów oraz odziana w czyste zadbane szaty służba. Wszyscy słuchali z pełnym niepokoju milczeniu, nie ważąc się wtrącić ani słowa pomiędzy zdania wypowiadane przez przybyszów.
Jarl Balgruuf również milczał, świdrując posłańców z Rzecznej Puszczy bacznym wzrokiem. Płomienie trzaskały w palenisku, podsycane przez służących dokładających do ognia co jakiś czas nowych polan.
- I tak też postanowiła Gerdur - dokończył opowieść Hastur, oblizując spierzchnięte usta językiem - A myśmy się zgodzili pójść do Białej Grani, by zanieść na ten dwór wieść o przebudzeniu smoka.
- Słusznie uczyniliście i chwała wam za to - przerwał swe milczenie jarl - Jak postanowiłem, jeszcze dziś dwa tuziny drużynników udadzą się do Rzecznej Puszczy. Biała Grań będzie strzec swych granic.
Hastur walczył z pokusą wyrażenia opinii na temat mizernych możliwości dwóch tuzinów hersirów w starciu ze smokiem, ale ugryzł się zawczasu w język, nie chcąc zaskarbić sobie niepotrzebnej niechęci miejscowych.
- Twa decyzja dowiodła wielkiej roztropności, panie - skłonił się Redgard - Udamy się wraz z drużynnikami z powrotem do wioski, by wypełnić umowę z Gerdur.
- Udacie się tam jutro - orzekł jarl opierając obie ręce na podłokietnikach tronu - Dzisiaj zaś zaszczycicie mnie obecnością na wieczornej biesiadzie. Żądny jestem wieści z południa, zwłaszcza z hrabstwa Brumy. Rzadko ostatnimi czasy zatrzymują się tutaj obeznani ze światem goście.

Opowieść wiedli na przemian Ahraveen i Hastur, często wchodząc sobie wzajemnie w słowo lub uzupełniając wypowiedź towarzysza garścią dodatkowych komentarzy. Do zgromadzonych w holu dworzan dołączyło większe grono hersirów oraz odziana w czyste zadbane szaty służba. Wszyscy słuchali z pełnym niepokoju milczeniu, nie ważąc się wtrącić ani słowa pomiędzy zdania wypowiadane przez przybyszów.
Jarl Balgruuf również milczał, świdrując posłańców z Rzecznej Puszczy bacznym wzrokiem. Płomienie trzaskały w palenisku, podsycane przez służących dokładających do ognia co jakiś czas nowych polan.
- I tak też postanowiła Gerdur - dokończył opowieść Hastur, oblizując spierzchnięte usta językiem - A myśmy się zgodzili pójść do Białej Grani, by zanieść na ten dwór wieść o przebudzeniu smoka.
- Słusznie uczyniliście i chwała wam za to - przerwał swe milczenie jarl - Jak postanowiłem, jeszcze dziś dwa tuziny drużynników udadzą się do Rzecznej Puszczy. Biała Grań będzie strzec swych granic.
Hastur walczył z pokusą wyrażenia opinii na temat mizernych możliwości dwóch tuzinów hersirów w starciu ze smokiem, ale ugryzł się zawczasu w język, nie chcąc zaskarbić sobie niepotrzebnej niechęci miejscowych.
- Twa decyzja dowiodła wielkiej roztropności, panie - skłonił się Redgard - Udamy się wraz z drużynnikami z powrotem do wioski, by wypełnić umowę z Gerdur.
- Udacie się tam jutro - orzekł jarl opierając obie ręce na podłokietnikach tronu - Dzisiaj zaś zaszczycicie mnie obecnością na wieczornej biesiadzie. Żądny jestem wieści z południa, zwłaszcza z hrabstwa Brumy. Rzadko ostatnimi czasy zatrzymują się tutaj obeznani ze światem goście.

Teoretycznie możecie obrazić jarla odrzucając jego zaproszenie, ale jestem ciekaw, czy ktokolwiek się na to odważy?