Grand Illusion; 24/07/2020; 1230hrs
Punki musiały zostawić całą broń przy wejściu. Wielki ochroniarz, wyglądający jak nakoksowany zawodnik rugby z Samoa nie zadowolił się tylko tym. Gdy cała broń wylądowała w schowku, maoryska mozaika wytatuowana na twarzy solo zapaliła się czerownym światłem, mówiącym jakby niebezpieczeństwo. Ochroniarz przeskanował jeszcze chłopaków dodatkowo, aby upenić się, że żadne niebezpieczne przedmioty nie zostaną wniesione na teren klubu. W końcu machnął ręką wskazując chłopakom wejście do środka.
Trent Reznor, Immigrant Song:
http://www.youtube.com/watch?v=SpxRcvbKRlY
Gdy tylko rozsuwane elektrycznie drzwi rozsunęły się o cal, ze środka uderzyły decybele ostrej nuty. Grand Illusion istniało tylko dla jednego celu: muzyki. Punki rozejrzały się. Przy głownej scenie, pomimo bardzo wcześnej pory szalało kilkuset ludzi w rytmie dzikiej mechaniczno-elektronicznej muzyki, która na gust chłopaków była dość staroświecka, ale brzmiała nieźle. Na scenie oprócz załogi szalały holograficzne prezentacje wysokiej jakości. Chłopaki dołączyli do pogrążonego w transie tłumu, rozglądając się z Kapustą. Byli wcześniej więc mieli trochę czasu, a należało im się trochę zabawy.
Garcia, który wciąż jeszcze odczuwając sińce nie bardzo garnął się do szalonego tańca, stał nieco z boku i to on dostrzegł Kapustę siedzącego przy barze z jakimś ćpunem. Śmiali się i przyjacielsko gadali, choć w tym hałasie nawet wyskalowane na maxa cyberaudio nie było w stanie wychwycić nawet strzępka rozmowy. Fixer skądś znał tego klienta, ale nie mógł sobie przypomnieć skąd. Machnął ręką na chłopaków i opuścili tłum. Hector wskazał na Johnego. Podeszli, trochę bliżej, ale nie śmiali przeszkadzać fixerowi. Czarny krzyknął do Garcii:
- Jakieś lekko starawe to towarzystwo tutaj! Średnia wieku koło czterdziestki! - Eugene kiwnął na gościa gadającego z Kapustą i krzyknął do latynosa: - Kurwa z kim on się zadaje? Przecież ten kolo to nawet przy Dzikusach jakiś menel!
- Pojebany jesteś? Nie wiesz kto to? - Teraz z kolei Hec zapytał z niedowierzaniem: - To Jack Masters głąbie.
- Pierdolisz? Ten z Universal Records?
- Nie kurwa, ten co jeździ widlakiem w Mallplexie baranie. - Ironicznie odpowiedział fixer, budząc złość technika, i tak już złego, że nie rozpoznał takiej zacnej persony:
- Weź kurwa odbij. Skad miałem wiedzieć?
Kapusta tymczasem przyjacielsko poklepał się po plecach z Mastersem. Przybili żółwika i Masters ruszył w zahipnotyzowany muzą tłum. Johny ręką przywołał punków i przekrzykując hałas zapytał:
- Spoko, że jesteście wcześniej! Drina!?